Dodaj do ulubionych

Błahe problemy

08.10.12, 20:52
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,114871,12630156,Najlepsza_reklama_tego_roku__Haitanczycy__kpia__z.html
Z jednej strony rozumiem ludzi, których szlag trafia, bo nie mają co jeść, a ludzie robią z byle czego problem.
Z druguiej jednak nie jestm skłonna przyjąć, że kazdy drobny klopot powinien być rozpatrywany zawsze z punktu widzenie tych, którym jest bardzo źle. W ten sposób odmawia się ludziom prawa do bycie niezadowolonym z czegokolwiek - mmasz co jeść i nie umarło ci 3/4 rodziny - siedź cicho i nie narzekaj. Przykro mi, ale tak sie nie da żyć.
Obserwuj wątek
    • joa66 Re: Błahe problemy 08.10.12, 20:59
      wiem, kiedyś się z tego leczyłam u psychologa big_grin


      Nie pozwalałam sobie na narzekanie (nawet w duchu) bo i tak jestem szczęściarą, a porównując się do dzieci w Somalii to w ogóle.

      I naiwnie wierzyłam, że to docenianie tego co się ma.

      ale to chyba nie działa w ten sposób.


      • ibelin26 Re: Błahe problemy 08.10.12, 21:51
        Doceniam to co mam i nie cierpię z tego powodu, że inni mają lepiej - są bardziej zdolni, wykształceni, zaradni, zamożni itp.

        Z drugiej strony, gdyby spotkało mnie jakieś nieszczęście to nie poczułabym się lepiej tylko dlatego, że inni - obiektywnie - mają gorzej. Bo to byłoby MOJE osobiste, prywatne nieszczęście.

        Wkurzają mnie np. kolejki w kasach w marketach. A gdyby przestały mnie wkurzać to czy tym z Somalii czy Haiti byłoby od tego lepiej? To chyba tak nie działa.
    • retro-story Re: Błahe problemy 08.10.12, 22:17
      Nie rozumiem celu tej akcji. #firstworldproblems jest ironicznym tagiem, ludzie zdają sobie sprawę z tego, że ich problemy są wydumane.
    • ginny22 Re: Błahe problemy 09.10.12, 09:28
      Myślę podobnie. Z jednej strony reklama dość fajna: bo i społeczna, i ironiczna, z drugiej - to, że ktoś ma prawdziwe problemy, nie czyni moich jakoś szczególnie mniejszymi.
      Choć czasem łapię się na tym, że te moje to są jakieś takie śmieszno-żałosne, a inni to mają... Ale zwalczam tę myśl.
    • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Błahe problemy 09.10.12, 21:30
      Ja nie odebrałam tych reklam tak dosłownie. Tylko raczej jako wskazanie, że w tamtym świecie ludzie mają całkiem inne problemy niż w ich świecie.

      Ja się czasem cieszę, że nasz kraj jest gdzieś pomiędzy obydwoma światami. Jeśli ktoś ma dość oleju w głowie, to może się z tego wiele nauczyć. Gdy pojechać na wschód, to my jesteśmy burżujami, o których ludzie myślą - ech, tym to nic do szczęścia nie brakuje. Gdy pojechać na zachód, stajemy się biedakami, których pytają - jak wy w ogóle żyjecie przy takich dochodach? To jest bardzo dobre doświadczenie postawić się w obu tych sytuacjach.

      Tego doświadczenia nie mają mieszkańcy krajów najbogatszych. Dlatego czasem przydają się takie kampanie, żeby się ludziom w d* nie poprzewracało od dobrobytu.
    • croyance Re: Błahe problemy 09.10.12, 23:49
      Inna rzecz, ze w pewien sposob nie pozwala sie ludziom z tzw. kiedys 'trzeciego swiata' (teraz sie mowi raczej 'developing world') na takie blahe problemy. I potem jest zonk, bo okazuje sie, ze brak wody/toalet jest faktycznie wielkim problemem, ale to nie znaczy, ze nie mozna miec innych.

