Jestem tu nowa, znalazłam to forum jak poszukiwałam informacji o kp, na początku swojej laktacyjnej drogi i tak podczytywałam przez ostanie miesiące. Zbliżam się do magicznego momentu ukończenia roku przez mojego syna i zaczynam kiepsko czuć się w towarzystwie, które w większości nie karmiło piersią lub karmiło krótko, bo nie raz słyszę przykre słowa na temat kp. W moim pokoleniu wszystkie mamy z najbliższej rodziny karmiły piersią ale jeszcze nie było takiej, która nie wprowadzałaby mm po powrocie do pracy, w większości przestawały karmić z różnych względów między 9 a 11 miesiącem życia dziecka, z jednym wyjątkiem dwójka dzieci karmiona po 18m. Moja mama krótko karmiła i nie wierzyła, że uda mi się karmić drugie dziecko (pierwsze z kilku względów karmiłam tylko 3 miesiące), teraz już nie wtrąca się (powiedziałabym że jest dumna za mnie) teściowa jest bardzo za kp ale zaczyna przebąkiwać, że powinno karmić się do 1,5 roku maksymalnie

W pracy korzystam z przerwy a w zasadzie wychodzę szybciej, też nie wiem jak długo będą patrzyli przychylnym okiem. Mąż niby inteligentny człowiek ale też mówi, że już długo karmię syna, kiedy zaczęłam mu tłumaczyć dlaczego to jest ważne, to powiedział karm ile chcesz ale mi nie chodzi o to, żeby było tak jak ja chcę, tylko żeby zrozumiał moje postępowanie. Zaczynam czuć wielką presję ze strony bliskich i jest mi z tym źle. Chcę karmić i moje dziecię również tego chce (nie zna butelki) jak z tym wszystkim żyć? Dlaczego do ludzi nie trafiają racjonalne argumenty, zwłaszcza że to nie oni robią, nie jest to z żadną strata ani wysiłkiem dla nich? Czy zostaje mi prosty argument, że taniej bo to jedyne trafia albo że jestem za leniwa na mycie butelek :p Drogie panie wesprzyjcie dobrym słowem.
P.S. Serdecznie pozdrawiam mamy karmiące i wszystkie maluchy