Dodaj do ulubionych

kupić, nie kupić - mieszkanie

27.08.13, 13:24
Tak z ciekawości chciałabym zasiegnąć Waszej opinii, czy jest sens zabierać się za kupowanie mieszkania w takiej sytuacji. Może ktoś zwróci uwagę na coś, co powinnam wziać pod uwagę, ale w tej chwili mi umyka. Poza tym nie jestem jakimś wielkim specem od finansów.

Jest nas troje, ja pracuję z umową na stałe i 2500 zł miesięcznie na rękę, dzieć ponad roczny, który idzie od września do żłobka (co będzie kosztowac ok. 500 zł miesięcznie), partner niepracujacy i nazarabiający, ale do tej pory zajmujący się dzieciem. Teraz będzie musiał znaleźć robotę jakąkolwiek, ale jego zarobki mogą być w granicach minimalnej krajowej.
Wynajmujemy mieszkanie (duża kawalerka)w Warszawie- wynajem + opłaty to ok. 1500 zł/1 mies.
Dodatkowe koszty stałe w tej chwili to mój bilet mies. (84 zł/mies.) i internet mobilny (40 zł/mies.), moje leki ok. 50 zł/mies.
Są jeszcze oszczędności z czasów przeddzieciowych i kiedy oboje pracowaliśmy, dlatego jeszcze żyjemy wink
Chciałabym kupić mieszkanie za max 250 tys. (z wkładem własnym 50 tys.). Byłoby to albo coś w okolicach 2-pokojowego 35m2, gdzie można się od razu wprowadzić i nie robić poważniejszego remontu, albo coś większego do większego remontu i pewnie w wielkiej płycie. Da się znaleźć takie mieszkania w pasującej mi lokalizacji. Na remont i zabezpieczenie na wszelki wypadek zostaje nam jeszcze ok. 70 tys. Remont zrobiłby mój ojciec + partner, ew. dodatkowo teść, ale angażować teściów w przedsięwzięcie wolałabym nie. Poza tym nie wszystko muszę remontować od razu, mogę zrobić recycling i upcycling, nie muszę mieć wielu rzeczy, dalsze życie w prowizorce też jeszcze jakoś przetrwam. I tak młody wszystko niszczy wink
Kredyt byłby tylko na mnie, z ratą ok. 1000 zł/mies. Teoretycznie jest taka możliwość, że kredyt dostanę. Mam już 34 lata więc chyba też już nie ma sensu z tym zwlekać.

W razie przyszłych nieszczęść rozmaitych zakupione mieszkanie zostałoby sprzedane/wynajęte, a my wracamy do którychś rodziców i kombinujemy, co dalej... Generalnie nie chcę się fiksować na tym, że może się zdarzyć to, czy tamto, bo to nic nie daje, a pozwala na łatwe odkładanie decyzji.
Obserwuj wątek
    • agnieszka_mmm Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 13:37
      A jaki jest czynsz za mieszkanie w okolicy, której chcesz je kupić?
      • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 13:43
        no właśnie o czynszu nie zawsze jest info sad a ja sie dokładnie nie orientuję, ale wiem, że na to też muszę patrzeć przy wyborze mieszkania. myślę, że rozsądnie założyć ok. 300-400 zł.
        • agnieszka_mmm Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:05
          Ja bym się chyba nie zdecydowała. Na pewno nie wtedy gdy tylko jedno z Was pracuje.
          M też mieszkamy w Warszawie z mężem i 15-miesięczną córką. Wynajmujemy mieszkanie za 1800zl (w tym garaż). Ale my wynajmujemy prawie 60 metrów w nowym budownictwie - mieszkanie urządzone. Płacimy jedynie prąd co 2 miesiące i ewentualne dopłaty do wody. Nie wyobrażam sobie kupna mieszkania 35m. Przecież to jest malutka klitka. Nie wiem czy planujecie kolejne dzieci. sami mocno zastanawiamy się nad kupnem mieszkania ale gdybyśmy chcieli kupić powyżej 60m to miesięczna rata kredytu wyniosłaby ponad 2tys dodatkowo czynsz ok.500-600 zł. Rozmawialiśmy ze wszystkimi znajomymi, którzy wzięli kredyty parę lat temu (na tzw. górce) i wszyscy, absolutnie wszyscy żałują. Za miesięczną ratę wynajmowaliby mieszkania o wiele większe i bardziej komfortowe. Jedni znajomi wzięli kredyt na mieszkanie 40m i urodziło im się drugie dziecko. Teraz płaczą po nocach bo nawet jakby sprzedali lokal to i tak byliby mocno w plecy. Poza tym, zawsze z miesiąca na miesiąc mają jakieś dodatkowe około kredytowe opłaty nad którymi czasami trudno zapanować.
          My płacąc te 1800 zł już niczym się nie przejmujemy. A wszystko co nam zostaje odkładamy, tak, żeby mieć jak największy ewentualny wkład własny. Z tego co widzę Wy tez potraficie oszczędzać, i to ładne kwoty, więc nie lepiej poczekać jeszcze z 2 lata? Zwłaszcza, że tylko Ty pracujesz.
          Wiem też, że psychika mocno daje się we znaki. Człowiek myśli - byłbym na swoim, mógłbym wbijać gwoździe gdzie chce itp. Zwłaszcza, że wokół znajomi mają już swoje mieszkania. Ale trzeba sobie przetłumaczyć pewne rzeczy i jeszcze parę lat przetrzymać życie w wynajmowanym lokum.
          Oczywiście zrobicie jak uważacie.
          Pozdrawiam
          • przeciwcialo Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:42
            Lepsze 35 metrów wlasne niż 60 cudze. Mniejsze mieszkanie w razie kłopotów tez latwiej sprzedac.
          • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:44
            dzięki, Agnieszko, za inny punkt widzenia. Akurat mnie wszyscy na kupno namawiają twierdząc, że lepiej płacić ratę niż za wynajem.
            Na szczęście nie kupiliśmy mieszkania w czasie górki. Ale teraz nie wiem, czy jest sens jeszcze czekać. Nie wiem, czy w najbliższych latach uda się dooszczędzić więcej kasy, a za to obecne oszczędności mogą się zdewaluować albo rozejść na nie wiadomo co. Teraz mieszkam w niecałkiem urządzonym wynajętym, to może lepiej mieszkać w niecałkiem urządzonym własnym tzn. na kredyt, gdzie mogę wbić gwóźdź w ścianę i nie drżeć, że np. jak się zmywarka popsuje, to na gwałt będę musiała odkupić, a przynajmniej odkupić przed wyprowadzką.
            Ale dziękuję, że napisałaśsmile - pomyślę jeszcze nad tym.
    • linn_linn Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 13:45
      35 m2 na 3 osoby, to raczej nie ma sensu.
      • verdana Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 13:52
        Ma sens, tylko Was na to nie stać. Na razie partner nie ma pracy, czy znajdzie - nie wiadomo. Przy 2500 miesięcznie wątpię, czy ktokolwiek da kredyt. Przy czym przy takich zarobkach wystarczy drobiazg, aby nie móc dalej spłacać kredytu...
        • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:01
          załóżmy, że kredyt dostanę. Partner jakąś pracę musi znaleźć za jakiekolwiek pieniądze- jak nie to żegnaj.
          Właśnie nie chcę się fiksować na tym, że wystarczy drobiazg, bo to sprawia, że będę tę decyzję odkładać. Jak się drobiazg wydarzy, to wtedy będę myśleć. Będę się starać mieć jakieś zaskórniaki zawsze. Ostatecznie pomoże rodzina, bo ujmę to tak: "w razie gdyby, ma z czego pomóc". Natomiast nie chcę np. teraz prosić rodziców o sprzedaż mieszknia i kupno mniejszego dla siebie, a dołożenie mi do mojego mieszkania. Mogliby to zrobić, ale taką opcje zakładam na ten ewentualny "drobiazg".
          • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:29
            > Partner jakąś pracę musi znaleźć za jakiekolwiek pieniądze- jak nie to żegnaj.

            nowoczesna partnerska idylla. Następnym razem bierz od razu bogatego smile
            • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:33
              > > Partner jakąś pracę musi znaleźć za jakiekolwiek pieniądze- jak nie to że
              > gnaj.
              >
              > nowoczesna partnerska idylla. Następnym razem bierz od razu bogatego smile

              aha, zdaje się, ze dziecko jeszcze jest? wychowanie bez ojca to gwarancja udanego startu w życie. No chyba że któryś z partnerów okaże się lepszy niż biologiczny ojciec, może nie od razu ci się trafi, ale któryś na pewno. Bogata sieć kontaktów społecznych również zagwarantuje dziecku udany start w życie.
              • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:54
                na uszczypliwości zawsze można liczyć. akurat pożegnanie byłoby jeszcze z wielu innych powodów, nie tylko "nie-mania" pracy i biedy partnera. a w razie gdyby co, to z dzieckiem może się kontaktowac do woli. lepisi zadowoleni rodzice mieszkający osobno niż rodzice mieszkający razem wiecznie wściekli na siebie.
                poza tym wątek jest o czym innym.
                • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:40
                  > na uszczypliwości zawsze można liczyć. akurat pożegnanie byłoby jeszcze z wielu innych powodów, nie tylko "nie-mania" pracy i biedy partnera. a w razie gdyby co, to z dzieckiem może się kontaktowac do woli.

                  szczególnie jak będzie miał wolę dalej mieszkać razem ze swoim dzieckiem

                  > lepisi zadowoleni rodzice mies
                  > zkający osobno niż rodzice mieszkający razem wiecznie wściekli na siebie.
                  > poza tym wątek jest o czym innym.

                  do osiągnięcia zadowolenia wystarczy ci pozbyć się partnera? to jak w tej anegdocie o mieszkaniu z kozą w jednej izbie tylko po to, by poczuć zadowolenie, gdy się jej pozbędziemy. Spróbuj z partnerem i kozą naraz, później zadowolenie będzie jeszcze większe.
                  Piszesz też, że partnerowi do osiągnięcia zadowolenia również wystarczy, żebyś mu znikła z oczu? no to dziecku zapewniliście super perspektywy
            • lisia312 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 07:57
              Partner jakąś pracę musi znaleźć za jakiekolwiek pieniądze- jak nie to żegnaj.
              Sama to raczej się nie utrzymasz z kredytem na głowie.
              Ja zaczekałabym, aż sytuacja się trochę ustabilizuje.
          • babcia.stefa Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:01
            Nie dostaniesz. Przy obecnej sytuacji na rynku nie ma takiej możliwości. Nawet jak partner znajdzie tę pracę za minimalną krajową, ba, nawet dwie.
          • gat_t_a Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 17:33
            a co kiedy wzrośnie WIBOR? rata będzie wtedy wyższa o 100- 200 zł (albo więcej), dacie radę?
        • d.d.00 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 19:46
          Jestem w b. podobnej sytuacji do autorki. Zdolność kredytową mam na poziomie 180 tyś- mąż z najniższą, 1 dziecko, praca na stałe, wkład własny 50 tyś. Jak sobie "dorzucę"rodzica do zdolności to już mam 400 tyś. Koleżanka pracująca w banku mówiła, że teraz ludzie w 4 osoby składają wniosek kredytowy i nikogo t nie dziwi, byle by zdolność była.
          • black_halo Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 19:51
            > Jestem w b. podobnej sytuacji do autorki. Zdolność kredytową mam na poziomie 18
            > 0 tyś- mąż z najniższą, 1 dziecko, praca na stałe, wkład własny 50 tyś. Jak sob
            > ie "dorzucę"rodzica do zdolności to już mam 400 tyś. Koleżanka pracująca w bank
            > u mówiła, że teraz ludzie w 4 osoby składają wniosek kredytowy i nikogo t nie d
            > ziwi, byle by zdolność była.

            Zdolnosc moze byc, tylko potem lekko stopki procencikowe w gorke i jest wzroscik minirateczki. I mini problemiki ze splateczka rateczki.
            • d.d.00 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 20:00
              Wiadomo. Potem są tylko kłopociki tongue_out
            • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 20:40
              > Zdolnosc moze byc, tylko potem lekko stopki procencikowe w gorke i jest wzroscik minirateczki. I mini problemiki ze splateczka rateczki.

              Kredytobiorcy dostaja trzy-cztery razy w roku podwyzki, wiec zadluzaja się od razu a konto licznych podwyzek, ktore wkrotce otrzymaja.

              > Koleżanka pracująca w banku mówiła, że teraz ludzie w 4 osoby składają > wniosek kredytowy i nikogo to nie dziwi, byle by zdolność była.

              Dlaczego mialoby dziwic, przeciez zadluzanie dwoch pokolen, dwoch gospodarstw domowych na jedno mieszkanie to zupelnie naturalna rzecz. Szczegolnie jak mieszkanie jest za male na jedno gospodarstwo domowe (wspomniane w tym watku 35 metrow).
            • only_marcopol Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 18.03.14, 21:36
              black_halo napisała:

              >
              > Zdolnosc moze byc, tylko potem lekko stopki procencikowe w gorke i jest wzrosci
              > k minirateczki. I mini problemiki ze splateczka rateczki.

              o jaka złośliwość tongue_out
              U nas np było tak ze mielismy karty kredytowe zastrzezone ale nie zlikwidowane - debet będący ale tez nie wykorzystany i kochany mbank w którym na likwidacje czeka sie po 3miesiace na dodatek oboje bylismy świeżo po podwyzce wiec 12 miesiecy wstecz pogorszyło sprawe -wiec nie zawsze jest tak ze ta zdolnosc przedstawia rzeczywistą sytuację

      • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 13:54
        pewnie, że wolałabym więcej, ale na więcej mnie nie stać. szukam takiego 35m2, żeby były sensowne 2 pomieszczenia (albo, żeby się dało 1 na 2 podzielić). Zakładam 1 pokój dla młodego, drugi z aneksem dla nas. jak się nie ma, co się lubi... jestem przyzwyczajona do małych powierzchni. ew. jak sie nagle wzbogacimy w przyszłości, to kupimy większe big_grin
        • kklekss Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:28
          Jesteś zdecydowana na kupno mieszkania więc działaj , w końcu do odważnych świat należy bo ja bym się nie zdecydowała w twojej obecne sytuacji kupować mieszkanie.
          • verdana Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:53
            Nie warto przy nastawieniu, ze jak partner nie zarabia, to sie go wyrzuci. Małżeństwo ma wszelkie szanse nie przetrwać, a kredyt zostanie.
            • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:01
              Powodem ewentualnego wyrzucenia partnera nie byłoby li tylko dalsze niepracowanie. To tylko by przeważyło szalę. Chyba łatwiej mieć na utrzymaniu 1 osobę niż 2?
          • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 14:59
            a dlaczego byś się nie zdecydowała? moja sytuacja nie ma raczej szans się znacząco poprawić, pracy na stałe za lepszą kasę nie dostanę. jak partner znajdzie pracę, to z dużym prawdopodobieństwem będzie ona "na szaro" z kasą dostawaną do ręki, a nie na konto więc naszej zdolności kredytowej to nie polepszy. a wydaje mi się, że teraz im będę starsza, to i moja zdolnośc kredytowa będzie gorsza.
            • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:53
              > a dlaczego byś się nie zdecydowała?

              spotkałaś się kiedyś z takim zjawiskiem, że kogoś nie stać na mieszkanie?
            • babcia.stefa Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:03
              Jakkolwiek jestem całym sercem za mieszkaniem "na swoim", nawet na kredyt, to w Twojej sytuacji jest to kompletne szaleństwo.
        • d.d.00 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 19:49
          wykluczasz posiadanie drugiego dziecka?
          • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 13:14
            Wątkotwórczyni musiałaby mieć kompletny obornik w głowie, żeby w tej sytuacji rodzinno-finansowej w ogóle myśleć o drugim dziecku.
            • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 18:28
              crises napisała:

              > Wątkotwórczyni musiałaby mieć kompletny obornik w głowie, żeby w tej sytuacji
              > rodzinno-finansowej w ogóle myśleć o drugim dziecku.

              O ile wydaje mi się, to dzieci się nie biorą z myślenia. Acz watkotwórczyni sugerowała, że to dziecko jest sprawką tylko jej faceta, więc who knows...
            • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 21:01
              > Wątkotwórczyni musiałaby mieć kompletny obornik w głowie, żeby w tej sytuacji r
              > odzinno-finansowej w ogóle myśleć o drugim dziecku.

              znowu te noblowskie aluzje!
    • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:00
      Dochód zakładany = 3600 netto, na dzisiaj realny zaś 2500 netto.
      Wydatki:
      - czynsz - jeśli w płycie - pewnie powyżej 400, do tego media (prąd, gaz, może i woda) spokojnie ponad 100,
      - żłobek - 500,
      - dodatkowe już przez Ciebie deklarowane to ok. 200
      - rata kredytu, ta wymarzona przez Ciebie, bo realnej nie mam teraz czasu ani ochoty przeliczać, to 1000,-
      co w sumie daje 2200.
      Jeśli partner nie znajdzie roboty, przeżyjecie?
      Bo nawet z jego najniższą krajową marnie widzę szanse na jaką taką wegetację.
      Ja bym się nie zdecydowała.
      • taniec_pingwina Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:15
        Dla mnie to wszystko brzmi, jakbyś się zdecydowała nie tylko na to mieszkanie, ale i na rozwód... To może Twoi rodzice powinni je formalnie kupić na siebie - tak na wszelki wypadek tongue_out

        I szczerze? Mam wrażenie, że czegoś tu nie napisałaś, bo jakby to była cała prawda, to by była jakaś kosmiczna bzdura - wątpię nawet czy byś ten kredyt dostała przy takim dochodzie na 3 os. Nie mówiąc już o przeżyciu po tym zakupie...
        • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:35
          napisałam wszystko co istotne, a nawet jedną rzecz za wiele, która przykuła uwagę wszystkich. nie mamy ślubu więc nie będzie rozwodu. nie jesteśmy też żadnymi przestępcami i pieniądze mamy ze swojej pracy. mieszkanie mogłoby być i na rodziców- to nie ma dla mnie znaczenia - nie mam zamiaru ich wysiudać- jeśli to masz na myśli.
          w rzeczywistej Polsce nie zawsze wszystko wygląda jak w serialu, gdzie wszyscy dostają regularną pensję z wysoką premią na konto w banku, łatwo spłacają kredyt i w dodatku są szczęśliwą rodziną. ja mam niestety w życiu zazwyczaj pod górkę i muszę sobie z tym jakoś radzić. niektórym nie wystarcza na życie 10000 zł/mies, a mi musi wystarczyć 2500 wspomagane oszczędnościami i czasami prezentami od rodziny (o które nie proszę) na 3 osoby. a jak oboje pracowaliśmy, to z wspólnych 4000-4500 jeszcze udawało nam się odkładać. ale dla niektórych to może być bzdura.
          • taniec_pingwina Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:44
            ajserped napisała:

            > napisałam wszystko co istotne, a nawet jedną rzecz za wiele, która przykuła uwa
            > gę wszystkich. nie mamy ślubu więc nie będzie rozwodu. nie jesteśmy też żadnymi
            > przestępcami i pieniądze mamy ze swojej pracy. mieszkanie mogłoby być i na rod
            > ziców- to nie ma dla mnie znaczenia - nie mam zamiaru ich wysiudać- jeśli to ma
            > sz na myśli.
            Nie, miałam na myśli to, że jakbyś miała ślub bez rozdzielności, to to mieszkanie byłoby wspólne i potem kolejne kłopoty z podziałem. A tak to faktycznie bez znaczenia.

            Ile macie to już Wasza sprawa. Jednak podając taką kwotę i pytając o kredyt hipoteczny, chyba liczysz się z tym, że odpowiedzi mogą być różne - rozważasz wzięcie na siebie poważnego zobowiązania. Ja wierzę, że da się żyć w 3 os. za 2500, ale nie sądzę, aby w mieszkaniu z kredytem i czynszem dodatkowo, to już jest nie 1000 a ok. 1500. Zostaje 1000 na wszystko (jedzenie, ubrania, leki, komunikację, edukację) na 3 os. Szaleństwo. Chyba, że sytuację ratują prezenty od rodziny. OK. Tylko o tym właśnie zapomniałaś napisać wcześniej wink

            Widać, że jesteś zdecydowana, więc nie pytaj, a skoro już pytasz, to się nie unoś bez powodu, bo przecież nikt Cię nie obraża, co najwyżej poddaje w wątpliwość sens posunięcia, nad którym się zastanawiasz - to jednak różnica, nie sądzisz?

            • taniec_pingwina Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:52
              taniec_pingwina napisał(a):
              Zostaje 1000 na wszystko (jedzenie, ubrania, leki, komunika
              > cję, edukację)
              I jeszcze woda, prąd... No przyznasz, że to brzmi niewiarygodnie - żeby dorosła osoba w ogóle rozważała takie posunięcie. Musicie mieć fajne wsparcie od rodziny i tyle.
      • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:21
        Dobra, ale teraz jak wynajmujemy, to wyglądać od września będzie to tak: 1500+500+200=2200. Więc kosztowo wychodzi to samo. Więc lepiej mieć własne, czy wynajmować? Co do raty- wiem, że może być więcej... żeby wytłumaczyć, o co mi chodzi- nie chcę wykorzystac na maksa mojej zdolności kredytowej, ale kupić sensowne mieszkanie za najmiej jak się da... mogę kupić mniejsze mieszkanie, jeśli dzięki temu będę mieć mniejszą ratę.
        • taniec_pingwina Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:47
          A no widzisz, czyli ta cena najmu też nie jest bez znaczenia. Może poszukać taniej? Da się? A jak po prostu chcesz mieć własne, to bierz - tak jak piszesz, awaryjnie masz gotowych do pomocy rodziców, którzy nie tylko chcą, ale i mogą Cię poratować, jakby co... To też dużo, bo nie każdy mógłby to powiedzieć o swoich.
          • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:56
            wynająć taniej porównywalnego mieszkania się nie da. żeby było taniej, wynajęte mieszkanie musiałby być mniejsze, w gorszej lokalizacji itd. główną wadą jest to, że tego wynajmowanego nie można sensownie podzielić na 2 pomieszczenia. Natomiast myślę, że można kupić mieszkanie o porównywalnych parametrach do obecnie wynajmowanego, ale z 2 pokojami.
            • falllen_angel Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:20
              ajserped napisała:

              > wynająć taniej porównywalnego mieszkania się nie da. żeby było taniej, wynajęte
              > mieszkanie musiałby być mniejsze, w gorszej lokalizacji itd.

              Jak Ci to ktoś napisał Ty nie po radę tu przyszłaś.

              Płacisz - jak za kawalerkę, nawet dużą - stosunkowo sporo. Chyba, że to bardzo blisko centrum.

              Dwa pokoje, 40-45 metrow, nowe budownictwo, można wyjąć już za 1300-1400PLN + prąd. Tylko trzeba poszukać trochę i trochę popolować.

              W.
              • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:47
                z mojego doświadczenia te 1300-1400 to zwykle jest podawane bez czynszu i mediów, które powodują, że z 1300 robi się 2000. U mnie 1500 to jest już z czynszem i opłatami za prąd i wodę. Za wynajem płacę 1250, tylko bezpiecznie dodaję tu opłaty dodatkowe, które ponosimy, i jest to mniej więcej 250 zł/mies., czasem mniej. Lokalizacja jak na Warszawę jest średnia (nie centrum ale też nie kompletne zadupie), budownictwo nowe.
                • d.d.00 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 19:59
                  u nas też tak jest, oferta 1300 plus czynsz plus opłaty to się robi z 1000 więcej. Bardzo trudno znaleźć ofertę w cenie której jest już wliczony czynsz.
        • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 15:48
          > mieszkanie za najmiej jak się da... mogę kupić mniejsze mieszkanie, jeśli dzięk
          > i temu będę mieć mniejszą ratę

          w tej chwili masz stopy na najniższym historycznie poziomie, sprzedawcy bez litości będą cię tym kusić, więc na wszelki wypadek przypomnę, że niskie są po to, żeby wzrosnąć (patrz historia z ceną franka), a kredyt to związek znacznie poważniejszy i znacznie dłuższy niż konkubinat.
          • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 18:14
            tiszantul napisała:

            > a kredyt to związek znacznie poważniejszy i znacznie dłuższy niż konkubinat.

            W tym przypadku niesłabnące uczucie przez około 30 lat.
            • falllen_angel Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 18:24
              qrka napisała:

              > tiszantul napisała:
              >
              > > a kredyt to związek znacznie poważniejszy i znacznie dłuższy niż konkubin
              > at.
              >
              > W tym przypadku niesłabnące uczucie przez około 30 lat.

              Fcale niekoniecznie... Sąd może rozwiązać fcześniej... i fcale niepolubownie.

              W.


        • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 21:03
          ajserped napisała:

          > Więc lepiej mieć własne, czy wynajmować?

          Hm... póki nie spłacisz banku, mieszkanie nie będzie "własne".

          > - nie chcę wykorzystac na maksa mojej zdolności kredytowej, ale kupić sensowne
          > mieszkanie za najmiej jak się da... mogę kupić mniejsze mieszkanie, jeśli dzięki
          > temu będę mieć mniejszą ratę.

          Radykalne zmniejszanie metrażu z powodu raty jest trochę strzałem w stopę. Za latek kilka sytuacja rodzinna może się zmienić, potrzeby także (możesz chcieć mieć własny pokój, aby nie musieć już nieustająco z ukochanym przebywać). A sprzedać klitkę z obciążoną hipoteką, co mogą i na tym forum potwierdzić, aż takie łatwe nie jest.

          Ale jak to mawiają, każdemu jego porno.
          • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 22:14
            >Hm... póki nie spłacisz banku, mieszkanie nie będzie "własne".

            To forum coś ostatnio przyciąga ignorantów.
            • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 00:38
              > >Hm... póki nie spłacisz banku, mieszkanie nie będzie "własne".
              >
              > To forum coś ostatnio przyciąga ignorantów.

              Przyciąga ich tu obecność ludzi światłych, od których mogą się dowiedzieć, że przy zliczaniu stanu posiadania zobowiązań nie bierzemy pod uwagę. A tak serio, to spróbuj raz się spóźnić trzy dni z ratą i zobaczysz, jakim jesteś właścicielem. To może być bardzo ciekawe doświadczenie dla ciebie.
              • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 09:46
                Ja jako jako nie mam takich doświadczeń, ale eks miał niewielki (na jakieś 20%) kredyt hipoteczny na pierwsze mieszkanie, w którym razem mieszkaliśmy, i spóźniał się permanentnie. Bywało, że miesiąc, i radośnie i beztrosko płacił dwie raty razem. Konsekwencje były istotnie straszliwe: gdzieś po tygodniu dzwonili z banku, raz naliczyli 50 PLN opłaty karnej za upomnienie pisemne, no i naliczali jakieś tam fistaszkowate odsetki.

                Naprawdę, eksmisja, ekstradycja i ekshumacja w jednym.
                • martha_marcy_may_marlene Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 12:10
                  Hehe, ja wiecznie się spóźniam z ratą, zamiast płacić 10. każdego miesiąca, to płacę 28., po wejściu pensji. Kiedyś to bank jeszcze pisał do mnie pisma z uprzejmą prośbą, abym zapłaciła. A teraz nawet nie chce im się pisać, znudziło im się widocznie. Naliczają kolosalne odsetki w kwocie 1 zł z groszami.
                • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 12:59
                  crises napisała:

                  > Ja jako jako nie mam takich doświadczeń, ale eks miał niewielki (na jakieś 20%)
                  > kredyt hipoteczny na pierwsze mieszkanie, w którym razem mieszkaliśmy, i spóźniał
                  > się permanentnie. Bywało, że miesiąc, i radośnie i beztrosko płacił dwie raty
                  > razem. Konsekwencje były istotnie straszliwe: gdzieś po tygodniu dzwonili z
                  > banku, raz naliczyli 50 PLN opłaty karnej za upomnienie pisemne, no i naliczali
                  > jakieś tam fistaszkowate odsetki.

                  A... i to jest ten ekstramocny argument obalający moją tezę, że mieszkanie nie jest własne?
                  • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 13:13
                    To było do Tiszantul, które twierdzi, że jak się spóźnisz 3 dni z ratą, to przyjdą i nocą kolbami w drzwi załomocą.

                    A Twoja teza, że mieszkanie obciążone kredytem nie należy do kredytobiorcy, jest oczywistym dowodem na kompletną ignorancję - doucz się, kto jest wpisany w dziale II księgi wieczystej. Podpowiem: nie, nie bank-kredytodawca.

                    (Gdyby rozumować tym tropem - nic nigdy nie jest własne. Zawsze mogą Cię wywłaszczyć z powodu budowy autostrady albo eksmitować z mieszkania własnościowego z powodu niepłacenia tego, co się płaci wspólnocie - było kilka takich przypadków w Katowicach.)
                    • qrka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 18:41
                      crises napisała:

                      > A Twoja teza, że mieszkanie obciążone kredytem nie należy do kredytobiorcy, jest
                      > oczywistym dowodem na kompletną ignorancję - doucz się, kto jest wpisany w
                      > dziale II księgi wieczystej. Podpowiem: nie, nie bank-kredytodawca.

                      Założywszy, iż chodzi kredyt hipoteczny (aczkolwiek oczywiście być nie musi, można wziąć i konsumpcyjny), uważasz, że wpis hipoteczny można wtedy spokojnie olać?
                      Bank kasę dał, bank niech się martwi?
                    • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 19:36
                      > To było do Tiszantul, które twierdzi, że jak się spóźnisz 3 dni z ratą, to przy
                      > jdą i nocą kolbami w drzwi załomocą.

                      łomotanie kolbą nikogo nie obchodzi. Bank obchodzą tylko pieniądze kredytobiorcy. Dopisuje się odsetki karne, to znaczy jak raz nie zapłacisz, bo nie masz, to potem musisz zapłacić więcej. Te odsetki występują pod dziesiątkami różnych poważnych nazw, opłata za monit itp. (oczywiście wszyscy takie rzeczy wiemy, jednak kiedy rozmawia się z kimś, kto uważa innych za ignorantów, to niestety takiej osobie trzeba tłumaczyć, że się wie).

                      Nie jest wykluczone, że jak nie masz mniej, to więcej też nie masz. Pomijając tę grupę miglanców, co to zawsze akurat dzisiaj nie mają, ale jutro oczekują nagłego wzbogacenia - na przykład kredytobiorcy: sporo kiedyś opowiadali o tym, jak będą dostawać podwyżki, ostatnio jakby temat wspaniałych podwyżek trochę ucichł.

                      > A Twoja teza, że mieszkanie obciążone kredytem nie należy do kredytobiorcy, jest oczywistym dowodem na kompletną ignorancję - doucz się, kto jest wpisany w dziale II księgi wieczystej. Podpowiem: nie, nie bank-kredytodawca.

                      Serio możesz sobie wyobrazić, że po kilku latach masowej akcji kredytowej ktokolwiek może tego nie wiedzieć? Przecież kredytobiorcy chwalili się swoim statusem "prawdziwego właściciela" na prawo i lewo, a niektórzy jak widać i dzisiaj lubią to podkreślić. Chodzi o to, że spora część społeczeństwa formy własności połączonej ze zobowiązaniem równym wartości tej własności (piszę w uproszczeniu: niektórzy mają do zapłaty mniej niż jest warta ich własność, niektórzy więcej) wciąż nie może zacząć traktować poważnie. No ale tak to jest: kredytobiorcy są dumni, że rozumieją wysublimowane konstrukcje formalno-prawne, które pozwalają im uważać się za właścicieli, natomiast na przykład małżeństwo emerytów w czteropokojowym mieszkaniu, które nie ma pojęcia o kredytach to w oczach kredytobiorcy ignoranci i ciemniacy, którzy nie mają pojęcia, co to jest własność.

                      Negative equity* to też jest własność. Tyle że żeby się jej pozbyć, to właściciel musi zapłacić kupującemu. Spodziewam się, że jako miłośnik wyrafinowanych konstrukcji własnościowych właśnie tę formę cenisz najbardziej. No i spodziewam się, że z czasem potrzeba będzie znacznie bardziej skomplikowanych koncepcji, żeby kredytobiorcy wciąż mogli się uważać za właścicieli.

                      *dług wyższy niż wartość zabezpieczenia. Na przykład mieszkanie warte 300 z długiem 400. Przyjemność nieposiadania niczego kosztuje w takim wypadku 100 tysięcy - podczas gdy przykładowy żul ma taką przyjemność gratis.
                      • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 30.08.13, 10:15
                        A coś, czego nie wiem, Cpt. Obvious?
    • guderianka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:32
      Jeśli możesz dostać kredyt-np. na swoich rodziców-to go bierz. Dłużnicy kredytów hipotecznych to najlepsi "spłacacze", nawet jak nie mają na inne dobra-na ratę zawsze będę mieli.
      Jeżeli bierzesz pod uwagę kredyt za 250 tys zł to szukaj jednak większego mieszkania a nie kawalerki, na rynku najpłynniejszy ruch jest w mieszkaniach 2 pokojowych. I życzę powodzenia!
      • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:41
        > Jeśli możesz dostać kredyt-np. na swoich rodziców-to go bierz. Dłużnicy kredytó
        > w hipotecznych to najlepsi "spłacacze", nawet jak nie mają na inne dobra-na rat
        > ę zawsze będę mieli.

