Dodaj do ulubionych

Rzym , Toskania i wino

19.10.08, 19:55
Byłem wróciłem , było cudownie , ale od początku .
Wyjechaliśmy w czwartek ok. 18.00 z krótkimi przystankami
dojechaliśmy do hotelu w Rzymie ok. 16.00 w piatek , oczywiście
prowadziły samochód dwie osoby - mniej wprawnym kierowcom ,
niepokonującym dużych dystansów regularnie , stanowczo doradzam
hotel po drodze - jechaliśmy przez Czechy , Słowację i Austrię .
Pierwszy cudowny kontakt z Włochami , to postój na stacji benzynowej
i kawa espresso - ta była najlepsza jaką piłem w życiu , ale to
przekonanie musiałem później rewidować kilkakrotnie , kilka
następnych jakie piłem było oczywiście jeszcze lepszych . Mogę
podpowiedzieć , że w Austrii paliwo trochę tańsze niż w Polsce - 1l
benzyny 1,15Eu tyle płaciłem , tankując dwukrotnie .
Oboje z żona , oczywiście nie wytrzymaliśmy i do centrum miasta
pojechaliśmy po krótkim odświerzeniu się w hotelu . Watykan i piękne
oświetlone mosty i twierdza nad Tybrem , dały nam przedsmak tego co
nas czeka później . Czas na zwiedzanie w sobotę od rana mieliśmy
dość ograniczony , tylko do 13.00 , więc zrobiliśmy plac Wenecki i
jego okolicę spacerujać w strone Watykanu , żona wsadzała nos w
prawie każdy sklep z butami , torebkami ew. butik z ciuchami , ceny
w sklepach - miłe rozczarowanie , zdecydowanie taniej niż w Polsce .
Zmęczeni odrobinę ślubem i przyjeciem później (to był nasz powód
przyjazdu) , zmusiliśmy się od ok. 10.30 zaczeliśmy od Watykanu i
mszy z Papieżem , później ustaliśmy , że wsiadamy do odkrytego
autobusu i rozpoczynamy zwiedzanie przez taki objazd CityTours -
bilet kosztował 16Eu od osoby , był ważny 24h , trasa przejazdu ok
14 przystanków - trochę niezgodna z opisem , w Rzymie też zamykają
ulicę na remonty :-) . Zaopatrzeni w plan miasta wysiadaliśmy na
poszczególnych przystankach zwiedzając poszczegolne atrakcje , to
naprawde dobry sposob . Zabytki , atrakcje super , fotanna di
Trevi , plac Hiszpański oraz schody to były chyba najbardziej
zatłoczone miejsca tego zwiedzania , ku szczęściu żony , a mojemu
lekkiemu rozczarowniu sklepy (czyt. butiki) w niedzielę otwarte , no
jakoś czoło musiałem temu stawić .

cdn.
Obserwuj wątek
    • wojtek37k Re: Rzym , Toskania i wino 19.10.08, 21:06
      Obiad na mieście , w tawernie w połowie drogi między fontanną di
      Trevi a placem Hiszpańskim , oczywiście zero miejscowych , sami
      turyści , jedzenie dobre , wino dobre , rachunek porównując z
      późniejszymi lokalami wysoki . Po posiłku dalsze zwiedzanie min.
      Rzym starożytny , którego główna atrakcja Colosseum robi naprawdę
      wrażenie , plac Nuvona z koleji w remoncie , więc traci na
      atrakcyjności , ale kawa "jak zwykle" znowu najlepsza w życiu :-).
      Wróciliśmy na pusty już plac Św. Piotra , aby obejrzeć bazylikę od
      środka , spędziliśmy w niej sporo czasu , od środka jest jeszcze
      okazalsza niż z zewnątrz i zrobiła na mnie niesamowite wrażenie .
      Kolację jaką zjedliśmy później na mieście (via Corso) niestety w
      knajpce dla turystów była najgorszą jaką jedliśmy , sam danie bez
      tragedii , wino co najmniej "ciepłe" , tiramisu , to w ogóle nie
      było tiramisu , tylko tort z kremem ,ciastem biszkoptowym posypany
      kakao - no tragedia , zamówiliśmy na szczęscie jedną porcję na
      dwoje , ruszyliśmy to "coś" po razie i tyle . Nasz pobyt w Rzymie
      musieliśmy już kończyć , po trzech dobach spędzonych w hotelu Pisana
      Palace . Sam hotel (***) bardzo nam się spodobał , jest przy via
      dela Pisana , jest dobrze skomunikowany z centrum , przystanek
      autobusowy 100m od hotelu , podróż do centrum trwa ok. 20 min ,
      zatrzymuje się przy Watykanie , pętle ma przy via Corso Vittorio de
      Emanueli , niedaleko Tybru . Koszt 95Eu dwójka ze śniadaniem
      (bardzo dobrym) , obsługa b.dobra , pomocna i przyjazna , 400-500m
      od hotelu w stronę miasta , super pizzernia (dla miejscowych) -
      pizza przepyszna , tanio jak barszcz , głownie ją rozwożą więc sam
      lokal ogranicza się do kilku stolików (plastikowych) na zewnątrz i
      małego bufetu w środku .

      cdn.
      • wojtek37k Re: Rzym , Toskania i wino 19.10.08, 22:26
        Rankiem , po bardzo dobrym śniadaniu , najlepszej kawie w życiu
        (wiem staję się już nudny) ruszamy do Toskanii tam chcemy spędzić
        cztery noce porozgladać się trochę , posmakować trochę włoskiej wsi
        i małych miasteczek . Zaczynamy jednak zwiedzanie od Orvieto -
        miasteczko na skale , na granicy Umbrii i Toskanii , tuż przy samej
        autostradzie , we wczesnym średniowieczu była tam wiejska rezydencja
        wielu papierzy , dojeżdżamy - parking , tuż przy samej katedrze
        pomaga nam znaleść nasza nawigacja , w takiej i wielu innych
        sytuacjach w trakcie tego wyjazdu , to urządzenie okazało się
        niezastąpione . Orvieto , bardzo nam sie podobało : zabytki ,
        widoki , delikatesy w ktorych można kupic świętną oliwę i trufle z
        Umbrii , okoliczną specjalnością są rownież wędliny z dziczyzny , po
        kilku godzinach i dwóch kawach ruszyliśmy do Montalcino już w
        Toskanii , maleńkie romantyczne miasteczko gdzie na każde 100m2
        przypada jedna enoteka sprzedająca wina , a wino w Montalcino można
        kupic naprawdę dobre . Brunello , bo o nim pisze "bije" się o miano
        najlepszego wina włoskiego , z piemonckim Barolo . Samo Montalcino w
        całości można pieszo zrobić , dość dokładnie w 1,5h , ale są jeszcze
        wspomniane przeze mnie enoteki , gdzie w kilku z nich odpłatnie , za
        grosze można popróbować wina , degustacja bedzie zupełnie darmowa
        jesli ją połączymy z zakupami , a degustować jest co , uwieżcie mi
        na słowo .
        Z cięższym bagażnikiem i lżejszym portfelem , wyruszmay już do
        hotelu , musimy do niego dojechać przed 19.00 , do tej godziny
        pracuje recepcja . Sam hotelik (Del Lago) , w ktorym mamy
        zrezerwowane kolejne dwie noce , okazuje się dość skromnym rodzinnym
        przedsięwzieciem nad brzegiem jeziora (w zasadzie sztucznego
        zalewu) , zostaliśmy w nim miło przyjęci , ale warunki które nam
        proponował były , nazwę je dyplomatycznie , dość skromne (największe
        uwagi można mieć do łazienki) , cena noclegu niezawysoka (54Eu pokój
        ze śniadaniem) , więc nie marudzimy . Dostajemy to , za co płacimy :-
        ) . Hotel jest położony w miejscowości Campriglia o jakieś 6-7km od
        autostrady A1 ok. 40km od Florencji i 50km od Sieny . Wieczorem
        wpadamy na kolację do odalonej o jakieś 2 km tawerny , jest jeszcze
        druga tawerna w pobliżu 0,5km od hotelu , ale w poniedziałki
        nieczynna . Chcę wina , żona rownież , więc idziemy pieszo , kolacja
        była bardzo dobra , wino dobre , cena przystępna ok. 30Eu , do okoła
        nas jedzą sami miejscowi , więc wiemy z góry przed podanym
        jedzeniem , że adres na kolację dobry . Przy kolacji oboje
        dyskutujemy , temat - co zwiedzamy jutro ? Ja chcę Sienę , żona
        Montepulciano i Pienzę , staje .... zgadnijcie na czym .
        .... rano wyruszamy najpierw do Pienzy , urocze miasteczko , świetna
        kawa (znów najlepsza w życiu) , w rodzinnych delikatesach kupujemy
        kilka butelek destylatu wysokoprocentowego , wyrabianego z
        winogron , a zwanego grappa , kupujemy tu również prosciutto
        miejscowego wyrobu , lunch to zjawiskowe pannini z porchettą , dla
        jeszcze niewtajemniczonych to kanapka z pieczonym prosiakiem , nie
        wiem czy zdrowa i bez cholesterolu , ale smak to miała nieziemski ,
        zwiedzanie atrakcji (tych innych) zajmuje nam jescze jakieś 1,5h .
        Jedziemy do Montalcino , w drodze zaczynają dochodzić mnie jednak
        dziwne odgłosy dobywajace sie z okolic podwozia samochodu
        (przeniesienia napędu) , cóż samochód 2 lata , 40tys. przejechane ,
        marka ponoć ta najmniej zawodna , uśmiech nie gaśnie z mojej
        twarzy , dzwonie do kolegi w Polsce , rozmawiamy w czasie jazdy ,
        robię dziwne rzeczy które każe mi zrobić zadają pytania , a czy
        słychać teraz ... itd. itp. , dochodzimy do wspólnego wniosku
        łożysko oporowe przy sprzęgle ... uśmiech gaśnie na mojej twarzy .

        cdn.
        • marusia811 Re: Rzym , Toskania i wino 20.10.08, 08:09
          mnie kawa we Włoszech smakuje jednakowo gdzie bym ją nie piła, tak
          jakby z tej samej hurtowni i ten sam gatunek
        • Gość: al9 wojtek nie trzymaj nas w napięciu... IP: *.teleton.pl 20.10.08, 08:54
          brawa za talent literacki
          jesli chodzi o Twoje zachwyty kawą i kuchnią - na tym forum
          znajdziesz pełne zrozumienie :-))
          co z autem???
          al
          • sam_diabel Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 20.10.08, 12:22
            Jedziemy do Montalcino , w drodze zaczynają dochodzić mnie jednak
            dziwne odgłosy dobywajace sie z okolic podwozia samochodu
            (przeniesienia napędu) , cóż samochód 2 lata , 40tys. przejechane ,
            marka ponoć ta najmniej zawodna...

            Today. Tomorrow. Toyota ?
            • al9 Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 20.10.08, 13:00
              Jedziemy do Montalcino , w drodze zaczynają dochodzić mnie jednak
              dziwne odgłosy dobywajace sie z okolic podwozia samochodu
              (przeniesienia napędu)
              -------------
              wiem!!!
              przejechali karabiniera...
              a post pisany z celi więzienia z Sieny!
              al
              • wojtek37k Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 20.10.08, 15:46
                Zapomniałem napisać przy okazji Pienzy , że w okolicach tego miasta
                produkuje się ser Pecorino , w wersji twardej można nim zastępować
                Parmezan - chodź moim zdaniem jest trochę łagodniejszy , wersja
                miękka smakuje wybornie bez dodatków , lub z chlebem .

                Uśmiech zszedł mi stwarzy , bo w samochodzie jeśli łożysko oporowe
                ulegnie do końca zniszczeniu to blokuje się sprzęgło i biegu już nie
                zmienimy . Gorączkowa dyskusja z żoną , jak zaradzimy sytuacji , nie
                przyniosła rozwiązania , jedziemy poprostu i nie panikujemy , mam
                pewność - mogę jechać dalej , tylko nie wiem jak długo to potrwa .
                Dojeżdżamy do Montepulciano , najpiękniejszy zabytek tego miasteczka
                jest położony pod tym miastem - a jest nim kościół , prowadzi do
                niego aleja ze strzylistymi drzewami - widok naprawdę imponujący . W
                samym mieście można powtorzyć winne zakupy , ale juz nie tak
                spektakularnego trunku jakim było Brunello . Montepulciano słynie z
                wytrawnego wina Nobile i słodkiego Sante , na mieście mnóstwo
                sklepów z winami , ale są to zupelnie innego typu sklepy niż w
                Montalcino , a mianowicie , sklepy są w posiadaniu winiarzy
                produkujących wino , więc w wiekszości wypadków w sklepie , można
                kupić wino tylko jednego producenta , oferty wzbogacane są o oliwy .
                Ma to swoje plusy - próbowanie jest gratis . Mój bagażnik został
                ponownie dodatkowo obciążony , a partfel wprost odwrotnie - nieco
                lżejszy . Samo miasto , powiem jednak szczerze rozczarowało , było z
                tych małych miasteczek , które do tej pory widzieliśmy , najmniej
                klimatyczne , tomantyczne itd .

                cdn.

                p.s. dziękuję za łaskawe komentarz , ja do swego bazgrolenia mam
                jednak bardziej krytyczny stosunek , przepraszam za literówki i
                błędy , mimo to mam nadzieję , że da się to czytać bez bólu :-)
                • marusia811 Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 20.10.08, 18:56
                  "w drodze zaczynają dochodzić mnie jednak
                  dziwne odgłosy dobywajace sie z okolic podwozia samochodu ....."

                  to pewnie winy było zbyt ciężkie
                  • Gość: Celine Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... IP: 194.196.228.* 22.10.08, 08:26
                    Wojtek! czekamy na dalszy ciąg opowieści :) nie ociągaj się, chyba
                    że budujesz atmosferę grozy ............... ;)
                    • wojtek37k Re: co było dalej :-) 22.10.08, 14:11


                    • wojtek37k Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 22.10.08, 14:12
                      Praca , praca i jeszcze raz praca jest jedynym powodem opóźnień :-)

                      Po wyjeździe z Montepulciano skierowaliśmy się do autostrady A1 ,
                      aby móc pojechać odrobinę szybciej . Drogi w Toskanii są przecudnej
                      urody , mają jednak wadę szybko to sie nimi jechać nie da . Po
                      wjechaniu na autostradę i zdecydowanym zwiększeniu prędkości łożysko
                      przy sprzęgle , mruczało-warczało już dużo wyraźniej . No tak do
                      Polski wracać się nie da , trzeba się z tym zmierzyć na miejscu ,
                      gdyby coś holowanie z autostrady w obcym kraju - nie chciałbym sie
                      mierzyć z tym wyzwaniem . Największe miasto po drodze to Arezzo więc
                      tam też podążamy . Wstukuje jakieś funkcje mojej nawigacji , aby
                      adres warsztatu znaleźć , wyskakuje jakiś wynik wyszukiwania , ale
                      nie wiadomo czy to dobry mechanik , czy przysłowiowy kowal .
                      Kombinuje przy nawigacji , mam ją dopiero miesiąc , widzę mozliwosć
                      wpisania słowa kluczowego , więc wpisuje T O Y O T A (specjalnie
                      duże litery , niech wszyscy wiedzą jakie to bezawaryjna marka) i ...
                      wyskakuje mi ze 30 serwisów toyoty (małe litery z pogardy) , a
                      najbliższy w Arezzo do którego zmierzamy . Dojeżdżamy szybko ,
                      odlegość niewielka . Po jakimś czasie wyłania nam się serwis ,
                      wjeżdżamy do śodka , stajemy w otwartej bramie hali . Podchodzi do
                      nas mechanik , przyglądając się tablicom rejetracyjnym , podnosi
                      wzrok i się uśmiecha , w głowie kłębią mi się myśli , no tak
                      zobaczył turystę i zaraz mnie skroji . Oprócz języka ojczystego , w
                      sposób podstawowy , lecz komunikatywny mam umiejętność posługiwania
                      się językiem uważanym za bardziej uniwersalny , więc nieśmiało
                      zapodałem "We have problem , witch our Car" , w oczach mechanika
                      zobaczyłem zdziwienie , że nie zagaiłem po włosku , no cóz matka
                      natura , nie uszczęśliwiła mnie tą umięjętnością z urodzenia , jakoś
                      tak sam z siebie nie miałem pomysłu jej opanowania . Widzę , w
                      między czasie , idzie chyba szef , smieje się jeszcze szerzej , oj
                      skroją mnie naprawdę nieźle , przebiega przez głowę , ale nic to .
                      Obaj panowie rozmawiają w języku Petrarki , więc czekam , aż
                      skończą . Po czym wpadam na pomysł zaproszenia mechanika na fotel
                      kierowcy , proponując najbardziej uniwersalnym językiem świata -
                      ręcznym , przejażdżkę . Ok wsiada , ja wsiadam po stronie pasażera ,
                      jedziemy . Jedziemy zbyt wolno , aby było coś słychać , nie wiem czy
                      moja niesmiała propozycja "faster" , czy jego gorąca włoska krew ,
                      powodują , że przyspiesza . Zaczeło chałasować , mechanik
                      stwierdza "cambio" kiwając ze zrozumieniem głową .... no z ust mi to
                      wyjął prawie , no własnie miałem mu powiedzieć , więc teraz już
                      potwierdzam "yes cambio" . Wracamy do warsztatu , tam czeka na nas
                      szef , a ja cały czas zastanawiam się , ile może
                      kosztować "cambio" . U nas z robocizną nieraz w ciągu dnia sie nie
                      wyrabiają , .... u nich się lepiej zarabia , czarno to widzę . Szef
                      i mechanik rozpoczęli gorączkowe poszukiwania , w serwisie i salonie
                      sprzedaży , osoby która władały by językiem zrozumiałym dla mnie ,
                      pech - okazało sie , że jest jeden , ale dziś ma wolne :-). Dzwonią
                      do kogoś i głośno rozmawiają , przekazują mi słuchawkę . W końcu coś
                      rozumiem , tajemniczy ktoś w słuchawce oświadcza mi , że mam popsute
                      coś w cambio (hihihi to już wiedziałem) i żeby się przekonać co
                      zostało uszkodzone należy odpiąć "cambio" od "engina" , to było
                      jasne sam bym tak zrobił . Przewidywany czas naprawy to ok. 3 dni -
                      o w mordkę pomyślałem , rachunek rośnie . Zapytano mnie ile lat
                      liczy auto , odpowiedziłem , że 2 . Na tekst usłyszany ze
                      słuchawki "give me boy" trochę początkowo się zmieszałem , ale
                      zatrybiłem i oddałem słuchawke mechanikowi .....

                      cdn.

