Cześć,
Chcę opisać swoje przygody z dietą South Beach.
Po obfitych świętach 2010r. i wielu latach dogadzania sobie, moja waga na początku stycznia 2011 wyniosła 122,3 kg przy 175 cm wzrostu (facet 34 lata). Czułem się fatalnie, byłem ociężały i chory. Ćwiczenia fizyczne dawno zarzuciłem, kiedyś trochę pływałem. Byłem u lekarza i przy okazji spytałem czy nie doradziłby mi jakiejś diety. Powiedział że schudł 20 kg na diecie South Beach, więc postanowiłem spróbować. Początki były trudne. Nie umiałem poradzić sobie z utratą chleba, ziemniaków, słodyczy i piwa. Ale minęło trochę czasu i już mi tego nie brakuje. Jem trochę ciemnego chleba, czasem trochę ryżu, ziemniaków w sumie ogóle, a piwo zastąpiłem czerwonym winem. A co z wagą?
2011.01.14 - 122,3 kg
2011.02.14 - 113,5 kg
2011.03.14 - 107,8 kg
Czyli 14,5 kg mniej w dwa miesiące, myślę że mogę to uznać za sukces, szczególnie że czuję się zdecydowanie lepiej.
Chodziłem dodatkowo na basen, ja się dało to co dwa dni.
Mój główny plan to zejść poniżej 100 kg, a potem może jeszcze dalej. W końcu żeby osiągnąć BMI 25 musiałbym ważyć 75kg!
Jeśli ktoś się zastanawia czy to dobra dieta, ja ją polecam; nie czuję się głodny, jem desery (serek ricotta, galaretki bez cukru, orzechy, kostkę ciemnej czekolady, kogel-mogel

i co najważniejsze - to działa!

Pozdrawiam wszystkich,
B.