Gość: Rysek
IP: *.globalconnect.pl
06.01.09, 01:35
Parę słów o biurze OIS.
Cóż... Oferta przebogata w różne wydarzenia i punkty zwiedzania,
wiele hoteli, które na zdjęciach i w opisie wyglądają naprawdę
porządnie, rozsądna cena (wcale tak tanio, jak się człowiek wczyta
za co będzie musiał dopłacać). Nic tylko jechać...
Zatem i ja się skusiłem. Już na wstępie po wykupieniu wycieczki nie
mogę się dodzwonić do biura (jedynie kontakt mailowy max. raz na
dzień). Gdy w końcu dodzwaniam się do biura, pani zwodzi mnie z
odpowiedzią na moje pytania jeszcze przez kilka dni, aż w końcu
milknie. I znów nie mogę się dodzwonić.
Nie zrażony tym nieprzyjemnym faktem jadę na miejsce wskazane w
umowie i liczę, że uda mi się rozpoznać autokar, którym mam jechać
(nikt nie mógł udzielić mi informacji nt numeru czy marki autobusu,
czy chociaż nazwy przewoźnika).
No ale na przystanku całe szczęście tylko jeden autobus i to nawet
ten mój... Ufff-czyli jedziemy...
Już po paru godzinach jazdy w autokarze dowiaduję się, że ceny
wycieczek fakultatywnych zmieniły się z 10 EUR do 15 EUR (o 50% !).
Grupa się burzy, ale nic to-skoro wycieczki są tak bogate i
różnorodne, to warto nawet i dopłacić tę kasę. Wtedy jeszcze nie
wiedziałem w jak wielkim jestem błędzie...
To oczywiście nie koniec autokarowych przygód. Nawet nie wiecie jak
się zdziwiłem, kiedy dowiedziałem się w autokarze, że hotel
większości z nas został zmieniony na inny, wg mnie gorszej klasy.
Znów zadyma w autobusie. Tym razem udało się to odkręcić i śpimy w
hotelu, który oryginalnie mamy na naszych umowach. Ale ile trzeba
się z nimi było nakrzyczeć i nakłócić.
Przejdźmy może do samego komfortu jazdy... Autokar ładny, zadbany,
wygodny... Aż by się chciało w nim zamieszkać. Organizator chyba też
tak stwierdził, bo w drodze do Fiuggi fundnął nam 40 godzinną podróż
(spowrotem, o dziwo, droga trwała 10 godzin krócej, mimo, że drogi
były zbliżone odległościowo). Może to dlatego, że pilot-rezydent,
niejaka pani Jola, wciąż gubiła drogę i robiła bezsensownie długi i
całkowicie niedopasowane do czasu pracy kierowców przystanki.
Warto też wspomnieć o tym, że w ofercie pierwszego dnia w planach
było zwiedzanie Wenecji. Lecz organizatorzy, twierdząc, że Wenecja
tonie pod wodą, postanowili pojechać wpierw do San Marino. Okazało
się jednak, że uczestnicy tej imprezy, którzy postanowili dojechać
na własny koszt, zajechali do Wenecji i jak stwierdzili, zwiedzili
ją "suchą nogą". A może nikt nie poinformował naszych organizatorów,
że to normalne, że kanały w Wenecji są wypełnione wodą. Czyżby
czekali aż wyschną kanały, żeby wjechać na plac Św. Marka
autokarem :o ?!
Cóż... Dalej już było tylko gorzej.
Pierwsza wycieczka fakultatywna połączona z ostatnią czyli
zwiedzanie Watykanu połączone z Rzymem Antycznym. Nie wiem czemu je
złączono, ale dzięki temu nie zwiedziliśmy ani Muzeów Watykańskich
ze słynną Kaplicą Sykstyńską, ani Koloseum czy Forum Romanum.
Przewodniczka (pani Gosia) wolała w to miejsce pokazać nam dogłębnie
i wyczerpująco Usta Prawdy (mało znaczący zabytek w porównaniu do
Koloseum!) a następnie bieg pod Koloseum (gubiąc po drodze starszego
pana, który musiał wybulić 140 EUR na taksówkę z Rzymu do Fiugii).
Ostatecznie Koloseum i Forum Romanum widzieliśmy z oddali i to po
zachodzie słońca. W ofercie była mowa o zwiedzaniu tych zabytków -
zawsze mi się wydawało, że zwiedzanie, to też wchodzenie do środka.
Ale widocznie biuro OIS ma inną, własną definicję zwiedzania.
Jednym z tłumaczeń nieodwiedzenia Koloseum i Forum Romanum
podawanych przez panią Gosię była konieczność stania w długich
kolejkach po bilet (nawet do 5 h). Grupka "zbuntowanych" uczestników
wycieczki postanowiła następnego dnia oderwać się od grupy i
nadrobić błędy pani Gosi. Z jakimż to zdumieniem i niedowierzaniem
stali oni w 15-sto minutowej kolejce po bilety do Koloseum czy Forum
Romanum (jeden bilet na trzy zabytki zabytki). Co więcej okazało
się, że bilety te można by zamówić taniej dla zorganizowanej
wycieczki z przewodnikiem przez Internet. W tym momencie zacząłem
się zastanawiać za co pani ta (pilot, przewodnik) bierze pieniądze ?!
Co jeszcze bardziej interesujące... Na wieść o tym, że część, które
odłączyła się od wycieczki zwiedziła Koloseum, pani Gosia
postanowiła pocieszyć grupę proponując jej zwiedzenie Koloseum
ostatniego dnia pobytu w Rzymie (1.1.2009). Także i w tym momencie
grupa zaskoczyła panią Gosię oznajmiając jej, że 1.1.2009 to święto
i wszelkie muzea wraz z Koloseum są zamknięte.
Ale żeby nie było za przyjemnie, to kolejna wycieczka fakultatywna
(1.1.2009) na mszę noworoczną prowadzoną przez papieża nie odbyła
się. Było wielu ludzi, którzy przyjechali głównie po to (i byliby
nawet w stanie wybaczyć poprzednie niedociągnięcia, czyli Koloseum
etc.). Niestety i tym razem wspaniali ludzie z OIS zostali
zaskoczeni tym, że w nocy z 31.12. na 1.1. jest Sylwester, a
odwołanie wycieczki argumentowano "nagłym i niespodziewanym"
pojawieniem się w kalendarzu Sylwestra (czyli zabawy do późnych
godzin nocnych). Wiele do życzenia pozostawia też sposób
poinformowania o odwołaniu wycieczki tylko części grupy. Niektórym
uczestnikom powiedziano, że wyjazd się odbędzie i z tego powodu
wstali oni na 7.00 rano na wycieczkę. Wyobrażacie sobie ich
zdziwienie, gdy autokar nie podjechał ?!).
Czare goryczy przelało wprowadzenie części grupy w błąd z godziną
śniadania po Sylwestrze. Powiedziano im, że śniadanie wydawane
będzie od 9:30 do 11:00. Niestety o 10:00 jadalnia była już
zamknięta, a ludzie pojechali do Rzymy głodni. Pani Jola (pilot,
rezydent grupy, która kilka słów po włosku potrafiła powiedzieć,
osoba, która nie szła do kiosku po np. 50 biletów, tylko zawsze
prosiła "o jeden za mało") obiecała, że po przyjeździe z wycieczki,
przyjdzie do hotelu i wyjaśni całą sprawę. Jako rezydent, powinna
być w hotelu z grupą w wyznaczonych przez nią godzinach. Niestety,
nie widziałem jej nigdy w hotelu dłużej niż 5 min podczas zabierania
i odbierania ludzi na/z wycieczek. Kiedy grupa chciała z nią
porozmawiać, wyjaśnić sprawę niezjedzonego śniadania, złożyć na jej
ręce reklamację na wycieczkę, ona najzwyczajniej w świecie przestała
odbierać telefon. Gdy udało się do niej dodzwonić na tel. hotelowy
(dzięki uprzejmości pana z recepcji), pani Jola stwierdziła, że jest
zbyt zmęczona i nie ma czym do nas dojechać. A niby, jak głosi
oferta "w cenę wliczona jest opieka rezydenta".
W drodze powrotnej też było ciekawie... Tajemniczy studencina z
Poznania, niejaki Michał (Misza) N. (podpowiem, że to bardzo bliska
rodzina współwłaściciela firmy, Jacka N.) został poproszony o
wyjaśnienie odwołania wycieczki do Watykanu na mszę. Człowiek ten
stwierdził, że popełnił błąd odwołując tę wycieczkę i że
rzeczywiście powinna się ona odbyć. Gdy został poproszony o złożenie
tych słów na piśmie, po kilku próbach napisania czegokolwiek uznał,
że jednak nie popełnił błędu i że wycofuje swoje poprzednie słowa.
Nie za bardzo wiadomo po co człowiek ten był na wycieczce, ale skoro
pani pilot go słuchała, znaczy, że był kimś znaczącym. Lecz swoją
postawą tylko prowokował ludzi do tego, żeby najzwyczajniej w
świecie wyprowadzić go z autobusu i spuścić mu porządny wpier**l !!!
Powrotne zwiedzanie Wenecji też nie odbyło się bez przygód - czas
jaki dostaliśmy na zwiedzanie tego przepięknego i dość sporego
miasta stopniał z 9 h obiecanych przez pilota wycieczki do niespełna
4 h.
Co jeszcze można dodać - mieszkałem na 3 piętrze - z rana "pizga jak
w Suwalskiem", o 1:00 wyłączają Ciepłą wodę i choróbsko gotowe.
Jednych dopadło już w hotelu, innych dopiero po powrocie do Polski.
Jeśli cenisz siebie, swoje zdrowie fizyczne i psychiczne i nie
chcesz sprawdzać gdzie kończą Sie Twoje granice wytrzymałości, to
NIE POLECAM TEGO BIURA !!!!