na1519
27.06.09, 19:23
Mój (były)chłopak pali trawę i pije. Mieszkaliśmy razem ok 2 lat.
Wyprowadziłam się bo on nie chce się leczyć, mówi, że nie ma problemu a gdybym
tylko ja się lepiej zachowywała, nie denerwowała go, to by nie sięgał po
alkohol. Bałam się o niego gdy nieustannie balował w mieście, o jego zdrowie,
nie mogłam znieść pijackich imprez w naszym domu, obraźliwych słów pod moim
adresem. Najgorsze jest chyba jednak to, że nigdy nie udało mi się wytłumaczyć
mu tego, jak jego picie wpływa na mnie, niszczy mnie. Po długich próbach
wytłumaczenia mu, że musi się leczyć, zdobyłam odwagę i wyprowadziłam się.
Dręczą mnie wyrzuty sumienia, że mu nie pomogłam, że go zostawiłam samego z
jego chorobą. Z tego co wiem, teraz chleje na umór. Myślałam, że jak się
wyprowadzę to poczuję ulgę, ale jest mi strasznie ciężko. Mam poczucie
porażki, czuje się egoistką. Może jeszcze powinnam przy nim być, walczyć???