Mam jakiś kryzys w temacie naszego KP. Zaczyna mnie powoli denerwować. W zasadzie od ponad roku niewiele się w tym temacie zmienia. KP jest do drzemki (w weekend, w tygodniu przedszkole lub tata), na przywitanie po przedszkolu (czasem, ale to czasem, zdarza się że córa jest w tak super nastroju, tak nakręcona, że od razu idziemy się bawić/na spacer i wtedy KP wypada) no i oczywiście wieczorem i w nocy. Córka budzi się średnio po 2-3 godzinach od zaśnięcia i jeszcze z raz-dwa w nocy. Śpimy razem. Mam wrażenie, że to się nigdy "samo" nie zmieni
Ja wiem, że ona potrzebuje bliskości i tego ssania, żeby dać radę w przedszkolu (swoją drogą świetnie sobie daje radę...), ale ja zaczynam być zmęczona... Najbardziej mnie wkurza to nocne dydolenie, jakoś tak fizycznie mi to przeszkadza, denerwuje mnie. Wszelkie próby wprowadzenia zamienników w postaci taty, tulenia etc nie działają w nocy - wieczorem udaje się czasem zasnąć z tatą, ale to raczej w weekend jak jesteśmy razem i nie ma deficytu mamy.Przytulać się nie chce jak leżymy, ewentualnie chce leżeć na mnie. Hasło "mleko śpi" czy inne tego typu tłumaczenia też nie działają w nocy - w sumie oboje z mężem jesteśmy śpiochy więc nic dziwnego że i córa w nocy mało kontaktowa.
Powiedzcie coś pocieszającego.