Dodaj do ulubionych

kośćiół a in vitro

02.03.06, 20:58
uwaga bardzo dlugie !!!

www.kosciol.pl/article.php?story=2004050500500514
Obserwuj wątek
    • k111 Re: kośćiół a in vitro 03.03.06, 11:29
      Nie za bardzo wiem o co tu chodzi goście przytaczają jakieś dane medyczne z
      przeprowadzonych badań na temat in vitro z 1987 roku przecież to było prawie 20
      lat temu. Jak to się ma do dzisiejszej rzeczywistości to ja nie wiem.

      Czytałam kiedyś na temat komputerów bardzo ciekawe spostrzeżenie. Gdy zbudowano
      pierwszy czy drugi egzemplarz uważonao że najwyżej 3 będą potrzebne na świecie
      (bo tylko takie bedzie zapotrzebowanie)a dziś każdy ma w domu w pracy i w
      każdym urzedzie wiec nie wiem czy ktos kto przeprowadzał badanie 20 lat temu
      mógł nawet przypuszczać że technika pójdzie tak do przodu.

      Na ale ja mam in vitro dopiero przed sobą i to za jakieś 3-4 lata więc mam
      nadzieję że zdąrza przeprowadzić na ten temat jakies nowsze badania.
      • sadgirl1 Re: kośćiół a in vitro 03.03.06, 11:52
        Cóż, tekst ten jest kolejnym dowodem na to, że kosciół katolicki nie ma nic do
        zaoferowania osobom borykającym się z problemem niepłodności, poza tezą, że
        trzeba nieść swój krzyż. Nawet nie zadaje sobie trudu, aby dokładnie wniknąć w
        sytuację emocjonalną i psychiczną takich par. Osoby (katolicy) sprzeciwiające
        się ingerencji w proces zapłodnienia z reguły nie znaja szczegółów dotyczących
        takich zabiegów, ale upowszechniają w społeczeństwie fałszywe stereotypy na ten
        temat.
        To bardzo bolesne, gdyz tam, gdzie oczekujemy wsparcia po prostu go nie ma.
        • laura771 Re: kośćiół a in vitro 03.03.06, 13:13
          No i dziwna sprawa, specjaliści zajmujący się invitro muszą studiować tyle lat,
          żeby zdobyć wiedzę a i tak ostrożnie wydają jakiekolwiek sądy w tym temacie. A
          kościoł? Jakby wszystkie rozumy zjadł, najwięcej ma do powiedzenia w temacie
          invitro, już niemalże rozprawy naukowe by pisali. Dlaczego dzwon głośny? Bo
          wewnątrz jest pusty. Co kościół może wiedzieć o tych sprawach? Szkoda słów.
          Mnie już to śmieszy.
          • megang Re: kośćiół a in vitro 03.03.06, 20:02
            Wydaje mi się, że to nie jest serwis katolicki, ale szerzej - chrześcijański.
            Wyczytałam w nagłówku:
            Ekumenizm, Chrześcijaństwo, Religia - Ekumeniczny Serwis Informacyjny.

            Więc prezentuje nie tylko zdanie katolików.
            • michalinnaa Re: kośćiół a in vitro 04.03.06, 13:36
              Nie chce mi sie nawet tego czytać.

              Mam pytanie dlaczego Kosciół nie pokarze bezdzietne pary z powodu niepłodności
              i niech na udowowdni, ze są szczęśli i niosą swój krzyż, tylko najlepiej jak
              pokazali by pary z różnym stażem małzeńskim tak od 5 do 50 lat małżeństwa.
              Dlaczego tego nie zrobia ????

              Bo myśle, ze nie ma takich par.
              • mj78 Re: kośćiół a in vitro 04.03.06, 14:53
                Przyznaję, ż nie przeczytałam tego - zaczęłam tylko. Jestem osobą wierzącą i
                próbuję zajść w ciążę przez in vitro. Wierzę, że Pan Bóg jest moim przyjacielem
                i trzyma za mnie kciuki jak inni, którzy mi kibicują. Będzie nas kiedyś
                rozliczał z miłości i myślę, że mój "grzech" in vitro nie będzie większy od
                grzechu ludzi, którzy zakatowali swoje dziecko na śmierć, bo płakało i ich
                irytowało. Myślę, że mój "grzech" in vitro nie będzie większy niż matki z
                Czerniejowa, która zamordowała swoje dzieci tuż po urodzeniu.

