Tak mi się zebrało

12.11.10, 18:17
Podczytuję Was już długo, ale nigdy nie miałam śmiałości, żeby się odezwać. Bo po pierwsze, nie karmiłam moich dzieci dłuuugo, a po drugie nie bardzo umiem pisać tak, żeby oddać rzeczywiście to, co czuję. Ale lubię to forum i dobrze się na nim czuję, bo mam takie przeczucie, że osoby, które tu piszą naprawdę wierzą w to, co robią. Np. taka Fizula - bardzo lubię ją czytać. Ale dlaczego zaczęłam nowy wątek?Ot, żeby się wygadać. Pracuję w wielkiej korporacji na eksponowanym stanowisku i na co dzień nikt nie wie, że przyklejony uśmiech to nie ja, że tak naprawdę bardzo, bardzo chciałam być z moimi dziećmi w domu długo, najlepiej zanim nie pójdą do przedszkola, że nie karmiłam piersią tyle, ile bym chciała
i mogła, że to na mnie spoczywa ciężar utrzymania rodziny etc.I różne jeszcze inne sprawy mnie dręczą...Ale myślę sobie, ze muszę akceptować tę drogę, jak mi została przeznaczona. Całkiem wyboistą - jak dla mnie. I że ta akceptacja to chyba nie ma być łagodna akceptacja, ale mimo wszystko duch walki?Przepraszam, że moze tak od trochę od czapy. Pozdrawiam wszystkie forumowiczki.
    • e-dziunia Re: Tak mi się zebrało 13.11.10, 11:04
      a czemu by nie napisać czasem czegoś "od czapy" jeśli masz potrzebę się wygadać smile
      Ja też wróciłam do racy zaraz po macierzyńskim i choć synuś końcy w styczniu 2 lata to wcale się z tym nie pogodziłam i wcale nie jest mi z tym dobrze. Są mamy, które cieszą się z powrotu do pracy, bo wracają do swoich pociech "wypoczęte" (w sensie od domowych obowiązków) i stęsknione i mają dla dzieciaczków więcej siły i cierpliwości. A ja się nie cieszę. Ja codziennie marzę o tym by patrzyć jak moje dzieci się budzą, jak bałaganią przy śniadaniu, jak cieszą się z porannego spaceru z psem.... A ja wracam w porze obiadu i pół dnia w plecy....sad
      Jak córcia myła mała to siedziałam na wychowawczym 2,5 roku, dopóki nie poszła do przedszkola smile Boże, jak mi było dooooobrze! smile Ale wtedy było inaczej, mniej wydatków.... A teraz - kredyt na mieszkanie - główny winowajca całego zamieszania - nie pozwala mi na poranki z dziećmi....
      Podnosi mnie na duchu jednak to, że udało nam się pozostać przy karmieniu piersią smile Początkowo wróciłam do pracy na pół etatu, a więc wracałam już po 3,5 godzinie smile W miarę rozszerzania diety wydłużałam czas pracy. Na pełny etat wróciłam dopiero teraz -1 listopada.
    • kosmosik Re: Tak mi się zebrało 13.11.10, 19:23
      Smutne to i jakos mi się wydaje, że faceci jednak nie mają podobnych dylematów... sama mam współpracownicę, która podobnie jak Ty musiała wrócić dosyć szybko do pracy i to od razu na pełen etat i widzę, że jest jej ciężko. Jakoś sobie radzi ale już planuje jak to zmienić żeby jednak pobyc tą kurą domową choć w ograniczonym zakresie choć przez jakiś czas. U nich plus jest przynajmniej taki, że dziecko ma świetny kontakt z tatą (i to jego preferuje jako opiekuna) no ale wiadomo mamy to raczej nie pociesza. Sama jestem wdzięczna losowi, że mogłam sobie uciąć część mojego etatu no i że mąż jakoś się pnie po drabinie kariery...
      A w ogóle często myślę o samotnych matkach. kurde to jest naprawdę ciężka sprawa- taka odpowiedzialność, taki ciężar samemu nieść...
    • 1.maaika Re: Tak mi się zebrało 14.11.10, 19:05
      Odkąd przeczytałam Twój post, chodzi mi on po głowie.
      Czasami każda mama ma ciężkie chwile, niezależnie od tego, czy siedzi w domu z dziećmi, czy musi (jak w Twoim przypadku) iść do pracy, żeby swoje dzieci utrzymać. I my - mamy - musimy sobie radzić ze swoimi dylematami. A będzie ich nie mało...
      Czy można wartościować te dwa przypadki? W sytuacji siły wyższej, czyli po prostu życia i tego, jak ono się układa, moim zdaniem nie.
      Z tego, co napisałaś, jestem pewna, że Twoje dzieci wiedzą, że bardzo je kochasz. A to przecież jest najważniejsze.
      Pozdrawiam Cię serdecznie smile
Pełna wersja