martini_very_bianco
10.04.04, 01:40
Dziewczyny kochane, niedawno pisałam Wam o śmierci mojej przyjaciółki. Dwa
dni temu byłam na jej pogrzebie i zachowanie Jej Mamy sprawiło, że stałam z
otwartą buzią, i tylko łezki mi kapały po nosku. Nie wiem, skąd w tej
kobiecie tyle siły po stracie dziecka... Spotkałyśmy się wcześniej kilka
razy, ale tego bym sie po niej absolutnie nie spodziewała. Powiedziała nam
nad grobem Kaśki kilka bardzo ważnych słów - donośnym, pełnym głosem, bez
jednego zająknięcia... Podnosiła na duchu nas - wszystkie razem i każdą z
osobna, chociaż mnie wcześniej wydawało się, że to Ją trzeba będzie duchowo
reanimować, uśmiechała się do wszystkich, chociaż widać było, ile wycierpiała
przez kilka ostatnich dni tym bardziej, że patrzyła na śmierć swojej córki.
Ocierała nam łezki i kazała nie płakać, wyprzytulała i wyściskała jakbyśmy to
my były w tym wszystkim najbardziej pokrzywdzone. Nie umiem wyrazić, jak
bardzo ją podziwiam. Życzę Wam wszystkim takiej samej siły w walce z
przeciwnościami losu, chociaż wiem, że to niewyobrażalnie trudne, ale ciepło,
które biło wtedy od Kasiowej Mamy na zawsze pozostanie mi w pamięci, a Was,
mam nadzieję, też dosięgnie; bardzo w to wierzę, bo siła i spokój emanowała z
niej w środę z Mazur na całą Polskę.
Martini