katarzynams Re: do akei5 09.07.10, 16:46 odpowiedz na Twoje pytanie jest prosta, ludzka natura jest konserwatywna, wiekszosc ludzi boi sie nowego, innego i jak ktos wystaje ponad to trzeba go sciagnac do swojego poziomu. Z perspektywy samotnej, bezdzietnej, starzejacej sie kobiety powiem Ci jedno; nigdy nie ulegnij presji, rob to co naprawde jest dla Ciebie wazne i to co chcesz robic, a nie to co sie komus wydaje. Jesli tylko jestes w zgodzie sama z soba nie bedziesz zalowac swoich decyzji. Odpowiedz Link Zgłoś
sherman-doberman Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 16:46 Czemu skaczecie na dziweczynę jak na pochyłe drzewo, 26 lat to jeszcze mleko pod nosem, niech się wyszaleje i nacieszy tym "singelstwem", bo gdy faktycznie wyjdzie za mąż, to wiele z tych rzeczy które terz robi staną się nieosiąglne lub osiągalne dopiero, kiedy dzieci się z domu wyprowadzą a ona będzie na emeryturze. Też byłam singielką, choć wtdy taiego reślenia jeszcze nie było.Oczywiście warunki były inne, ale też miałam coś, czego nie miałam ochoty z nikm dzielić. Pomijając pracę, dokształcanie, podróże i karierę, miałam własne mieszkanie, co w owych czasach było marzenie tak singli jak i licznych małżeństw, w tym dzieciatych. Też dobiegałam 30-ki i rozmaite starsze panie dobrotliwie radziły mojemu aktualnemu przyjacielowi /bycie singlem nie oznacza przecież życia zakonnego/, że punktem jego honoru jest się ze mną ożeni, bom już stara i potem nikt nie będzie mnie chciał. Hi.hi ż toż każda potora znajdzie swego amatora, bez względu na wiek. Opóściłam przeto czym prędzej niedoszłą ofiarę własnego honoru... chętnych nie brakowało - nie z powodu urod oszałamiającej, tylko z powodu mieszkania - dobra deficytowego, dla którego niejeden ożeniłby się nawet ze smokiem wawelskim, aby tylko otrzymać meldunek w Warszawie, Dawne czasy... Więc wcale mi się nie śpieszyło, Aż się faktycznie zakochałam - miałam rację czekając i nie szukając gorączkowo. Wyszłam za mą mając lat 34, za człowieka w tym samym wieku, wykształconego. dobrze zarabiającego, które moje mieszkanie mógł mieć w głębokim poważaniu, bo miał lepsze perspektywy...czyli faktycznie chciał się ożeni ze mną a nie a moimi aktywami materialnymi - mimo mojego podeszłego wieku (hihi). Było to 25 lat temu i do dzś żyję w tym związku i nie narzekam. Autorka postu ma rację - nie jest dojrzała do życia we dwoje, Wcale nie musi być - niech więc sobie korzysta z życia według własnej receptyi nikomu nic do tego, Jej czas jeszcze może przyjść. A jak nie przyjdzie - to cóż, fatum. Też się może zdarzyć. Natomiast teżma rację, że realizo- się we wcześnie zawartym małżestwie jesttruno, zwłaszza, jak przyjdą dziei. Trzeba wted rezygdnoać z różnych zamiarów. Z dziećmi to można akurat pojechć na Ibizę )brr. niegdy bym tam nie pojechała, jak Zagłoba nie lubię tłoku), ale już nie na włóczągę po Australii czy z plecakiem na Jukatan - to są cele, które mogą realizować single bądź pary w pełni sił fizycznych i bez dzieci. A kiedy dzieci dorosną i para ma koło 60-tki, to najwyżej mogą pojechć do Meksyku, czy Azji i spać w klimatyzowanym hotelu, a nie wałęsać się po dżungli bez widoków na wygodny nocleg i ewentualnego lekarza przy ataku kamieni nerkowych cz reumatyzmu. Zaznaczam, że zbliżjąc się do tej mitycznej 60-tki, fizycznie niejednego dzisiejszego nastolatka naładowanego hambugerami i z nadwagą jeszce przeskoczę. Odpowiedz Link Zgłoś
delfina77 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 23:03 Nawet nie wiesz, z jaka przyjemnoscia przeczytalam twoja wypowiedz w tym watku. Az trudno uwierzyc, ze jestes w wieku mojej mamy, a masz zupelnie inne podejscie do zycia (tak sadze z tego, co napisalas - jestes mloda duchem). Pozdrawiam Odpowiedz Link Zgłoś
iluminacja256 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 12:27 Swietny wpis :) Duzo szczęscia i ...podrózy z partnerem zyczę :) Odpowiedz Link Zgłoś
poleposition Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 15:32 To jest również dobry post. Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Punkt widzenia zależy od... 09.07.10, 17:00 akei5 napisała: > Wokól mnie, zwlaszcza > koleżanki w średnio udanych związnkach(...) > Widzę ich życie i nie moge dopatrzeć się niczego aż tak ciekawego-zwykła > rutyna, dzieci, dom, praca... w ich życiu nie ma niczego spontanicznego, > interesującego. Z przyjemnością dowiem się dlaczego tak uważasz. Związki są średnio udane ponieważ Ty w takich związkach byłabyś średnio szczęśliwa a może szczegółowo przez ostatni rok je analizowałaś i stąd ten wniosek... Skąd też wiesz, że podróże są interesujące ale już np. posiadanie dzieci nie? Odpowiedz Link Zgłoś
kobietoniewariuj Re: Punkt widzenia zależy od... 09.07.10, 17:12 przecież ona ma 26 lat, to jest wiek na cieszenie się swobodą, a nie na dzieci. spokojnie może jeszcze 8-10 lat życ na luzie. Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Re: Punkt widzenia zależy od... 09.07.10, 18:53 kobietoniewariuj napisał: > przecież ona ma 26 lat, to jest wiek na cieszenie się swobodą, a nie na dzieci. > > spokojnie może jeszcze 8-10 lat życ na luzie. Może tak,może nie:) Ja tylko pytam skąd wie, że to mało interesujące skoro ich nie ma? Odpowiedz Link Zgłoś
wifch Mysle,ze przesadzasz.... 09.07.10, 17:17 Ludzie pewnie chca miec jakis temat do rozmow z toba. Wiec pewnie mowia o tym co cie wku...a. Mysle, ze gdyby temat byl rzeczywiscie taki ok to by cie tak nie denerwowaly pytania ludzi. W sumie racja lezy w tym fakcie,ze kiedys ta WIELA WOLNOSC ci sie znudzi. Bo nie sa to atrakcje, ktorych nie moznaby bylo zrealizowac, gdy dzieci sa male. Wystarczy dac ogloszenie i kilka osob za niewielka oplata przypilnuje ci dziecka przez pol dnia, a ty wtedy robisz co chcesz. Dzieci rosna szybko.ida do przedszkola, do szkoly, zyja wlasnym zyciem... I daja soba czlowiekowi ogromna radosc. Mysle,ze problem lezy w niemozliwosci znalezienia fajnego goscia do zycia. Dlatego wymyslilas sobie ta wolnosc. Taka samobluda. W sumie nic nie daje wiekszej radosci czloiwekowi niz rodzina i szczesliwy dom. Inne rzeczy mozna realizowac u boku, to dzis w niczym nie przeszkadza... Odpowiedz Link Zgłoś
podpseudonimem Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:23 i masz rację, nie ma się do czego śpieszyć. Używaj życia jeśli możesz a pewnie w trakcie pojawi się człowiek który będzie go chciał poużywać razem z tobą. Związek to niekoniecznie rutyna i brak spontaniczności. Chodzi właśnie o to żeby poczekać na osobę która chce się cieszyć światam tak jak ty a nie wiązać się z pierwszym/pierwszą który się trafi, bo tak wypada, bo rodzina oczekuje, bo coś tam. Niestety wiele moich koleżanek zrobiło ten błąd. Ja wyczekałam swojego właściwego, choć w międzyczasie wielu spisało mnie na straty. Tym miłym odpowiadałam, że czekam na właściwego, tym mniej miłym mówiłam że nie chcę skończyć jak oni. Działało :) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:37 Nie sądziłam, że tyle będzie odpowiedzi na mój post ;) Jednak w swoim poście nie napisałam, że bycie singlem ma same zalety- jest ich sporo i widzę dużo zalet, ale nie twierdzę, że nie ma minusów. Po prostu dla mnie, 26latki na razie przeważają plusy i nie zamieniłabym się z koleżankami :) życie samo się układa. To głupota dla mnie wychodzić za mąż po to, aby zdążyć z dzieckiem do 30stki. Zwykły infantylizm. A sporo koleżanek miało dużo obaw i wcale nie są z mężów zadowolone. W tej syt lepsze jest bycie samemu, o wiele lepsze, przynajmniej dla mnie. Ktoś napisał, że "może i nie są zadowolone z mezow, ale się spełniły". Dawno takiej, przepraszam, glupoty nie słyszałam :) Spełniły? W czym? w nieudanym mezu? bo dla otoczenia maja status mężatki i matki? Ajjj, średniowiecze.... Ja tymczasem lecę na piwko ze znajomymi, a potem potańczyć :-) życzę udanego wieczoru! Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 jeszcze jedno... 09.07.10, 17:39 na pewno łatwiej mi być samej, bo mam własne mieszkanie w dużym mieście :) samochod, ale to raczej standard :) rozumiem tych, którzy chcą kupić mieszkanie i bez pary nie mają szans...kredyt na 30 lat...jakiś kosmos. Ja chociaż mieszkanko i samochod bede miała tylko wlasne :-))) Odpowiedz Link Zgłoś
yzek Re: jeszcze jedno... 09.07.10, 18:03 > na pewno łatwiej mi być samej, bo mam własne mieszkanie w dużym mieście :) Sama na nie zapracowałaś studiując i jeszcze zostaje na wojaże i dużo czasu na rozrywki? No to miłej zabawy! Y. Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 A co to za studia? 09.07.10, 18:56 yzek napisał: > > na pewno łatwiej mi być samej, bo mam własne mieszkanie w dużym mieście : > ) > > Sama na nie zapracowałaś studiując i jeszcze zostaje na wojaże i dużo czasu na > rozrywki? > > No to miłej zabawy! > > Y. Tak z ciekawości pytam co za studia trzeba skończyć, żeby w wieku 26 lat mieć własne mieszkanie i samochód, nie biorąc kredytu ani kasy od rodziców. Odpowiedz Link Zgłoś
wifch Smieszna jestes...:=) 09.07.10, 18:53 Chyba stanelas na terazniejszosci...Malo wybiegasz do przodu wyobraznia... A to co robisz to nie jest zadne 'ahoj', wiele takich osob, po latach zmienialo zdanie na temat swojego zycia, ze jednak kolezanki, piwo tance i ta karuzela tak bez konca jest bez wiekszego sensu... Z kolei, gdy kolezanki wychowaja juz swoje dzieci, ty moze sie za nie wezmiesz, zycie bywa przewrotne... One beda mialy to juz za soba, a i mezowie zawsze moga sie zmienic, a ludzi stac na to aby poukladac sobie zycie wzglednie dobrze...o ile tego ccha. Acha...moja corka ma 24 lata i bardzo by chciala sie zwiazac z kims na serio, lecz trudno o kogos do zycia, wszak wielu jej rowiesnikow mysli podobnie jak ty. Coz ona ma dwa wlasne mieszkania, o samochodzie nie wspomne, planuje wlasnie dozbierac na posiadlosc nad morzem....:=))Wszak trzeba cos robic w tym zyciu. Odpowiedz Link Zgłoś
e.i.t.h.e.l Re: jeszcze jedno... 10.07.10, 00:23 Ale to mieszkanie i samochód jest za Twoje własne zarobione pieniądze? Nie, że po dziadkach, rodzicach, wujkach, lub sprezentowane przez rodzinę an dobry początek? Bo jeśli nie, to ja bym takiego mieszkania własnym nie nazwała. Tzn, niby jest moje, ale nie do końca. Ale pomijając to, nie ma się co dziwić, że mając zagwarantowane takie warunki masz czas i siłę na zabawę. Wielu ludzi bez rodzin w Twoim wieku nie może liczyć nawet na te podstawy, muszą się zapracowywać i już niewiele mają energii na życie towarzyskie i korzystanie z życia. Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: jeszcze jedno... 10.07.10, 00:53 przecież ja nigdzie nie napisałam, że sama zapracowałam na samochód i mieszkanie. Co nie zmienia faktu, że je mam - ktoś może przyczepić się, że nie są moje, może teoretycznie nie, ale praktycznie- jak najbardziej. Co z tego, że na nie nie zarobiłam? Miałam nie przyjąć, jeśli ktoś dawał? ;) pytanie retoryczne. Dlatego doceniam to bardzo. I cenię tę niezależność. Odpowiedz Link Zgłoś
yzek Re: jeszcze jedno... 10.07.10, 07:52 > Dlatego doceniam to bardzo. I cenię tę niezależność. Znając zwykłe stosunki panujące w rodzinach, to takie podstawowe acz kosztowne dobra są darowane po to, żeby ułatwić start w dorosłe życie, przy czym jest to rozumiane zwykle *właśnie tak* jak to widzą Twoje koleżanki. Czyli "masz tu córciu kawalerkę i Punto, będzie Ci łatwiej zarobić na własne M4 i duży wóz jak już się ustatkujesz". Nawet jeśli nie zostało to wprost powiedziane, to jest najczęściej tak dorozumiane :> Y. Odpowiedz Link Zgłoś
e.i.t.h.e.l Re: jeszcze jedno... 10.07.10, 09:56 Nie no, oczywiście, że brać jak dają. Ale dla mnie to jest właśnie zależność, a nie niezależność. Co nie zmienia faktu, że chciałabym móc być tak zależna :) Odpowiedz Link Zgłoś
bifka Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 19:16 pomarzyć dobra rzecz, czemu nie, zawsze to łatwiej wracać do tego wynajętego pokoju przy rodzinie :) sam fakt, że tak zawzięcie atakujesz mężatki świadczy o tym, że jednak coś do nich masz i porównujesz swoje życie z ich życiem i szukasz uparcie minusów nie zauważając plusów, bo może jednak zazdrosna jesteś, dlatego przekonujesz wszystkich na forum jakie masz wspaniałe życie jako singiel mimo że większość tutaj singlami była i wie, że żadna specjalna frajda to nie jest, wszystkiego masz mniej: kasy, uczuć, bliskości, seksu, rozrywek, nawet samotne podróże są dołują, bo biura żerują na singlach i każą płacić podwójnie i fundują za to wycieczki w otoczeniu szczęśliwych i wpatrzonych w siebie parek :) kobiety - mężatki są spełnione jako matki i żony, tak już na tym swiecie jest że za spełnienie uważa się bycie w związku i posiadanie udanego potomstwa a nie picie i tańczenie w clubie i raczej tego nie zmienisz piejąc jak ci fajnie, bo koleżanki źle trafiły, tych które trafiły dobrze jest jednak więcej :) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 00:57 "zawsze to łatwiej wracać do tego wynajętego > pokoju przy rodzinie " że co proszę? ja mam własne, samodzielne mieszkanie :) "a spełnienie uważa się bycie w związku i posiadanie udanego potomstwa" kto tak uważa i gdzie jest zapisana definicja spełnienia? Co to znaczy uważa sie? Ja mogę napisać, że "uważa sie" za spełnienie podróżowanie np. Na tej samej zasadzie ;) To że ty "coś uważasz", nie znaczy, że wmówisz innym, że "tak powszechnie się uważa" ;) W psychologii nazywa to się przeniesieniem ;) Odpowiedz Link Zgłoś
uknown Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 09:06 "że co proszę? ja mam własne, samodzielne mieszkanie :)" - myślisz że im częściej będziesz to powtarzać to stanie się bardziej wiarygodne? :) "kto tak uważa i gdzie jest zapisana definicja spełnienia? Co to znaczy uważa sie?" - tak uważa społeczeństwo w jakim żyjesz i do którego masz pretensje że nie chce uznać twoich racji, czy większość twoich kolegów, koleżanek, rodzina, itp., po prostu! oczywiście zawsze możesz nas opuścić i poszukać sobie jakiegoś innego utopijnego społeczeństwa gdzie indziej, ale zapewniam cię, mieszkałem w kilku krajach (USA, UK, Ireland, France) i tam też tak uważają :) Ale może w niedalekiej przyszłości single, nie mogąc odnaleźć się w tradycyjnym społeczeństwie, utworzą własne państwo i tam związki będą zwyczajnie passe :) A do tego czasu, w konserwatywnej katolickiej Polsce będziesz jednak na straconej pozycji ze swoimi przekonaniami :) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 14:04 > "że co proszę? ja mam własne, samodzielne mieszkanie :)" - myślisz że im > częściej będziesz to powtarzać to stanie się bardziej wiarygodne? :) Oj żal mi ciebie w tej chwili :) na pewno nie masz perspektyw na wlasne mieszkanie i sam mieszkasz w dziupli i nie dopuszczasz, ze ktoś może mieć ;)Facet bez mieszkania? Poor you! A społeczenstwo, ktore cokolwiek uważa, może uwazac, ja tego nie biore pod uwage :) Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Obecne mieszkanie dostałaś od rodziców. 10.07.10, 14:16 akei5 napisała: > Oj żal mi ciebie w tej chwili :) na pewno nie masz perspektyw na wlasne > mieszkanie i sam mieszkasz w dziupli i nie dopuszczasz, ze ktoś może mieć > ;)Facet bez mieszkania? Poor you! Masz mieszkanie ponieważ dali Ci je rodzice(czy ktokolwiek inny) i jednocześnie jesteś na tyle bezczelna\głupia że wypominasz jego brak innym? Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 Re: Obecne mieszkanie dostałaś od rodziców. 10.07.10, 14:22 No a co poniektórzy wypominają jej, ze jak dostała od Mamusi/ Tatusia w spadku to nie jest jej to jest ok? Bo sami z całą pewnością unieśli by się honorem i nie wzięli. Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Re: Obecne mieszkanie dostałaś od rodziców. 10.07.10, 14:29 gonia_29 napisała: > No a co poniektórzy wypominają jej, ze jak dostała od Mamusi/ Tatusia w spadku > to nie jest jej to jest ok? Bo sami z całą pewnością unieśli by się honorem i > nie wzięli. Rozumiem, że według Ciebie to usprawiedliwia jej wyśmiewanie się z ludzi nie mających własnego mieszkania? Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 Nie, ale 10.07.10, 14:40 jest tak samo mądre jak tej drugiej strony. Część się zdziwiła, ze w tym wieku ona ma jakieś podstawy, jeśli tak to można ująć ale jak się dowiedziała, że darowane to poczuła pismo nosem i dokopała. Stąd nie dziwi mnie jej odp. Jakiś pan też sądził, że wisi na jakimś facecie{to tez popularne, ze jak babka coś ma to musi być od faceta, no ale tu się można pośmiać bo od Rodziców itp/} Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Głupota innych nie usprawiedliwia naszej nt 10.07.10, 15:32 gonia_29 napisała: > jest tak samo mądre jak tej drugiej strony. Odpowiedz Link Zgłoś
uknown jest inaczej 10.07.10, 18:02 nie wierzę jej nie dlatego, że nie znam ludzi którzy w tym wieku mają jakieś zasoby, tylko dlatego że tak się tym chwali i podkreśla, więc automatycznie myślę że mieszka w kurnej chacie a jedyną jej szansą na mieszkanie jest wprowadzenie się do męża :) co do mojej sytuacji mieszkaniowej - no comment, ale dzięki za współczucie dobrzy ludzie! Odpowiedz Link Zgłoś
se.ven Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 17:38 A dlaczego Ty nie dasz sobie spokoju z nimi? Ja zawsze w takich sytuacjach odpowiadam krótko: wszystko w swoim czasie. Nie zapieram się niczego ani też specjalnie do tego nie dążę. Po prostu staram się być przede wszystkim w zgodzie z sobą i ważniejsze dla mnie jest to, co sama o sobie myślę niż to, co mówią i myślą inni. Myślę też, że nie ma sensu wzajemne ocenianie i porównywanie się - dotyczy to jednych i drugich. Po co marnować na to czas. Ani Ty nie jesteś lepsza ani gorsza, bo jesteś singlem, ani inni, że są w związkach czy mają dzieci. Kropka. Odpowiedz Link Zgłoś
poszum Wydaje sie ze skoncentrowalas sie na negatywach 09.07.10, 18:04 zycia rodzinnego. Ale wcale nie musi byc tak jak piszesz. Zycie rodzinne potrafi byc bardzo fajne wbrew temu co piszesz. Mianowicie, jesli rodzice sa w stanie albo potrafia dobrze zorganizowac zycie rodzinne wtedy potrafi byc bardzo dobrze. Do tego wystarczy kilka rzeczy, np pomoc ze strony tesciow, rodzenstwa, czy innej rodziny w wychowywaniu dzieci. Polega to na zabraniu ich do siebie na jakis czas. Wtedy rodzice maja czas dla siebie. Jest jeszcze lepiej kiedy rodzina jest w stanie zapewnic dobre atrakcje dla dzieci, np znam rodzine ktora posiada stadnine koni i dzieciaki to oczywiscie uwielbiaja i uwielbiaja spedzac tam czas, albo je gdzies zabrac np plac zabaw albo zoo, albo jesli w rodzinie sa inne dzieci ktore moga sie bawic z twoimi dziecmi. Jesli chodzi o wyjazdy w swiat nadal mozesz to robic z dziecmi. Ze pozwole sobie podac za przyklad nas i swoje dzieci. Ich narodzenie spowolnilo nasze wyjazdy (ale ich nie zastopowalo) moze w pierwszych 2 latach po ich narodzeniu. Obecnie podrozujemy niemniej niz przed narodzeniem, oczywiscie z modyfikacjami np nie jestesmy w stanie pojsc na trudna piesza wedrowke w gory na caly dzien albo kilka, ale za to mozemy pojsc na latwo wedrowke w gory na kilka godzin. Dzieci z kolei wnosza do zycia (oprocz oczywiscie jak piszesz wielu obowiazkow i stresu) takze wiele radosci. Wnosza cos takiego czego dorosli nie sa w stanie wniesc dlatego ze sa zbyt no, nie wiem co, no... dorosli. Dzieci sa czesto nieobliczalne, czesto cie zaskakuja, maja niesamowite poczucie humoru, i potrzebe nieustannej zabawy w ktora chca sie wciagac i czesto wciagaja. Maja potrzebe uczenia sie, doskonalenia, i smiania ... No, jak pisze, dorosli tego nie sa w stanie dostarczyc. Ja mielem dlugi okres singlowy w moim zyciu, mialem dosc podobny stosunek do dzieci jak ty masz, ale po dluzszych latach na jak wiele imprez mozna pojsc, i jak czesto mozna latac do kina ? Zwlaszcza ze w tym kinie nikt tak na prawde na ciebie nie czeka. Z latami grono singlowych znajomych sie wykrusza bo ludzie zakladaja rodziny, wyjezdzaja, umieraja (tak, to tez, czasami w mlodym wieku), choruja (mam znajoma ktora zachorowala na schizofrenie w jej latach 20tych), poswiecaja sie karierze itp. Wtedy pozostaje ci telewizor jako glowny partner w twoim zyciu. Nie zapominaj ze nie ma sie 26 lat do konca swojego zycia ... Dzieci z kolei wiele z tych problemow zalatwiaja, choc naturalnie wychowanie ich nie jest wcale latwe. Aha, i oczywiscie zapomnialem o pieniadzach. Jest o wiele latwiej wychowac dzieci kiedy ma sie dostep do pieniedzy. Latwiej jest wtedy o atrakcje dla nich, edukacje, nianki, itd. Choc znam singli ktorzy sa singlami do nadal poznego wieku czterdziestoparolatki, i jakos prosperuja. Musze powiedziec ze sa to glownie pasjonaci jakichs rzeczy, i te rzeczy ich tak pochlaniaja ze wypelniaja im zycie. Znam tez kobiete, ktora byla singlem do czterdziestegoktoregos roku zycia, i nigdy nie miewiala nawet facetow, az tu nagle slysze ze zaczela mieszkac !!! z facetem. Zatem w zyciu nie ma na nic zelaznych regul. Znam tez ludzi ktorzy sa sparowani ale nie chca miec dzieci (chociaz wiem ze w jakis sposob doskwiera im samotnosc jako ze takze mieszkaja dosc daleko od swoich rodzin z uwagi na ich prace) i takich ktorzy sa sparowani ale nie moga miec dzieci chociaz chca. I tak to sie wszystko kreci ... Z wiekiem zaczynam nabierac przeswiadczenia ze bardzo trudno jest przewidziec swoje zycie i jakie jego beda konsekwencje za, powiedzmy, 20 lat. Mozesz nie miec dzieci i byc moze byc szczesliwa za 20 lat, i wszystkie inne kombinacje, ale zelaznych regul to raczej na nic nie ma. Mysle, przede wszystkim, ze nie powinnas koncentrowac sie na negatywizmach posiadania dzieci czy negatywizmach czegokolwiek jako ze wszystko w zyciu ma swoje plusy i minusy. Czy tez, powiedzielby, ze to wlasnie koncentrowanie sie na pozytywizmach jest jedna z bardziej skutecznych recept na szczescie w zyciu. Zyczac duzo szczescia a nawet byc moze dzieci zegnam ... Odpowiedz Link Zgłoś
zielony.raj Jak patrze na dzisiejszą młodzież i polskie 09.07.10, 18:06 rodzinki to rzeczywiście się odechciewa wszystkiego... Patrząc na dzisiejsza młodzież, wulgarną, nie mającą szacunku do rodziców i innych ludzi, wcale nie byłabym taka pewna czy podsiadanie dzieci jest gwarantem tego, że ktoś się tobą zajmie na starość. Uważam, że bycie singlem lub w niezalegalizowanym związku może być o wiele ciekawsze i bardziej spełniające niż życie w typowo polskiej rodzinie gdzie kobieta, Matka Polka, urabia się po łokcie pracując na etacie i mająca drugi etat w domu (darmowy oczywiście), a Pan Mąż ma tylko jedna pracę a w domu nie kiwnie palcem i nigdy nie powie pieprzonego dziękuję za wpasowane koszule i ugotowany obiad. Dzieci tak samo - bardzo wygodne i niewdzięczne. Znam wiele takich przykładów. Ja planuję w przyszłości wyjść za mąż, mieć może co najwyżej jedno dziecko, ale nie mam zamiaru zmieniać moich przyzwyczajeń. Nie mam zamiaru gotować ani sprzątać codziennie. Tylko jak będzie mi się chciało. Wolę wolny cza sod pracy przeznaczyć na czytnie, komputer, wyjście na miasto, podróż. Bycie żoną dal mnie nie oznacza zamianę w robota domowego (co dla wielu Polek jest oczywistością). Odpowiedz Link Zgłoś
jibik Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 18:41 >Próbują wmówic sobie, że jesteśmy okropnymi egoistami, którzy umrą w samotności. Ale my wlasnie jestesmy egoistami. Na tym polega egoizm, ze sie spelnia wlasne zachcianki (np. te ktore wymienilas), zamiast poswiecac sie innym w zyciu rodzinnym. To ze oni nie maja czasu, sily, czasem pieniedzy wynika z tego poswiecenia. Nie wartosciuje tutaj, nie mowie, ze to jest lepsze a to gorsze, tylko stwierdzam fakt. Piszac o "ich" swiecie, dajesz do zrozumienia, ze to zupelnie nie Twoja bajka, kompletnie inne wartosci. Nie czujesz ich i nie rozumiesz. Na tej samej zasadzie "oni" nie rozumieja i nie akceptuja Twojego stylu zycia. Do tej pory wszystko jest ok. Ciebie bola ciagle przytyki i proby nawrocenia. Ale czy Ty nie robisz tego samego? Nie namawiasz kolezanek do ruszenia na miasto, wyjscia do kina, zamiast Baltyku nie chwalisz Tajlandii? Przeciez takie propozycje sa de facto negowaniem ich zycia. Nawet nieswiadome opowiadanie o swoim zyciu, planach moze sprawiac wrazenie, ze chcesz kogos ukierunkowac podobnie. Porownaj te wypowiedzi: Ona: nie wyszlabys za maz w koncu? Ty: nie pojechalabys do Chile na pol roku? Taki sam ciezar jest tych pytan, tylko ze to drugie dla Ciebie jest naturalne, a pierwsze wkurza. Dokladna odwrotna reakcje moze miec osoba rodzinna. Ponizsze zignoruj, nie znam Cie, wiec to takie wolne dywagacje: Piszesz z niejaka wyzszoscia o swojej drodze. Moze inni to czuja i sila sie na male zlosliwosci? Moze kazda wypowiedz chwalaca zycie rodzinne traktujesz jako zamach na swoj styl bycia? Sam jestem singlem, ale nie czuje jakos tej presji ze strony znajomych. Owszem temat sie pojawia, ale co w nim zlego? W koncu jestesmy przyjaciolmi i o swoim zyciu rozmawiamy. I na koniec: te zalety bycia singlem, ktore wymienilas to takie naciagane sa. Knajpy, kino, znajomi, podroze - wszystko to da sie robic w zwiazku. Moze troche rzadziej, ale czesto intensywniej i z wieksza, bo wyczekana radoscia. I znam pary niemajace z tym problemu. A ile jest singli/samotnych co siedzia i nie wychodza z domu? Odpowiedz Link Zgłoś
jagger2009 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 18:45 proste, bo im na to pozwalasz, jezeli raz dobitnie odpowiesz ze zyjesz tak jak uwazasz a sa inteligentni powinni zrozumiec jezeli nie zrozumieja wykresl ich ze swojego otoczenia powodzenia Odpowiedz Link Zgłoś
volga_jasnowidzaca Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 19:25 Wszystkie idpowiedzi sa w tonie, jakbys wlasnie podejmowala nieodwracalna decyzje, conajmniej o kastracji i albo wstapieniu do zakonu. Masz lat 26, toz to prawie piaskonica! Bez urazy, ja w wieku lat 26 z trudem wyrabialam sie aby zdbac o wlasnego kota, impreza w moim mieszkaniu nie konczyla sie przez dobry rok, i zastanawiasm sie teraz jakim cudem udawalo mi sie mimowszytko calkiem przyzwoicie funkcjonowac w pracy :D A do tego lubilam sobie poleciec w rozne czesci Europy glownie aby zobaczyc koncerty moich ulubionych muzykow. Nie bardzo rozumiem, tw wszytkie wywody ze, skoro nie masz TERAZ ochoty na stabilizacje, to zapewne chlipiesz w poduszke w samotnosci i urzesz zjedzona przez wlasnego chomika, bo nikt inny sie nie zaiteresuje Twoim losem. Masz jeszcze kupe czasu. Po 30 moze sie wlaczy instynkt rodzinny, jesli w Polsce nie bedzie kandydatow na partnerow, zapraszam do Londynu, bo tutaj zatrzesienie panow w okolicach 35 ktorzy zostali partnerami w firmach prawniczch, dyrektorami, czy rozkrecili wlasne firmy i teraz zaczynaja myslec o rodzinie. Zadbana, mila i inteligenta pani, ktora widziala kawalek swiata, a nie tylko kuchnie i przedsionek sasiadki, jest towarem wysoko cenionym;-) Zwlaszzca ze Polki maja klase i styl(nie mowie o dresach i innych nizinach spolecznych). Nie martw sie, to jest jedna z tych rzadkich sytacji, kiedy mozsz miec ciastko i zjesc ciastko.:)A niektorzy niestety nie wykorzystali tej sytuacji, i juz po ciastku:) Wiec chca abys i ty swoje zmarnowala. Ja zaczynam powoli planowac rodzine i w okolicach 34 roku zycia zapewne bede miala dzieci. I mama i mialam lata wolnosci, sponatnu, zabawy i innych glupotek, a za 2 lata bede miala rodzine, dzieci i stabilizacjie:) Dwa w jednym! A do tego dzieci bede mialy prywatne szkoly, dobry status materialny i kaske na zajecia dodatkowe. Popatrz pani, jednak chomik mnie nie zje;-) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 można mieć ciastko i zjeść ciastko- bezcenne! 10.07.10, 01:29 świetny, mądry post :) dzięki :) oj tak , ludzie się boją, żeby taki singiel za dużo nie przeżył- zabawa, podróże, rozwoj, a potem, choć później rownież życie rodzinne :) to boli najbardziej :) mam koleżankę ktora rok spedziła w Australii, pół roku w Tajlandii, potem byla w Peru. Każdy mowil "i co z tego, nie ma rodziny". A ona, w wieku 32 lat poznała mężczyzne marzeń(najlepszy mąż ze wszystkich koleżanek) ,a 2 lata poźniej urodziła córeczkę. Mina tych znajomych- bezcenna! nagle zamilkli . Albo podle docinają. Nie mogą przeżyc, że tyle przeżyła, ma takie doświadczenia, a poza tym ma to co mają oni- rodzinę plus niezłe pieniądze, sukces zawodowy (ale to zpewnoscia nieczuła matka-karierowiczka) Trzeba znaleźć sposób, aby przeboleć własną zazdrość, prawda? ;) Odpowiedz Link Zgłoś
framp Re: można mieć ciastko i zjeść ciastko- bezcenne! 10.07.10, 11:47 a dlaczego utożsamiasz bycie singlem z sukcesem finansowym? ja znam masę singli, którzy żadnego sukcesu zawodowego nie odnieśli i żyją sobie zwyczajnie, chodzą co dzień do pracy, ich zycie nie obfituje w żadne fajerwerki, o których piszecie, wakacje mają stereotypowe, nawet jak jadą na jakąś wycieczkę zagraniczną to czy to jest jakieś straszne życiowe osiągnięcie? i dlaczego tak się skupiasz na tym, że ktoś pojechał do Peru czy Tajlandii, taka podróż nie jest możliwa w parze czy co? czy zabawa i rozwój to wyłączna domena singli a osoby w związkach nie robią karier? nie rozśmieszaj mnie! większość prezesów i vipów to osoby mające rodziny i wręcz dlatego tak dobrze funkcjonujące, że ktoś zdejmuje z nich część trosk dnia codziennego, troszczy się o ich sprawy w domu, wspiera. no i bądź konsekwentna w swoich wypowiedziach: najpierw atakujesz związki i twierdzisz że to takie straszne życie, a teraz z radością podpinasz się pod post, który sugeruje, że jeszcze zmienisz zdanie i, wyjdziesz kiedyś za mąż, będziesz miała dzieci? zdecyduj się więc, czy jesteś zdeklarowanym singlem czy tylko kobietą, która sie jeszcze nie związała z żadnym facetem, o czym zresztą pisze dużo ludzi, których atakujesz? bo jeżeli jednak masz w planach małżeństwo tylko odroczone w czasie, to nie ma chyba większego sensu negowanie korzyści płynących z życia partnerskiego i posiadania dzieci, bo ty też przecież do tego dążysz? konsekwencja nie jest twoją mocną stroną, logika też nie :) Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: można mieć ciastko i zjeść ciastko- bezcenne! 10.07.10, 14:06 no i bądź konsekwentna w swoich wypowiedziach: najpierw atakujesz związki i > twierdzisz że to takie straszne życie, Sugeruję czytać ze zrozumieniem, nigdzie czegos takiego nie napisalam :) Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Proszę bardzo 10.07.10, 14:27 akei5 napisała: > no i bądź konsekwentna w swoich wypowiedziach: najpierw atakujesz związki i > > twierdzisz że to takie straszne życie, > > Sugeruję czytać ze zrozumieniem, nigdzie czegos takiego nie napisalam :) Wokól mnie, zwlaszcza koleżanki w średnio udanych związnkach, już dzieciate, ciągle dążą do tego, abym się związała i też miała dzieci(...) Widzę ich życie i nie moge dopatrzeć się niczego aż tak ciekawego-zwykła rutyna, dzieci, dom, praca... w ich życiu nie ma niczego spontanicznego, interesującego.(...) Ostatnio Odwiedzilam kolezankę ze szkoły- zmarnowana, wykończona, leżaca po pracy na sofie i krzycząca na dziecko. Wakacje? Jak dobrze pojdzie, tydzien nad Bałtykiem. żadnych przyjemności, spontanicznosci. (...) itd. Odpowiedz Link Zgłoś
chubbba cały czas o tym piszesz a teraz się wypierasz? 10.07.10, 17:58 jak się czyta twoje wypowiedzi o zmarnowanej koleżance, co to nieodpowiedzialnie wyszła za mąż i zrobiła sobie dziecko, to wnioski nasuwają się same! więc rzeczywiście zdecyduj się: bronisz singielstwa czy też jesteś tylko czasową singielką w oczekiwaniu na męża? i masz denerwujący zwyczaj wyciągania jednej oderwanej od całości wypowiedzi i komentowania jej, natomiast nie odnosisz się do całości, widocznie nie potrafisz! Odpowiedz Link Zgłoś
s.p.7 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 19:26 sadze ze to po prostu rozne pojmowania sensu zycia. Sens zycia to cos ulotnego i wglednego ale dla ludzi cos co jest jak samam nawa wskazuje fundamentem ich realziwacji w swiecie wyznacza kierunki. Dawniej rzedziej spotykany model zycia hedoznistycznego byl piętnowany jako zatraczenczy, dzisiaj jest promowany jako cos co dobrze wpisuje sie w merkantyna istotne demokracji, pasuje to tez wielkim koncernom której zwyczajnei napedza to profitów. Lubią tą ideologie tez promowac rozne orgazniacje lubujace sie w tworzeniu alter-kultur majacych na celu parcelacje i dezintegracje narodową ale to inny temat łebszej polityki. A wiec w psychologi spoelcznej moglibysmy ten zbiorowy sens zycia kobiety sprowadzic do kogos w rodzaju DObrego, żywego inkubatora, czyli powołaniem kobiety jest urodzic przynajmniej 2 dzieci i dobrze je wychwoac, kobieta bez mezczyny nei istnieje. bo co miala by robic? jedynei co mzoe to byc sfrustrowana starą singielkądorabiajacą sie wariactwa trzymajaca w domu 10 kotów i majaca 5 gołebi na parapecie. Alternatywą jest tu kobieta wlasnie korzystajaca z zycia ktora spolecznie czesto okreslana jest mianem puszczalskiej dupodajki, poniewaz kazda taka kobieta swojapotrzbe seksualna jakos zaspokaja i dziejie sie to w taki niewybredny sposob, czyli jej sensem zycia jest rozwladowywanie napiecia seksualnego mezczyn lub pisadanie jakiegos calkowicie bezensownego hobby jak np podróze. Jaki jest sens podruzowania oprucz chedonistycznych wrazen? O ile nei ejst sie socjologie, antropologiem czy jakąs wersją Tonego HAlika czy Cejrowskiego którymi swoimi podrózami i wrazeniami z nich mogą obdzielic innych lduzi to w zsadzie... nie ma zadnego porzytku, chyab ze wirus HIV złapany podczas jakiejs przygody w afrysce. JAk wszystk ow zcyiu mozn robic zle lub dobrze, są cąłkowicie nieudane rodziny z kobietami absolutni nei nadajacymi sie do roli zony czy matki, są tez takei które męcza sie w roli do której nei pausująa która wybrały ze wgledow finasowych, wygody b nie majac pomysłu na zycie. NIEmniej zachowaniaa ludzi mozna uznac jako cos w czym sami widza powolanei tzn naprowadzaniu ludzi na wlasciwe tory zuyciowe i sens egzystencji. W kazdym takim czlowieku jest tez poczucie spelnionego obowiazku poniewaz wg ludzi zwyklych i bardziej swiatlych kazdy czlowiek winien jest cos spoelczesntwu dac. KAzdy z nas został urodzony i wychowany kosztowało to kogos sporo pracy, teraz niejako troche oczekuje sie ze ten "dług publiczny" bedzie sie zwracało w postaci posaidania co najmniej 2 dzieci. Lub dzialan charytatywncyh spolecznych, budujacych kulture itd. Gdyby owocem twoich podruzy nie byly tylko ulotne wrazenia a np jakas ciekawa ksiazka czy album ze zdjeciami odnodszacy sukcesy... to lduzi inaczej by na to patrzeli. Niemniej co by nie mowic i co by nie robic sens zycia jest czyms bardzo indywidualnym i przynalezynm wolnosci kazdego czlowieka, W twoijej wypowiedzi da sie wyczuc taka nutke lekko przeciw tradycyjnym stylom zycia ale w taki sposob nei roznisz sie od swoich "oprawców" oczywiscie biorąc pod uwagę hodnoznim jako podstawowa wartosc zycia to takei zycie jest łatwe i przyjemne, tylko o czego to prowadzi? To energia idaca w eter nie dajaca niczego sensownego, konstruktywnego cos co dawało by komus cokolwiek lub budowało cos trwałego. Wiec lduzie patrza na takich ludzi jak na takich którzy nei roznia sie zbytnio od narkomanów czy alkoholikó czyli na takich któryh spoelczna przydatnosc jest rowna zeru. Odpowiedz Link Zgłoś
swoja_wlasna Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 20:04 Wyobraź sobie, że mam męża i dziecko. Mimo to, w tym roku skończyłam studia podyplomowe, bo taką miałam ochotę. Nie jestem kinomanem i z reguły rzadko chodziłam do kina, a z dzieckiem chodzę 1-2 razy w tygodniu, chodzę z dzieckiem na jogę i na basen. Niebawem zacznę doszkalać język z nativem i chodzić na basen dla siebie. Jak mam ochotę na spontan to robię go z dzieckiem lub zostawiam na chwilę spontana dziecko mężowi (bieganie po sklepach, knajpa z koleżanką). Wakacje? Od lipca do września planujemy kilka wyjazdów- i to nie nad Bałtyk... Więc uwierz mi - nie jest tak, że dzieciaci zazdroszczą.... Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 swoja_własna 09.07.10, 21:45 Ale przed ciążą/związkiem nie sądziłaś, że będziesz tylko matką nie? I masz pewnie normalnego partnera, który nie uważa, że ambicje i w ogóle kobieta "kończy" się na dzieciach i podawaniu obiadu facetowi. Nie uważasz, też zapewne, że jak ktoś jest wolny to jest debilem albo jak prowadzi tryb życia inny niż Ty to nie jest be. Gratuluję. Niestety duży procent nie jest taki. I to nawet nie zazdrość tylko ciasnota horyzontów. Pola jest szczęśliwa z opcją A to i Mariola powinna być. Jeśli chce czegoś innego to a} kłamie bo to przecież niemożliwe nie realizować opcji A b} udaje, jest rozgoryczona bo chce faceta i dziecka tylko nie ma z różnych względów{ale inkwizycja już tak naprawdę wie czemu to ona nie ma} i gra przed innymi c} to niedojrzała osoba{jasne bo W tym kraju tylko dojrzałe i światłe istoty mają faceta i decydują się na dzieci}, tylko imprezy jej w głowie -tak jakby każdy singiel co noc clubbing uprawiał etc. d} czeka na księcia z bajki {to też częsty stereotyp} -zawsze tu mi się przypomina, że oczekiwanie na księcia z bajki przerywa romans ze stajennym - Jasińskiej to bodajże Dochodzą tu jeszcze opcje, że pewno materialistka bo babka, która chce aby facet prócz podstaw -nie wyzywa, nie kłamie permanentnie, nie pije, ćpa itp to w ogóle świat i korona - na co komu pasje, intelekt etc. -to na pewno płytka jędza Ktoś tu zauważył, że wystarczy raz powiedzieć i inteligentnym ludziom to wystarczy - no niestety nie. Dużo, stanowczo za dużo ludzi - wcale nie najbliższych chce "cudzego dobra". I bynajmniej nie jest to życzliwość. Bo takową z całą pewnością potrafi się rozpoznać. I tak to prawda nie ma kogoś kto w 100% byłby ok ale zawieranie związku bo coś tyka {bomba?}, bo to "wstyd" {za to wścibstwo to już nie}, bo trzeba, wypada etc to JEST dopiero GŁUPOTA. To najwyżej będzie sama i bezdzietna niż by miała być z kimś ze strachu bo najgorsze co można sobie SAMEMU całkiem świadomie zrobić to być z kimś i mieć samotność we dwoje! Ot cała filozofia. Dla niektórych za trudne, niestety do pojęcia. Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 Można 09.07.10, 21:52 być matką i prócz dziecka i faceta można chcieć/być też kimś innym - inne role społeczne itp. To naprawdę też zależy jaka dana kobieta jest bo ambicje nie idą spać mimo posiadanego dziecka/faceta. Zależy jakiego WYBIERZE się partnera - jak był dupkiem przed ślubem to wizja papierka i obrączki go nie zmieni. Co głupsze robią jeszcze z takim dziecko. SENSU życia nie nada Ci ani chłop/dziecko/pies/ ONZ -SAM człowiek musi do tego dojść i pod warunkiem, że nie gwałci/morduje i kolczykuje jest to ok. Najgorzej to powielać schemat bo jak tysiącom jest dobrze to i mnie też będzie. Tysiące much lubi gó... czy muchy mogą się mylić? Mnie nie przeszkadza, że ktoś chce wersji mały biały domek,mąż/dzieci i pies. Czemu komuś przeszkadzają inne opcje? Miłości nie zapisują na receptę a tym bardziej sensu życia. A osoby wciskające się w nie swoje sprawy wcale nie są miłe życzliwe innym, no niestety!? Koegzystencja trudna rzecz.............. Odpowiedz Link Zgłoś
uknown Re: Można 10.07.10, 10:25 Najciekawsze w tej dyskusji jest to, że single są tak strasznie przewrażliwieni na punkcie swojej singlowatości, że reagują agresją i pretensjami na zwykła banalne pytania o plany małżeńsko - prokreacyjne, które zwykle są zadawane bez jakichś ukrytych złych intencji, ot, zdawkowa ciekawość albo uprzejme podtrzymywanie rozmowy, twoja odpowiedź tak na prawdę pewnie nie ma znaczenia, a single na tej podstawie budują jakieś piętrowe teorie, że kogoś coś boli albo że ich nie akceptuje! Koleżanki autorki wątku pewnie bardzo by się zdziwiły gdyby wiedziały, jak bardzo przeżywa ona ich standardowe zainteresowanie jej życiem i jak w związku z tym nieprzychylnie ocenia ich życie broniąc rozpaczliwie swojego poczucia własnej wartości! Świadczy to o tym, jak bardzo single czują się niekomfortowo w swoim singielstwie i każdą banalną uwagę odczytują jako atak na siebie i swoje pozycje i z mety wytaczają najcięższe działa o sensie! Ja zupełnie sobie głowy nie zawracam tym co myśli o mnie mój kolega, który mnie pyta kiedy planujemy z żoną następne dziecko, mogę mu odpowiedzieć lub nie, mogę uważać że pytanie jest nietaktowne, ale nie przeżywam go i nie rozpisuję się na forum o tym, że jest to atak singla na moją dzieciatą postawę życiową, a singiel tak - przeżywa takie pytania! Więc chyba wnioski nasuwają się same: kiepsko mu z tym, boi się takich pytań, bo nawet podświadomie czuje się gorszy i uważa że pytający chce go upokorzyć! A więc problem jest w was, drodzy single, a nie w pytających! Jakbyście się dobrze ze swoim singielstwem czuli, to odpowiadalibyście z uśmiechem na ustach i zapominali o sprawie minutę później, skoro jest inaczej - to coś chyba z tym waszym wolnym wyborem jednak nie tak. Odpowiedz Link Zgłoś
cartahena Re: Można 11.07.10, 23:55 To sa pytania po zycie prywatne i nie kazdy ma ochote, zeby mu je zadawano. Odpowiedz zwykle powinna byc" Aco cie to obchodzi? jak cos sie zmieni w tej materii, to cie poinformuje". Bo czego ten pytajacy wlasciwie chce sie dowiedziec? Chyba chce tylko zaspokojenia swojego wscibstwa. To tak jakby pytac mezatki: a jak tam z Waszym pozyciem seksulanym? Maz juz cie zdradza czy jeszcze nie? Odpowiedz Link Zgłoś
framp Re: Można 12.07.10, 07:54 na każde pytanie można odpowiadać "a co cię to obchodzi", tylko z takim nastawieniem wkrótce nie będzie ci już nikt żadnych pytań zadawał, nawet o pogodę ... nie wiem czy właśnie o to ci chodzi? pytanie o życiowe plany zadają osoby raczej blisko związane albo rodzina, luźni znajomi raczej o to nie pytają, więc jeżeli przyjaciół i rodzinę ona będzie traktować z buta i obrażać, to nie wróżę jej bogatego życia towarzysko - rodzinnego i wkrótce może się okazać, że ona nie ma z kim już się na to przysłowiowe piwo umówić ... Odpowiedz Link Zgłoś
wj_2000 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 09.07.10, 23:38 akei5 napisała: > Widzę ich życie i nie moge dopatrzeć się niczego aż tak ciekawego-zwykła > rutyna, dzieci, dom, praca... w ich życiu nie ma niczego spontanicznego, > interesującego. Ha! Jak by Ci to przystępnie wytłumaczyć.No wyobraź sobie, że jesteś 11 letnią dziewczynką, jeszcze przed jakimikolwiek śladami pokwitania, a obserwujesz jak (na przykład rodzice, czy jacyś sąsiedzi) co wieczór (a czasem i w samo południe) odstawiają jakąś dziwaczną gimnastykę, stękają, w drgawki wpadają, liżą się po śmierdzących okolicach ciała, a końcu w jakiś dziwnych okrzykach kończą tę męczarnię. I ciągle im mało. Niepojęte!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! Otóż w przeciwieństwie do pociągu seksualnego, który pojawia się w określonym wieku, instynkt rodzicielski (głównie macierzyński, ale nie chcę narażać się feministkom), pojawia się DOPIERO wraz z własnym potomkiem. A cóż to jest instynkt? To ból, cierpienie, gdy czegoś nie robimy i ROZKOSZ spełnienia. Wrodzone. Instynktowne. Biochemiczne często. W czasie ewolucji nie było potrzeby wykształcać instynktu rodzicielskiego przed urodzeniem. Mógłby się obrócić w troskę nad nie swoimi dziećmi, co byłoby ewolucyjnie przeciw-skuteczne. Ewolucja nie wiedziała o dzisiejszych środkach antykoncepcyjnych. Pary się pieprzyły (bo lubiły) a dzieci pojawiały się po stosownym czasie. I dopiero WTEDY ujawniał się POTĘŻNY instynkt rodzicielski oferujący WIELKĄ rozkosz w opiece nad swoim maluszkiem. Kto tego nie przeżył, może nie uwierzyć. Nie wie co traci! Jestem mężczyzną, gdy wcześnie po ślubie pojawiła się ciąża, byliśmy z żoną zestresowani. Po co tak wcześnie. Ba! Wyskrobaliśmy tę ciążę! (Dowód na brak instynktu rodzicielskiego a priori. Kolejną ciążę już (tak na rozum) zostawiliśmy. A po urodzeniu się synka pędziłem po pracy do domu i furda wszystkie wcześniejsze kolacyjki, brydżyki, prywatki. Nie z obowiązku. A z samej natury rodzicielstwa! Właściwej dla wszystkich zwierząt (samych matek w wielu przypadkach, ale i ojców, gdy para jest monogamiczna, jak u wielu ptaków). Otoczenie dobrze Ci życzy! Póki nie doświadczysz rodzicielstwa, nie wiesz ile tracisz!!!!!! Otóż Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 to poczytaj na forum e-mama, życie rodzinne 10.07.10, 00:16 ile "szczęśliwych" kobiet jest po , a na życiu rodzinnym o tych co załują, że urodziły bo uległy presji/trendowi. Odpowiedz Link Zgłoś
jojo-anna Re: to poczytaj na forum e-mama, życie rodzinne 10.07.10, 00:41 Straszliwa dyskusja sie wywiązała na temat stary jak świat - to, czego akurat nie mamy, wydaje nam się lepsze od tego, co mamy. Ja długo byłam singlem, ślub - 30 lat, dziecko - 32 lata. Będąc singlem miałam powyżej dziurek w nosie planowania weekendów, żeby przypadkiem nie okazało sie, ze wszyscy "coś robią", tylko ja będę siedzieć w domu. Teraz - marzę o tym, żeby od czasu do czasu mieć "wekend singla" i zadbane paznokcie... niestety, nie da się mieć wszystkiego po trochu i w tym cały ból. Z mojej perspektywy: a) to jest Twoj czas na zabawę i singlowanie, więc używaj i nasłuchuj czy / kiedy o ile w ogóle / Twoje potrzeby się zmienią. Może tak, może nie b) nie cierpię docinków dotyczących czyichś wyborów osobistych - więc Twoje dzieciate koleżanki postrzegam jako zwyczajnie niegrzeczne. c) rodzina "aby była" to na bank nieszczęśliwa Ty, nieszczęśliwe dziecko i mąż. Nigdy. pozdrawiam - i zupełnie szczerze zazdroszczę czasu dla siebie !!! :) Odpowiedz Link Zgłoś
kretek_bladzi Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 02:50 akei5 napisała: > Mam 26 lat i żyję sama. > koleżanki w średnio udanych związnkach, już dzieciate, ciągle dążą do tego, > abym się związała i też miała dzieci, męża. > Widzę ich życie i nie moge dopatrzeć się niczego aż tak ciekawego-zwykła > rutyna > Ja codziennie robię to na co mam ochotę, > ale dlaczego inni negują mój > model życia? > Odpowiedź nasuwa mi sie jedna- ludzi, którzy maja dzieci, mężów, żony, boli > styl życia singli. Próbują wmówic sobie, że jesteśmy okropnymi egoistami, > którzy umrą w samotności. I tam, źle ci się wydaje. Jakbyś była niesingielką to też znalazłby się ktoś, kto w jakiś sposób narzucałby ci jego "lepszy" styl życia. To naprawdę nie ma znaczenia czy jesteś singlem czy deblem. Zawsze znajdą się osoby chętnie wtryniające się w twoje singielskie lub stadne życie i będa pierwsze do oceniania go swoją miarą. Zresztą nie chcę być złośliwy, ale w swoim poście robisz dokładnie to samo :) Inność trzeba szanować, bo ŻADEN z poglądów na życie nie jest jedynie słuszny. Ty piszesz swoje, ja swoje i nasze umysły pozwalają nam wyciągać swoje wnioski. A oni mają to co najlepsze. Jednak gdyby tak > faktycznie się czuli, nie poruszaliby tego tematu, nie kłułaby ich aż tak > nasza wolność. Tam zaraz wolność - emocjonalna bieda, egoizm i niedojrzałość. Łatwo mi pisać takie słowa, bo kiedy miałem dwadzieścia kilka lat też byłem sobiepańskim singlem i miałem baaaaardzo podobne poglądy na świat. Po pewnym czasie, niezależnie ode mnie, psyche zrobiła mi psikusa i dorosłem. Wtedy całą życiowa optyka i poglądy wywróciły się do góry nogami. Nawet nie wiem kiedy to się stało, ale się stało i jestem teraz w tym dziwnym dla ciebie kieracie z rodziną przy boku, którego nie zamieniłbym na żadne skarby ;). Przekraczając świadomie pewien życiowy etap - np. założenie rodziny stwierdzasz, że takie "fajne" wcześniejsze życie było w gruncie rzeczy jałowe i zwyczajnie nudne. Ty i tak to potraktujesz jako zrzędzenie jakiegoś pierdoły, ale dodam, że z dużym prawdopodobieństwem jeszcze kilka (-naście) lat i ci się odmieni. Tak to już jest, że człowiek w ciągu swojego życia się zmienia. Zdecydowana większość koleżanek i znajomych po trzydziestce zaczynała rozglądać się za gniazdem i całkiem możliwe, że u ciebie będzie podobnie. > Nie wyobrażam sobie nie zaplanować kiedy chcę wyjazdu, wyjścia, swojego > rozwoju. Chodzić codziennie o 22 spać,aby rano ze wszystkim zdążyć. Ja jak > chcę oglądam filmy do 3 nad ranem,a po pracy idę do kina, na spotkanie ze > znajomymi. Ale to są pierdoły i sprawy wtórne. Wyobraź sobie, że będąc niesinglem równie dobrze możesz sobie planować życie i wyjazdy. Wymaga to trochę więcej pracy a uczy trudnej sztuki kompromisu ;) Podobnie z chodzeniem spać - nie pamiętam kiedy ostatni raz zasnąłem o 22:00 ale też o trzeciej za często nie chodzę spać, bo w pracy - czy jest się singlem czy sparowanym - oczy na zapałkach wyglądają równie nieładnie. > Nie musze pędzić do domu, aby robić obiad, prac, prasowac. Oj, nie wierzę, że chodzisz głodna, brudna i pomiętolona. > Do czego mam się spieszyć? Myślę, że ci, którzy sa już "uwaleni" domem, > dziećmi, chcieliby,aby inni też tak mieli. Stąd złośliwośći. > > Ja, mimo "presji", zamierzam jak najdłużej żyć tak jak teraz, latać po > świecie, bo widzę, że żyję pełnią życia, No widzisz. Dla każdego pełnia życia jest czymś innym i tego się wszyscy - czy single, czy niesingle - trzymajmy. > Trzeba znaleźć odpowiednią 2 połówkę, a nie wiązać się z kimś, aby wpasować > się w schemat społeczny :) Najświętsza prawda. Odpowiedz Link Zgłoś
q_vw Czy aby na pewno ? 10.07.10, 05:38 Zastanawiam się, czy część singli, może nawet większość, nie tworzy przypadkiem ideologii, wynikającej z faktu, że wciąż są sami, że wciąż nie znaleźli drugiej połówki ? Oczywiście, jest też tak, że część singli to ludzie, którzy nigdy nie będą w związkach, bo przecież takich nie brakuje, którzy zwyczajnie się w nich duszą... Mogę swobodnie pisać z perspektywy byłego singla, który w wieku 32 lat ożenił się... cóż... nigdy, przenigdy nie żałowałem tego kroku, co więcej, zastanawiam się, co u licha spowodowało, że tak długo zwlekałem, dbając o pozorną wolność osobistą, której mi w związku nie zbywa ? Single dzielą się na tych, którzy będą sami, bo tak są zbudowani (ci ideologii nie dorabiają), i na tych, którzy są sami, bo nie radzą sobie w poszukiwaniach partnera/partnerki (ci właśnie tworzą ideologię). Aha, mam znajomych singli, jest mi absolutnie obojętne, czy są sami, to przecież ich wybór, część z nich wykruszyła się, wchodząc w związki, część zaś to autentyczni single, a mniejszość, bo taka jest, to ci, którzy wciąż związku szukają... Pozdrawiam... przy okazji, małżeństwo sami sobie budujemy, warto więc się nad nim zastanowić, by nie stworzyć sobie kieratu. Odpowiedz Link Zgłoś
tomek693 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 07:19 nikogo to nie boli.Ja też jestem singlem.Mam partenrki, ale wiązać się nie zamierzam.Mam dobrą prace, dom, itp.Jeżdże gdzie chcę, robię co chcę. Dzieci mieć nie zamierzam poddałem się vasektomii-żadna mnie na dziecko nie złapie.Nie czuję zawiści. Ot wybrałem inną drogę.Wolno mi. Jestem wolnym człowiekiem.Acha, szklanke wody na starość podadzą mi inwestycje w nieruchomościach)) Odpowiedz Link Zgłoś
tangerka nie zaperzaj się tak :) 10.07.10, 09:51 Przede wszystkim ustalmy coś: w tym wieku to ty żadną singielką nie jesteś, ty po prostu okresowo nie masz chłopaka/partnera/narzeczonego, co jeszcze z ciebie singielki nie czyni, najprawdopodobniej za rok kogoś spotkasz, za dwa urodzisz dziecko i dołączysz do grupy zadowolonych z siebie mamusiek i będziesz jak twoja koleżanka, o singielstwie możemy mówić jak ktoś ma 35+ i nadal chce ten stan utrzymywać. I w tym sensie ja właśnie jestem singielką choć wcale nie z wyboru, tak wyszło, ale nie uważam aby może życie było złe i powiem ci coś więcej: nikt tak nie uważa! Poważnie! Nigdy się nie spotkałam z jakąś negatywną reakcją a jak koś mnie pyta "dlaczego" to nie reaguję taką głupią histerią jak ty i nie oceniam negatywnie stylu życia innych, tylko spokojnie wyjaśniam: bo nie miałam szczęścia, bo tak się ułożyło, bo za mało się o facetów starałam - i nikt mnie z tego powodu nie skreślił, wyobraź sobie! Więc dziwi mnie dlaczego wszczynasz takie głupie dyskusje i wmawiasz ludziom takie nonsensy, jak to że podróże i życie towarzyskie decydują o tym, że jesteś singielką - dziewczyno, nikt ci nie powiedział, że podróżować, prowadzić życie towarzyskie i robić karierę można także w małżeństwie, więcej - że w małżeństwie łatwiej to robić? Nie oceniaj świata na podstawie jednej koleżanki, która ma kiepskie życie (w twoje relacji i w obecnej chwili, jak będzie dalej - nie wiesz), wiele związków to świetne związki, warte zazdrości, na pewno też takie spotkałaś! A jeżeli faktycznie kiedyś zostaniesz singielką (w co nie wierzę, za bardzo ci ten stan przeszkadza jak widać z twego posta, masz urojone pretensje do wszystkich, którzy są w związkach, właściwie nie wiem o co?), to podzielę się z tobą doświadczeniem: naucz się radzić sobie z samotnością (koledzy, przyjaciele czasem są, częściej ich nie ma), naucz się być outsiderką i niedostosowaną (świat jest jednak pomyślany dla par, kilka osób już o tym pisało, że nawet te podróże, które tak reklamujesz są dla dwojga albo dla rodzin, singiel jest niemile widziany - chyba jednak nie podróżujesz skoro tego nie wiesz), przestań mieć pretensje, że inni są inni, bo tak samo jak ty masz prawo żyć po swojemu, tak też małżeństwa i związki mogą żyć nie pytając ciebie o zdanie, nie opowiadaj farmazonów, że kogoś boli twój styl życia, bo cię uprzejmie zapytał o plany prokreacyjne - ten ktoś ma w głębokim poważaniu twoje życie i to co z nim zrobisz, spytał konwencjonalnie, a osoby będące w związkach i tak będą uważały - słusznie zresztą - że ich życie jest lepsze - w ten sposób zaoszczędzisz sporo nerwów i przyjaciół, a ludzie są singlom potrzebni, nie zrażaj ich do siebie niepotrzebnie. No i nie rób z singielstwa ideologii i programu na życie, to że jesteś sama to nie jest jakaś twoja zasługa czy wyróżnik, po prostu jesteś sama i już! Odpowiedz Link Zgłoś
lonely.stoner Re: nie zaperzaj się tak :) 10.07.10, 10:51 o rany, w Polsce nadal bycie/nie bycie singlem wzbudza sensacje i skrajne uczucia, z moich obserwacji wynika ze nikt juz na swiecie z tego wielkiego halo nie robi. A ja wlasnie kolejny raz sobie pomyslalam ze ciesze sie po prostu ze w Polsce nie mieszkam i moge unikac tej czepliwosci, niewygodnych pytan o stan cywiliny, i ogolnie w ogoe takiego bezpardonowego wlazenia z butami w moje prywatne zycie. Nie wyobrazam sobie ze tu gdzie mieszkam ktokolwiek mi mowi albo krytykuje moj styl zycia, doradza itd. I zgadzam sie z autorka watku- ludzie dzieciaci i mezaci/zonaci czesto sie w PL czepiaja singli, moim zdaniem z jakiejs zazdrosci dziwnej, jakos nie widzialam sytuacji na odwrot zeby niedzieciaty singiel dopytywal wscibsko dzieciatych czy aby na pewno sa szczesliwi i czy nie zaluja ze zmarnowali mlodosc na chowanie potomstwa?? Odpowiedz Link Zgłoś
lonely.stoner pospierch z rodzneiem dzieci 10.07.10, 10:55 i tak samo uwazam ze w polsce panuje jakas tendecja i nacisk na to zeby tak do 26-27 roku zycia zalozyc rodzine, jak najszybciej, i jeszcze jakies przesady panuja ze jak do tego magicznego 26 roku zycia nie wezmiesz slubu/nie zrobisz dzieciaka,albo najlepiej- nie zlapiesz meza heh to juz koniec, do 50tki samotne wieczory przed telewizorem. Okropne. I mam niestety pewnosc ze wiekszosc ludzi ktora szybko sie hajta robi to wlasnie z obawy przed takimi dziwnymi przesadami, albo w ogole z obawy przed krytyka spoleczenstwa. Poza tym obserwujac ludzi ktorzy sie spieszyli z takimi decyzjami widze ze nie byl to zbyt madry wybor. Odpowiedz Link Zgłoś
tangerka to bardzo dziwnie sądzisz 10.07.10, 11:07 widocznie twoje obserwacje tyczą się wsi i prowincji, bo ja - singielka żyjąca w Polsce jakoś zupełnie nie doświadczam tego o czym piszesz, więc powinieneś uaktualnić swoje wrażenia? mnóstwo ludzi w Warszawie i innych miastach jest singlami albo doublami i jakoś specjalnego zainteresowania takim czy innym stanem cywilnym nie widzę i nikt na dzień dobry nie przepytuje mnie mam już ten ślub kościelny, ponoć tak nieodzowny do szczęścia czy też wybrałam inaczej i żyję sobie samopas! upowszechniasz stereotypy aby poprawić sobie samopoczucie i podbudować ego, że takli wyjątkowy jesteś? zmartwię cię - w Polsce żyje ponad dwa miliony singli prowadzących jednoosobowe gospodarstwa domowe, więc nic dziwnego ani unikalnego w tym nie ma, nie ma się czym szczycić ani nad czym ubolewać! w mojej firmie większość ludzi jest właśnie singlami (niektórzy z odzysku) i nikt nie robi z tego problemu ale też nie robi tragedii jak ktoś go zapyta o partnera i nie doszukuje się w tym pytaniu ataku - po prostu mówi jak jest i już, po co robić z tego aferę? świat aż tak bardzo nie interesuje się konkretnymi jednostkami jak wam się w waszym egocentryzmie wydaje, ludzi wali to czy żyjecie sparowani czy sami, co najwyżej singlom współczują i tyle. Odpowiedz Link Zgłoś
e.i.t.h.e.l Re: pospierch z rodzneiem dzieci 10.07.10, 12:26 W moim otoczeniu ludzie biorą śluby z własnej nieprzymuszonej woli i cieszą się nimi. Nie robią tego ani dla rodziny, ani dla znajomych, bo ci, którzy nie chcą brać ślubu nie biorą go i żyją sobie dalej i nikt im nic nie mówi. Może trafiłam na wyjątkowo dobre otoczenie, a może wcale to nie większość ucieka przed przesądami, tylko ludzie sami tego chcą. Odpowiedz Link Zgłoś
framp Re: nie zaperzaj się tak :) 10.07.10, 12:09 mądry post, gratuluję dojrzałości, godności i braku przewrażliwienia na własnym punkcie, na który chyba cierpi autorka wątku! takich singli najbardziej lubię, bo widać że nie czynią ideologii ze swojego stanu cywilnego, nie przejmują się opiniami innych, tylko żyją jak chcą i pozwalają żyć innym! przy tobie ona jest po prostu rozhisteryzowaną gó...arą, zupełnie niepoukładaną wewnętrznie, która przeczytała kilka artykułów w prasie kobiecej o singielstwie i postanowiła odtrąbić narodziny nowego stylu życia nie biorąc jednak pod uwagę, że inni mają tym temacie nie co więcej doświadczeń! Odpowiedz Link Zgłoś
ugenwillla świetny tekst :) 10.07.10, 22:11 mam przyjaciólkę singielkę 45+ i ona ma podobne życiowe spostrzeżenia jak ty, jest bardzo mądrą i błyskotliwą osobą i też nie twierdzi, że samotność to jej wybór, tylko że jej życie męsko - damskie nie wyszło z jej winy, bo za mało miała cierpliwości do mężczyzn :) i masz rację: singielstwo to nie jest jakiś program na życie tylko stan, w którym chwilowo przyszło komuś żyć, bo do starości można spotkać kogoś, z kim zechce się żyć i tak się dzieje, wszak nawet w domu starców zdarzają się śluby :) Odpowiedz Link Zgłoś
pppopularny a dlaczego miałoby kogoś boleć? 10.07.10, 10:57 z czego wnosisz że kogoś boli czy w ogóle interesuje twoje banalne stereotypowe życie, w którym powielasz zachowania innych, robisz to samo co miliony innych ludzi czyli pracujesz, pijesz w pubie piwo, pieprzysz się z kimś i jeździsz na wakacje miałoby mieć dla kogoś jakieś większe znaczenie i chciałby wpłynąć na to czy będziesz to robić w pojedynkę czy w parze? na podstawie jakichś zwyczajnych pytań koleżanek o plany małżensko - prokreacyjne łudzisz się, że ma to dla nich znaczenie jak żyjesz, z kim żyjesz i co w swoim życiu robisz? wiec nie łudź się - osoby w związkach z reguły są tak bardzo zajęte sobą, swoimi związkami i swoimi dziećmi, że nie poświęcają singlom aż tak wiele uwagi jak myślisz i zwyczajnie im to wisi kalafiorem co ty tam sobie myślisz i robisz, i tak oryginalna nie jesteś, tylko biegasz w tym samym kółku co i oni, z tą jedną różnicą że na własną rękę a nie sparowana! co najwyżej ci współczują, że taka biedna i sama jesteś, mało kasy masz bo z jednej pensji wszystko opłacasz i wkrótce się postarzejesz i zbrzydniesz, więc kto cię wtedy zechce? i tylko tyle refleksji nad twoim życiem, potem wracają do swojej zadowolonej z siebie rodzinki i żyją tak jakbyś w ogóle nie istniała :) Odpowiedz Link Zgłoś
framp Re: a dlaczego miałoby kogoś boleć? 10.07.10, 12:02 no właśnie dokładnie to sobie pomyślałem czytając to forum - skąd w singlach tyle egocentryzmu i przesadnego skupienia na sobie aby sądzić, że komuś robi różnicę sposób w jaki oni żyją? może dla rodziców singla ma to znaczenie, bo chcą mieć wnuki, ale dla znajomych i przyjaciół autorki fakt czy jest sama czy też wyszła za mąż jest pewnie drugorzędny ale jej się z jakichś dziwnych powodów wydaje że strasznie im zależy aby się dostosowała do nich :) ja mam znajomych singli, sam nim długo byłem, ale jakoś nie odczułem żadnej presji ani przesadnego zainteresowania tą stroną mojego życia, wręcz przeciwnie - w pracy ceniono to, że mogę zostać dłużej, nie spieszę się do dzieci i chętnie popracuję w tych okresach, gdy dzieciaci chcą mieć wolne. a w momencie, w którym zmieniłem stan cywilny jakoś nie odczułem zmiany nastawienia, widocznie autorka styka się z jakimś dziwnym środowiskiem nadmiernie zainteresowanym życiem bliźnich albo dramatyzuje aby się dowartościować! Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 to nie jest prawda 10.07.10, 19:14 ludzie rzeczywiście wtryniaja się w życie innych a jak jesteś singlem/nie to nadmiernie ich to interesuje i tak samo w drugą stronę jak jest jedno dziecko to czemu nie parka? A co to cholerne papużki. I tak są pytania bardzo nieładne/niemiłe takie, na które winno się odpowiadać a co Cię to obchodzi? Odpowiedz Link Zgłoś
uknown prawda, prawda 10.07.10, 21:24 współczuję ci środowiska w którym najwyraźniej żyjesz, bo w moim to się nie zdarza, a jak nawet się zdarza to ludzie umieją reagować na to bez agresji i oburzenia, współczuję ludziom, którzy muszą z tobą obcować, bo skoro na takie pytania odpowiadasz "a co cię to obchodzi?" to chyba nie masz zbyt wielu przyjaciół, w pracy omijają cię jak zapowietrzoną a rodzina co najwyżej przyśle kartkę na święta? ja bym tak robił z osobą, która ma teorię spisku ludzkości w stosunku do jej prywatności i obraża się po każdym, nawet banalnym i stereotypowym pytaniu o życiowe plany ... wielu ludzi zadaje je po prostu dla podtrzymania rozmowy nawet nie bardzo bedą ciekawym odpwoiedzi i tym bardziej nie wyniągając jakich daleko idących wniosków, ale dla ciebie jak widać jest to już okazja aby się obrazić, rób tak dalej, wkrótce nikt nie będzie chciał do ciebie ust otworzyć! Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 Re: prawda, prawda 10.07.10, 21:37 Ja się nie obrażam. Twoje współczucie jest na wyrost. Podałam tylko stan faktyczny ponieważ to co opisujesz nie jest jedyną wersją. Dwa podziwiam słowotok, który w ogóle nie pokrywa się z moim stanem faktycznym. Lepiej nie zarabiaj na życie jasnowidzeniem/pobożnymi życzeniami może być pustka w garnku a w głowie już chyba wystarczy? Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: a dlaczego miałoby kogoś boleć? 10.07.10, 20:50 "biedna i sama jesteś, mało kasy masz bo z jednej pensji wszystko opłacasz" rozczaruję cie- żyję lepiej niż niejedna para finansowo :) niewazne, że z 1 pensji wszystko, ważne z JAKIEJ pensji :) widac, że cos cie boli ;) "wkrótce się postarzejesz i zbrzydniesz" rozumiem, ze ty jestes niesmiertelna- lny, albo wampirem hahaha Odpowiedz Link Zgłoś
iaguasu Re: a dlaczego miałoby kogoś boleć? 10.07.10, 21:32 ciebie chyba boli bardziej bo z każdym postem tak strasznie chcesz wszystkich przekonać jaka to zamożna jesteś, że aż wygląda to podejrzanie i strasznie niewiarygodnie, najpewniej jest biedna i bez perspektyw, wiec chociaż na forum szyku zadasz :) nic groźnego w sumie, wiele osób tak ma, że sobie w necie odreaguje :) jest rzeczą oczywistą, że aspekt ekonomiczny lepiej wygląda u par, bo dwie pensje na jeden dom zawsze jest lepiej niż jedna ale ty oczywiście i zasady ekonomi jak widać wyznajesz inne i oczywiście lepsze, jesteś milionerką, srasz kasą i dlatego w upalną sobotę cały dzień spędzasz w necie :) zabawna jesteś, nie czujesz tego? Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 Re: a dlaczego miałoby kogoś boleć? 10.07.10, 21:38 to zależy ile Ci partnerzy/małżeństwo wyciągają. Dwa co za różnica ile ona spędza czasu w sieci? Gdyby była matką i żoną oskarżyłbyś ją pewno o to, że zaniedbuje dzieci/dom/męża? Jak to ile czasu kto w necie spędza świadczy o człowieku? Odpowiedz Link Zgłoś
ugenwillla no właśnie, słusznie podsumowałeś dyskusję! 10.07.10, 22:20 choć nie sądzę abyś przekonał tym postem choć jednego singla, ich egocentryzm na to nie pozwoli, świat wszak kręci się wokół ich osób, znajomi gryzą palce z zazdrości, nic innego nie robią tylko planują im przyszłość i swatają kandydatów, a w wolnych chwilach płaczą za utraconym singielstwem i możliwością nieskrępowanego chodzenia na piwo- to ma być rzecz jasna ekwiwalent za miłość, dziecko, rodzinę i wspólne życie, naprawdę zabawne! Odpowiedz Link Zgłoś
dannybailey Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 12:57 Myślę, że nie wiesz co jest na prawdę emocjonujące -co może kręcić. Prawdziwe emocje to decyzja: już jechać z dzieckiem do szpitala czy jeszcze poczekać, może jeszcze nie umiera. To tak jak z mundialem oglądanym kiedy nie gra polska reprezentacja niby to samo ale nam to wisi kto wygra. I nie ma specjalnego znaczenia idealny partner. Idealny to znaczy co? Taki który nie wkurzy się na ciebie? (nawet jeśli jest to wg ciebie kompletnie subiektywne). Bez krytyki i sporów wszystkie związki umierają. Wartość to to, co dajemy innym (ich wspomnienia o nas, może nawet mniej ważne czy złe czy dobre) nie zdjęcia w albumie. Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 14:32 akei5 napisała: Ja codziennie robię to na co mam ochotę, podrózuję w najdalsze zakątki świata (kocham to)... Gdzie pracujesz, że stać Cię na takie wojaże? Odpowiedz Link Zgłoś
gonia_29 a co to ma do rzeczy? 10.07.10, 14:45 Znam ludzi co mają mniej a też potrafią się wyrwać . Odpowiedz Link Zgłoś
akei5 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 20:51 to nie ma znaczenia, bo sporo odziedziczylam ;) Odpowiedz Link Zgłoś
haldeman79 Czy masz coś czego nie odziedziczyłaś? 11.07.10, 22:18 akei5 napisała: > to nie ma znaczenia, bo sporo odziedziczylam ;) Ostatnio Odwiedzilam kolezankę ze szkoły- zmarnowana, wykończona, leżaca po pracy na sofie i krzycząca na dziecko. Wakacje? Jak dobrze pojdzie, tydzien nad Bałtykiem. żadnych przyjemności, spontanicznosci. Nie wyobrażam sobie tego. Nie wyobrażam sobie nie zaplanować kiedy chcę wyjazdu, wyjścia, swojego rozwoju. Ciesz się kasą która masz i pomyśl, że mogłabyś jej nie mieć. Odpowiedz Link Zgłoś
bubster Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 16:02 sama sobie odpowiedziałaś na pytanie Odpowiedz Link Zgłoś
warszafffka Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 17:28 Niestety to co piszesz to w ogromnym stopniu prawda. Niestety bycie w związku to zwykle bardzo ograniczający stan. "Niestety" - bo dużo się przez to traci, właśnie miłość i bliskość. Sama jestem singielką, "raczej z wyboru". Spotykam się bez przerwy z różnymi facetami, poznaję masę ludzi, czyli niby szukam. Ale naprawdę nie ma takich, których zalety równoważyłyby zalety bycia singlem. Tego że mogę wstać, o której chcę i spędzić cały dzień z książką, wieczór spotykając się ze znajomymi, z którymi żaden z moich byłych nie chciałby się bawić, bo nie zna języka i nie muszę się tłumaczyć, że tak mało czasu spędzamy razem. Tego, że nikt nie robi mi co dwa tygodnie niespodzianek, zarezerwowałem lot, w piątek jestem kiedy ty akurat planowałaś i musisz w ten weekend pracować ("przeszkadzam ci!"). Tego, że mi nikt nie wyskakuje ze swoją wizją, co "powinnam", bo jestem kobietą. Może kiedyś na takiego trafię. Odpowiedz Link Zgłoś
atra1 Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 19:50 No, Słońce, zazdroszczę Ci szczerze swobody, bo własnie wróciłam z tygodniowego urlopu nad Bałtykiem z dziećmi, które trują i marudzą, a zazwyczaj padam na ryło o 22, a sponton szeroko rozumiany bywa, ale jest katorżniczo cięzki do przeprowadzenia z racji wieku porgenitury. ale ten fragment: "a nie wiązać się z kimś, aby wpasować się w schemat społeczny :) " wali na łopaty Twój manifest. Spodziewałam się odezwy kogoś, komu jest dobrze jak jest, pławiącego się w wolności z opcją na związek nie na siłę. Ale tym tekstem pojechałaś po związanych i dzieciatych, co to "musieli się wpasować w schemat społeczny", a to takie płytkie, be i passe. I nie mogę się oprzeć wrazeniu, ze wcale Ci dobrze nie jest i musiałaś sobie poprawić humor czyimś kosztem. Congrats, ogólnie:/ Odpowiedz Link Zgłoś
vijet Re: singielka-dlaczego nie dadzą mi spokoju? 10.07.10, 20:18 Jako facet singiel stwierdzam, że problem poruszany przez autorkę wątku rzeczywiście w Polsce istnieje. Już zakończyłem znajomość z jednym wieloletnim kolegą, który najwyraźniej nie był w stanie zaakceptować moich poglądów - zresztą zupełnie zrozumiałych, po tym co przeżyłem z dziewczynami. Głupie docinki, komentarze... no i stało się, żegnaj kolego. Żeby nie było, osobiście ani razu nie wytknąłem mu tego, jak traktował swoją dziewczynę, czyt. miał 5 innych, do których startował, na boku. Drugi kolega też mnie czasami irytuje, ale na tyle rzadko, że jeszcze nie będę aż tak drastyczny - również niewymuszone komentarze, których w ogóle nie powinno być ("zaplanowałeś sobie dziewczynę za kilka lat... a co, śmierć też sobie zaplanowałeś? Tak się nie da.") Można dodać jeszcze kilka innych osób i podejrzenia niektórych w pracy w stosunku do mnie, że jestem gejem. Nie jest to oczywiście jakiś życiowy problem, z kolegą nr 1 zakończyłem znajomość również z innych względów, ale potwierdzam, że single są do pewnego stopnia napiętnowani społecznie. Odpowiedz Link Zgłoś