Jechałam dzisiaj rano do pracy tramwajem. Żadna rewelacja, codziennie tak
jeżdżę

- ale dzisiaj było dosyć ciepło. No i tak sobie myślałam o moich
kotach i o znaczeniu terytorium i...Człowiek jest jedynym ssakiem, który
zamiast znaczyć swoje terytorium zapachem - wymyślił zapachy neutralne,
żeby "zabić" swój własny. (Dzięki temu możliwe jest przebywanie w takich
skupiskach bez większych uszczerbków na zdrowiu
To powyższe to tylko tytułem zagajenia
A teraz do rzeczy: Czy ludzie nie powinni "dobierać się w pary" również
pod względem upodobania do swoich zapachów? Nie do tego, czym chcą pachnieć
i w zwiazku z tym wylewają na siebie/wmasowują jakieś wonne substancje, ale
do swojego własnego zapachu, właściwego dla konkretnego człowieka...
Czy nie przykładamy wagi jedynie do wzroku, słuchu, dotyku - ufając,
że węch da się łatwo zmylić jakimś diorem czy innym calvinemkleinem?
Tak, tak, wiem - znowu temat niefilozoficzny