                      • Gość: alw Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... IP: *.internetdsl.tpnet.pl 22.10.08, 14:23
                        Wojtek trzymasz nas w napięciu jak Hitchcock;)
                      • ro_bb Re: wojtek nie trzymaj nas w napięciu... 22.10.08, 14:44
                        Bardzo mnie wciągnął ten opis i z niecierpliwością czekam na dalszy
                        ciąg. Nie chciałbym spalić puenty, ale czy skońookie samochody nie
                        powinny mieć trzyletniej gwarancji a może i jakieś assistance?
                        • Gość: al9 wiem co będzie dalej IP: *.teleton.pl 22.10.08, 16:03
                          szef zaproponuje Wojtkowi wymianę:
                          zostawi toyote i swoja żonę a dostanie żonę szefa (świetnie robi
                          makarony) i fiata
                          BEZ dopłaty!
                          al
                          • ennka Re: wiem co będzie dalej 22.10.08, 23:20
                            Wojtku, ja też czekam na c.d.n.
                            Świetna relacja ,można przy niej powspominać własne podróże.
                            Pozdrawiam
                            • Gość: orka Re: wiem co będzie dalej IP: *.ae.poznan.pl 23.10.08, 13:59
                              ...ja teeeż! ja też! ;)))
                              • wojtek37k Re: wiem co będzie dalej 24.10.08, 18:17
                                ... powodem tej chwili zmieszania przy usłysznym
                                tekscie "słuchawki" , było to , że głos który go zapodał był
                                damski . Rozmowa po włosku z mechanikiem trwała dość krótko ,
                                póżniej chwilka mechanik-szef i znowu chwilka mechanik
                                ze "słuchawką" , po czym telefon wpada w moje ręce i słyszę , że u
                                nich toyota w tym wieku jest jeszcze na gwarancji (notabene
                                gwarancję mają na 5 lat) , więc Oni oczywiście będą uprzejmi , mnie
                                potraktować z gwarancji . No tak pieniądze w kieszeni , pomyslałem ,
                                to może nie pozbawi mnie humoru ta sytuacja i wakację zakonczą się z
                                uśmiechem . Rozmowa przez "słuchawkę" z mechanikiem i jego szefem
                                trwa jednak dalej : pytają kiedy mam zamiar wracać do Polski , ja
                                odpowiadam zgodnie z prawdą , że myślałem o sobocie , niedziela
                                miała być dniem regeneracji organizmu przed pójściem do pracy ;-).
                                Odpowiadają , że w takim razie auto muszę zostawić już dziś
                                (wtorek) , aby było gotowe na piątek , niestety to nie możliwe ,
                                moje rzeczy pozostały w hotelu , który jest oddalony o ok.40km ,
                                muszę je zabrać , wymeldować się , zapłacić , więc w zasadzie mogę
                                przyjechać jutro (teraz był już wczesny wieczór) , mechanik i szef
                                są trochę zmartwieni , a "słuchawka" po konsultacji stwierdza , że w
                                takim razie muszę być "early morning" , trochę zaniepokojony pytam o
                                której zaczynają pracę , a oni precyzują , że mam być przed 9.30 .
                                No tak polak i włoch mogą mieć , różne postrzeganie kwestii
                                wczesnego ranka . Żegnany usmiechami odjeżdżam do hotelu , po
                                powrocie , kolację zamierzamy zjeść w drugiej pobliskiej tawernie .
                                Idziemy oczywiście pieszo , bedziemy pić wino , kolacja okazuje się
                                jednak w tym wypadku nie tak dobra jak poprzedniego wieczoru , a
                                towarzyszą nam w zdecydowanej większości obywatele Niemiec (może
                                Austrii) pijący do kolacji piwo . Trafiliśmy chyba na knajpkę
                                turystyczną - jak pech to pech . Wczesnym rankiem (hihihi) jemy
                                śniadanie płacimy należność za hotel (to ten ze słabą łazienką) ,
                                opuszczając go bez jakiegoś żalu . Po tym "natłoku" porannych
                                obowiązków udajemy sie w drogę do serwisu , udaje nam sie dotrzeć
                                wczesnym rankiem .... hihihihi . Pracownik ze znajomością języka
                                komunikatywnego jest tym razem w pracy , więc dopinamy szczegóły
                                dość szybko , w między czasie wypakowuję nasze bagaże z samochodu ...

                                cdn.
                                • wojtek37k Re: wiem co będzie dalej 25.10.08, 15:28
                                  ....widząc to włosi propunują pomoc w znalezieniu hotelu , na
                                  miejscu , w Arezzo . Chętnie sie zgadzamy , bo mieliśmy się zdać na
                                  taksówkarza . Załatwiają hotel na mieście , ze zniżką ok. 7% , a o
                                  taksówce nie ma mowy sami proponują podwózkę - kurcze naprawdę
                                  miło . Podwozi nas żona szefa , w trakcie krótkiej podroży , żona
                                  zwraca moją uwagę na jej torebkę pierwszy raz widzę , pragnienie
                                  wielu kobiet - torebka od Prady . Podjeżdżamy pod hotel , jest
                                  doskonale sytuowany , właścicielka tej wspaniałej torebki ,
                                  podchodzi z nami do recepcji , upewniając się , że wszystko co było
                                  uzgodnione przez telefon , bedzie zrealizowane - wszystko jest w
                                  najlepszym porządku . Hotel Continentale , bo o nim tu pisze , na
                                  pierwszy rzut oka zrobił na nas doskonałe wrażenie , koszt doby
                                  hotelowej 108Eu ze śniadaniem po zniżce . Położony jest przy głownym
                                  placu miejskim w Arezzo , z jednej strony dzieli nas odległość ok.
                                  400 od dworca autobusowego i stacji kolejowej , z drugiej strony za
                                  ok. 500m zaczyna sie starówka Arezzo . Zostawiamy bagaże w bardzo
                                  ładnym pokoju hotelowym i ruszamy na miasto . Arezzo - nie
                                  planowaliśmy zwiedzania tego miasta , lecz po krótkim juz spacerze ,
                                  musimy przyznać oboję , że był to błąd , domy , uliczki , cudownej
                                  urody , na starówce mnóstwo sklepów antykwarycznych , śliczny
                                  zabytkowy plac główny (piazza Grande), którego jedna ze ścian to
                                  bardzo długi budynek z loggią (rodzaj zabudowy arkadowej) , w
                                  której znajduje się kilka kawiarenek . Oczywiście , poraz kolejny
                                  mogę stwierdzić , że czuję na podniebieniu najlepszą kawę świata .
                                  Sam szczyt wzgórza które okala starówka to piękny park , oraz
                                  twierdza zbudowana przez Medyceuszy , Na granicy parku i zabudowań
                                  starówki strzela w niebo śliczny Kościół San Francesco przy piazza
                                  Duomo . Spacer po tym malowniczym miejscu , naprawdę był bardzo
                                  interesujący . Lunchyk - znaleźliśmy kolejne miejsce gdzie serwują
                                  kanapki z porchettą , więc nawet nie zastanawiamy się , znów mamy
                                  coś pysznego w ustach za jedyne 4,5Eu z kieliszkiem wina od osoby .
                                  Szczytem obżarstwa , były jeszcze lody które zakupiliśmy w jakiejś
                                  pobliskiej małej lodziarni . Oj oboje czujemy , że to za dużo , ale
                                  lody były równie pyszne . Dalsze spacery po starówce oraz łażenie po
                                  sklepach i kawiarniach zajęły nam czas aż do kolacji . Arezzo po
                                  zmroku było jeszcze ładniejsze . Zmęczeni całym dniem na nogach , po
                                  krótkim odpoczynku w hotelu , udajemy się na kolację , wybieramy
                                  Osterię Paparazzi - 200m od hotelu . Knajpka na kilka stolików , w
                                  suterynie poniżej linii gruntu . Właściciel cudowny człowiek ,
                                  przyniósł kartę potraw , ale sam nam zaproponował menu na wieczór i
                                  naprawdę było pysznie , to co nam najbardziej smakowało w zestawie
                                  przystawek , doniósł powtórnie , natychmiast zwiększając porcję :-
                                  ) . Wino , to najzwyklejsze stołowe , było najlepszym jakie piliśmy
                                  w knajpce , w trakcie całego pobytu , muzyka uprzyjemniała zarówno
                                  czas oczekiwania , a później jedzenia . Właściciel (znał angielski)
                                  zagajał nas , ale nie był natrętny , dowiadując się , że jesteśmy z
                                  Polski , zaraz się pochwalił , że zatrudnia polską studentkę Kasię ,
                                  na pół etatu .W trakcie jedzenia zastanawialiśmy się co robimy
                                  jutro , staneło na tym , że wypróbujemy koleje włoskie i spróbujemy
                                  się dostać do , o 70km oddalonej , Florencji ....
                                  • wojtek37k Re: wiem co będzie dalej 29.10.08, 20:09
                                    ....rano tuż po śniadaniu , ruszyliśmy na dworzec , aby dostać się
                                    do Florencji . Bilety w kasie na pociąg II klasy kosztowały nas
                                    11,60Eu od osoby w obie strony . Udało nam się wsiąść do pociągu
                                    który jechał z Rzymu i po wyruszeniu z Arezzo , następny prezystanek
                                    miał już we Florencji , przejazd trwał około 50 min . Wysiadamy z
                                    pociągu i koło dworca , kiosku kupujemy przewodnik po Florenji ,
                                    wydany w języku polskim :-) , w nieodległej informacji turystycznej
                                    dostajemy w miarę dokładny plan zabytkowej Florencji . Tak uzbrojeni
                                    ruszamy , od razu wyjaśnię , że w planach objazdu Toskanii w ogóle
                                    nie mieliśmy planów na Florencję , wizyta została spowodowana awarią
                                    samochodu , więc do tego miasta , podobnie jak do Arezzo ,
                                    podchodzimy dość nieprzygotowani merytorycznie . Wkraczamy w strefę
                                    zabytków , rozpoczynając od kościoła Santa Maria Novella , tu nasze
                                    zdziwienie , wstęp do czynnego kościoła jest płatny ?:-(? ,
                                    początkowo aż oniemiałem , przyznam szczerze , że takiego
                                    rozwiązania nie spodziewałem się w żaden sposób . Okazuje się
                                    jednak , że we Florencji to norma , kolejny kościół który zaliczamy
                                    po drodze do katedry , kościół San Lorenzo (parafia Medyceuszy)
                                    wstęp do niego również płatny !!!?:-(? , na dodatek stwierdzam , że
                                    kościół otacza regularny bazar , gdzie królują jakieś ciuchy ,
                                    paski , czapki , buty , denne pamiątki - oboje z żoną zastanawiamy
                                    się , co się dzieje ? Postanawiamy , musimy ochłonąć przy kawie .
                                    Kawa w ewidentny sposób poprawia nam nastrój , ruszamy dalej
                                    zobaczyć klejnot Florencji - katedrę . Katedra jest rzeczywiście
                                    imponująca najpierw obchodzimy ją dookoła , rozmiary katedry ,
                                    wysokość dzwonnicy budzą naprawdę respekt , szkoda tylko , że taki
                                    tłum ludzi wokół i handlarze nerwowo rozglądający się , przy swoich
                                    stoiskach rozłożonych na gazetach , z jakimiś duperelami . Wracajmy
                                    jednak do katedry , wchodzimy do środka - pierwsze wrażenie: to
                                    olbrzymi budynek , a człowiek w nim czuję się mały . Oglądamy
                                    katedrę od środka , oczywiście postanawiamy wejść na górę (tu
                                    odpłatność nas nie dziwi) , aby zobaczyć panoramę dachów Florencji .
                                    Kondycję mam dobrą , więc wejście na górę nie zrobiło na mnie
                                    specjalnego wrażenia , ale ciasne korytarze ze schodami w górę ,
                                    zapadają w pamięci dość klaustrofobicznie , po kilku minutach
                                    wpinaczki , spacerujemy po wewnętrznym balkonie widokowym przy samej
                                    kopule katedry (wewnątrz budynku) podziwiając przepiękne freski z
                                    wewnętrznej strony kopuły , oraz ogladając samą katedrę z nowej
                                    perspektywy . Jeszcze klika minut wspinaczki i jesteśmy już na
                                    tarasie widokowym zewnętrznym , skąd rozpościera się widok wręcz
                                    zjawiskowy . Urzeczeni perspektywą , cykamy fotki obchodząc powoli
                                    cały taras dookoła , na górze robi się jednak coraz ciaśniej , więc
                                    szykujemy się do zejścia na dół . Z lekko drżacymi nogami po zejściu
                                    powoli szukujemy się na kolejne atrakcje . Wędrujemy przez
                                    zjawiskowe piazza della Signoria , pałac Ufizzi dochodzimy do mostu
                                    Ponte Vecchio . Podchodząc do tego pięknego mostu , właśnie od
                                    strony pałacu Ufizzi , zobaczymy go z najlepszej perpektywy .
                                    Przechodzimy mostem rzekę Arno , w głowie kłębi mi się myśl jak to
                                    musiało wyglądać na tym moście kiedyś , wtedy kiedy funkcjonowały na
                                    nim jatki , czyli ubojnie zwierząt , most i rzeka pod nim musiały
                                    mieć dość upiorny kolor i wygląd . Po drugiej stronie rzeki robimy
                                    krótki spacer do pałacu Pittich i postanawiamy gdzieś skręcić w
                                    miejsce mniej komercyjne , aby zjeść posiłek . Tu we Florencji
                                    doznałem dość orginalnego przeżycia kulinarnego , a mianowicie
                                    zamówiłem Tagliatele z Salcissią i Gorgonzolą . Salcissia to nic
                                    innego jak salceson , więc jadłem poprostu kluchy z salcesonem i
                                    serem pleśniowym i.....było przepysznie , chodź w pierwszej chwili
                                    kojarzenie salcesonu z serem pleśniowym i makaronem może nie działać
                                    jakoś specjalnie na wyobraźnie - oświadczam , że naprawdę warto . Po
                                    tym pysznym lunchu spacerujem dalej po Florencji , podziwiając jej
                                    zabytki , oraz coraz częściej widoczne bardzo luksusowe butiki ,
                                    dosłownie Himalaje świata mody . Stojąc przed jednym ze sklepów ,
                                    wspominam torebkę Prady , Pani która podwoziła nas do hotelu w
                                    Arezzo , ten sklep to oczywiście Prady . Żona ciągnie do środka ,
                                    hmm wchodzimy , zobaczymy ile taki damski "pojemnik" na klucze ,
                                    komórkę , szminkę , puder itp. , w wersji luksusowej kosztować
                                    może . Rozglądamy się , żona znajduję to co najbardziej jej się
                                    podoba , podchodzi pracownica sklepu z uśmiechem pyta w czym może
                                    pomóc , wskazujemy na torebkę i pytamy ileż to piękne cudo może
                                    kosztować . Pani wyjmuję coś na kształ wizytownika z wnętrza
                                    torebki , złożonego na trzy , rozkłada i ukazuje nam się cena ....
                                    ... 1450Eu - nooo tanioszka . Spoglądam na moje kochanie , szepcze
                                    jej do uszka : wyyychodzimy . Żona po wyjsciu ze sklepu , mówi do
                                    mnie rozbrajająco , że to i tak kilkanaście procent taniej niż w
                                    Polsce , no tak - narazie , ale tylko narazie musimy odpuścić tą
                                    niebywałą okazję :-)) . Spacerkiem oglądając inne bardziej
                                    przystępne cenowo butiki , wracamy już powoli na dworzec , tam około
                                    godziny 17.30 wsiadamy do pociągu i wracamy do Arezzo . Tym razem
                                    trafiamy pociąg raczej osobowy , zatrzymujący się na wszystkich
                                    małych stacyjkach , więc podróż się niemiłosiernie dłuży do ponad
                                    1,5h ....

