Dodaj do ulubionych

u profesora Malinowskiego w Łodzi - opinie

IP: *.*.*.* 02.08.01, 14:25
Odkładając na bok dyskusję na temat etyki pana
profesora Malinowskiego, zwracam się o poradę do
wspaniałych forumowiczek, które miały przyjemność
skorzystać z usług profesora:

- Czy możecie podać jakie miałyście wyniki badań
zalecone przez prof.,
- jaka była interpretacja,
- jak przebłagało leczenie.
- Jakie są perspektywy ( i co dalej proponuje
prof.)
-
Bardzo dziękuje
Obserwuj wątek
    • Gość: AGA Re: u profesora Malinowskiego w Łodzi - opinie IP: 217.153.35.* 02.08.01, 14:58
      No to idę na pierwszy ogień.


      - Czy możecie podać jakie miałyście wyniki badań zalecone przez prof.,
      - jaka była interpretacja,
      - jak przebłagało leczenie
      Moją historię znacie, szczegółowo pisałam/opowiadałam Ewie jakie badania na
      początek i jakie były wyniki. W bardzo wielkim skrócie - test MLR - wynik brak
      hamowania, co wg prof. M oznaczało - szczepić, a dokładniej szczepić 2 razy i
      później znowu MLR.
      Od tego czasu, pierwsze szczepienie miałam we wrześniu ub. r., miałam chyba z 5
      szczepień i 2 lub 3 MLR. Wg diagnozy p. M - mam dużą odporność na szczepienia
      (słabo się przyjmują) i w związku z tym muszę być szczepiona częściej, bo ten
      poziom hamowania szybko mi spada. DOdatkowo, powtarzam za p. M, ze względu na
      podwyższony poziom ACA i konieczność brania leków przed każdym transferem, leki
      te równiez mają wpływ na obniżenie skuteczności tych szczepionek.

      - Jakie są perspektywy ( i co dalej proponuje prof.)
      W zasadzie teraz też się nad tym zastanawiam. Żadnych perspektyw przede mną nie
      zarysowano. Prawdopodobne jest to, że p. M specjalizuje się w tej działce.
      Może więcej nie można nic zrobić albo on nie potrafi. Z drugiej strony, u
      każdego lekarza natriafiamy na jakąś granicę – np. czy w Novum mają ostatecznie
      jakiś inny pomysł niż IVF/ICSI ? Przecież na świecie robi się np. GIFT, ale ani
      w Novum, ani w innych polskich klinikach jeszcze tego nie robią.
      Nie chcę was zachęcać, bo sama mam trochę wątpliwości – po tych wszystkich
      negatywnych pierwszych MLR u każdej z nas (ja, Iwona, Ewa, dora ?, Ada ?), po
      na razie zerowej skuteczności w moim przypadku, po info Ady o jakiś kolejnych
      innych “odkryciach” immunologicznych innego prof. Do prof. M skierował mnie dr.
      Lewandowski i wówczas uważałam, że może to jest właśnie to, ale teraz sama nie
      wiem, czy i jak długo będę kontynuować te szczepienia (myślę, że jeszcze
      spróbuję przed następnymi kilkoma transferami, a potem zobaczę).
      • Gość: MandK Re: u profesora Malinowskiego w Łodzi - opinie IP: *.toya.net.pl 08.06.02, 22:55
        GIFT juz sie raczej nigdzie nie robi..W Polsce robił to (Radwan)-Białystok teraz Łódź..
    • Gość: dora Re: u profesora Malinowskiego w Łodzi - opinie IP: *.pol-assistance.spzoo.pl 02.08.01, 15:58
      Nie będę pisać o całym ogromie badań jakie robiłam, gdy stwierdzono u mnie PCO
      (w 1998 roku), laparoskopii (marzec 2000) i poszukiwaniach właściwego lekarza
      prowadzącego (znalazłam GO dopiero w lipcu 2000). Chcę tylko podkreślić długą
      drogę jaką przeszłam wraz z mężem do szczęśliwego końca i że mogę mieć coś do
      powiedzenia w kwestii walki o dziecko. Mój wynaleziony super lekarz poddał
      temat Łodzi i prof. Malinowskiego, po tym jak doprowadził mnie w końcu do
      jajeczkowania (Clostilbegyt, Progynova, Pregnyl w odpowiednim momencie i
      Duphaston - wszystko w jednym cyklu), a tu nic przez parę miesięcy, mimo
      współżycia na zawołanie (BLEE, tego nienawidziłam najbardziej).
      Pojechaliśmy do Łodzi - multum badań i ogromne koszty znane większości. Badania
      ogólnie wyszły ok, poza MLR (negat). Po paru szczepionkach hamowanie
      podskoczyło do 79% czyli ekstra. Cały czas byłam na prochach, bo bez tego nie
      ma u mnie jajeczkowania. Po czterech miesiącach od pozytywnego wyniku MLR,
      zaskoczyłam i musiałam się doszczepić w 8 tygodniu ciąży; jestem cały czas na
      Duphastonie. Malinowski mnie dalej nie prowadzi, on wykonał swoje a ja jestem
      pod opieką lekarza, który nie zwątpił we mnie, jak ci poprzedni (a
      kysz!) .
      • Gość: REBAS PYTANIE 1 i 2 IP: *.*.*.* 02.08.01, 16:30
        Czy ktoś wie, lub może prof wyjaśmił
        CO TO KONKRETNIE OZNACZA "BRAK HAMOWANIA"?

        ORAZ

        CO TO ZNACZY ŻE NIE MA PRZECIWCIAŁ ?
        • Gość: REBAS Re: PYTANIE 1 i 2 IP: *.*.*.* 03.08.01, 08:41
          Jak widzę nawał konkretnych odpowiedzi dotyczących
          metody leczenia u Malinowskiego mówi sam za siebie...
          • Gość: AGA Re: PYTANIE 1 i 2 IP: 217.153.35.* 03.08.01, 09:22
            Na sam początek powiem, że od samego rana rozpisywałam sie na temat p. M na
            drugim forum i dlatego nie mogłam włączyć się w odpowiedź na to pytanie, a jak
            zauważyłeś z obecnie produkujących się uczestników forum będących pacjentami p.
            M są tylko dwie osoby, więc nie ma się co oburzać, że akurat te dwie nie
            zdążyły jeszcze odpowiedzieć (zawsze możesz do mnie zadzwonić). Nie wiem czy
            moja odpowiedź cokolwiek zmieni w twoim i innych nastawieniach, bo z wypowiedzi
            wynika, że i tak juz skreśliliście p. M. Ale spróbuję przedstawić co ja
            rozumiem z tego jego leczenia i z tego co mi tłumaczył (choć przyznam się, że
            przy medycznej terminologii to zupełnie wysiadam, nawet słowo „antygen”
            niewiele mi mówi, bo od podstawówki systematycznie opuszczałam lekcje
            biologii).
            Pytanie 1
            Wynik „hamujący wpływ surowicy” wskazuje na obecność we krwi kobiety tzw.
            przeciwciał blokujących odrzucanie zarodka, czyli inaczej chroniących
            zarodek. „Brak hamowania” czyli wynik negatywny MLR wskazuje na nieobecność
            tych p. blokujących, zaś im większy poziom hamowania określony w %, tym większe
            ich stężenie (powinno być minimum 40%).
            Pytanie 2
            Nie wiem dokładnie o jakie przeciwciała chodzi, domyślam się jedynie, że chodzi
            o wynik drugiego testu LCT na obecnośc p. limfocytotoksycznych – otóz jak ich
            nie ma we krwi kobiety to znaczy, że jej organizm nie wywołuje reakcji
            negatywnej na przyjmowanie limfocytów partnera i może być poddana tym
            szczepieniom. Jak kiedyś pisała Zosia, ona miała szczepienia limfocytami od
            kilku partnerów, bo była „uczulona” na limfocyty męża – ale tutaj akurat nie
            wiem czy to wynikało z negatywnego LCT, czy z innych badań. Ja miałam pozytywny
            LCT, czyli brak tych p. limfo… więc nie drążyłam tego tematu i szczepili mnie
            limfocytami męża.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka