Dodaj do ulubionych

hera co życie odbiera

13.11.08, 09:42
Witam wszystkich, sama też chyba potrzebuję wsparcia więc przyłączę się do was.
a oto moja historia:
Ja: załóżmy Ella Pokora. Imprezowa dziewczyna, mnóstwo znajomych, kilku
przyjaciół. Studia, clubbing, perspektywy. Lubię być niezależna, zarabiać własne
pieniądze..
To ja, ale trzy lata temu.
Kolejny wieczór, kolejna zabawa. No i spotkanie. Na mej drodze spotykam pana
nazwijmy go Ken.

Jaki był i chyba nadal jest dla mnie partner idealny: dobry w łóżku, mentalnie
podobny do mnie, to samo durnowate poczucie humoru (nie każdy je rozumie i
nadaje na tej samej fali), po prostu przyjaciel, najlepszy kumpel, nie
wywyższający się i do tego ukochany na całe życie.

Tak więc zakochałam się jak nigdy. Po miesiącu zaszłam w ciążę. Po roku (nie bez
problemów) mama kupiła nam mieszkanie, nie w stolicy (gdzie było całe moje
życie) ale pod Warszawą, bo taniej.

Już w ciąży coś zaczęło się psuć. Awantury, płacz, nawet zastraszanie. Myślałam,
że jak zamieszkamy razem to będzie lepiej. I faktycznie było. Kolacja na
materacu bo mebli nie było, telewizor stał na kartonie. Wieczorami gdy wracał z
pracy a dziecko szło spać, planowaliśmy nasze wspólne życie. Ale często wracał
bardzo późno, chciał wiadomo czego, był pobudzony i agresywny. Teraz już wiem,
że to była kokaina, bo jak się w lato przypadkiem dowiedziałam brał ją właśnie w
tamtym okresie.
W grudniu zeszłego roku zaszłam w drugą ciążę. Ken przepił i przespał cały
styczeń. Pieniędzy zaczęło brakować, zmienił pracę. Przestał pić i gdyby nie
brak pieniędzy to mogłabym powiedzieć, że było między nami ok w tamtym czasie.
Stał się bardzo spokojny, stracił też całkowicie zainteresowanie mną. Przez
pewien czas myślałam, że to przez moją drugą ciążę. Ale wiedziałam, że pierwsze
dziecko kocha bardzo a i drugie kocha już od kiedy dowiedział się, że przyjdzie
na świat. Coś było jednak nie tak. Często przysypiał, miał przymulone oczy,
bełkotał. Mówił, że to przez zmęczenie. Ja nie wtajemniczona wtedy w te sprawy,
wierzyłam mu. Wiedziałam, że był uzależniony od hery (dowiedziałam się od osób
postronnych) ale wyszedł z tego i to prawdę mówiąc napawało mnie dumą.
W końcu doszłam do tego i okazało się, że znowu bierze. Kto nigdy nie miał z tym
do czynienia, niech lepiej się nie wypowiada. To paskudny nałóg, zamienia
człowieka w bezmyślny wrak. Parę razy udawał, że z tym skończył. Za każdym razem
okazywało się, że mnie oszukał, co nie jest już takie łatwe bo po tych
doświadczeniach, sporo o tym poczytałam, dowiadywałam się, mogę teraz uchodzić
za eksperta w dziedzinie uzależnienia od heroiny. Ale wiem, że sam się z tym
męczył i chciał z tym skończyć, tylko, że w przypadku hery jest to bardzo,
baaardzo trudne, czasem wręcz niemożliwe.
Wyrzucałam go z domu wiele razy, nigdy nawet nie przekroczył drzwi wyjściowych.
Ten nałóg prowadzi do śmierci. Ken zawiódł mnie bardzo, zadłużył po uszy. Ale
nie chciałam i chyba nadal nie chce go zostawić samemu sobie. Jeśli nie dla mnie
to chociaż dla dzieci, które go uwielbiają, nie chcę by robił sobie krzywdę.
Moja rodzina o niczym nie wie i mam nadzieję, że nigdy się nie dowie. Jego
rodzina dowiedziała się w wakacje.

Dziś nasze drugie dziecko ma dwa miesiące, starsze ma dwa lata. Ken od miesiąca
nie bierze (tak twierdzi) i od miesiąca jest na metadonie (tzn. już z niego
schodzi, pije teraz już minimalnie). Tym razem jestem skłonna mu uwierzyć bo
różnicę w jego zachowaniu i wyglądzie widać gołym okiem. Już nie przysypia.
Kupił wczoraj nawet starszemu dziecku kombinezon na zimę (co się wcześniej nie
zdarzało bo kasa wiadomo na co szła). Trzymam rękę na pulsie. Każdy zły sygnał
jest od razu przeze mnie wyciągany. Niby jest szansa by coś nam się w końcu
udało. Jednak coraz częściej się nie zgadzamy. Może za dużo złego się w naszym
życiu wydarzyło. Nadal go kocham ale chyba nie chcę być dłużej w tym związku bo
wiem, że nigdy nie będzie on wyglądał tak jak tego zawsze chciałam.

Ja od dwóch lat nie pracuję, zajmuję się dziećmi. Mam teraz szansę pracować jako
kelnerka na weekendy. Może coś się w końcu zmieni.
Obserwuj wątek
    • to_ja_pytam Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 10:15
      ellapokora napisała:
      > Ja od dwóch lat nie pracuję, zajmuję się dziećmi. Mam teraz szansę
      pracować jak
      > o
      > kelnerka na weekendy. Może coś się w końcu zmieni.
      Smutek mnie ogarnął po przeczytaniu Twego postu :(
      Ja nie liczyłabym na to, że "coś się zmieni" samo. Nic nie piszesz o
      próbach chociażby odwyku - czyli "Ken" sam próbuje odstawić używki??
      Nie tędy droga - moim zdaniem bez odwyku się nie obędzie. Nic się
      nie będzie dobrze układać dopóki czegoś nie zrobicie, nie zmienicie,
      a tu Twoja postawa jest bardzo ważna. Mówiąc krótko i zwięźle:
      twarda miłość. Im szybciej tym lepiej, pomyśl o sobie i o
      dzieciach...
      Pozdrawiam.
      • ellapokora Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 13:55
        Heh, no tak, sama jak to przeczytałam drugi raz poczułam smutek. Ale nie
        chciałam by to tak smutno zabrzmiało. Nie mam zbyt wielkich nadziei. Dlatego
        próbuje sobie organizować życie tak by nie polegać tylko na Kenie.
        Jeżeli chodzi o odwyk, hmm.. najpierw ze dwa razy niby sam (ja wtedy jeszcze nie
        wiedziałam, że tak się nie da, myślałam, że to jak z alkoholizmem, przestaje się
        pić, motywacje, mityngi, a tu to nie ma tak "łatwo"). Potem poszłam z nim do
        lekarza, dostał leki, detoks domowy. Nie wyszło, najpierw kłamał , że już nie
        bierze i wygląda tak przez leki, ale aż tak głupia nie jestem. Przeraziło mnie
        to, że jak brał to brał też leki bym się nie kapnęła-a to mogło się skończyć
        tragicznie, mógł się za którymś razem nie obudzić. Jak już doszłam do tego, że
        znów bierze to zaczął sobie załatwiać szpital. Jednak nie poszedł do niego, bo
        po pierwsze chyba nie chciał tak do końca, a po drugie wiedział, że nie może
        przestać chodzić do pracy bo ja zostanę bez środków do życia. Tak więc załatwił
        sobie metadon, skończył mu się chyba ze dwa dni temu. Już brał malutkie dawki
        tylko. Ale wiem, że już nie ma i nie ma kasy by kupić, więc uważnie go
        obserwuje. Na razie jest dobrze, jak mówiłam wcześniej: zmianę widać gołym
        okiem, ale nadal jestem czujna. Metadon zaczął brać 18 października.
        • to_ja_pytam Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 14:12
          ellapokora napisała:

          > nie chciałam by to tak smutno zabrzmiało.
          Nie przejmuj się.

          > (ja wtedy jeszcze nie wiedziałam, że tak się nie da, myślałam, że
          > to jak z alkoholizmem, przestaje się pić, motywacje, mityngi, a tu
          > to nie ma tak "łatwo")
          Niestety to prawda... Dużo wiesz, ale czy chcesz coś z tym zrobić,
          coś zmienić...?

          > Nie mam zbyt wielkich nadziei. Dlatego
          > próbuje sobie organizować życie tak by nie polegać tylko na Kenie.
          Masz więc jakiś plan aby ochronić siebie i dzieci przed ewentualnymi
          negatywnymi skutkami nałogu Kena?

          P.S. Bardzo trafnie dobrałaś tytuł wątku...
        • aaugustw Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 14:29
          ellapokora napisała:
          > ... wiem, że już nie ma i nie ma kasy by kupić, więc uważnie go
          > obserwuje. Na razie jest dobrze, jak mówiłam wcześniej: zmianę
          widać gołym okiem, ale nadal jestem czujna. Metadon zaczął brać 18
          października.
          ______________________________________________________________.
          Moje zdanie jest takie, ze on sam z metadonem sobie NIE PORADZI...!
          A...
    • honeyandmilk Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 14:49
      na metadonie czyli na systetycznej heroinie, czyli wciąż na
      narkotykach. Jedyny sposób (a wiem co mówię)to pełny pobyt w
      ośrodku. Półtora roku. Co oczywiście nie jest gwarantem przestania
      brania. Może być kilka tych pobytów. A może się nigdy nie udać.
      Oczywiście, może się zdarzyć cud.
      Czy tak, czy tak, czeka cię zakasanie rękawów i pójście do pracy.
      Musisz utrzymać siebie i dzieci. Osobiście polecam rozwód i nowy
      związek. Wiem jednak, że dla wielu jest to niemożliwe, przynajmniej
      na początku. Po kilku latach udręki większość kobiet tak robi.
      • ellapokora Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 14:58
        wiem, wiem, znam temat, nasze życie wbrew pozorom nie jest udręką. Na razie
        potrzebuje go tu na miejscu, przynajmniej póki dzieci do przedszkola nie pójdą,
        bo na razie mogę co najwyżej dorabiać wieczorami i w weekendy.
        Martwie się o niego. Wcale nie uważam, że teraz na pewno mu się uda, wiem, że
        kilka razy zanim się poznaliśmy był w ośrodkach, za n-tym razem mu się udało ale
        jak widać teraz nie na długo.
        Poczekam jeszcze kilka dni i zrobimy test. W zależności od tego co pokaże
        będziemy myśleć dalej.
      • aaugustw Re: hera co życie odbiera 13.11.08, 18:17
        honeyandmilk napisała:
        > na metadonie czyli na systetycznej heroinie, czyli wciąż na
        > narkotykach. Jedyny sposób (a wiem co mówię)to pełny pobyt w
        > ośrodku. Półtora roku. Co oczywiście nie jest gwarantem przestania
        > brania. Może być kilka tych pobytów. A może się nigdy nie udać.
        > Oczywiście, może się zdarzyć cud.
        > Czy tak, czy tak, czeka cię zakasanie rękawów i pójście do pracy.
        > Musisz utrzymać siebie i dzieci. Osobiście polecam rozwód i nowy
        > związek. Wiem jednak, że dla wielu jest to niemożliwe,
        przynajmniej na początku. Po kilku latach udręki większość kobiet
        tak robi.
        __________________________________________.
        Takie wypowiedzi robia na mnie wrazenie...!
        Duze doswiadczenie...!
        A...
    • ellapokora Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 09:00
      hmmm, wczoraj jak wrócił z pracy, siedzieliśmy wieczorem to znowu miałam
      wrażenie, że brał. Rano w kieszeni kurtki znalazłam resztki kwasku cytrynowego.
      Nie wiem czy nie wpadam w paranoje :P bo w sumie takie resztki mogę jeszcze
      znajdować długo, w różnych miejscach.
      Nie wiecie może ile trzeba odczekać od zakończenia brania metadonu by multitest
      nic nie wykazał. Jest już inaczej, ale wciąż mu nie wierzę, wolę zrobić test i
      mieć pewność, że wszystko jest ok. Nie chcę tylko by gdy wyjdzie pozytywny wynik
      zasłaniał się braniem metadonu.
      • to_ja_pytam Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 09:45
        ellapokora napisała:
        > Jest już inaczej, ale wciąż mu nie wierzę, wolę zrobić test i mieć
        > pewność, że wszystko jest ok.

        Jakie ok??? Chcesz tym testem coś udowodnić? Sobie czy jemu?
        Tu jedynym wyjściem jest odwyk, trzeba sprawę postawić jasno i
        zdecydowanie. Możesz odczekać jeszcze jakiś czas, tylko po co...
        Pozdrawiam :)
        • ellapokora Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 09:59
          oczywiście, że chcę sobie udowodnić, sprawa jest delikatna. Jeśli naprawdę się
          stara, a moje zachowanie może to popsuć to wolę wiedzieć za pomocą testu.
          Widziałam już jak wygląda kiedy jest naćpany, widzę, że jest różnica, jednak ja
          pewności nie mam. Jeżeli sam nie zechce iść na odwyk to ja tu dużo nie zdziałam.
          • to_ja_pytam Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 10:18
            Miałam pewne wątpliwości, co do Twojego podejścia do tej sprawy.
            Dlatego też wyżej napisałam, że dużo już wiesz ale czy chcesz tę
            wiedzę wykorzystać w praktyce. Teraz widzę w czym rzecz. To Ty się
            obawiasz, Ty nie jesteś pewna. Nie dziwi mnie to, gdyż to typowe
            zachowanie dla partnera osoby uzależnionej. Musisz jednak wiedzieć,
            że to do Ciebie należy pierwszy (zdecydowany) krok. Konsekwentnie i
            bez litości dla nałogu. Bez tego nic się nie zmieni. Chyba że na
            gorsze. Polecam gorąco jakąś grupę wsparcia dla Ciebie. Myślę, że
            kontakt z osobami w podobnej sytuacji pomógłby Ci podjąć odpowiednie
            kroki.
            Honneyandmilk ma świętą rację...
            Pozdrawiam :)
            • ellapokora Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 11:03
              hehehe, o moje podejście się nie martwcie. Doskonale wiem co powinnam zrobić.
              Zwlekanie jest uwarunkowane wyłącznie tym, że jeżeli on pójdzie do ośrodka nawet
              na kilka miesięcy, albo wyrzucę go z domu (jeśli nie będzie chciał iść) to
              zostanę zupełnie bez środków do życia. I błagam bez żadnych wypowiedzi typu: weź
              się w garść i idź do pracy! jeżeli ktoś tak napisze to widać, że jest kompletnie
              nie w temacie :)
              jestem już zmęczona...
              • to_ja_pytam Re: hera co życie odbiera 14.11.08, 11:08
                W takim razie dużo siły i wytrwałości życzę. A grupa wsparcia w
                niczym nie przeszkadza, nie musisz samotnie borykać się z
                problemami ;)

                Pozdrawiam :)
      • mijagi21 Re: hera co życie odbiera 19.02.18, 02:11
        napewno BIERZE wiem co mowie
    • mijagi21 Re: hera co życie odbiera 19.02.18, 02:08
      od miesiąca jest na metadonie (tzn. już z niego
      schodzi, pije teraz już minimalnie).
      witaj chcialem zapytac czy naprawde juz po miesiacu zaczal schodzic z dawek i po ile bral bo moja zona przeszlo rok jest na metadonie na 70 mg i lekarz jeszcze jej nie kaze schodzic

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka