engteacherka
01.08.13, 11:51
Wielu maturzystów zapisuje się na godzinę tygodniowo, choć potrzebowaliby częściej z uwagi na poziom niektórych. Nie są skłonni przychodzić częściej, a ja ,,staję na rzęsach'', żeby jak najlepiej ich przygotować i denerwuję się jak diabli, bo chcę oczywiście, żeby zdali jak najlepiej. I tak sobie myślę, że od nowego roku szkolnego koniec z tym. Po diagnozie, jeśli się okazuje, że umieją za mało kategorycznie nie przyjmę na 1 godz. tygodniowo. Zaproponuję częściej lub dłużej.
Jak myślicie i jakie macie doświadczenia, czy raczej wielu z nich stracę, bo nie będą skłonni zwiększyć ilości godzin, czy raczej w takiej sytuacji ,,zmieniają front'' i decydują się przychodzić częsciej. Czy w ogóle stawiacie podobne ultimatum, jeśli widzicie, że czasu jest mało, a wiedzy do przekazania ogrom?
Ja do tej pory robiłam, co mogłam przy tej jednej godzinie, choć dawałam do zrozumienia delikwentom i rodzicom, że nie jestem cudotwórcą. I zdawali się rozumieć, ale ja miałam wieczny niedosyt i po prostu kaca moralnego, kiedy widziałam, że ktoś idzie na maturę przygotowany po łebkach