Karmiłam ponad 6 lat i 8mcy - synka o pół roku dłużej niż córkę. Córka sama się odstawiła, synkowi pomogłam (i tak już przekroczył akceptowany przeze mnie wiek do kp). 2 ostatnie lata na diecie ze względu na alergię synka, 1,5 roku na podwójnej diecie (dieta z powodu mojej choroby). Z powodu mojej hiperprolaktynemii miałam (i właściwie mam jeszcze) problem z piersiami (zastoje- pierwszy raz w życiu), ale odkąd piję szałwię dzień w dzień jest lepiej (chciałam uniknąć bromka). Jestem z siebie bardzo dumna

Nikt mi nigdy nie pomagał, uczyłam się sama kp, miałam problem ze zbyt szybkim wypływem przy córce, synek znów obrażał się na prawą pierś jak był malutki, przeszłam kilkakrotnie grzybicę piersi (na skutek pleśniawek u dzieci), łączyłam pracę zawodową z kp (zwł. przy córce wiele mleka odciągałam), karmiłam całą ciążę. O dziwo, w rodzinie nie miałam generalnie negatywnych uwag - mamę przekabaciłam, jedna ze szwagierek sama długo karmiła.
Nie czuję teraz żadnego smutki ani nostalgii, raczej poczucie, że nareszcie koniec, że zrobiłam swoje

To był właściwy czas na koniec