toniia
24.02.13, 18:15
Jestem w trakcie robienia awansu na n-la mianowanego. Pracuję w małej szkole na wsi (100 dzieci) i uczę j.angielskiego. Mam nieustanne wątpliwości czym w zasadzie „zaczarować” komisję kiedy nadejdzie ....."ten dzień". Wszystko co robię, robię niezależnie od przyszłego awansu z myślą o dobrych wynikach dzieci, o zbudowaniu dla nich solidnych podstaw, gdy pewnego dnia opuszczą mury podstawówki. Oferuję sporo dodatkowych rzeczy, które sama planuję, organizuję i najczęściej jeszcze finansuję (dzieci głownie biedne
lub z patologicznych rodzin, co w skrócie oznacza …brak wsparcia w rodzicach). Oprócz mnie są jeszcze inni nauczyciele, którzy również wiele oczekują od tej garstki uczniów, a na dodatek jesteśmy ograniczeni czasem odjazdu autobusu szkolnego. Podpowiedzcie jak sobie radzicie,
co o tym wszystkim sądzicie? Proszę o pomysły!
Pozdrawiam