fizula
07.10.07, 00:08
Mam to szczęście, że znowu sobie chadzam na kurs dla konsultantów
laktacyjnych (drugi w moim życiu, hehe).
Nie będę Was zanudzać tym wszystkim, co tam usłyszałam. Ale kilka
refleksji dotyczących naszego długiego karmienia itp. mi się
nasunęło.
Jak zwykle o rekomendacjach WHO, żeby przynajmniej 2 lata lub dłużej
karmić piersią, według potrzeb dziecka posłuchałam sobie. A więc? To
nasze długie karmienie piersią jest zupełnie normalne, nic w nim
dziwnego. Dziwne raczej jest, że kobiety tak krótko karmią piersią i
jeszcze twierdzą, że robią dobrze dla dziecka. Najbardziej mnie
dziwi nieświadomość rodziców, którzy wszystko robią około roku, żeby
dziecko oduczyć ssania piersi, a którzy twierdzą, że: "moje dziecko
samo się odstawiło". Bzdura-ci rodzice wszystko robią, żeby odstawić
od piersi, może nieświadomie? Smoczki, butelki idą w ruch, uczą
przesypiania nocy i dziecko jest systematycznie w ten sposób
przestawiane na smoczki, odstawiane od mamy, od bardzo ważnego
nocnego ssania. Długie karmienie jest zupełnie normalne i zdrowe dla
obojga: mamy i dziecka, choć niestety nie jest powszechne.
Co zyskują mamy rezygnując z karmienia piersią wcześnie? Nic. A może
tylko jedno: własną wygodę odłączenia od dziecka. Co tracą? Bardzo
wiele. Ale najwięcej tracą same dzieci. Mleko matki to "biała krew".
Czy pozwolilibyśmy przetaczać własnemu dziecku krew zwierzęcą, ale w
fabryce "pięknie" zmodyfikowaną (żeby bardziej imitowała ludzką)?
Mleko podobnie jak krew jest wysoce swoistą materią.
Jeśli weźmiemy pod uwagę same cukry, to się okaże, że w mleku
ludzkim jest ich ok. 180 rodzajów!! W porównaniu z nim mleko krowie
jest bardzo ubogie w cukry. Ciekawe, że firmy produkujące mieszanki
mleczne nie chwalą się, że przy produkcji mieszanek z numerem 2 i
Junior (czyli dla starszych dzieci) nie starają się już o równie
dobre "wykończenie" tych mieszanek. Innymi słowy przy
tych "starszych" mlekach standardy wykonania są już o wiele gorsze.
Nasz matczyny organizm nie stosuje takich "standardów bylejakości":
dla starszych dzieci mleko jest równie doskonałej jakości, dodatkowo
dostosowane do ich nieco odmiennych potrzeb. A nawet odwrotnie: na
koniec znowu, choć zmniejsza się ilość, to jakość zaczyna
przypominać nadzwyczajne początki.
Niedawno zastanawiałam się nad tym, po jakiego grzyba firma Nestle
ładuje do swoich mieszanek (z nr.1) nukleotydy. Po co małemu
człowiekowi nukleotydy krowy? Czy do cielaka ma się upodobnić?
Przecież nukleotydy stanowią specyfikę gatunkową-osobniczą, część
kodu genetycznego! Mleko matki zawiera właśnie ludzkie nukleotydy.
Bodajże jako m.in. pomoc dla układu odpornościowego.
W ogóle firmy produkujące sztuczne mieszanki starają się zatrzeć
informację, że wszystkie ich mleka (poza sojowymi) to nadal mleka
krowie, nawet osławiony Nutramigen (mleko bardzo mało odżywcze).
Tyle, że są to mleka krowie po przeróbce chemicznej. Samo
sproszkowanie pozbawia te mleka wielu walorów: czy krew byłaby wiele
warta dla organizmu po sproszkowaniu i ponownym rozpuszczaniu w
wodzie? W reklamach niektórych bardzo drogich mlek można przeczytać,
że zawierają one PUFA wielonienasycone długołańcuchowe kwasy
tłuszczowe. Być może udało się coś takiego zrobić, ale jeśli nawet,
to nie są one identyczne z ludzkimi, nie występują w takich samych
proporcjach. A to jest równie ważne.
Dlaczego nam mamom tak bardzo się spieszy z wprowadzaniem białka
mleka krowiego, skoro jest to jedno z najbardziej uczulających
białek? Nie ma najmniejszej potrzeby wprowadzać mieszanek mlecznych,
mleka ani jego przetworów nawet w drugim roku życia, jeśli karmimy
dziecko nadal często piersią. A nawet jeśli wprowadzimy je, to
będzie ono "bezpieczniejsze" dla dziecka pod osłoną matczynego
mleka. To dlatego m.in. dzieci w drugim roku życia, jeśli im się na
to pozwoli są nadal chętne by wszystkie/niemal wszystkie posiłki
popijać mlekiem matki, a od czasu do czasu w sytuacjach gorszego
samopoczucia wracać w ogóle do tego swojego źródełka wyłącznie.
Ostatnio zastanawiając się nad specyfiką jedzenia mojej Tosi i
starszych dzieci stwierdziłam, że:
*w drugim półroczu życia dziecko dodatkowe jedzonko jedynie
>KOSZTUJE< czyli próbuje różnych rzeczy, ale zazwyczaj symboliczne
ilości;
*w drugim roku życia wybiera sobie rzeczy w których się
>ROZSMAKOWUJE<;
*w trzecim roku życia zaczyna wreszcie >ZJADAĆ<;
Oczywiście wiele dzieci po prostu nie ma szans tak stopniowo
dojrzewać, ponieważ zostaje rzucone na głęboką wodę, np. dłuższych
nieobecności swojej mamy.
Bardzo się ucieszyłam, że spotkałam na tym kursie bardzo sympatyczną
koleżankę z dawnych lat, która jest lekarzem rodzinnym. I tak fajnie
sobie porozmawiałyśmy o karmieniu i nie tylko. Okazuje się, że
dwójkę starszych dzieci karmiła 2 lata i 3 i pół. Najmłodsze ma
obecnie 12 miesięcy i planuje również długo karmić. Trzymałyśmy się
razem na wykładzie i, trochę mnie zdziwiła, że nie wie np. o tym, że
mleko jest wydzielane w dwóch fazach i co stąd wypływa. Stwierdziła,
że wsparłam ją na duchu informacją, że w końcówce długiego karmienia
mleko trochę się upodabnia do siary ze względu na dużą ilość ciał
odpornościowych.
No i tak sobie pomyślałam: Jak inna lekarka, która nie karmiła, albo
karmiła krótko ma mieć rzeczową wiedzę o karmieniu piersią, skoro
nawet ta, która karmi długo niespecjalnie dużo wie na temat
karmienia piersią.
No, nie wiem, tak sobie myślałam, żeby Was wesprzeć w tym długim
karmieniu, bo wiem, że ono jest szczególnie trudne z kilku powodów:
* dzieci w tym wieku wyjątkowo absorbujące, potrafią wymęczyć mamę
niemożliwie;
* ludziska dokuczają czasem niemiłosiernie wydziwianiem: "a po co
tak długo karmisz?" (kłania się tu ich niewiedza i brak
doświadczenia osobistego);
* nieprzygotowanie psychiczne na to, że drugi rok karmienia
(wychowania) może być trudniejszy niż pierwszy z powodu np. dalszych
nieprzespanych nocy, trudności z radzeniem sobie np. ze
złością/uporem/samodzielnością itp. cechami dziecka;
Wnioski? Nienormalne jest oczywiście krótkie karmienie piersią, choć
jest ono bardzo częste (o, matko, ale za to zbiorę cięgi).
Bywajcie zdrowe! I karmmy na zdrowie :o)