jwn
29.04.08, 23:34
Zastanawialiście się kiedyś jak daleko może w Wasze życie wtargnąć machina
biurokracji pod szyldem pomocy i przeciwdziałania ? Jak raz zdiagnozowany
alkoholik jest pozbawiony szans w zderzeniu z biurokracją, z zapisami w karcie
przychodni odwykowej? Że dla urzędnika jesteście na zawsze dnem, bez
możliowości do własnego zdania, bez szans na normalność i równe traktowanie
wobec tzw. prawa?
Kilkanaście lat temu, gdy zaczynałem swoją "przygodę z nową drogą życia"
usłyszałem od przyjaciele historię, opartą na jego doświadczeniu. W skrócie:
jego prace, piciorysy itp.prace z leczenia stacjonarnego zostały wykorzystane
przeciwko niemu w sądzie podczas rozprawy karnej.(sic!)
Po całej sprawie olał całkowicie zarówno ruch AA, jak i wszelkie kontakty i
odpukać do dzisiaj żyje w całkowitej abstynencji 20 lat.I żyje naprawde
fajnie. Założył rodzinę , tapla się w szmalu z ukochanymi dziećmi w basenie
przy domu. Nie wie co to głód , a problemem jest czy znowu na wakacje na
Teneryfe lub Dominikane, czy zmienić Hummera na coś fajniejszego, czy Harley
zamienic na choppera z z OCC. .Ostrzegał mnie wówczas, wchodzącego nowicjusza
w ruch -> uważaj na zbytnią szczerość , bądź tylko do pewnego tylko do
pewnego stopnia,bo źlena tym wyjdziesz.
Jakoś go nie posłuchałem, rzuciłem się w wir trzeźwego życia i dzisiaj powiem
Wam szczerze żałuje.
Ostanie 1,5 roku mego życia to wzrastająca nienawiść do terapeutów, ruchu i
wszystkiego co z tym związane,a za co kiedyś byłem wdzięczny. Dopiero teraz
zrozumiałem czym jest bezsilność,
ale nie ta nasza alkoholowa, bezsilność w starciu z urzędasami mającymi mnie
,zdiagnozowanego alkoholika, po drugiej strony urzędniczej barykady.
Być może jestem wyjątkiem, być może miał ktoś podobny przypadek. Nie chcę
uogólniać, że u wszystkich tak to się kończy. Znam wielu ludzi którzy
żyjądzieki ruchowi i terapii, i na dodatek całkiem fajnie. Ale jakoś mi to nie
dodaje otuchy, bycia wyjątkiem potwierdzającym regółe Z dnia na dzień, mimo
wszystkiego co jestem w stanie zrobić,
machina biurokracji nie zatrzymuje się ani na moment, lecz toczy ospale,pomału
w kierunku który przewidziałem ponad rok temu, a najwazniejsze , że toczy cały
czas. A ja na to patrzę i dzisiaj widzę, że to o czym w najczarniejszych snach
przewidywałem 1,5 roku temu, zbliża sie nieuchronnie. Dotarło do mnie, że mimo
mojej racji nie mogę zrobić NIC. jestem jak trędowaty na którego reagują jak
trędowatego , z wyższością pań "biegłych" popijających kawe , a w przerwach
zmuszone są do zrobienia czegoś co nie wykracza poza ich schemat. Niedługo
chyba zwariuje, bo jedyną rzecza która mnie naprawde potrafi doprowadzić do
szału, pozbawić energii życiowej jest właśnie bezsilność wobec tej urzędniczej
bandy z tytułami "mgr psycholog- biegły sądowy uzależnień' dla których
wszystko jest albo
nieradzeniem z nawrotami , albo właśnie nawrotem , albo stanem
przednawrotowym. Mam już tego serdecznie dość :(((
Jeśli jest na tym forum jakiś prawnik , który mógłby mi poświęcić parę chwil,
będę wdzięczny po grób.
Pozdrawiam i przypominam, że mój przypadek jest promilem w porównaniu do
szczęśliwie przywróconych do życia .
Ufffff. ulżyło