witam
czytalem juz w kilku roznych watkach o dziwnych podzialach oplat w zwiazkach
(jak np ten ostatni "oszczedzanie a maz") i czasami szokuje mnie to, jak te
sprawy sa rozwiazywane
u mnie jest tak, ze zarabiam okolo 3x wiecej niz narzeczona, wiec do zycia
(mieszkanie, oplaty, jedzenie itp) daje 3 x wiecej niz Ona
czyli jest sprawiedliwie, tak mi sie wydaje

jesli chodzi o wakacje to stosujemy podobny przelicznik, chyba ze jedziemy
gdzies w miare blisko (i tanio) wtedy dzielimy sie po polowie
i choc wplacam 3x wiecej na wspolne konto a do tego, choc jako facet jem
wiecej to jednak kosztuje mniej nasz wspolny budzet (nie lubie wielu rzeczy
jak oliwiki, owoce moza itp) to jakos nie czuje sie poszkodowany bo i tak
procentowo nadal wiecej zostaje mi na oszczednosci (ktore w koncu i tak pewno
zostana wydane na wspolne rzeczy, w tym mieszkanie lub splate kredytu)
a jak jest u Was? przewaza pol na pol, czy raczej proporcjonalnie do zarobkow?
bo mam nadzieje, ze takie sytuacje jak w "oszczedzanie a maz" to raczej wyjatki...