                Kościół ma takie zdanie na ten temat, ale to też są ludzie omylni, jak i my i
                może za 10 lat okaże się, że byli w błędzie ... Nie wiem tego. Do in vitro
                podeszłam i jeśli popełniam grzech to obciążam swoje sumienie i jeśli ktoś
                będzie za to odpowiadał przed Bogiem to ja i jestem tego w pełni świadoma. "Kto
                jest bez winy niech pierwszy rzuci kamień" ... może we mnie?
              • alicja0 Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 01:00
                cóz.. skoro szukasz takich ludzi, to np. ja przez 7 lat nie zachodziłam w
                ciążę. Choć się leczyłam, to ze względów na wyznawaną wiarę nie wybrałam szt.
                inseminacji, którą mi wielokrotnie proponowano (oczywiście gdyby się nie udała,
                zaproponowano by IVF itd).
                Nigdy nie żałowałam tej decyzji, moje i męża życie nie było skupione wyłącznie
                na kwestii posiadania dziecka i potrafiliśmy cieszyć się tym, czym żyliśmy,
                choć oczywiście, że czasem potrafił odezwać się ból z powodu braku dziecka.
                Doskonale rozumiem co to znaczy nieść swój krzyż i jak mimo to być osobą
                radosną i pozytywnie nastawioną do życia.
                Gdy już zarzuciliśmy leczenie, minęły prawie dwa lata i stał się cud, gdyż
                zaszłam w ciążę. Obecnie mam roczną córeczkę. Nie traktuję jej jako nagrody,
                choć tak sobie myślę, że skoro człowieka dotyka cierpienie, to w jakimś celu -
                ma mnie czegoś nauczyć, zachęcić do czegoś, co ostatecznie jest dla mnie dobre.
                Z perspektywy czasu myślę teraz, że nauczyłam się tego, czego miałam się
                nauczyć i już to konkretne cierpienie nie było mi dalej potrzebne - dlatego
                mamy córeczkę.
                Krzyż jednak nie opuszcza człowieka i nadal go niesiemy - zmienił się jedynie
                jego przedmiot - córeczka ma problemy zdrowotne, ja ostatnio poroniłam drugą
                ciążę.
                W tym wszystkim można zachować pogodę ducha, jednak nie jest to związane ani z
                siłą woli, ani z innymi, własnymi uwarunkowaniami - może to zabrzmi banalnie,
                ale taka jest prawda: wiara musi być osobową, pełną zaufania i przyjaźni
                relacją ze Stwórcą, bo bez tego nijak nie da się nieść krzyża. To naprawdę
                wówczas faktycznie nie jest możliwe.
                W moim środowisku znam w tej chwili 4 pary z podobnym i większym stażem
                małżeńskim, które nadal nie mogą mieć dzieci i żadne z nich nie zdecydowało się
                na sztuczną prokreację ze względów na wyznawaną wiarę i nie są z tego powodu
                zrozpaczeni, czy zdeterminowani myślą o posiadaniu dziecka. Niektórzy rozważają
                możliwość adopcji, inni nie, bo nie jest to obowiązek. Znam również mężatkę z
                blisko 20 letnim stażem małżeńskim, która nie ma dzieci, ale ma super pracę z
                ludźmi i jest szczęśliwą kobietą mającą poczucie, że robi coś cennego w życiu.
                Nikt nigdy nie mówił, że życie wiarą jest łatwe, ale też życie na ziemi nie
                jest nigdy pozbawione trudu - tak po prostu już jest. Natomiast jeśli patrzy
                się na życie w szerszej perspektywie, jeśli przez wiarę odkrywa się sens
                cierpienia, to spokojnie można to wszystko przejść i nawet odnaleźć w tym coś
                wartościowego.
                I błądzą ludzie, którzy deklarują wiarę, a postępują wbrew nauce z nią
                związanej, bo tak naprawdę nie rozumieją, w co wierzą i przez to nie są w
                stanie osiągnąć nic więcej niż to co odkrywają w swoim życiu ludzie
                niewierzący. Można to porównać do osoby, która nauczyła się żeglować: wie, że
                nie zrozumie jej nikt, kto sam nie doświadczył tej sztuki i trudności
                związanych z nauką. Inni stojąc z boku widzą tylko uciążliwość żeglowania,
                zimną wodę, pracę, obtarte ręce itd. A żeglarz mimo tych faktycznych trudności,
                widzi coś więcej i już nie są istotne dla niego te wszystkie bóle, wysiłki itp.
                O ile żeglowanie nie każdemu jest dostępne, to wiara - owszem.
                I również nie jest prawdą, że Kościół nie ma nic do powiedzenia mądrego w
                sprawie niepłodnych par. Siłą rzeczy interesowałam się tym i naprawdę jestem
                pod wrażeniem jak mądra, przemyślana, wyważona i sięgająca dalej niż czubek
                własnego nosa jest nauka Kościoła w tej kwestii.
                Jeśli człowiek będzie chciał ją poznać, musi jednak przyjąć zasadę każdego
                poszukiwacza prawdy: być otwartym na to, czego się dowie, nawet gdyby musiał
                przyznać rację sobie niewygodną. Inaczej potrafi zaprzeczyć nawet oczywistej
                prawdzie.
                • krychaw Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 11:41
                  jak zwykle-zagotowałam.
                  "Zwolennicy techniki FIVET powołują się w tym miejscu niejednokrotnie na fakt,
                  że w wyniku naturalnego poczęcia ginie 30 proc. embrionów zanim dojdzie do
                  implantacji. Tłumaczenie tego rodzaju należy uznać za bardzo przewrotne. Czym
                  innym jest bowiem..."
                  autorzy artkułu są mniej przewrotni:
                  "embriony "nadliczbowe" można albo wykorzystać do dalszych eksperymentów
                  naukowych..."
                  piszą tak,a nie mają skrupułów,żeby przytaczac dane z tychże eksperymentów:
                  "Uczeni szwedzcy przeprowadzili następujące obserwacje u siedemnastu kobiet
                  poddanych procesowi stymulacji hormonalnej przy pomocy klomifenu(...)Z tych
                  siedemnastu komórek posiadających od dziewiętnastu do dwudziestu pięciu
                  chromosomów jedynie dziewięć z nich posiadało normalną dla człowieka ilość
                  dwudziestu trzech chromosomów"

                  "naukowiec zajmuje miejsce Boga, nawet jeśli nie jest tego świadomy, czyni się
                  panem przeznaczenia innej istoty ludzkiej..."
                  a dlaczego ktoś miałby czynic się panem mojego życia decydując,czy mogę
                  poddac sie zabiegowi in vitro?

                  "Dziecko ma prawo do tego, by zostać poczętym, by być noszonym w łonie,
                  narodzonym i wychowywanym w małżeństwie..."
                  mam wrażenie,że tutaj się sugeruje,że dziecko NIE JEST poczęte,NIE JEST
                  NOSZONE w łonie,NIE JEST narodzone,a w dodatku normalnie dzieci rodzą się w
                  małżeństwach,a do in vitro podchodzą tylko samotne matki...

                  "Pragnienie posiadania dziecka lub przynajmniej możliwość prokreacji - jest z
                  punktu widzenia moralnego koniecznym warunkiem odpowiedzialnego rodzicielstwa."
                  pozostawiam bez komentarza...

                  "Jedynie wzajemne obdarowanie się sobą małżonków w akcie prokreacyjnym czyni z
                  nich rodziców. Sztuczna prokreacja "w probówce" eliminuje z procesu przekazu
                  życia wymiar zjednoczenia osobowego..."
                  to również.

