tenjaras
17.09.08, 16:43
Tym, co skazuje nas wszystkich na nieuchronne uzależnienie, jest
niepewność co do naszej tożsamości prawdziwej i związany z nią lęk.
W tej trudnej sprawie uzależnienie ma pozory rozwiązania idealnego.
Znieczula niepokój, usypia wątpliwości, a na dodatek pochłania cały
nasz czas i energię. Sprawia, że wydaje nam się, iż wreszcie wiemy,
kim jesteśmy i czemu warto poświęcić życie.
Na przełomie wieków ludzki świat zdał sobie sprawę z panującej od
zarania dziejów epidemii uzależnień.
Choroba ta przybiera formy tak wielorakie i pochłania taką liczbę
ofiar, że nie sposób nie powziąć podejrzenia, iż istota ludzka w
swojej konstrukcji ma jakiś podstawowy defekt. Jest to zapewne
grzech pierworodny, który czyni uzależnienie niezbędnym sposobem na
przeżycie poza rajem... Chyba nikt albo prawie nikt nie jest w
stanie się go ustrzec. To jedynie kwestia momentu i okoliczności
zetknięcia się z naszym "uzależniającym alergenem".
Epidemia U
Porównanie do alergenu nie jest tu przypadkowe. Nie tylko dlatego,
że choroba uczuleniowa również ma wymiar epidemiczny. Przede
wszystkim dlatego, że nasza reakcja na "uzależniacz", podobnie jak
na alergen, często bywa dla nas całkowitym zaskoczeniem.
A uzależnić się możemy niemalże od wszystkiego. Epidemia U zatacza
więc coraz szersze kręgi, siejąc spustoszenie w naszych sercach i
umysłach, unieważniając nasze dotychczasowe związki z ludźmi i ze
światem. Sprawia, że albo się izolujemy i nikt nie ma z nas żadnego
pożytku, albo, co gorsza, uznajemy, że nasze uzależnienie jest
najlepszą receptą na problemy świata, i czynimy z niego zażarcie
propagowaną ideologię.
Jednak najbardziej niebezpieczne jest to, że uzależnienie staje się
naszą pozorną tożsamością uwalniającą nas od konieczności
poszukiwania naszej tożsamości prawdziwej. I tak np. alkoholik na
pytanie: "kim jesteś?" - odpowiada: "jestem alkoholikiem".
Uzależniony od swojej ideologii liberał czy socjalista
odpowiada: "jestem liberałem" albo "jestem socjalistą". Uzależniony
od religii swoje egzystencjalne i duchowe wątpliwości usypia
zapożyczoną tożsamością religijną. Zagubiony nastolatek odetchnie z
ulgą, gdy będzie mógł o sobie pomyśleć, że jest kibicem jakiegoś
piłkarskiego klubu lub fanem rockowego zespołu.
Podobnie rzecz się ma z uzależnionymi od statusu, pieniędzy,
własnego wizerunku, firmy, od pracy i braku pracy, od domu i
bezdomności - i z wieloma innymi, których nie sposób tu wymienić.
Wygląda więc na to, że tym, co skazuje nas wszystkich na nieuchronne
uzależnienie, jest niepewność co do naszej tożsamości prawdziwej i
związany z nią lęk.
W tej trudnej sprawie uzależnienie ma pozory rozwiązania idealnego.
Znieczula niepokój, usypia wątpliwości, a na dodatek pochłania cały
nasz czas i energię. Sprawia, że wydaje nam się, iż wreszcie wiemy,
kim jesteśmy i czemu warto poświęcić życie.
Gorączkowo kreujemy konflikty, bo w ogniu walki, w opozycji do
inaczej uzależnionego wroga nasza chwiejna, iluzoryczna tożsamość
stabilizuje się i wzmacnia. Wiemy, że zwycięzca dostaje dodatkową
premię. Uzależnienie zwycięskie przybiera pozór obowiązującej
prawdy - co odurza nas jeszcze mocniej i wydaje się nieść upragniony
spokój. Dlatego wojna i konflikt są nieodwołalnie wpisane w świat
uzależnionych umysłów.
Błędne koło
Prędzej czy później pseudolekarstwo uzależnienia musi okazać się
gorsze od choroby niepewności i lęku. Lecz wtedy, niestety, naszym
programem i legitymacją na resztę życia staje się wychodzenie z
uzależnienia i błędne koło zatrzaskuje się wokół nas - wydawać by
się mogło - na zawsze.
Jednak wbrew pozorom nie tracimy szansy odnalezienia takiej
tożsamości, która przyniesie nam prawdziwy spokój i radość. Zabrzmi
to patetycznie, ale trudno - tą nadzieją jest nasza przyrodzona
potrzeba poszukiwania wolności i prawdy nazywana również potrzebą
wyzwolenia albo zbawienia.
By pozostać jej wiernym, nie wolno ulegać pokusie identyfikowania
się z czymkolwiek, co wydaje się być w naszym posiadaniu lub być
naszym udziałem. Przy każdej okazji pytać siebie o to, czy
posiadanie lub nieposiadanie, pozycja i przynależność (lub ich brak)
mają się w jakikolwiek sposób do tego, czym w istocie jesteśmy.
Bądźmy nieustraszeni i pytajmy dalej: jak to, czym jesteśmy, ma się
do przemijania, do młodości i starości, zdrowia i choroby, rodzenia
się i umierania.
Te fundamentalne pytania uchronią nas przed gorączkowym
identyfikowaniem się z pozorami, przed koniecznością rozpaczliwej
ich obrony i wszystkich nieszczęść, które mogą z tego wyniknąć.
Stare chińskie przysłowie ostrzega: skarb wniesiony frontową bramą
nie jest prawdziwym skarbem domu.
Umysł uzależniony Wojciech Eichelberger
kobieta.gazeta.pl/wysokie-obcasy/1,53664,1673744.html