A sam temat dotyczy problemu, który ostatnimi czasy... napisałabym, że "nie daje mi spać", ale w gruncie rzeczy to "nie daje mi wydawać własnych pieniędzy". Zmierzam do tego, że chociaż lubię zakupy (jak wiele kobiet

) zarówno odzieżowe, kosmetyczne, jak i po prostu spożywcze i bzdety do domu, to ostatnimi czasy bardzo często przydarzają mi się w sklepach sytuacje, przez które mam ochotę już nigdy nic nigdzie nie kupować, tylko zaszyć się w dziczy i polować na kaczki
Nie wiem czy mamy jakieś spowolnienie gospodarcze, czy co się dzieje, ale w ciągu niecałego miesiąca (ostatniego) jestem tak nachalnie atakowana w sklepach, ZMUSZANA do zakupu niepotrzebnych mi produktów. Chociaż temat był już wielokrotnie wałkowany w kontekście banków, operatorów komórkowych itp. to mi chodzi o coś innego - ja nie mogę w spokoju iść do fryzjera żeby panienka nie ATAKOWAŁA mnie dlaczego nie chcę rewelacyjnej maski albo chociaż kupić nowej, rewelacyjnej pianki którą ona dystrybuje

A przecież to takie super, cudowne i TANIE.
I powtarzam (przepraszam że się powtarzam, ale ciągle jestem w szoku) - to są lokalni usługodawcy, małe sklepiki. W mydlarni u franciszka pani nie mogła zrozumieć że mydło za 20zł zupełnie mi wystarczy, że nie chcę go pakować na prezent, nie chcę do niego pudru, że wciskanie mi pudru do ręki nic jej nie pomoże, że tłumaczenie mi, że "to tak ładnie, zapakowac na prezent" NIE sprawi, że ja zacznę myśleć, że "to tak ładnie", NIE sprawi, że wydam 100zł na MYDŁO
Czeka mnie również w najbliższym czasie nauka robienia sobie w domowym zaciszu henny na brwi (jestem blondynką farbującą na brązy - więc te brwi to mus) - bo pani, której do tej pory płaciłam za ten zabieg 15zł miesięcznie najzwyczajniej w świecie zaczynam się BAĆ. Tak usilnie próbuje mnie zmusić do zabiegów dodatkowych, nie słyszy odmowy (a ja nie mogę wyjść w połowie zabiegu z jedną zrobioną brwią

) - niekulturalna być nie chcę, a kulturalne NIE przestało działać w świecie biznesu.
Od razu spieszę wyjaśnić. W opisanych sytuacjach NIE chodzi o to, że ktoś mi gdzieś zaproponuje produkt/usługę dodatkową. Ja rozumiem, sprzedaż, oni muszą cisnąć

Chodzi mi o sytuacje w których ja mówię stanowcze i wyraźne NIE a mimo to jestem z oburzeniem (!!) pytana "czemu nie?" (co kulturalny człowiek odpowiada na takie pytanie? bo mi przychodzą do głowy same pomysły co odpowiada niekulturalny, ale szczery

mimo to... rodzice nie wychowali mnie na chama, więc mam problem), albo traci się mój czas (autobus mi ucieka, bo panienka mimo odmowy robi prezentację oferty) albo wręcz ktoś probuje mnie na usługę wbrew mojej odmowie "wstępnie zapisać a jakby nie pasowało to pani nie przyjdzie, zaliczka 10zł"
Nosz do...
proszę, piszcie własne doświadczenia, radźcie, komentujcie. Bo dla mnie to się ostatnio zrobił problem, nie wiem czy mam pecha, czy kiedyś (jeszcze np. rok temu) problem nie był tak rozwinięty... Normalnie nie wiem co myśleć, ani jak reagowac, żeby nie być chamską (a "po dobroci" nie działa...)
Chyba zacznę wszystko kupowac przez internet. Gorzej z usługami...