IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 16.11.03, 18:49
Moim marzeniem jest podróż do amazońskiej dżungli. Jesli ktoś z Was tam był,
to chętnie przeczytam wszelkie porady, wrażenia i opowieści. Może znacie
ciekawe strony internetowe z tym związane?
Obserwuj wątek
    • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: *.mns.wavetelecom.com.br 18.11.03, 17:17
      czesc wlasnie doczpapalem sie do manaus, autobusem z venezuelii
      duszno jak nieszczescie , jak bede cos wiedzial wiecej to dam znac
      statki chodza od letici do manaus, 5 dni okoo 60 usd, i manaus -belem ok 60 usd
      wiec w jakies dwa tygodnei robisz prawie cala amaznonke
      ale jest tu dosyc drogo ( w porownaniuy np, z venezuela.
      , ceny troche wyzsze niz w polsce
      teraz ide cos zjesc
      pzdr
      • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 18.11.03, 18:09
        Dzięki, nawet nie wiesz jak bardzo chciałbym być teraz na Twoim miejscu. Czekam
        na dalsze newsy. Powodzenia!!!
        • Gość: Wloczykij Re: Amazonia IP: *.proxy.aol.com 21.11.03, 05:02
          Lukaszku, bylem i widzialem dzungle na wlasne oczy. Najpierw lot do Rio i z Rio
          caly dzien Varigiem do Cruzeiro do Sul w prowincji Acre, (to jest tam gdzie
          diabel mowi dobranoc). Kiedy miejscowych zapytalem sie, gdzie przebiega tutaj
          ten slawny "Transamazon Highway" zaznaczony oficjalnie na mapie, to wszyscy
          wybuchneli gromkim smiechem. Mapa nie miala rzadnego zwiazku z rzeczywistoscia.
          Podobnie smiechem przywitano moje pytanie o granice brazylijsko-peruwiansko-
          boliwijska, ktora powinna przebiegac gdzies "w poblizu". Wytlumaczono mi, ze ta
          granica to po prostu kreska na mapie, a tu jest dzungla. I co kogo obchodza
          kreski na papierze. Przed wyjazdem do wioski indianskiej, spedzilem w
          miasteczku pare dni. Byla polowa maja i chlodne wieczory, gdyz miasteczko
          polozone bylo dosc wysoko u podnoza Andow. Stacjonowal tu pograniczny garnizon
          wojskowy, i wszedzie krecili sie mundurowi. Ciekawy byl spacer po targowisku z
          masa lokalnych wyrobow. Tu i tam na weglu drzewnym pieczono ryby. co dawalo
          specyficzny zapach okolicy.
          Z Cruzeiro lecialem juz mala awionetka do "mission". Bylo to ok godzine lotu
          przez dzungle. W dole zielono, wijaca sie tu i tam metna rzeczka i lawirowanie
          miedzy chmurami z ktorych lalo. "Mission", to byla mala chatynka misjonarza i
          trzy chalupy indianskie nad brzegiem rzeczki - doplywu Jurua, jednego z
          wiekrzych doplywow Amazonki. Lotnisko, to udeptany pas trawy miedzy drzewami,
          na ktorym paslo sie pare krow. Misjonarz (jak sie pozniej dowiedzialem,
          Amerykanin z LA) by powiadomiony o naszym przybyciu przez radio i ganial krowy
          patykiem z jednego konca "air strip" na drugi. Zderzenie samolociku z krowa
          wygladalo calkiem realnie, szczegolnie, ze pilot lecac nisko nad drzewami
          zobaczyl cala polane do ladowania w ostatniej chwili. W samolociku byly cztery
          osoby: pilot, moj tlumacz i przewodnik i wodz plemienia do ktorego jechalismy i
          ja.
          Wysiedlismy i zostalismy zaproszeni do chalupy indianskiej na posilek i nocleg.
          Moj wodz nalezal do innego plemienia i czekaly mnie jeszcze dwa dni podrozy w
          gore rzeki indianska lodzia, dlubana z jednego solidnego pnia drzewa.
          Skrot moich wrazen: Karaluchy wielkosci dloni, szczury jak koty, Pajaki jak
          spore ptaki, czarne muszki jak chmury (na centymertrze kwadratowym skory mialem
          przy wyjezdzie chyba z kilkaset ukaszen) i ..............................
          Acha, jeszcze lokalny szaman uwarzyl jakas liane, a piecdziesiatka tego wywaru
          dziala lepiej niz pol litra Wyborowej.
          Jak bede mial wiecej czasu, a ciebie to interesuje, to ci moge opisac zycie w
          wiosce indianskiej dwa dni drogi lodzia od "mission".
          • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: *.proamazon.com.br 22.11.03, 20:05
            bardzo dobre,
            prosze o wiecej szczegolow
            ja jestem teraz 300 km od manaus, jakas dziura
            dzungla tu mocno powypalana pod pastiwska , a jak juz jest to sciana, nie ma-
            jak wejsc
            wilgotnosc i upal, poce sie jak prosiak
            w nocy tysiace UFO, widok fajowy pod warunkiem ze nie gryza.
            no i garotas :)
            pzdr
            • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 23.11.03, 17:59
              Włoczykiju!
              Bardzo interesuje mnie zycie indianskiej wioski, chetnie poczytam. W jakim celu
              pojechales do dzungli? Podrozniczym, naukowym???
    • Gość: a Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 30.11.03, 19:18
      a
      • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.242.40.* 02.12.03, 23:05
        witam , przejechalem z manaus do tabatinga 7 dni
        wcale tu nie jest tak dziko
        i kazdy ma natene satelitarna
        ale jest naprawde bardzo ladnie
        pzdr
        • Gość: Wloczykij Re: Amazonia IP: *.proxy.aol.com 03.12.03, 04:02
          A czy zwrociles uwage, ze te anteny sa zwrocone ptosto do nieba, a nie sa
          ustawione pod katem, jak w Polsce??
          Jak bede mial troche czasu to dorzuce sie ze swoimi wspomnieniami. Tam gdzie
          bylem, to bylo dosc dziko.
          • jankomar2 Re: Amazonia 03.12.03, 07:21

            Hi M.,
            A teraz co? Do Leticia i powrot?
            Pzdr.
            • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.242.40.* 03.12.03, 19:42
              co do anten masz racje, ale to przeciez rownik :)
              leticia i tabatinga to jedna dziura, dluga ulica i na niej kawalek drewnianej
              zapory z napisem frontera
              peru tez jest o rzut kamieniem
              w sumie to nie ma tu co robic wiem gram w szachy w internecie
              na sama mysl o powrocie amazonka ciarki mnie przechodza, jest to fajne, ale
              trzeba miec duzo cierpliwosci
              do peru nie jade bo mam mala alergie na indianskie kraje
              dzisiaj bylem w konsulacie kolumbii po wize, wiec pewnie znowu cartagena, ale
              iabli wiedza
              pieniadze sie koncza i trzeba szukac roboty
              wczoraj na rynku, policja zwinela pana co za 8 dolcow sprzedawal wieliego
              zolwia.
              w ogolewszyscy narzekaja na coraz wiecej zakazow co do lowienia ryb, wycinki
              lasoiw itp. a najgorsze jest to , ze handel biala dama zamarl i leticia idzie
              na dno,
              jak kolumbijskie kartele byly u wladzy to leticia byal rajem , a teraz wszystko
              jest na sprzedaz
              kobiety tutaj takie sobie
              pzdr
              m

            • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.242.40.* 03.12.03, 19:46
              co do anten masz racje, ale to przeciez rownik :)
              leticia i tabatinga to jedna dziura, dluga ulica i na niej kawalek drewnianej
              zapory z napisem frontera
              peru tez jest o rzut kamieniem
              w sumie to nie ma tu co robic wiem gram w szachy w internecie
              na sama mysl o powrocie amazonka ciarki mnie przechodza, jest to fajne, ale
              trzeba miec duzo cierpliwosci
              do peru nie jade bo mam mala alergie na indianskie kraje
              dzisiaj bylem w konsulacie kolumbii po wize, wiec pewnie znowu cartagena, ale
              iabli wiedza
              pieniadze sie koncza i trzeba szukac roboty
              wczoraj na rynku, policja zwinela pana co za 8 dolcow sprzedawal wielkiego
              zolwia.
              w ogole wszyscy narzekaja na coraz wiecej zakazow co do lowienia ryb, wycinki
              lasow itp. a najgorsze jest to , ze handel biala dama zamarl i leticia idzie na
              dno,
              jak kolumbijskie kartele byly u wladzy to leticia byal rajem , a teraz wszystko
              jest na sprzedaz
              kobiety tutaj takie sobie piwo antarctica w porzadku, 3,5 zlotego za 600ml
              pzdr
              m

              • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.242.40.* 04.12.03, 03:22
                coz za mecz
                pofinal pucharu ameryki poludniowej, cos jak nasze uefa sao paolo-river plate
                6 czerwonych kartek iles tam zoltych i jakie akcje
                gora river w karnych 4-2 chcociaz w normalnym czasie 2-0 dla sao paolo
                a wczesniej widzialem w manaus brazylia urugwaj do MS
                jak do przerwy bylo 2-0 dla brazylii to zaczela sie festa
                i nagle zrobilo sie 3-2 dla urugwaju, mimy wszystkim zrzedly , cisza i jak
                wtedy zaczeli grac brazylijczycy, futbol z innej plaenty i ronaldo i 3--3
                kocham futbol poludniowo amerykanski
                no i oczywiscie natena w barze bylo ustawiona pionowo
                pzdr
                m
                • Gość: Wloczykij Re: Amazonia IP: *.proxy.aol.com 04.12.03, 09:18
                  Bylem w Rio na stadionie Maracana jak grali Flamengo. Kibicow dziela przy
                  wejsciu i pol stadionu jest dla jednych a pol dla drugich,zeby sie nie pobili w
                  czasie meczu. Istne wariactwo, Przepraszam, bo przeciez Rio to nie Amazonia.
                  Aha, co do piwa, to obok Antarktica maja jeszcze Brahma. Mniej wiecej taki sam
                  mocz. Jak jest goraco i chce ci sie pic to mimo wszystko pije sie go fajnie,
                  szczegolnie ze zawsze bylo zimne. Z piwem wiaze mi sie wspomnienie powrotu z
                  dzungli.
                  Otoz tuz przed wyjazdem z wioski indianskiej skonczyla nam sie butelkowana
                  woda. To byla jedna rzecz, ktora targalismy ze soba az z Cruzero. W dodatku
                  cala noc przed wyjazdem lalo i woda w rzece podskoczyla z metr i wygladala jak
                  kawa. Kazdy strumyczek stal sie brudna zolta rzeczka. Wode trzeba bylo gotowac,
                  co w wiosce nie bylo problemem, a glina nie jest trujaca. W podrozy czolnem w
                  dol rzeki stanelismy na noc w jakies opuszczonej chalupie. Czystej wody jak na
                  lekarstwo. Z gotowaniem tez kiepsko, bo suchego drewna nigdzie nie bylo.
                  Wszystko przemoczone woda jek gabka. Kto tam nie byl, to nie wie o czym pisze.
                  Najlepszego harcmistrza bym tam zlamal. Mielismy tabletki do dezynfekcji wody,
                  ale metnej wody nie zdezynfekujesz tabletka, bo chlor jest pochlaniany. Chcac
                  nie chcac, wypilismy po pare lykow niedogotowanej wody. No i nad ranem pogonilo
                  mnie w krzaki. Pierwszy raz trafila mi sie tam sraczka, a caly czas bylem na
                  kuchni indiankiej. Przestraszylem sie troche i wody wiecej do ust nie bralem.
                  Wokol goraco, duszno i mokro. W poludnie nastepnego dnia dotarlicmy w koncu
                  lodzia do "mission", czyli chalupy misjonarza zbitej z desek i trzech typowych
                  chalup indianskich na palach z czesciowo otwartym frontem. Samolotu jeszcze nie
                  bylo. Na pytanie kiedy bedzie dostalem odpowiedz - maniana. Tlumaczcie to sobie
                  jak chcecie. Nad brzeg przyszedl misjonarz. Poprosilem go wiec o wode. I
                  patrze - niesie. Niesie tace, na tacy krysztalowa karafka i jedna szklanka.
                  Bylo nas dwoch bialych co nic nie pili przez
                  prawie caly dzien - ja i moj przewodnik. Nalalem wiec szklaneczke dla
                  przewodnika. On szybko wychylil i nalal mi. Ja juz nie zdazylem nalac mu
                  drugiej, bo misjonarz zakrecil sie na piecie i szybko odszedl z pozostala woda
                  i szklanka. Moj przewodnik spojrzal na mnie, ja na niego i ryknelismy smiechem.
                  Tak sie jeszcze sytuacja nie ubawilem. Tego dnia nad brzegiem rzeki moglismy w
                  siebie wlac kazda ilosc plynu. Otaczala nas woda ze wszystkich stron, a nie
                  mozna sie bylo jej napic. A misjonarz teoretycznie zachowal sie jak trzeba, po
                  chrzescijansku. Przeciez napoil te dwie duszyczki (albo mu sie tylko tak
                  wydawalo).
                  Samolot pojawil sie w koncu po paru godzinach. Mielismy jednak w lodzi chorego
                  na malarie w ciezkim stanie i wszyscy nie mogli sie zabrac. Ja z przewodnikiem
                  zdecydowalismy sie leciec pozniej.Przyszlo nam wiec jeszcze patrzyc przez kilka
                  godzin na zolta wode w rzece i umierac z pragnienia, bo misjonarz gdzies
                  zniknal.
                  Wieczorem,drugiego dnia podrozy, dobrnelismy w koncu do hotelu w miasteczku.
                  Tam w pokoju byla lodoweczka wypelniona slawna ANTARKTICA ..............
                  Juz nie bede komentowal uczucia ktorego doznalem. Antarktica moze byc
                  najlepszym piwem na swiecie...............
                  Pozdrawiam
                  • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.03, 19:12
                    Miguelski,
                    cieszę się, że się odezwałeś, bo już myślałem, że coś Cię pożarło :)
                  • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 04.12.03, 19:14
                    Włóczykiju,
                    dzieki za opowieść, fascynująca!!! Zazdroszczę (ale nie rozstroju żołądka...) :)
                    • aralski puszcza nia ma tam zadnej dzungli 05.12.03, 04:45
                      dzungle, to masz w mieszkaniu, jak nie sprztaszasz
                      • Gość: Wloczykij Re: puszcza nia ma tam zadnej dzungli IP: *.proxy.aol.com 05.12.03, 13:59
                        Puszcze to masz kolo domu. W Warszawie chlopcy nazywaja to puszcza
                        bialowieszczanska. Nie zgub sie tylko jak pojdziesz na grzyby.
