krupniok_pl
09.01.09, 14:43
Nowojorski dzień polskiego emigranta
Piotr Wiśniowski
Dzień zapowiadał się upalnie. Była dopiero ósma a termometr wskazywał już
28°C. Nabrzmiała gęba słońca, blada jak twarz chorego, co jakiś czas wyzierała
zza poruszanych lekkim wiatrem brudnych kotar. Ciężkie od kurzu leniwie się
kiwały rzucając dziwne cienie na polepionych smarem rękach Stacha. Przeklinał
coś cicho, jednoczesnie parząc herbatę z użytej już dwókrotnie torebki
expresu. Na jego twarzym malowało się zmęczenie i te dwanaście godzin jakie
przepracował ostatniej nocy.
Była sobota więc większość nas była w domu. Zygmunt który stracił pracę
tydzień temu, drzemał przy butelce wina. Była do połowy opróżniona i dlatego
zapowiadał się kolejny dzień picia. Rano znów miał okres kiedy wydawało mu się
że atakują go robaki. Obudził nas i o trzeciej nad ranem i musieliśmy go
przyprowadzić do porządku. Juz raz chciano nam dać wymówienie po tym jak
pijany wybiłem szybę wchodząc przez okno do sypialni. A ja poprostu
zapomniałem gdzie są drzwi. Landlord nie chciał jednak uwierzyć w moje
tłumaczenia i dopiero kolejna interwencja naszego sponsora wraz z czekiem za
wybite okno ostudziła jego nerwy. Teraz staraliśmy się być ostrożni i jeśli
ktoś w czymś przesadził to solidarnie przywracaliśmy porządek. Tak jak dwa
tygodnie temu kiedy Jasiu szarpał się z Markiem. Marek wtedy za dużo wypalił
trawy i wydawało mu się że Jasiu ukradł mu cześć działki.
Najbardziej głosu narobiło jednak to jak wyjechał do Polski Andzej. Był to
młody chłopak w wieku 25 lat z sympatyczną żoną Jolą. Próbował tu różnych
rzeczy, ale wszysko kończyło się niewypałem. Raz, wtedy kiedy nie wyszedł mu
pomysł z fotografiką wracał pijany z zakładu i najechał na glinę na motorze.
Poszedł do kicia na miesiąc i wypuscili go za kaucją księdza. Po tym miał dość
buiznesu i pracy za 5 dolców. Żona sprzątała w motelu i często widać było jak
ukradkiem wyciera łzy kiedy idzie do pracy. W Polsce chyba nic nie robiła bo
Andrzej miał dzianych rodziców, a on sam kręcił walutą. Jeszcze do dziś
pamiętam jak w dzień wyjazdu narobił do basenu i zniszczył pół apartamentu
wylewając zawartość lodówki na posadzkę i ściany.
- To za wyzysk świniom kapitalistycznym - wytłumaczył jakiś czas potem w
liście już z Polski. Wspominając Andrzeja przyszedł mi pomysł żeby
zaproponować Jasiowi żeby znów zadzwonił po Lindę.
Linda to tania dziwka. Jasiu poznał ją u znajomych. Była u nas tydzień temu.
Brała tylko dychę od osoby, akurat tyle by kupić sobie na działkę heroiny.
Martwiło nas czy znajdziemy taką tanią k... jak się skończy, bo widać było że
słabnie jej organizm. Ostatnio jak obracałem ją w łazience to skuliła się na
muszli bo chwyciły ją dreszcze czy co tam innego i trzeba było odwieść ją do
domu, a Marek był zły że nie doszło do niego.