      I potem ludzie z tzw. Zachodu sie oburzaja, ze biedacy z Afryki 'niby tacy biedni, a telewizor maja', albo 'niby tacy biedni, a chodza do fryzjera'. Nie wiem czy rozumiecie, o co mi chodzi. Nic nie szkodzi na przeszkodzie, by ktos mial problemy z roznych polek, swiat nie jest naprawde czarno-bialy.
      • ratyzbona Re: Błahe problemy 10.10.12, 01:35
        A dla mnie ta reklama ma jakiś paskudny wydźwięk na zasadzie "Nie smuć się inni mają gorzej" - no sorry mam się pocieszać cudzym cierpieniem - to dopiero okrutne. Poza tym OK ktoś nie ma wody, ktoś jedzenia, ktoś domu ale czy to jest powód dla którego mam powiedzieć sobie, że problemy mojego życia nie są warte zmartwień? Według piramidy Maslowa po zaspokojeni jednych potrzeb przechodzimy do zaspokajania następnych, najlepiej jeśli uda nam się zaspokoić wszystkie. Tak więc mogę pomóc ludziom którzy nie mają dachu nad głową, ale w pewnym momencie muszę zająć się "błahym" problemem z wyższej półki.
      • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Błahe problemy 10.10.12, 08:29
        croyance napisała:

        > I potem ludzie z tzw. Zachodu sie oburzaja, ze biedacy z Afryki 'niby tacy bied
        > ni, a telewizor maja', albo 'niby tacy biedni, a chodza do fryzjera'. Nie wiem
        > czy rozumiecie, o co mi chodzi. Nic nie szkodzi na przeszkodzie, by ktos mial p
        > roblemy z roznych polek, swiat nie jest naprawde czarno-bialy.

        To też prawda. I dotyczy też Polski. Parę razy słyszałam, jak ktoś mówił o kimś: tacy biedni, a telewizor/internet mają. A przecież, sorry, ale dlaczego odmawiać niezamożnym ludziom przynajmniej takiego kontaktu ze światem i kulturą, jaki ma się przez telewizję? Albo tym bardziej przez internet, który może naprawdę tanio dać dostęp do ogromnych zasobów kultury i edukacji?
        • croyance Re: Błahe problemy 10.10.12, 12:48
          Zwiedzalam niedawno township (slum) w RPA. Zdechle szczury na ziemi, toaleta jedna na 30 rodzin (to nieco bogatszy slum byl, bo toalety w ogole byly), chatki sklecone z blachy falistej, jednym slowem - rozpacz.

          Ale telewizory byly, i chinski sklep, i bar, a jedna z z kobiet pokazywala nam z duma zdjecie corki, ktora studiuje w Szkocji. W skleconej szkole - smrod i masakra - ale dzieci ucza metoda Montessori.

          Tylko co z tego? Telewizor czy nie, to nadal jest slum, ludzie nadal nie maja dostepu do porzadnej wody/lekarza/toalet. Dlaczego nie mieliby oslodzic sobie nieco totalnego braku perspektyw obejrzeniem telenoweli? Problem jest strukturalny i o wiele glebszy, i rezygnacja z telewizora/nowych butow od Chinczyka/nowej fryzury go nie zmieni.

          Ale niektorzy ludzie sie oburzali, ze biedacy nie chca byc tylko biedakami i po co im telewizor, tak jakby jego brak mogl jakos zmienic sytuacje.

          Rozumiem, ze wszyscy mamy wydumane problemy i faktycznie czasem warto popatrzec na nie z perspektywy, ale wszyscy do takich problemow maja prawo. A potem mamy organizacje charytatywna, ktora jest w szoku, bo okazuje sie, ze najwiekszym problemem biedaka ze slumsa jest to, ze sie nieszczesliwie zakochal - no jak on smial.

          Mam wrazenie, ze nie wypowiadam sie jasno, ale moze zrozumiecie, o co mi chodzi. Chodzi mi o to, ze ludzi czesto odczlowiecza sie przez wlozenie ich w kategorie 'biedni' i odmawia sie im prawa do martwienia sie czymkolwiek innym, biorac to za dowod, ze 'najwidoczniej nie jest im tak zle'. Owszem, jest zle, jedno z drugim nie ma nic wspolnego.
          • croyance Re: Błahe problemy 10.10.12, 12:57
            Poza tym kazdy wielki problem w praktyce rozbija sie na male problemy codzienne. Ktos mieszkajacy w takich warunkach jak opisalam wczesniej nie siedzi przeciez i nie mysli non-stop, ze jest politycznie zepchniety na margines i nie snuje rozwazan o niesprawiedliwosci spolecznej, tylko martwi sie konkretami: skad wezme chleb na sniadanie? Skonczyl mi sie proszek do prania. Skad wezme lekarstwo dla dziecka?

