Karmimy się już trzy lata i ostatnio jest ciężko... Mała zaczęła chodzić do przedszkola, adaptuje się hmm..tak sobie, niby wychodzi zadowolona, ale rano jest zawsze płacz. Niestety nie ma możliwości żeby odprowadzał ją tata, a pożegnanie ze mną jest we łzach

Dużo tez opuszcza bo łapie przedszkolne wirusy. No i strasznie się uwiesiła na mnie, ssie baardzo często, jak tylko ma mnie pod ręką, prosi ,żeby ją nosić na rękach itd. Zanim zaczęła przedszkole zdarzały się dni, że dopiero pod wieczór przypominała sobie o mleku, teraz to nie do pomyślenia. Męczy mnie to, ale nie chcę teraz ograniczać czy tym bardziej odstawiać, ze względu na te choroby i rzecz jasna na jej trudne emocje związane z przedszkolem. Dodam, że jedyne, co nie podoba się córce w przedszkolu, to to że mnie tam nie ma. Chodzi na ok.5-6 godzin. Pocieszcie mnie mamy starszych ssaków. Kiedy ten stan może minąć, jak pomóc dziecku, jak nie zwariować...? Nie za bardzo mam wsparcie w rodzinie co do tak długiego karmienia. A może to prawda, że karmienie utrudnia rozdzielenie z mamą, tzn. że dziecku dkp jest trudniej znieść rozłąkę? Bo czasem mam już mętlik w głowie, może robię źle. Chciałabym żeby sama powoli rezygnowała z piersi, ale na razie to mrzonki... Te sesje przy cycu są naprawdę długie, mała nie chce mnie puścić do np. kuchni, noce a zwłaszcza poranki też ciężkie, zmienia tylko pierś. No zmęczona jestem... Staram się być cierpliwa, ale powoli wymiękam.