Przepraszam za "wątkotfurczość" zbyt obfitą, ale po prostu MUSZĘ

Po raz kolejny przeczytałam, że "już za późno na cośtam" i to "za późno"
dotyczyło całego swiata/ludzkości (w dodatku na przestrzeni dziejów)
No nie daje mi spokoju ta myśl wyrażona słowami przez Zbigniewa31
"gdyby te 2 tys. lat poświęcono na otwieranie ludzi na myślenie a nie
zakuwano ich w kanony wyznań , to dziś nie byłoby takich pytań".
Czy to jest tak, że każdy z nas uważa swoje życie za początek
i koniec "prawdziwego świata"? Czy to nie niesamowite, że mamy pretensje do
przeszłych pokoleń, że nie dołożyły większych starań, aby przygotować świat
na nasze przyjście? Czy nie jest niezwykłe, że właściwie to
nie za bardzo przejmujemy się pretensjami, które mogą mieć do nas nasze
wnuki, a co dopiero mówić o pokoleniach, które będą zamieszkiwać Ziemię
za 2 tysiące lat? (a przecież za te 2 tysiące lat ktoś może napisać na jakimś
forum: "gdyby w 2006 zamiast pleplać, że "za późno" zaczęli działać - to
dzisiaj nie zadawalibyśmy takich pytań"