            A potem sie mowi, ze ludzie nia maja zadnych problemow i nie jest tak zle, skoro ich jedyny problem to brak proszku. Ludzie nie chca, zeby na nich patrzec tylko przez pryzmat ich biedy. Czlowiekowi sie wydaje, ze jak spotka takiego biedaka, to beda rozmawiac tylko o jego zlej sytuacji, bo ona sie wszak pierwsza rzuca w oczy. Tymczasem jest roznie, moze on np. chciec sie dowiedziec jaki byl wynik wczorajszego meczu.


            Sprawdz, co slychac w Narnii
            • verdana Re: Błahe problemy 10.10.12, 16:30
              Mogę tylko powiedzieć -święte słowa.
            • jottka Re: Błahe problemy 10.10.12, 16:34
              bo to, co ty opisujesz, to jest instrumentalizacja ludzi biednych (w jakiś sposób biedniejszych od rozmówcy) - powinni być biedni, że tak powiem, po całości i pozwolić na poddanie siebie działaniom charytatywnym w jedynie słusznym rozumieniu rozmówcy. no to konflikt widać gołym okiem..
          • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Błahe problemy 10.10.12, 17:35
            > Dlaczego nie mieliby oslodzic sobie ni
            > eco totalnego braku perspektyw obejrzeniem telenoweli?

            No, chyba nie doceniasz demokratyzującej roli środków masowego przekazu. Nawet jeśli emitują telenowele i reklamy. W Polsce telewizja bardzo przyczyniła się do podciągnięcia niższych warstw społecznych do jakiegoś wspólnego, ogólnopolskiego poziomu. Weź np. zjawisko reklam dezodorantów w latach 90. Albo np. mój dziadek mawiał, że dzięki mass mediom obecnie każdy Polak mówi w gruncie rzeczy literacką polszczyzną - on robił porównanie z tym, co jak mówili Polacy z różnych grup społecznych przed wojną!
            • pavvka Re: Błahe problemy 10.10.12, 18:11
              anuszka_ha3.agh.edu.pl napisała:

              > W Polsce telewizja bardzo przyczyniła się d
              > o podciągnięcia niższych warstw społecznych do jakiegoś wspólnego, ogólnopolski
              > ego poziomu. Weź np. zjawisko reklam dezodorantów w latach 90.

              Oj obawiam się, że akurat to nie jest najlepszy przykład uncertain
              • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Błahe problemy 10.10.12, 18:23
                Ależ.
                • pavvka Re: Błahe problemy 10.10.12, 18:33
                  Chyba nie jeździsz wystarczająco często komunikacją miejską wink
                  • anuszka_ha3.agh.edu.pl Re: Błahe problemy 10.10.12, 18:45
                    Chyba nie jeździłeś przed upadkiem komuny.
                    • verdana Re: Błahe problemy 10.10.12, 18:56
                      Ja jeżdzę. Jest bez porównania lepiej. Nie mówiąc już o tym, ze kiedy byłam w Paryżu w latach 80-tyc, to uderzyło mnie w metrze, jakie ludzie mają czystwe włosy i jak pachną. Gdy byłam dwa lata temu - jacy są brudni i śmierdzą. A nie sądzę, aby to paryżanie się zmienili.
                      • pavvka Re: Błahe problemy 11.10.12, 08:37
                        Fakt, kąpiel raz w tygodniu w sobotę nie jest już standardem, więc postęp jest. Ale co do dezodorantów, to śmiem twierdzić, że wymagają większego upowszechnienia.
                        • szarsz Re: Błahe problemy 11.10.12, 08:53
                          ojtam, to pewnie jednak zależy od tego, gdzie się jeździ. Ja w jednym z większych miast wojewódzkich nie mam problemu z "pachnącymi inaczej" wink współtowarzyszami podróży. A jeszcze 15 lat temu wsiąść do autobusu latem - wymagało niezłej odwagi.
    • nisar Aż się boję 14.10.12, 21:38
      ale się przyznam: w pewnym stopniu na mnie to działa.

