Dodaj do ulubionych

Hm, macierzyństwo na studiach

21.09.12, 22:25
Mam dylemat. Słowo.
Studentka ma oblała egzamin, poprawkę, drugą poprawkę, której nie wpisałam z litości, i zwróciła się do mnie, kiedy może zaliczyć.
Termin podałam. W weekend wrzesniowy. Studentka odpisała, ze niestety, nie ma z kim zostawić dziecka, więc prosi o inny termin. Problem w tym, ze ja na tej uczelni w tym semestrze nie pracuję - będę w sobotę i tyle.
Na co dostaję maila, ze moze poza uczelnią, bo to ostatni egzamin i licencjat .Poza uczelnią nie chcę, bo to oznacza egzamin ustny, a ja chcę mieć dowód, poza tym nie jestem instytucją charytatywną.
Ale z drugiej strony rozumiem. że jak się ma dziecko, to nie zawsze się da. A z trzeciej, ze jak się nie da, to trzeba się było uczyć wczesniej.
I co ja mam robić?
Obserwuj wątek
    • paszczakowna1 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 21.09.12, 23:31
      Ja bym pozwoliła przyjść tam, gdzie pracujesz i zdawać, ale ja w ogóle mam miękkie serce (no i własny pokój w pracy, więc można i pisemne egzaminy robić). Z drugiej strony, jak już poprawki dwie oblała... No nie wiem.
    • joa66 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 08:35
      A jaką była studentką przed ciążą? Jeżeli faktycznie dziecko spowodowało takie kłopoty w zaliczaniu, ja bym uległa i spotkała się z nią w dogodnym dla Was obu miejscu.

    • the_dzidka Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 10:02
      Uległabym. Niech ma dziewczyna jedno zmartwienie mniej.
    • nikadaw1 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 10:33
      o, czyżbyś spotkała "wózkową" na studiach? mam dziecko, powinnam mieć pierwszeństwo. u każdego innego taka postawa spotkałaby się z potępieniem, tu dziecko jest okolicznością łagodzącą.
    • zla.m Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 13:14
      A musi z kimś zostawiać dziecko? Nie może z nim przyjechać na uczelnię i wejść nawet z dzieckiem do ciebie? Rozumiem, że istnieje niebezpieczeństwo wycia, ale może nie będzie tak źle. Ewentualnie trzeba poszukać kogoś, kto na te 0,5 godziny czy ile trwa egzaminowanie na dziecko spojrzy - może jakaś jej koleżanka, nawet taka, która z dzieckiem w obcym domu boi się zostać, posiedzieć z nim na uczelni/połazić przed z wózkiem da radę.
      • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 13:21
        Gdybym nadal pracowała na tej uczelni, nie byłoby problemu. Jednak egzamin trwa ok. godziny, nie mam możliwości załatwienia sali na godzinę, a ustny bez świadków nie jest wskazany.
        Nie mam możliwości sprawdzić, jaką była studentką przed dzieckiem, jednak wiem, że z historii musiała być poniżej zera.
    • mary_ann Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 14:50
      Och, znam ja Ci ten gatunek...
      Egzamin koniecznie musi być pisemny i nie "na mieście".
      Może od biedy możesz dogadać się w nowej uczelni np. z personelem biblioteki, żeby tam posadzić dziewczynę na godzinę w czytelni? Albo na portierni, czy dadzą Ci klucz do wolnej sali na godzinę? Jeśli nie, to powiedz, ze Ci przykro, i tyle.
      Termin jej dałaś, choć nie musiałaś. Dla niej to ostatnia szansa, więc chyba u licha ciężkiego powinno się dać załatwić jakąś opiekę na 2-3 h do dziecka (wliczając dojazd)? I to zwłaszcza w sobotę...
      Kiedyś miałam b. miękkie serce dla wszystkich i przeszło mi. Bo widzę, że ja się często zabijam, żeby się dopasować, a niektórzy (niektórzy!) studenci po prostu usiłują ustawić sobie jak najdogodniejszy harmonogram dnia moim kosztem.
      Oczywiście są tacy, którym zawsze warto pomóc - ale nie olewusom i wykorzystywaczom bez skrupułów.
      (Coś mi się widzi, ze w sobotę planowany jest jakiś wyjazd na działkę i stąd pomysł, żebyś przyjechała na uczelnię w tygodniu...smile
      • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 14:58
        Technicznie, to chyba był mogła posadzić dziewczę w sali zakladu - ale to znaczy, ze muszę z nią siedzieć godzinę - sporo, jak na pracę za friko - po czym pojechać na uczelnię, dokonać wpisu do protokołu. Zwyczajnie nie chce mi się - tym bardziej, że jest to zaległość z I semsestru zeszłego roku.
        Zastanawiam się coraz bardziej, czy dziecko może w ogóle być w tej sytuacji usprawiedliwieniem. W pierwszym terminie - bez słowa przesuwam egzamin, ale w ostatecznym?
        • mary_ann Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 15:30
          Właśnie dlatego, żebyś nie musiała z nią siedzieć, myślałam o bibliotece - sama tak czasem robię, ale, fakt, mam zaprzyjaźnioną panią bibliotekarkę. Nie wiem tylko, jak zadziałałoby to w przypadku Twojego przedmiotu - u mnie nie trzeba specjalnie pilnować, bo nie bardzo jest jak ściągać, więc bibliotekarka nie musi w zasadzie pilnować (ot, tyle, żeby dziewczę nie korzystało z komórki i nie wyszło z sali).

          I - nie, dziecko nie jest usprawiedliwieniem w "trzecim" terminie.

          Ja bym pozostała przy zaoferowanym (jak rozumiem, dogodnym dla Ciebie bez specjalnej gimnastyki) terminie. A jak nie, to - sorry, Batory. Trzeba było myśleć wcześniej.

          Gorzej z wpisem do protokołu. Jeśli nie robisz tego w całości on-line (my też po wprowadzeniu do systemu musimy potem wydrukowany papier dostarczyć w zębachsmile))), to - przepraszam bardzo - dodatkowej wycieczki na stara uczelnię dla lekkomyślnej pannicy chyba nie będziesz uskuteczniać?
          • bi_scotti Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 16:18
            Ja Cie rozumiem, Verdana, ze chcesz byc "ludzka" ale to jest wybitnie nie fair wobec wszystkich innych studentow, ktorzy ze swoich obowiazkow wywiazali sie na czas. Przeciez nie masz czesto pojecia, ktory ma pod opieka umierajaca matke, ktory mieszka w norze bez ogrzewania, ktory musi pracowac 16 godzin na dobe a ktory ma blizniaki z celiakia - nie wiesz, bo oni sa swiadomi tego, ze to sa ich PRYWATNE sprawy, ktore zajec z Toba nie dotycza i niezaleznie od schodow w zyciu, egzamin musza zdac i nie ma przepros. I zdaja, i ida dalej. A ta jedna studentka chce zeby bylo wedlug jej prywatnych potrzeb. Pomysl o tych, ktorzy nie prosili o zadne accommodations - a gdyby tak WSZYSCY oni Cie prosili (i mieli uczciwe podstawy do takich prosb!) - a zeby zdawac w inny dzien, a w innym miejscu, a z innej czesci materialu, a moze w ogole nie zdawac tylko dostac zaliczenie za "caloksztalt" ... ? Bylabys w stanie im WSZYSTKIM pojsc na reke zakladajac, ze wiekszosc ludzi ma "cos" w zyciu, co powoduje, ze jest im ciezko? C'mon, tak sie nie da. Nie da sie byc "ludzkim" w takim kontekscie. Ale mozna byc (i moim zdaniem, nalezy) byc fair. A fair wymaga prostych, jasnych regul obowiazujacych wszystkich, znanych wszystkim na tyle wczesnie by kazdy mogl sie dostosowac.
    • nabakier Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 16:17
      Zapytać w dziekanacie, czy jest taka możliwość, czy dysponują odpowiednim pomieszczeniem. A jak nie- trudno, dziewczyna musi radzić sobie sama, niech znajdzie opiekę dla dziecka.
      • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 19:04
        A co ma do tego pomieszczenie? W pomieszczeniu ktoś dziewczyny musi pilnować, a ktoś oznacza mnie.
        Chyba sie zgodzę z Biscotti. Zawsze idę na rękę komuś , kto ma kłopoty, z zasady nie oblewam dziewczyn w ciąży (na medycynie bym oblewała, ale uwazam, że trudno - dobre samopoczucie dziewczyny w ciąży jest wazniejsze od zdania trzeciorzednego przedmiotu na tym akurat kierunku), ale ileż razy można? Skoro licencjat jest dla niej wazny, to nie trzeba było zwlekać do dziś.
        • nabakier Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 19:17
          Pomieszczenie, by miała gdzie to dziecko położyć czy co tam z nim robi.
          • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 22.09.12, 19:27
            A nie, tu sie ujmę za studentką. Nie ma takiego pomieszczenia.
            • epistilbit Re: Hm, macierzyństwo na studiach 23.09.12, 22:49
              W obronie tej studentki napiszę, że w okresie okołoporodowym, połogowym, świeżo matczynym 6 (sześć) razy oblałam egzamin z pewnego przedmiotu. I serio, nie miałam na ostatnią 7 poprawkę z kim małego zostawić. Nie mam rodziców, mąż się wypiął na zasadzie po co Ci studia, teściowie też. Pani Profesor (pozdrawiam) wpisała mi 3.5 smile
              Studia skończyłam potem z wyróżnieniem. Pomroczność jasną miałam, i serio, jak Młody miał kolejne zapalenie płuc w wieku 2 mcy, to ostatnie o czym myślałam to wzór połihalitu.
            • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 23.09.12, 22:55
              Nie mnie oceniać jak studentka powinna zostać potraktowana przez wykładowczynię, ale nieodmiennie zaliczam pełnowymiarowy opad szczęki jak słucham o możliwościach zaliczeń na niektórych polskich uczelniach. Nie studiowałam w Polsce, na moich uczelniach (na jednej robiłam studia licencjackie, na innej magisterskie) obowiązywały jasne zasady: jeden termin pisemnego egzaminu, wyznaczony z góry dla wszystkich, bez żadnych możliwości negocjacji. Następnie poprawka (płatna!) we wrześniu jeśli coś się nie powiodło, a w przypadku oblania tejże na ściśle określonych zasadach możliwość powtarzania roku. I tak jest na większości dobrych uczelni w Europie Zachodniej. Honorowane są zwolnienia lekarskie, ale one również dają raczej prawo do zdania egzaminu w drugim terminie, tj. we wrześniu bez dodatkowej opłaty i bez traktowania tego egzaminu jako poprawki tylko jako normalny pierwszy termin. Standardowa poprawka jest bowiem oceniana najwyżej na ocenę pozytywną, tj. na ogół maksimum 40%, co znacznie moze obniżyć ocenę na dyplomie, a w konsekwencji zaważyć na perspektywach pracy, bo większość firm wymaga od absolwenta dyplomu z określoną średnią.
              Kolejne poprawki, wpisywane bądź nie, wybieranie sobie przez studenta terminu, ogólnikowe tłumaczenia takie jak "przecież ja mam dziecko" (przepraszam, ale to jest prywatna sprawa studentki, kiedy decyduje się na dziecko), zależność tego wszystkiego od dobrej woli profesora - właśnie takie praktyki bardziej niż co innego powodują, ze poziom szkolnictwa wyższego jest u nas w kraju taki jaki jest, mimo tego, że mamy bardzo zdolnych ludzi.
              • epistilbit Re: Hm, macierzyństwo na studiach 23.09.12, 23:00
                Czy ja wiem...
                czy ważniejsze było to, że Pani Psor mnie obleje, bo zgodnie z regulaminem 2 poprawki, czy to, że nie złamie mi życia ( w tym momencie). Gdyby mnie oblała, nie zaliczyłabym roku, to dałoby mojemu mężowi oręż do walki pt "siedź w domu'.
                • zla.m Re: Hm, macierzyństwo na studiach 23.09.12, 23:08
                  epistilbit napisała:

                  > Czy ja wiem...
                  > czy ważniejsze było to, że Pani Psor mnie obleje, bo zgodnie z regulaminem 2 po
                  > prawki, czy to, że nie złamie mi życia ( w tym momencie). Gdyby mnie oblała, ni
                  > e zaliczyłabym roku, to dałoby mojemu mężowi oręż do walki pt "siedź w domu'.

                  Wybacz, ale twojej profesor nie powinno obchodzić, kogo sobie na męża wybrałaś i o co się z nim kłócisz... A takie postępowanie (dawanie 7. terminu) jest nie fair w stosunku do ludzi, którzy po 2. niezdanym wylecieli - i to też wszak łamało im życie. A że wylecieli na własną prośbę, bo się nie uczyli? No cóż, oni wybrali brak nauki, ty wybrałaś męża i dziecko. Konsekwencje jasno określone i powinny być takie same dla wszystkich.

                  PS
                  Ogólnie to fajnie, że zrobiłaś studia i ci się ułożyło. Chodzi o zasadę.
                  • epistilbit Re: Hm, macierzyństwo na studiach 23.09.12, 23:23
                    Wiadome, że jeśli będziemy trzymać się regulaminu, to było karygodne. No cóż. Ale wybaczcie, ostatnie, o czym wtedy myślałam, to czy to fair, nie fair, w porządku, nie w porządku. Ja się cieszyłam, że ktoś mi dał szansę. A żeby wylecieć, z tamtej uczelni, trzeba było się bardzo postarać . U mnie nałożyłby się ten egzamin + nieobecność przed i po. Widzisz, inni zaliczali każdy egzamin w 3 podejściu, ja w pierwszym, ten jeden w siódmym równowaga w przyrodzie została zachowana. Ja uważam, że w pewnych granicach normy, najważniejszy powinien być człowiek. I też mogę powiedzieć, że to wina sąsiadki, że związała się z chamem i nie reagować na jej płacz lub zaprosić ją na kawę.

                    Co do trzymania się sztywnych procedur: gdyby tak było Pan St. Banach nie byłby doktorem. Nie żebym się do niego porównywała, ale w jego przypadku chyba nawet Amerykanie nagięliby zasady.
                    • zla.m Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 00:04
                      Rozumiem, że się cieszyłaś, że ktoś dał ci szansę, rozumiem, że sobie to racjonalizujesz (bo to tylko raz, bo inni też byli nie w porządku). Mimo wszystko jednak uważam, że umów należy przestrzegać, a miarą dorosłości jest ponoszenie konsekwencji za ich nieprzestrzeganie.

                      Wyobraź sobie: zamawiasz u krawcowej sukienkę specjalnie na sobotnie przyjęcie. Przychodzisz po odbiór w umówionym terminie - ciucha nie ma. W konsekwencji - nie płacisz krawcowej, nawet jeżeli coś zaczęła robić i włożyła w to pracę. Nie płacisz, niezależnie od tego, czy nie uszyła, bo poszła w tango czy dlatego, że woziła mamę do szpitala. Zależnie od okoliczności (i charakteru) najwyżej to swoje niepłacenie oznajmisz spokojnie lub zrobisz aferę. Tak samo jest ze studiami - nie zdałaś raz, drugi, trzeci... - przykro nam.

                      Poza tym rozpatrujesz swój przypadek jako sprawę jednostkową, ale wykładowca, który się ugiął przy tobie, powinien w tym momencie dać taką samą szansę innym - bo tutaj dziecko i mąż, tu tatuś niedomaga, a gdzie indziej kryzys osobowości... - w efekcie taki ktoś nie będzie miał ani chwili dla siebie.

                      Ja uważam, że w pewnych granicach normy, najważniejszy powinien być człow
                      > iek. I też mogę powiedzieć, że to wina sąsiadki, że związała się z chamem i nie
                      > reagować na jej płacz lub zaprosić ją na kawę.


                      Po pierwsze - ja wcale nie mówię, że coś jest twoją winą, ja mówię, że wykładowca nie musi naginać regulaminu dla kogoś. A jeżeli to robi - to niech się przygotuje, że będzie wykorzystywany, bo i dana osoba może przeciągać strunę, i inni wyskoczą z argumentem: "a Kowalska to 7 razy zdawała". Po drugie - zainteresowanie się w prywatnym czasie prywatnym znajomym, co się z nim dzieje to jedno, a oczekiwanie, że wykona swoje zadanie w warunkach instytucji (szkoła, praca) to drugie.
              • dakota77 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 00:07
                Wiesz, ale zycie nie zawsze, o ile w ogole, jest czarno- biale. I bardzo latwo sie mowi, jak to nie powinno sie dawac innym forow, o ile sie jest mlodym, zdrowym, nie ma chorego/wrzeszczacego po nocach dziecka, albo np. nie opiekuje sie smiertelnie chorym czlonkiem rodziny.
                • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 08:28
                  Wiem, że nie jest czarno-białe, ale nadal uważam, że zaliczanie egzaminu po kilka razy powinno być naprawdę wyjatkiem, a nie normą na którą wszyscy się po cichu zgadzają, bo jednak studia wyższe nie są obowiązkowe. Ale to moje zdanie.
                  • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 09:04
                    Generalnie jestem zdania, że problemy osobiste powinny być uwzględniane. Tylko zastanawiam sie gdzie w tym wszystkim jest granica pójścia komuś na rękę.
                  • dakota77 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 12:40
                    Alez oczywiscie, ze powinno byc wyjatkiem. Ale jednak sa sytuacje, w ktorych warto sie nad studentem zlitowac.
    • szarsz Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 08:46
      Dla mnie granicą pozaregulaminową jest moja "krzywda", zaniedbanie mojej rodziny i moich potrzeb w moim prywatnym czasie.
      Czyli: jeśli mam przygotowane zestawy pytań, siedzę w robocie a sprawdzenie dodatkowego kolokwium nie kosztuje mnie pięciu godzin pracy tylko kilka minut - to w wyjątkowej sytuacji zgadzam się na następny termin lub przełożenie regularnego.
      Jeśli miałabym specjalnie gdzieś przyjeżdżać, czekać i ogólnie robić sobie kłopot - to nie.

      Ważnym czynnikiem jest liczba studentów do ogarnięcia. Przy 20 - 30 z dziesięcioma pocentami można negocjować, przy setce już nie bardzo wink
      • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 14:38
        Ja zdecydowanie jestm zdania, ze regulamin nie powinien być niewzruszalny i że mam prawo mieć absolutnie w d..., że mojej studentce urodziło się i umarło w pierwszym semestrze dziecko. Poinformowały mnie kiedyś o tym jej kolezanki i jako ówczesny dyrektor instytutu zapowiedziałam wszystkim, ze jeśli ktokolwiek wstawi dziewczynie w tym czasie dwóję do indeksu, to ja sobie z nim porozmawiam. Dziewczyna zdała i tak wszystko i to bardzo dobrze, ale trzymanie się litery prawa bywa czasami okrutne i bezsensowne.
        Uważam też, ze własciwie nie ma pracodawcy, który by powiedział - nic mnie nie obchodzi, ze rodzisz za tydzień, masz ślub, umiera ci zona - masz robić wszystko tak, jakby życie poza pracą nie istniało. A jesli są - uznaje sie to nie za "sprawiedliwość" wobec innych zdrowych i szczęśliwych pracowników, ale za zwykłe świństwo. Przypomina mi to pewną panią z mojego instytutu, której syn umierał na raka mózgu, a jej szefowa złożyła wniosek o zwolnienie jej z pracy, bo nie zdążyła oddać habilitacji w terminie. Nikt, ale to nikt nie uznał tego za sprawiedliwe. No i nikt wniosku nie uwzględnił.
        Nie wiem dlaczego tylko uczniowie i studenci powinni zawsze byc w pełnej gotowości, choćby sie im całe życie waliło na głowę. Wioęc uwzględnioam bardzo różne rzeczy, z feriami szkolnymi włącznie, ale ta pani miała na zaliczenie czas od lutego. Więc znalazłaby czas, niezaleznie nawet od posiadania pięcioraczków.
        • zla.m Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 14:53
          Ja tak sobie wczoraj myślałam, że będąc na miejscu wykładowcy pewnie bym się pierwszy i drugi raz też przychyliła (mimo, że w teorii jestem bardziej po stronie zasad). Ale widząc, że im bardziej pomagasz, tym wymagania są większe - miałabym dość.
        • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 24.09.12, 20:00
          verdana napisała:


          . Wioęc uwzględnioam bardzo różne
          > rzeczy, z feriami szkolnymi włącznie, ale ta pani miała na zaliczenie czas od
          > lutego.

          Otóż właśnie.
          Istnieją okoliczności łagodzące i każdy przy zdrowych zmysłach uzna za takową śmierć członka rodziny, chorobę etc.
          Natomiast jestem zdania, ze przepisy jednak powinny istnieć i być respektowane z szacunku dla innych studentów, którzy poświęcają cos, zeby zdać w terminie.
          • myelegans Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 00:05
            NIe mozesz zrobic honorowego egzaminu w domu? Emailem wysylasz egzamin, studentka sie zobowiazuje do rzetelnego napisania w domu i odesle CI go z powrotem mailem.

            W czasie doktoratu wielu profesorow dawalo nam "take home" egzaminy.
            • nikadaw1 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 11:17
              myślisz że w przypadku tej studentki to by zadziałało? zrzynałaby na maksa, moim skromnym zdaniem.

              taka sytuacja to efekt rozwodnienia zasad studiowania na polskich uczelniach. student płaci i wymaga dyplomu, choćby mial zdawać po siedem razy, a kierownictwo uczelni zgadza sie na taką politykę. studenci mają na głowie mnóstwo spraw ważniejszych od zaliczania egzaminów. dziecko to świetna wymówka, nie wierzę, że przez pół roku dziewczyna nie miała czasu opanować materiału do jednego egzaminu, zwłaszcza że wiedzę przedmiotową przed licencjatem powinna mieć już sporą, co powinno ułatwiać uczenie.
              • nikadaw1 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 11:26
                dodam jeszcze, że mnie to wkurza, bo poniekąd rozwadnia i mój dyplom. ja mam studia wyższe i ona będzie miała, ale gdyby tak porównać ilość włożonego wysiłku, przeczytanych książek, zrobionych badań, podejść do egzaminów i zaliczeń na zasadzie "prfesor chce mieć już święty spokój"...
            • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 12:15
              myelegans napisała:

              > NIe mozesz zrobic honorowego egzaminu w domu? Emailem wysylasz egzamin, student
              > ka sie zobowiazuje do rzetelnego napisania w domu i odesle CI go z powrotem mai
              > lem.
              >
              W ogóle może nie stresować studentów żadnymi egzaminami. Wprowadźmy studiowanie 100% online - uczelnia zamieszcza w sieci materiały, studenci przysięgają na co chcą, że się z nimi zapoznali, uczelnia wysyła dyplom. Młodzi ludzie mają wykształcenie, w międzyczasie swobodnie mogą zajmować się czym chcą: zakładaniem rodziny, rozwijaniem własnych pasji, nic ich nie ogranicza, uczelnia zarabia pieniądze, gospodarka się kręci. I tylko bezrobocie wśród absolwentów coraz wyższe, ale w razie co jakby zawsze można będzie to zwalić na fakt, że dzisiejsza młodzież jest po prostu co do jednego 25-latka koszmarnie leniwa.
        • retro-story Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 03:13
          Zgadzam się z Bi_scotti i Ding_yun, i w ogóle pod każdą wypowiedzią D. w tym wątku mogę się podpisać (zwłaszcza pod opinią na temat liczby możliwych poprawek). A propos dzieci - moja koleżanka zaszła w ciążę podczas doktoratu (nie w Polsce). Poinformowała promotora, który odpisał krótko: "Gratuluję serdecznie, ale nie dostaniesz urlopu macierzyńskiego i nie będziesz mogła złożyć pracy w późniejszym terminie". Niestety, uniwersytet ustala te same zasady dla wszystkich, niezależnie od ich życia prywatnego.
          • croyance Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 15:03
            Ale przy chorobach/niepelnosprawnosci mozna uzyskac zlagodzenie.
          • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 15:52
            Ale to nie są takie same zasady dla wszystkich. To jednoznaczne promowanie facetów. Uznanie, zę ciąża i poród są rzeczą, która nie może nijak wpływać na pracę - to nie jest "takie samo traktowanie", tylko zwyczajna dyskryminacja.
            Równie dobrze mozna by powiedzieć "Nie szkodzi, zę złamałeś nogę, o ile nie zaliczysz wf-u w terminie zostaniesz skreślony z listy studentów".
            • retro-story Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 20:55
              Niekoniecznie - facet w końcu też nie dostanie tacierzyńskiego, i nikt nie będzie się przejmował tym, że młody ojciec nie może spać w nocy, bo maluch ma kolki. Zresztą wcale nie mówię, że to dobra zasada - stwierdzam tylko, jak jest.
              Co nie zmienia faktu, że zadziwia mnie trzeci/czwarty/piąty termin poprawki tylko dlatego, że komuś się nie chciało przeczytać materiału.
              • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 27.09.12, 17:30
                Ojciec nie jest w ciąży i nie karmi - to jednak zupełnie inna bajka.
    • croyance Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 13:30
      Jestem teraz na studiach doktoranckich w UK, i w moim departamencie wyglada to tak, ze na pierwsze spotkanie przyszla kobieta od spraw studenckich i zapowiedziala, ze jesli ktos ma problemy osobiste/choruje/ma depresje, to ma sie zglosic do niej, bo ona jest odpowiedzialna za procedury z tym zwiazane i ma to wszystko wiedziec wczesniej. Dokladnie powiedziala tak 'jesli komus z was zmienia sie nagle warunki zycia, prosze zglosic to mnie od razu, zeby nie bylo pozniej sytuacji, ze nagle dowiadujemy sie, ze ktos ma od szesciu miesiecy depresje i nic nie zrobil'. Oczywiscie, studia doktoranckie dzialaja na nieco innych zasadach, ale wszedzie sa specjalne procedury i wszystko mozna zalatwic/przesunac terminy etc. - ale droga oficjalna i proceduralna, a nie prywatnym umawianiem sie z wykladowca, bo ten dziala w zakresie systemu i pewnych rzeczy po prostu zrobic nie moze.

      Natomiast widze jak to wyglada na uczelni gdzie pracuje moja mama - studenci np. wydzwaniaja do niej w niedziele na komorke. Nie wyobrazam sobie absolutnie takiej sytuacji tutaj.
      • myelegans Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 20:07
        No wlasnie, w Stanach na studiach doktoranckich, nie bylo szkolki i belfrowania, mielismy duzo take home exams, a moje kwalifikacyjne comps'y zdawalam sama: 2 dni po 6 godzin i NIKT mnie nie pilnowal, siedzialam w jednej sali, po skonczeniu oddalam egzamin do sekretariatu.

        Moim studentom tez dawalam czesto egzamin jako prace domowa, nie pamieciowke odtwarzana w ciagu 45 minut w auli. Szkoda mojego cennego czasu, moge ich w tym czasie czegos pozytecznego nauczyc niz bawic sie w policjanta.

        Moze daj jej prace do napisania, ale taka, zeby musiala pojsc do biblioteki, zebrac materialy, poczytac, zsyntetyzowac i napisac. Przy okazji czegos by sie nauczyla.
        • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 20:48
          Po pierwsze żyjemy niestety w kraju w którym powszechne jest ściąganie, a plagiaty licencjatów i magisterek nadal są dość powszechne. Moim skromnym zdaniem ma niestety u nas póki co moralnych standardów ustalonych na tyle wysoko, żeby pozwalać na tego typu praktyki. Może za kilkanaście lat jeśli zaczniemy traktować problem ściągania na klasówkach, kupowania prezentacji maturalnych i plagiatów prac zaliczeniowych naprawdę poważnie. Póki co nie traktujemy.

          Po drugie praca zaliczeniowa może i jest dobrym pomysłem, ale byłoby nie fair gdyby wszyscy studenci mieli normalny egzamin, a jedna studentka mogłaby zdać na zupełnie innych zasadach. W nagrodę za to, że trzy razy już oblała.
          • myelegans Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 21:17
            Od czegos trzeba zaczac te zmiane mentalnosci, moze wlasnie od tego, zeby nie zakladac z gory ze wszyscy uczniowie i studenci to banda oszustow, ktorzy beda oszukiwac przy kazdej nadajacej sie okazji.
            Moze dac im kredyt zaufania na poczatek, zamiast bawic sie w policjantow i zlodziei.
            Verdana sama przyznala, ze to trzeciorzedowy przedmiot na studiach, o od niego kariera sie ani nie zawali, ani nie zbuduje, a przy pracy, moze sie dziewczyna, czegos wiecej nauczyc niz 3xZ.

            BTW, zycie nie jest fair.
            • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 22:33
              Faktem jest, że plagiaty prac i próby ściągania na egzaminach zdarzają się na studiach relatywnie często. Zmianę mentalności moim zdaniem należałoby zacząć raczej od ustalenia, że ściąganie na klasówkach czy kupowanie prac maturalnych to są zachowania nie do zaakceptowania. Póki co są to zjawiska po cichu akceptowane. Liczenie na to, że przy takich standardach moralnych rozluźnienie mechanizmów kontroli przyniesie poprawę sytuacji jest delikatnie mówiąc naiwne.

              Osobną sprawą jest to, że danie kredytu zaufania akurat tej studentce, która oblewając kilka razy egzamin nie wykazała zbytniego zaangażowania jest nie w porządku wobec reszty studentów, którzy zdali normalny egzamin pod nadzorem. To, czy przedmiot na studiach jest pierwszorzędny czy trzeciorzędny nie ma moim zdaniem nic do rzeczy. Nie mówiąc już o tym, że skoro przedmiot jest tak nieistotny to może warto byłoby go zmodyfikować tak, zeby stał się ważniejszy albo kompletnie wykreślić z programu studiów.
              • bi_scotti Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 22:40
                Rozmawiamy to o kims, kto (o ile dobrze pamietam) ma problem z zaliczeniem egzaminu od LUTEGO! C'mon, od lutego to juz za chwile mozna by bylo nastepne dziecko urodzic. Ludziom generalnie dobrze jest "chodzic na reke" ale jakas granica tego zrozumienia i ulatwiania musi byc. Chocby czasowa.
                I sluszna jest uwaga wyzej na temat wartosci samego wyksztalcenia. Jesli to wyksztalcenie, to koncowe degree ma cokolwiek znaczyc/odzwierciedlac to jakis wysilek ze strony studenta musi byc, bo inaczej to naprawde lepiej kupic "tytul" na Bazarze Rozyckiego czy gdzie tam sie teraz w nowej Polsce kupuje wink Niechby ta studentka wlozyla wysilek PRZYNAJMNIEJ w znalezienie babysitter na czas egzaminu!
                • joa66 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 22:58
                  Kiedy przeczytałam o tym "od lutego..." przypomniała mi się moja znajoma. Co prawda jest dorosłą kobietą i nie musiała nikomu się tłumaczyć, ale gdyby musiała....

                  4 miesiące przed planowanym porodem, lekarz stwierdził, że podejrzewa u niej nowotwór. Dziesiątki badań , czekanie na wyniki (po porodzie okazalo sie, że wszystko ok) "Na oko" funkcjonowała normalnie . Dziecko z niedowagą ( 2 kg) urodziło sie w terminie i po tygodniu złapało ..ospę wietrzną. Do tego cierpiało na nieustające kolki i płakało (darło się) po 10 h na dobę przez 3 miesiące. Kobieta najdłużej spała non stop około 2 godzin. Jej mąż musiał wyjechać słuzbowo na miesiąc pod groźbą utraty pracy, rodziny w tym samym mieście nie miała.

                  Okazuje się, że czasami nawet "od lutego..." to jest za mało czasu.
                  • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 23:37
                    Dobra, ja wymiękam. Ilekroć pada w tej dyskusji argument "powinny istnieć określone zasady na których przyznawane jest zaliczenie" pada kontrargument, że może ktoś jest akurat w strasznie trudnej sytuacji życiowej i co wtedy, zasady są bezduszne, egzekwujący je to potwory, koszmar. Okej, może ktoś jest w trudnej sytuacji życiowej. A może po prostu nie chce mu się uczyć. Nie wiadomo. Wiadomi natomiast, że spada na łeb na szyję jakość wyższego wykształcenia w Polsce, ale związek pomiędzy tym faktem, a łatwością uzyskania u nas dyplomu jest jakby nieoczywisty.
                    Generalnie jestem zdania, ze powinna istnieć możliwosć uzyskania takiej czy innej taryfy ulgowej: odroczenia egzaminu, urlopu dziekańskiego, dodatkowego terminu poprawki etc. bo różne sytuacje życiowe się zdarzają. Ale na zasadzie o jakiej pisała Croyance: zgłoszenia tego wcześniej do odpowiedniej osoby, która się tym zajmuje. A nie na zasadzie czekania do ostatniej chwili, nie tłumaczenia się nikomu z niczego i liczenia na dobrą wolę profesora, który dla raz moze wykaże zrozumienie, a drugi raz nie, zależnie od życiowego nastawienia i tego, co akurat będzie miał w planach. To wszystko.
                    • joa66 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 26.09.12, 07:46
                      Moim zdaniem jakość nauczania nie spada z powodu nawet stukrotnego podejścia do egzaminu , tylko z powodu tego, że zalicza się wtedy nawet jeżeli student nic nie umie (btw nie jest to tylko polski problem - niedawno była wrzawa z tego powodu w brytyjskich uczelniach i wypowiedzi jednego z profesorów).

                      Nie rozmawiamy o tym, żeby studentce przedmiot zaliczyć bo ma dziecko, tylko o jej kolejnej szansie. Ja wolałabym o kilka razy za dużo pozwolić obibokom niż raz skrzywdzić osobę, która ma problemy.

                      Nie przekonuje mnie tez za bardzo argument o uczciwości wobec studentów, którzy zdali w terminie. Jestem przekonana, że nie mają o to pretensji. Chyba, że komuś z nich odmówiono przesunięcia terminu wcześniej.

                      btw wiem, że na brytyjskich uczelniach wykładowca jest przekonany o trudnej sytuacji studenta, nawet tuż przed egzaminem i chce mu pomoc to ma takie możliwości
                      • ding_yun Re: Hm, macierzyństwo na studiach 26.09.12, 09:22
                        joa66 napisała:

                        > Moim zdaniem jakość nauczania nie spada z powodu nawet stukrotnego podejścia do
                        > egzaminu , tylko z powodu tego, że zalicza się wtedy nawet jeżeli student nic
                        > nie umie

                        Jedno nie wyklucza drugiego. Łatwość uzyskania dyplomu to jest funkcja i tego jak łatwy jest egzamin i tego ile razy można do niego podchodzić

                        >cryingbtw nie jest to tylko polski problem - niedawno była wrzawa z tego p
                        > owodu w brytyjskich uczelniach i wypowiedzi jednego z profesorów).

                        Jestem jak najdalsza od twierdzenia, że na wszystkich brytyjskich uczelniach jest wysoki poziom. Przeciwnie - jest masa uczelni średnich i kiepskich kiepskich.

                        >
                        > btw wiem, że na brytyjskich uczelniach wykładowca jest przekonany o trudnej syt
                        > uacji studenta, nawet tuż przed egzaminem i chce mu pomoc to ma takie możliwośc
                        > i

                        Przed egzaminem może tak, rola wykładowcy natomiast jest różna. Na uczelniach które znałam na licencjacie wykładowca nie miał nawet możliwości przesunięcia deadline'u na pracę, która stanowiła np. 30-40% oceny z przedmiotu. Trzeba było złożyć stosowne podanie o przedłużenie terminu oddania pracy i załatwiać to przez dyrektora wydziału bądź programu studiów. Na magistrze można było juz wiecej załatwić z wykładowcą, ale również raczej drogą oficjalną. Natomiast w momencie kiedy ocena została już wystawiano i pracę się oblało nie było możliwości usprawiedliwiania tego wstecz trudną sytuacją.
                        Na pewno wykładowca nie był również władny, żeby nie wpisać poprawki.
                        Istnieją z pewnością uczelnie drugiej i trzeciej klasy na których te zasady są mniej restrykcyjne. Pytanie czy do takiego standardu powinniśmy próbować równać w kraju w którym i tak jest nadprodukcja absolwentów.
                  • bi_scotti Re: Hm, macierzyństwo na studiach 25.09.12, 23:43
                    Ale w takich okolicznosciach bierze sie semestr czy nawet rok urlopu dziekanskiego i nie udaje sie, ze sie studiuje, bo zapewne zwyczajnie studiowac sie nie da. A jak sie nie da, bo rzeczywistosc skrzeczy to nie ma co udawac komsomolca i zawracac glowe calemu swiatu tylko nalezy sie skupic na tym, co mozna i trzeba ogarnac.
                    Bardzo wielu ludzi ma w zyciu okolicznosci specjalne i od tego sa terminy poprawkowe tudziez inne opcje hojnie oferowane na uczelniach ale od doroslych (rodzicow dzieciom!) studentow mozna tez wymagac rozsadnego self-evaluation czy w ogole evaluation reality jakie maja - jesli nie podolam i macierzynstwu, i studiom to something has to give! Przynajmniej czasowo. Na studia zawsze wrocic mozna i ten egzamin u Verdany zapewne spokojnie mozna zdac za pol roku, za rok, chocby i za 3 jak dziecko bedzie w przedszkolu.
                    Ja juz pomijam taki detal, ze zwyczajnie nie wierze w brak mozliwosci znalezienia babysitter na 2-3 godziny w wyznaczonym terminie. Ale jest taki typ ludzi, dla ktorych wszystko jest niemozliwe jesli nie jest dokladnie wedlug ich planow. Ich problem. Life.
                  • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 27.09.12, 17:32
                    Jest coś takiego, jak urlop dzieckański. Jeśli nie ma urlopu, to znaczy, ze student czuje się na siłach studiować.
        • pavvka Re: Hm, macierzyństwo na studiach 26.09.12, 10:26
          myelegans napisała:

          > No wlasnie, w Stanach na studiach doktoranckich, nie bylo szkolki i belfrowania
          > , mielismy duzo take home exams, a moje kwalifikacyjne comps'y zdawalam sama:
          > 2 dni po 6 godzin i NIKT mnie nie pilnowal, siedzialam w jednej sali, po skoncz
          > eniu oddalam egzamin do sekretariatu.

          Ale zakładam, że te egzaminy nie zawierały guglowalnych pytań typu "w którym roku była bitwa...?" i "jaki jest wzór na...?", tylko sprawdzały umiejętność zastosowania wiedzy i rozumowania. I wtedy takie podejście jest jak najbardziej OK.
          • jottka Re: Hm, macierzyństwo na studiach 26.09.12, 12:27
            no ja miałam klasówki bez nauczycielki w szkole średniej (wychodziła z klasy, żeby nam nie przeszkadzać...), ale zaznaczyć trzeba, że onaż nauczycielka była niemką i do głowy jej nie przychodziło, że moglibyśmy ściągać! przecież uczymy się dla siebie, a tu oto na klasówce zyskujemy możliwość sprawdzenia, jacy jesteśmy świetni i gdzie jeszcze ewentualnie moglibyśmy się poprawićsmile na początku to był szok, ale potem właściwie jakoś głupio było ściągać, nie mówiąc o tym, że większość zadań i tak trzeba było tworzyć samodzielnie.

            a co do merita - podzielam zdanie ding_yun. na poinformowanie o swej trudnej sytuacji życiowej jest sporo czasu, a nawet przewidywanych procedur (na uczelni polskiej), a jeśli ktoś oblewa po raz enty, to już zasadniczo bez różnicy, czy ma on jednego malucha na stanie, czy też dziesięcioro. mam do czynienia ze studiami podyplomowymi, matek dzieciom trochę jest i jakoś zawsze są w stanie powiadomić zawczasu o problemach i znaleźć rozwiązanie cieszące obie strony (tj. studentkę i mnie).

            poza tym w opisanej sytuacji dostrzegam element szantażu - no chyba nie będzie pani taką świnią, co nie? ostatni egzamin, w końcu sama pani wie, że nieważny, a tu staje mi pani na drodze do uzyskania tego wysokiego tytułu licencjata, i do tego matce dziecku, no jak pani śmie! jakoś mi się to nie podoba.
            • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 27.09.12, 17:35
              Otóż to własnie.
              Droga studentka mogła o termin poprawki zapytać w czerwcu. Nie musiała pod koniec wrzesnia, kiedy wiadomo, ze na egzamin zostają dwa terminy (studia są zaoczne, więc tylko sobota i niedziela wchodzą w grę). Najwyraźniej jednak nie zalezało jej tak bardzo.
              • ibelin26 Re: Hm, macierzyństwo na studiach 06.10.12, 19:16
                Widzę, że sporo pozmieniało się od czasu kiedy ja studiowałam. Na moim wydziale było tak.
                Na zerówkach NIEKTÓRZY profesorowie nie stawiali dwój tylko odsyłali. Był pierwszy termin, potem drugi i koniec tzn. komis albo warunek. Żadnego odsyłania po ileś razy, umawiania się, przekładania, cudowania itp.
                Ja na piątym roku oblałam egzamin na zerówce, oblałam poprawkę i zdawałam komisyjny (była to mój jedyny niezdany egzamin).
                Na czwartym roku w sesji zimowej nie wyrobiłam się z egzaminami, na jeden nie poszłam. Żeby móc do niego podchodzić w wyznaczonym dla wszystkich drugim terminie załatwiłam sobie zwolnienie szpitalne (przyznaję się bez bicia, że załatwiłam).

                Ja rozumiem, że dziecko (sama mam niemowlaka) ale jakieś granice w pójściu na rękę muszą być.
                • verdana Re: Hm, macierzyństwo na studiach 06.10.12, 19:28
                  No więc dziś była zbiorcza poprawka - z okazji planowej poprawki na innym kierunku. Nie uprzedzałam oddzielnie Pani Matki, ale dziekanat powiesił na stronie, dziesięć dni temu wielkie informacje dla wszystkich, że jest termin, absolutnie ostateczny.
                  Pani Matka nie przyszła.
                  Ale jest mi przykro - oblałam dziewczynę , inną, z malutkim dzieckiem. Nie dało rady.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka