Dodaj do ulubionych

Stein Loeventhall

IP: 195.216.121.* 08.04.02, 08:21
Dziewczyny, mam do was pytanie. MOże któraś z Was wie więcej...Kilka dobrych
już lat temu (10) stwierdzono u mnie PCO z jego szczególną odmianą syndrom
Stein Loeventhall. Byłam wtedy bardzo młoda, przestraszona i w ogóle. Nie
pytałam dokładnie co to, skąd to, itp. Teraz jestem już naprawdę dorosłą
kobietką, planuję w przyszłości powiększenie rodziny. Jestem po laparoskopii,
zadaję mnóstwo pytań lekarzowi i niewiele otrzymuję odpowiedzi. W zasadzie
dalej nie wiem czy zajdę kiedyś w ciążę czy nie. Problem jest w tym, że ja
ciąży nie planuję, lekarz mnie do niej namawia, ale na pytanie dlaczego to jest
takie ważne abym próbowała zajść w ciążę nie otrzymuję odpowiedzi. Z forum
dowiedziałam się, że PCO zmniejsza szanse na ciążę. Jakie są wasze
doświadczenia i jaką macie wiedzę w tym kierunku.
Obserwuj wątek
    • Gość: Joanna Re: Stein Loeventhall IP: *.zchpolice.com 08.04.02, 13:49
      Szanse na ciążę przy PCO są bardzo ograniczone. W zasadzie bez interwencji
      chirurgicznej (elektrokauteryzacja jajników lub klinowe wycięcie jajników)albo
      różnych metod wspomaganego rozrodu (np. inseminacja lub farmakologiczne
      wywołanie owulacji) się tego problemu nie obejdzie. Lekarz ma rację - jeśli
      kiedykolwiek chcesz być w ciąży, to im wcześniej zaczniesz się o to starać, tym
      lepiej. Ja leczę się 7 lat (też mam PCO). Jeśli dojdą do tego jakieś problemy u
      męża, to może się okazać, że szanse na ciążę będą znikome.
      Jeśli masz jeszcze jakieś pytania, to chętnie odpowiem, jeśli będę umiała.
      Pozdrawiam.
      • Gość: Maczek Re: Stein Loeventhall IP: 195.216.121.* 08.04.02, 15:06
        Dzięki za odpowiedź. Powiem szczerze, że te 7 lat (lub więcej) trochę mnie
        przeraziło...W moim przypadku decyzja o ciąży nie jest łatwa. Z jednej strony
        bardzo bym chiała, z drugiej....nie jestem mężatką. Mam kogoś, z kim chciałabym
        spędzić życie, ale jest to nadal nieformalny związek. Mój lekarz nie rozumie
        mojego rozumowania, ponieważ twierdzi, że fakt życia w wolnym zwizku nie jest
        przeszkodą do zajścia w ciążę. W zasadzie ma rację, ale nie mogę postępować nie
        fair w stosunku do mojego partnera i po prostu sobie zajść w ciążę. Coraz
        częściej jednak zastanawiam się nad PCO i moimi szansami na ciążę. Czy mogłabyś
        Joasiu powiedzieć mi dlaczego to tyle trwa? Jaki miałaś tryb leczenia, itp
        • asiaw1 Re: Stein Loeventhall 08.04.02, 15:13
          Ja mam pco i jestem już po in vitro niestety niepełnym, w każdym razie moje pco
          doprowadziło mnie przy in vitro do szpitala i nie dokończenia zabiegu, tak
          więc nawet przy technikach wspomaganego rozrodu pco przeszkadza w zajściu.
          • Gość: agata30 Re: Stein Loeventhall IP: *.is.pw.edu.pl 08.04.02, 15:24
            Asia , zmienilas nicka? Dobrze ze nie tak drastycznie, bo ja sie juz
            przyzwyczailam do twoich listow!!!!!!!
            • Gość: Roma Re: do Joanny IP: 194.181.36.* 08.04.02, 15:28
              Joasiu PCO z inseminacją ma niewiele wspólnego. Przy tym schorzeniu chodzi o
              doprowadzenie do owulacji a jesli do niej dojdzie to i naturalną drogą możesz
              zajść w ciążę. Ja się teraz szykuję do inseminacji, ale powodem są obniżone
              parametry mojego męża a nie moje pco (mam owulację), ponadto wskazaniem do
              inseminacji jest jeszcze wrogość śluzu, nie słyszałam o wskazaniach przy pco.
              Jeżeli masz owulację to tak samo możesz zajść w ciążę naturalnie jak i po ins,
              a jeśli nie to inseminacja też nic nie pomoże.
              • Gość: Maczek Re: do Joanny IP: 195.216.121.* 08.04.02, 16:30
                Przepraszam za pytanie, ale jestem zupełnie "zielona". Wytłumaczcie mi proszę
                co to jest inseminacja.
              • Gość: Joanna Re: do Joanny IP: *.zchpolice.com 09.04.02, 08:57
                Oczywiście, że z samym PCO inseminacja ma niewiele wspólnego. Chodziło mi
                raczej o fakt, że ta metoda jest wykorzystywana również w PCO, gdy dodatkowo
                partner ma złe nasienie lub gdy nasienie jest ok i mimo wielokrotnych prób nie
                dochodzi do ciąży nawet przy potwierdzonej owulacji. Moim celem było raczej
                zasygnalizowanie Maczkowi, co ewentualnie może ją czekać, jeśli jeszcze okaże
                się, że i z partnerem jest coś nie tak.
                Może wyraziłam się nieściśle, ale tak się składa, że temat jest mi znany
                doskonale zarówno teroretycznie, jak i praktycznie.
          • Gość: agata30 Re: Stein Loeventhall IP: *.is.pw.edu.pl 08.04.02, 15:26
            A moja przyjaciolka ma PCO i 4 letnia corke. Lekarz mowi ze to cud ale widac
            ciaza zdarza sie tez bez glebszej pomocy lekarskiej.
            • Gość: Roma Re: Stein Loeventhall IP: 194.181.36.* 08.04.02, 15:54
              Jak moja koleżanka zaszła w ciążę to jej lekarka powiedziała,że to niemożliwe
              bo ona nie ma przecież owulacji a dziecko ma już 4 lata.
              • Gość: agata30 Re: Stein Loeventhall IP: *.is.pw.edu.pl 08.04.02, 16:12
                No wlasnie! Pecherzyki nie pekaja a dzidzius jest, cud natury?!
                • Gość: vida do maczka IP: *.krakow.cvx.ppp.tpnet.pl 08.04.02, 20:28
                  Inseminacja-to wprowadzenie odpowiednio spreparowanego nasienia do macicy za
                  pomoca cienkiego cewnika.
                  W sumie prosty zabieg,niestety nie zawsze skuteczny.
          • Gość: asiaw1 Re: Stein Loeventhall IP: 212.160.138.* 09.04.02, 08:39
            buuuuuuuu zmusili mnie do zmiany nicka bo mój podobno już jest zajęty ??? Ale
            jak to? TAk czy siak jest troszkę inaczej
        • Gość: Joanna Re: Stein Loeventhall IP: *.zchpolice.com 09.04.02, 09:10
          Leczenie trwa długo, bo tak naprawdę nie wiadomo, która metoda przyniesie
          efekty. Żeby to wiedzieć, trzeba każdą metodę wypróbowywać przez kilka cykli. U
          mnie było to najpierw stymulowanie owulacji lekami. Potem mężowi pogorszyło się
          nasienie i w grę wchodziła inseminacja. Następnie nasienie pogorszyło się do
          tego stopnia, że pozostało nam tylko in vitro. jestem po 4 takich zabiegach i
          jak dotąd nic. Za 2 tygodnie jadę na transfer zamrożonych zarodków - może tym
          razem się uda.
          Ciebie rozumiem - zasadniczą kwestią jest to, czy właśnie z tym partnerem
          chcesz mieć dziecko. jeśli nie jesteś tego pewna (lub on) to rzeczywiście nie
          ma co się decydować tylko ze wskazań medycznych. To w końcu Twoje życie i
          lekarz może tylko zasygnalizować, że zajście w ciążę może być utrudnione.
          Życzę powodzenia i udanych trafnych decyzji.

          • Gość: Maczek Re: Stein Loeventhall IP: 195.216.121.* 09.04.02, 09:33
            Dziękuję za informacje. Jednak zaczynam się mocniej zastanawiać nad ewentualną
            ciążą. Z moim partnerem planujemy wziąć ślub w czerwcu przyszłego roku, ale to
            jeszcze ponad rok. Ja mam już 27 lat, za rok będę miała 28 i....może wtedy się
            okazać, że straciłam jeden rok w staraniach o dzidziusia? Rozmawiałam wczoraj z
            moim ukochanym nt. dziecka (jest mi łatwiej, ponieważ doskonale zna moje
            problemy, był przy mnie podczas operacji, itp.). Zasadniczo chce, ale wolałby
            aby decyzja a raczej starania o dziecku rozpoczęły się dopiero po ślubie.
            Rozumiem Go, ale jak tak sobie poczytałam Forum, to wolałabym...spróbować już
            teraz. Nie wiem tylko jak Go do tego przekonać. Boje się, że za rok rozpocznę
            starania i jeżeli potrwają one kilka lat, to zostanę trzydziestokilku letnią
            mamą...
            • Gość: Barbara Re: Stein Loeventhall IP: *.acn.waw.pl 15.04.02, 21:28
              Maczku,
              Kiedy miałaś laparoskopię i czy przyniosła ona oczekiwany skutek w postaci
              owulacji???
              Starania rozpocznij już teraz- nikt nie powie Ci jak długo może to potrwać.
              Najważniejsze, że twój mężczyzna wie o problemie. Upewnij się, że dobrze
              uświadamia sobie jego wagę. Mój mąż także wiedział o moim PCO na długo przed
              naszym ślubem. Chociaż jesteśmy jeszcze młodzi (jak na standardy wielkiego
              miasta, niecałe trzy lata po studiach w okresie budowanie tzw. kariery zawodowej
              itp.smile), zaczęliśmy poważne próby i moje leczenie już pod koniec 99 roku. Sukces
              w postaci mojej ciązy zdazyl sie 16 tyg. temu. Jak widzisz potrwalo to ponad 2
              lata. Faktycznie gdyby nie PCO i wiedza o niepłodności jaką zgromadziłam także
              dzięki temu forum, raczej odłożyłabym decyzję o ciązy na dwa trzy lata po
              ślubie. Ale wiedząc już, jak długa może być walka o dziecko,jak silną psychiką
              trzeba się wykazać a i zasobnym portfelem, podjęłam decyzję (a mój przyszły mąż
              na szczęscie ją poparł), że warto próbować wcześniej- bo to zaoszczędzi mi może
              troche stresu i potem nie będę sobie wypominać- trzeba było zacząć wcześniej...
              Poza tym prawda jest gorzka- stresy, przemęczenie, których dziś trudno uniknąć,
              szkodzą także panom i ich plemniczkom a z wiekiem ich raczej nie ilość nie
              rośnie sad( I jeszcze moze trzeci punkt w tych moich wywodach.Gdy daliśmy sobie
              więcej czasu, seks był dla mnie nadal wielką przyjemnością a nie tylko
              prokreacjąsmile) Tyle z moich doświadczeń. Powodzenia, niezależnie jaką decyzję
              podejmiesz w tej chwili.
              Gość portalu: Maczek napisał(a):

              > Dziękuję za informacje. Jednak zaczynam się mocniej zastanawiać nad ewentualną
              > ciążą. Z moim partnerem planujemy wziąć ślub w czerwcu przyszłego roku, ale to
              > jeszcze ponad rok. Ja mam już 27 lat, za rok będę miała 28 i....może wtedy się
              > okazać, że straciłam jeden rok w staraniach o dzidziusia? Rozmawiałam wczoraj z
              >
              > moim ukochanym nt. dziecka (jest mi łatwiej, ponieważ doskonale zna moje
              > problemy, był przy mnie podczas operacji, itp.). Zasadniczo chce, ale wolałby
              > aby decyzja a raczej starania o dziecku rozpoczęły się dopiero po ślubie.
              > Rozumiem Go, ale jak tak sobie poczytałam Forum, to wolałabym...spróbować już
              > teraz. Nie wiem tylko jak Go do tego przekonać. Boje się, że za rok rozpocznę
              > starania i jeżeli potrwają one kilka lat, to zostanę trzydziestokilku letnią
              > mamą...

              • Gość: Maczek Re: Stein Loeventhall IP: 195.216.121.* 16.04.02, 13:14
                Ja laparoskopię miałam wykonaną we wrześniu i po zabiegu moje problemy
                jakby "Zniknęły". Piszę o tym w cudzysłowiu, ponieważ tak szybko jak zniknęły,
                tak szybko pojawiły się nowe; już w listopadzie okazało się, że mam podwyższony
                poziom prolaktyny; łykałam parlodel - bez skutku; teraz mamy kwiecień; poziom
                prolaktyny znowu jest wysoki a raczej nadal jest wysoki i w przyszłym tygodniu
                idę na badanie w kierunku wykluczenia gruczolaka przysadki (tomografia
                komputerowa); trochę się denerwuję, ale mam nadzieję, że dzięki temu badaniu
                wiele się wyjaśni i będzie można podjąć skuteczne działania; jednym słowem
                bardzo trudno jest mi powiedzieć jednoznacznie, że dzięki laparoskopii moje
                problemy przestały być problemem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka