Dodaj do ulubionych

Straszni "Surowi rodzice"

08.08.12, 11:27
www.tokfm.pl/Tokfm/1,103085,12272635,Straszni__Surowi_rodzice___Zastraszaja__szczuja__obrazaja.html
Obejrzałam sobie trochę przez internet i niektórymi odcinkami jestem przerażona.
A inne znów może nie budzą przerażenia, ale efektu wychowawczego też nie mają.
To jest moim zdaniem bardzo zły program.
Obserwuj wątek
    • slotna Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 12:09
      > To jest moim zdaniem bardzo zły program.

      Watpie, czy ktos bedzie mial inne zdanie wink
      • the_dzidka Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 14:24
        Program jest zły, bo jest, jak wszystkie te programy, debilny i ustawiany. Ja kiedyś o tym już pisałam na forum Telewizja - akurat wierzę w chęć udziału w czymś takim prawdziwie zbuntowanego nastolatka... Który musiałby w tym momencie współpracować z tymi znienawidzonymi rodzicami, których istnienie i zachowanie ostro kontestuje.

        Dajcie spokój.
        • verdana Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 16:40
          Program jest zły, ale oczywiście nie dla tych nastolatków, którzy w nim wystepują. Oni mają wsparcie - całą ekipe telewizyjną i odgrywają tylko napisane role. Prawdziwie zbuntowany nastolatek rzuciłby wiązanke i sp... od takiej rodziny w dziesięć minut. Jakby nie zdemolował im domu, to można by to uznać za happy end.
          Natomiast program jest fatalny dla nastolatków naprawdę mających problemy lub sprawiających problemy, bo wmawia im rodzicom, ze ciężka depresję leczy się ciężką pracą i dyscypliną, ze jedyną słuszną drogą jest nie słuchanie mlodego człowieka, tylko gnojenie go, zę nastolatek nie ma prawa do własnych poglądów. A że bardzo wiele rodziców, mających zbutnowane lub po prosu niepokorne dzieci z przyjemnością uzna, ze jedyną metodą jest terror - i to jest fatalne.
          • iwoniaw Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 19:34
            CytatNatomiast program jest fatalny dla nastolatków naprawdę mających problemy lub s
            > prawiających problemy, bo wmawia im rodzicom, ze ciężka depresję leczy się cięż
            > ką pracą i dyscypliną, ze jedyną słuszną drogą jest nie słuchanie mlodego człow
            > ieka, tylko gnojenie go, zę nastolatek nie ma prawa do własnych poglądów. A że
            > bardzo wiele rodziców, mających zbutnowane lub po prosu niepokorne dzieci z prz
            > yjemnością uzna, ze jedyną metodą jest terror - i to jest fatalne.


            No niestety, dokładnie tak. uncertain
    • nabakier Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 20:21
      A po co to oglądać?
    • zla.m Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 21:21
      Dla mnie zadziwiające jest to, jak jednostronne są to programy (w każdym razie z tego, co obejrzałam w necie). Przecież te dzieci nie spadły z kosmosu wczoraj, tylko ktoś je tak (nie)wychował. Np. dlaczego 13-letnia dziewczynka uważa, że można do kogoś z rodziny mówić "debilu"..? Mam silne podejrzenia, że dlatego, że do niej tak mówiono albo słyszała takie zwroty między rodzicami. To nie jest kwestia "naprawienia" nastolatka, to powinna być terapia dla całej rodziny.
      • slotna Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 21:50
        Dlatego, ze ostatnie 6 lat spedzila w szkole, gdzie mlodziez sie tak do siebie zwracala? Moi rodzice maja wiele za uszami, ale od debili sie raczej nie wyzywali, a ja z bratem notorycznie.
        • verdana Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 22:21
          13-letnia dziewczynka mówi do rodziny "debilu", bo tak ma w scenariuszusmile
          • zla.m Re: Straszni "Surowi rodzice" 09.08.12, 00:49
            verdana napisała:

            > 13-letnia dziewczynka mówi do rodziny "debilu", bo tak ma w scenariuszusmile
            >

            Scenariusz scenariuszem, ale nawet sztuczny konflikt można rozwiązać mądrze lub głupio. Tu jest bardzo głupio. A najgorsze jest to, że ktoś może uznać, że to taka "super-niania" (czy jak to się nazywa) dla starszych i naprawdę kierować się pomysłami z tego programu sad
        • zla.m Re: Straszni "Surowi rodzice" 09.08.12, 00:46
          Oki, my z bratem też nie byliśmy dla siebie słodcy, debile pewnie też padały. Ale ona tak mówi do MATKI - dla mnie nie do przejścia.
          • slotna Re: Straszni "Surowi rodzice" 09.08.12, 01:13
            Tia, pamietam szok, jakiego doznalam, kiedy rozmawiajac przez telefon z kolezanka z podstawowki uslyszalam jak ta mowi do mamy "zamknij sie i idz stad, rozmawiam". Ale prawda jest taka, ze do rodzicow bym sie tak nie zwrocila bynajmniej nie z szacunku czy swiadomosci, ze to naprawde nieladnie, tylko dlatego, ze na 99% dostalabym natychmiast w pysk - logiczne zreszta, skoro do brata czy kolegow sie zwracalam. Skonczylo sie to jakos naturalnie w liceum, ludzie podrosli, ja tez wink i pojawila sie kulturka.
      • dakota77 Re: Straszni "Surowi rodzice" 08.08.12, 23:33
        Ale takie programy maja podbic ogladalnosc stacji, a nie pomoc takiej nastolatce albo jej rodzinie...
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Do jakiego stopnia reżyserowane? 09.08.12, 08:24
      Słuchajcie, a ja się zastanawiam, do jakiego stopnia te odcinki są reżyserowane?
      Bo np. był taki odcinek o dwóch pannach, które musiały sprzątać sklep. Ta baba, szefowa sklepu, to była istna esesmanka. I w połowie odcinka pokazali psycholożkę, która stwierdziła, że sytuacja wymknęła się spod kontroli i musieli zaingerować. Nie sądzę, żeby to było ustawiane. Jedna z dziewczyn płacząca z upokorzenia też wyglądała autentycznie.

      Ja raczej myślałam, że w tym programie biorą udział naturszczycy skuszeni pieniędzmi. Nastolatek nie pieprznie wszystkim i nie ucieknie, bo podpisał umowę o duże pieniądze, albo jego rodzice podpisali, i w umowie jest na pewno groźba, że w razie zerwania to oni mają zapłacić bardzo dużą karę. Wtedy boją się uciekać. Kij i marchewka.

      Inaczej nie potrafię sobie wytłumaczyć tej sprzeczności, że z jednej strony pewne sceny wyglądały bardzo autentycznie, a z drugiej nikt po prostu nie dał nogi. No jest jeszcze taka możliwość, iż młodzież uciekała z programu i realizatorzy brali pod uwagę to ryzyko, a spośród materiału filmowego zostawili te odcinki, w których nikt nie uciekł. wink Albo jest jeszcze taka możliwość, jaką sugerują w tym linkowanym artykule, porównując film do eksperymentu Zimbardo. Po prostu bywają sytuacje, w które ludzie tak dają się wkręcić, że nie przychodzi im do głowy uciec. U Zimbardo więźniowie też mogli przerwać eksperyment, a nie zrobili tego.

      I jeszcze jedno. Ja coś tak czuję, że wolimy wierzyć, iż to jest wszystko reżyserowane, niż wierzyć, że ludzie byli autentycznie maltretowani na naszych oczach.
      • verdana Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 09.08.12, 09:37
        Duża część musi być reżyserowana. Inaczej nie składało by się w całość. Ale podejrzewam, ze młodzież jest do programu "sprzedawana" przez rodziców. Żaden dobry rodzic nie pozwoli na to, aby pokazano jego dziecko publicznie jako wrednego, sprawiajacego kłopoty typa. Więc rodzice, zgłaszajacy młpodzież do programu, chcą tylko kasy, natomiast dziecko traktują jak towar.
        Ta mlodzież najprawdopodobniej umie pyskować czy się obijać, ale nie ma pojęcia o tym, ze moze kogokolwiek prosić o pomoc.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 09.08.12, 10:05
          Właśnie podobnie czuję, że do programu odsiano taką młodzież, która niby jest agresywna, ale w rzeczywistości jest bardzo uległa - że da się wkręcić w taki program i nie zaprotestować. Musiał być odsiew, bo prawdziwy cwaniak w życiu nie dałby się tak zrobić rodzicom.

          Tu chyba też działają autorytety "specjalistów" i zwłaszcza "telewizji". Chyba wielu ludzi uważa telewizję za jakąś emanację wyższego świata. Wystąpić w telewizji, łał. Dać się terapeutyzować przez specjalistów z telewizji - no to już w ogóle łał. A ludzie dają sobie niewiarygodne rzeczy robić pod presją autorytetu.
        • ding_yun Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 09.08.12, 10:08
          verdana napisała:


          > Ta mlodzież najprawdopodobniej umie pyskować czy się obijać, ale nie ma pojęcia
          > o tym, ze moze kogokolwiek prosić o pomoc.

          O właśnie.
          • joa66 Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 09.08.12, 11:06
            Niedawno widziałam inny program, z supernianią i było to przerażające. Na oko 10 letni chłopak wyzywał od najgorszych ekipę TV, kamerzystów, chował się za kanapą, ryczał jak zwierzę, ze nie chce byc filmowany, bluzgał, a ..ekipa kręcila dalej. To było szokująco nieludzkie. W głowie mi się nie mieści jak mozna było zrobic coś takiego nie tylko swojemu dziecku, ale i obcemu. Jak można wykonywac taką pracę - gdzie na litość boską był wtedy psycholog....
        • croyance Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 10.08.12, 00:52
          Nie obwinialabym rodzicow, ale raczej media, ktore w wyjatkowo paskudny sposob potrafia wykorzystac ludzi. Wiadomo, ze program jest nie po to, zeby komus pomoc, tylko zeby dostarczyc widzom rozrywki: jednak wiele rodzin moze sie na to nabierac, myslec, ze zostanie wlasnie udzielona im pomoc, a potem (po podpisaniu kontraktu) nie moc sie wycofac. Glowe daje, ze lapia sie za glowe ogladajac produkt finalny, ale nie moga nic zrobic ...
          • verdana Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 10.08.12, 10:49
            Nie sądzę. Mam wrazenie, ze nikt nie oczekuje tu realnej pomocy. Motywem mozę być raczej chęć zemsty na dzieciach, "niech szczeniaki zobaczą, jacy to my dobrzy dla nich jesteśmy". Rodzice decydują się na przekazanie dzieci nieznajomym osobom, u które z załozenia ma być im nieprzyjemnie, niedobrze, gdzie mają nauczyć sie dyscypliny. To chore. I podejrzewam,z e rodzice z satysfakcją patrza na gnojenie dzieci, taki był przecież plan - zeby pokazać im, jak mało sa warte, a jacy wspaniali sa rodzice.

            Innym wytłumaczeniem może być "parcie na szkło" - nieważne, jak pokazują, byle pokazywali.
            Wina telewizji jest ogromna, w kilku przypadkach - w tych, gdzie nie przerwali programu, mimo znęcania sie "surowych rodziców" nad mlodzieżą - ale to mogło być reżyserowane, ostatecznie wszedzie były kamery. I wtedy przede wszystkim, gdy do programu trafiła dziewczyna z poważną depresją, którą matka oceniła jako "niegrzeczną" - jesli to była prawda, to jej rzeczywiście mogli zaszkodzić.
            • the_dzidka Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 10.08.12, 11:58
              > Innym wytłumaczeniem może być "parcie na szkło" - nieważne, jak pokazują, byle
              > pokazywali.

              To jest niestety bardzo prawdopodobne - ludzie mają jakąś niezrozumiałą dla mnie potrzebę pojawienia się na ekranie; sama pamiętam wydzwanianie po rodzinie z innych miast, bo "Małgosia dzisiaj będzie w telewizji"; czy też "ta dziewczyna, widzisz, o, była w telewizji". A dodajmy do tego te wszystkie Drzyzgi czy inne Chwile Prawdy... co to może być innego niż chęć zaistnienia, żeby sąsiedzi zazdrościli?

              BTW jak się widzi siebie samego w TV, to ma się wrażenie, że wygląda się strasznie głupio; tym bardziej więc nie rozumiem smile
              • slotna Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 10.08.12, 12:26
                > co to może być innego niż chęć zaistnienia, żeby sąsiedzi zazdrościli?

                Eee, pieniadze przeciez. Ja, bedac uboga studentka, wlasnie dlatego sie zgodzilam. Prawda, nie zgodzilabym sie, gdybym wiedziala, ze bede musiala gadac bzdury, ale nikt mi tego wczesniej nie powiedzial (i nie, to nie bylo dla mnie wtedy oczywiste).
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Do jakiego stopnia reżyserowane? 10.08.12, 12:42
              verdana napisała:

              > Nie sądzę. Mam wrazenie, ze nikt nie oczekuje tu realnej pomocy. Motywem mozę b
              > yć raczej chęć zemsty na dzieciach, "niech szczeniaki zobaczą, jacy to my dobrz
              > y dla nich jesteśmy". Rodzice decydują się na przekazanie dzieci nieznajomym os
              > obom, u które z załozenia ma być im nieprzyjemnie, niedobrze, gdzie mają naucz
              > yć sie dyscypliny.

              Sądząc po tych odcinkach, które widziałam, mam wrażenie wręcz odwrotne. Tam były bezradne matki, które liczyły na to, że ktokolwiek cokolwiek zmieni. Wyglądały na desperatki, tak jakby chciały powiedzieć: "Nic nie pomaga, nie mam pomysłu, może choć telewizja coś zrobi z tym dzieciakiem."Jeśli już motyw zemsty czy kary, to raczej w stylu: "A teraz wszyscy sąsiedzi zobaczą w telewizji, co z ciebie za ziółko i jak ja jestem z tobą bezradna."
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 11:58
      Jeszcze tak zauważyłam, w większości odcinków dzieciaki były darmową siłą roboczą dla właścicieli sklepu, gospodarstwa, posiadłości agroturystycznej itp.

      W pierwszym odcinku musieli czyścić obórkę, gdzie na podłodze zrobiła się istna próchnica z gnoju i zgniłej słomy. Musieli się łopatą przekopywać przez 20-cm warstwę ubitej gleby na podłodze. Ja się nie znam na gospodarstwie, ale to jest chyba stan skrajnego zapuszczenia. Zniesmaczyło mnie to dosyć, że sami nie potrafią o swoje gospodarstwo zadbać, a dzieci uczą porządku. A jeśli świeżo kupili gospodarstwo w takim stanie, to też trochę głupio brać dzieci, żeby im to sprzątały za darmochę.
      • verdana Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 14:10
        Kiedyś słyszałam, jak opowiadano o kreceniu odcinka "Niani". Dziecko miało czekac na mamę u fryzjera i być niegrzeczne.
        Cóż, po prostu u tego fryzjera 5 czy 6 latek został przetrzymany porzez sześć godzin - dopóki z nudów, znużenia i głodu nie zaczął być nieznoścny...
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 14:27
          Łomatko. Jeśli to prawda, to psycholodzy powinni protestować przeciwko Superniani, tak jak teraz protestują.
          • verdana Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 14:41
            Mój domowy psycholog protestuje i zieje ogniem - ale w domusmile
            Oczywiście, zę powinni. Przede wszystkim dlatego, zę program wprowadza "jedyne słuszne rozwiązania" (karny jezyk, na którego widok wpadam w furię) i pokazuje, ze zmiany można osiągnąć w tydzień, dyscyplinując dzieci, które nie są winne temu, ze rodzice są nieudolni.
            Dla mnie to program, który robi o wiele więcej złego, niż dobrego.
            Widziałam kiedyś brytyjski program o nieznośnej, pyskującej, zwiewającej z domu nastolatce. Przyjechała "superniania" dla nastolatków, aby zdyscyplinować małolatę. Pogadała z nią, pogadała z rodzicami, uścisnęła dziewczęciu dłoń i rozsmarowała rodziców po ścianach. Tego brakuje w polskich programach - przyznania racji nieszczęsnej młodziezy, choć czasami.
            • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 15:07
              A w Niemczech Superniania działa jeszcze inaczej.
              Dają tak patologiczne rodziny, że zrobienie czegokolwiek i tak poprawia ich funkcjonowanie. Po prostu jak rodzina jest na dnie, to odbicie się od dna nawet o centymetr coś daje.

              Tutaj nastolatek przed kamerą pobił matkę. Rozwiązanie było interesujące, bo Superniania zabrała go na wycieczkę do więzienia. Chłopak myślał, że tak tylko popatrzy, a tu strażnicy kazali mu robić wszystko to co więźniom - rozebrać się na bramce, dać się przeszukać, zmienić ubranie na więzienne, a potem zamknęli go na kilka godzin w celi, żeby zobaczył jak to jest siedzieć tam i się nudzić. Był troszeczkę zszokowany.

              W innym odcinku rodzina dostawała kociokwiku, a ojciec w jednym pokoju miał całą ścianę zastawioną klatkami z jakimiś zwierzętami hodowlanymi (w bloku). Tadam! Superniania kazała wyrzucić te klatki. Jak z kawału o rabinie i kozie. Musiało pomóc.

              No ale taka formuła programu to też jest łatwizna. Bo po pierwsze łatwo jest zmienić cokolwiek na lepsze, a po drugie widzowie nie utożsamiają się z aż taką patologią.
              • verdana Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 15:15
                Po trzecie nainia odchodzi, a patologia pozostaje - ojciec nie ma już klatek, jest sfrustrowany i wyżywa się na rodzinie, a wystraszony chłopak myśli, ze musi być naprawdę silny, aby przygotować sie na ciężkie życie w więzieniu i przystępuje do gangusmile
                • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 09.08.12, 16:39
                  Też prawda. W tej wersji niemieckiej może to jest nawet bardziej nie w porządku niż w polskiej. Bo w polskiej Superniani raczej na biednych nie trafiło, a w niemieckiej - biorą ludzi biednych, przez co bardziej bezbronnych, i robią im iluzję, że im pomagają.

                  Właściwie, oglądając tę niemiecką wersję miałam wrażenie, że jest to formuła programu pasująca do społeczeństwa klasowego - program jest przeznaczony dla tej klasy lepszej, która nie utożsamia się z osobami pokazywanymi w programi. Przeciwnie, oczekuje, że ktoś przyjdzie i "coś" zrobi z tym proletariatem, więc program dostarcza jej satysfakcji, że ktoś "coś" zrobił. W tym sensie polska wersja jest bardziej demokratyczna, bo widzowie w zamyśle mają się utożsamiać z bohaterami.
                  • ding_yun Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 10.08.12, 08:28
                    A propos utożsamiania to wczoraj z niezdrową fascynacją obejrzałam pierwszy w życiu (i zapewnie ostatni) odcinek "Pamiętników z wakacji". Kojarzycie ten program? Jest oparty na takiej samej formule jak te wszystkie "Trudne sprawy" i "Dlaczego ja". I generalnie przedstawia dość smutny obraz Polaka na wakacjach za granicą - upijającego się w trupa przy grillu na kempingu, od rana głośno awanturującego się z sąsiadem, na plaży myślącego tylko o tym jakby tu zaliczyć "niezłą dupcię" (słownictwo oryginalne). I zastanawiam się, czy w założeniu to ma być wykpienie takich zachowań czy raczej ten program ma trafiac do widza, który z takim zachowaniem się utożsamia i na wakacjach bawi się czy też bawiłby sie dokładnie tak samo.
                    • pavvka Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 10.08.12, 13:47
                      ding_yun napisała:

                      > zastanawiam się, czy w założeniu to ma być
                      > wykpienie takich zachowań czy raczej ten program ma trafiac do widza, który z
                      > takim zachowaniem się utożsamia i na wakacjach bawi się czy też bawiłby sie dok
                      > ładnie tak samo.

                      Może dwa w jednym? Tak jak Kiepscy dla jednych są satyrą na pewne typy ludzkie, a dla innych są fajni bo "tacy jak my". I 'Prawy do lewego' dla jednych jest pastiszem, a dla drugich świetną piosenką biesiadną.
                      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 10.08.12, 14:14
                        Albo jak ten film dokumentalny o ks. Knotzu i jego rekolekcjach o seksie.
                        Twórcy filmu sami przyznawali, że o to chodziło, by obie strony trwały w przekonaniu, że film jest OK.
                        I rzeczywiście strona kościelna była zadowolona, że pokazano Kościół jako nie bojący się tematu seksu, a znów strona liberalna była zadowolona, że pokazano jak Kościół lawiruje i mąci ludziom w głowach na temat seksu.
            • anutek115 Re: Darmowa siła robocza dla małego biznesu? 10.08.12, 14:35
              verdana napisała:

              > Mój domowy psycholog protestuje i zieje ogniem - ale w domusmile
              > Oczywiście, zę powinni. Przede wszystkim dlatego, zę program wprowadza "jedyne
              > słuszne rozwiązania" (karny jezyk, na którego widok wpadam w furię) i pokazuje,
              > ze zmiany można osiągnąć w tydzień, dyscyplinując dzieci, które nie są winne t
              > emu, ze rodzice są nieudolni.

              O, to, to, to. Oglądalam kiedys jedną "Supernianię", rodzina z dwoma chłopcami idealnie w wieku moich synow, wtedy 6 i 4 lata. Rodzina w ramach "przyjemnego spędzania ze sobą czasu na lonie cywilizacji" została wysłana do pizzerii na obiad, siedzieli przy stoliku - mama naprzeciwko szesciolatka, tata naprzeciwko czterolatka, i w pewnej chwili szescilatek zdenerwowany na mamusię, że nie spełnila jakiegos polecenia wszedł na stól, przeszedł przezeń i strzelił mamusię w twarz.

              Reakcją tatusia była bezbarwne: "Ale co ty robisz?".

              Przez pozostałą część programu zastanawiałam się tylko nad tym, co by się musiało stać, by moje dziecko weszlo w restauracji na stół tylko po to, by mi dać z liscia, i niczego nie wymyśliłam.

              No to zaczęłam się zastanawiać, jak rodzice mogli doprowadzic do tego, żeby ich dziecku takie zachowanie wydało się naturalne. Dopuszczalne. Oczywiste. Że mu w ogole do glowy przyszlo. Przecież dziecko z przeświadczeniem, że jak czegoś nie dostaje to podchodzi do osoby, ktora go nie posluchala i bije, się nie urodziło. Wyhodowanie takiej postawy wymagalo lat ciężkiej pracy. Co najmniej tyle samo czasu wymagałoby "odkręcenie" sytuacji, tak przypuszczam, no i wszyscy w tej rodzinie musieliby uznać, że te prace trzeba podjąć. A golym okiem bylo widać, że przeszkoleni przez Supernianię po tygodniu wrócą do dawnych praktyk, niech będzie, że wychowawczych.

              Nie, żebym miala złudzenia co do skuteczności takich programów, od Superniani począwszy, na Perfekcyjnej Pani Domu skończywszy, z szerokim spektrum posrodku, ale po tym odcinku jestem w zasadzie pewna, że ludzie robia to TYLKO dla pieniędzy.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie 10.08.12, 13:04
      Przypomniała mi się taka moja dyskusja z mężem przy pierwszym odcinku. Ciekawe, jakie jest wasze zdanie.

      W pierwszym odcinku nastolatkowie byli niby rozpieszczonymi, egoistycznymi dziećmi. Szczególnie chłopak robił wrażenie zdystansowanego i "surowi rodzice" interpretowali to jako bycie zapatrzonym tylko w swoje potrzeby.

      Jako terapię zabrali tych dwoje do ośrodka dla niepełnosprawnych intelektualnie. Była to niespodzianka, wsadzili ich do auta, zawieźli, posadzili w świetlicy z pensjonariuszami i kazali się socjalizować. Rozmawiać i wspólnie lepić wyklejanki. Dziewczyna jakoś się znalazła w tej sytuacji, natomiast chłopak - mam wrażenie, w ogóle zdystansowany charakter - czuł się tam głupio. Gdy próbował na boku powiedzieć to dziewczynie, ona go skarciła za nieczułość, brak empatii. "Surowi rodzice" także nie byli zadowoleni, i innego dnia specjalnie zabrali chłopaka jeszcze raz do ośrodka, stawiając jakieś ultimatum - chyba chodziło o to, że jak nie pójdzie się socjalizować z tymi ludźmi, to wylatuje z programu. Chłopak bił się z myślami, no i w końcu poszedł, posiedział, pogadał, powyklejał. Komentarz "surowych rodziców" był taki, że chłopak wreszcie może nauczy się patrzeć dalej swego nosa, stanie się bardziej empatyczny.

      I tu zaczęła się dyskusja pomiędzy mną a mężem. On raczej trzymał stronę dziewczyny - że to miło pójść do tych ludzi, dostarczyć im trochę rozrywki samą choćby pogawędką. Bo dla nich wizyta nowych osób to było coś, duży temat do późniejszego omawiania (faktycznie coś takiego pokazane było w filmie).

      Natomiast ja raczej solidaryzowałam się mimo wszystko z chłopakiem. No bo tak:
      - Pensjonariusze ośrodka zostali potraktowani trochę jak pomoce dydaktyczne.
      - Ich niepełnosprawność była instrumentalnie wykorzystana jako katalizator empatii. Gdyby nie byli niepełnosprawni, to nie byłoby do chłopaka pretensji, że nie chce z nimi gadać. A tak to był powód, żeby w tle był taki niewypowiedziany szantaż emocjonalny: oni tacy biedni, a ty nie chcesz z nimi gadać, pewnie się ich brzydzisz.
      - Gdyby mnie przywieziono znienacka do jakiegoś obcego towarzystwa, niechby zupełnie zdrowych ludzi, i kazano się socjalizować (a jeszcze pod groźbą, że wystawię sobie złą cenzurkę) - to też bym czuła się co najmniej zdystansowana. Jaka to, u licha, nauka empatii?

      Taka niespodziewana wizyta w ośrodku to jest, owszem, sytuacja w której osoba z natury ekstrawertyczna elegancko się znajdzie, zachowa się uprzejmie i przejdzie do porządku dziennego, zostawiając po sobie miłe wrażenie. Ale nie wszyscy są takimi lwami salonowymi. Są introwertycy, osoby zdystansowane, które nie będą się czuły w takiej sytuacji komfortowo i mogą spowodować co najmniej gafy - co wcale nie oznacza, że brak im empatii.
      • verdana Re: Ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie 10.08.12, 14:46
        Dla mnie jest to potraktowanie pensjonariuszy jak zwierząt. I w ogóle nie jako ludzi - bo z człowiekiem albo umiem się dogadać, albo nie. A z takim nieppełnosprawnym mam sie dogadać, bo to nie jest człowiek, który moze być miły lub niemiły, to obiekt, który mam trakować jako zwierze doświadczalne. Nie człoweiek tylko osoba niepelnosprawna, bez żadnych dodatkowych cech - jest upośledzony, wiec z definicji nie ma oc niego się czgokolwiek oczekiwać, trzeba go pogłaskać i zostawić. A pogłaskać nie po to, aby jemu było miło, ty;lko aby poczuć sie "dobrym człowiekiem".
        Obrzydliwe.
        • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie 10.08.12, 15:11
          No, próbuję być w tym momencie adwokatem diabła i sądzę, że kierownictwo ośrodka zgodziło się na to nie wyłącznie dla pieniędzy(?). Z filmu wynikało, że dla tych ludzi siedzących w zabitej dechami dziurze każda wizyta była dużą atrakcją.

          Ale co innego zrobić ludziom przyjemność bo się chce, a co innego bo trzeba z wywieszonym językiem udowadniać swoją empatię. Dziewczyna powiedziała sobie - a co tam! - i grzecznie weszła w rolę osoby miłej, ale chłopak odmówił gry w tę grę. Nawiasem mówiąc, jakże zgodne to jest ze stereotypowym wychowaniem chłopców i dziewcząt.
          • verdana Re: Ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie 10.08.12, 15:35
            Tyle, ze zbuntowana, stereotypowa, potulan dzewczyna - to jednak jakiś absurd.
            Dlaczego zgodziło się kierownictwo - dla pieniędzy? Ale jestem cholernie ciekawa, czy zgodzili się też opiekunowie prawni.
            • the_dzidka Re: Ośrodek dla niepełnosprawnych intelektualnie 13.08.12, 10:01
              > Tyle, ze zbuntowana, stereotypowa, potulna dzewczyna - to jednak jakiś absurd.

              I dlatego tam wyżej twierdziłam, że program jest w całości ustawiany.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka