zla.m
18.09.13, 07:31
Zauważyłam zadziwiającą zbieżność postulatów dotyczących szkoły i uczenia - w dziedzinach tak wydawałoby się odległych jak WF i język polski (a właściwie - czytanie lektur). Postulat jest taki: przedmiot nie musi dać jakiejś konkretnej umiejętności czy wiedzy (jak zrobić dwutakt albo w co była ubrana Izabela Łęcka na balu), lepiej żeby po prostu zachęcił młodzież "do siebie" - do czytania albo uprawiania sportu.
I tak się zastanawiam - a co z innymi przedmiotami? Czy ważniejsza jest podstawowa znajomość fizyki albo historii czy ogólne przekonanie, że "historia/biologa/fizyka" jest fajna. Tu chyba jest inna sprawa - bo jeżeli kogoś przekonamy do czytania, to jakieś tam braki w dziedzinach humanistycznych może uzupełnić sobie sam, ale dla wielu osób czytanie nie jest wystarczające do nauczenia się przedmiotów ścisłych czy wymagających jakiejś szczegółowej wiedzy lub analizy (więc biologia czy historia też wchodzi w grę). Sama tak mam, że o ile jestem w stanie nauczyć się z podręcznika biologii czy historii, to już przedmioty "z wzorami" wolę poznawać słuchając wykładu. I choć łatwo przyswajałam wiedzę mat-fiz na lekcjach, to samo zapisane w podręcznikach budziło i budzi nadal nieprzepartą senność. Poza tym - gdyby nie szkoła, czy w ogóle bym kiedykolwiek sięgnęła po jakieś pozycje dotyczące np. chemii..? Więc pytanie: czy lepiej zachęcać czy jednak uznać część wiedzy za nieodzowną i wtłaczać na siłę?