tym, co czytam na rozmaitych forach o odżywianiu dzieci. Pomijam
sprawę mieszanki zamiast maminego mleka, chodzi mi o
posiłki "pozapiersiowe". Nie jestem zwolenniczką słoiczkowych dań,
bo uważam, że najlepsze jest jedzenie świeżo przyrządzone w domu,
ale jak ktoś chce to czemu nie, to raczej nie trucizna. Ale te
kaszki, to jest wg mnie horror. Kupiłam ostatnio na próbę kaszkę
ryżową z jabłkami i gruszkami i dosłownie oniemiałam. Ten sztuczny
landrynkowy aromat mnie powalił, w dodatku ten gruszkowy walił
acetonem. Szok i horror, jak można coś takiego podać niemowlakowi?
To straszne jak łatwo manipulować społeczeństwem za pomocą reklamy.
Nawet mój pediatra kazał mi ostatnio tymi kaszkami podtuczyć moją
chudzinę, argumentując to tym, że "mają atest". Od takiego
odżywiania nie mozna być zdrowym, już widzę te cukrzyce i alergie
pokolenia dzieci naszych dzieci

.