janulodz
08.10.07, 00:18
Kiedy moje picie osiągnęło stan klęski, kiedy już tylko musiałem, byłem
bezsilny wobec alkoholu. Budziłem się w nocy i piłem, wstawałem rano i piłem,
nie planowałem nic na wieczór, żebym tylko mógł się napić, a w nocy budziłem
się i .....
Pewnego ranka stojąc w oknie..... pisałem już o tym. Wtedy poczułem, ze tak
dalej być nie może. Że muszę z tym skończyć, albo zginę. Miałem przed sobą
perspektywę pozostania samemu i bez niczego, albo wyjście. Tego dnia się nie
napiłem. I następnego. Bardzo długa rozmowa z żoną. Potem Ona i ja do
przychodni, terapeuta, lekarz, perspektywa trzymiesięcznej terapii. Ale we
mnie już było to postanowienie. I WIEDZIAŁEM ,że już nie mogę się napić. Bo
wszystko spieprzę. Dwa mityngi, dwie rozmowy z terapeutą. Nie dla mnie. Za
dużo w imię ojca, formułek, rygorów, rytuałów. Najbardziej mnie zdołowało, jak
mi kazali na terapię przynieść swoje kapcie i garnuszek. Wtedy wstąpiła we
mnie siła. I postanowienie. Nie piję. Poważnie. Dam radę. Dużo zajęć. Radość z
trzeźwienia, coraz lepsze samopoczucie. I ten strach w oczach żony, kiedy sam
wychodziłem, albo musiałem dalej wyjechać. Z czasem coraz mniejszy. Ponowne
uniesienia, odkrywanie siebie, przespane noce i trzeźwe poranki. Nawet
euforia. Potem normalność. Już nie jestem bezsilny. Odkryłem w sobie moc. Mogę
nie pić. Potrafię. Jeszcze parę tragicznych zdarzeń. Tak jakby próba. Ale nie
ze mną te numery. Ja już nie piję. Nie muszę. Tak mi jest dobrze. Narodziny
wnuka. Jadę po położną. 50 km, na jej działkę. Tak było umówione. Jestem
trzeźwy, dyspozycyjny, zdrowy. Kiedyś nie do pomyślenia. Byłaby okazja do
picia. W drodze dowiadujemy się, że już nie potrzeba. Odwożę ją z powrotem i
wracam. Mam wnuka. Praca, sukcesy, szacunek sąsiadów, znajomi jakby milsi,
przyjaciele, którzy wiedzą i cieszą się razem ze mną, RODZINA. To niesamowity
doping. I te oczy mojej żony . Już teraz wesołe i ufne. Córka przychodząca z
problemami. I mogę pomóc. W jej pracy, w obowiązkach domowych, przy wnuku:
"Dziadziusiu, kocham cię". Omal mi serce nie pęka z dumy. To jest moja
terapia. To mi dodaje poweru.
Warto nie pić.
Niepicie jest fajne.
W styczniu będzie 5 lat.