Się pożalę
Moja córa robi mi się obca. A raczej "odrębna". Zawsze powtarzam sobie, że to przecież odrębna istota, ma swoje myśli, odczucia, uczucia, ale zawsze też była jakaś taka "moja", rozumiecie o co mi chodzi?
Pierwszy raz poczułam dobitnie "odrębność" córy, jak wróciłam z młodym ze szpitala, a ona nie chciała mleka, nie chciała się za bardzo do mnie przytulać. Po dwóch dniach z babcią, dziadkiem, tatą (tj małżem) była jakaś taka inna. Inaczej ją odbierałam, inaczej słyszałam, co mówi i JAK mówi. A trajkocze bez przerwy od 1,5 r.ż. więc się osłuchałam

No i przedwczoraj, tj w długoweekendowy piątek po raz pierwszy pojechała z tatą tj małżem, beze mnie do babci na wieś. I wróciła po dobie. Inna. Odrębna. I jakby mówiła jeszcze ładniej. Albo ja byłam tak stęskniona, że jej słodki głosik to w ogóle mjut na moje matczyne serce był

No dzisiaj to już nie, bo zdążyła zrobić histerię

ale generalnie, no kurcze. No właśnie. Nowe uczucie u mnie, a naszych relacjach. Taki zauważalny znak, że robi się jakoś inaczej.
Też miałyście coś podobnego? Kiedy? Potem jest jeszcze gorzej? Jak się wyprowadzają z domu?