addicted11
18.09.07, 01:25
zindoktrynowany przez forum i przez ksiazke biografie ktora czytalem
ostatnio,
pomyslalem sobie, ze bede sie uwazal za alkoholika i narkomana,
ktory ma ciagle relapsy- czyli potkniecia/ nawroty.
Podoba mi sie ta idea- taki cieroiacy, walczacy koles.
Tak jak teraz to jestem taki beztroski, nonszalancki, ktory po
prostu sobie pije i ma moze lekkie rozterki, ale wlasciwie to nic
nadzwyczajnego.
a tak to bede taki fajny cierpiacy alkoholik, cala rodzina bedzie
sie o mnie martwic, znajomi, super sprawa- moze nawet beda mnie
pilnowac, a ja myk- wymkne sie i przyjde pijany.
beda przy mnie skakac jak przy jajku, bo bede glosno deklarowal, ze
to wpadka, ja przeciez nie chce pic, kocham trzezwosc, rzucam picie,
po prostu nie wytrzymalem bo alkoholizm to ciezka choroba.
Czy ktos uderzy czlowieka w okularach?
A swoja droga- droga z wpadkami jest taka romantyczna, nie tak po
prostu przestac pic i zaczac sie modlic, to rozwiazanie dla
nudziarzy albo drobnopijaczkow.
Jak tak sobie pomyslalem to przestal mi w ogole imponowac august i
jaras- a takze rauchen.
co to za alkoholoicy?
Ktos ich raz oswiecil na terapii czy mityngu i poszli jak cmy w
ogien.
Prawdziwy alkoholik to musi walczyc, motac sie, to jest caly urok
trzezwienia.
swoja droga bardzo nie lubie polskiego terminu "zapicice", co to za
wiesniackei slowo w ogole, patrzylem ze nie ma go nawet w slowniku
jezyka polskiego ani ortograficznym, slowo "zapic" nie istnieje bez
slowka "sie" jest to czasownik zwrotny
to chyba jakis zul wymyslil, co jest symptomatyczne dla "klymatow"
aowskich.