                                    cdn.
                                    • Gość: al9 oj Wojtek - DUŻA nieścisłość IP: *.teleton.pl 30.10.08, 10:22
                                      Tagliatele z Salcissią i Gorgonzolą . Salcissia to nic
                                      > innego jak salceson , więc jadłem poprostu kluchy z salcesonem i
                                      > serem pleśniowym
                                      ----------------
                                      zaczynam miec wątpliwości co do Twojej relacji..
                                      Salcissia to nie jest salceson
                                      www.suite101.com/view_image.cfm/528816
                                      to rodziaj kiełbaski, w różnych regionach mniej lub bardziej
                                      pikantna...
                                      Jeśli tego nie zauważyłeś, że jesz pastę z KIEŁBASĄ...
                                      cała Twoja relacja zaczyna inaczej wyglądać....
                                      al9 (zdziwiony)
                                      • sam_diabel Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 11:03
                                        • sam_diabel Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 11:04
                                          taaaaa, salsicia to kiełbaska - super zwłaszcza z grila, niestety
                                          cena tego rarytasu w Polsce np. sklep TOSCANA w Łodzi jest
                                          masakrującozniechęcająca
                                          • wojtek37k Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 13:00
                                            Odnośnie SALCISSI - powiem szczerze słowo piszę z pamięci ,
                                            samo "to" przypominające nasz polski salceson widziałem w
                                            delikatesach , podpisane właśnie tak mi się wydaje , że było ,
                                            później w knajpie załuważyłem tak zatytułowane danie (lecz nazwę
                                            dalej piszę z pamięci) , to co zastałem na talerzu napewno kiełbasą
                                            nie było za to ręcze . Ewentualny błąd nie jest w żaden sposób
                                            zamierzony :-) . No tak ja nawet ten wyraz chyba źle otworzyłem z
                                            pamięci lub piszemu o dwóch różnych rzeczach Salsicia - Salcissia .
                                            Qurto-Qutro brzmią bardzo podobnie a oznaczają coś innego :-)

                                            Pozdrawiam Wojtek
                                            • al9 Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 13:08
                                              i salcissia i salsicia:
                                              www.flickr.com/photos/monkeybrain/2930448464/
                                              to nie są salcesony...
                                              al
                                              • tu-quoque Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 16:14
                                                al9-jak juz poprawiac to dobrze-po wlosku jest to slowo salsiccia
                                                (dwa c)nie wiem dlaczego takie trudne,wymawia sie tak jak sie
                                                pisze,a we wloskim slowniku(zanichelli najlepszy-nie istnieje slowo
                                                salcissia,moze to jakies z angielskiego ,bo oni c wymawiaja jak s)a
                                                w ogole to zle sie wtracilam poprawiajac,przepraszam-czytalo sie
                                                opowiesc tak fajnie
                                                • Gość: al9 tu qouque IP: *.teleton.pl 30.10.08, 17:36
                                                  ty rzeczywiscie ze słownikiem siedzisz...
                                                  zwróciłem w tekście Wojtka uwage na tekst o "kluchach z salcesonem"
                                                  Pomylił się chłopak, obie wspomniane przez niego potrawy to kiełbaski

                                                  Jadłaś paste z salcesonem we Włoszech? Bo tego dotyczyła moja uwaga -
                                                  wraz z odsyłaczami do zdjęć ww (gdzie nawiasem mówiąc tez popełniono
                                                  błąd ortograficzny...)
                                                  ergo - Twoje uwagi juz nic nie wnoszą, Wojtek wszystko wyjasnił i
                                                  jedziemy dalej
                                                  al
                                          • tu-quoque Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 13:20
                                            No rzeczywiscie kilka niescislosci jest:
                                            -plac Nuvona-to plac Navona
                                            -via Corso Vittorio de Emanueli-jak via to juz nie corso,po prostu
                                            Corso Vittorio Emanuele II(krol Wloch 1861-1878)
                                            -super pizzernia-chyba pizzeria
                                            -palac Ufizzi-na odwrot Uffizi(dwa f jedna z)
                                            -tagliatele z salcissia-tagliatelle i salsiccia(i jest to
                                            kielbasa,moze bys srednicy 1 cm albo nawet 2 cm do sosu)
                                            Ale poza tymi jezykowymi niescislosciami i tak twoja relacje bardzo
                                            fajnie sie czyta;chyba szczesliwie wrociles wlasnym samochodem do
                                            kraju
                                            • wojtek37k Re: oj Wojtek - DUŻA nieścisłość 30.10.08, 14:51
                                              "Panie Miodku" drogi , dobra za błedy i literówki ewentualne
                                              przepraszałem już kilka postów temu , jako człowiek jestem świadomy
                                              swych słabości , raz Papieża napisałem przez rz , ale mam nadzieję ,
                                              że kamienowany za to nie będę - no proszę :-) .﷯﷯
                                              ﷯﷯ Co do tego tam "Sal-coś tam" proszę o merytoryczną odpowiedż
                                              znawcy , bo może się zasugerowałem , czy to możliwe aby ta kiełbaska
                                              była całkowicie rozpadnięta w takim daniu i całkowicie pozbawiona
                                              skórki ? Jeśli tak , to mogłem ją dostać na talerzu w tym daniu -
                                              nie zmienia to faktu , że kluchy były wyborne , czego doznałem na
                                              własnym podniebieniu , a wszystkim życzę zmierzenia się
                                              organoleptycznie z powyższym daniem koniecznie . ﷯﷯
                                              Jeszcze jedno pytanie , salceson jako żywo we włoskich delikatesach
                                              widziałem , wyglądał on ci jednak o niebo lepiej niż produkt
                                              polskiego rzeźnika - jak to się zwie w takim razie , bo właśnie tak
                                              kojarzę go podpisanym ? Pomyłka jest następstwem tej obserwacji ,
                                              wiadomym jest , że bezpośrednio do rondla kucharzowi nie zaglądałem .﷯﷯
                                              Nieścisłości się spodziewałem (z wyjątkiem kiełbaso-salcesonu , nie
                                              ma ich chyba wiele), przecież to był pierwszy pobyt we Włoszech , na
                                              dodatek krótki . Włochy to dla mnie taki kawałek świata ledwo
                                              liźnięty , ale podobało się strasznie więc bedę "lizał" dalej .
                                              Przez pisanie tej relacji , miałem ochotę jednak kraj ten jakoś
                                              zareklamować - to wszystko , jak się nie udaje to trudno .

                                              pozdrawiam Wojtek
                                              • Gość: al9 Wojtek Ty sie nie obruszaj IP: *.teleton.pl 30.10.08, 15:41
                                                popadłem w wątpliwość, bo pasty z salcesonem sie we Włoszech nie
                                                podaje, naprawdę...
                                                masz jednak talent literacki, więc czekamy na resztę..
                                                al
                                                • Gość: moose007 Re: Wojtek Ty sie nie obruszaj IP: 82.177.4.* 30.10.08, 17:37
                                                  A kiełbaski jak najbardziej mogą być bez skórki. Nieraz ich zawartość jest po
                                                  prostu wyciskana do potrawy.
                                                  • wojtek37k Re: Wojtek Ty sie nie obruszaj 30.10.08, 21:23
                                                    Nie obruszam się :-) , zaraz dokonczę wszystko
                                                  • Gość: alw Re: Wojtek Ty sie nie obruszaj IP: *.internetdsl.tpnet.pl 30.10.08, 21:44
                                                    Koniecznie dokończ, bo czyta się cudnie.
    • tu-quoque Re: Rzym , Toskania i wino 27.10.08, 19:32
      swietny opis,czekamy na ciag dalszy,wiecej takich opowiesci fajnie
      by sie czytalo-a podwozenie od mechanika do domu jest(w kazdym badz
      razie na poludniu Wloch i w mniejszych miastach)normalne
    • Gość: aga.74 Re: Rzym , Toskania i wino IP: *.cust-adsl.tiscali.it 30.10.08, 17:56
      Nieważne kiełbasa czy salceson, ważne, że mu smakowało. Wojtek, no
      nie daj się prosić i napisz dalszą część.
      Jeśli chodzi o torebki marki "Prada" to firma zleca robić je
      Chińczykom, którzy przebywają we Włoszech przeważnie nielegalnie
      zamknięci w tych ich fabrykach.
      Tam pracują, śpią, jedzą i nie wychodzą nawet na zewnątrz.
      Pracują po kilkanaście godzin na dobę. Wiecie ile jedna zamówiona u
      chińczyków torebka kosztuje firmę "P"? Coś ok 20 euro!! A później
      sprzedają ją za półtora tysiąca!!!!
      Tak na marginesie była to salsiccia. Salceson nazywa się "coppa di
      testa" i też jest bardzo dobry, ale z chlebem. Nie podaje się go z
      makaronem. Ja przynajmniej nigdy się z tym nie spotkałam.


      www.pl.reserver.it/
      • pastyl_ka Re: Rzym , Toskania i wino 30.10.08, 21:52
        Wojtku,czekamy na dalszą relację;)
      • wojtek37k Re: Rzym , Toskania i wino 30.10.08, 22:47
        ...po wielogodzinnym spacerze po Florencji , byliśmy już naprawdę
        zmęczeni , nie mogliśmy sobie jednak odmówić kolejnej wizyty w
        osterii Paparazzi . Właściciel nas rozpoznał , od razu przyniósł
        wodę i butelkę wina , przyjął zamówienie i popędził gdzieś na
        zaplecze . Bedąc pod dużym wrażeniem salcesonowo-kiełbasianego
        (hihihihi) makaronu z florenckiego lunchu postanowiłem nie silić się
        wieczorem na jakieś super oryginalne danie , idąc w tym duchu ,
        przekąskę zamówiłem kiepską (brrr) wybór przekąsek toskańskich,
        danie zasadnicze ravioli z ricottą i szpinakiem , na masełku z
        szałwią - no paskudztwo wręcz nieziemskie - mam nadzieję jednak , że
        wszystkim czytającym humory dopisują i na żartach się znają .
        Właściciel wyłonił się w trakcie naszego posiłku z zaplecza , niosąc
        coś w ręku . Stwierdził , że chyba mojej żonie bardzo podoba się
        muzyka w jego lokalu (cały czas ją troszkę podśpiewywała , wtrakcie
        oczekiwania na zamówienie dnia poprzedniego) i przegrał nam płytę w
        prezencie .... tak , pomyslałem u nas w Polsce też takie standarty
        obchodzenia się z turystą obowiązują ;-). Naprawdę zaskoczeni
        podziękowaliśmy , w międzyczasie w lokalu pojawiła sie półetatowa
        kelnerka - Kasia(pisałem o niej wcześniej) . Szef zwrocił sie do
        niej , mówiąc "mamy dziś gości z Polski" , Kasia chyba zadowolona z
        tego faktu , przegadała z nami całą resztę naszego pobytu na
        kolacji . Zmeczenie dało o sobie jednak znać i wróciliśmy do hotelu -
        z perspektywy czasu stwierdzam , że był to poważny błąd . Kolejnego
        dnia (piątek) tuż po śniadaniu otrzymaliśmy telefon z serwisu -
        samochód jest gotowy , bierzemy taxi i jedziemy go odebrać . Witają
        nas ponownie szerokie uśmiechy , pokazują nam wymienione uszkodzone
        łożysko - wszystko wydaję się OK . Idziemy do punktu obsługi
        klienta , załatwić resztę formalności , tam nas proszą o książkę
        gwarancyjną .....której oczywiscie nie mamy :-) . Uśmiechy , w tym
        mój , się kończą - co zrobić . Zaraz też pada pytanie , czy nie mam
        jej wogóle , czy tylko przy sobie , odpowiadam zgodnie z prawdą , że
        spoczywa w szufladzie w moim domu . Dyskusja szefa z tłumaczem i
        mechanikiem trwała kilka minut , mnie już lekko mina gęstniała .
        Tłumacz zwrócił się do mnie z następującymi słowami , że pokaże mi
        inną książkę serwisową i powie co mam zrobić . Pokazując mi pierwszą
        i ostatnią stronę - prosi abym je im poprostu przefaksował z Polski
        i obejdzie się bez płacenia - mój oddech się uspokaja - w myśli
        zadaję sobie pytanie , czy są takie serwisy w Polsce , pracuję w
        branży motoryzacyjnej i niestety znam odpowiedź . Dostaję dokładne
        instrukcje , numer faksu oraz rachunek do zapłacenia , za olej
        zmieniony w skrzyni biegów (całe 58Eu). Jest już przed 11.00 , więc
        wracamy do hotelu zabrać rzeczy i wymeldować się . Czeka nas już
        niestety ostatni etap naszej podróży - powrót do domu . Powrót
        przebiega bez problemu , po wyruszeniu z Arezzo , z przerwą na dwa
        posiłki - dojeżdżamy do domu na 4.00 .

        Chciałbym całość jeszcze jakoś podsumować . Pierwszą informacją w
        podsumowaniu jest , że na fotoforum gazety , oczywiście w dziale
        poświęconym Włochom umieściłem kilka fotek z tej podróży ,
        obrazujących miejsca w których byliśmy , wątek jest zatytułowany tak
        samo .
        Po tej podróży , oboje z żoną jesteśmy mocno zauroczeni tym co tam
        zobaczyliśmy , przeżyliśmy , oboje solennie obiecujemy sobie tam
        powrót i to niebawem .
        Kilka słów o jedzeniu - jedząc w wielu miejscach , miastach ,
        restauracjach muszę to skwitować , że tak naprawdę to jedzenie we
        Włoszech dzieli się na dobre , bardzo dobre i wspaniałe - był jednak
        jeden wyjątek : pseudo tiramusu w Rzymie . Feralny makaron
        kiełbasiano-salcesonowy z gorgonzolą - powtórzył bym zawsze i mimo
        tej pomyłki , bardzo mocno go polecam tym którzy bedą mieli go
        okazję zamówić , kolejnym punktem , oczywiście obowiązkowym ,
        powinna być kanapka z porchettą .
        Moim zdaniem wszyscy ktorzy piszą , że Włochy są drogie , troszkę
        mijają się z prawdą , tam gdzie bywałem miałem nieodparte wrazenie ,
        że jest taniej niż w Polsce - wyjątek może tu stanowić Florencja
        Moje największe rozczarowanie to też Florencja , przepiękne
        zabytki , ale za duże tłumy , komercja i poprostu miejscami było tam
        brudno . Ja wolę klimat małych romantycznych miasteczek bez tłumu
        turystów (chodź spotykaliśmy ich wszędzie), bez spieszących się
        miejscowych .
        Wino we Włoszech było genialne - nie żałujcie większej gotówki na
        Brunello - króla toskańskich winnic , to naprawdę dobrze wydane
        pieniądze i dużo mniejsze niż byście je mieli wydać na to wino w
        Polsce i to o jakieś 40% .
        Nie posiadam wiedzy o Włoszech takiej , aby tu toczyć jakieś
        merytoryczne dyskusję ze specjalistami od tego kierunku , ale gdyby
        były jakieś pytania to chętnie na nie odpowiem .

        Pozdrawiam Wojtek
    • tu-quoque Re: Rzym , Toskania i wino 31.10.08, 08:58
      Swietny opis ; wlasnie czy Wlosi maja zyczliwosc i traktowanie
      klienta w sposob,ktory opisujesz, we krwi -nie mam pojecia-ale
      faktem jest,ze we Florencji sa miliony turystow co roku i przeciez w
      jakiejkolwiek restauracji mogliby traktowac szybko gosci,bo i tak
      nastepny juz czeka za drzwiami-a jednak nie,kazdy jest specjalny i
      warto poswiecic mu troche czasu.Zyje sie tak o wiele milej wszystkim-
      jeszcze raz-milo sie czytalo inastepne wakacje mam nadzieje tez
      opiszesz
      • Gość: al9 Brawo Wojtek! IP: *.teleton.pl 31.10.08, 10:03
        Dziękujemy za obszerną relacje i poczucie humoru!
        Ze wszystkimi Twoimi uwagami zgadzam sie w 100%
        Zwłaszcza dotyczącymi niezwykłej życzliwości Włochów, wspaniałej
        kuchni czy doskonałego wina...
        Zdziwiony jestem tylko Twoim rozczarowaniem Florencją - według mojej
        opinii - jest to jedno z najpiekniejszcyh miast Świata..
        Daj jej jeszcze jedna szansę - najlepiej kilkudniową :-))
        Pozdrawiam
        al
        • Gość: malgo Re: Brawo Wojtek! IP: 80.54.33.* 31.10.08, 10:42
          Przyłączam się do zachwytów nad relacją :) mnie błędy nie
          przeszkadzały, bo były autentyczne wynikające z pierwszego
          zachłyśnięcia się Italią:)
          Popieram al9 w prośbie byś dał jeszcze szansę Florencji. Odsącz tłumy
          i brud, który przed wszystkim one wytwarzają, zobacz samo miasto,
          ach! W końcu Rzym też tłumami "obdarza" turystów. Mnie się Florencja
          nigdy nie nudzi, czego i Tobie życzę :)
          • wojtek37k Re: Brawo Wojtek! 31.10.08, 17:15
            Napiszę szczerze , sporo pojeździłem już po świecie , dlaczego do
            października 2008 Włoch nie odwiedziłem , pozostaje to dla mnie
            sporą zagadką , przecież wsiadam w samochód i już tam mogę być .
            Włochy mnie zachwyciły , tam jeszcze tyle zostało do zobaczenia ,
            natomiast co do Florencji , nie powaliła mnie na kolana , no cóż to
            fakt , tak jak napisałem potraktowałem ją jako miejsce rezerwowe do
            odwiedzenia i pojechałem niezbyt przygotowany , czy dam jej szansę ?
            Odpowiem tak : nie przepadam za odpoczynkiem w wielkich miastach ,
            ale na jedną wizytę pewnie jeszcze się skuszę . Na forum Włoch będę
            zaglądał , bo tak naprawdę znawcy tematu najpierw mi pomogli , przed
            wyjazdem , a potem nie skrytykowali za błąd nowicjusza - chylę
            czoła .
            Na forum Egipt , nowicjusz za taki błąd , byłby pożarty w kapciach ,
            przez Egiptomaniaków - jeszcze raz szacunek dla Was .

            Pozdrawiam Wojtek

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka