10.04.04, 01:40
Dziewczyny kochane, niedawno pisałam Wam o śmierci mojej przyjaciółki. Dwa
dni temu byłam na jej pogrzebie i zachowanie Jej Mamy sprawiło, że stałam z
otwartą buzią, i tylko łezki mi kapały po nosku. Nie wiem, skąd w tej
kobiecie tyle siły po stracie dziecka... Spotkałyśmy się wcześniej kilka
razy, ale tego bym sie po niej absolutnie nie spodziewała. Powiedziała nam
nad grobem Kaśki kilka bardzo ważnych słów - donośnym, pełnym głosem, bez
jednego zająknięcia... Podnosiła na duchu nas - wszystkie razem i każdą z
osobna, chociaż mnie wcześniej wydawało się, że to Ją trzeba będzie duchowo
reanimować, uśmiechała się do wszystkich, chociaż widać było, ile wycierpiała
przez kilka ostatnich dni tym bardziej, że patrzyła na śmierć swojej córki.
Ocierała nam łezki i kazała nie płakać, wyprzytulała i wyściskała jakbyśmy to
my były w tym wszystkim najbardziej pokrzywdzone. Nie umiem wyrazić, jak
bardzo ją podziwiam. Życzę Wam wszystkim takiej samej siły w walce z
przeciwnościami losu, chociaż wiem, że to niewyobrażalnie trudne, ale ciepło,
które biło wtedy od Kasiowej Mamy na zawsze pozostanie mi w pamięci, a Was,
mam nadzieję, też dosięgnie; bardzo w to wierzę, bo siła i spokój emanowała z
niej w środę z Mazur na całą Polskę.

Martini
Obserwuj wątek
    • piegoosek Re: łaaaał 10.04.04, 10:26
      hej Martini! to chyba najstraszniejsza rzecz na swiecie, kiedy rodzic musi
      pochowac swoje dziecko!!! nie umiem nawet wyobrazic sobie bolu, ktory
      przezywaja wtedy rodzice...
      wczoraj przeczytalam ksiazeczke, nie wiem czy znasz: "Oskar i pani Roza",
      czytalam, ze lzami w oczach... nie wiem czy ma sie to jakos do smierci Twojej
      przyjaciolki, ale na pewno do nastroju... sliczna ksiazeczka!! mowi o smierci
      chorego na raka 10-latka, ktory pisze list do Pana Boga!
      dobrze, ze jestescie juz po pogrzebie, to na pewno strasznie trudny dzien,
      szczegolnie przed tak pieknymi swietami...
      pozdrawiam cieplutko!
      piegoosek
    • Gość: kasialu Re: łaaaał IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl 10.04.04, 15:28
      Martini ja sama się przekonałam, ze ból i cierpienie uszlachetnia. jak trzy
      lata temu umarł mój Tato - myślałm, zę umrę razem z Nim - tyle jeszcze miałam
      Mu do powiedzenia. W tym dniu musiałm uklęknąć przed moją Babunią i powiedzieć,
      że jej ukochane dziecko odeszło. Dwa lata temu odeszła moja ukochana Ciocia
      dzięki której jestem tym kim jestem. To była niesprawiedliwa śmierć. A w
      grudniu 2003 odeszła moja Mama. Nie musze mówić co czułam.
      Ale w tym wszystkim wiem, ze mam jeszcze bliskich i przyjacół, którzy są przy
      mnie zawsze. Przekonałam się o tym teraz kiedy okazało się że szansą dla mnie
      na dziecko jest inv. Oni wszyscy przyjechali i zaoferowali pomoc finansową.
      Poprostu wszyscy. Byłam wzruszona i zaskoczona. Teraz mogę podejsć do inv nawet
      kilka razy ;o)))
      Dziękuję Bogu za to, że są przy mnie zawsze.
      Wesołych Świąt.
    • Gość: Agusia Zazdroszczę... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.04, 17:43
      Zazdroszcę tej kobiecie takiego podejscia do życia i do całej sytuacji. Moje
      dziecko zmarło gdy miało 28 dni i tak naprawdę gdzieś wewnątrz wiedziałam że
      tak się to skończy- wręcz dziękuję Bogu za to... Nie mogłam sie pozbierać długi
      czas- pilnowali mnie bym jadła, bym wychodziła między ludzi, bym wstawała rano
      z łóżka itd Nie wiem co może przygotować człowieka na takie przeżycia- wiara? w
      takiej chwili przyszło zwątpienie, nadzieja? przyszła dużo później. Czułam
      tylko żal, żal, żal i ogromna bezradność... Muszę kończyć bo mąż zobaczy że
      znów płaczę przed komputerem

      • Gość: kasialu Re: Zazdroszczę... IP: *.bielawy.sdi.tpnet.pl 10.04.04, 21:08
        Agusia- takie przezycia nieraz pokazują, ze człowiek wszystko potrafi przeżyć.
        Nawet śmierć dziecka.
        • Gość: Agusia Re: Zazdroszczę... IP: *.wroclaw.dialog.net.pl 10.04.04, 22:23
          Mąż poszedł się myć..wink
          Minęło już 2,5 roku a nadal rozklejam się jakby to było wczoraj. Oczywiście nie
          tylko ryczę, powody do radości też mam, ale gdy to wspominam...
          Chciałam tylko jeszcze dodać, że chyba każdy człowiek przeżywa to na swój
          sposób i nie zawsze wiadomo jak się zachować wobec osób których tragedia
          dotyczy. Wy tzn Te Dziewczyny z Tego Forum też na pewno doświadczacie różnych
          reakcji wobec Was. Niektóre Was ranią inne złoszczą, ale one (te reakcje)
          wynikają z niewiedzy jak się zachować żeby nie urazić.

          Ja życzę Wam PŁODNYCH świąt, albo żebyście chociaż odpoczęły by potem znów
          wrócić "do boju"!

          Dobrze Martini, że już tu wróciłaśsmile
          • martini_very_bianco Re: Zazdroszczę... 11.04.04, 00:41
            Wiesz, Aguś, ja się cały czas zastanawiam, jak to możliwe, tak dzielnie się
            trzymać. Jak do mnie coś wreszcie dotrze, to się podzielę. Myślę, że to kwestia
            wiary w Boże plany, pokory wobec nich i ogromnej miłości do córki. Na razie
            kombinuję. A pogrzeb, wiecie co, bardzo miło go wspominam, naprawdę, chociaż to
            straszliwie przykra chwila. Po prostu fizycznie czułam obecność Kaśki i jakoś
            wierzę, że kiedyś mi się jeszcze pokaże, no i że mnie pilnuje. No już samo to,
            że żeby dojechać na lotnisko 3 razy zmieniałam pociągi, ani razu się nie
            spóźniłam, nic nie zgubiłam, nie pomyliłam peronów, wzięłam wszystko, co
            trzeba... Coś za gładko mi to wszystko poszło i jestem pewna, że sama tego nie
            zrobiłamsmile, bo ja jestem z tych osób, które jeśli mają pociąg o 18, to wyjdą z
            domu o 15 i i tak się spóźnią, a potem bilet wyfrunie im przez okno. Eeee,
            rozpisuję się i nie na temat w dodatku. Jak sobie coś ułożę, z Panią Mamą, to
            dam znać!

            Też się cieszę, że już jestem, chociaż nadal wszystko jest takie poskręcane.
            Nic to, Kaśka czuwa!
            16%VOL
            22%VAT

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka