Byłam ostatnio w Chorwacji, gdzie widziałam rodziny różnych narodowości z
dziećmi. Tam nie wstydziłam się karmić piersią mojego 2,5-latka w miejscu
publicznym np. na plaży. Co więcej, kilka razy spotkałam się ze słowami
uznania!
W naszej kulturze nie ma zrozumienia dla wszystkiego co wykracza poza "normę"
(???). Ludziom przeszkadza wszystko co jest "nietypowe": inny kolor skóry,
niejedzenie mięsa, inna religia niż rzym.-kat. i inne.
Jeśli chodzi o karmienie dziecka, są to:
karmienie butelką "zbyt wcześnie" (nawet, o zgrozo!, tuż po narodzinach)
oraz karmienie piersia powyżej 1-go roku życia.
Szukam na tym forum wsparcia, bo spotykam sie z szykanami i głupawymi
uśmieszkami zbyt często. Już nawet kilku lekarzy przy przepisywaniu leków dla
mnie podpowiedziało mi zakończenie karmienia.
Większość znajomych nawet nie wie, że wciąż kontynuuję.
Dlaczego wszyscy muszą się ustosunkowywać do moich decyzji? Mówią "Ja bym tak
nie mogła" "To nie jest normalne". A nawet, jak już pisałam kiedyś pewna pani
psycholog:"Robisz dziecku krzywdę, ja karmiłam tylko 8 miesięcy"
Smutne. Bo co to kogo obchodzi? Nie zamierzam nikomu tłumaczyć mojego
stanowiska na ten temat, ani kłócić się. Dziecku nie robię krzywdy, tylko
ufam naturze. Skończy jak będzie chciał. To przecież moja sprawa...