        Ciekawe ile można przeżyć, gdy nie stać cię na nic innego oprócz raty kredytu. Dlaczego przerzucasz koszt doradzanego rozwiązania na rodziców autorki? Sama jej podżyruj kredyt na dwieście tysięcy. Mieszkanie 35 metrów jako obiekt 30-letnich zabiegów dwóch gospodarstw domowych, czyli czworga dorosłych ludzi?
        • guderianka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 16:45
          przecież płaci ratę cały czas (wynajem)
          autorka nie jest moim dzieckiem-jakbyś raczył/a zauważyć wink-swojemu dziecku bym jak najbardziej pomogła widząc że sobie radzi, ma plany na przyszłość i się nie boi podejmowania ryzyka
          35m2-to porażka, napisałam już o większym mieszkaniu-jakiś problem z czytaniem ze zrozumieniem ?
          • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 18:38
            > przecież płaci ratę cały czas (wynajem)
            > autorka nie jest moim dzieckiem-jakbyś raczył/a zauważyć wink-swojemu dziecku bym jak najbardziej pomogła widząc że sobie radzi, ma plany na przyszłość i się ni
            > e boi podejmowania ryzyka

            jasne, co możemy zrobić dla dziewczyny z dzieckiem, której ledwo starcza na życie, to wzmacniać w niej skłonność do ryzyka. Wprawdzie autorka już ostro zaryzykowała z partnerem i nie wyszlo, ale przecież musi się odkuć, to najlepiej na mieszkaniu. Ryzyko jest takie, że całe mieszkanie spadnie na głowę rodzicom, bo że będą dokładać do raty to jest raczej prawdopodobieństwo 1. Chyba że znajdzie sobie innego gościa do spłacania mieszkania, bo aktualny się nie nadaje. Goście natomiast mogą preferować spłacanie z jakąś bardziej świeżą laską.
            • guderianka Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 18:56
              etam, rozgoryczony jesteś
              autorka nie pisze , że sobie nie radzi
              więcej wiary w ludzi
              10 lat temu byłam dokładnie w tym samym punkcie co autorka-tylko dziecko miałam starsze (ale niepełnosprawne). też mieszkałam na wynajętym, z nowym wówczas facetem i głową pełną planów i marzeń. I ziściły się one po dwakroć, ba-po stokroć! wink
    • ajserped doprecyzowanie 27.08.13, 17:13
      spróbuję jeszcze trochę doprecyzować, bo każdy co innego bierze w sumie pod uwagę...

      wcale nie jestem do końca zdecydowana, to rodzice z własnej inicjatywy uważają, że powinnam kupić już mieszkanie teraz. dla innych też wydaje się oczywiste, że w tej sytuacji lepiej kupić niż wynajmować. ja byłam sceptyczna, ale sprawdziłam po raz kolejny swoją zdolność kredytową i kredyt bym dostała. przejrzałam ogłoszenia i zorientowałam się jakie i za ile mieszkania są dostępne. na co mogę liczyć w moim budżecie, czy znajdę coś, gdzie da się mieszkać, będzie porównywalnie jak na wynajmowanym. wychodzi na to, że coś by się znalazło. poczekałam na info, czy będzie miejsce w żlobku i którym.
      teraz pozostaje mi się zdecydować, czy brać się za to dalej na poważnie, czyli potwierdzić możliwości kredytowe oraz zacząć oglądać mieszkania. bo to wymaga pewnych nakładów czasu i energii, a nie mam ich za wiele. więc jak już się za to zabiorę, to chciałabym zakończyć "sukcesem".
      metraż i cenę podałam orientacyjnie, bo za 250 tys. można kupić i 30m2 i prawie 50m2. Priorytetowe jest to, żeby było 2 pokoje i balkon i żeby to było sensownie rozplanowane. Wydaje mi się, że mierzę siły na zamiary, ale też na potrzeby. Bo jednak nie kupię w obecnej sytuacji tanio 20m2.
      co do partnera, to prawdopodobieństwo wyrzucenia go wynosi jakieś 10% i właściwie widzę, że nie powinnam tego pisać. Zakładam, że partner zostaje i znajdzie robotę jakąś. I jakieś dodatkowe pieniądze będą. W tej chwili nie szukał, bo nie bardzo był sens, żeby z młodym siedziała niańka/był w żłobku, za co płacić byśmy musieli tyle, co on by zarobił. Babcie daleko i na nich dziecka nie można zrzucić.
      • guderianka Re: doprecyzowanie 27.08.13, 17:17
        bierz! działaj! masz wsparcie rodziców, myślisz rozsądnie i rozsądnie piszesz, trzymam kciuki! smile
      • fragile_f Re: doprecyzowanie 27.08.13, 17:39
        Nie rozumiem, jak w ogole mozesz myslec o braniu kredytu na 30 lat z osoba ktorej dajesz 10% szans na bycie wywalonym z mieszkania. A co jesli wezmiesz kredyt a partner straci prace? Albo nie znajdzie jednak pracy?

        Albo jest sie kogos pewnym na 100% i podejmuje sie wspolnie zobowiazania na najblizsze 30 lat, albo traktuje sie tę osobę jako cos przejsciowego i nie bierze pod uwage jako czynnika decydujacego o kredycie. Lekkim wyrachowaniem mi to zasmierdzialo.

        Co do mieszkania - w zyciu bym nie kupowala niczego w Warszawie przy takich dochodach. Zarabialam 2x wiecej biorac kredyt na 60 000 z rata 650pln i i tak bylam zestresowana jak cholera. I potem okazalo sie, ze slusznie - oplaty notarialne zezarly polowę moich oszczednosci. Remont kosztowal 3x wiecej niz zakladalam, wiec przez pol roku liczylam absolutnie KAZDY grosz, kapiac sie w lazience bez kafelkow i gotujac w parowarze, bo nie mialam kasy na meble kuchenne. Odkuwalam sie przez nastepne kilka miesiecy. Nie wiem, co by bylo gdybym zamiast dwoch kotow miala na utrzymaniu jeszcze partnera i dziecko..
        • verdana Re: doprecyzowanie 27.08.13, 18:48
          W momencie, gdy się jest pewnym, ze partner bez pracy zostanie wywalony, bo to "przeważy szalę" prawdopodobieństwo rozstania wcześniej czy później wynosi ok. 100%, bo to oznacza, ze partner nie jest kimś naprawdę ważnym, a związek ma charakter czysto użytkowy. Jak partner nie będzie użyteczny, to żadne względy uczuciowe w grę nie wchodzą.
          Co do mieszkania - rata kredytu jest taka sama jak wynajmu, ale gdy się nie ma na wynajem, to zmienia sie mieszkanie na mniejsze w gorszej lokalizacji. Jak sie nie ma na kolejną ratę, to bank zabiera mieszkanie.
        • tiszantul Re: doprecyzowanie 27.08.13, 18:50
          > Nie rozumiem, jak w ogole mozesz myslec o braniu kredytu na 30 lat z osoba ktorej dajesz 10% szans na bycie wywalonym z mieszkania. A co jesli wezmiesz kredyt a partner straci prace? Albo nie znajdzie jednak pracy?

          chyba nie czytałaś wątku. Wcześniej partner był do odstrzału, więc 10% szans na wywalenie to raczej oznaka stabilizacji w związku.

          pytanie do autorki: co w sytuacji, kiedy kredyt tak jak piszesz będzie na ciebie, a partner jednak nie zostanie odstrzelony? partner też będzie spłacać?
          • ajserped Re: doprecyzowanie 27.08.13, 22:40
            jak dla mnie partner nie musi się dokładać do rat. Byleby miał na swoje utrzymanie (jedzenie, ciuchy, higiena, własne przyjemności) i dokładał się do rachunków za media, których używa i utrzymania dziecka- w końcu to jego sprawka. widzisz jakam dobra - mieszkanie będzie miał za darmo smile nie musi płacić za wynajem
            • falllen_angel Re: doprecyzowanie 28.08.13, 07:33
              ajserped napisała:

              > jak dla mnie partner nie musi się dokładać do rat. Byleby miał na swoje utrzyma
              > nie (jedzenie, ciuchy, higiena, własne przyjemności) i dokładał się do rachunkó
              > w za media, których używa i utrzymania dziecka- w końcu to jego sprawka. widz
              > isz jakam dobra - mieszkanie będzie miał za darmo smile nie musi płacić za wynajem

              Ależ Ty jesteś anioł, aż żal, że nikt Cię nie docenia....

              W.
              • ajserped Re: doprecyzowanie 28.08.13, 14:59
                żaden anioł, tylko diabeł wcielony big_grin
            • qrka Re: doprecyzowanie 28.08.13, 09:35
              ajserped napisała:

              > jak dla mnie partner nie musi się dokładać do rat. Byleby miał na swoje utrzymanie
              > (jedzenie, ciuchy, higiena, własne przyjemności) i dokładał się do rachunków
              > za media, których używa

              Czy półkę w lodówce tudzież w szafie udostępnisz też nieodpłatnie?

              > i utrzymania dziecka- w końcu to jego sprawka.

              Nie żebym była jakaś szczególnie dociekliwa, ale Ciebie przy tym nie było?
        • d.d.00 Re: doprecyzowanie 28.08.13, 20:07
          fragile_f napisała:

          > Nie rozumiem, jak w ogole mozesz myslec o braniu kredytu na 30 lat z osoba ktor
          > ej dajesz 10% szans na bycie wywalonym z mieszkania. A co jesli wezmiesz kredyt
          > a partner straci prace? Albo nie znajdzie jednak pracy?

          może spłacać będą rodzice?
          albo dziewczyna wprowadzi się do rodziców a mieszkanie się wynajmie?


          > Albo jest sie kogos pewnym na 100% i podejmuje sie wspolnie zobowiazania na naj
          > blizsze 30 lat, albo traktuje sie tę osobę jako cos przejsciowego i nie bierze
          > pod uwage jako czynnika decydujacego o kredycie. Lekkim wyrachowaniem mi to zas
          > mierdzialo.

          Rachować to by można bylo, jakby gość miał 50 tyś dochodu a ona trzymałaby się jego właśnie dla nich tongue_out
          • falllen_angel Re: doprecyzowanie 29.08.13, 19:38
            d.d.00 napisała:


            > Rachować to by można bylo, jakby gość miał 50 tyś dochodu a ona trzymałaby się
            > jego właśnie dla nich tongue_out

            Ohh.. to by było oczywiste, a nie o oczywistościach tutaj rozprawiamy.

            Wyrachowanie polega na tym, że nawet takie portki są lepsze niż żadne... Znaczy właśnie autorka rozważa, czy aby jednak na pewno....

            W.
      • tiszantul Re: doprecyzowanie 27.08.13, 18:44
        > co do partnera, to prawdopodobieństwo wyrzucenia go wynosi jakieś 10% i właściw
        > ie widzę, że nie powinnam tego pisać. Zakładam, że partner zostaje i znajdzie r
        > obotę jakąś. I jakieś dodatkowe pieniądze będą.

        dynamiczna sytuacja, o trzeciej faceta się pogoni, o szóstej raczej zostaniecie razem na stałe. Napisz wieczorem jak to widzisz.
        • falllen_angel Re: doprecyzowanie 27.08.13, 19:00
          tiszantul napisała:

          > > co do partnera, to prawdopodobieństwo wyrzucenia go wynosi jakieś 10% i w
          > łaściw
          > > ie widzę, że nie powinnam tego pisać. Zakładam, że partner zostaje i znaj
          > dzie r
          > > obotę jakąś. I jakieś dodatkowe pieniądze będą.
          >
          > dynamiczna sytuacja, o trzeciej faceta się pogoni, o szóstej raczej zostaniecie
          > razem na stałe. Napisz wieczorem jak to widzisz.

          Jak w ogłoszeniach o pracę: Młody, dynamicznie zmieniający się, zespół"

          hehehheheheh

          W.
        • bea_safir Re: doprecyzowanie 27.08.13, 19:00
          hmm,jestem(śmy)w sumie w takiej samej sytuacji,też Warszawa
          zarabiam 2,550 na rękę,mąż nie ma stałej pracy(zarabia jakieś 800-1000 zł na miesiąc)
          byliśmy w 6 bankach - nie mamy zdolności kredytowej
          mieszkamy na 31 metrach na pradze i nawet tutaj ciężko znaleźć małe mieszkanko za 230-240 tys.
          nie wiem,może to chodzi o nasz wiek -39,42 lata..
          • qrka Re: doprecyzowanie 27.08.13, 20:57
            bea_safir napisała:

            > hmm,jestem(śmy)w sumie w takiej samej sytuacji,też Warszawa
            > zarabiam 2,550 na rękę,mąż nie ma stałej pracy(zarabia jakieś 800-1000 zł na miesiąc)
            > byliśmy w 6 bankach - nie mamy zdolności kredytowej

            Może po prostu nie doliczyłaś (jak ajserped) rodzinnego wsparcia.
          • ajserped Re: doprecyzowanie 27.08.13, 22:27
            na tej Pradze, która mnie interesuje, można znaleźć takie mieszkania - chyba, że te wszystkie ogłoszenia to ściema agencjisad jeśli chodzi o wiek, to właśnie obawiam się, że to może być problem i że za 2 lata będzie mi trudniej dostać kredyt, nawet biorąc pod uwagę pracującego partnera, który jest po czterdziestce troszkę.
      • rzmija Re: doprecyzowanie 28.08.13, 10:27
        Ja też przeglądam ogłoszenia bo zastanawiamy się nad zakupem. I albo źle szukam albo jestem ślepa bo 50m mieszkań za 250 tys to jakoś w Warszawie nie widzę. Może rudery w bardzo kiepskich lokalizacjach takowe się trafiają ale to należy się zastanowić czy człowiek chce tam mieszkać. Do tego remont może i własnymi siłami zrobicie ale przecież płytek czy wanny sama nie wykonasz i materiały trzeba będzie kupić. Koszt takiego remontu i tak będzie znaczny. W twojej sytuacji to wydaje mi się, że branie kredytu jest skrajnie ryzykowne. Margines na wzrost raty (który nieuchronnie nadejdzie bo stopy procentowe się odbiją) jest niewielki. Nie ma wolnej kwoty na oszczędzanie a wręcz trzeba będzie posiłkować się oszczędnościami by domknąć budżet domowy. Wkład własny + opłaty okołokredytowe i związane z kupnem nieruchomości+ remont+ meble+ łatanie budżetu domowego to błyskawiczny sposób na pozbycie się oszczędności. Z czego więc będziesz potem dokładać na ratę i życie? Masz pewność, że rodzice będą dorzucać kasę? Jeśli ich stać to niech kupią Ci mieszkanie, taniej was to wyjdzie niż kredyt. A jak nie stać to może przemyśl czy to jeszcze raz.
        • ajserped Re: doprecyzowanie 28.08.13, 14:48
          a gdzie ja pisałam o 50 m2? pisałam o 35.
          z jednej strony to, że właśnie oszczędności zostaną pochłonięte przez remonty i konieczne wyposażenie mnie właśnie powstrzymuje. chociaż z drugiej strony, umiem poprzestawać na małym i nie muszę mieć wszystkiego od razu. Jakoś przez te wszystkie lata przyzwyczaiłam się do minimalistycznego życia.
          rodzice nie mogą mi kupić mieszkania - bardziej byliby w stanie wspomagać w sytuacjach krytycznych, dać na jakieś wyposażenie, tata zrobiłby remont, bo się na tym zna. partner też się zna i umie coś tam zrobić. część rzeczy udałoby się zorganizować małym kosztem, albo nawet już je mamy.
          przemyśliwuję cały czas, byłam ciekawa opinii innych, ale nie spodziewałam się, że mi się dostanie przede wszystkim za pannę z dzieckiem, co to się chce partnera pozbyć...
          • qrka Re: doprecyzowanie 28.08.13, 15:14
            ajserped napisała:

            > przemyśliwuję cały czas, byłam ciekawa opinii innych, ale nie spodziewałam się,
            > że mi się dostanie przede wszystkim za pannę z dzieckiem, co to się chce partnera
            > pozbyć...

            To z zazdrości. Ty - wystarczy, że walizki nierobowi za drzwi wystawisz, inni muszą się po sądach szlajać.
            • tiszantul Re: doprecyzowanie 28.08.13, 18:49
              > To z zazdrości. Ty - wystarczy, że walizki nierobowi za drzwi wystawisz, inni
              muszą się po sądach szlajać.

              szczególnie ten brak alimentów budzi zazdrość. Poza tym nie taki znowu nierób, bo skąd dziecko?

              przy okazji wyjaśniam, że określenia "panna z dzieckiem" użyłem czysto opisowo. Nie miałem pojęcia, że uruchomię takie kompleksy. Słowo daję, zupełnie nie przypuszczałem wink Nie mam nic przeciwko pannom z dzieckiem, tym bardziej że przecież taka panna może w odpowiednim momencie zostawić dziecko na jakiś czas u rodziców.

              W celach obraźliwych wypowiadałem się wcześniej oraz później, tym razem nie.
              • araceli Re: doprecyzowanie 28.08.13, 19:04
                tiszantul napisała:
                > przy okazji wyjaśniam, że określenia "panna z dzieckiem" użyłem czysto opisowo.
                > Nie miałem pojęcia, że uruchomię takie kompleksy. Słowo daję, zupełnie nie prz
                > ypuszczałem wink Nie mam nic przeciwko pannom z dzieckiem, tym bardziej że przeci
                > eż taka panna może w odpowiednim momencie zostawić dziecko na jakiś czas u rodz
                > iców.

                I po co te kolejny raz te denne komentarze? Używanie takich a nie innych określeń świadczy tylko o Tobie. Proste?
      • mama_dorota Re: doprecyzowanie 29.08.13, 09:22
        Mam od jakichś 4 lat sąsiadkę, właśnie niezamężną z dzieckiem. Najpierw był jedne facet, potem drugi, teraz znów jest sama. Ma za to bardzo pomocnego ojca, który naprawdę sporo czasu spędza u niej np. opiekując się synem, gdy ona pracuje wieczorem. Zatrudniona jest w sklepie, więc myślę, że nie zarabia wiele. Prawdopodobnie z powodu takiej niepewnej sytuacji finansowej jej mieszkanie zostało kupione na współwłasność przez nią oraz rodziców.

        Skoro to rodzice cię namawiają na ten zakup, to przede wszystkim z nimi powinnaś te sytuację omówić. Nie rozumiem sytuacji z partnerem, ale zakładam, że bywają i takie sytuacje w życiu, gdy wspólna przyszłość wisi na włosku. Jego udział w mieszkaniu też musi być wspólnie z rodzicami i z nim omówiony, gdyż faktycznie jest ryzyko, że do niczego się nie dołoży, a potem będzie chciał mieć korzyści. Ale to już jest kwestia twojego i jego sumienia.

        Nie wiem tylko dlaczego tak pesymistycznie piszesz o jego przyszłych zarobkach. Skoro wcześniej, przed narodzinami dziecka zarabialiście wspólnie 4 tysiące, to może i teraz sytuacja będzie podobna. O swoich zarobkach piszesz podobnie. A może nawet przy małych zarobkach jest jakaś szansa na dorobienie (po obu stronach)? W takiej sytuacji nawet 100-200 zł, choćby po to, aby mieć "zaskórniaki" robi różnicę.

        Wiele razy tutaj już o tym pisano, ale jeszcze i ja dopiszę. Stopy % są teraz naprawdę niziutkie. Bank może i da, ale mam wrażenie, że najchętniej dają kredyty najdroższe banki i nie tylko banki. Dla własnego rozumowania powinnaś poprosić o wyliczenia nie dla bieżących stóp procentowych, ale przynajmniej 2x wyższych i wtedy rozważyć czy stać cię na kredyt, łącznie z rodzicami i faktycznie omówić z nimi całkiem szczerze możliwość przystąpienia do kredytu.
    • martha_marcy_may_marlene Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 19:35
      Autorko, jak tylko któryś bank będzie chciał dać kredyt, to bierz i się nie zastanawiaj. Faktycznie nie ma raczej na co czekać.
      A z mojego doświadczenia - w październiku 2008 r. brałam kredyt na własne m (sama, mam rozdzielność z mężem). Zarabiałam wtedy 2800 zł, a bank wyliczył mi ratę na 1800 zł. Brałam, bo stwierdziłam, że nie ma na co dłużej czekać. Nigdy tej decyzji nie żałowałam. Po pięciu latach moja rata spadła do 900 zł, a moje zarobki wzrosły trzykrotnie. Do tego w tym roku kupiłam drugie mieszkanie za gotówkę.
      Nawet jeżeli Twoje zarobki nie wzrosną znacząco, to masz wsparcie rodziny, a to bardzo ważne. A komfort posiadania mieszkania - bezcenny.
    • mojemieszkanie24 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 21:04
      Jaki bank dam wa w takiej sytuacji kredyt ? Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek się zdecydował... Niech mąż znajdzie prace i wtedy ewentualnie.
      • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 21:21
        > Jaki bank dam wa w takiej sytuacji kredyt ? Nie wydaje mi się, żeby jakikolwiek
        > się zdecydował... Niech mąż znajdzie prace i wtedy ewentualnie.

        jaki mąż? to jest panna z dzieckiem.
        • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 22:15
          fajnie, tiszantul, ze możesz sobie poużywać. na podstawie tego, co napisałam, wyciagasz wnioski, które nie mają nic wspólnego z moją rzeczywistością. myślę, że wkrótce po prostu stwierdzisz, że jestem trollem.
          być może nie możesz sobie wyobrazić trwałego konkubinatu i kojarzy Ci się jedynie z patologią. i poza tym, czy ja gdzieś pisałam, że moją strategią na przetrwanie jest znalezienie następnego bogatego faceta?- nie to tylko Twoja insynuacja. ciekawe, że nie proponowałeś, że np. mogłabym dorobić albo zmienić pracę na lepsząsmile poza tym o wywaleniu faceta było napisane z przymrużeniem oka. żyjemy ze sobą już jakieś chyba 8 lat i akurat nieporozumień na tle finansowym raczej nie mamy, nie rozliczamy się nawzajem z każdego grosza itd. problemem jest coś innego - gdybym napisała co na stosownym do tego forum, to natychmiast posypałyby się rady typu rzuć go dla dobra swojego i dziecka.
          nie prosiłam też nikogo o ocenę, czy w tej sytuacji dostanę kredyt. o to prosiłam fachowca. i napisałam, żeby przyjąć, że kredyt uda się dostać.
          z tego co niektórzy piszą, to wychodzi na to, że w mojej sytuacji szaleństwem jest dodatkowo posiadanie dziecka (ano zdarzyło się), wynajmowanie mieszkania itd. może powinnam się zastrzelić albo skoczyć z mostu?
          ech, ale będzie, że już się zdecydowałam. albo, że się unoszę. i że określenie "panna z dzieckiem" nie jest wcale obraźliwe.
          • crises Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 22:25
            No, ja tam trwały to mogę sobie wyobrazić, ale ten Twój coś na trwały nie wygląda, bez urazy.
          • riki_i Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 22:35
            Życzę autorce wątku jak najlepiej, ale rozważanie kredytu hipotecznego w jej sytuacji to jest jak wyrok, strzał w głowę po prostu. Sama rata pożre, jak tu pisano, 1500 zł - a gdzie czynsz, gdzie jedzenie dla 3 osób.... etc. Jak dla mnie, to w Warszawie za te 2500 zł nawet bez żadnego kredytu w tle i z wynajmowanym lokum NIE DA SIĘ przeżyć w 3 osoby, no chyba, że żywiąc się korzonkami. Gratuluję hartu ducha, ale temat bym sobie odpuścił. Poza tym raczej nie wierzę w przejście sita zdolności kredytowej - jeśli nie macie rozdzielności majątkowej to bank będzie przecież żądał udokumentowania dochodów małżonka - niepracujący i legalnie niezarabiający mąż pogrąży ten wniosek już na samym wstępie.
            • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 23:05
              partner nie jest moim mężem i o jego istnieniu bank nie musi wiedzieć. Teraz do tych 2500 dokładam trochę z oszczędności, czasami dostaję nieproszone wsparcie od rodziny w ramach prezentów na urodziny albo święta. Gdybym nie dostawała, też jakoś bym dała radę - po prostu nie kupiłabym pewnych rzeczy dla siebie, nie pojechalibyśmy na krótkie wakacje, albo zorganizowałabym je taniej.
              Genaralnie u mnie nigdy się nie przelewała i jestem przyzwyczajona do dziadowania albo inaczej rzecz ujmując do minimalizmu. Wynajmowanie mieszkania zmusza też do tego, że ma się mniej rzeczy na wypadek, że znów się trzeba będzie przeprowadzać i kto to będzie pakował i przewoził smile poza tym nie mamy jakichś wielkich potrzeb, mi wystarczają ciuchy z h&m, używam mało kosmetyków i do tego w miarę tanich, nie jadamy na mieście, na płatne rozrywki kulturalne teraz nie mam czasu/siły. wcześniej i tak rzadko korzystałam, poza tym mam możność zdobycia darmowych zaproszeń od czasu do czasu. mam dostęp do darmowej prasy, książek też już nie kupuję, zapisałam się do biblioteki, ale i tak mało czasu na czytanie... dzieć jak narazie też nie jest bardzo drogi w utrzymaniu wink wiem, że im będzie starszy, tym będzie wymagał większych wydatków. ale może mi też uda się jakoś zwiększyć dochody.
              Dla niektórych może to być hardcore i nie do wyobrażenia, ale cóż mogę zrobić. Łykam prochy, żeby się tak bardzo nie przejmować i czarno wszystkiego nie widzieć i żeby jakoś dawać radę, nawet jak trzeba dla osiągnięcia swoich celów nie mówić całej prawdy.
          • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 01:01
            > być może nie możesz sobie wyobrazić trwałego konkubinatu i kojarzy Ci się jedynie z patologią.

            trwały konkubinat to taki w którym faceta sie pogoni, jak nie znajdzie roboty - faceta z którym sie ma dziecko, które dwoch lat nie skończyło?

            > czy ja gdzieś pisałam, że moją strategią na przetrw
            > anie jest znalezienie następnego bogatego faceta?- nie to tylko Twoja insynuacj
            > a

            ja ci proponowałem, zebyś znalazła sobie bogatego faceta. Propozycja to nie insynuacja, zatem insynuację przypisujesz mi bezpodstawnie. Wiesz jak się nazywa przypisywanie komuś czegoś bezpodstawnie?

            > poza tym o wywaleniu faceta było napisane z przymrużeniem oka. żyjemy
            > ze sobą już jakieś chyba 8 lat i akurat nieporozumień na tle finansowym raczej
            > nie mamy

            Oczekiwałaś, ze na podstawie wpisu "jak nie pójdzie do roboty, to się go pogoni" czytelnik się domyśli, że świetnie się dogadujecie pod względem finansowym?

            > problemem jest coś innego - gdybym napisała co na stosownym do tego forum, to natychmiast posypały by się rady typu rzuć go dla dobra swojego i dziecka.

            widocznie facet jest dla ciebie ważniejszy niż forum internetowe smile Brawo!

            > i że określenie "panna z dzieckiem" nie jest wcale obraźliwe.

            a kto mówił, że jest obraźliwe? panna z dzieckiem to panna z dzieckiem.
          • akjawah Kupić, Kupić! 28.08.13, 20:31
            ajserped napisała:
            > być może nie możesz sobie wyobrazić trwałego konkubinatu

            Zwłaszcza w obecnej sytuacji rodzinnej - zdecydowanie kupić, ale kredyt brać razem. Ani miłość, ani obrączka nie stabilizuje (a reczej cementuje) związku na kilkadziesiąt lat jak kredyt hipoteczny, najlepiej w CHF przy LTV sięgającym 150% smile
        • araceli Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 22:53
          tiszantul napisała:
          > jaki mąż? to jest panna z dzieckiem.

          No cóż... chyba lepiej być panną z dzieckiem niż sfrustrowaną Tiszantul tongue_out
          • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 27.08.13, 23:10
            you've made me smile big_grin idę spać weselsza
          • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 01:28
            > tiszantul napisała:
            > > jaki mąż? to jest panna z dzieckiem.
            >
            > No cóż... chyba lepiej być panną z dzieckiem niż sfrustrowaną Tiszantul tongue_out

            araceli ambasadorka czytania ze zrozumieniem. Był wpis, że mąż ma znaleźć pracę, żeby dostali kredyt. Ja wyjaśniłem, jaki jest stan cywilny autorki dla banku. Owszem, sięgnąłem po utarty zwrot, jednak zupełnie nie spodziewając się, że w roku 2013 ma on taką siłę rażenia: autorka wątku objaśnia mi, że to wcale nie jest obraźliwy zwrot, a araceli wytacza zarzut o słynną "flustrację" - w jej środowisku zapewne dość ciężki. A może po prostu chciałem zobaczyć, czy ktokolwiek jeszcze da się na to złapać - nie spodziewałem się, że sama araceli moja faworytka smile

            PS araceli nie daj się złapać na pisownię, po prostu przez takich jak ty sam termin stał się pośmiewiskiem...
            • bea_safir Re: autorko wątku-Praga;) 28.08.13, 06:35
              autorko wątku,wspomniałam wcześniej,że mieszkam na PPółnoc - od czasu do czasu oglądamy mieszkania,takie w przedziale 220-250 tys. -rzadko zdarza się takie,które mozna "podzielić",albo ustawić sprzęty w taki sposób aby były dwa osobne pomieszczenia
              owszem w kamienicach "odzyskanych" są na sprzedaż w cenie 5 tys, za metr nawet 40,50 metrowe - np: na Stalowej ,ale bez co,albo na Strzeleckiej z co
              i druga sprawa - z tym kredytem - my tez mamy oszczędności(trochę mniejsze niż wy) i nic z tego
              chociaż kolega z pracy (przy pomocy znajomego dkredytowego)dostał kredyt bez problemu z mniejszymi zarobkamiwink

              • incredibilmente Re: autorko wątku-Praga;) 28.08.13, 07:58
                Z dochodem 2500 zł na dwie osoby: ty z dzieckiem na utrzymaniu (skoro partner nie będzie brał udział w kupnie mieszkania, to jego ew. dochód nie będzie brany pod uwagę, a przecież nie masz ustalonych sądownie alimentów, czyli dodatkowych środków na utrzymanie dziecka) raczej na 100% nie otrzymasz kredytu.
                Poza tym, jak sobie wyobrażasz spłatę raty (pewnie 1500 zł?), opłatę za żłobek (500 zł) i całe tzw. "życie" przy tym dochodzie?
                To nie jest wykonalne po prostu, niestety -chyba, że twoi rodzice lub ojciec dziecka będą Ci dokładać z tysiąc PLN co miesiąc, regularnie - inaczej nie ma szans.
                • guderianka Re: autorko wątku-Praga;) 28.08.13, 08:36
                  alimenty nie są wliczane do dochodu -gdy dana osoba ubiega się o kredyt
              • ajserped Re: autorko wątku-Praga;) 28.08.13, 14:54
                ja akurat rozpatruję Pragę Południe i to nie tę najbliżej Wisły - cen z Pólnocy nie sprawdzałam, bo mi nie pasuje. owszem, takie mieszkania, jak bym chciała, zdarzają się rzadko, ale jednak się zdarzają...

                wymyśliłam narazie tyle, że jeszcze ze 2 miesiące poczekam, żeby zobaczyć jak z pracą dl partnera będzie
    • wuika Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 10:28
      Z 2500, jakie masz (przyszłe dochody to można liczyć, jak będą), 500 odejdzie na żłobek, 1000 na ratę, zostaje 1000 na wszystko-wszystko. Nie wiem, czy jakiś bank da Ci kredyt przy takich dochodach uncertain A jak bank nie daje, to gwarantuję Ci - nie stać Cię na kredyt.
      • bazia8 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 23:06
        rady, aby wziąć kredyt, bo bank daje są chyba pisane przez pracowników działu sprzedaży kredytów hipotecznych.
        w czasach boomu kredytowego bank uwzględniając moje pół etatu (wówczas "gołe" bez premii, które stanowiły 50% pensji) plus pensję partnera (budżetówka) - naprawdę nie były to duże kwoty wyliczył nam zdolność kredytową na 650 000 zł. Gdybyśmy wówczas wzięli tyle ile dają i to jeszcze w CHF mielibyśmy dziś kredyt w wysokości ok 900 000 zł i dom wart np. 400 000. Oczywiście kredytu we franku nie trzeba spłacać wcześniej, tak tylko hipotetycznie sobie wyliczam.
        Zarobki są już inne, ale nie zdecydowałabym się na taki krok jak autorka, chyba, że faktycznie rodzina weźmie ją sobie na utrzymanie.
        • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 28.08.13, 23:51
          > rady, aby wziąć kredyt, bo bank daje są chyba pisane przez pracowników działu s
          > przedaży kredytów hipotecznych.

          ale co z tego będą mieli? ich interesuje tylko prowizja i wtedy rzeczywiście są gotowi sprzedać kredyt własnej matce. Pracownik banku w rodzinie to jest w ogóle ciekawe zjawisko, dramatyczne próby wyrobienia planu sprzedaży z wykorzystaniem współczucia i uczuć rodzinnych ewentualnych klientów. Tutaj wziąć kredyt raczej doradzają ci, co sami go mają i chcieliby, żeby inni też mieli.
          • johana75 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 00:04
            Tutaj wziąć kredyt ra
            > czej doradzają ci, co sami go mają i chcieliby, żeby inni też mieli.

            Autorki wątku nie stac na kredyt , chyba że rodzina ok 1000zl będzie dokładać.

            To nie prawda że "brać" doradzają ci którzy mają kredyt, ja będe miała niedługo 2 kredyt hipotecz. i tobie odradzam. Sama jestem panną z dzieckiem z tym że nie moge liczyc na wsparcie finansowe rodziny i sprzedając mieszkanie nr 1 będe miała na spłatę mieszkania nr 2. Też się boje, bo jakoś sprzedaż mi nie idzie...no i moge miec 2 kredyty które i tak sa duzo mniejsze niz twój jeden przy jednoczesnej dużej rozbieżności w zarobkach miedy nami.
            Na pocieszenie dodam że biorac kredyt na 1 mieszkanie zarabiałam mniej od ciebie, fakt że kredyt tez jest dużo mniejszy, ale dalam radę...może i ty dasz. I jak mówia kto nie ryzykuje ten nie ma. Ja ogólnie mam teraz jakby wieksze mieszkanie bez kredytu ( jak sprzedam) lub wieksze mieszkanie z małym kredytem i jedno z jeszcze mniejszym do wynajmu. Więc wg. mnie jest ok.
            --
    • czerwona20 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 12:32
      Wypowiem się w tym temacie, ponieważ kopiliśmy mieszkanie na kredyt. Głównym argumentem "za" było to, że pieniądze które w wynajmowanym mieszkaniu przekazujemy jako odstępne w tym przypadku wpłacamy do banku a mieszkanie jest "nasze". Zawsze będziemy mogli je wynająć, sprzedać.
      To co 2 lata temu pani w banku opowiadała, przedstawiała cyferki i liczby wydawało mi się proste i łatwe do zrozumienia. Dziś jednak czuję się bardzo oszukana i wydaje mi się to przedsięwzięcie ZBYT drogie.

      W połowie 2011 roku kupiliśmy 56m2, wkład własny 60 tyś. Kredyt na 12 lat z ratą ok 1050 zł. Po 12 latach odsetek dla banku miało być ok 45 tyś zł. (Mieszkanie do kapitalnego remontu, który trwa do teraz.....). Nasz dochód to 5000 netto. Rata plus czynsz (1050 + 450), rachunki(ok 120 zł /m), opłaty za telefony(ok 60 zł/m), tv +Internet(ok 60 zł/m), przeróżne nieplanowane wydatki, naprawa samochodu, OC itp choroby, wydatki związane z różnymi uroczystościami rodzinnymi np: chrzciny, wesela i komunie, wydatki na ubiór są znikome bo pod względem bardzo oszczędzamy. Ahaaa i oczywiście jedzenie, paliwo (ok 1000 zł mąż ma daleko do pracy a ja jeżę autobusem)... I wiece co... nie mamy odłożonej gotówki.. dziecko w drodze, niebawem się urodzi... Dodam, że remontu jeszcze nie ukończyliśmy bo w ramach oszczędności chcemy sami wszystko zrobić (więc na bieżąco z pensji kupujemy wszystko). Teraz czas na łazienkę. W tym roku otrzymaliśmy od rodziny pomoc finansową aby nadpłacić kredyt. Wpłaciliśmy 20 tyś. Myślałam, że dzięki temu sporo skrócimy kredyt i odsetki będą mniejsze... jaka byłam rozczarowana gdy się okazało że ledwo dwa lata krócej a odsetki już po skróconym czasie spłaty wynoszą 48 tyś zł! czyli więcej niż pani w banku "obiecywała" po 12 pełnych latach płacenia, a nie 9-10 ... dodam że w przeciągu ost roku kilkakrotnie były obniżane stopy procentowe!!!
      Niby metraż spory w porównaniu z 35m2, ale i tak za kilka lat czeka nas poszukiwanie czegoś większego. Nie opłaca się takich małych mieszkań i kawalerek kupować w kredycie. Opłaca się jedynie kupić i komuś wynajmować, kto nam będzie spłacał... wtedy ma to sens.

      I jeszcze jedna sprawa.

      Kredyt chcesz na siebie. A mieszkanie na kogo będzie? Też tylko na siebie? Ale w zasadzie co z tego, bo wszystko co kupione po ślubie jest wasze wspólne.. a kredyt będzie tylko na Ciebie... i w razie czego bank będzie się domagał tylko od Ciebie spłaty... pomyśl o tym. Niech partner też czuje odpowiedzialność za ten kredyt, niech ma motywację do szukania pracy za lepsze pieniądze....
      • black_halo Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 16:24
        czerwona20 napisała:

        > Wypowiem się w tym temacie, ponieważ kopiliśmy mieszkanie na kredyt. Głównym ar
        > gumentem "za" było to, że pieniądze które w wynajmowanym mieszkaniu przekazujem
        > y jako odstępne w tym przypadku wpłacamy do banku a mieszkanie jest "nasze". Za
        > wsze będziemy mogli je wynająć, sprzedać.
        > To co 2 lata temu pani w banku opowiadała, przedstawiała cyferki i liczby wydaw
        > ało mi się proste i łatwe do zrozumienia. Dziś jednak czuję się bardzo oszukana
        > i wydaje mi się to przedsięwzięcie ZBYT drogie.

        Fajnie, ze piszesz uczciwie jak jest. Pomysl jednak, ze to i tak duzo mniej lat niz znaczna czesc spoleczenstwa, ktora ma kredyty na 30 albo 40 lat a latach boomu dawali i na 50.

        Mieszkanie 56m2 nie jest znowu takie male, jesli sie da rozsadnie poustawiac sciany to i rodzina 4osobowa moze sie jakos zmiescic, nie wiem na jakim etapie jest remont ale moze warto zainwestowac w porade architekta? Oni czesto wiedza jak zrobic remont tanim kosztem i jak najlepiej rozplanowac mieszkanie tak by kazdy mial wlasny kat?
      • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 20:58
        > W połowie 2011 roku kupiliśmy 56m2, wkład własny 60 tyś. Kredyt na 12 lat z rat
        > ą ok 1050 zł.

        Bardzo cenny przykład, że nawet ze sporym wkładem własnym, krótkim okresem kredytowania i niską ratą - i tak się nie opłaca. No i spora odwaga, żeby napisać o tym na forum pełnym znakomitych inwestorów kredytowych. Dzięki.

        > Opłaca się jedynie kupić i komuś wynajmować, kto nam będzie spła
        > cał... wtedy ma to sens.

        Sens jedynie teoretyczny. W praktyce dzisiaj chętnego może jeszcze znajdziesz za cenę raty, ale opłaty do spółdzielni musiałabyś płacić z własnej kieszeni, tak samo jak ratę za pusty miesiąc oraz koszty remontów. To wszystko dzisiaj, bo trend jest taki, że ceny najmu są coraz niższe, a wiele lat ostrego wymierania wyżu dopiero przed nami.

        > Kredyt chcesz na siebie. A mieszkanie na kogo będzie? Też tylko na siebie? Ale
        > w zasadzie co z tego, bo wszystko co kupione po ślubie jest wasze wspólne..

        po jakim ślubie? Ona jest w tej sytuacji, o której ludzie na poziomie głośno nie mówią, ale ja się raz wypowiedziałem chamsko, więc możesz znaleźć.
        • bialazor Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 29.08.13, 21:41
          czytając ten artykuł pomyślałam właśnie o Twoim poście:

          www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1551685,1,polska-ciasnota-mieszkaniowa.read
          a co jeśli przypadkiem (lub nie) pojawi się kolejne dziecko? tak mały metraż nie wystarczy Ci do życia. co wtedy zrobisz?
          • kroofka84 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 30.08.13, 11:58
            Ja się skłaniam do tego, żeby to mieszkanie autorka raczej kupiła... Po przemyśleniu wszystkich Waszych sugestii i odpowiedzeniu (sobie nie tu), na zadane pytania.

            Na marginesie: My też mamy kredyt w CHF z 2008 i jesteśmy b. zadowoleni (metraż ok. 100 + działka, wkład własny ok. połowy wartości inwestycji) - skoro już wg Was własna syt. wpływa na rady, jakie się komuś daje...

            I naprawdę wolałabym mieć małe mieszkanko, ale wiedzieć, na czym stoję. Rynek wynajmu jest u na diametralnie inny niż na Zachodzie, więc porównywanie w tym przypadku nie ma sensu. Lepiej odnosić się do własnej rzeczywistości.

            Autorka ma dziecko, jak nie będzie kataklizmu (a taki odbiłby się na wszystkich, nie tylko kredyciarzach ;P), to ono odziedziczy mieszkanie bez kredytu. Jeśli Autorka całe życie będzie wynajmować, dziecko nie odziedziczy nic. Oczywiście jest ryzyko, że odziedziczy dług, ale wg mnie małe, bo dziadkowie też mają majątek - jeśli się to zsumuje, to wyjdzie, że zabezpieczenie obu rodzin jednak przewyższa znacznie wysokość zadłużenia .
          • wuwujama Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 02.09.13, 17:24
            bialazor napisała:

            > czytając ten artykuł pomyślałam właśnie o Twoim poście:
            >
            > www.polityka.pl/spoleczenstwo/artykuly/1551685,1,polska-ciasnota-mieszkaniowa.read
            > a co jeśli przypadkiem (lub nie) pojawi się kolejne dziecko? tak mały metraż ni
            > e wystarczy Ci do życia. co wtedy zrobisz?

            Autorka wyraxnie napisala, ze jest przyzwyczajona do malych przestrzeni. Nie zawsze mamy to co chcemy, mimo ze jest nam potrzebne. Nie przesadzaj, ze w 2-pokojowym mieszkaniu nie da rady zyc 3-osobowa rodzina. Nawet gdyby trafilo sie drugie dziecko, czego autorka chyba nie planuje, jakos dali by rade. Kiedys w 2 pokojach na 40-45 m mieszkalo wiele rodzin 2+2 a nawet 2+3, oczywiscie komfortowo nie bylo ale dalo sie wszystko zorganizowac.
    • wuwujama Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 02.09.13, 17:12
      Kupilabym. Osobiscie po czterech latach uzerania sie z wylascicielami wynajmowanych mieszkan mialam dosc, a ze staralam sie o dziecko, tym bardziej chcialam byc u siebie. Kredyt chcesz wziac tylko na siebie, wiec pensja partnera nie jest Ci potrzebna. W banku podajesz siebie i dziecko, o alimenty nikt nie pyta, bo nie wliczaja sie do dochodu, a nawet jesli to bank to nie jest MOPS gdzie starasz sie o zasilek i musisz przedstawic wyrok alimentacyjny.

      Moja rada, nie ma sensu kupowac w nowym budownictwie mieszkania 35m 2-pokojowego z aneksem kuchennym. Praktycznie nie ma na rynku takich mieszkan, w ktorych mozna wydzielic w przyszlosci samodzielna kuchnie (gdyby sie dalo to te mieszkania juz by je mialy). Jesli jednak bys chciala takie kupic, to szukajac musisz kazdego sprzedajacego prosic o plan mieszkania i konsultowac z fachowcami, czy jest tam mozliwosc wydzielenia poxniej osobnej kuchni czy nie. Dlaczego jestem na nie? Za 5 lat dziecko zacznie przyprowadzac kolegow do domu, beda chcieli pic, wziac cos z lodowki, wyrzucic cos do smieci i za kazdym razem beda przechodzic przez Twoj pokoj, nie bedziesz miala mozliwosci zamknac sie i miec swiety spokoj. Po za tym majac aneks wszelkie odglosy gotowania, zmywania przeszkadzaja tym, ktorzy siedza w pokoju. Za 15 lat dziecko zacznie chodzic na imprezy i bedzie wraca w nocy albo chocby o tej 22, a po powrocie pewnie zachce sie pic, jesc. Czy bedzie Ci odpowiadalo, ze za kazdym razem mlody czlowiek wparowuje do pokoju? Moim zdaniem lepiej kupic mieszkanie z lat 90. lub w wielkiej plycie, gdzie na 40-45 m masz dwa oddzielne pokoje i oddzielna kuchnie. Podejrzewam, ze cenowo wyjdzie na to samo.
      • joanna100-19 A kwestia bezpieczństwa ? 03.09.13, 11:26
        Mając dziecko pomyśl nie tylko o kwestiach finansowych, ale i o stworzeniu ostoi dla Twojego dziecka. Dom to miejsce, do którego dziecko wraca ze szkoły/przedszkola, to schronienie. Dom jest częścią tożsamości dziecka. Wynajmowane mieszaknie nie zapewni takiego poczucia. Dziecko przyzwyczai się, urządzi sobie pokój, pozna kolegów, a tu okaże się, że właściciel chce sprzedać mieszkanie i trzeba się wyprowadzać. Dla wielu dzieci to stres. Mając swoje mieszkanie, nawet na kredyt będziesz wiedziała, że póki płacisz ten kredyt, jest to tylko Twoje mieszkanie. My zdecydowaliśmy się na kredyt tylko ze względu na dzieci. Chcemy, żeby wiedzieli, że to jest tylko nasz dom, że urządzamy go jak chcemy. Nie jest lekko z kredytem na głowie, ale po mału nasze mieszanie zaczyna prezentować się całkiem fajnie. Powoli remontujemy, zaciskamy pasa. Jakbyśmy wynajmowali, to byśmy stali w miejscu. Tak ładujemy kasę, wiedząc, że ładujemy w coś co za ileś tam lat będzie nasze i tylko nasze. Pomyśl o tym! smile
        • tiszantul Re: A kwestia bezpieczństwa ? 03.09.13, 13:28
          > Tak ładujemy kasę, wiedząc, że ładujemy w coś co za ileś t
          > am lat będzie nasze i tylko nasze.

          Zaraz ci użytkownik Crises napisze, że jesteś skrajną ignorantką i nie masz żadnego pojęcia o kredytach, bo mieszkanie jest Twoje już teraz, a nie za ileś lat. Miło mi, że właśnie ja mogę ci przekazać tę super wiadomość. No a ty, Crises, napisz, żeby się douczyła.
        • falllen_angel Re: A kwestia bezpieczństwa ? 03.09.13, 13:58
          joanna100-19 napisała:

          > Mając dziecko pomyśl nie tylko o kwestiach finansowych, ale i o stworzeniu osto
          > i dla Twojego dziecka. Dom to miejsce, do którego dziecko wraca ze szkoły/przed
          > szkola, to schronienie. Dom jest częścią tożsamości dziecka.

          Moje dziecko jakoś mieszkało w kilka miastach, w kilku krajach, mówi kilkoma językami. Stresu nie ma, ma za to zajebisty start w życie. Tożsamością dziecka jest jego rodzina a nie jakieś mury.

          >My zdecydowaliśmy się na kredyt tylko ze względu na dzieci.

          Wiem, to istotny argument, będzie miał kto dokończyć spłacanie.

          > Chcemy, że
          > by wiedzieli, że to jest tylko nasz dom, że urządzamy go jak chcemy. Nie jest l
          > ekko z kredytem na głowie, ale po mału nasze mieszanie zaczyna prezentować się
          > całkiem fajnie. Powoli remontujemy, zaciskamy pasa. Jakbyśmy wynajmowali, to by
          > śmy stali w miejscu.

          Teraz też stoisz w miejscu, albo nawet się cofasz, czyli spłacasz miesięcznie mniej niż mieszkanie traci na wartości.

          Ale tak jak piszesz, może jest to dobra cena za stabilizację i bezpieczeństwo.

          W
    • eo_n Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 10:31
      www.dailymail.co.uk/money/mortgageshome/article-2410104/The-MILLION-middle-class-families-buy-home.html
      To a propos tego, że ma Zachodzie normą jest wynajmowanie wink
      (to chyba w tym wątku padło?, a nawet jak nie to wypływa na forum co jakiś czas)

      "The Coles’ rental nightmare doesn’t just concern financial woes. Fierce competition and rising rents have also forced them to regularly move: they have had to change flats every year since 2008.

      Mr Cole says: ‘The worst part is that you never ever feel at home. ‘You can’t paint the bathroom, put pictures on the wall or grow anything in the garden because you’ll probably move before you see the rewards.

      ‘And it’s actually really embarrassing having to rent. Most people I know now own a property — but they got help from their family. Neighbours look down on you and have the attitude you don’t really have as much right as them to be there. It’s like you’re a second-class citizen.’ "

      i jeszcze:

      "Thanks to a toxic mix of a lack of new homes, a resurgent property market, rock-bottom savings rates, tougher mortgage rules and soaring rents, a record number of middle-income families are caught in the rental trap." wink
      • eo_n Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 10:40
        Szkoda, że nie można edytować, bo za szybko mi się wysłało - chciałam jeszcze to zdanie podkreślić:
        "it’s actually really embarrassing having to rent. Most people I know now own a property"
        • joanna100-19 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 11:50
          Moje mieszkanie akurat nie traci na wartości, a wręcz zyskuje, gdyż lokalizacja jest świetna. Po trzech latach, ceny wciąż stoją w miejscu.
          Mieszkańcy krajów zachdich nie są dla mnie wzorem ani punktem odniesienia, szczególnie, że wieczne tułaczki od wchodu do zachodu, są jedną z przyczyn nerwic i załamań nerwowych.
          Jeśli ktoś sądzi, że wynajmowanie mieszkania ukształtuje dziecko na kosmopolitę i poliglotę to brawo, życzę powodzenia!
          A tak - wolę, żeby moje dzieci spłacały swoje i moje mieszkanie niż płaciły za wynajem!
      • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 11:58
        > To a propos tego, że ma Zachodzie normą jest wynajmowanie wink

        u nas też podczas szczytu bańki ukazywało się mnóstwo takich artykułów, że warto kupić oraz jak fajnie jest mieć "swoje własne" mieszkanie. Wszystko u nas było, zarówno argument o możliwości wbicia gwoździa w ścianę, jak i ten, że "wszyscy inni kupili nasz produkt, a ty przegrasz życie, jak się nie dostosujesz" albo że jak się będziesz za długo zastanawiał, to inni cię ubiegną, a dla ciebie zabraknie, zabraknie, zabraknie. Tak samo do dzisiaj sprzedawcy nieustannie twierdzą, że "teraz jest najlepszy moment na kupno".

        > Neighbours look down on you and have the attitude you don’t really have as much r
        > ight as them to be there. It’s like you’re a second-class citizen

        co tak skromnie? osoba nieposiadająca nieruchomości to w ogóle nie jest citizen, jednak wystarczy kupić pewien produkt, a od razu stajesz się pełną gębą citizen, a sąsiedzi przyjmują cię do wspólnoty... wzruszające.
        • eo_n Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 12:32
          tiszantul napisała:


          > u nas też podczas szczytu bańki ukazywało się mnóstwo takich artykułów,
          U nas u szczytu bańki kredyty dawali na prawo i lewo, ten tekst jet o tym, że kredyty hipoteczne stały się dla wielu niedostępne... Gdzie tu związek?

          >
          > co tak skromnie? osoba nieposiadająca nieruchomości to w ogóle nie jest citizen
          Skoro tak uważają, to ich problem. Ja się odnoszę jedynie do powtarzanej tu często opinii.
          To raczej ciekawostka niż koronny argument za lub przeciw IMHO wink
    • ajserped Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 13:59
      dziękuję wszystkim za wypowiedzi mniej lub bardziej konstruktywne, wszystko czytałam, nawet to, czego już nie widać, bo chyba moderacja zadziałała. Nie spodziewałam się, że ktoś będzie sięgał aż do dzieł literatury polskiej smile
      Wniosków mi się nasunęło kilka, m.in. że niektórzy czytają to, co chcą przeczytać, a nie to co napisałam, ale w sumie takie ryzyko forum.
      Decyzji jeszcze nie podjęłam, raczej ją odsuwam do zimy. Pojawiły też się pewne inne perspektywy - zobaczymy co z tego wszystkiego wyjdzie. Jak ktoś jeszcze coś napisze, to chętnie sobie przeczytam.
      • tiszantul Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 04.09.13, 14:06
        > Wniosków mi się nasunęło kilka, m.in. że niektórzy czytają to, co chcą przeczyt
        > ać, a nie to co napisałam, ale w sumie takie ryzyko forum.

        Raczej jedna osoba napisała nie to, co chciała smile
    • ajserped kupiłam 11.03.14, 13:12
      no to kupiłam. Trochę czasu to wszystko zajęło, bo wiele przeciwności po drodze było, ale mam klucze i już "moje". Udało się mi dostać kredyt, miałam jeszcze dodatkowe wsparcie finansowe od rodziców.
      Mieszkanie jest większe niż zakładałam, lokalizacja dla mnie ok. Opłaty + rata kredytu wyniosą mniej więcej tyle ile płacimy za wynajem teraz, może nawet mniej - się okaże.
      Ufff, jeszcze tylko malowanie i przeprowadzka i dojść do ładu z finansami i znów powoli oszczędzać, jeśli się da...
      A partner na razie znów pracujący jest i jeszcze się nie rozstaliśmy smile
      • martha_marcy_may_marlene Re: kupiłam 11.03.14, 13:47
        Gratulacje!!! Marzycielom i odważnym zawsze się udajesmile.
        • tiszantul Re: kupiłam 11.03.14, 14:19
          > Gratulacje!!! Marzycielom i odważnym zawsze się udajesmile.

          Ale co właściwie się udało? Kupić towar na kredyt o bliżej nieznanym oprocentowaniu i z wysoką marżą, z wykorzystaniem wkładu rodziców?

          Że nie wspomnę o marzycielach, którzy brali kredyty walutowe w 2006-2008, bo też nie kojarzę, co im się udało.

          Że kredyt plus opłaty równają się kosztowi najmu? Byłoby dziwne, gdyby przy historycznie niskich stopach procentowych było inaczej. Ciekawe czy kredytobiorczyni w ogóle widziała normalne stopy z ostatnich kilkunastu lat i ile punktów procentowych podwyżki jest w stanie wytrzymać (i ile wytrzymają rodzice).
          • martha_marcy_may_marlene Re: kupiłam 11.03.14, 14:52
            Jakbym ja słuchała takich malkontentow, to do dziś siedziałabym na wynajmowanym, a nie była właścicielką 2 mieszkań i spokojnie od 6 lat splacala sobie mini ratke.
            • akjawah Re: kupiłam 11.03.14, 21:30
              martha_marcy_may_marlene napisała:

              > Jakbym ja słuchała takich malkontentow, to do dziś siedziałabym na wynajmowanym
              > , a nie była właścicielką 2 mieszkań i spokojnie od 6 lat splacala sobie mini ratke.

              he he to tak jak ja, z tym że poczucie własności to miałem dopiero w chwili otrzymania powiadomienia z sądu o wykreśleniu wpisów w dziale IV księgi wieczystej smile
    • marina111 Re: kupić, nie kupić - mieszkanie 26.03.14, 22:54
      Czarno widze ten kredyt ale skoro chcesz i masz wsparcie rodziny to ja bym wolala dac jak najwiekszy wklad wlasny i kupic takie mieszkanie ktorego mocno remontowac nie trzeba. Wyremontujesz za jakis czas jak nazbierasz. A jak rata bedzie cie przyduszac to nic ci po pieknie wyremontowanym mieszkaniu ktore trzeba bedzie sprzedac. Jak bys zostawila sobie 20tys jako zabezpieczenie a kredyt wziela na 150tys to rata byla by mniej obciazajaca, moze z czynszem razem bylo by ok 1000zl co w sumie by poprawila twoja sytuacje

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka