molla7
15.12.05, 15:48
Poszłam tydzien temu do znanego łódzkiego homeodoka ze swoimi dolegliwosciami, przede wszystkim z problemami z gardłem, jak on okreslił, zaostrzeniem stanu przewlekłego oraz ciągłym zmeczeniem i watpliwościami, czy juz wyhodowalam sobie grzyby w p.pokarmowym po serii kilku antybiotyków w przeciagu pol roku.postanowilam polegac na przeswiadczeniu ze jego doswiadczenie pozwoli wstrzelic sie bezbłednie i dobrac najodpowiedni lek za pierwszym razem. Okazało sie, ze to nie takie proste. Polegając na wskazówkach codziennie (!) uzgadnianych z nim przez telefon brałam:
od srody do niedzieli:
najpierw monilia albicans 30 ch.
z gardlem coraz gorzej,
telefon: mam brac silicea IV LM krople co pol godziny nastepnego dnia co godzine. piatek zaczynam pokaslywac. sobota-niedziela coraz gorzej, harcze bezmala.
poniedzialek.
zdesperowana odwiedzam doktora bez umawiania się. posuniecie sluszne, bo przez telefon nie da sie klienta osluchac.
w trakcie rozmowy konstatuję, ze zazwyczaj po wiekszosci infekcji zostaje mi kaszel. Tuberkulinum 200 ch z wody jak najczesciej malymi lyczkami przez dwa dni. harcze dalej.telefon, ze dalej mnie dusi. prosze poczekac jeszcze kolejny dzien. dobrze. kaszel nieco mniejszy ale jest. dusi mnie jak dusilo. kolejny telefon: hepar sulfuris 200 ch, a jak nie dostane to 30 ch. osmielam sie niesmialo rzec do doktora, ze ja to chyba przypadek beznadziejny albo niepodatna jestem na kulki. ale alternatywa to antybełt od internisty z przychodni.wiec obiecalam zamknąc buzie, isc po nowe kulki oraz okazac wiecej cierpliwości.
cierpliwosc nie lezy w mej naturze. wiem ze jesli juz zaufalam lekarzowi, to powinnam mu sie podporzadkowac jesli chodzi o jego zalecenia, ale mecze sie strasznie. wstawanie codziennie rano z zachrypnietym, rozpulchnionym gardlem i dobijającym kaszlem az z trzewi mimo dobierania kolejnych lekow nie pozwala mi myslec, ze ja wyzdrowieje dzieki kulkom.
jutro napisze co ze mna po tym heparze sulfuris.