                        Pozdrowionko

                        aralski napisał:

                        > dzungle, to masz w mieszkaniu, jak nie sprztaszasz
                        • Gość: migueluski Re: puszcza nia ma tam zadnej dzungli IP: 200.21.5.* 06.12.03, 00:37
                          dobre, dobre
                          dzungla to mi sie robi jak przez kilka dni nie wynosze z pokoju puszek po
                          piwie i gazet
                          to takie indianskie przyzwyczajenie wszystko rzucac pod siebie
                          jutro jade na kilka dni do jakiejs indianskiej wiochy po stronie peruwianskiej
                          brak pradu i w ogole nic tam nie ma, tylko puszcza :)
                          pzdr
    • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.21.5.* 10.12.03, 17:54
      witam serdecznie
      wyladowalem po peruwianskiej stronie i od razu inny swiat , jakies 60 lat w tyl
      jade do wioski co nazywa sie jardin bonito, z letici lodzia do santa sophia i
      potem 2 godziny piechota
      zyja tam indianie takuma, jeziorko i swiety spokoj dzungla vs puszcza tutaj
      jest naprawde spektakularna
      duszno tylko jak nieszcescie
      pzdr
      m
      • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.olsztyn.cvx.ppp.tpnet.pl 10.12.03, 21:24
        Boże, jak Ci dobrze...Czy w tym jardin są jakieś piękne ogrody? Skąd ta nazwa?
        I co Ty tam właściwie robisz, bo nadal nie wiem czy jesteś turystą czy
        naukowcem? Czy i kiedy zamierzasz wrócić do Polski?
        • Gość: migueluski Re: Amazonia IP: 200.21.5.* 11.12.03, 19:02
          witam
          czy mi tak dobrze to nie wiem
          codziennie musze rzekraczac lodka taka sobie rzeczke, caly czas myladlem ze
          kosztuje to 2000 peso, 2 reale lub 2 solo wszystko jedno
          wszyscy bardzo mili, co chwila buenas dias, tardes, noches, usmiechy
          dopiero po tygodniu zorientowalem sie zewszyscy lace 1000 za to piepr...lodke a
          nie 2000, czyli takie indianskie robienie cie w karola
          i tak jest tu ze wszystkim, z usmiechaem na ustach ciagle cie oszukuja
          a juz myslalem , ze zmieni mi sie opinia o spolecznosciach indianskich,
          ja jestem archeologiem, w przyszlym roku skoncze doktorat, a tak dla zycia to
          ucze anglika
          do amazonii to musisz przyjechac al ebez limitu czasu i planw.
          tak na rok czy cos w tym rodzaju i nic nie planuj wczesniej, nie ma sensu
          koszty, rozne, dom na d rzeka mozesz zbusdowac za jakis 1000 dolcow
          koszty miesieczne okolo 100 dolcow w gore zalezy co potrzebujesz
          koniecznie wez wedlke
          indianki, szczegolnie po stronie kolumbijskie, naprawde ladne
          peruwianki beeee
          pzdr
          m
          • Gość: Ewa Re: Amazonia IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 11.12.03, 23:24
            o bosze migueluski, co sie z toba dzieje?
            pajak cie ukasil, powala ciebie malaria,
            czy pifka za duzo w net-kafejce na skraju
            dzungli?Chodzi rzecz jasna o literowki,
            ktorych wczesniej brakowalo w twoich postach.
            Kiedy wracasz do cywilizacji?
            Powiedz ktoremus z indian "ty h--u" zeby sie zemscic
            za robienie w karola
            pzdr
            E
            • voodoo8 Ch..owa sprawa i Amazonia. 12.12.03, 00:32
              Gość portalu: Ewa napisała:

              " Powiedz ktoremus z indian "ty h--u"...

              Ewo,
              ja tylko w krociotkiej kwestii formalnej.
              Mowi sie uzywajac miekkiego "h" a pisze przez "cecha".
              W przeciwnym przypadku Indianie moga nie zrozumiec :))).
              Pzdr.
              • Gość: Ewa Re: Ch..owa sprawa i Amazonia. IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 12.12.03, 13:33
                Oczywiscie masz racje voodoo. Nawet podwojna , bo hiszpanizujac slowo
                aby wyszlo w brzmieniu pieknej ojczystej mowy powinno byc przez"cecha".
                Czy wyobrazasz sobie scenke kiedy to migueluski bedac w lodce na rzece
                Amazonka, wyszczerzajac uprzejmie zeby(jak oni a tym ich buenas tardes)
                powie to temu indianinowi co chcial 2000 zamiast 1000?
                Pzdr.
                • Gość: migueluski Re: Ch..owa sprawa i Amazonia. IP: 200.21.5.* 12.12.03, 17:54
                  soory, sorry, za te bledy, ale maja jakas taka indinaska klawiature
                  i spieszy mi sie , bo troche drogo i tych soli na piwo mi zabraknie
                  na weekend jade do jakiejs dziury pogadac z szamanem
                  pija tu taki napoj na bazie ziol ( skald podam pozniej), rozmawiasz sobie z
                  duchami, a potem rzygas przez caly dzien
                  jak ci juz przejdzie to masz moc na 3 miesiace
                  ja tego nie sprobuje
                  lecza ziolami tez wszystko, raka, aids co popadnie, mocni sa
                  kobiet a raczej kilkunastoletnie dziewczynki rzucaja na mnie uroki i chyba to
                  dziala, bo jeszcze troche i sie zakocham
                  ma na imie unana, z plemienia tikuna, sliczna ja rusalka amazonska
                  wiek juz tez odpowieni do zeniaczki, cale 14 lat i pol
                  pzdr
                  rodzinka zaczela marudzic ,azebym wrocil na swieta, kiepski pomysl mi tu
                  dobrze.

                  • Gość: Ewa Re: amazonska sielanka IP: *.w80-11.abo.wanadoo.fr 12.12.03, 19:53
                    unana z plemienia tikuna-to naprawde
                    piekne!
                    nie na darmo tam cie zanioslo, migueluski,
                    zostan tam, wybuduj chate, wyruszaj na polow
                    ryb, ucz ew. anglika ... i nie porzucaj unany
                    dla pozornych dobr cywilizacji!
                    eetam swieta, ci dobrze to najwazniejsze.
                    A tak przy okazji to wszystkiego najlepszego.
                    Pzdr.
                    E
                    napisz o szamanie, please .
                    • Gość: migueluski Re: amazonska sielanka IP: 200.21.5.* 16.12.03, 21:03
                      no to jestem
                      dzien pierwszy, z amazonki za duzym drzewem w lewo i po jakiejs godzinie
                      kluczenia waskimiuliczkami vs kanalikami jestesmy na miejscu.
                      tzn ja, poznany jeszcze w manaus szwajcar, unana i jej siostra zainteresowana
                      szwajcarem.
                      godzina piechota, i jestesmy w chacie. klasyka regionu, na palach, dziurawe
                      sciany, to dla ochlody, palmowy dach, nawet calkiem spora.
                      ja bylem glodny a tam nie ma co jesc, ale nie ma sprawy. kawalek drogi stad
                      jest wioska i tam sa dwa sklepy. robilo sie juz ciemno ( pradu oczywiscie nie )
                      ma) ale co tam idziemy, zapomnialem tylko o szczegole, przez ostanie dwa dni i
                      noce padalo. nic nie widac, sciezka gdzies w monte ( pole, puszcza, dzungla ,
                      wszystko po trochu), bloto, slizgawica, co chwila jakis row z woda a nad nim
                      sliski konar drzewa , walczylem jak zolnierze pod verdun.
                      jak juz doszlismy na miejsce to w tych sklepach maja tylko sardynki w puszce i
                      parowki tez w puszce.
                      kit nie bede jadl sardynek. wracamy, katastrofa, ide jak kaleka , co chwila
                      zaliczam glebe,brne przez wode jest mi juz wszystko jedno, jak ja wygladalem,
                      koszulka podarta, klapek zgubiony, oklulary zaklejone blotem , ale nic.
                      unana mnie umyla , wytarla i od razu swiat wydal sie`piekny.
                      rozwiesilismy w chacie hamaki, tzn ja . szaman, i szwajcar , bo reszta
                      towarzytwa okolo 14 osob spala na podlodze. ja rozlozylem moskitire , a mam ja
                      wielka i spie, tzn udaje, i nasluchuje co dalej wyniknie, kiedy juz wszyscy
                      zalegli na podlodze, szaman zaczal chrapac, moje 14 letnie ( potem okazalo sie,
                      ze ma lat 15 i pol) kochanie wslizgnelo sie pod moja moskitiere co zwisala do
                      ziemi i ulozyla sie pod-obok mnie. cos mi sie wydawalai to dobrze, ze to
                      poczatek problemow.
                      dzien drugi. unana niczym pijawka nie odstepuje mnie ani na krok. no i okolo
                      poludnia szamanowi to sie znudzilo. wezwal mnie na rozmowe i wydaje mi mi sie
                      ze mam szczescie , ze na dzien dobry nie dostalem z dmuchawki.o co chodzi, nie
                      ma sprawy, moge sobie ja wziasc, ale przed przyjechaniem z nia do domu ojca,
                      powinienem najpierw odnalezc go sam w dzungli, przyniesc drobne co nie co i
                      przedstawic sie tacie.
                      wsrod tikuna, dziewczyna moze zamieszkac z mezczyzna jezeli jest ponizej 15
                      lat, ale tylko w obrebie wioski ojca, jezeli ma ponad 15 lat moze mieszkac
                      gdzie chce.
                      ja z tata nie rozmawialem, i to byl blad, ale jakos sie pogodzilismy,
                      jego syn zaproponowal mi czy nie chce pograc w pilke. jasne idziemy.
                      godzina drogi i jest boiska, prawie pelnowymiarowe, gramy dwa razy po 35 minut
                      i byla dogrywka w tym klimacie , umarlem, do tego w drugiej polowie burza jak
                      cholera, ale co tam gramy.
                      wieczirem unana znowu pod moja moskitiera
                      dzien trzeci, pomoglem szamanowi sadzic jakies palmy no i zostalismy
                      przyjaciolmi.
                      wieczorem, przyszla pora na degustacje pulgi. (mam sklad ale zapomnialemm
                      notatnika, jutro), na szczescie nie bylo to obowiazkowe. prawie ciemnosc, koty,
                      karaluchy lecace do swieczki, mruczenie szamana, bardzo mocne cygara z jakims
                      dodatkiem po ktorym oczy mi wypadly no i krazy z rak do rak czarka z pulga.
                      pozniej szaman buczal, i machal liscmi kukurydzy, a reszta odleciala. po
                      jakims czasie wszyscy zaczeli wymiotowac, gdzie popadnie, calkowity zgon.
                      moje kochanie zaliczylo klasyczny zgon, na szczescie wymiotowala na szwajcara
                      co siedzial po lewej a nia na mnie co bylem po prawej. kolego-indian po mojej
                      prawej byl uprzejmy , ze dawal we wlasna koszule, wiec jakos przyzylem.
                      na ta ceremonie dome byl zamkniety, azeby zle duchy nie przeszkadzaly, wiec
                      smrod byl przerazliwy.
                      no i tak to buczenie i rzyganie trwalo 4 godziny, moje kochanie, na szczescie
                      zwalke zaliczylo gdzies na srodku , wiec nie spala kolo mnie.
                      dzien czwarty, wszyscy nieprzytomni, caly dzien spali gdzie popadnie, tylko
                      szaman rozesmiany, mowi ze to cieniasy i namawia mnie na sprobowanie
                      pulgi.grzecznie odmawiam. nie ma problemu.
                      ten szaman to naprawde rowny facet,sporo wie, glownie o duchach i truciznach.
                      mowi , mi ze jeszcze kilka lat temu za taki numer z jego corka( przysiegam ja
                      nawet jej nie dotkanalem) to by mnie otrul, ale teraz czasy sie zmienily.
                      wieczorem,kochanie czuje sie lepiej,wspolna kapiel w rzece , smichy, chichy i
                      wieczorem to samo. ale tym razem tata sie zorientowal i wyrzucil ja na dwor.
                      dobrze, chociaz ze noce sa tu cieple.
                      w przerwach miedzy tymi atrakcjami lazilem po dzungli, cos fantastycznego,
                      owoce na wyciagniecie reki, rajskie ptaki, mnostow ryb, genialnie.
                      naprawde, czuej sie tu genialnie i nie wiem co dalej z unana wyniknie.
                      pzdr i zapraszam, koszty miesieczne w chacie szamana to okolo 300 zlotych

                      lukasz, musisz tu przyjechac ale na rok kupuj bilet, 1000 dolcow w kieszen i
                      jakos to bedzie.ten trojkat kolumbia-brazylia-peru jest b.ciekawy, zupelnie
                      inne swiaty w zasiegu reki.


                      • Gość: Ewa Re: amazonska sielanka IP: *.w217-128.abo.wanadoo.fr 17.12.03, 00:14
                        dziekujemy, dziekujemy migueluski.
                        Swietny etnograficzny opis.
                        Pulga to chyba nie wylacznie rzyganie ma powodowac-
                        napewno chodzi o jakies magiczne dzialanie-
                        odzegnanie np. zlych mocy.Z pewnoscia po zakonczeniu
                        dzialania wszyscy poczuli sie lepiej.
                        Postaraj sie wycisnac wiecej tajemnej wiedzy od
                        szamana- z opowiesci i sympatyczny i uczony.
                        Z unana to trzeba poddac sie miejscowym obyczajom
                        albo zrezygnowac, jak ci tam serce podyktuje.
                        W sumie wyglada na to ze w tym geograficznym trojkacie
                        dobrze odnajdujesz sie.
                        Czekamy na ciag dalszy
                        Pozdrowienia
                        E
                        • Gość: migueluski Re: amazonska sielanka IP: 200.21.5.* 18.12.03, 20:21
                          co do pulgi to sa to jakies halucynogeny
                          jak juz sobie gruchniesz szklaneczke ( pije sie to w malych drewnianych
                          skorupkach) to jak o kims pomyslisz to zobaczysz cala prawde o nim.
                          ma to pewne minusy bo jak zobaczysz cos zlego to czesto im odbija i lapia za
                          maczety
                          wczoraj duza awantura o unane. moglbym z nia zamieszkac ale tylko i wylacznie w
                          jej wiosce. nawet tu w miare blisko w letici odpada, z drugiej strony oni maja
                          swoje plemienne prawo, wiec to 15 lat to nie problem, co innego tutaj
                          kolumbijskie kazamaty pewnie sa malo przyjemne.
                          do tego jej wszystkowiedzacy bracia, banda pier, sku "··$%&%&/(?, hiszpanie
                          mieli racje, za ryj i do kopaln wszytkich.
                          smutno cos mi okrutnie, jutro lece do cartageny, a dzisiaj chyba cos gruchne.
                          poznalem pewnego niemca co mieszka tutaj ju 7 lat, on poprostu nie wychodzi z
                          domu, z nikim nie rozmawia , totalna izolacja od miejscowych, chyba go rozumiem.
                          pzdr
                          m
                          • Gość: wic Re: amazonska sielanka IP: *.in-addr.btopenworld.com 18.12.03, 20:30
                            sorry migueluski ale raczej powinienes siedziec w domu zamiast podruzowac z
                            takim podejsciem do ludzi i ich zwyczajow. szkoda twojego czasu i tak wiele nie
                            zrozumiesz. lepiej sobie ksiazki poczytaj.
                          • Gość: Wloczykij Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: *.proxy.aol.com 19.12.03, 08:27
                            Jak juz wspomnialem, mialem okazje spedzic prawie dwa tygodnie jako gosc wodza
                            w wiosce indianskiej polozonej godzine lotem czteroosobowym amolocikiem od
                            miasteczka z lotniskiem i pozniej poltora dnia czolnem w gore rzeki.
                            Kiedys siedzielismy po obiedzie (gotowany na ognisku maniok z jakimis malymi
                            kawaleczkami miesa, zdaje sie ze pancernika)na werandzie takiej typowej w tym
                            rejonie chalupy. Nikomu nie chcialo sie ruszyc bo lalo, tak ze swiata nie bylo
                            widac.
                            W pewnym momencie zapytalem (przez tlumacza) mojgo wodza, sluchaj, jakie prawo
                            obowiazuje tutaj. Brazylijskie, czy moze macie jakies prawa szczepowe.
                            Zapanowalo milczenie, potem krotka chwila smiechu i znowu milczenie. Wodz tez
                            nic nie powiedzial tylko wskazal na siebie. Z czego sie wszyscy smiali,
                            zapytalem swojego tlumacza? Cos takiego jak "brazylijskie prawo" w dzunglii nie
                            obowiazuje. Tu nikt o niczym takim nie slyszal. Twoje pytanie zabrzmialo bardzo
                            humorystycznie. A co znaczylo to wskazanie przez wodza na siebie. On tu jest
                            prawem - padla odpowiedz. Czy moglbys mi to blizej wyjasnic - zwrocilem sie do
                            wodza. Ja tu jestem prawem i wydaje wyroki i rozsadzam sprawy. Jak jeden cos
                            ukradnie drugiemu to ty decydujesz kto jest zlodziejem? Ja - odpowiedzial wodz.
                            A czy wydajesz wyroki smierci? Wodz spojrzal na mnie uwaznie. Jak trzeba to
                            tak. W wiosce musi byc porzadek.
                            Na dworze, w strugach ulewy pojawilo sie nagle dwoch indian. Niesli cos co
                            wygladalo na dzika swinie. Jeden z nich mial stara strzelbe. Strzelba wygladala
                            na bardzo stara i zdezelowana. Wodzu, a do kogo nalezy ta swinia? - zapytalem.
                            Do mysliwego? Calej jego rodziny? Jest wlasnoscia calej wioski?
                            Wodz znowu wskazal na siebie. Ona jest MOJA.
                            Dwa dni pozniej zobaczylem ludzi szefa niosacych drewniane wlocznie. Drewno
                            bylo ciemne i bardzo twarde. Wlocznie byly swoistym dzielem. Idziecie na
                            polowanie?-zapytalem. Nie , to nie jest bron na polowanie. A po co macie te
                            wlocznie?? Chlopaki troche sie zmieszali. Na wodza - odpowiedzial jeden.
                            Domyslilem sie, ze chodzi tu o wodza z sasiedniego plemienia, z ktorym
                            stosunki - jak slyszalem nie byly najlepsze.
                            W wiosce poczulem sie w tym momencie troche nieswojo i niepewnie.
                            Miguelski, rozejrzyj sie wokol. Jak znikniesz w tej indianskiej wiosce, to do
                            konca swiata nikt nie znajdzie nawet twojego starego buta, nie mowiac juz o
                            reszcie. Jakies tam kolumbijskie, peruwianskie czy brazylijskie wiezienia?? Jak
                            jestes w prawdziwej dzungli, to o takich rzeczach nawet nie warto myslec.
                            Prawem jest wodz, grzecznie mu sie klaniaj i nie podrywaj dziewuch, bo ktos
                            moze cos zle zrozumiec. A te wlocznie, choc drewniane sa twarde i ostre. Sam
                            sie zdziwilem jak ostre.
                            Pozdrowienia
                            • Gość: migueluski Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: 5.2.1R* / 200.47.173.* 19.12.03, 17:12
                              czesc wloczikij
                              masz racje, oni maja swoje prawa, ktore przestrzega nawet policja , jezeli od
                              czasu do czasu zajrzy do ich wioski
                              chociaz wczoraj wieczorem nastapilo duze ocieplenie stosunkow, ale i tak
                              spadam stad, za godzine mam samolot

                              co do wica, to proszem, arzebys zaizal do slowika artograwicnego
                              pzdr
                              • Gość: Wloczykij Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: *.proxy.aol.com 20.12.03, 22:21
                                Policja? policja? w dzunglii nad Amazonka policja? Musi to byly jakies
                                przebierance. Miguelski, opisz ich blizej.
                                Pozdrawiam
                              • Gość: wic Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 20.12.03, 23:53
                                slowniki ortograficzne mnie nie interesuja- wybacz - czy powinno byc u czy o
                                jest malo istotne- szkoda ze o tym nie wiesz. powodzenia mimo wszystko
                                • Gość: migueluski Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: 200.21.115.* 21.12.03, 17:46
                                  wloczykiju
                                  tu jest granica, tedy szla i idzie tonami koka do brazylii i dalej.
                                  i w sumie to oni nie mieszkaja tak gleboko w dzungli,
                                  na amazonce w regionie leticii pelno jet patrolowych lodzi policji i wojska.
                                  wplywaja w rozne odnogi bo indianie szmugluja takze, 10 kilo do torby i robia
                                  kilkadziesic kilometrow w dzungli do brazylii, takie miejscowe mrowki.
                                  brat mojego kochania tez nosi, ostatnio 6 kilo.
                                  :) rozumiesz polacy tez szmugluja, jajka, ogorki itp, co kraj to obyczaj
                                  pzdr
                                  wesolych swiat dla wszystkich
                                  • Gość: wic Re: Miguelskiemu-ku przestrodze IP: *.internetdsl.tpnet.pl 21.12.03, 20:42
                                    wesolych swiat migueluski - take it easy ;)
                                    a i przy okazji rowniez szczesliwego nowego!!! :)
                          • Gość: nygus Re: amazonska sielanka IP: *.icpnet.pl 22.12.03, 15:25
                            i co, w tej wiosce mieli cybercafe?
                            • Gość: Ewa Re: migueluski, ty sie dobrze baw IP: *.w193-253.abo.wanadoo.fr 22.12.03, 15:40
                              na swieta, gdziekolwiek by cie zanioslo.
                              Niezaleznie od podrozy zycze ci dolapania
                              jakiejs sympatycznej pracy. No i zeby z
                              dziewczynami wychodzilo bez wiekszych klopotow.
                              Pzdr.
                              E
                            • Gość: wic Re: amazonska sielanka IP: *.internetdsl.tpnet.pl / *.internetdsl.tpnet.pl 22.12.03, 15:57
                              nie mieli nygus - wypil wywar od szamana i zobaczyl internet cafe. ale co
                              ciekawe list doszedl :)
                              • Gość: Wloczykij Re: amazonska sielanka IP: *.proxy.aol.com 28.12.03, 18:10
                                Moze was zaskocze, Ale w tej mojej wiosce na koncu swiata byl szalas, w
                                szalasie na dachu ogniwa sloneczne a w srodku rzad alumulatorow i stara
                                krotkofalowka. Ta krotkofalowka zamawiano samolot, (air strip czyli lotnisko
                                bylo poltora dnia czolnem) albo zasiegano porady medycznj, jak szaman okazywal
                                sie bezradny. Wiem, ze wtedy rozwijal sie system telefonii satelitarnj, i wodz
                                przymierzal sie do takiego telefonu, bo chcial miec kontakt ze swoim "brokerem"
                                na gieldzie. Ladowanie telfonu z batrii slonecznych nie jest problemem.
                                Wydaje mi sie rowniez, ze dzisiaj bedzie latwiej zalozyc dzialajacy interet w
                                takiej wiosce indianskiej niz na niejdnej polskiej wsi.
                                Pozdrawiam

                                • Gość: wic Re: amazonska sielanka IP: *.internetdsl.tpnet.pl 29.12.03, 20:37
                                  super- bede se mogl z szamanem zagrac w fife
    • Gość: Wloczykij Re: Amazonia IP: *.proxy.aol.com 07.01.04, 06:50
      Hej, Miguelski. Jak tam przygotowania do KARNAWALU????
      Wszystkigo Najlepszego w Nowym Roku.
      • Gość: Łukasz Re: Amazonia IP: *.man.olsztyn.pl / *.man.olsztyn.pl 07.01.04, 18:37
        Właśnie.Miguelski, żyjesz???
        • Gość: mojito Miguel, Rio i karnawal. IP: *.user.veloxzone.com.br 07.01.04, 18:50

          Witajcie,
          Miguel zyje i ma sie dobrze. Odwiedzcie go w Kontaktach.
          Karnawal w Rio w tym roku w dniach 21 - 24 lutego.
          Ate logo,
          mojito.
          • magdalenapilat Re: Miguel, Rio i karnawal. 13.01.04, 18:34
            No i co? Słyszałam, że Miguel opuścił już Południową Amerykę. Prawda to czy
            nie?????
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka