guderianka
02.08.13, 08:55
taki dziwny tytuł mi wyszedł..
w lipcu W OGÓLE nie oszczędzałam na jedzeniu i ubraniach- kupowałam to co chciałam i ile chciałam- w ramach potrzeb oczywiście, nic na siłę. Eksperymentalne wydawanie na extrasy w stylu fast food, słodycze, lody (masa lodów), ciasta- sprawiło, że budżet comiesięczny (ok. 1000zl) został przekroczony o 450zł. Sprawdzę jeszcze sierpień -trudno będzie bo wyjazdowy i przez jakiś czas oddzielnie ja z dziećmi a oddzielnie Mąż-dwie kuchnie-ale też weryfikujący nasze wydatki bo 5 osoba, która niedawno była tylko piersiowa jest już pełnoprawnym członkiem żywieniowym.
Do czego zmierzam. 450 zl to bardzo dużo-wiem na czym zostały one nabite. Kupując w czerwcu masę ryb-mieliśmy fazę na rybne smaki- nie wydawałam tyle kasy co w lipcu. Wniosek-może nie odkrywczy- że "śmieci" są dużo droższe niż normalne dobrej jakości drogie jedzenie.
Czy można wysnuć wniosek, że osoby wydające masę kasy na jedzenie-jedzą "śmieci' ?
p.s. bez obrażania się proszę-"śmieci" to fast food, cukierki, lody, ciastka, drożdżówki, czekolady,garamżerka itp