                  "Stosowanie gamet pochodzących od dawców kreuje sytuację, w której poczęte w
                  ten sposób dziecko nie stanowi kontynuacji biologicznej swoich rodziców."
                  ciekawe jak ma się to zdanie do adopcyjnych rodziców.Czyżby kościół miał coś
                  przeciw temu?i dalej:
                  "Sprawia i ujawnia rozdział między pokrewieństwem genetycznym, pokrewieństwem
                  wynikającym z ciąży a odpowiedzialnością wychowawczą."
                  im dalej,tym ten artykuł był bardziej pouczający.

                  "Sztuczne zapłodnienie heterologiczne wprowadza anonimowość genetyczną -
                  dziecko w takim przypadku nie jest owocem miłości małżeńskiej, ale egoizmu,
                  chęci posiadania go za wszelką cenę."
                  ach!jeśli zdecydujemy się z mężem na bank nasienia,to wykaże tylko nasz brak
                  miłości małżeńskiej,a dodatkowo moje chłopisko okaże się wielkim egoistą!

                  Ponad 90 proc. przyczyn kobiecej bezpłodności związanych jest z uprzednią
                  aborcją, używaniem spirali oraz chorobami przenoszonymi drogą płciową...
                  tu nasuwa mi się tylko jedno słowo,ale nie przytoczę bo by mnie z tego forum
                  moderator usunął na wieki wieków...

                  przepraszam za długi post,ale jeszcze nigdy sie tak nie wkurzyłam.Nie
                  dokończyłam artykułu w obawie o własne zdrowie psychiczne.
                • azzurrina Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 12:12
                  do alicja0:
                  Jesteś dzielną osobą, bardzo Cie podziwiam ale postaraj się zaakceptować fakt że
                  inni myślą inaczej. Tobie nikt nie ZAKAŻE robić tego co chcesz. A nam - ZAKAZUJE
                  się decydować o własnym życiu. Nie tylko nie pomaga się, jak w całym
                  cywilizowanym świecie, ale jeszcze piętnuje za to, że dokonaliśmy naszych -
                  wierz mi, że równie trudnych jak Twoje - wyborów.
    • magasi9 Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 11:05
      Ja tez znam takich ludzi, po 50 dzis, bardzo bogaci (zona inwestuje mocna w
      ciuchy smile) maz w samochody. Maz nigdy nie chcial sie leczyc, nigdy nie chcial
      adoptowac, zona nie odeszla ( ja az tak pieniedzy bym nie kochala, ja bym
      odeszla na jej miejscu)
      Sa szczesliwi, pogodzili sie z tym ze nie maja dzieci, czesto sa u nich dzieci
      ich braci i siostr, tak sie sie spelniaja w roli rodzicow, kloca sie ktoremu
      siostrencowi zostawic, dac pieniadze, faworyzowac itp czesto podruzuja, zyja
      inaczej niz rodzina z dziecmi

      dla mnie wszystkie metody wspomagania rozrodu to jest lekarstwo na nieplodnosc,
      tak jak chemioterapia na raka (ktora pozniej moze powodawac ze ktos nie moze
      miec dzieci i potrzebuje kolejnego lekarstwa, zeby je miec) Ale to jest moje
      zdania i uksztaltowalam je sobie niestety nie w Polsce



    • mierzejka Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 12:01
      dawno temu Kościół twierdził, że ziemia jest płaska i słońce obraca się wokół
      niej. Trochę ludzi za inne poglądy straciło zycie w tamtych czasch. Minęły
      wieki, Kościół zmienił zdanie, jak zresztą w wielu innych sprawach. Tak będzie
      tez z in vitro, które jest metodą leczenia, a nie dogmatem wiary. Nauka i
      medycyna nie powinny byc traktowane ta samą miara co wiara i dogmaty religijne.
      • azzurrina Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 12:12
        myślę dokładnie tak samo jak Ty
        • dagps Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 12:51
          ja nie przeczytam, nie chce mi sie po raz kolejny przezywac calej tej zlosci, ktorej zalazek obudzil sie jak tylko wpadlo mi w oko po otwarciu strony kilka zdan a miedzy nimi "prawo do poczecia w sposob ludzki".
          • korlewna Re: kośćiół a in vitro 06.03.06, 12:33
            ja tak samo do tego podchodze jak dagps....
            Chore jest wogole to, ze toczą sie dyskusje na ten temat. Pewne rzeczy powinny
            być oczywiste, ale jak nie sa to już sprawa tych kostycznych ludzi
    • malpka_z Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 17:55
      Chcialabym dolaczyc sie do dyskusji.

      Jestem osoba wierzaca, wydaje mi sie ze gleboko.
      Nie zgadzam sie ze stanowiskiem Kosciola w sprawie in vitro. Slyszalam, ze
      mozna in vitro zrobic tak, by zadna zaplodniona komorka nie wyladowala w koszu
      albo w laboratorium doswiadczalnym. Dla mnie jest istotna roznica miedzy in
      viro z np. 3 komorkami pobranymi i wszczepionymi a 5 a wszczepionymi 2. Bo co
      wtedy z reszta? Niby to tylko zarodki w jakims stadium poczatkowym, ale jest to
      juz zycie i jestesmy za nie odpowiedzialni.

      Czytalam kiedys, ze stanowisko teologow nie jest jednomysle jesli idzie o
      poczatek zycia ludzkiego. Czesc teologow uwaza, ze taki zarodek nie moze byc
      jeszcze uznanym przez Kosciol za zycie ludzkie. Argument - dusza ludzka jest
      niepodzielna, a z takiego zarodka moga po podziale urodzic sie blizniaki
      (blizniaki jednojajowe). Nie pytalam zadnego ksiedza jak to jest naprawde.

      Na pewno Kosciol naciaga fakty jesli idzie o on vitro. Z drugiej strony mam
      swiadomosc, ze nie jest to az tak jednoznaczne moralnie.
      Wierze jednak, ze jesli przyjdzie mi przez to przejsc bede o tym rozmawiac z
      Panem Bogiem. Jesli taka bedzie jego wola to poczniemy w ten sposob dziecko,
      jesli nie to pogodzimy sie z Jego wola i pomyslimy o adopcji. Mysle sobie, ze
      nie jest to az taki wielki grzech. Pragnienie potomstwa jest dobre, a in vitro
      jest tylko jakas bariera w swiadomosci Kosciola i naszej jako cos nowego. Czym
      sie rozni taki zabieg od kazdego innego zabiegu, kiedy np. lezysz nago na stole
      i Cie kroja by ratowac Ci zycie, przedluzcyc je lub tylko polepszyc
      funkcjonowanie? Dlaczego operacja plastyczna nie jest grzechem skoro motywacja
      jest proznosc - chce byc piekniejsza niz stworzyl mnie Bog? Potomstwo zrodzone
      dzieki postepowi medycyny jest dla mnie niewspolmiernie mniejszym grzechem niz
      piekna buzia czy biust spod skalpela chirurga, a co do tego Kosciol sie nie
      wypowiada (albo ja nie slyszalam).

      Jeszcze jedna rzecz - niektorym latwiej jest sie pogodzic z brakiem dzieci i
      odnalezc w innych sferach zycia i tego im zadroszcze. Ale to nie jest argument -
      po pierwsze kazdy z nas ma inna psychike (ja np. ciagle placze i nie umiem
      znalezc sensu w codziennosci), po drugie trzeba miec do czego uciec (ja nie mam
      pracy, ktora by mnie satysfakcjonowala), po trzecie kazdy ma z grubsza podobna
      chierarchie waznosci spraw w zyciu i kazdy powie ze najwazniejsza jest rodzina,
      ale sa ludzie dla ktorych kariera nie ma zadnego znaczenia (jak dla mnie) i
      absolutnie najwazniejsza rzecza w zyciu jest rodzina - malzonek i dzieci. Nic
      nie bedzie w stanie zastapic mi dzieci. Jesli nie bede miala wlasnych,
      adoptuje, ale nie znajde satysfakcji w innych sferach zycia, bo tym mozna jakos
      tlumic emocje ale nic mi nie zastpi pelnej rodziny.

      i na koniec - moje leczenie, to droga pelna cierpien i upokorzenia ze strony
      lekarzy. Prawda jest bolesna - jak nie masz pieniedzy na prywatne leczenie,
      Twoje szanse sa minimalne. Boleje nad tym, ze Kosciol nie wspiera takie
      malzenstwa poprzez prowadzenie przez siebie poradni wyposazonej w usg i
      zatrudniajacej specjalistow. Dal przykladu - w moim miescie jest kilka poradni
      psychologiczno-pedagogiczne prowadzonych przez Kosciol. Minimum leczenia to
      monitoring cyklu poprzez usg, a zazawyczej takiego luksusu nie maja
      przychodnie, czyli zostaja prywaciarze za min. 50 zl (ale tacy zwykle sie na
      problemie nie znaja i marnujesz czas, az w koncu dojdziesz do tego, ze trzeba
      sie przeniesc do specjalisty za 100 zl - sama przez to przeszlam). Gdyby pomoc
      takim malzenstwom chocby na tak podstawowowym poziomie to bylabym
      usatysfakcjonowana, ze Kosciol o nas mysli i wspiera nas nie tylko slowem, ale
      i czynem. Znajda sie glosy, a skad brac na to pieniadze - jestem pewna ze
      znalazlyby sie srodki - od Kosciola, skladek wiernych, rzadu (sposob na niz
      demograficzny), i moze od pacjentek, zwlaszcza tych ktorym by sie udalo.

      No to sie rozpisalam.
      • ewa11a Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 19:21
        Przyznam że nie przezcytałam tego do końca.

        Zastanawiam się co będzie jeżeli za 10-20 lat kościół uzna in vitro, co wtedy z
        nami będzie, jak nam sie to wynagrodzi, tą ogólną nagonke na nas jako na
        największych zbrodnairzy sad
        Ale jeszcze bardziej wkurza mnie to, dlaczego np. palaczowi nie odmawia się
        leczenia gdy zachoruje na raka płuc, nie potępia się go, nie prześladuje, ma
        pełne prawa do leczenia. A nas? Jakie my mamy prawa? Przecież to nie nasza
        wina!!!!!!!
        • jlo2 Re: kośćiół a in vitro 05.03.06, 20:03
          ciesze sie ze juz dawno przestalo mnie interesowac co ma do powiedzenia na temt
          in vitro kosciol, politycy itp.kiedys tylko niepotrzebnie sie denerwowalam. a
          teraz mam to gdzies!!! zacofanie w naszym kraju jest porazajace.
          • korlewna Re: kośćiół a in vitro 06.03.06, 12:35
            ...porazające i przerazające!!
      • zjp5 Re: kośćiół a in vitro 07.03.06, 00:13
        Twoja opinia jest mi bardzo bliska. Jestesmy wierzacymi katolikami, przez kilka
        lat staralismy sie o dziecko. Nie moge pogodzic sie z faktem nieposiadania go,
        byl taki okres, kiedy nie moglam zniesc widoku kolezanek w ciazy, balam sie
        wrecz o swoja psychike. Moj maz uwaza z kolei, ze nie bylby w stanie pokochac
        dziecka z adopcji. Kiedy okazalo sie, ze mamy minimalne szanse na naturalne
        zaplodnienie (jakies zawsze sa), po dlugich rozmowach zdecydowalismy sie na in
        vitro. Z pelna swiadomoscia, ze postepujemy wbrew nauce Kosciola (z ktora
        wczesniej starannie sie zapoznalam), jednak w zgodzie z wlasnym sumieniem. Z
        gory zapowiedzielismy lekarzom, ze nie godzimy sie na usuniecie 'nadmiarowych'
        embrionow - potraktowano to z pelnym zrozumieniem.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka