brain-storm
30.09.08, 22:09
Nie wiem od czego zacząć. Od początku pewnie byłoby nieźle, tylko nie wiem gdzie jest początek tej porąbanej historii. Mój brat ma 25 lat, nie pamiętam kiedy zaczął uciekać w świat używek. Wcześnie - to pewne.
To był dobry dzieciak, taki zdolny, taki bystry, uwielbiany przez dorosłych i równieśników - z każdym się dogadał. Zaczęło się od papierosów, kiedy miał 9 lat. I poszło. Ojciec zawsze wycofany, zdominowany przez mamę, która wykombinowała sobie, że będzie naszą kumpelą - to był jej pomysł na macierzyństwo. Wkrótce sama dawała szlugi - powiedzmy Michałowi - i kryła go przed ojcem. Trawkę jarał jak miał niespełna 12 lat, czerwone paski na świadectwie
zastąpiły ścieżki wydeptane do szkoły przez rodziców. Ale ciągle było cool, on jest nadpobudliwy, jest fantastyczny, bierze życie garściami, przyjdzie czas to się uspokoi.
Amfetamina pojawiła się pod koniec podstawówki, z technikum wyleciał za wąchanie podejrzanych substancji oraz pobicie pana od matematyki, w zawodówce było już krótko, klej, totalne odloty, drobne kradzieże. Po 20tce narkotyki zastąpiła wóda. Ba! Wóda to od święta, raczej specyfiki kupowane od ruskich za 5 zeta/litr.
Na początku potrafił pracowac po kilka m-cy zanim go wywalali. Teraz to są tygodnie, a w przypadku ostatniej pracy - dni. Po pijaku bywa agresywny, łapie jakieś dziwne zwidy - drze się do matki "ty dziwko!" aż nie ochrypnie. Tata jest schorowany i nie daje sobie z nim rady, zresztą nigdy nie miał silnej pozycji w domu i w oczach mojego brata. To akurat rezultat mrówczej wieloletniej pracy mojej mamy.
Szkoda mi rodziców utrzymują go coraz częściej, okrada ich, jest agresywny, kradnie w sklepach. Kiedy jest trzeźwy jest uroczy, bije się w pierś i z przekonaniem powtarza, że jest alkoholikiem, że to taki problem! Matka za każdym razem łapie się na ten chwyt i po chwili ma już 5tkę na piwo, bo przecież jedno piwko synusiowi nie zaszkodzi, każdy po pracy pije sobie piwo, prawda?
Wyrzucili go z domu, na jedną noc, potem cały dzien szukali go po klatkach, a znalazłszy zalanego w trupa radowali się, że nic mu się nie stało, dobrze, że na mszę nie dali w tej intencji:]
Jest jeszcze dziewczyna, nie jedna z jego licznych panienek, jest fantastyczna kobieta, która czeka na jego przypływy i odpływy, która zrezygnowała z życia w dużym mieście dla niego, która próbowała załatwić nie raz mu pracę, która ciągle czeka i której ten pajac nie jest wart. Rozbił jej związek bo wydawało mu się, że nie będzie pił. Nie musiał długo prosić... po 2 tygodniach abstynencji zalał się u dwóch koleżanek i spędził z nimi upojny weekend. A ona czeka i wierzy, chciałabym mieć jej wiarę i siłę, ale nie mam. Nawet nie pije już z kumplami, chla z jakimiś starymi kolesiami, którzy mogliby być w najlepszym wypadku jego ojcami. Jest wulgarny, a po jego błyskotliwej osobowości pozostał cień.
Zatrudnił go teraz trzeźwy alkoholik pod warunkiem, że będzie z nim chodził na spotkania AA. To się nie uda, nie z jego charakterem i aktorskim zacięciem. Będzie radośnie pokrzykiwał jestem Michaś alkoholik, po czym rąbnie dvd z domu i pójdzie w tango, jak zwykle. Dla niego coś obiecać to jak dla innych kichnąć. Słowa są bez znaczenia. Jestem wściekła, matka znowu płakała przez telefon, sytuacja jest beznadziejna. Czasem boję się, że odbiorę telefon i dowiem o tragedii, bo że do tego dojdzie jestem niemal pewna.
Pytanie brzmi, jak załatwić sprawę od strony prawnej, nie wiem alimenty - w końcu mieszka u rodziców i praktycznie nie dokłada się do rachunkow, jedzenia. Przymusowe leczenie? Jest taka możliwość? Moi rodzice są jak dzieci we mgle, dla nich złożenie wniosku o dowód w URZĘDZIE to już wyczyn, a co dopiero szukanie pomocy w jakchiś instytucjach.