      Być może powinnam się leczyć, ale jak we wrześniu (by the way od zawsze jak życie ma dla mnie czarne kwiatuszki, to podarowuje mi je we wrześniu) życie kochane postanowiło mi przyłożyć z czterech stron równocześnie (niewątpliwie dla równowagi, co bym się nie obaliła tylko dalej stała w pionie) tak zaczęłam czytywać namiętnie blogi o ciężko chorych dzieciach. I pociecha jaką z nich czerpię nie polega na cieszeniu się że inni mają gorzej, ale jednak zmieniają mi one nieco optykę i pozwalają widzieć życiowe problemy we właściwszym, powiedzmy, wymiarze. I choć jeden z zainkasowanych we wrześniu ciosów dotyczy zdrowia a drugi śmierci, to jednak mogłoby chodzić o moje dzieci czy męża, więc skoro nie... no to chyba jeszcze dam radę wstać.

      Tak to u mnie przebiega, ale ja prosta jestem, nie da się ukryć.
      • verdana Re: Aż się boję 14.10.12, 22:10
        Współczuję. Ale jednak na mnie to nie działa. Skoro musze zrobić nieprzyjemne badanie, to martwię się nadal, mimo, ze wiem, ze inni muszą poddać sie ciężkiej operacji. I wcale mnie to nie pociesza i nie daje mi "własciwej perspektywy". Bo ta właściwa perspektywa chyba jednak nie jest do konca właściwa - oznacza - wg. mnie, że nie wolno uznać własnych problemów za dostatecznie istotne nie dlatego, zę się ma siłę wewnętrzną, ale dlatego, że inni mają gorzej. Więc skoro inni dają sobie radę, to oznacza, zę mam obowiązek być silniejsza od nich, bo mnie jeszcze nic tak złego nie spotkało.
        Czyli oprócz kataklizmów nie ma momentu, kiedy mogę uznać,z ę jestem naprawdę nieszczęśliwa i zdołowana, muszę sprowadzić swoje problemy do "właściwego poziomu". Czero=piąc przy tym swoją rónowagę życiową z nieszczęścia innych.
        Tyle, ze mnie boli mój własny problem. I ma prawo. I absolutnie nie mogę uznać, że skoro inni mają gorzej - a zawsze mogą mieć - to ja mam patrzeć na pryzmat problemów przez dowolnie wielkie nieszczęście, a nie własne uczucia.
        • nisar Re: Aż się boję 14.10.12, 22:43
          Ale tu nie chodzi o umniejszanie swoich problemów, tylko o to, by nie traktować ich jako tragedii, do czego mam niestety skłonności.
          Dopiero porównanie z prawdziwą tragedią ustawia mnie do pionu i nawraca na prawidłowe postrzeganie. Tak, nadal martwię się tym, co się stało i konsekwencjami tego co się stało, ale już potrafię dostrzec pozytywy w swojej sytuacji bo, jak powiedział bodajże Seneka, człowiek jest na tyle nieszczęśliwy na ile się takim czuje. Sęk w tym, by tego poczucia nie rozdmuchiwać.
          • jottka Re: Aż się boję 14.10.12, 23:24
            ale to chyba trochę co innego... nie jestem pewna, jak to ująć, ale uznanie faktu, że mnie boli, nie oznacza automatycznie rozdmuchiwania go. czasem stawianie się do pionu i ogólna dzielność może nawet przynieść gorsze efekty (typu załamanie psychiczne w nieoczekiwanym momencie).

            chodzi mi o coś w rodzaju, bo ja wiem, poczucia wolności cierpienia; ból jest skojarzony z lękiem, nikt nie jest pewien, czy sobie z bólem poradzi, potrzebne jest i szukanie pomocy, i wsparcie, niekoniecznie w słowach "a w afryce dzieci z głodu umierają!". trzeba dać sobie i innym prawo do bólu, inaczej nie pomoże się ani sobie, ani tym innym, poza tym dostrzeganie pozytywów w trudnej sytuacji to już jest tak naprawdę wychodzenie z niej, a to wymaga czasu (odpowiednio do siły nieszczęścia).

            no tak, mętne jakieś, hm. ale ogólnie chodziło mi o to, że propaganda bezustannego sukcesu a la polyanna (zgiń, przepadnij, maro nieczysta) to prosta droga do zakładu zamkniętegosmile
            • verdana Re: Aż się boję 15.10.12, 09:00
              Hm, jeśli mam poczucie, ze śmierć w rodzinie jest dla mnie tragedią, to "stawianie do pionu", bo komuś własnie umiera dziecko jest tylko zaprzeczaniem tego, ze ma się prawo do własnych uczuć. Czyli - nie wolno mi się martwić, bo zawsze ktoś ma gorzej.
              A mnie jakoś nie pociesza wcale, ze Nisar ma gorzej, skoro muszę iść na to badanie - i nie pomoże mi rozpatrywanie tego, zę skoro komuś ktoś umarł, to nie mam sie czym przejmować.
              • nisar Re: Aż się boję 15.10.12, 09:32
                Kurczę, chyba ja nie potrafię wyjaśnić o co mi chodzi sad
                Tu nie chodzi o to, że nie wolno się martwić bo ktoś ma gorzej. Chodzi o to, by to zmartwienie miało odpowiedni wymiar, bo jak się jest histeryczką (jak ja) to bardzo trudno ten wymiar dobrać.
                • jottka Re: Aż się boję 15.10.12, 10:58
                  nisar, ja się nie chcę bawić w terapeutę, ale dlaczego właściwie miałabyś być histeryczką? ty masz na myśli na przykład to, że jakieś konkretne zdarzenia bardzo przeżywasz? to się nie nazywa histeria, tylko wrażliwość i tego się nie leczy waleniem obuchem przez łebsmile

                  a zwykle bywa tak, że jak ktoś - hipotetycznie - łka rzewnymi łzami nad zerwanym paznokciem, to nie znaczy to, że histeryczny kretyn (a dzieci w afryce głodują!), tylko że prawdopodobnie nieszczęsny paznokieć był ostatnim gwoździem do trumny i gdzieś w końcu psychika puściła.
                  • pavvka Re: Aż się boję 15.10.12, 11:21
                    jottka napisała:

                    > nisar, ja się nie chcę bawić w terapeutę, ale dlaczego właściwie miałabyś być h
                    > isteryczką? ty masz na myśli na przykład to, że jakieś konkretne zdarzenia bard
                    > zo przeżywasz? to się nie nazywa histeria, tylko wrażliwość i tego się nie lecz
                    > y waleniem obuchem przez łebsmile

                    Ale naprawdę nie znasz ludzi, którzy panikują z powodu byle dupereli? Możesz to nazwać wrażliwością, ale tak czy inaczej zbytnie przeżywanie problemów przeszkadza w życiu. Nie znam Nisar osobiście i nie wiem czy naprawdę należy do tej grupy, ale też nie wiedząc nie mogę powiedzieć z przekonaniem, że nie ma problemu.
                • verdana Re: Aż się boję 15.10.12, 16:20
                  Ja rozumiem, ze czasem trzeba dobrać wymiar do drobnych kłopotów (a to dziecko ma lekką alergię, a to będzie sie zarabiało parę groszy mniej) itd. Ale jakoś śmierć w rodzinie mi się nie miesci w tej kategorii...
                  • pavvka Re: Aż się boję 15.10.12, 16:47
                    verdana napisała:

                    > Ja rozumiem, ze czasem trzeba dobrać wymiar do drobnych kłopotów (a to dziecko
                    > ma lekką alergię, a to będzie sie zarabiało parę groszy mniej) itd.

                    To to jeszcze są jakieś konkretne problemy. Ale tutaj proszę, pierwszy z brzegu przykład tego o czym mówię:

                    forum.gazeta.pl/forum/w,10226,139522511,139522511,Trzymajcie_sasiadow_na_dystans_.html
                    Problem dla mnie zupełnie z dupy wzięty - sklerotyczna staruszka rzuciła na autorkę wątku zupełnie absurdalne oskarżenia o kradzież nikomu do niczego niepotrzebnych papierów. A kobita pisze, że ciągle o tym myślała i miała kompletnie zepsuty tydzień.
                    • verdana Re: Aż się boję 15.10.12, 16:51
                      Dla mnie to nie jest błahy problem - konieczność mieszkania z wrogo nastawionym sąsiadem.
                      • pavvka Re: Aż się boję 15.10.12, 17:11
                        Jeśli to wrogość na poziomie przebijania opon i podkładania zdechłych kotów na wycieraczce, to może. Ale bez przesady - wcale się z sąsiadami kochać nie trzeba.
                        • verdana Re: Aż się boję 15.10.12, 19:23
                          Co innego kochać, co innego mieszkać razem z wrogiem, który oskarża o kradzieże i czepia się na kazdym kroku. To bardzo niekomfortowa sytuacja, naprawdę.
                    • ding_yun Re: Aż się boję 15.10.12, 20:28
                      > Problem dla mnie zupełnie z dupy wzięty - sklerotyczna staruszka rzuciła na aut
                      > orkę wątku zupełnie absurdalne oskarżenia o kradzież nikomu do niczego niepotrz
                      > ebnych papierów.

                      Szczerze mówiąc dla mnie posądzenie o kradzież również byłoby bardzo przykrym doświadczeniem. I nie lubię żyć obok z ludźmi z którymi mam jakieś nierozwiązane konflikty. Każdy takie rzeczy przeżywa na swój sposób.
                      • pavvka Re: Aż się boję 16.10.12, 16:03
                        ding_yun napisała:

                        > Szczerze mówiąc dla mnie posądzenie o kradzież również byłoby bardzo przykrym d
                        > oświadczeniem.

                        Dla mnie tylko surrealistycznym. Olałbym sikiem prostym.
                      • croyance Re: Aż się boję 17.10.12, 13:43
                        Ja tez bym sie czyms takim bardzo przejela.
    • godiva1 Re: Błahe problemy 16.10.12, 14:37
      Znacie ludzi ktorzy placza bo pilot od TV jest po drugiej stronie pokoju? To jest karykatura bialego czlowieka....
      • verdana Re: Błahe problemy 16.10.12, 14:39
        Człowiek, który płacze, bo pilot TV jest po drugiej stronie pokoju, prawdopodobnie płacze nad czyms zupełnie innym. To, zę sie ma co jeść, wygodny dom i wszyscy żyją, nie oznacza, zę się jeśt szczęśliwym.
        Pamiętam, jak płkałam, bo nie mogłam znaleźć tłuczka do mięsa. To była ta ostatnie kropla.
        • bi_scotti Re: Błahe problemy 16.10.12, 17:42
          A to nie jest tak, ze kazdy z nas gdzies tam, mniej lub bardziej swiadomie, ma w glowie jakas liste potencjalnych problemow zyciowych od najpowazniejszych do najmniej powaznych i zgodnie z taka lista reagujemy? wink OK, to troche zart ale pewnie mozemy sie zgodzic, ze w szaro-codziennych warunkach smierc w rodzinie to powazniejszy problem niz niemoznosc znalezienia tluczka do miesa (sorry, gdy to napisalam, zaraz mnie bierze glupawka i spekulacje jak polaczyc ten tluczek i smierc w rodzinie tongue_out ).
          Wracajac do powaznego tonu, w zaleznosci o poziomu zycia w ogole i wlasnej konstytucji psychicznej, to co jest "blahe" a co jest "powazne" staje sie bardzo open for interpretation. Ja mam podobnie jak Nisar - swiadomosc krzywd majacych miejsce w Syrii czy samobojstwo nastolatki, ktora byla bullied przez ostatnie 4 lata albo inne tego typu sprawy ustawiaja mnie motywujaco (!) do pionu wobec moich wlasnych blahych i nie blahych albo i nawet bardzo powaznych problemow. Nie na zasadzie "tamci maja gorzej wiec moje jest mniej wazne" a wlasnie jako "dobry przyklad przetrwania burzy" - skoro inni ludzie gdzies na swiecie musza sie zmierzyc z az takimi problemami jakie na nich spadaja i trwaja, to i ja moge, bo moge i juz ...
          • verdana Re: Błahe problemy 16.10.12, 20:52
            To znaczy, ze musisz zawsze móc - zawsze jest gorszy problem, niż Twój. Czyli nigdy nie masz prawa powiedzieć sobie "Tak, wiem, ze gdzieś głodują, ale ja mam dość". Nigdy nie możesz sobie pozwolić na to, aby docenić własny problem - nie dlatego,z ę nie jesteś zrozpaczona, tylko dlatego,z ę uwazsz, ze Twoja rozpacz jest nieprzyzwoita wobec tego, co dzieje się na świecie.
            Zastanawiam się, czy tak rozumując, ma się prawo do jakiejkolwiek radości - przecież Twoj radości też są niczym, skoro ludzi spotykają nieszczęścia. Jak można cieszyć sie zatem czymkolwiek, skoro ludzie cierpią - jesli musimy przy naszych zmartwieniach uznawać je za błahe?
            • joa66 Re: Błahe problemy 16.10.12, 23:37
              Być może rozmawiamy od dwóch różnych sytuacjach.

              Jeżeli problemy i nieszczęścia osobiste mamy mniej więcej wypłakane , wykrzyczane, "wynarzekane", i "wyplotkowane" czy cokolwiek i oglądamy reportaż z Haiti, to faktycznie na nasze sprawy możemy spojrzeć, z dystansu, z większym poczuciem proporcji, możemy docenić to co mamy , a czego często nie doceniamy. I jest to chyba "dobra" reakcja ( o ile można mówic o tym w kategorii "zły" - "dobry")

              Jeżeli natomiast w osobistej sytuacji kryzysowej natychmiast włącza nam się lampka "nie mogę narzekać, nawet w duchu" , bo innym jest jeszcze gorzej, to jest to ogromnie obciążające, cholernie szkodliwe dla nas i ... nikomu nic nie dające. Tym z Haiti też nie. Jeżeli organizm jest tym ustawicznie obciążany może to doprowadzić nawet to kłopotów typu somatycznego.
              • bi_scotti Re: Błahe problemy 16.10.12, 23:51
                Jest jeszcze pewnie pare innych opcji od skrajnego cynizmu po skrajny sentymentalizm ze wszystkimi layers pomiedzy. I zapewne kazdy czlowiek jakos tam sie wpisuje w te amplitude raz lepiej, raz gorzej w zaleznosci od tysiaca detali w danym momencie. Life.
                Poniewaz jednak nie zawsze da sie tu podyskutowac ogolnie bez poslugiwania sie wlasnymi przykladami, ktore potem sa poddawane pseudo-psycho-analizom to narazie sie zawieszam, bo ja tu sobie przychodze pogadac a nie spowiadac tongue_out Cheers.
                • nisar Re: Błahe problemy 17.10.12, 09:40
                  Po serii "czarnych kwiatuszków" podarowanych przez życie we wrześniu trzymałam się dzielnie - w pracy musiałam dać radę, na pracę męża nie poradzę i tak, wyniki badań mamy są pod kontrolą profesora a przy śmierci w otoczeniu (trudno rzec że w rodzinie, ale też nie obcy) po prostu musiałam trzymać pion, bo byłam potrzebna osobie najbliższej, dla której to wielki ból. Bardzo się dzielnie trzymałam, tylko kiepsko spałam i czasami waliło mi serducho, ale spoko, dawałam radę jak trza.
                  Ataku histerii dostałam już po pogrzebie i ustawieniu mojej mamy przez profesora (co daje nadzieję na stabilizację). W pracy, po naprawdę błahej historyjce, którą nie miałam prawa przejąć się niemal w ogóle, ryczałam do kompletnego zapuchnięcia. Nie byłam w stanie się opanować absolutnie, do szału doprowadzała mnie myśl, że ludzie wchodzą do pokoju i widzą wariatkę. Poryczałam jeszcze szefowi (lekko się przeraził, pierwszy raz od ośmiu lat mnie taką widział) i poczułam się jakby mnie kto wymył. Pomogło mi na pewno, ale kurczę, szlag mnie trafia, że są sytuacje kiedy ja po prostu nie jestem w stanie nad sobą zapanować. A tak bym chciała umieć.
                  Stąd moja diagnoza, że jestem histeryczką smile
                  • verdana Re: Błahe problemy 17.10.12, 10:58
                    Bzdura, Nisar. Nie jesteś histeryczką, tylko odreagowałaś sytuację w sposób normalny i prawidłowy, gdy zeszło najwieksze napięcie. Tak ma być. Może zauwazyłaś, że małe dzieci czasem wcale nie płaczą, gdy na nie krzyczymy, albo ukarzemy, a zaczynają płakać, gdy mama się juz nie gniewa i przytuli.
                    Taki placz jest fizjologicznym rozladowaniem napięcia. Histeryk histeryzuje, gdy ma coś zrobić i z błahych przyczyn, a nie gdy juz wszystko zrobił, a zmartwienia były bardzo powazne. Jesli powiesz sobioe "nie wolno mi sie NIGDY załamywać, nie wolno mi nigdy dostać ataku płaczu, moim obowiązkiem jest zawsze trymać pion", to zejdziesz na zawał. Umiejętność opanowywania się zawsze i wszędzie jest umiejetnością potencjalnie śmiertelną. Naprawdę.
                    Trzymaj się.
                    • szarsz Re: Błahe problemy 17.10.12, 15:36
                      Ja to sobie myślę, że sedno leży w umiejętności i celowości porównywania się, bo one mogą służyć dwojakim celom. Po pierwsze ustaleniu normy - i to jest jakoś tam ok, chociaż oczywiście jest bardzo niebezpieczne. Drugi cel, to wartościowanie i to jest już chyba jednoznacznie złe.
                      Co rozumiem przez ustalenie normy, np. moim (czy błahym?) problemem jest celulit, którym się zamartwiam i zużywam setki przeróżnych specyfików, chadzam na intensywne treningi itp. I jeśli porównam się z ogółem kobiet, przy czym okaże się, że 80 - 90% populacji w moim wieku ma ową przypadłość, to zacznę się zastanawiać - czy ja nie walczę z normą? A taka walka jest bez sensu.

                      I tak samo tutaj. Problemy Nisar były takie, że psychicznie odbiłyby się mocno na większości z nas i większość z nas odreagowałaby podobnie - pękła przy najgłupszej pierdole. Taka jest norma i ją warto sobie przepracować.
            • croyance Re: Błahe problemy 17.10.12, 13:35
              Mysle, ze w ogole ciezko byloby zrobic gradacje problemow:

              - czy powaznym problemem jest bycie osoba na wozku, jesli ma sie poza tym kochajaca rodzine, pieniadze, dom i opieke lekarska?
              - czy powaznym problemem jest dowiedzenie sie, ze nie bedzie moglo miec sie dzieci, jesli jest sie bardzo bogatym i - z perspektywy osoby zyjacej w slumsie - zyje sie latwo i przyjemnie jak w raju?
              - czy powaznym problemem jest mieszkanie w slumsie bez wody i toalety, jesli jest sie zdrowym i bardzo atrakcyjnym?
              - kto jest 'bardziej nieszczesliwy' - prof. Hawkins czy zdrowy biedak ze slumsa? A moze pani Zosia, ktorej maz pije?

              (BTW ja w ogole nie wiem, jak definiowac biede - jesli ktos ma zdrowie, inteligencje i - byc moze - wyksztalcenie, to IMO jest bogaty, ma zasoby).

              Mysle, ze tak mocno utozsamia sie szczescie/nieszczescie z forsa, ze ludziom nie miesci sie w glowie, ze osoba biedna moze byc szczesliwa, a osoba np. chora moze miec spelnione zycie.

              Czytalam ostatnio artykul o stereotypach w filmach i faktycznie zwrocilo moja uwage to, czego nie zauwazylam wczesniej, czyli np. przyjete z gory zalozenie, ze jak jest sie niepelnosprawnym, to najlepiej od razu sie zabic tongue_out bo nie ma opcji, ze bedzie sie szczesliwym. Facet z Avatara np. zostawia CALE SWOJE ZYCIE za soba - znajomych, dom etc. - bo na innej planecie MOZE CHODZIC. Furda zycie, wszystko niewazne, o wartosci zycia decyduje wladza w nogach. Na tej samej zasadzie ludziom sie niekiedy wydaje, ze biedny nie moze byc szczesliwy, a bogaty nie moze byc nieszczesliwy. Ale to jednak uproszczenie.
              • croyance Re: Błahe problemy 17.10.12, 13:41
                A co do tego, ze zawsze moze byc gorzej: oczywiscie ze tak, ale co w sumie z tego? Jesli jestesmy na pogrzebie bliskiej osoby to moze i dodaje nam otuchy mysl, ze zmarla w spokoju i bez bolu, a nie np. zostala zamordowana, ale nie zmienia to faktu, ze bedziemy musieli sie uporac z faktem, ze jej nie ma.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka