Dodaj do ulubionych

Blaise Pascal

31.10.09, 21:24

Blaise Pascal to francuski fizyk, filozof i matematyk.
Sformuował on tz. "zakład Pascala" czyli wybór jednej z dwóch
możliwości:

1. Bóg istnieje i nagradza za wiarę w postaci życia wiecznego.
2. Bóg nie istnieje i nie ma żadnej nagrody.

Mogąc przyjąć jedną z tych dwóch opcji czy nie jest lepiej przyjąć
pierwszą, gdyż nic nie tracimy, a możemy zyskać?

Wybór należy do nas.
Obserwuj wątek
    • billy.the.kid Re: Blaise Pascal 31.10.09, 22:17
      usiłuję zmusic się do uwierzenia w głupoty. jakoś q...a nie udaje mi
      się.
      • gcc1 Re: Blaise Pascal 17.11.09, 17:34
        ale glupoty wygadujesz,oczywiscie ze BOG istnieje,to jest
        niepodwazalne
        • astrotaurus Re: Blaise Pascal 17.11.09, 23:53
          gcc1 napisał:

          **ale glupoty wygadujesz,oczywiscie ze BOG istnieje,to jest niepodwazalne**

          No, boguniechbędądzięki, mądry, logiczny, rozstrzygający głos w dyskusji!





          A co to jest ten/ta/to "BOG"...?
    • rkcb Re: Blaise Pascal 31.10.09, 22:28
      > 1. Bóg istnieje i nagradza za wiarę w postaci życia wiecznego.
      > 2. Bóg nie istnieje i nie ma żadnej nagrody.
      Ad1. A jaki bóg jest właściwy? Co będzie jak wybierzemy niewłaściwego?
      Po za tym mamy następujące możliwości:
      1. Jesteśmy ateistami i przyzwoitymi ludźmi, którzy nikogo nie krzywdzą - jak umieramy miłosierny bóg i tak nam wybacza.
      2. Jesteśmy ateistami i przyzwoitymi ludźmi, którzy nikogo nie krzywdzą - jak umieramy spotyka nas kara, bo bóg okazuje się mściwym despotą.
      3. Jesteśmy wierzący, ale nie w tego boga co trzeba - jak umieramy spotyka nas kara, bo bóg okazuje się mściwym despotą.
      4. Jesteśmy wierzący, ale nie w tego boga co trzeba - jak umieramy miłosierny bóg i tak nam wybacza.
      Przy ilości bogów, które wstępują w historii ludzkości szansa, że trafimy na właściwego jest tak mała, że możemy ja tutaj pominąć.
      Z tych rozważań wynika, iż najbardziej racjonalną strategią jest ateizm - jak bóg jest miłosierny to dobrze, a jak nie jest to tak czy tak mamy przechlapane. Po za tym nie tracąc życia na odprawianie zbędnych guseł i modlitw mamy więcej czasu, aby czynić dobro, co w przypadku miłosiernego boga (przypadek pierwszy) będzie nam poczytane za zasługę.
      Nie drażnimy też boga - o ile istnieje - modlitwami do fałszywego bóstwa.
      Ad2. Jesteśmy ateistami, a po śmierci spotyka nas to czego się spodziewaliśmy.

      > Mogąc przyjąć jedną z tych dwóch opcji czy nie jest lepiej przyjąć
      > pierwszą, gdyż nic nie tracimy, a możemy zyskać?
      Przyjmując pierwszą tracimy czas swojego życia z minimalnymi szansami na wygraną.
      Przy drugiej dostajemy to czego się spodziewaliśmy, a jak się mylimy to szanse na "wygraną " są takie same jak przy pierwszej.
      Jak nie spojrzeć najbardziej racjonalnym wyborem jest ateizm.
      • kociak40 Re: Blaise Pascal 01.11.09, 01:43

        Może i słuszny wywód, zwłaszcza, że dość przemyslany - bo długi.
        Niestety nie całkowicie rozwiewa moje wątpliwości. Uważam, (tak
        zakładam), że inteligencja ludzka najbardziej może się przejawiać w
        takich naukach jak fizyka i matematyka. Mówią potocznie, że
        matematyka to królowa nauk, a tronem dla niej jest fizyka. Dlatego
        mam wątpliwości, że moi "ulubieńcy" (najwięksi z najwiekszych w
        intelekcie) np. Max Planck, twórca podstaw fizyki kwantowej i dla
        przykładu jeszcze, Izaak Newton, twórca mechaniki i rozwoju rachunku
        całkowego i rózniczkowego, byli wierzącymi. Nie chodzi o konkretną
        religię ale odniesienie ogólne (Newton był arianinem).
        Słynna doktryna Maxa Plancka -" Dla wierzącego Bóg stoi na początku,
        dla fizyka zaś na końcu wszelkich dociekań". Z tym zgadzam się i co
        zrobić? To przecież autorytety i to z fizyki i matematyki.
        Filozofia mnie nie interesuje, nauką nie można wyjaśnić tego co
        istnieje, a jednak jest.
        Nigdy tego sporu się nie wyjaśni - jest, czy nie ma?
        • astrotaurus Re: Blaise Pascal 01.11.09, 02:16
          kociak40 napisał:

          **To przecież autorytety i to z fizyki i matematyki.**

          Ciepło, ciepło, kociak40, kontynuuj...
          No nie zatrzymuj się w pół drogi...:

          To przecież autorytety!
          I to z fizyki i matematyki!

          Znasz jakieś ich rozumne osiągnięcia z dziedziny bełkotu religijnego?


          ** nauką nie można wyjaśnić tego co istnieje, a jednak jest.**

          A poza tym dobrze się czujesz?
          Co to w ogóle jest "to co istnieje, a jednak jest"?
          Jakie znasz różne sposoby wyjaśniania ?



          **Nigdy tego sporu się nie wyjaśni - jest, czy nie ma? **

          Co to znaczy "nigdy"? Wróżkaś czy prorokś?

          I o czym w ogóle mowa? O Bogu? A kto kiedy takie cuś do cywilizowanego sporu w
          sposób rozumny wprowadził?
          Walka z hucpą nieuków to jest co najwyżej spór o miedzę na kosy, bo religijne
          nieuki żadnego języka poza językiem siły nie rozumieją.
        • rkcb Re: Blaise Pascal 01.11.09, 20:03
          > Dlatego mam wątpliwości, że moi "ulubieńcy" (najwięksi z
          > największych w intelekcie) np. Max Planck, twórca podstaw fizyki
          > kwantowej i dla przykładu jeszcze, Izaak Newton, twórca mechaniki
          > i rozwoju rachunku całkowego i różniczkowego, byli wierzącymi.
          No cóż... szkoda, ze wybrałeś akurat te autorytety, a nie na przykład Alberta Einsteina, Paula Diraca, Richarda Feynmana, Mari Skłodowskiej-Curie, Frédérica Joliot-Curie, Linusa Paulinga i wielu wielu innych - według statystyk ponad 90% Noblistów to ateiści.

          > Nigdy tego sporu się nie wyjaśni - jest, czy nie ma?
          Ale nauka może szacować prawdopodobieństwo i szukać dowodów na istnienie postulowanych bytów lub zjawisk. A w przypadku istnienia boga, stworzyciela wszechświata, projektanta życia itd. itp. strasznie cieniutko z tymi dowodami. Można opierać się na samej wierze, ale to droga donikąd. Wiara w istnienie boga opiera się na niewiedzy jak działa wszechświat i obszar potencjalnego wpływu boga kurczy się w miarę rozwoju nauki i przyrostem wiedzy. Dobrym przykładem jest pojęcie "nieredukowalnej złożoności", które próbowali lansować kreacjoniści. Przykłady które miały udowodnić istnienie "inteligentnego projektu" rozsypywały się kolejno, gdy ewolucjoniści wzięli się za ich badanie, luki w zapisie kopalnym pozostały, a ich liczba nawet wzrosła - gdy znajduje się jakieś ogniwo pośrednie to z jednej luki robią się dwie! smile.
          Naukowcy są trochę jak Kubuś Puchatek - im głębiej sięgają do garnka, tym bardziej nie ma tam miodu. Prawdopodobieństwo odkrycia dowodu na istnienie boga (cokolwiek rozumiemy pod tym pojęciem) spada z każdym dniem i każdym nowym odkryciem nauki. Nic, po za wiarą i tradycją, nie pozwala stwierdzić, że bóg istnieje i nic nie zapowiada aby miało się to zmienić.
          • vitmik prawo Pascala: 02.11.09, 13:06
            ten kto wybije, ten zap..rdala wink

            jak graliśmy za młodu w piłkę kopaną to tak mówiliśmy po oddaniu niecelnego
            strzału, bo nikomu nie chciało się za po nią iść

          • kociak40 Re: Blaise Pascal 02.11.09, 22:46

            "No cóż... szkoda, ze wybrałeś akurat te autorytety, a nie na
            przykład Alberta Einsteina, Paula Diraca, Richarda Feynmana, Mari
            Skłodowskiej-Curie, Frédérica Joliot-Curie, Linusa Paulinga i wielu
            wielu innych - według statystyk ponad 90% Noblistów to ateiści." -
            rkcb
            Z tego wymienionego grona mogę dołączyć do Maxa Plancka i Izaaka
            Newtona tylko Alberta Einsteina.
            Sam Albert jednak wierzył w istniejącą inteligencję sprawczą
            (rozmowa z Niels Bohrem).
            Jak podajesz 90% noblistów to ateiści, a pozostałe 10%? Mnie to
            wystarcza, może też jestem wierzący na 10% (asekuranctwo).
        • grgkh Jest na odwrót 04.11.09, 08:50
          Pascal nie brał pod uwagę straty.

          Jeśli boga nie ma, to życie poświęcone mu jest bez sensu
          zmarnowane na kult zamiast na życie dla siebie i innych ludzi.

          Jeśli miałby być, to nie wiadomo jak dużo wysiłku
          poświęconego bogu jest wystarczające, by zarobić na jego łaskę.
          Maksymalizując wysiłek
          w kierunku wiary eliminujemy życie dla
          siebie i dla innych. Minimalizując ten wysiłek możemy go
          sprowadzić do zera. Optymalne jest nie wierzenie ze względów jak
          powyżej - jeśli nie chcemy się zamienić w bezwolnego sługę urojonego
          bytu.

          To rozumowanie jest jedynie słuszne. I aż dziwne, ze taki "wielki"
          Pascal nie brał go pod uwagę. Najwidoczniej wielkość w jednej
          dziedzinie wiedzy nie czyni człowieka wielkim wszędzie.
    • feel_good_inc Re: Blaise Pascal 03.11.09, 08:31
      kociak40 napisał:
      > Blaise Pascal to francuski fizyk, filozof i matematyk.
      > Sformuował on tz. "zakład Pascala" czyli wybór jednej z dwóch
      > możliwości:
      >
      > 1. Bóg istnieje i nagradza za wiarę w postaci życia wiecznego.
      > 2. Bóg nie istnieje i nie ma żadnej nagrody.

      Jak już wspomnieli przedpiścy, zakład Pascala jest oparty na błędnym założeniu, że jedynym prawdziwym bogiem może być tylko JHWH. Oprócz tego powinniśmy przyjąć za prawdę dowolny zabobon, który może nam przynieść jakiekolwiek korzyści - wszak niewiara w leprychona na końcu tęczy i brak gonitwy za owym po każdej ulewie powoduje w efekcie brak szansy na zdobycie garnca złota, nieprawdaż? wink
    • broceliande Re: Blaise Pascal 03.11.09, 10:14
      Niby filozofia, ale... wszystko sprowadza się do:
      Jeśli Boga nie ma, to z Bogiem sprawa.
      Jeśli Bóg jest, to niech nas ręka boska broni.
      Taki dowcip był.
      Ja ryzykujęsmile
      • billy.the.kid Re: Blaise Pascal 03.11.09, 12:12
        może troszkę inaczej-
        jeśli boga nie ma, co daj boże, to chwała bogu
        jeśli bóg jest, co nie daj boże, to niech nas ręka boska broni.

        trochę więcej tej bozi w mojej wersji.
        • broceliande Re: Blaise Pascal 03.11.09, 20:15
          No i generalnie Twoja wersja zabawniejsza.
          Biedny Pascalsad
          Ale takie "daj boże "nie daj boże", to już mi się nie mieści w
          konwencji.
          Ja tak nie mówię.
          Co ja, ateistka mówię w takiej sytuacji?
          Nie mówię "daj boże", mówię jednak "oby się udało", "oby ten manewr
          wyszedł".
          To już dostatecznie bliskie modlitwysad
          • kociak40 Re: Blaise Pascal 03.11.09, 23:06

            "Co ja, ateistka mówię w takiej sytuacji?" - broceliade

            Jestem ciekaw odpowiedzi ateistki na takie sformuowanie (mego
            pomysłu):

            "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni, materii i
            energii"

            Istnieje to, wiemy, że powstało, więc była przyczyna i skutek.

            Na odpowiedz - "zrobiło się to samo" można własnie to nazwać Bogiem
            bo jest w tym inteligencja nie chaos.
            • astrotaurus Re: Blaise Pascal 04.11.09, 00:19
              kociak40 napisał:


              ** "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni, materii i energii " **

              Pleć, pleciugo, byle długo....
              Jakieś obłędne błędne koła produkujesz.


              ** Na odpowiedz - "zrobiło się to samo" można własnie to nazwać Bogiem bo jest w
              tym inteligencja nie chaos.**

              Byle wcisnąć to puste g... gdziekolwiek.
            • grgkh Błędne rozumowanie 04.11.09, 08:42
              kociak40 napisał:

              > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni,
              > materii i energii"
              >
              > Istnieje to, wiemy, że powstało, więc była przyczyna i skutek.

              Przyczyną tego, co się wokół nas dzieje są założenia. Tylko
              matematyka.

              > Na odpowiedz - "zrobiło się to samo" można własnie to nazwać Bogiem
              > bo jest w tym inteligencja nie chaos.

              Nie ma "zrobiło się samo" lub "począł to ktoś".

              Szukasz wytłumaczenia. Chcesz znać przyczynę. A więc musiałbyś jej
              szukać aż do końca, bo wyjaśnienie cząstkowe nie jest wyjaśnieniem.
              To o co już nie chcesz dalej pytać, to pytanie brzmi: jaka jest
              przyczyna powstania boga. Nie wyjasniając tego nie wyjaśniasz w
              gruncie rzeczy nic. Dodajesz jedynie coś, czego i tak nie potrafisz
              zdefiniować - boga.

              Twoje rozumowanie jest błędnym kołem ze sprzecznością wewnątrz.
              Ponieważ nie ma sensownej definicji boga więc nie istnieje on.

              O istnieniu mówimy wyłcznie w sensie opisywania świata przy pomocy
              definicji, które sami formułujemy. Nie ma istnienia poza naszą
              świadomoscią. Ponieważ świadomość powstaje "na podstawie" częściowej
              informacji ze świata, więc nigdy go do końca nie opiszemy. I dlatego
              wszystko w tym opisie świata MUSI być weryfikowane poprzez
              doświadczenie. Tylko sprawdzone doświadczalnie tezy
              skutkują "istnieniami" w naszych, prywatnych opisach świata. Innych
              istnień nie ma.
              • kiwaczek11 Re: Błędne rozumowanie - jak najbardziej 04.11.09, 18:43
                <<<
                Przyczyną tego, co się wokół nas dzieje są założenia. Tylko
                matematyka.
                >>>
                oznaczmy powyższe sformułowanie jako <A>
                Gdybyś napisał:” jedną z hipotez jest ta, która mówi , że <A>”,
                albo „jest prawdopodobne ( w sensie niezerowego prawdopodobieństw),
                że <A>”.
                Ale Ty dajesz wykład WIEDZY, przedstawiasz PEWNIK, że <A>.
                Tak może tylko pisać uosobiona GŁUPOTA.

                <<<
                Szukasz wytłumaczenia. Chcesz znać przyczynę. A więc musiałbyś jej
                szukać aż do końca, bo wyjaśnienie cząstkowe nie jest wyjaśnieniem.
                To o co już nie chcesz dalej pytać, to pytanie brzmi: jaka jest
                przyczyna powstania boga. Nie wyjasniając tego nie wyjaśniasz w
                gruncie rzeczy nic. [...]Twoje rozumowanie jest błędnym kołem ze
                sprzecznością wewnątrz
                >>>
                Zatem co było przyczyną powstania ( sformułowania) założeń ???
                Zarzucasz człowiekowi błędne koło, a sam się w takim kręcisz.


                <<<Tylko sprawdzone doświadczalnie tezy
                skutkują "istnieniami" w naszych, prywatnych opisach świata. Innych
                istnień nie ma.
                >>>
                No więc jak było z tymi gatunkami , co udowodniono ich istnienie w
                2002 ( czy którymś) roku. W 1998 istniały te gatunki czy nie? Nie w
                Twoim opisie. Istniały „w ogóle” czy nie?
                • grgkh Błędne rozumowanie kiwaczka 04.11.09, 20:33
                  kiwaczek11 napisał:

                  > Tak może tylko pisać uosobiona GŁUPOTA.

                  Paszoł won, chamie. wink

                  > <<<
                  > Szukasz wytłumaczenia. Chcesz znać przyczynę. A więc musiałbyś jej
                  > szukać aż do końca, bo wyjaśnienie cząstkowe nie jest wyjaśnieniem.
                  > To o co już nie chcesz dalej pytać, to pytanie brzmi: jaka jest
                  > przyczyna powstania boga. Nie wyjasniając tego nie wyjaśniasz w
                  > gruncie rzeczy nic. [...]Twoje rozumowanie jest błędnym kołem ze
                  > sprzecznością wewnątrz
                  > >>>
                  > Zatem co było przyczyną powstania ( sformułowania) założeń ???
                  > Zarzucasz człowiekowi błędne koło, a sam się w takim kręcisz.

                  Założenia są pierwsze, Zawsze na początku są definicje, aksjomaty. Nie wiesz
                  tego, wagarowiczu? wink

                  > <<<Tylko sprawdzone doświadczalnie tezy
                  > skutkują "istnieniami" w naszych,
                  > prywatnych opisach świata. Innych
                  > istnień nie ma.
                  > >>>

                  > No więc jak było z tymi gatunkami , co udowodniono ich istnienie w
                  > 2002 ( czy którymś) roku. W 1998 istniały te gatunki czy nie? Nie w
                  > Twoim opisie. Istniały „w ogóle” czy nie?

                  W opisie świata istnieją tylko te elementy, których istnienie stwierdzono
                  doświadczalnie. Reszta to hipotezy i domniemania. A tym nie wolno przypisywać,
                  przed weryfikacją, NIGDY, istnienia takiego, o jakim mówimy, gdy myślimy o
                  świecie pożądającym weryfikacji.

                  To w opisie świata. Ale potem może być różnie. Przecież możemy się pomylić. A
                  kanały na Marsie też zaistniały w opisie świata. A potem je z niego wyrzucono. A
                  więc potem istniały, czy nie istniały? A w ogóle? No i gdzie istniały? Gdzie?

                  No, kiwaczek, kiwnij się parę razy i będziesz wiedział smile. A może i nie. Bo Ty
                  się nigdy nie nauczysz rozróżniać modelu świata od niego samego. To przekracza
                  Twoje skromne możliwości rozumowe. I nie zrozumiesz, że jak czegoś nie ma w
                  danym kontekscie (w czasie lub przestrzeni), to to nie istnieje.

                  Jeszcze trochę, koleś i pójdziesz stąd jak zmyty. Stąd i z innych forów. Poziom
                  Twojej kompromitacji wzrasta z każdym wypisanym przez Ciebie, durnym postem. smile
                  • kiwaczek11 Re: Błędne rozumowanie kiwaczka 04.11.09, 22:41

                    <<<
                    > Szukasz wytłumaczenia. Chcesz znać przyczynę. A więc musiałbyś jej
                    > szukać aż do końca, bo wyjaśnienie cząstkowe nie jest
                    wyjaśnieniem.
                    > To o co już nie chcesz dalej pytać, to pytanie brzmi: jaka jest
                    > przyczyna powstania boga. Nie wyjasniając tego nie wyjaśniasz w
                    > gruncie rzeczy nic. [...]Twoje rozumowanie jest błędnym kołem ze
                    > sprzecznością wewnątrz
                    > >>>
                    > Zatem co było przyczyną powstania ( sformułowania) założeń ???
                    > Zarzucasz człowiekowi błędne koło, a sam się w takim kręcisz.

                    Założenia są pierwsze, Zawsze na początku są definicje, aksjomaty.
                    Nie wiesz
                    tego, wagarowiczu?
                    >>>
                    Aksjomaty i definicje trzeba najpierw sformułować. Robi się to w
                    konkretnym celu. To jeśli chodzi o zagadnienia abstrakcyjne. Ale ty
                    wrzucasz wszystko do jednego wora, mieszasz świat z modelem ( wtedy
                    keidy Ci wygodnie), mieszasz empirię z abstrakcja. Ten typ tak ma.
                    Kto/ co sformułowało aksjomaty? Kiedy został sformułowane? W jakim
                    celu zostały sformułowane? Jaka była przyczyna sformułowania?

                    <<<
                    > No więc jak było z tymi gatunkami , co udowodniono ich istnienie w
                    > 2002 ( czy którymś) roku. W 1998 istniały te gatunki czy nie? Nie
                    w
                    > Twoim opisie. Istniały „w ogóle” czy nie?

                    W opisie świata istnieją tylko te elementy, których istnienie
                    stwierdzono
                    doświadczalnie. Reszta to hipotezy i domniemania. A tym nie wolno
                    przypisywać,
                    przed weryfikacją, NIGDY, istnienia takiego, o jakim mówimy, gdy
                    myślimy o
                    świecie pożądającym weryfikacji.

                    To w opisie świata. Ale potem może być różnie. Przecież możemy się
                    pomylić. A
                    kanały na Marsie też zaistniały w opisie świata. A potem je z niego
                    wyrzucono. A
                    więc potem istniały, czy nie istniały? A w ogóle? No i gdzie
                    istniały? Gdzie?
                    >>>
                    Nie odpowiedziałeś na pytanie. Skoro dowód pojawił się w 2002 roku,
                    czy gatunki te w 1997 nie istniały? I nie mieszaj modelu ze
                    światem, bo nie o model pytam. Istniały czy nie?
                    • grgkh Manipulowanie wieloznacznością pojęć 04.11.09, 23:59
                      kiwaczek11 napisał:

                      > Aksjomaty i definicje trzeba najpierw sformułować. Robi się to w
                      > konkretnym celu.

                      Bełkot nie na temat.

                      > <<<
                      > > No więc jak było z tymi gatunkami ,
                      > > co udowodniono ich istnienie w 2002 ( czy którymś) roku.
                      > > W 1998 istniały te gatunki czy nie? Nie w
                      > > Twoim opisie. Istniały „w ogóle” czy nie?

                      Nie ma czegoś takiego jak "istnienie w ogóle". Taka sytuacja odpowiadałaby
                      wszechwiedzy. Odpowiadałaby także znajomości założeń Wszechświata - wobec tego
                      powinne być nam znane, bo być może kiedyś je odgadniemy. A jednak nikt nie ma
                      prawa o nich mówić, że już je znamy. Każdy człowiek dziś mógłby korzystając w
                      Twojego durnego "istnienia w ogóle" powiedzieć, że dziś zna numery w totka, a
                      więc przenosi tę wiedzę na wczoraj i powinno się mu wypłacić główna nagrodę.

                      Powtarzam Ci to od dawna: Istnienie dotyczy WYŁACZNIE ŚCIŚLE OKREŚLONEGO
                      KONTEKSTU
                      - w czasie i przestrzeni.
                      Tym kontekstem mogą być także np.
                      metody pomiaru dające taką a nie inną dokładność.

                      Nie ma istnienia bez kontekstu. Dziś znane są te gatunki, a wczoraj ich nie
                      znano. To "znano" jest synonimem "istnienia". A że dziś opisujemy hipotetyczny
                      stan w przeszłości, to nie zmienia zakresu wiedzy, który był dostępny nam wtedy.

                      > W opisie świata istnieją tylko te elementy, których
                      > istnienie stwierdzono doświadczalnie.
                      > Reszta to hipotezy i domniemania. A tym nie wolno
                      > przypisywać, przed weryfikacją, NIGDY,
                      > istnienia takiego, o jakim mówimy, gdy
                      > myślimy o świecie pożądającym weryfikacji.
                      >
                      > To w opisie świata. Ale potem może być różnie.
                      > Przecież możemy się pomylić. A kanały na Marsie
                      > też zaistniały w opisie świata. A potem je z niego
                      > wyrzucono. A więc potem istniały, czy nie istniały?
                      > A w ogóle? No i gdzie istniały? Gdzie?
                      > >>>

                      > Nie odpowiedziałeś na pytanie. Skoro dowód pojawił się w 2002
                      > roku, czy gatunki te w 1997 nie istniały? I nie mieszaj modelu
                      > ze światem, bo nie o model pytam. Istniały czy nie?

                      Nie mieszaj pojęć wieloznacznych. Definicja musi być jednoznaczna. Definiuję:
                      Istnienie jest skutkiem dowodu. Pojawia się ono w opisie świata po pozytywnej
                      weryfikacji.

                      Dziś wiemy, że wtedy te gatunki żyły - a nie istniały (nie wolno
                      nam tej definicji używać wieloznacznie). Wtedy też był jakiś opis świata i w nim
                      tych gatunków nie było czyli nie istniały w nim, chociaż żyły - być może, gdzieś
                      tam.

                      Czy Ty naprawdę nie widzisz takich niuansów? Co za prymitywna, nędzna ułomność
                      myślenia smile. Oj, kiwaczek, mam o Tobie coraz gorszą opinię. Jesteś naprawdę
                      głupi, czy takiego udajesz?
                      • kiwaczek11 NIe mam pytań 07.11.09, 18:55
                        <<<
                        > > Aksjomaty i definicje trzeba najpierw sformułować. Robi się to w
                        > > konkretnym celu.
                        >
                        > Bełkot nie na temat.
                        >>>
                        Na temat. Widocznnie nie pojąłeś. Albo "zapomniałeś" jaki byył
                        temat. Nie pierwszy raz.

                        <<<
                        Nie mieszaj pojęć wieloznacznych. Definicja musi być jednoznaczna.
                        Definiuję:
                        > Istnienie jest skutkiem dowodu. Pojawia się ono w opisie świata po
                        pozytywnej
                        > weryfikacji.
                        >>>

                        Chyba na sąsiednim forum napisałem, że jest faktem stwierdzonym, że
                        nie wiesz co to jest definicja fałszywa ( oczywiście udajesz
                        amnezję). Ale oto sam potwierdzasz ten fakt. Nie dość , że
                        bezpodstawnie zarzucasz ludziom formułowanie definicji fałszywej,
                        sam to robisz i nawet o tym nie wiesz!!!
                        Definicja jaką tu zaprezentowałeś , czyli : „Definiuję: Istnienie
                        jest skutkiem dowodu.” jest właśnie definicją fałszywą.
                        Po pierwsze, można dowieść nieistnienia , np. największej liczby
                        naturalnej, więc nie każdy skutek dowodu to istnienie.Definicja
                        błędnie sformułowana.
                        Po drugie , zawiera błąd kategorialny, bo ani istnienie nie jest
                        skutkiem dowodu, ani skutek dowodu nie jest istnieniem.
                        Przeprowadzony dowód skutkuje POTWIERDZENIEM stawianej tezy ( o
                        prawdziwości lub fałszu). Nie wskrzesza sobą żadnego bytu, a wiec
                        istnienia. Definicja błędnie sformułowana.

                        <<<
                        Dziś wiemy, że wtedy te gatunki żyły - a nie istniały
                        (nie wolno
                        > nam tej definicji używać wieloznacznie). Wtedy też był jakiś opis
                        świata i w ni
                        > m
                        > tych gatunków nie było czyli nie istniały w nim, chociaż żyły -
                        być może, gdzie
                        > ś
                        > tam.
                        >>>

                        Zatem wynika z tego ,że gatunki te żyły podczas , gdy nie istniały.
                        Nie mam więcej pytań.
                        • grgkh Pewnie,że nie masz, bo jakie mógłbyś mieć? :) 07.11.09, 21:01
                          Kolejny raz mnie zmobilizowałeś do pomyślenia smile i znów wyszło na to, że nie było to trudne, a Twoja hipoteza, zgodnie z moim przeczuciem, okazała się fałszywa.

                          Tak, kiwaczku jedenasty. Te gatunki żyły WTEDY i TAM, w tamtym kontekscie - czasie i przestrzeni (bo tak możemy PRZYPUSZCZAĆ na podstawie innych reguł działania świata składających się na jego opis).

                          Ale WTEDY w tym opisie NIE ISTNIAŁY.

                          Dziś w nim istnieją. wink A zaistniały, bo wykorzystano nowe informacje pochodzące ze "źródła". I tak jest zawsze. Do istnienia w systemie potrzebny jest jakiś dowód. W systemach matematycznych jest to posłużenie się aksjomatami i logiką. A w przypadku świata nie znamy aksjomatów i ich nigdy nie poznamy. A więc pozostaje nam doświadczenie i wątpliwości, czy wynik doświadczenia jest pewny.

                          Jesteś kiwaczkiem jedenastym, którego okiwał grgkh.

                          Zapamiętasz to sobie do końca Twoich dni. Od dziś to miejsce, link do niego będzie służył mi na zawsze (!!!) do dokumentowania Twojej ograniczoności umysłowej. Zbłaźniłeś się do końca, ostatecznie. A potwierdzasz to dalszą, uporczywą obroną swego błędu. Wciąż nie widzisz, że to jest fałsz. Wciąż jesteś ślepy. A teraz jeszcze coś tu napisz, żeby było więcej i żebyś się jeszcze bardziej pogrążył. smile

                          Pa. Buziaczki. wink
                          • kiwaczek11 Re: Pewnie,że nie masz, bo jakie mógłbyś mieć? :) 08.11.09, 00:00
                            <<<
                            > Tak, kiwaczku jedenasty. Te gatunki żyły WTEDY i TAM, w tamtym
                            kontekscie - cza
                            > sie i przestrzeni (bo tak możemy PRZYPUSZCZAĆ na podstawie innych
                            reguł działan
                            ia świata składających się na jego opis).
                            >
                            Ale WTEDY w tym opisie NIE ISTNIAŁY.
                            >>>

                            Przypuszczać??? Z łatwością można udowodnić, że te gatunki WTEDY
                            ISTNIAŁY.
                            Olewam Twój marny opis. Na samym początku zaznaczyłem , że nie pytam
                            Cię o istnienie w opisie. Oczywiście , że nie istniały w opisie. Ale
                            to jest znakomity przykład, w jaką ślepą uliczkę brniesz. Nie
                            istniały w opisie, bo opis był ułomny. Istnienie nie potrzebuje
                            dowodu, aby istnieć. Albo cos istnieje, albo nie. To Ty potrzebujesz
                            dowodu ( w przypadku gatunków dowodu empirycznego), żeby być pewnym,
                            czy coś istnieje. Jeśli istnieje, a nie ma tego w opisie, do opis
                            jest co najmniej niepełny. Jeśli nie istnieje, a w opisie jest (lub
                            próbuje się to istnienie na siłę umieścić), to opis jest co najmniej
                            niewiarygodny. Wiedza , na której opierasz opis i nie wychodzi poza
                            niego może dać Ci podstawy ( nie pewność!) do tego, aby udowodnić
                            TYLKO, że coś istnieje (ewentualnie). Ale nie daje żadnych podstaw,
                            aby twierdzić i co gorsza rozstrzygać, że coś nie istnieje. W
                            świecie, nie w opisie. Bo tego nie możesz być pewien. Chyba , że
                            teza o istnieniu czegoś jest sprzeczna z inną udowodnioną tezą.
                            Wtedy masz podstawy twierdzić , że to coś nieistnieje. Ale to też
                            może okazać się tymczasowe, bo udowodniona teza na podstawie nowych
                            faktów może okazać się nieprawdziwa, jak sam zresztą pisałes. Ale
                            taki przypadek to nie przypadek gatunków, krasnali czy Boga.
                            • grgkh Bóg nie istnieje. To pewne. :) 08.11.09, 07:25
                              Definicje muszą być jednoznaczne i nie wolno ich treści zmieniać
                              podczas rozumowania (dowodzenia, uzasadniania). Ale ty tego nie
                              pojmiesz, bo wychowany przez myślenie teologiczne jesteś nim na
                              zawsze skażony.

                              Kiwaczek... Wszystko, co powstaje w naszych głowach i odnosi się do
                              świata jest drogą prowadzącą do tworzenia jego opisu. Reszta to nie
                              mająca ze światem (z "rzeczywistością") nic wspólnego. I nie ma
                              trzeciej kategorii.

                              Jest świat i reszta, która jest poza nim.

                              Istnienie w tym kontekscie ZAWSZE MUSI dotyczyć świata. I ten opis
                              świata NA ZAWSZE musi pozostać niepewny, bo dotyczy cząstkowej
                              informacji o nim, a więc przypadkowych kontekstów.

                              Ta sytuacja wynika z braku możliwosci oparcia się na założeniach
                              świata, których nigdy na pewno nie poznamy. Opisy świata są więc
                              niepewne i tymczasowe, wciąż podatne na zmiany. Istnienie dotyczy
                              konkretnych, wciąż innych kontekstów. I nigdy nie będzie ustalone na
                              zawsze.

                              Taka jest natura rzeczy. Taka jest logika.

                              To, czego w danym opisie świata nie ma, to NIE ISTNIEJE. Bóg nie ma
                              dającej się zaakceptować, logicznej definicji i to jest pierwszy
                              powód, ze należy go kategorycznie odrzucić. A drugi to ten, że
                              bóg "ucieka" do dowodzenia jego obecności (istnienia w opisie
                              świata). Nie chce, by się jego istnienie musiało potwierdzać. To
                              sprzeczność logiczna, elementarna, zrozumiała dla maleńkiego dziecka.

                              Ale dogmatycy z mózgami przeżartymi dogmatyzmem - i mówieniem, że
                              fałsz jest równy prawdzie, bo to wielka tajemnica - nie mogą poza to
                              rozumowanie wyjść. Jesteś jak oni.

                              I dlatego trzeba mówić, że bóg nie istnieje. W opisie świata, a więc
                              w świecie, nie istnieje nic, czego istnienia nie dowiedliśmy.
                              Domniemanie unikające weryfikacji nie powoła żadego tworu do
                              istnienia. To fałsz.

                              BÓG NIE ISTNIEJE. I już. big_grin
                              • kiwaczek11 Re: Bóg nie istnieje. To pewne. :) 08.11.09, 18:42
                                <<<
                                Definicje muszą być jednoznaczne i nie wolno ich treści zmieniać
                                podczas rozumowania (dowodzenia, uzasadniania). Ale ty tego nie
                                pojmiesz, ...
                                >>>
                                Jak na razie to Ty nie ogarniasz zagadnienia poprawności definicji.
                                Sam definiujesz niejednoznacznie i fałszywie ( patrz Twoja definicja
                                istnienia).

                                <<<
                                Kiwaczek... Wszystko, co powstaje w naszych głowach i odnosi się do
                                świata jest drogą prowadzącą do tworzenia jego opisu. Reszta to nie
                                mająca ze światem (z "rzeczywistością") nic wspólnego. I nie ma
                                trzeciej kategorii.
                                >>>
                                Bądź łaskaw wyjaśnić to na przykładzie nowo odkrytych gatunków.

                                <<<
                                Jest świat i reszta, która jest poza nim.
                                >>>
                                Halo halo! Chyba nie kontrolujesz tego co piszesz. Jak dotąd
                                wykładałeś nam , że poza światem nie ma nic. Skąd więc i co to
                                za „reszta”. Zastanów się dobrze, bo nie wiem czy zdajesz sobie
                                sprawę z tego , do czego może Cię to zdanie doprowadzić.

                                <<<
                                Istnienie w tym kontekscie ZAWSZE MUSI dotyczyć świata. I ten opis
                                świata NA ZAWSZE musi pozostać niepewny, bo dotyczy cząstkowej
                                informacji o nim, a więc przypadkowych kontekstów.
                                >>>
                                A więc musi „dotyczyć świata” czy musi dotyczyć „opisu świata”, bo
                                przechodzisz płynnie z jednego w drugie? Zwracam Ci od dawna na to
                                uwagę, ale Ty twierdzisz, że to ja mylę świat z opisem świata. Nie
                                bełkocz. Uporządkuj wypowiedzi. Chyba , że nie wiesz o czym tak na
                                prawdę chcesz pisać.
                                Co to jest przypadkowy kontekst?
                                Skoro nowo odkryte gatunki nie istniały w tym kontekście, w jakim
                                istniały, skoro żyły , czego można dowieść?

                                <<<
                                Ta sytuacja wynika z braku możliwosci oparcia się na założeniach
                                świata, których nigdy na pewno nie poznamy. Opisy świata są więc
                                niepewne i tymczasowe, wciąż podatne na zmiany. Istnienie dotyczy
                                konkretnych, wciąż innych kontekstów. I nigdy nie będzie ustalone na
                                zawsze.
                                >>>
                                Istnienie nie zależy (jeśli mowa o empirii) od opisu, czego
                                przykładem jest sytuacja z gatunkami. Albo coś istnieje , albo nie.
                                W modelu poprawnym, znajdzie się to istnienie. W modelu
                                niepoprawnym / niepełnym może się ono nie znaleźć ( bo jeszcze tego
                                nie odkryto, nieudowodniono itp.). Model fałszywy zawiera istnienie
                                czegoś , co nie istnieje.

                                <<<
                                Taka jest natura rzeczy.
                                >>>
                                Skąd możesz wiedzieć , jaka jest natura rzeczy, skoro Twój opis jest
                                zawsze niepełny, co za każdym razem podkreślasz.

                                <<<
                                Taka jest logika.
                                >>>
                                O logice nie wspominaj, bo nie masz o niej zielonego pojęcia.

                                <<<
                                To, czego w danym opisie świata nie ma, to NIE ISTNIEJE.
                                >>>
                                Bzdura. To po pierwsze. Po drugie , skoro tak duże znaczenie ma
                                precyzja i jednoznaczność definicji ( wypowiedzi , stwierdzeń i
                                wniosków również) , i słusznie, to dlaczego piszesz tak jak powyżej?
                                Sam sobie odpowiem. Albo nie wiesz o czym piszesz, albo celowo
                                manipulujesz wnioskami, rozciągając je na „ogół” podczas , gdy
                                dotyczą zagadnienia objętego granicami. Gdybyś napisał: „To, czego w
                                danym opisie świata nie ma, to NIE ISTNIEJE W TYM OPISIE”,
                                byłoby to logiczne, konsekwentne , prawdziwe i oczywiste.
                                To co napisałeś, rozciągając wniosek poza granice opisu, to bzdura.
                                I od razu wyjaśnię, bo wiem jak to zinterpretujesz. Nie mówie przez
                                to, że to czego nie ma w opisie NA PEWNO ISTNIEJE. Bzdura polega na
                                tym ,że wyciągasz całkowicie nieuprawniony wniosek, bo nie możesz
                                jednoznacznie stwierdzić , że cos , czego istnienia nie obejmuje
                                opis, nie istnieje. Takie wnioski prowadza do absurdu, który sobie
                                wysmażyłeś z nowymi gatunkami, a z którego teraz próbujesz żałośnie
                                się wyślizgnąć.

                                <<<
                                Bóg nie ma
                                dającej się zaakceptować, logicznej definicji i to jest pierwszy
                                powód, ze należy go kategorycznie odrzucić.
                                >>>
                                Po pierwsze „odrzucić” to nie to samo, co dowieść nieistnienia.
                                Owszem odrzucając pozbywamy się go z opisu, modelu. Jednak , jak
                                wynika z przykładu nowych gatunków, twierdzenie przed ich odryciem ,
                                że nie istnieją, byłoby głupotą, co okazało się po ich odkryciu.
                                Można tylko stwierdzić istnienie. Nie można stwierdzic nieistnienia.
                                Można go tylko nie brać pod uwagę. I nie jest to także równoznaczne
                                z domniemywaniem istnienia. Można odrzucić, nie brać pod uwagę,
                                można niedomniemywać. Ale nie można stwierdzić nieistnienia.
                                Kociak zdefiniował Boga jako przyczynę powstania materii, energii,
                                przestrzeni. Jeśli chciałbyś odrzucić tę definicje , jako sprzeczną,
                                to tylko wtedy, jeśłi byś kwestionował tezę, że świat miał przyczynę
                                powstania, lub też jeśłi byłoby wiadomo, że przyczyną powstania
                                wszechświata nie jest Bóg , a coś zupełnie innego. Ale ani jednego ,
                                ani drugiego nie wiadomo. Dlatego , jakkolwiek możesz nie
                                uwzględniać w modelu ani Boga jako przyczyny powstania, ani samej
                                przyczyny powstania, to jednak nie masz zadnych podstaw do tego, aby
                                STWIERDZIĆ, że Bóg, jako przyczyna powstania NIE ISTNIEJE lub też ,
                                że sama przyczyna powstania świata nie istnieje.

                                <<<
                                A drugi to ten, że
                                bóg "ucieka" do dowodzenia jego obecności (istnienia w opisie
                                świata). Nie chce, by się jego istnienie musiało potwierdzać. To
                                sprzeczność logiczna, elementarna, zrozumiała dla maleńkiego
                                dziecka.
                                >>>
                                Jeśli Bóg stworzył świat, to nie musi podlegać jego regułom.(to
                                stwierdzenie hipotetyczne. Nie twierdze , że tak jest) A skoro tak
                                dowodzenie istnienia Boga skazane jest na porażkę, bo my, jako
                                element świata stworzonego przez Boga jesteśmy organiczeni regułami
                                tego świata. Chcąc dowieść istnienia Boga, musielibyśmy wyjść poza
                                te granice. A to niemożliwe ( hipotetycznie). Dlatego to nie
                                Bóg „ucieka” przed dowodzeniem, tylko my nie mamy szans go „dogonić”.

                                <<<
                                I dlatego trzeba mówić, że bóg nie istnieje.
                                >>>
                                Wobec powyższego Twoje „ i dlatego” traci sens. Dlatego nie da się
                                powiedzieć, że Bóg nie istnieje. Co nie jest tożsame ze
                                stwierdzeniem, że Bóg istnieje.

                                <<<
                                W opisie świata, a więc
                                w świecie, nie istnieje nic, czego istnienia nie dowiedliśmy.
                                >>>
                                Kolejny raz gładko przechodzisz od opisu do świata, a mnie
                                zarzucasz, że tych dwóch nie rozróżniam. Będę Ci to punktował za
                                każdym razem, co byś tej swojej „amnezji” nie nadużywał.
                                • grgkh Re: Bóg nie istnieje. To pewne. :) 08.11.09, 23:10
                                  Jesteś durniem, który nie może pojąć, że WSZYSTKO, co dotyczy świata jest jego
                                  opisem. A więc moja definicja istnienia jest jednoznaczna, prawidłowa i spójna. smile

                                  Przyznaj się, studiowałeś kiedyś teologię? wink Padło Ci na mózg. To widać. smile

                                  Resztę masz w moim poprzednim poscie. Gadasz bzdury, kiwaczek, i szkoda mi czasu
                                  na Ciebie. Rozmowę z debilami ograniczam do minimum.
                                  • kiwaczek11 Re: Bóg nie istnieje. To pewne. :) 08.11.09, 23:58
                                    <<<
                                    > Jesteś durniem, który nie [...] A więc moja definicja istnienia
                                    jest jednoznaczna, prawidłowa i spójna
                                    >>>
                                    Ciekawa implikacja. Wręcz podręcznikowa. Każdy nastepnik wynika
                                    bezpośrednio z poprzednika. Jasna, rzeczowa, nie pozostawiająca
                                    niedomówień. W kategorii "logika" mógłbys pokusić się o udział
                                    w "Mam talent".

                                    Poza tym
                                    <<<
                                    że WSZYSTKO, co dotyczy świata jest jego
                                    > opisem.
                                    >>>
                                    1. nie każdy opis świata opisuje ( rzetelnie) świat
                                    2. nie wszystko co jest ( potencjalnie) w świecie jest w jego opisie.
                                    3. opis świata to tylko opis, a nie jego kreacja.

                                    <<<
                                    A więc moja definicja istnienia jest jednoznaczna, prawidłowa i
                                    spójna
                                    >>>
                                    Napisałem Ci dlaczego nie jest. Twoje tupanie nogami nie zrobi z
                                    niej definicji poprawnej.

                                    <<<
                                    > Przyznaj się, studiowałeś kiedyś teologię? wink Padło Ci na mózg. To
                                    widać. smile
                                    >>>
                                    Nie posiadasz rzetelnej wiedzy, nie posiadasz umiejętności
                                    logicznego myslenia. I nawet intuicje masz do d_u.p_y
                                    • grgkh Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 09.11.09, 12:35
                                      kiwaczek11 napisał:

                                      > <<<
                                      > > WSZYSTKO, co dotyczy świata jest jego opisem.
                                      > >>>
                                      > 1. nie każdy opis świata opisuje ( rzetelnie) świat

                                      W opisie świata wszystko jest tymczasowe i niepewne. Wcale nie jest pewne, czy
                                      prawo zachowania energii będzie w naszym opisie na zawsze. Na razie jest. Bo w
                                      naszym kontekscie się sprawdzało. Ale była weryfikacja i do niej się odnosimy.

                                      > 2. nie wszystko co jest ( potencjalnie)
                                      > w świecie jest w jego opisie.

                                      Wszystko, co mówi o świecie jest jego opisem. Wszystko, co wiąże się ze
                                      składnikami opisu, z uznawanymi za należące do świata elementy, też
                                      automatycznie pretenduje do poczekalni tego opisu. I tylko my podejmujemy
                                      decyzję, czy chcemy to weryfikować. Jeśli nie chcemy, to won.

                                      > 3. opis świata to tylko opis, a nie jego kreacja.

                                      Opis to bieżący stan weryfikacji lub akceptacji weryfikacji poczynionych przez
                                      innych. Kreacja jest metodą jego tworzenia.

                                      > <<<
                                      > A więc moja definicja istnienia jest jednoznaczna,
                                      > prawidłowa i spójna
                                      > >>>

                                      > Napisałem Ci dlaczego nie jest.

                                      Nie napisałeś. Wciąż bredzisz. Brednie to nie dowód.

                                      Mylisz kategorie. Istnienie jest wyłącznie wynikiem procesu dowodowego.
                                      WYŁĄCZNIE, kiwaczku. big_grin A Ty jesteś niedouczony.
                                      • kiwaczek11 Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 09.11.09, 22:27
                                        <<<
                                        > > 2. nie wszystko co jest ( potencjalnie)
                                        > > w świecie jest w jego opisie.
                                        >
                                        > Wszystko, co mówi o świecie jest jego opisem. Wszystko, co wiąże
                                        się ze
                                        > składnikami opisu, z uznawanymi za należące do świata elementy, też
                                        > automatycznie pretenduje do poczekalni tego opisu. I tylko my
                                        podejmujemy
                                        > decyzję, czy chcemy to weryfikować. Jeśli nie chcemy, to won.
                                        >>>
                                        Nie zrozumiałeś, co napisałem w punkcie 2. I nie tylko teraz. To
                                        właśnie jest sedno Twojego niezrozumienia. Nie umiesz czytać ze
                                        zrozumieniem i odpowiadasz nie na temat. Podpowiedz z cyklu „nie
                                        tylko dla orłów” : nie wszystko co składa się na samochód jest
                                        widoczne z wnętrza jego kabiny.

                                        <<<
                                        > > <<<
                                        > > A więc moja definicja istnienia jest jednoznaczna,
                                        > > prawidłowa i spójna
                                        > > >>>
                                        >
                                        > > Napisałem Ci dlaczego nie jest.
                                        >
                                        > Nie napisałeś. Wciąż bredzisz. Brednie to nie dowód.

                                        Napisałem. Nie bredzę. Ideologicznie to odrzucasz i ułomnie tego nie
                                        rozumiesz.
                                        • kiwaczek11 jeszcze coś dodam 10.11.09, 11:53
                                          > Wszystko, co mówi o świecie jest jego opisem. Wszystko, co wiąże
                                          się ze
                                          > składnikami opisu, z uznawanymi za należące do świata elementy, też
                                          > automatycznie pretenduje do poczekalni tego opisu. I tylko my
                                          podejmujemy
                                          > decyzję, czy chcemy to weryfikować. Jeśli nie chcemy, to won.
                                          >>>
                                          Moja zona nigdy nie mówi o wałku rozrządu, nawet o nim nie pomyśli, siedząc w kabinie. Mimo,ze wałek rozrządu pretenduje do opisu, żona nie podjęła decyzji ( jestem przekonany ,ze nigdy nie podejmie) że chce to weryfikować. Zatem wałek won. I tym sposobem wałek nie istnieje . Yyyy?
                                          • astrotaurus Re: jeszcze coś dodam 10.11.09, 21:05
                                            kiwaczek11 napisał:

                                            **Moja zona nigdy nie mówi o wałku rozrządu, nawet o nim nie
                                            pomyśli, siedząc w kabinie. Mimo,ze wałek rozrządu pretenduje do
                                            opisu, żona nie podjęła decyzji ( jestem przekonany ,ze nigdy nie
                                            podejmie) że chce to weryfikować. Zatem wałek won. I tym sposobem
                                            wałek nie istnieje . Yyyy?**

                                            Ależ kombinujesz jak koń pod górę! Takim "prześmiewczym" wejściem
                                            dowodzisz , że cały czas nie raczyłeś spróbować zrozumieć sensu
                                            wywodów grgkh.
                                            Wałek rozrządu funkcjonuje jako zweryfikowany w opisie świata Twojej
                                            żony, tylko u niej precyzja definicji kończy się na poziomie
                                            samochodu jako całości.
                                            Możesz ja wysłać na leczenie, gdy w swoim opisie świata umieści
                                            wałek rozrządu na drzewie, albo w opisie samochodu umieści np. pałek
                                            zarządu....
                                            • kiwaczek11 Re: jeszcze coś dodam 10.11.09, 23:07
                                              <<<
                                              Wałek rozrządu funkcjonuje jako zweryfikowany w opisie świata Twojej
                                              żony, tylko u niej precyzja definicji kończy się na poziomie
                                              samochodu jako całości.
                                              >>>

                                              Przykład z wnętrzem samochodu i wałkiem rozrządu to tylko luźna
                                              analogia, bo pokazuje tylko sposób podejścia do problemu. Oczywiście
                                              nie jest to pełne odzwierciedlenie sytuacji z Bogiem i krasnalami,
                                              bo w przypadku samochodu zawsze można znaleźć pewne punkty
                                              odniesienia, jak nie takie to inne, bo temat jest namacalny. W
                                              przypadku Boga i krasnali już nie tak łatwo takie punkty znaleźć. ,
                                              Ale sposób podejścia zostaje taki sam. Bo ile w przypadku mojej żony
                                              może ktoś, np.ja, jej tę wiedzę dostarczyć na tacy o tym czy
                                              rzeczywiście wałek jest częścią samochodu i w ogóle istnieje. Wtedy
                                              moja żona będzie wiedzieć ,że wałek taki istnieje i wrzuci go sobie
                                              do swojego opisu, albo będzie wiedzieć, że w samochodzie nie ma
                                              czegoś takiego jak wałek rozrządu, wiec może uznać go za
                                              nieistniejący. Ale nie bardzo jest komu dostarczyć taką wiedzę o
                                              Bogu czy krasnalach. Dlatego trudno jest osądzić o ich istnieniu ,
                                              czy nieistnieniu.

                                              Co do wałka i opisu mojej żony.
                                              Moim zdaniem, i myślę, że grgkh zgodziłby się z tym, elementy opisu
                                              to takie , które znajdują się w nim ( zostały przez nas w nim
                                              ulokowane) świadomie. Trudno sobie wyobrazić, że budujemy opis z
                                              elementów, których istnienia ( dowiedzionego empirycznie lub
                                              logicznie w sferze abstrakcyjnej) nie jesteśmy świadomi.
                                              Moja żona nie jest świadoma istnienia wałka rozrządu. Dlatego trudno
                                              mówić , że wałek funkcjonuje jako zweryfikowany w opisie mojej żony,
                                              skoro w ogóle nie jest jego istnienia świadoma. Zatem w opisie mojej
                                              żony wałka nie ma. A jeśli tak, to wg sposobu wnioskowania grgkh
                                              moja zona mogłaby dać głowę, że coś takiego jak wałek rozrządu nie
                                              istnieje. Czy to jest prawidłowy wniosek? Ta sama sytuacja jest z
                                              istnieniem Ameryki przed odkryciem Ameryki, czy istnieniem nowo
                                              odkrytych gatunków przed ich odkryciem. Wg grgkh ich istnienie
                                              zaczyna się w momencie odkrycia. W opisie – zgoda , to oczywiste.
                                              Ale teza o nieistnieniu Ameryki postawiona przed jej odkryciem
                                              byłaby nieuprawniona. Dokładnie taką samą konstrukcję próbuje
                                              forsować grgkh z istnieniem krasnali czy Boga. Czy w ogóle z tym ,ze
                                              brak dowodu na istnienie jest dowodem na nieistnienie, co wynika z
                                              postów grgkh. Ja się z tym nie zgadzam.
                                              • astrotaurus Re: jeszcze coś dodam 11.11.09, 00:04
                                                kiwaczek11 napisał:

                                                **Moja żona nie jest świadoma istnienia wałka rozrządu. Dlatego trudno mówić ,
                                                że wałek funkcjonuje jako zweryfikowany w opisie mojej żony, skoro w ogóle nie
                                                jest jego istnienia świadoma.**

                                                Ale ja mówiłem o precyzji definicji. W jej przypadku pojęcie samochód obejmuje
                                                również wałek rozrządu. Zainteresowana czy zmuszona pozna i ten wałek. Ważne, że
                                                ona nie mówi, iż w samochodzie jest pałek zarządu.
                                                A w ogóle nie chodzi przecież o poglądy pojedynczego człowieka, o jego prawo
                                                do religii, albo nawet prawo do obłędu. Opis świata jest budowany przez
                                                wszystkich, weryfikowany w dyskusji na argumenty.
                                                Spójrz z punktu widzenia całej ludzkości, a nie swojej żony.
                                                W takim ujęciu istnienie wałków rozrządu w wielkiej ilości i różności nie jest
                                                kwestionowane. I do pełnej precyzji definicji nam daleko, choć może nie tak
                                                daleko jak Twojej żonie.
                                                Znamy materiały składowe, sposób działania, zużycia itp, ale nie wiemy do końca
                                                jak ułożyły się atomy w strukturze, czy gdzieś miedzy kwarkami poznanymi nie
                                                czają się kwarki czarnej materii, o strunach nie wspomnę.
                                                Tyle że to nie jest ważne - to tylko kwestia precyzji definicji. A my
                                                posługujemy się taką , jaka jest nam dostępna. Nie patrzymy z perspektywy
                                                absolutu, ufoludka, innego świata... Gdyby był Bóg, mógłby coś nam podszepnąć, a
                                                tak musimy polegać na sobie i nie kopać się z koniem.
                                                Bardzo lubię powiedzenie śp. A. Małachowskiego, który długo szefował PCK :
                                                "Takie mamy śledzie, jakie nam przywieźli".



                                                **Ale teza o nieistnieniu Ameryki postawiona przed jej odkryciem byłaby
                                                nieuprawniona. Dokładnie taką samą konstrukcję próbuje forsować grgkh z
                                                istnieniem krasnali czy Boga. Czy w ogóle z tym ,ze brak dowodu na istnienie
                                                jest dowodem na nieistnienie, co wynika z postów grgkh. Ja się z tym nie zgadzam.**

                                                Przypomnę Ci słowa A. Einsteina: "Bądźmy pewni, doktryna osobowego Boga
                                                oddziałującego na naturalne zdarzenia nie zostanie obalona przez naukę. Ta
                                                doktryna zawsze może schronić się w tych dziedzinach w których naukowa wiedza do
                                                tej pory nie postawiła swojej stopy."
                                                Bełkot religijnych spełnia tę przepowiednię w 100% - opowiadają różności o
                                                innych światach, o pozaczasie tak, jakby mieli pojęcie co mówią. Podobnego
                                                bełkotu jest pełno w pseudofilozoficznych rozważaniach choćby na temat
                                                istnienia. Cały wysiłek idzie w stworzenie takiej konstrukcji zdania, żeby nie
                                                dało się tego ugryźć logicznie.
                                                Przy czym żaden szanujący się filozof nie powie nigdy, że gdzieś w świecie
                                                istnieje jakiś Bóg-Absolut z jego rozmyślań, a do tego jeszcze w postaci
                                                wafelka może....
                                                Po prostu trzeba umieć odróżnić dziedzinę rozważań od opisu świata.
                                                Niechże więc bóg filozofów istnieje sobie w rozważaniach na zdrowie, jak też
                                                niech istnieją sobie w baśni krasnoludki pani Konopnickiej.

                                                Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie , powiadasz? Jakie
                                                istnienie/nieistnienie? A o czym jest mowa w ogóle?
                                                Co to za rozmowa, jak nie ma zdefiniowanego tematu, przedmiotu, podmiotu...?

                                                Całe qui pro quo stąd się bierze, że w publicznym obiegu jest od wieków
                                                pojęcie, którego nikt rzetelnie do publicznego obiegu nie wprowadził (nie podał
                                                definicji odnoszącej to pojęcie do świata rzeczywistego).
                                                I, o ile nikt nie roztrząsa istnienia/nieistnienia w świecie krasnoludków,
                                                samoćpaków mimajki itp, o tyle to puste słowo "Bóg" ciągle jest na warsztacie.
                                                Bez sensu.
                                                I tylko hucpa religijnych nie pozwala, żeby to ciachnąć wreszcie brzytwą Ockhama.
                                                • kiwaczek11 Re: jeszcze coś dodam 11.11.09, 01:21
                                                  <<<
                                                  Ale ja mówiłem o precyzji definicji.
                                                  >>>
                                                  Wiem. Jednak ja napisałem o świadomości, bo uważam , że to jednak
                                                  kwestia świadomości , a nie precyzji definicji. Kwestia precyzji
                                                  definicji byłaby wtedy, kiedy przy pełnej świadomości wszystkich
                                                  elementów samochodu poszedłbym do salonu i powiedział, że chcę kupić
                                                  Forda Focusa, a nie zestaw wszystkich tych składowych elementów ( i
                                                  tu wymieniałbym je po kolei) w konfiguracji dającej finalnie Forda
                                                  Focusa. I mimo ,że posługuje się nieprecyzyjną definicją jako „Ford
                                                  Focus” mam świadomość, że zarówno istnieje Ford Focus, jak i wałek
                                                  rozrządu, który jest w Focusie , jak i ... tu wszystkie jego
                                                  składowe elementy.
                                                  Moja żona nie jest świadoma istnienia tych elementów. Posługuje się
                                                  oczywiście nieprecyzyjną definicja Forda Focusa, ale bez świadomości
                                                  tego ,że definicja jest nieprecyzyjna. Zatem moja żona da gołowę ,
                                                  że Ford Focus istnieje, i co grorsza da głowę, że intercooler nie
                                                  istnieje. Z braku jego świadomości, a nie z niesprecyzowanej
                                                  definicji.

                                                  <<<
                                                  Zainteresowana czy zmuszona pozna i ten wałek.
                                                  >>>
                                                  Owszem, jeśli będzie dociekliwa , jest w tej dobrej sytuacji, że ma
                                                  możliwość zweryfikowania, czy rzeczywiście wałek istnieje. Bo to
                                                  jest tylko kwestią sięgnięcia po wiedzę, która już jest , a z którą
                                                  żona się jeszcze nie spotkała. W przypadku Boga nie ma wiedzy , po
                                                  którą można byłoby sięgnąć, aby się przekonać, czy istnieje, czy nie.

                                                  <<<
                                                  A w ogóle nie chodzi przecież o poglądy pojedynczego człowieka, o
                                                  jego prawo
                                                  do religii, albo nawet prawo do obłędu. Opis świata jest budowany
                                                  przez
                                                  wszystkich, weryfikowany w dyskusji na argumenty.
                                                  Spójrz z punktu widzenia całej ludzkości, a nie swojej żony.
                                                  >>>
                                                  Oczywiście , że nie chodzi tylko o opis mojej żony. Moja żona w tym
                                                  luźnym przykładzie może służyć jako ekwiwalent całej ludzkości , pod
                                                  kątem posiadania lub dostępu do wiedzy i zdolności tworzenia opisu.
                                                  Tak jak moja żona może sięgnąć do wiedzy powszechnie dostępnej, tak
                                                  ludzkość może sięgnąć do wiedzy powszechnie dostępnej. Ale jeśli tej
                                                  wiedzy nie ma , to ani moja żona po nią nie sięgnie, ani cała
                                                  ludzkość też po nią nie sięgnie.

                                                  <<<
                                                  Znamy materiały składowe, sposób działania, zużycia itp, ale nie
                                                  wiemy do końca
                                                  jak ułożyły się atomy w strukturze, czy gdzieś miedzy kwarkami
                                                  poznanymi nie
                                                  czają się kwarki czarnej materii, o strunach nie wspomnę.
                                                  >>>
                                                  Dlatego na swoje potrzeby posługujemy się opracowanym i tworzonym
                                                  nieustannie opisem. Opisem nieidealnie precyzyjnym. Możemy nawet nie
                                                  brać pod uwagę tych kwarków czarnej materii i obciąć je brzytwą, aby
                                                  łatwiej budować model (wystarczający w tej chwili na nasze
                                                  potrzeby). Ale nie mamy podstaw, aby z całą pewnością twierdzić, że
                                                  te kwarki się tam nie czają. A to właśnie robi grgkh.

                                                  <<<
                                                  Gdyby był Bóg, mógłby coś nam podszepnąć, a
                                                  tak musimy polegać na sobie i nie kopać się z koniem.
                                                  >>>
                                                  Mówi się ,ze większość odkryć i wynalazków jest skutkiem przypadku.
                                                  Kto wie, może to jest „podszepnięcie” .

                                                  <<<
                                                  Przypomnę Ci słowa A. Einsteina: "Bądźmy pewni, doktryna osobowego
                                                  Boga
                                                  oddziałującego na naturalne zdarzenia nie zostanie obalona przez
                                                  naukę. Ta
                                                  doktryna zawsze może schronić się w tych dziedzinach w których
                                                  naukowa wiedza do
                                                  tej pory nie postawiła swojej stopy."
                                                  >>>
                                                  I to jest sedno sprawy. Dlatego nie sposób jednoznacznie i
                                                  kategorycznie stwierdzić, że Bóg nie istnieje. Oczywiście
                                                  twierdzić ,ze Bóg istnieje można tylko po udowodnieniu tej tezy.
                                                  Póki co nie ma takiego dowodu, więc również nie można kategorycznie
                                                  stwierdzić , że Bóg istnieje.

                                                  <<<
                                                  Przy czym żaden szanujący się filozof nie powie nigdy, że gdzieś w
                                                  świecie
                                                  istnieje jakiś Bóg-Absolut z jego rozmyślań, a do tego jeszcze w
                                                  postaci
                                                  wafelka może....
                                                  >>>
                                                  Zgadzam się. I dodam, że żaden szanujący się filozof nie powie
                                                  nigdy, że Bóg –Absolut nie istnieje..

                                                  <<<
                                                  Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie ,
                                                  powiadasz? Jakie
                                                  istnienie/nieistnienie? A o czym jest mowa w ogóle?
                                                  >>>
                                                  Po słowie „istnieie” i „nieistnienie” możesz wstawić dowolny ( ten
                                                  sam) podmiot. Np. brak dowodu istnienia kwarków czarnej materii nie
                                                  jest dowodem nieistnienia kwarków czarnej materii. Zdanie to jest
                                                  prawdziwe w każdym przypadku.
                                                  Nie wiem, czy Twoje wątpliwości dotyczyły tylko tego , że nie
                                                  wiadomo o istnieniu/nieistnieniu czego jest mowa , czy dotyczyły
                                                  czegoś innego w tym zdaniu. Jeśli wstawienie dowolnego podmiotu ich
                                                  nie rozwiało, odniosę się następnym razem ( bo może teraz już nie
                                                  potrzeba?)

                                                  <<<
                                                  Całe qui pro quo stąd się bierze, że w publicznym obiegu jest od
                                                  wieków
                                                  pojęcie, którego nikt rzetelnie do publicznego obiegu nie wprowadził
                                                  (nie podał
                                                  definicji odnoszącej to pojęcie do świata rzeczywistego).
                                                  >>>
                                                  No nie, wg katechizmu KCh cz KK Bóg zdefiniowany jest jako kreator
                                                  świata. Przypisywane są mu różne przymioty i cechy, z którymi
                                                  zresztą polemizował grgkh, ale kreator, jak mi się wydaje, jest tą
                                                  baza definicyjną Boga. Jak najbardziej odnosi się do realnego
                                                  świata. Kwestia jest innego rodzaju. Nie da się (przynajmniej
                                                  aktualnie) tej , a zarazem definicji Boga zweryfikować pod kątem
                                                  poprawności, bo nie wiadomo, czy świat powstał wskutek kreacji, czy
                                                  w ogóle powstał ( w sensie aktu powstania). A tylko taka wiedza
                                                  mogłaby rozstrzygnąć czy ta teza jest prawdziwa, czy nie.
                                                  • kiwaczek11 wróć 11.11.09, 10:39
                                                    napisałem :
                                                    <<<
                                                    Zatem moja żona da gołowę ,
                                                    że Ford Focus istnieje, i co grorsza da głowę, że intercooler nie
                                                    istnieje.
                                                    >>>
                                                    powyższy wniosek oczywiście wg logiki grgkh. Moja żona jest jednak
                                                    mądrzejsza od grgkh i oczwyscie nie powie, ze intercooler nie
                                                    istnieje , tylko dlatego, że ona nie wie , czy istnieje. Powie "nie
                                                    wiem czy istnieje, jak na razie nie mam dowodu na to , ze istnieje (
                                                    w momencie przed sięgnieciem lub dostarczeniem jej tej wiedzy)
                                                  • astrotaurus Re: jeszcze coś dodam 11.11.09, 13:58
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    **Wiem. Jednak ja napisałem o świadomości, bo uważam , że to jednak
                                                    kwestia świadomości , a nie precyzji definicji.**

                                                    A ja bym tego nie stawiał w opozycji, bo definicja to jest stan naszej
                                                    świadomości, naszej wiedzy o definiowanym obiekcie.
                                                    I nie chcę wałkować różnic w świadomości, wiedzy pojedynczych ludzi, bo to tylko
                                                    bezsensowne bicie piany, które nie prowadzi do niczego.
                                                    Jesteśmy ludzkością jako całość i jako całość dysponujemy określoną wiedzą.
                                                    Jeśli jej nawet ktoś w danej chwili nie ma w głowie, to ma ją w necie i może po
                                                    nią sięgnąć.
                                                    O wielu rzeczach, jak choćby o samochodach wiemy ogromnie dużo, przy zakupie
                                                    marudzimy, wybieramy miedzy modelami z różnymi choćby wałkami rozrządu. O wielu
                                                    rzeczach pojęcie mamy nader mgliste - po prostu tworzymy takie definicje, na
                                                    jakie nas stać.
                                                    Przy czym do porozumiewania się wybieramy definicje (stopień ich przybliżenia)
                                                    jak najprostsze, najogólniejsze, ale wystarczające do porozumienia.
                                                    Taki jest w końcu sens i cel definiowania - aby odróżnić to coś definiowane od
                                                    czegokolwiek innego i zawsze stosownie do okoliczności.
                                                    Jeśli w salonie jest jeden ford focus niebieski z kwadratowym wałkiem rozrządu,
                                                    wytryskiem paliwa etc., etc..., bez sensu jest mówić, że chcesz niebieskiego
                                                    forda focusa z kwadratowym wałkiem, wytryskiem paliwa etc., etc...., tylko
                                                    powiesz: "poproszę forda focusa".




                                                    **W przypadku Boga nie ma wiedzy , po którą można byłoby sięgnąć, aby się
                                                    przekonać, czy istnieje, czy nie.**

                                                    W przypadku Boga istnieje tylko hucpa. Nikt nie zdefiniował go jako elementu
                                                    świata rzeczywistego. Funkcjonują jedynie definicje postaci literackich, baśniowych.
                                                    I mówię o definiowaniu na podstawie informacji o świecie, a nie o stanie umysłów
                                                    wymyślaczy.

                                                    Znasz jeszcze coś, o czym byłyby dyskusje na temat istnienia/nieistnienia tego,
                                                    gdy nie wiadomo w ogóle o czym jest mowa? Żeby się martwić stanem wiedzy o czymś
                                                    co jest kompletnie niezdefiniowane? Tylko hucpa religijnych jest takim tematem
                                                    bez tematu.
                                                    Ludzie rozumni, cywilizowani tak nie rozmawiają.


                                                    **Moja żona w tym luźnym przykładzie może służyć jako ekwiwalent całej ludzkości
                                                    , pod kątem posiadania lub dostępu do wiedzy i zdolności tworzenia opisu. Tak
                                                    jak moja żona może sięgnąć do wiedzy powszechnie dostępnej, tak ludzkość może
                                                    sięgnąć do wiedzy powszechnie dostępnej. Ale jeśli tej wiedzy nie ma , to ani
                                                    moja żona po nią nie sięgnie, ani cała ludzkość też po nią nie sięgnie. **

                                                    Nie wiem jakiej religii jesteś wyznawcą, ale widzę, że jest ona tak samo
                                                    niemądra jak każda inna religia.
                                                    Nasz wiedza to jest wszystko co mamy. I staramy się zasób wiedzy powiększać, ale
                                                    nie roztrząsa się beztreściowych bzdur na temat czegotojeszczeniewiemy!
                                                    Burza mózgów to jest bardzo specyficzne działanie i beztreściowego bełkotu nie
                                                    należy z nią utożsamiać.


                                                    **Ale nie mamy podstaw, aby z całą pewnością twierdzić, że te kwarki się tam
                                                    nie czają. A to właśnie robi grgkh.**

                                                    No chyba nie całkiem. On raczej mówi, że chore jest mówić, iż czają się tam
                                                    kwarki, skwarki, smarki i cotamjeszcze może się urodzić w dowolnie paranoicznym
                                                    umyśle. Czyli, że nie wolno bełkotać bez sensu i nie wolno stwierdzać istnienia,
                                                    czy nawet domniemywać istnienia czegoś kompletnie niezdefiniowanego, nieokreślonego.


                                                    **Mówi się ,ze większość odkryć i wynalazków jest skutkiem przypadku. Kto wie,
                                                    może to jest „podszepnięcie” .**

                                                    Nie wiem co mówi się. Ja nie znam żadnego się, wiec nie jest on dla mnie żadnym
                                                    autorytetem. I Tobie też odradzam słuchanie go, bo to co powiedziałeś jest od czapy.


                                                    **I to jest sedno sprawy. Dlatego nie sposób jednoznacznie i kategorycznie
                                                    stwierdzić, że Bóg nie istnieje. Oczywiście twierdzić ,ze Bóg istnieje można
                                                    tylko po udowodnieniu tej tezy. Póki co nie ma takiego dowodu, więc również nie
                                                    można kategorycznie stwierdzić , że Bóg istnieje.**

                                                    Przypominam, że "Bóg" jest niezdefiniowany, więc nie ma cywilizowanej rozmowy om
                                                    istnieniu czegoś takiego. Zresztą hucpiarze wprowadzający to puste pojęcie do
                                                    publicznego obiegu wcale nie zapraszają do dyskusji na temat istnienia czy
                                                    nieistnienia realnego odniesienia tego pojęcia. Wręcz przeciwnie - robią
                                                    wszystko, dokonują wymyślnych sztuczek, aby przepowiednia Einsteina się
                                                    sprawdzała, żeby ich bełkot nie dał się dotknąć logicznie. I im bardziej bez
                                                    sensu i treści bełkoczą tym bardziej są z siebie zadowoleni.


                                                    **Zgadzam się. I dodam, że żaden szanujący się filozof nie powie nigdy, że Bóg
                                                    –Absolut nie istnieje..**

                                                    Ja mówiłem o istnieniu w świecie, a nie w rozważaniach. Jeśli znasz jakiegoś
                                                    filozofa od tych spraw, to daj go tu, albo daj choć jakiś link, w którym taki
                                                    filozof potrafiłby choć domniemać istnienie takiego czegoś w jakimś
                                                    rejonie/zakresie świata.
                                                    A dopóki rozważania filozofów zawierają się w całości w sferze rozważań bez
                                                    obowiązku odniesienia do świata rzeczywistego nie mieszaj tych dziedzin dla
                                                    pustych popisów.


                                                    **Po słowie „istnieie” i „nieistnienie” możesz wstawić dowolny ( ten
                                                    sam) podmiot. Np. brak dowodu istnienia kwarków czarnej materii nie
                                                    jest dowodem nieistnienia kwarków czarnej materii. Zdanie to jest prawdziwe w
                                                    każdym przypadku.**

                                                    Taaaa.... tyle że, śladem Boga, można by tu wstawiać dowolne paranoiczne zdania
                                                    zawierające zwrot "to jest". Ufoludki, białe myszki, smoki itp. - musielibyśmy
                                                    logicznie (?!) dopuścić istnienie dowolnego tworu. I zamiast zajmować się tym co
                                                    ważne musielibyśmy zabezpieczać się cały czas przed inwazją czegoś, istnienie
                                                    czego wymyślił sobie dowolny fantasta czy idiota.
                                                    Brzytwa Ockhama chroni nas przed paranoją, bo istnieje tylko to o czym wiemy
                                                    (zdefiniowaliśmy), a nie co ktoś wymyślił.

                                                    To co robisz to tylko bezsensowne sztuczki. Sam nie oddajesz czci wszystkim
                                                    wymyślonym bogom (o innych zagrożeniach już nie wspomnę), choć niby dopuszczasz
                                                    możliwość ich istnienia.
                                                    W ten sposób dowodzisz, że sam podskórnie czujesz, iż Twoje gadanie jest nic
                                                    nie warte, że to tylko puste sztuczki bez pokrycia.



                                                    **No nie, wg katechizmu KCh cz KK Bóg zdefiniowany jest jako kreator
                                                    świata. Przypisywane są mu różne przymioty i cechy, z którymi zresztą
                                                    polemizował grgkh, ale kreator, jak mi się wydaje, jest tą baza definicyjną
                                                    Boga. Jak najbardziej odnosi się do realnego
                                                    świata.**

                                                    Bzdura. Dopóki nic nie wiadomo na temat kreacji świata, dopóki nie wykazano, że
                                                    świat został wykreowany nie istnieje pojęcie "kreatora świata", które może być
                                                    zastosowane do opisu świata. Pozostaje ono ciągle w sferze baśni, domniemań,
                                                    wydumań.


                                                    **Kwestia jest innego rodzaju. Nie da się (przynajmniej aktualnie) tej , a
                                                    zarazem definicji Boga zweryfikować pod kątem poprawności, bo nie wiadomo, czy
                                                    świat powstał wskutek kreacji, czy w ogóle powstał ( w sensie aktu powstania).
                                                    A tylko taka wiedza mogłaby rozstrzygnąć czy ta teza jest prawdziwa, czy nie.**

                                                    Kwestia jest ciągle tego rodzaju, że wprowadzanie wydumanych pojęć do obiegu i
                                                    walka w ochronie dogmatów zawsze prowadzą tylko do błędnego koła
                                                    niedookreślonego bełkotu.
                                                  • kiwaczek11 cz.1 11.11.09, 20:41
                                                    <<<

                                                    **Wiem. Jednak ja napisałem o świadomości, bo uważam , że to jednak
                                                    kwestia świadomości , a nie precyzji definicji.**

                                                    A ja bym tego nie stawiał w opozycji,. [...] bez sensu jest mówić,
                                                    że chcesz niebieskiego
                                                    forda focusa z kwadratowym wałkiem, wytryskiem paliwa etc., etc....,
                                                    tylko
                                                    powiesz: "poproszę forda focusa".
                                                    >>>
                                                    Tak , ale trzeba pamiętać, że ten przykład był przytoczony
                                                    kontekście mozliości stwierdzenia istnienia bądź nieistnienia czegoś
                                                    ( np. wałka ), a nie porozumiewania się ze sprzedawcą. Myśle ,że nie
                                                    ma sensu dłużej tego przykładu „wałkować” smile

                                                    <<<
                                                    Znasz jeszcze coś, o czym byłyby dyskusje na temat
                                                    istnienia/nieistnienia tego,
                                                    gdy nie wiadomo w ogóle o czym jest mowa? Żeby się martwić stanem
                                                    wiedzy o czymś
                                                    co jest kompletnie niezdefiniowane? Tylko hucpa religijnych jest
                                                    takim tematem
                                                    bez tematu.
                                                    Ludzie rozumni, cywilizowani tak nie rozmawiają.
                                                    >>>
                                                    No i wobec tego jakie zajmiesz stanowisko w stosunku do tego, że
                                                    grgkh zaczyna o tym dyskutować, twierdząc , że to coś nie istnieje.
                                                    Ja mówię, że nic nie można o tym powiedzieć. Nie można stwierdzić
                                                    istnienia i nie można stwierdzić nieistnienia.

                                                    <<<
                                                    Nie wiem jakiej religii jesteś wyznawcą, ale widzę, że jest ona tak
                                                    samo
                                                    niemądra jak każda inna religia.
                                                    >>>
                                                    No cóż, pod względem formalnym nie odbiegam chyba od większości
                                                    Polaków, bo takie a nie inne są obyczaje i relacje w naszym kraju.
                                                    Mimo tego bliżej mi jednak do prawa Vique’a, czyli „ człowiek bez
                                                    religii jest jak ryba bez roweru”.
                                                    Mój udział w dyskusji nie ma na celu obrony jakichkolwiek postaw
                                                    religijnych, co z uporem maniaka przypisuje mi grgkh. Wyrażam w niej
                                                    tylko mój sprzeciw wobec stawiania kompletnie nieuprawnionych (
                                                    zwłaszcza logicznie!!!) wniosków, jakie forsuje w swej natarczywej
                                                    ideologii grgkh.

                                                    <<<
                                                    **Ale nie mamy podstaw, aby z całą pewnością twierdzić, że te kwarki
                                                    się tam
                                                    nie czają. A to właśnie robi grgkh.**

                                                    No chyba nie całkiem. On raczej mówi, że chore jest mówić, iż czają
                                                    się tam
                                                    kwarki, skwarki, smarki i cotamjeszcze może się urodzić w dowolnie
                                                    paranoicznym
                                                    umyśle. Czyli, że nie wolno bełkotać bez sensu i nie wolno
                                                    stwierdzać istnienia,
                                                    czy nawet domniemywać istnienia czegoś kompletnie niezdefiniowanego,
                                                    nieokreślonego.
                                                    >>>
                                                    Cały czas chodzi o subtelną, ale zasadnicza różnicę. Widać, że nie
                                                    wyrażam się dostatecznie jasno (nad czym ubolewam, choć próbuję jak
                                                    tylko potrafię), skoro Ty też jej nie czujesz.
                                                    To co powyżej napisałeś, że „CHORE JEST MÓWIĆ” jest całkowicie
                                                    prawdziwe i zgadzam się z tym. Dlatego podkreślam za każdym razem,
                                                    że nie można kategorycznie stwierdzać ISTNIENIA Boga, bo nie ma na
                                                    to istnienie żadnych dowodów.
                                                    Ale grgkh głosi także coś zasadniczo innego. Stwierdza on
                                                    kategorycznie NIEISTNIENIE Boga. A to jest tak samo nieuprawnione ,
                                                    jak stwierdzanie ISTNIENIA Boga. Nie ma dowodu na istnienie Boga.
                                                    Ale sam fakt braku tego dowodu nie jest tożsamy z dowodem na
                                                    NIEISTNIENIE Boga. I tylko o to mi chodzi. O nic więcej.

                                                    <<<
                                                    **Mówi się ,ze większość odkryć i wynalazków jest skutkiem
                                                    przypadku. Kto wie,
                                                    może to jest „podszepnięcie” .**

                                                    Nie wiem co mówi się. Ja nie znam żadnego się, wiec nie jest on dla
                                                    mnie żadnym
                                                    autorytetem. I Tobie też odradzam słuchanie go, bo to co
                                                    powiedziałeś jest od czapy.
                                                    >>>
                                                    To był oczywiście żart, a kwadracik który się pojawił na końcu
                                                    mojego zdania miał widnieć jako roześmiana gęba.

                                                    <<<
                                                    **I to jest sedno sprawy. Dlatego nie sposób jednoznacznie i
                                                    kategorycznie
                                                    stwierdzić, że Bóg nie istnieje. Oczywiście twierdzić ,ze Bóg
                                                    istnieje można
                                                    tylko po udowodnieniu tej tezy. Póki co nie ma takiego dowodu, więc
                                                    również nie
                                                    można kategorycznie stwierdzić , że Bóg istnieje.**

                                                    Przypominam, że "Bóg" jest niezdefiniowany, więc nie ma
                                                    cywilizowanej rozmowy om
                                                    istnieniu czegoś takiego.
                                                    >>>
                                                    Zgoda, ale jeśli nie ma rozmowy o istnieniu, nie może być tez
                                                    rozmowy o nieistnieniu. Nie da się w tym temacie nic powiedzieć.
                                                    Ponadto uważam ,że definicja ( w zakresie empirii, bo sferze
                                                    abstrakcyjnej, czyli rozważań czysto matematycznych jest inaczej)
                                                    umożliwia nam tylko przypisanie do naszego opisu świata tego co
                                                    zaobserwowaliśmy lub zdobyliśmy o tym wiedzę i nadane temu czemuś
                                                    etykietki uniemożliwiającej pomylenie tego czegoś z innym elementem
                                                    opisu. Jednak cos , co nie doczekało się definicji (w danym czasie)
                                                    potencjalnie może istnieć. Historia nauki i ludzkości jest usłana
                                                    takimi przykładami. Promieniowanie cieplne słońca w czasach homo
                                                    erectusa istniało, mimo, że nie było zdefiniowane. A można
                                                    twierdzić, że istniało, bo dysponujemy wiedzą , która to w sposób
                                                    oczywisty potwierdzi.
                                                    Dlatego o ile bez zdefiniowania czegoś , a później bez dowodu, nie
                                                    można twierdzić , że to coś istnieje, to twierdzenie , że to coś nie
                                                    istnieje też nie musi być prawdziwe.

                                                    Poza tym , przypominasz, że Bóg nie jest zdefiniowany, a ja
                                                    przypominam, że jest. I jest to definicja jak najbardziej związana
                                                    ze światem. Zdefiniowany jest przez kociaka jako przyczyna powstania
                                                    energii materii i przestrzeni, a przez katechizm jako kreator świata.
                                                    Jest definicja związana ze światem, choć trudno ją zweryfikować. Ale
                                                    tak samo trudno zweryfikować definicję Wielkiego Wybuchu, choć jest
                                                    bardzo popularna w powszechnym obiegu. Dlaczego trudno? Do Wielkiego
                                                    Wybuchu i punktu osobliwego prowadzi cofanie się kilkanaście mld lat
                                                    wstecz, jako odwrotność ekspansji. Tyle tylko ,ze nie ma żadnej
                                                    pewności , czy ekspansja zaczęła się w punkcie osobliwym , czy w
                                                    zagęszczonym , ale stacjonarnym stanie wszechświata i czy
                                                    przebiegała w przeszłości z ta sama intensywnością i linią trendu,
                                                    jaką obserwuje się dzisiaj. Wielki wybuch i punkt osobliwy jest
                                                    zdefiniowany w ten sam sposób co Bóg. Definicją nieweryfikowalną.


                                                    <<<
                                                    Wręcz przeciwnie - robią
                                                    wszystko, dokonują wymyślnych sztuczek, aby przepowiednia Einsteina
                                                    się
                                                    sprawdzała, żeby ich bełkot nie dał się dotknąć logicznie.
                                                    >>>
                                                    Ale tu nie trzeba robić żadnych sztuczek. Einstein po prostu był
                                                    mądrze asekuracyjny. Do innej postawy nie mamy , jak na razie
                                                    podstaw.

                                                    <<<
                                                    **Zgadzam się. I dodam, że żaden szanujący się filozof nie powie
                                                    nigdy, że Bóg
                                                    –Absolut nie istnieje..**

                                                    Ja mówiłem o istnieniu w świecie, a nie w rozważaniach.
                                                    >>>
                                                    O istnieniu w świecie trzeba byłoby pogadać z fizykiem , a nie z
                                                    filozofem.
                                                  • astrotaurus Re: cz.1 12.11.09, 11:53
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    **Tak , ale trzeba pamiętać, że ten przykład był przytoczony kontekście
                                                    mozliości stwierdzenia istnienia bądź nieistnienia czegoś ( np. wałka ), a nie
                                                    porozumiewania się ze sprzedawcą. Myśle,że nie ma sensu dłużej tego przykładu
                                                    „wałkować” smile**

                                                    Ale ten przykład wykazał również Twoje nierozumienie zasad i celów definiowania.
                                                    I tu w pełni zgadzam się z grgkh, że w naszej świadomości, w naszym umyśle (a
                                                    nic innego nie mamy, niczym innym nie jesteśmy) nie ma prawa pojawić się nic bez
                                                    definicji.
                                                    Nie będę tu się rozwodził nad weryfikacją, prawidłowością definicji, bo ciągle
                                                    próbuję traktować nas jako całość ludzkości, gdzie wiele definicji jest
                                                    uzgodnionych, wiele jeszcze nie, wszystkie w ciągłym procesie weryfikacji.



                                                    **No i wobec tego jakie zajmiesz stanowisko w stosunku do tego, że grgkh
                                                    zaczyna o tym dyskutować, twierdząc , że to coś nie istnieje. Ja mówię, że nic
                                                    nie można o tym powiedzieć. Nie można stwierdzić istnienia i nie można
                                                    stwierdzić nieistnienia. **

                                                    Oj, to nie całkiem tak! Gdyby nie pojęcie Boga i hucpa za tym idąca być może w
                                                    ogóle nie byłoby takich dyskusji, bo , jak wspomniałem, nikt inny poza
                                                    dogmatykami religijnymi raczej nie próbuje na siłę twierdzić. Bóg jest więc
                                                    tylko motywem przewodnim - obciachowym zresztą mocno, skoro przez tysiące lat
                                                    istnienia religii, mimo tysięcy naukowców i mędrców religijnych żadna z wersji
                                                    definicji Boga nie została poprawnie zweryfikowana.
                                                    Można powiedzieć, że Bogowie definiowani zostali zweryfikowani negatywnie, a
                                                    niezdefiniowani nie są w ogóle tematem rozmów i rozmyślań z powodu braku definicji.



                                                    **Mój udział w dyskusji nie ma na celu obrony jakichkolwiek postaw religijnych,
                                                    co z uporem maniaka przypisuje mi grgkh. Wyrażam w niej tylko mój sprzeciw wobec
                                                    stawiania kompletnie nieuprawnionych ( zwłaszcza logicznie!!!) wniosków, jakie
                                                    forsuje w swej natarczywej ideologii grgkh.**

                                                    A ja widzę religijna postawę w Twoich wypowiedziach. Stawiasz na piedestale
                                                    jakieś pseudofilozoficzne głupstwo stwierdzające możliwość istnienia
                                                    czegokolwiek gdziekolwiek.
                                                    Dla spełnienia proroctwa Einsteina można bawić się (robić burzę mózgów) w
                                                    wymyślanie tworów nie do ugryzienia logicznie . W procesie poznawania świata,
                                                    dla takiego celu, a temu ma służyć filozofia/nauka nie służą takie sztuczki
                                                    erystyczno-logiczne niczemu.



                                                    **Ale grgkh głosi także coś zasadniczo innego. Stwierdza on
                                                    kategorycznie NIEISTNIENIE Boga. A to jest tak samo nieuprawnione ,
                                                    jak stwierdzanie ISTNIENIA Boga. Nie ma dowodu na istnienie Boga.
                                                    Ale sam fakt braku tego dowodu nie jest tożsamy z dowodem na
                                                    NIEISTNIENIE Boga. I tylko o to mi chodzi. O nic więcej. **

                                                    No nie bardo. Grgkh twierdzi, że istnienie stwierdzamy my, a dopóki tego nie
                                                    stwierdzimy nie ma istnienia .
                                                    Ty twierdzisz, że istnieje być może wszystko w najdurniejszych formułach
                                                    i dopiero pracowite rozebranie czegoś (choć raczej nie wiadomo czego) na
                                                    najdrobniejsze kawałki pozwala stwierdzić nieistnienie. To postawa religijna,
                                                    odwołująca się do wymyślonego Boga/Instancji Wyższej, którą w tym przypadku jest
                                                    pseudofilozofia.


                                                    **Zgoda, ale jeśli nie ma rozmowy o istnieniu, nie może być tez
                                                    rozmowy o nieistnieniu. Nie da się w tym temacie nic powiedzieć. **

                                                    No nie całkiem... taki temat w ogóle nie istnieje !! Istnieje tylko hucpa
                                                    religijnych.



                                                    **Ponadto uważam ,że definicja ( w zakresie empirii, bo sferze
                                                    abstrakcyjnej, czyli rozważań czysto matematycznych jest inaczej)
                                                    umożliwia nam tylko przypisanie do naszego opisu świata tego co
                                                    zaobserwowaliśmy lub zdobyliśmy o tym wiedzę i nadane temu czemuś
                                                    etykietki uniemożliwiającej pomylenie tego czegoś z innym elementem
                                                    opisu.**

                                                    No nie bardzo. Każda definicja w każdej dziedzinie jest od tego, aby odróżnić.
                                                    Między innymi odróżnić, czy coś się dzieje w głowie jedynie czy w świecie poza
                                                    głową.



                                                    **Promieniowanie cieplne słońca w czasach homo erectusa istniało, mimo, że nie
                                                    było zdefiniowane. A można twierdzić, że istniało, bo dysponujemy wiedzą , która
                                                    to w sposób oczywisty potwierdzi. **

                                                    Owszem, źle wprowadzasz tu manipulację czasem . Spróbuj uwzględnić w swoich
                                                    rozważaniach, że nie istnieje słońce z czasów erectusa. Jest 12.11.2009.
                                                    A słońce było przez erectusa zdefiniowane. On je widział i czuł jego działanie.
                                                    Była to zapewne definicja dalece niedoskonała, ale ze wszech miar poprawna. No,
                                                    chyba że padał przed słońcem na twarz w celach religijnych - wtedy definicja
                                                    była poprawna w części.


                                                    **Dlatego o ile bez zdefiniowania czegoś , a później bez dowodu, nie
                                                    można twierdzić , że to coś istnieje, to twierdzenie , że to coś nie
                                                    istnieje też nie musi być prawdziwe. **

                                                    A Ty swoje beztreściowe ble, ble...! Jeśli to coś jest zdefiniowane można
                                                    wykazać jego istnienie/nieistnienie , a jeśli nie to jest tylko
                                                    pseudofilozoficzne bicie piany.


                                                    **Poza tym , przypominasz, że Bóg nie jest zdefiniowany, a ja
                                                    przypominam, że jest.**

                                                    Bo ciągle nie chcesz zrozumieć pojęcia definicji i zasad oraz celów
                                                    definiowania. Dowolny bełkot zawierający frazą "to jest..." nie jest jeszcze
                                                    definicją.
                                                    Nowe pojecie musi być definiowane za pomocą pojęć zdefiniowanych w danym
                                                    języku/zakresie.


                                                    **I jest to definicja jak najbardziej związana ze światem. Zdefiniowany jest
                                                    przez kociaka jako przyczyna powstania energii materii i przestrzeni, a przez
                                                    katechizm jako kreator świata. **

                                                    Jak wyżej: nikt nie wykazał istnienia w świecie czegoś takiego jak przyczyna czy
                                                    kreacja, więc te pojęcia nie mogą służyć do definiowania w świecie niczego.


                                                    **Ale
                                                    tak samo trudno zweryfikować definicję Wielkiego Wybuchu, choć jest
                                                    bardzo popularna w powszechnym obiegu. Dlaczego trudno? Do Wielkiego
                                                    Wybuchu i punktu osobliwego prowadzi cofanie się kilkanaście mld lat
                                                    wstecz, jako odwrotność ekspansji. Tyle tylko ,ze nie ma żadnej
                                                    pewności , czy ekspansja zaczęła się w punkcie osobliwym , czy w
                                                    zagęszczonym , ale stacjonarnym stanie wszechświata i czy
                                                    przebiegała w przeszłości z ta sama intensywnością i linią trendu,
                                                    jaką obserwuje się dzisiaj. Wielki wybuch i punkt osobliwy jest
                                                    zdefiniowany w ten sam sposób co Bóg. Definicją nieweryfikowalną. **

                                                    Chyba przeginasz. Wielki Wybuch jest faktem. Wiadomo co zostało tak nazwane, że
                                                    to nazwa robocza, potoczna dla rozprzestrzeniania świata... A że niewiele wiemy
                                                    o szczegółach...? To tylko kwestia precyzji definicji.
                                                    A "Bóg" to pusty dźwięk.



                                                    **O istnieniu w świecie trzeba byłoby pogadać z fizykiem , a nie z
                                                    filozofem. **

                                                    Ciepło, ciepło...! wink


                                                    Cz.2 zawiera w zasadzie powtórzenia czy rozwinięcia, więc daruję sobie z
                                                    grubsza, zwrócę tylko uwagę na jeszcze jeden szczegół Twoich ciągot:
                                                    **Np. można wykazać, że nie istnieje największa liczba naturalna, bo udowodnione
                                                    jest , że istnieje liczba większa od każdej liczby naturalnej. **

                                                    Wałkujesz na siłę kwestię filozofii, która w świecie nie występuje, teraz
                                                    jeszcze dokładasz matematykę i rozważania o liczbach, które również w świecie
                                                    nie występują...
                                                    A matematyka i świat rzeczywisty to trochę różne światy, choć świat jest
                                                    matematyką. big_grin
                                                  • astrotaurus Re: cz.1 wyjasnienie 12.11.09, 12:51

                                                    Napisałem: "nikt nie wykazał istnienia w świecie czegoś takiego jak przyczyna
                                                    czy kreacja, więc te pojęcia nie mogą służyć do definiowania w świecie niczego.".
                                                    Napisałem to trochę z rozpędu, bo zapewne jakaś przyczyna zaistniała... wink

                                                    Nazywanie jakiejś nieznanej przyczyny Bogiem jest jednak jedynie próbą
                                                    uwiarygodnienia pojęcia które się przez wieki zbłaźniło kompletnie. Próbą
                                                    wciśnięcia na siłę tej pustki pojęciowej gdziekolwiek.
                                                  • grgkh Re: cz.1 wyjasnienie 12.11.09, 17:54
                                                    astrotaurus napisał:

                                                    > Napisałem: "nikt nie wykazał istnienia w świecie czegoś takiego
                                                    > jak przyczyna czy kreacja, więc te pojęcia nie mogą służyć do
                                                    > definiowania w świecie niczego.".

                                                    > Napisałem to trochę z rozpędu, bo zapewne jakaś przyczyna
                                                    > zaistniała... wink
                                                    >
                                                    > Nazywanie jakiejś nieznanej przyczyny Bogiem jest jednak
                                                    > jedynie próbą uwiarygodnienia pojęcia które się przez wieki
                                                    > zbłaźniło kompletnie. Próbą wciśnięcia na siłę tej pustki
                                                    > pojęciowej gdziekolwiek.

                                                    Kiwaczek zapomina, że jeśli ustanowi równoważność definicyjną pomiędzy przyczyną
                                                    a bogiem, to automatycznie eliminuje boga z jego "cudownymi" atrybutami. Bo
                                                    ustanawiając taką równoważność odbiera sobie prawo do rozbudowy definicji boga.
                                                    Taka definicja jest pochodna (najpierw jest nauka i jej sposób podejścia do
                                                    rozumienia świata), a nie pierwotna.

                                                    Poza tym jeśli coś nazywamy synonimicznie, przyczyna=bóg, to jedno z tych pojęć
                                                    można odrzucić jako zbędne. Ja byłbym za odrzucaniem "przyklejonego" manipulacją
                                                    boga, a pozostawienie dla nauki po prostu "przyczyny". I tak bóg znów umiera.
                                                    Znów go nie ma. Nie istnieje jako coś zbędnego, jako przykład cwaniaczenia tych,
                                                    którym się wydaje, że do opisu świata można byle bzdet włączać, a potem
                                                    manipulować definicjami utożsamiając tamtego boga z tym bogiem, a
                                                    nuż się ludziska nie zorientują.

                                                    I o przyczynie.

                                                    Przyczyną są założenia: aksjomaty i logika. Aksjomaty określają dane brzegowe a
                                                    logika uruchamia początek czasu, chronologii zdarzeń wynikających z
                                                    rekurencyjnej własności tej logiki.

                                                    Ponieważ nie może być obok siebie dwóch zestawów logiki, bo cokolwiek, co je ze
                                                    sobą synchronizuje musiałoby je i tak scalać do jednego zestawu, więc
                                                    nieuprawnione jest twierdzenie, że akt kreacji świata jest czymś innym niż jego
                                                    późniejsza historia. Z logiki wynika, że to jest wciąż ten sam proces. To, co
                                                    się dzieje jest wciąż kreacją, jej następnym krokiem.

                                                    Analizując reguły działania świata mamy dzięki temu szansę (nie jest to pewne)
                                                    określić te pierwotne założenia. I to będzie kres naszego poznania. Nic więcej o
                                                    świecie nie da się logicznie powiedzieć. A twierdzenie, że trzeba mówić o
                                                    kreatorze, który "wytworzył" te założenia jest śmiechu warte. Założenia z
                                                    definicji są elementarne. I na nich musimy skończyć dyskusję n/t wiedzy o
                                                    świecie i jego początku.

                                                    Ta wiedza o świecie ma więc ściśle określony zakres. Wiemy, czego szukamy.
                                                    Cwaniacy od manipulacji pojęciami i tworzenia systemów ogłupiania ludzi mają
                                                    tylko jeden cel - władzę i korzyści z niej wynikające. Władza to przetrwanie. I
                                                    dlatego w świecie ludzkiej kultury, gdzie memy walczą ze sobą nie dbając o
                                                    jednostki mempleks religijny ma się tak dobrze.

                                                    Będzie tak dopóty, dopóki te jednostki nie osiągną odpowiedniego statusu, dopóki
                                                    będą dawały sobą manipulować. Czynnikami decydującymi będą: poziom edukacji,
                                                    wiedzy o świecie (to ten model świata, który budujemy wspólnie od czasów
                                                    jaskiniowców), poziom życia, dobrobytu, dostępu do zasobów nam potrzebnych itp.

                                                    A Kiwaczek wciąż siedzi w zamierzchłej epoce. Broni podstaw tego systemu.
                                                    Rozumuje ułomnie, myląc definicje, pojęcia i broniąc "tradycji" i jej dogmatów.
                                                  • kiwaczek11 Re: cz.1 wyjasnienie 12.11.09, 23:37

                                                    <<<
                                                    Kiwaczek zapomina, że jeśli ustanowi równoważność definicyjną
                                                    pomiędzy przyczyną
                                                    a bogiem, to automatycznie eliminuje boga z jego "cudownymi"
                                                    atrybutami. Bo
                                                    ustanawiając taką równoważność odbiera sobie prawo do rozbudowy
                                                    definicji boga.
                                                    >>>
                                                    Jeśli Bóg nie jest przyczyną powstania świata lub tez jeśli świat
                                                    nie ma przyczyny powstania ( lub tez aktu powstania), to tak
                                                    zdefiniowanego Boga nie ma. Ale tego nie wiadomo( czy świat miał
                                                    przyczynę, czy nie).
                                                    A skoro nie wiadomo, to należy dopuścić ( niewykluczać) przeciwnego
                                                    warunku.
                                                    Jeśli Bóg jest przyczyną, to nie jest nią nic innego. Dlatego jeśli
                                                    Bóg ma też inne atrybuty, to nieumieszczenie ich w tej definicji
                                                    Boga ( jako przyczyny) nie czyni z tej definicji definicji fałszywej
                                                    (niepełnej lub zbyt wąskiej). Bo mimo, że definicja wydaje się być
                                                    niepełna, jest wystarczająca. Bo nie sposób przypisać temu samemu
                                                    znaczeniu innej etykiety. Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby
                                                    poszerzać definicję Boga o „cudowne” atrybuty przy zachowaniu
                                                    aktualności definicji Boga jako przyczyny powstania świata.

                                                    <<<
                                                    Przyczyną są założenia: aksjomaty i logika.
                                                    >>>
                                                    Aksjomaty i logika są fundamentami naszego OPISU ŚWIATA. Czy są
                                                    PRZYCZYNĄ ŚWIATA, tego nie wiadomo.

                                                    <<<
                                                    logika uruchamia początek czasu, chronologii zdarzeń wynikających z
                                                    rekurencyjnej własności tej logiki.
                                                    >>>
                                                    Przykładowa implikacja: jeśli n jest podzielne przez 4, to jest
                                                    podzielne przez 2. Implikacja nie ma z czasem i chronologią nic
                                                    wspólnego.
                                                    Gdy zaczynasz pisać o logice to z reguły wychodzą banialuki, ale gdy
                                                    dodatkowo mieszasz to z pojęciem czasu, zawsze mamy wypasione
                                                    megaherezje.

                                                    <<<
                                                    nieuprawnione jest twierdzenie, że akt kreacji świata jest czymś
                                                    innym niż jego
                                                    późniejsza historia.
                                                    >>>
                                                    W żaden sposób nie przeczy to tezie o powstaniu wszechświata w
                                                    wyniku kreacji i o istnieniu kreatora, jeśli to chciałeś pokazać.

                                                    <<<
                                                    Analizując reguły działania świata mamy dzięki temu szansę (nie jest
                                                    to pewne)
                                                    określić te pierwotne założenia [...] A twierdzenie, że trzeba mówić
                                                    o
                                                    kreatorze, który "wytworzył" te założenia jest śmiechu warte.
                                                    >>>
                                                    Po pierwsze jest wielka różnica między „ trzeba mówić o kreatorze”,
                                                    a „ nie należy wykluczać kreatora”
                                                    Po drugie używanie w dyskusji czegoś takiego jak „ jest smiechu
                                                    warte” to klasyka erystyki, która zarzucasz wszem i wobec.
                                                  • grgkh Re: cz.1 wyjasnienie - I ZNÓW BZDURY :) 13.11.09, 02:19
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Jeśli Bóg nie jest przyczyną powstania świata lub tez jeśli świat
                                                    > nie ma przyczyny powstania ( lub tez aktu powstania), to tak
                                                    > zdefiniowanego Boga nie ma. Ale tego nie wiadomo( czy świat miał
                                                    > przyczynę, czy nie).

                                                    Jakieś alogiczne błędne koło: przyczyna jest przyczyną, a przyczyna nazywa się
                                                    nie przyczyną tylko bogiem. I kiwaczek powołał boga. To idiotyzm do sześcianu.
                                                    To żenujące, para filozoficzne naśmiewanie się z logiki. smile

                                                    > A skoro nie wiadomo, to należy dopuścić ( niewykluczać)
                                                    > przeciwnego warunku.
                                                    > Jeśli Bóg jest przyczyną, to nie jest nią nic innego.

                                                    Przetłumaczmy to zdanie na polski: Jeśli bóg nie jest przyczyną to nią nie jest.
                                                    Puknij się w durną, sofistyczną pałę, kiwaczku-filozofie od siedmiu boleści. Toż
                                                    na Ciebie szkoda czasu. Kto wyciąga takie tezy ten nie zna logiki i jest
                                                    skompromitowany.

                                                    > Dlatego jeśli Bóg ma też inne atrybuty, to nieumieszczenie
                                                    > ich w tej definicji Boga ( jako przyczyny) nie czyni z tej
                                                    > definicji definicji fałszywej (niepełnej lub zbyt wąskiej).
                                                    > Bo mimo, że definicja wydaje się być niepełna, jest wystarczająca.

                                                    O, boże, co za bełkot!!! smile

                                                    > Bo nie sposób przypisać temu samemu znaczeniu innej etykiety.

                                                    Ty naprawdę jesteś jakimś nawiedzonym katabasem. smile

                                                    > Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby
                                                    > poszerzać definicję Boga o „cudowne” atrybuty przy zachowaniu
                                                    > aktualności definicji Boga jako przyczyny powstania świata.

                                                    Na przykład jakie? wink

                                                    > <<<
                                                    > Przyczyną są założenia: aksjomaty i logika.
                                                    > >>>
                                                    > Aksjomaty i logika są fundamentami naszego OPISU ŚWIATA. Czy są
                                                    > PRZYCZYNĄ ŚWIATA, tego nie wiadomo.

                                                    Jeśli istnieje uporządkowana regułami zmienność to muszą istnieć jej podstawy -
                                                    to są aksjomaty i logika.

                                                    > <<<
                                                    > logika uruchamia początek czasu, chronologii
                                                    > zdarzeń wynikających z rekurencyjnej własności tej logiki.
                                                    > >>>
                                                    > Przykładowa implikacja: jeśli n jest podzielne przez 4, to jest
                                                    > podzielne przez 2. Implikacja nie ma z czasem i chronologią nic
                                                    > wspólnego.

                                                    A co ma piernik do wiatraka? Bredzisz nie na temat. Czy znasz termin REKURENCJA?
                                                    Jak widzę nie znasz.

                                                    Rekurencja określa wykonywanie się reguły krokowo. W takim przypadku jest
                                                    oczywiste, że istnieje następstwo, krok po kroku, poprzedni, obecny, następny -
                                                    to jest źródło czasu, chronologii.

                                                    > Gdy zaczynasz pisać o logice to z reguły wychodzą banialuki,
                                                    > ale gdy dodatkowo mieszasz to z pojęciem czasu, zawsze mamy
                                                    > wypasione megaherezje.

                                                    Wyjechałeś z obszaru, w którym można by Cię traktować jak partnera do rozmowy.
                                                    Wypisujesz kompletne brednie, kłamiesz i wciąż mnie obrażasz.

                                                    > <<<
                                                    > nieuprawnione jest twierdzenie, że akt kreacji świata jest czymś
                                                    > innym niż jego późniejsza historia.
                                                    > >>>
                                                    > W żaden sposób nie przeczy to tezie o powstaniu wszechświata w
                                                    > wyniku kreacji i o istnieniu kreatora, jeśli to chciałeś pokazać.

                                                    Przeczy. Początkiem zmienności były założenia-aksjomaty i one są niezbędnym
                                                    minimum pozwalającym na domknięcie opisu świata. smile "Przyczyna, która jest
                                                    przyczyną" jest zbędna dla opisu swiata, chłopczyku.

                                                    > <<<
                                                    > Analizując reguły działania świata mamy dzięki temu szansę
                                                    > (nie jest to pewne) określić te pierwotne założenia [...]
                                                    > A twierdzenie, że trzeba mówić o kreatorze, który "wytworzył"
                                                    > te założenia jest śmiechu warte.
                                                    > >>>
                                                    > Po pierwsze jest wielka różnica między
                                                    > „ trzeba mówić o kreatorze”, a „ nie należy wykluczać kreatora”

                                                    Ale się zgodziliśmy, że w opisie świata jest tylko to, co jest niezbędne,
                                                    pamiętasz? Wobec tego w tym opisie jest tylko to, o czym TRZEBA MÓWIĆ. Amen.
                                                  • kiwaczek11 Re: cz.1 wyjasnienie - I ZNÓW BZDURY :) 14.11.09, 18:56
                                                    <<<
                                                    Jakieś alogiczne błędne koło: przyczyna jest przyczyną, a przyczyna
                                                    nazywa się
                                                    nie przyczyną tylko bogiem. [...]
                                                    Przetłumaczmy to zdanie na polski: Jeśli bóg nie jest przyczyną to
                                                    nią nie jest.
                                                    >>>
                                                    Kociak zdefiniował Boga nie jako PRZYCZYNĘ, ale jako PRZYCZYNĘ
                                                    POWSTANIA ŚWIATA ( czy energii, materii, przestrzeni). Nie
                                                    przeinaczaj treści. To nie jest równość synonimiczna.
                                                    Przy założeniu ,że świat miał przyczynę powstania, hipotetycznie
                                                    przyczyn może być wiele (nie ograniczam „wiele” do „kilku”wink. Co
                                                    było ( jeśli było) przyczyną powstania tego nie wiadomo. Jeśli
                                                    przyczyną było np. jakiekolwiek zjawisko czy wydarzenie, czy taki a
                                                    nie inny zbiór warunków, to nie można byłoby twierdzić, że przyczyną
                                                    powstania świata jest Bóg ( jak to określił kociak), bo byłoby
                                                    wiadomo, że przyczyną powstania jest np. gradientalna konwergencja
                                                    preturberancji na zgięciu wektora Pointinga a nie Bóg, który mogłyby
                                                    zaistnieć w tym przypadku tylko i wyłącznie jako synonimiczna nazwa
                                                    tegoż (hipotetycznego) zjawiska. Jednak jeśli żadne ze znanych (
                                                    teraz jak i hipotetycznie w przyszłości) zjawisk , wydarzeń czy
                                                    zestawu warunków nie było przyczyną powstania świata, a świat miał
                                                    przyczynę powstania, to wg definicji kociaka, ta przyczyna to Bóg.

                                                    <<<
                                                    > Dlatego nic nie stoi na przeszkodzie, aby
                                                    > poszerzać definicję Boga o „cudowne” atrybuty przy zachowaniu
                                                    > aktualności definicji Boga jako przyczyny powstania świata.

                                                    Na przykład jakie?
                                                    >>>
                                                    Dokładnie takie , jakie miałeś na myśli pisząc o nich.

                                                    <<<
                                                    > logika uruchamia początek czasu, chronologii
                                                    > zdarzeń wynikających z rekurencyjnej własności tej logiki.
                                                    > >>>
                                                    > Przykładowa implikacja: jeśli n jest podzielne przez 4, to jest
                                                    > podzielne przez 2. Implikacja nie ma z czasem i chronologią nic
                                                    > wspólnego.
                                                    A co ma piernik do wiatraka? Bredzisz nie na temat. Czy znasz termin
                                                    REKURENCJA?
                                                    Jak widzę nie znasz.
                                                    Rekurencja określa wykonywanie się reguły krokowo. W takim przypadku
                                                    jest
                                                    oczywiste, że istnieje następstwo, krok po kroku, poprzedni, obecny,
                                                    następny -
                                                    to jest źródło czasu, chronologii.
                                                    >>>
                                                    Zatem wróć do przytoczonej przez mnie implikacji i wskaż związek
                                                    następnika i poprzednika z chronologią. Bo twierdzisz, że „logika
                                                    uruchamia początek czasu, chronoloigii...”
                                                    Myślisz, że jako jedyny oświecony na forum znasz podstawowe pojęcia?

                                                    <<<
                                                    > nieuprawnione jest twierdzenie, że akt kreacji świata jest czymś
                                                    > innym niż jego późniejsza historia.
                                                    > >>>
                                                    > W żaden sposób nie przeczy to tezie o powstaniu wszechświata w
                                                    > wyniku kreacji i o istnieniu kreatora, jeśli to chciałeś pokazać.
                                                    Przeczy. Początkiem zmienności były założenia-aksjomaty i one są
                                                    niezbędnym
                                                    minimum pozwalającym na domknięcie opisu świata.
                                                    >>>
                                                    Jeśli to ma być próba logicznego poparcia tezy „przeczy”, to jesteś
                                                    dla mnie „miszczem” logiki.
                                                    Ponadto:
                                                    <<<
                                                    Początkiem zmienności były założenia-aksjomaty
                                                    >>>
                                                    Jeśli nawet ( nie traktuj tego jako przyznanie Ci racji, tylko jako
                                                    rozpatrywanie konkretnego scenariusza), to nie ma pewności , czy
                                                    miedzy początkiem świata ( o ile taki był) a zaistnieniem
                                                    jakiejkolwiek zmienności , świat nie był w stanie hiper
                                                    stacjonarnym, w którym nie zachodziła żadna zmienność. A jeśli tak ,
                                                    to „aksjomaty i założenia” , jakkolwiek je rozumieć, mogły być
                                                    początkiem zmienności, ale nie początkiem świata.

                                                    <<<
                                                    Po pierwsze jest wielka różnica między
                                                    > „ trzeba mówić o kreatorze”, a „ nie należy wykluczać kreatora”
                                                    Ale się zgodziliśmy, że w opisie świata jest tylko to, co jest
                                                    niezbędne,
                                                    pamiętasz? Wobec tego w tym opisie jest tylko to, o czym TRZEBA
                                                    MÓWIĆ. Amen.
                                                    >>>

                                                    Jest tu drobny niuans , na który jesteś jak dotąd ślepy : kiedy
                                                    można mówić, że to co odcina brzytwa jest zbędne? Wtedy kiedy np.
                                                    jakieś zjawisko otrzymało sprawdzające się w każdych ( dostępnych
                                                    lub obserwowalnych przez nas) warunkach wytłumaczenie, a ktoś chce
                                                    przyczynę tego zjawiska obarczyć innym bytem, którego w dodatku
                                                    istnienia nie udowodniono. Jeśli przejdziesz ze złota obrączką na
                                                    palcu dostatecznie blisko szyn z przepływającym prądem rzędu kilku
                                                    kA , to nie ma co obciążać winą krasnali za poparzony palec , bo
                                                    wiadomo , że obrączka się rozgrzała, bo popłynął w niej prąd będący
                                                    skutkiem zaindukowanego przez pole magnetyczne wokół szyny napięcia
                                                    w tej obrączce.
                                                    Wytłumaczenie potwierdzalne i sprawdzające się. Dlatego można mówić,
                                                    że w tym przypadku krasnoludki są zbędne.
                                                    W jaki sposób chcesz osądzić co jest zbędne ,a co nie, w kwestii
                                                    powstania świata, skoro nie ma jak sprawdzić takich czy innych
                                                    hipotez na powstanie świata? Skoro żadne wytłumaczenie nie jest
                                                    potwierdzone. Bo nie jest ( jak na razie ) weryfikowalne ani to, ze
                                                    świat powstał sam , ani to, że powstał wskutek kreacji, ani to, że
                                                    w ogóle powstał ( w sensie aktu powstania, początku).Dlatego
                                                    uznawanie jakiegokolwiek czynnika, w tym kreatora, mogącego brać
                                                    udział w hipotetycznym powstaniu świata za ZBĘDNY, jest nie
                                                    uprawnione.
                                                  • grgkh Re: cz.1 wyjasnienie - I ZNÓW BZDURY :) 15.11.09, 18:12
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Myślisz, że jako jedyny oświecony na forum znasz podstawowe pojęcia?

                                                    Ale je znam. A Ty ich nie rozumiesz. Ty nawet brzytwy Ockhama nie rozumiesz. smile
                                                  • grgkh Bełkot 15.11.09, 18:08
                                                    Teraz to już nie powiesz, że nie jesteś głęboko wierzący, kiwaczku.

                                                    Denny, filozoficzno-teologiczny bełkot. Szkoda mi czasu na ten post. Zresztą, za
                                                    daleko uciekłeś od tematy.

                                                    Tak czy siak, Pascal dał dupy, wink a wy, religianci jesteście tak otumanieni i
                                                    tak agresywnie i dogmatycznie nastawieni, że potraficie jedynie wciąż to samo
                                                    powtarzać.

                                                    Myślisz, że tym uratujesz pozycję religii? Mylisz się. Takich jak Ty już się nie
                                                    słucha.
                                                  • kiwaczek11 Re: cz.1 12.11.09, 22:20
                                                    <<<
                                                    Ale ten przykład wykazał również Twoje nierozumienie zasad i celów
                                                    definiowania.
                                                    I tu w pełni zgadzam się z grgkh, że w naszej świadomości, w naszym
                                                    umyśle (a
                                                    nic innego nie mamy, niczym innym nie jesteśmy) nie ma prawa pojawić
                                                    się nic bez
                                                    definicji.
                                                    >>>
                                                    Chwileczkę. Cytuje choćby za Wikipedią :
                                                    „Mianem definiowania określa się zabieg, który podejmuje się w celu
                                                    ustalenia, jakie znaczenie posiada w danym języku dane wyrażenie”.
                                                    Co chciałbyś do tego jeszcze dodać? Jakie cele , których nie
                                                    rozumiem?

                                                    Poza tym, z punktu widzenia dziecka poznającego świat wszystko co
                                                    pojawia się w jego umyśle nie jest zdefiniowane. Stad też nawał
                                                    pytań z cyklu „a cio to?”. Owszem , dostaje wyjaśnienie, definicje,
                                                    a właściwie nazwę. Ale po tym , jak pojawia się w jego umyśle.
                                                    Naukowiec przypadkowo odkrywając zjawisko wcześniej nie znane ,
                                                    najpierw je poprzez percepcje „wpuszcza” do umysłu, a dopiero
                                                    później je definiuje.
                                                    A Wy piszecie , że „że w naszej świadomości, w naszym umyśle [...]
                                                    nie ma prawa pojawić się nic bez
                                                    definicji”. Jak widać ma prawo i pojawia się. Gdyby było tak jak
                                                    napisałeś, naukowiec odkrywszy nieznane zjawisko musiałby je
                                                    automatycznie odrzucić, bo pojawiło się przed jego zdefiniowaniem.
                                                    Wzorem inż. Mamonia, co to lubi piosenki, które już raz słyszał.

                                                    <<<
                                                    Gdyby nie pojęcie Boga i hucpa ...
                                                    >>>
                                                    Widze ,że najbardziej w dyskusji o mozliwości istnienia lub
                                                    nieistnienia Boga najbardziej przeszkadza obciachowy Bóg. Nic nie
                                                    stoi na przeszkodzie przerzucić się z Boga na krasnali. Problem jest
                                                    dokładnie ten sam. W dyskusji z grgkh zdefiniowałem krasnala i
                                                    poprosiłem aby udowodnił ,że tak zdefiniowany nie istnieje, bo
                                                    twierdził ,ze nie istnieje. Wykręcił się sianem, jak to grgkh.

                                                    <<<
                                                    A ja widzę religijna postawę w Twoich wypowiedziach.
                                                    >>>
                                                    Trudno. Nie będę się z Tobą o to szamotał

                                                    <<<
                                                    Dla spełnienia proroctwa Einsteina można bawić się (robić burzę
                                                    mózgów) w
                                                    wymyślanie tworów nie do ugryzienia logicznie . W procesie
                                                    poznawania świata,
                                                    dla takiego celu, a temu ma służyć filozofia/nauka nie służą takie
                                                    sztuczki
                                                    erystyczno-logiczne niczemu.
                                                    >>>
                                                    Śmieszy mnie trochę Twoje zmartwienie nad proroctwem Einsteina.
                                                    Mówiąc to Einstein podkreślał niedoskonałość nauki. Czy nauka
                                                    pozostanie w tym stanie niedoskonałości , czy może kiedyś nie będzie
                                                    dla niej żadnych tajemnic, nie wiadomo ( choć grgkh jest pewny tego
                                                    pierwszego). Ale na to ,jak rzeczywiście będzie , nie mają wpływu
                                                    ani hucpy religijne, ani zabawy sofistyczne.

                                                    <<<
                                                    No nie bardo. Grgkh twierdzi, że istnienie stwierdzamy my, a dopóki
                                                    tego nie
                                                    stwierdzimy nie ma istnienia .
                                                    Ty twierdzisz, że istnieje być może wszystko w najdurniejszych
                                                    formułach
                                                    i dopiero pracowite rozebranie czegoś (choć raczej nie wiadomo
                                                    czego) na
                                                    najdrobniejsze kawałki pozwala stwierdzić nieistnienie. To postawa
                                                    religijna,
                                                    odwołująca się do wymyślonego Boga/Instancji Wyższej, którą w tym
                                                    przypadku jest
                                                    pseudofilozofia.
                                                    >>>
                                                    Nie. Twierdzę inaczej. Twierdze ,że nie da się stwierdzić
                                                    nieistnienia niczego nawet w najdurniejszych formach ( prócz
                                                    zagadnień, o których wspominałem w poprzednim poście). Twierdze przy
                                                    tym , że nie da się wykluczyć istnienia wszystkiego w
                                                    najdurniejszych formach, ale potwierdzić to istnienie i uznać za
                                                    fakt można tylko po prawidłowo przeprowadzonym dowodzie. To o czym
                                                    pisuje grgkh , a mianowicie, że stwierdzono istnienie czegoś, a
                                                    później się okazało,że to nie istnieje, to tylko wynik błędnie
                                                    przeprowadzonego dowodu ( bazującego na niewłasciwych danych,
                                                    niepotwierdzonych mylnie interpretowanych faktach itp.)

                                                    <<<
                                                    **Zgoda, ale jeśli nie ma rozmowy o istnieniu, nie może być tez
                                                    rozmowy o nieistnieniu. Nie da się w tym temacie nic powiedzieć. **

                                                    No nie całkiem... taki temat w ogóle nie istnieje !! Istnieje tylko
                                                    hucpa
                                                    religijnych.
                                                    >>>
                                                    A w jakim temacie przez całe wieki spierają się filozofowie?

                                                    <<<
                                                    No nie bardzo. Każda definicja w każdej dziedzinie jest od tego, aby
                                                    odróżnić.
                                                    Między innymi odróżnić, czy coś się dzieje w głowie jedynie czy w
                                                    świecie poza
                                                    głową.
                                                    >>>
                                                    Wg tego co pisze grgkh, a Ty dałeś temu aprobatę nie ma swiata poza
                                                    naszą głową. Nie rozstrzygam , czy to jest słuszne czy nie, ale na
                                                    pewno jest to niekonsekwencja wobec powyżej przytoczonego cytatu.

                                                    <<<
                                                    Owszem, źle wprowadzasz tu manipulację czasem . Spróbuj uwzględnić w
                                                    swoich
                                                    rozważaniach, że nie istnieje słońce z czasów erectusa. Jest
                                                    12.11.2009.
                                                    A słońce było przez erectusa zdefiniowane. On je widział i czuł jego
                                                    działanie.
                                                    Była to zapewne definicja dalece niedoskonała,...
                                                    >>>
                                                    Ale ja pisałem o promieniowaniu cieplnym , a nie o slońcu. Ale nie
                                                    ma sprawy, w miejsce promieniowania cieplnego można wstawić
                                                    promieniowanie kosmiczne, którego erectus nie mógł doświadczać, a
                                                    już na pewno zdefiniować.

                                                    <<<
                                                    A Ty swoje beztreściowe ble, ble...! Jeśli to coś jest zdefiniowane
                                                    można
                                                    wykazać jego istnienie/nieistnienie , a jeśli nie to jest tylko
                                                    pseudofilozoficzne bicie piany.
                                                    >>>
                                                    Ale zarówno Bóg jak i krasnal jest zdefiniowany. Podałem Ci
                                                    znaczenie słowa Bóg. To jest zadaniem definicji. Teraz temat
                                                    otwarty... istnieje? nie istnieje?

                                                    <<<
                                                    **Poza tym , przypominasz, że Bóg nie jest zdefiniowany, a ja
                                                    przypominam, że jest.**

                                                    Bo ciągle nie chcesz zrozumieć pojęcia definicji i zasad oraz celów
                                                    definiowania. Dowolny bełkot zawierający frazą "to jest..." nie jest
                                                    jeszcze
                                                    definicją.
                                                    Nowe pojecie musi być definiowane za pomocą pojęć zdefiniowanych w
                                                    danym
                                                    języku/zakresie.
                                                    >>>
                                                    Proszę bardzo.
                                                    1. Wg kociaka : Bóg to przyczyna powstania materii, energii,
                                                    przestrzeni.
                                                    Które z pojęć użytych w powyższej definicji Boga są spoza
                                                    języka/zakresu?

                                                    2. krasnal to istota rozumna , nosząca czerwoną czapkę z białym
                                                    pomponem, wykonująca figlarne czynności tylko wtedy gdy nikt jej nie
                                                    widzi, a skutki tych czynności są widoczne.
                                                    Które z pojęć użytych w powyższej definicji krasnala są spoza
                                                    języka/zakresu?

                                                    <<<
                                                    Jak wyżej: nikt nie wykazał istnienia w świecie czegoś takiego jak
                                                    przyczyna czy
                                                    kreacja, więc te pojęcia nie mogą służyć do definiowania w świecie
                                                    niczego.
                                                    >>>
                                                    No chyba się zapędziłeś, albo nie to chciałeś powiedzieć. „Czegoś
                                                    takiego” – co chciałeś przez to powiedzieć? Jako pojęcia o
                                                    konkretnym znaczeniu istnieją i służą licznie do opisu świata.
                                                    Natomiast, oczywiście, nikt nie wykazał, że świat miał przyczynę lub
                                                    że świat powstał wskutek kreacji. Ale to już nie jest zakres
                                                    definicji pojęć. To tezy do udowodnienia lub obalenia.

                                                    <<<
                                                    Chyba przeginasz. Wielki Wybuch jest faktem.
                                                    >>>
                                                    Wielki Wybuch jest uznawany za model, hipotezę (najbardziej
                                                    prawdobodobny z tych które się pojawiły) a nie za fakt. To czy jest
                                                    faktem czy nie, nie wiadomo.
                                                    Sam Wielki Wybuch oraz opis świata np. w czasie rzędu 10^-40 sekundy
                                                    to tylko ekstrapolacja na bazie teraźniejszych obserwacji ekspansji
                                                    wszechświata. Uznany byłby za fakt, gdyby teorię powstałą w skutek
                                                    ekstrapolacji potwierdzono by doświadczalnie.

                                                    <<<
                                                    **Np. można wykazać, że nie istnieje największa liczba naturalna, bo
                                                    udowodnione
                                                    jest , że istnieje liczba większa od każdej liczby naturalnej. **

                                                    Wałkujesz na siłę kwestię filozofii, która w świecie nie występuje,
                                                    teraz
                                                    jeszcze dokładasz matematykę i rozważania o liczbach, które również
                                                    w świecie
                                                    nie występują...
                                                    >>>
                                                    Nie na siłę. Trudno uciec od tych dziedzin dyskutując na temat
                                                    istnienia czy nieistnienia. Wałkuję tylko po to by przedstawić linię
                                                    rozumowania i wnioskowania. No i znowu tu trochę niekonsekwencji.
                                                    Gr
                                                  • grgkh Same bzdury i kłamstwa - 1 13.11.09, 01:42
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > z punktu widzenia dziecka poznającego świat wszystko
                                                    > co pojawia się w jego umyśle nie jest zdefiniowane.
                                                    > Stad też nawał pytań z cyklu „a cio to?”. Owszem ,
                                                    > dostaje wyjaśnienie, definicje, a właściwie nazwę.

                                                    Nazwa to nie definicja. Żeby zadać pytanie trzeba dostrzec obiekt, zjawisko lub
                                                    zależność, trzeba dokonać obserwacji, która jest pobraniem danych
                                                    doświadczalnych. Reszta jest szlifowaniem szczegółów opisu świata - albo się
                                                    temu przypisze coś "rozsądnego", zgodnego z regułami "dorosłego" tworzenia
                                                    opisu, albo potraktuje jak pospolity dogmat. Dogmatykowi nie jest potrzebny
                                                    racjonalizm. Wypełnia głowę bełkotem. Ale ten bełkot nie spełnia warunku opisu
                                                    świata - nie jest spójny i logiczny. Dziecko zaczyna od czegoś podobnego do
                                                    bełkotu, od dogmatów, głownie dlatego, że nie zdążyło załadować do swojej
                                                    świadomości wiedzy poukładanej przez ludzkość.

                                                    Tak więc chodzi tutaj o ten wypadkowy, sumaryczny obraz świata tworzony przez
                                                    naukę. Przykład z dzieckiem jest chybiony.

                                                    > Naukowiec przypadkowo odkrywając zjawisko wcześniej nie znane ,
                                                    > najpierw je poprzez percepcje „wpuszcza” do umysłu, a dopiero
                                                    > później je definiuje.

                                                    Nieprawda. Robić to może i tak, i tak. Czasem najpierw się definiuje.
                                                    A potem zdarza się i tak, że definicje się zmienia. Definicje nie są ustalone z
                                                    góry i na zawsze. Tworzą pewien system, do którego mamy się odnosić, by wszystko
                                                    się dawało opisać.

                                                    > A Wy piszecie , że „że w naszej świadomości,
                                                    > w naszym umyśle [...] nie ma prawa pojawić się
                                                    > nic bez definicji”.

                                                    W opisie świata wszystko musi się odnosić do jakichś definicji. Tylko tyle. I
                                                    nie wmawiaj nam tego, czego nie mówimy.

                                                    > Nic nie stoi na przeszkodzie przerzucić się z Boga na krasnali.
                                                    > Problem jest dokładnie ten sam. W dyskusji z grgkh zdefiniowałem
                                                    > krasnala i poprosiłem aby udowodnił ,że tak zdefiniowany nie
                                                    > istnieje, bo twierdził ,ze nie istnieje. Wykręcił się sianem,
                                                    > jak to grgkh.

                                                    Kłamiesz. Powiedziałem, że rozumowanie jest identyczne jak w przypadku boga.

                                                    Tylko poprawnie przeprowadzony dowód mógłby go powołać do istnienia, a
                                                    dowodzeniem ma się zająć ten, kto chce krasnala lub boga umieszczać w opisie
                                                    świata. Ja nie zamierzam, bo nie widzę szansy na to, by się to udało, a Ty mnie
                                                    nie przekonałeś, że krasnal jest niezbędny w tym opisie.

                                                    W efekcie ani jeden, ani drugi nie istnieje.

                                                    Dlaczego wciąż posługujesz się kłamstwami?

                                                    > Czy nauka pozostanie w tym stanie niedoskonałości ,
                                                    > czy może kiedyś nie będzie dla niej żadnych tajemnic,
                                                    > nie wiadomo ( choć grgkh jest pewny tego pierwszego).

                                                    Kłamiesz. NIGDY tak nie twierdziłem. Powiedziałem, że nawet jeśli kiedyś
                                                    odgadniemy wszystkie elementy opisu świata, to i tak, ze względu na naszą
                                                    obecność w jego wnętrzu i logiczną niedostępność do założeń, nie poznamy, czy
                                                    nasze odgadnięcie jest NA PEWNO prawidłowe. I dlatego opisowi świata MUSIMY na
                                                    zawsze nadawać etykietkę tymczasowości. Z tego wynika m.in. konieczność
                                                    stosowania brzytwy Ockhama.

                                                    Dlaczego wciąż posługujesz się kłamstwami?

                                                    > Twierdze ,że nie da się stwierdzić nieistnienia niczego
                                                    > nawet w najdurniejszych formach ( prócz zagadnień, o których
                                                    > wspominałem w poprzednim poście).

                                                    Istnienie jest skutkiem poprawnie przeprowadzonego w danym kontekscie dowodu
                                                    (doświadczenia). Dla tego kontekstu i opisu, który chcemy dlań stworzyć
                                                    jednoznaczne jest istnienie (prawda) lub nieistnienie (fałsz oraz wszystko,
                                                    czego w ogóle nie sprawdzaliśmy). Jest tak bo istnienie dotyczy KONTEKSTU i jest
                                                    sumą doświadczeń.

                                                    Nie ma czegoś takiego jak istnienie na podstawie domniemań ponieważ dla każdego
                                                    domniemania należy oprócz formy "tak, istnieje" podać formę "nie, nie istnieje".
                                                    Domniemanie jest nieokreślone. To jest NULL, brak właściwości
                                                    istnienia/nieistnienia, a nie któraś z nich. Nie wolno używać właściwości, która
                                                    nie została zaalokowana. To inna kategoria. Dopiero doświadczenie lub dowodzenie
                                                    jak w matematyce zmienia ewentualnie sytuację.

                                                    Analogicznie jest w tym przykładzie: Jeśli zbieranie znaczków, pływanie lub
                                                    jedzenie gówna jest hobby, to jest to właściwość istniejąca. Dla kogoś, kto
                                                    niczego takiego nie robi w ogóle nie istnieje pojęcie hobby.

                                                    > Twierdze przy tym , że nie da się wykluczyć istnienia
                                                    > wszystkiego w najdurniejszych formach, ale potwierdzić to
                                                    > istnienie i uznać za fakt można tylko po prawidłowo
                                                    > przeprowadzonym dowodzie.

                                                    I znów pieprzysz o głupotach. Mówimy o naszym opisywaniu świata, o formułowaniu
                                                    za pomocą systemu pojęciowego obrazu tego świata w świadomości, a nie o BITACH
                                                    informacji, które wciekają do naszych mózgów jako bezpostaciowa, informacyjna
                                                    pulpa. W tych bitach są tylko bity. Tylko te, które do naszego wnętrza dotrą,
                                                    anie cały świat, w którym chcesz umieszczać swoje subiektywne definicje.

                                                    Mylisz wycinkowy strumień informacji ze świata absorbowany i przetwarzany przez
                                                    naszą świadomość, ułamek tego świata o takiej postaci z opisem tworzonym za
                                                    pomocą systemu "tokenów".

                                                    > To o czym pisuje grgkh , a mianowicie, że stwierdzono
                                                    > istnienie czegoś, a później się okazało,że to nie istnieje,
                                                    > to tylko wynik błędnie przeprowadzonego dowodu ( bazującego na
                                                    > niewłasciwych danych, niepotwierdzonych mylnie interpretowanych
                                                    > faktach itp.)

                                                    I nigdy nie zdobędziesz pewności, że się nie mylisz. Wszystko może być iluzją.
                                                    Opis świata jest TYMCZASOWY i KONTEKSTOWY. Istnieje w nim to, co zostało
                                                    aktualnie potwierdzone doświadczalnie. Nie można opisywać świata bez odniesienia
                                                    do niego, a opisując trzeba pamiętać, że jest to opis subiektywny, interpretowany.

                                                    > A w jakim temacie przez całe wieki spierają się filozofowie?

                                                    Banda idiotów. Z nielicznymi wyjątkami.

                                                    > Wg tego co pisze grgkh, a Ty dałeś temu aprobatę nie
                                                    > ma swiata poza naszą głową.

                                                    Kłamiesz. Nie mówię tak. Jest świat reguł. I jest interpreter tych reguł - nasz
                                                    mózg, który stosuje logikę do ich porządkowania, do tworzenia opisu świata.

                                                    > Nie rozstrzygam , czy to jest słuszne czy nie,
                                                    > ale na pewno jest to niekonsekwencja wobec powyżej
                                                    > przytoczonego cytatu.

                                                    W moim rozumowaniu nie ma żadnej niekonsekwencji.

                                                    > Ale zarówno Bóg jak i krasnal jest zdefiniowany. Podałem Ci
                                                    > znaczenie słowa Bóg. To jest zadaniem definicji. Teraz temat
                                                    > otwarty... istnieje? nie istnieje?

                                                    Dopóki nie udowodnisz, że istnieją, jest oczywiste, że nie istnieją. Nie ma ich
                                                    w opisie świata bez dowodu.

                                                    > 1. Wg kociaka : Bóg to przyczyna powstania materii,
                                                    > energii, przestrzeni.

                                                    To jest klasyczne błędne koło. Definiujesz przyczynę jako przyczynę. W takiej
                                                    wersji bóg nie istnieje, jest zbędny i wypada z opisu świata. Przyczyną, zgodnie
                                                    z logiką matematycznego tworzenia opisu świata, są AKSJOMATY i nic więcej.

                                                    > Które z pojęć użytych w powyższej definicji Boga są spoza
                                                    > języka/zakresu?

                                                    I nie używaj boga imiennego, bo stajesz się wyznawcą konkretnej, jednej tylko
                                                    religii, jej religiantem.

                                                    > 2. krasnal to istota rozumna , nosząca czerwoną czapkę
                                                    > z białym pomponem, wykonująca figlarne czynności tylko
                                                    > wtedy gdy nikt jej nie widzi, a skutki tych czynności
                                                    > są widoczne.

                                                    Jeśli z założenia NIKT krasnala nie może zobaczyć, to nie możesz mu przypisywać
                                                    żadnej WIDZIALNEJ cechy, bo cechy widzialne są SKUTKIEM obserwacji. Nie możesz
                                                    mu przypisywać czapki z tego samego powodu. Rozumność można by mu przypisać
                                                    tylko wtedy, gdybyśmy doświadczalnie stwierdzili u niego mózg. Itd. cała
                                                    definicja jest do dupy. Taki krasnal nie istnieje. Istnieje tylko to i o takich
                                                    cechach, które dają się doświadczalnie potwierdzić. I dopiero może to zaistnieć
                                                    w modelu, opisie świata.
                                                  • kiwaczek11 Re: Same bzdury i kłamstwa - cz.A 14.11.09, 20:29
                                                    <<<
                                                    z punktu widzenia dziecka poznającego świat wszystko
                                                    > co pojawia się w jego umyśle nie jest zdefiniowane.
                                                    > Stad też nawał pytań z cyklu „a cio to?”. Owszem ,
                                                    > dostaje wyjaśnienie, definicje, a właściwie nazwę.

                                                    Nazwa to nie definicja.
                                                    >>>
                                                    Toteż zrobiłem rozdzielność. Jaśnie pan zauważyć nie raczył.

                                                    <<<
                                                    Żeby zadać pytanie trzeba dostrzec obiekt, zjawisko lub
                                                    zależność, trzeba dokonać obserwacji, która jest pobraniem danych
                                                    doświadczalnych. Reszta jest szlifowaniem szczegółów opisu świata -
                                                    albo się
                                                    temu przypisze coś "rozsądnego", zgodnego z regułami "dorosłego"
                                                    tworzenia
                                                    opisu, albo potraktuje jak pospolity dogmat. ,
                                                    >>>
                                                    Dlatego pisanie , że nic nie może się pojawiać w naszych umysłach
                                                    bez definicji , nie robiąc przy tym rozdzielności empirii ( w
                                                    zakresie której to nie prawda) od abstrakcji (w zakresie której to
                                                    może być prawdziwe) to bzdura lub manipulacja
                                                    <<<
                                                    Tak więc chodzi tutaj o ten wypadkowy, sumaryczny obraz świata
                                                    tworzony przez
                                                    naukę. Przykład z dzieckiem jest chybiony.
                                                    >>>
                                                    Nauka w sferze empirii bardzo często zachowuje się jak dziecko z
                                                    powyższego przykładu. Najpierw obserwuje, później to definiuje i
                                                    próbuje wpakować w jakieś poukładane ramy.

                                                    <<<
                                                    > Naukowiec przypadkowo odkrywając zjawisko wcześniej nie znane ,
                                                    > najpierw je poprzez percepcje „wpuszcza” do umysłu, a dopiero
                                                    > później je definiuje.

                                                    Nieprawda. Robić to może i tak, i tak. Czasem najpierw się definiuje.
                                                    >>>
                                                    No i patrz jak manipulujesz. Piszesz „nieprawda”, a za chwilę „ może
                                                    robić tak i tak”. No to prawda, czy nie prawda? A może prawda i
                                                    nieprawda?
                                                    To co napisałeś dotyczy sfery zagadnień abstrakcyjnych. Najpierw
                                                    zdefiniowano liczby urojone, a później wykorzystano je do
                                                    modelowania zjawisk w obwodach elektrycznych. Ale ja powyżej pisałem
                                                    o empirii, bo napisałem „odkrywając zjawisko”. Pilnuj się , do czego
                                                    się odnosisz i nie rób obory.
                                                    A poza tym, skoro „ robić to może tak i tak”, to jest to sprzeczne z
                                                    tezą , do której się odnosiłem, a mianowicie, że „nic nie może się
                                                    pojawić w naszych umysłach bez definicji”.

                                                    <<<
                                                    A Wy piszecie , że „że w naszej świadomości,
                                                    > w naszym umyśle [...] nie ma prawa pojawić się
                                                    > nic bez definicji”.

                                                    W opisie świata wszystko musi się odnosić do jakichś definicji.
                                                    Tylko tyle. I
                                                    nie wmawiaj nam tego, czego nie mówimy.
                                                    >>>
                                                    Racz zauważyć, że to nie mój wymysł. Przytoczyłem cytat
                                                    astrotaurusa, który powoływał się na Ciebie. Miej zatem do niego
                                                    pretensję.

                                                    <<<
                                                    > Nic nie stoi na przeszkodzie przerzucić się z Boga na krasnali.
                                                    > Problem jest dokładnie ten sam. W dyskusji z grgkh zdefiniowałem
                                                    > krasnala i poprosiłem aby udowodnił ,że tak zdefiniowany nie
                                                    > istnieje, bo twierdził ,ze nie istnieje. Wykręcił się sianem,
                                                    > jak to grgkh.

                                                    Kłamiesz. Powiedziałem, że rozumowanie jest identyczne jak w
                                                    przypadku boga.
                                                    Tylko poprawnie przeprowadzony dowód mógłby go powołać do istnienia,
                                                    a
                                                    dowodzeniem ma się zająć ten, kto chce krasnala lub boga umieszczać
                                                    w opisie
                                                    świata. Ja nie zamierzam, bo nie widzę szansy na to, by się to
                                                    udało, a Ty mnie
                                                    nie przekonałeś, że krasnal jest niezbędny w tym opisie
                                                    >>>
                                                    To jest link do mojego wpisu gdzię poprosiłem o udowodnienie tezy o
                                                    nieistnieu krasnala zdefiniowanego jak w tym wpisie:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,92767,102032778,102129230,Re_Rozprawka_o_istnieniu.html
                                                    Dowodzić prawdziwosci tezy powinien ten kto ją stawia. Ja nie
                                                    stawiam tezy , że krasnale istnieją. Ty stawiasz tezę ,że krasnale
                                                    nieistnieja.
                                                    Dalej można poczytac w jaki sposób odpowiadałes.
                                                    Przy tym wszystkim nazywasz mnie kłamcą. To jest kolejna ( jedna z
                                                    wielu) sytuacji, w której zgodnie z zasadami dobrego wychowania
                                                    powinieneś dostać w pysk.

                                                    <<<
                                                    Czy nauka pozostanie w tym stanie niedoskonałości ,
                                                    > czy może kiedyś nie będzie dla niej żadnych tajemnic,
                                                    > nie wiadomo ( choć grgkh jest pewny tego pierwszego).

                                                    Kłamiesz. NIGDY tak nie twierdziłem. Powiedziałem, że nawet jeśli
                                                    kiedyś
                                                    odgadniemy wszystkie elementy opisu świata, to i tak, ze względu na
                                                    naszą
                                                    obecność w jego wnętrzu i logiczną niedostępność do założeń, nie
                                                    poznamy, czy
                                                    nasze odgadnięcie jest NA PEWNO prawidłowe.
                                                    >>>
                                                    To co napisałem wynika z tego co napisałeś, choćby powyżej.
                                                    Dlaczego kłamiesz, że ja kłamię?

                                                    <<<
                                                    Istnienie jest skutkiem poprawnie przeprowadzonego w danym
                                                    kontekscie dowodu (doświadczenia).
                                                    >>>
                                                    Skutkiem przeprowadzonego dowodu ( doświadczenia ) jest STWIERDZENIE
                                                    istnienia, a nie istnienie. Dlatego ,że twierdzisz to co
                                                    zacytowałem, przypadek nowo odkrytych gatunków przybrał wg Twoich
                                                    wywodów absurdalną formę, tj. gatunki żyły wtedy , gdy jeszcze nie
                                                    istniały. Bo do takiego wniosku prowadzą Twoje wywody.

                                                    <<<
                                                    To jest NULL, brak właściwości istnienia/nieistnienia, a nie któraś
                                                    z nich. Nie wolno używać właściwości, która nie została zaalokowana.
                                                    To inna kategoria. Dopiero doświadczenie lub dowodzenie jak w
                                                    matematyce zmienia ewentualnie sytuację.
                                                    >>>
                                                    Dlatego zarówno twierdzenie o istnieniu Boga , jak i twierdzenie o
                                                    nieistnieniu Boga jest NULLowate. Dlatego ani jedno ani drugie nie
                                                    jest ani prawdziwe, ani fałszywe. Ty twierdzisz, że twierdzenie o
                                                    istnieniu Boga jest fałszywe, a twierdzenie o nieistnieniu Boga jest
                                                    prawdziwe. Mimo tego , co napisałeś powyżej.

                                                    <<<
                                                    > Twierdze przy tym , że nie da się wykluczyć istnienia
                                                    > wszystkiego w najdurniejszych formach, ale potwierdzić to
                                                    > istnienie i uznać za fakt można tylko po prawidłowo
                                                    > przeprowadzonym dowodzie.

                                                    I znów pieprzysz o głupotach.
                                                    >>>
                                                    Podtrzymuje. Logiczne i oczywiste. To Ty pieprzysz o głupotach.

                                                    <<<
                                                    To o czym pisuje grgkh , a mianowicie, że stwierdzono
                                                    > istnienie czegoś, a później się okazało,że to nie istnieje,
                                                    > to tylko wynik błędnie przeprowadzonego dowodu ( bazującego na
                                                    > niewłasciwych danych, niepotwierdzonych mylnie interpretowanych
                                                    > faktach itp.)

                                                    I nigdy nie zdobędziesz pewności, że się nie mylisz. Wszystko może
                                                    być iluzją.
                                                    >>>
                                                    Znów nie zakumałeś. Nie o to chodzi. Jeśli dowiedziono istneinia
                                                    czegoś w sposób prawidłowy , to nawet jeśli okaże się to iluzją , to
                                                    w tych warunkach , w których dowód był przeprowadzany, istnienie
                                                    nadal jest potwierdzalne. Jeśli udowodniono istnienie czegoś poprzez
                                                    przeprowadzenie fałszywego ( nieprawidłowego) dowodu, nawet jeśli
                                                    nie okaże się iluzją , to w tych samych warunkach istnienie nie
                                                    jest potwierdzalne.


                                                  • grgkh Re: Same bzdury i kłamstwa - cz.A 15.11.09, 18:14
                                                    W opisie świata w naszej świadomości istnieje TYLKO to, co zostało udowodnione.
                                                    Reszta tam nie istnieje.
                                                  • kiwaczek11 Re: Same bzdury i kłamstwa - cz.B 14.11.09, 20:30
                                                    <<<
                                                    > A w jakim temacie przez całe wieki spierają się filozofowie?
                                                    Banda idiotów. Z nielicznymi wyjątkami.
                                                    >>>
                                                    Zapewne się do nich zaliczasz.

                                                    <<<
                                                    Które z pojęć użytych w powyższej definicji Boga są spoza
                                                    > języka/zakresu?

                                                    I nie używaj boga imiennego, bo stajesz się wyznawcą konkretnej,
                                                    jednej tylko
                                                    religii, jej religiantem.
                                                    >>>
                                                    Znów siano. Nie odpowiedziałeś na pytanie.

                                                    <<<<<<<<
                                                    > 2. krasnal to istota rozumna , nosząca czerwoną czapkę
                                                    > z białym pomponem, wykonująca figlarne czynności tylko
                                                    > wtedy gdy nikt jej nie widzi, a skutki tych czynności
                                                    > są widoczne.

                                                    Jeśli z założenia NIKT krasnala nie może zobaczyć, to nie możesz mu
                                                    przypisywać
                                                    żadnej WIDZIALNEJ cechy, bo cechy widzialne są SKUTKIEM obserwacji.
                                                    Nie możesz
                                                    mu przypisywać czapki z tego samego powodu. Rozumność można by mu
                                                    przypisać
                                                    tylko wtedy, gdybyśmy doświadczalnie stwierdzili u niego mózg. Itd.
                                                    cała
                                                    definicja jest do dupy.
                                                    >>>
                                                    Jak zwykle czytasz co chcesz przeczytać, a nie to co jest napisane.
                                                    Nie napisałem, że nikt NIE MOŻE go zobaczyć, tylko jest aktywny
                                                    wtedy kiedy go nikt nie widzi!!!. Nie umiesz czytać ze zrozumieniem.
                                                    Stwierdzam niezliczony już raz.
                                                    <<<
                                                    Rozumność można by mu przypisać
                                                    tylko wtedy, gdybyśmy doświadczalnie stwierdzili u niego mózg
                                                    >>>>>>>>
                                                    To jest definicja!!! Zdefiniowanie obiektu, istoty. Wykazanie czy
                                                    istnieje czy nie, czy jest rozumny czy nie , to zakres dowodu, a nie
                                                    definicji.
                                                    „Okrąg to zbiór punktów odległych od ustalonego punktu o zadaną
                                                    odległość.” Stwierdziłeś może doświadczalnie punkt?
                                                  • grgkh Re: Same bzdury i kłamstwa - cz.B 15.11.09, 18:15
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > A w jakim temacie przez całe wieki spierają się filozofowie?
                                                    > Banda idiotów. Z nielicznymi wyjątkami.
                                                    > >>>
                                                    > Zapewne się do nich zaliczasz.

                                                    Nie. To Ty się do tych idiotów zaliczasz. smile
                                                  • grgkh Same bzdury i kłamstwa - 2 13.11.09, 01:48
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Natomiast, oczywiście, nikt nie wykazał, że świat miał przyczynę

                                                    Przyczyną każdej zmienności w naszym świecie jest jakaś reguła, przekazywanie
                                                    oddziaływań według niej. Łańcuch przyczyn prowadzony wstecz kończy się na
                                                    złożeniach, bo bez założeń nie zaistniałaby uporządkowana regułami zmienność.
                                                    Świat miał przyczynę - założenia, aksjomaty. To jest jego początek.

                                                    > lub że świat powstał wskutek kreacji. Ale to już nie jest zakres
                                                    > definicji pojęć. To tezy do udowodnienia lub obalenia.

                                                    Nie ma rozdziału kreacji od trwania po niej. Wszystko podlega tym samym regułom.
                                                  • kiwaczek11 Re: Same bzdury i kłamstwa - 2 14.11.09, 22:52
                                                    <<<
                                                    < Natomiast, oczywiście, nikt nie wykazał, że świat miał przyczynę

                                                    Przyczyną każdej zmienności w naszym świecie jest jakaś reguła,
                                                    >>>
                                                    Bzdura. Nie każda zmienność jest spowodowana przez działanie reguły.
                                                    Są przypadki zmienności powodowane regułami , np. regułami
                                                    dotyczącymi oddziaływań elementarnych, są także przypadki
                                                    zmienności, gdzie reguły tylko opisują stopień i formę zmian, a nie
                                                    powodują tych zmiany, np. reguła przekory. Aby taka reguła
                                                    spowodowała zmianę, musi nastąpić inicjacja procesu, który umożliwi
                                                    zadziałanie reguły. A wystąpienie tej inicjacji nie musi podlegać
                                                    żadnej regule. Może o tym decydować zupełna przypadkowość. Reguła
                                                    taka zawiera składnik „Jeżeli...”. Jeżeli poruszę zamkniętą cewką
                                                    wokół magnesu, to powstanie pole magnetyczne ( zaistnieje zmiana)
                                                    przeciwdziałające temu ruchowi. Ale najpierw musze poruszyć tą
                                                    cewką. Wprowadzić zmianę. To czy to zrobię czy nie, nie podlega
                                                    regule. Zależy to od przypadku lub mojej woli. Więc nie każda zmiana
                                                    spowodowana jest istnieniem reguły.

                                                    <<<
                                                    przekazywanie oddziaływań według niej.
                                                    >>>
                                                    To już bliższe prawdy, ale zważywszy , że zrobiłeś równość
                                                    tożsamościową między tym ,a „Przyczyną każdej zmienności w naszym
                                                    świecie jest jakaś reguła”, rodzi się wątpliwość , czy oby na pewno
                                                    wiesz o czym piszesz.

                                                    <<<
                                                    Łańcuch przyczyn prowadzony wstecz kończy się na
                                                    złożeniach, bo bez założeń nie zaistniałaby uporządkowana regułami
                                                    zmienność.
                                                    Świat miał przyczynę - założenia, aksjomaty. To jest jego początek.
                                                    >>>
                                                    Po pierwsze tego nie sposób zweryfikować. Po drugie, wg tego co
                                                    kiedyś pisałeś, tyle że w stosunku do Boga jako przyczyny powstania
                                                    świata, jeśli szukasz przyczyny to do końca musisz stawiać
                                                    pytanie „co było przyczyną? I tu wstawiasz to, co znalazło się na
                                                    początku tego łańcucha. Wtedy pytałeś co było przyczyną Boga. Ja
                                                    pytam, jakie były przyczyny powstania aksjomatów, założeń? Nie
                                                    wyjdziesz z tego błędnego koła , bo nie ma weryfikowalnej odpowiedzi.
                                                    Poza tym, nawet nie wiadomo, czy świat miał początek.
                                                  • grgkh Re: Same bzdury i kłamstwa - 2 15.11.09, 18:33
                                                    kiwaczek11 napisał:


                                                    > > Przyczyną każdej zmienności w naszym
                                                    > > świecie jest jakaś reguła,

                                                    > Bzdura.

                                                    Jeśli nie reguła, to chaos? Brak reguły? Szajba już Ci całkiem odbiła, kiwaczek.

                                                    > Nie każda zmienność jest spowodowana przez działanie reguły.

                                                    A przez co?

                                                    > Są przypadki zmienności powodowane regułami , np. regułami
                                                    > dotyczącymi oddziaływań elementarnych, są także przypadki
                                                    > zmienności, gdzie reguły tylko opisują stopień i formę zmian,
                                                    > a nie powodują tych zmiany, np. reguła przekory.

                                                    A co to ma do rzeczy. Nadal poświadczasz, że mam rację. smile

                                                    > Aby taka reguła spowodowała zmianę, musi nastąpić inicjacja
                                                    > procesu, który umożliwi zadziałanie reguły. A wystąpienie tej
                                                    > inicjacji nie musi podlegać żadnej regule. Może o tym decydować
                                                    > zupełna przypadkowość.

                                                    Przypadkowość, czyli chaos, czyli zaprzeczenie reguły, które ją wyklucza?

                                                    Odejdź, kiwaczek, odejdź i nie kompromituj się dalej.

                                                    > Reguła
                                                    > taka zawiera składnik „Jeżeli...”. Jeżeli poruszę zamkniętą cewką
                                                    > wokół magnesu, to powstanie pole magnetyczne ( zaistnieje zmiana)
                                                    > przeciwdziałające temu ruchowi. Ale najpierw musze poruszyć tą
                                                    > cewką. Wprowadzić zmianę. To czy to zrobię czy nie, nie podlega
                                                    > regule. Zależy to od przypadku lub mojej woli. Więc nie każda
                                                    > zmiana spowodowana jest istnieniem reguły.

                                                    Ależ Ty potwierdzasz moją tezę. smile "Uruchamiasz regułę" i w jej wyniku powstaje
                                                    zmienność. A ja nic innego nie mówię. Powiedziałem, że KAŻDA zmienność jest
                                                    skutkiem reguły.

                                                    Twój okrzyk "bzdura" jest bez sensu, bo to ja mam rację. smile

                                                    > > Świat miał przyczynę - założenia, aksjomaty.
                                                    > > To jest jego początek.

                                                    > Po pierwsze tego nie sposób zweryfikować.

                                                    A właśnie że "sposób zweryfikować". Gdyby świat nie miał założeń, które cały
                                                    czas skutkują regułami obecnie dostrzeganymi, to byłby chaotyczny. A nie jest,
                                                    bo JAKIEŚ reguły jego działania widzimy. Ich początek to założenia, aksjomaty.

                                                    > Po drugie, wg tego co kiedyś pisałeś,

                                                    Masz słabą pamięć. wink

                                                    > tyle że w stosunku do Boga jako przyczyny Ja
                                                    > pytam, jakie były przyczyny powstania aksjomatów, założeń?

                                                    Aksjomaty są pierwsze i - z definicji - nie stawia się przed nimi niczego. Taka
                                                    jest definicja. Uzupełnij wiedzę, np. tutaj pl.wikipedia.org/wiki/Aksjologia

                                                    > Nie wyjdziesz z tego błędnego koła ,
                                                    > bo nie ma weryfikowalnej odpowiedzi.
                                                    > Poza tym, nawet nie wiadomo, czy świat miał początek.

                                                    Wprost przeciwnie, wszyscy wychodzą. To stara historia, a Ty pozostałeś ze swoją
                                                    wiedzą w wiekach średnich. smile

                                                    Idź do lamusa, kiwaczek. Takie numery już dziś nie przechodzą.
                                                  • kiwaczek11 Re: Same bzdury i kłamstwa - 2 15.11.09, 20:12
                                                    <<<
                                                    Reguła
                                                    > taka zawiera składnik „Jeżeli...”. Jeżeli poruszę zamkniętą cewką
                                                    > wokół magnesu, to powstanie pole magnetyczne ( zaistnieje zmiana)
                                                    > przeciwdziałające temu ruchowi. Ale najpierw musze poruszyć tą
                                                    > cewką. Wprowadzić zmianę. To czy to zrobię czy nie, nie podlega
                                                    > regule. Zależy to od przypadku lub mojej woli. Więc nie każda
                                                    > zmiana spowodowana jest istnieniem reguły.

                                                    Ależ Ty potwierdzasz moją tezę. "Uruchamiasz regułę" i w jej wyniku
                                                    powstaje
                                                    zmienność. A ja nic innego nie mówię. Powiedziałem, że KAŻDA
                                                    zmienność jest
                                                    skutkiem reguły.
                                                    >>>
                                                    Nie potwierdzam Twojej tezy. Nie widzisz różnicy między nią , a tym
                                                    co Ci napisałem.
                                                    Regułą jest, że wypowiedzi skierowane do Ciebie trzeba formułować w
                                                    wydaniu „kawa na ławę”, choć i tak bez gwarancji ,ze zrozumiesz
                                                    treść wypowiedzi. Nobody’s perfect, dlatego nie zawsze o tym
                                                    pamiętam i nie zawsze chce mi się o tym pamiętać.
                                                    Otóż napisałem właśnie, że nie każda zmienność jest skutkiem
                                                    reguły. Nie każde zaistnienie zmiany jest skutkiem reguły. Aby
                                                    wytworzyło się przeciwdziałające pole magnetyczne ( którego
                                                    działanie opisuje reguła przekory Lorenza), a więc , żeby zaistniała
                                                    ta zmiana, musi być wprowadzona do układu zmiana inicjująca.
                                                    Zaistnienine tej inicjującej zmiany nie jest wynikiem działania
                                                    reguły ( bo zawsze byłoby wiadomo, że taka zmiana zaistnieje), lecz
                                                    jest skutkiem przypadku lub woli ( np. mojej woli kręcenia cewką).
                                                    Dlatego mówienie, że każda zmiana jest skutkiem reguły jest
                                                    nieprawdziwe.
                                                    Zmienność o której Ty piszesz w odniesieniu do powstania
                                                    wszechświata NIE MUSIAŁA zaistnieć w wyniku reguły. Mogła zaistnieć
                                                    w wyniku przypadku lub woli.

                                                    <<<
                                                    > > Świat miał przyczynę - założenia, aksjomaty.
                                                    > > To jest jego początek.

                                                    > Po pierwsze tego nie sposób zweryfikować.

                                                    A właśnie że "sposób zweryfikować". Gdyby świat nie miał założeń,
                                                    które cały
                                                    czas skutkują regułami obecnie dostrzeganymi, to byłby chaotyczny. A
                                                    nie jest,
                                                    bo JAKIEŚ reguły jego działania widzimy. Ich początek to założenia,
                                                    aksjomaty.
                                                    >>>
                                                    Nie można prognozować bez wprowadzania błędu wnioskowania ( zarówno
                                                    wstecz , jak i w przód) zachowań układu nie znając jego wszystkich
                                                    parametrów. A jak sam pisujesz, nie znasz ( ja tez nie) wszystkich
                                                    parametrów układu p.t.:”świat”. Dlatego nie jest możliwe ( jak na
                                                    razie) zweryfikowanie tezy, że świat miał przyczynę i , że przyczyną
                                                    jest coś , co określasz jako ” aksjomaty i założenia”.


                                                    <<<
                                                    Aksjomaty są pierwsze i - z definicji - nie stawia się przed nimi
                                                    niczego. Taka
                                                    jest definicja. Uzupełnij wiedzę, np. tutaj
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Aksjologia
                                                    >>>
                                                    W posługiwaniu się „ambitnie” zdobytą wiedzą z zakresu różnych
                                                    zagadnień, które przytaczasz i powołujesz się na nie w dyskusjach,
                                                    Twoje działanie można by określić nazwą XERO. Kopiujesz równie
                                                    wiernie i równie bezmyślnie , jak to poczciwe i użyteczne
                                                    urządzenie. Tak było z entropią i entropią Shannona, tak jest z
                                                    brzytwą Ockhama, tak jest i z aksjomatami.
                                                    Za tą samą Wikipedią:
                                                    „Aksjomaty [...] to zdania przyjmowane za prawdziwe, których nie
                                                    dowodzi się w obrębie danej teorii matematycznej. [...]są zdaniami
                                                    wyodrębnionymi spośród wszystkich twierdzeń danej teorii, wybranymi
                                                    tak, aby wynikały z nich wszystkie pozostałe twierdzenia tej teorii.
                                                    [...] Formalnie aksjomatem może być dowolna niesprzeczna wewnętrznie
                                                    formuła zdaniowa wyrażona w języku danej teorii”.

                                                    Aksjomaty PRZYJMOWANE są wtedy, kiedy zaczynamy budować teorię,
                                                    model, który musi mieć jakiś punkt odniesienia. Tym punktem
                                                    odniesienia jest układ aksjomatów. Ale aksjomaty trzeba najpierw
                                                    sformułować tak, aby spełniały powyżej zacytowane warunki bycia
                                                    aksjomatem. Kto to robi? Autor teorii, modelu. W tym sensie ( i
                                                    tylko w tym) rzeczywiście „aksjomaty są pierwsze”.
                                                    Kto lub co sformułowało zestaw aksjomatów, który wg Ciebie
                                                    jest „początkiem świata”?
                                                    Przeczytałeś , o koniach mechanicznych i szukasz grzywy pod pokrywą
                                                    silnika.
                                                  • kiwaczek11 Re: Same bzdury i kłamstwa - 2 _ uzupełnienie 15.11.09, 20:23
                                                    napisałem:
                                                    <<<
                                                    Ale aksjomaty trzeba najpierw
                                                    sformułować tak, aby spełniały powyżej zacytowane warunki bycia
                                                    aksjomatem. Kto to robi? Autor teorii, modelu.
                                                    >>>
                                                    Oczywiście autor teorii może wykorzystać istniejące aksjomaty, ale
                                                    ta kiedyś przez kogoś zostały najpierw sformułowane. przed
                                                    aksjomatami był proces ich formułowania.
                                                  • astrotaurus Re: Same bzdury i kłamstwa - 2 18.11.09, 10:42
                                                    kiwaczek11 napisał:


                                                    ** Otóż napisałem właśnie, że nie każda zmienność jest skutkiem reguły. Nie
                                                    każde zaistnienie zmiany jest skutkiem reguły. Aby wytworzyło się
                                                    przeciwdziałające pole magnetyczne ( którego działanie opisuje reguła przekory
                                                    Lorenza), a więc , żeby zaistniała ta zmiana, musi być wprowadzona do układu
                                                    zmiana inicjująca.
                                                    Zaistnienine tej inicjującej zmiany nie jest wynikiem działania reguły ( bo
                                                    zawsze byłoby wiadomo, że taka zmiana zaistnieje), lecz jest skutkiem przypadku
                                                    lub woli ( np. mojej woli kręcenia cewką). Dlatego mówienie, że każda zmiana
                                                    jest skutkiem reguły jest nieprawdziwe.
                                                    Zmienność o której Ty piszesz w odniesieniu do powstania wszechświata NIE
                                                    MUSIAŁA zaistnieć w wyniku reguły. Mogła zaistnieć w wyniku przypadku lub woli.**

                                                    Nie mam czasu, ale może to i lepiej, bo ręce od Twoich kombinacji opadają...
                                                    Żebyś zakręcił cewką z prędkością nadświetlną, albo żeby choć w wyniku kręcenia
                                                    powstał wodotrysk zamiast pola magnetycznego... można by mówić o niezależności
                                                    od reguły. Chociaż i tak w końcu okazałoby się, że nasza znajomość reguł była
                                                    bardzo wadliwa, a teraz się poprawiła...
                                                    Możesz być Bogiem Wszechmogącym dla jakiejś cewki, ale dla świata jesteś
                                                    elementem reguły.

                                                    Faktem jest, że jako część świata nigdy nie ogarniemy całości, bo musielibyśmy
                                                    być od tej całości więksi. I ten prosty fakt, proszę księdza, ksiądz
                                                    wykorzystuje do wciśnięcia do każdej rozmowy słowa, które nic nie znaczy i nic
                                                    nie wyjaśnia.
                                                    Bo ksiądz, proszę księdza musi mieć Instancję Wyższą, albo chociaż Bardo Ważną
                                                    Zasadę Niedotyczącą Niczego, ale im bardziej się tej zasadzie przyglądać, tym
                                                    bardziej niczego ona nie dotyczy.
                                                  • kiwaczek11 Re: kłamstwa - 2 Re: astrotaurus 18.11.09, 22:00
                                                    <<<
                                                    Nie mam czasu, ale może to i lepiej, bo ręce od Twoich kombinacji
                                                    opadają...
                                                    Żebyś zakręcił cewką z prędkością nadświetlną, albo żeby choć w
                                                    wyniku kręcenia
                                                    powstał wodotrysk zamiast pola magnetycznego... można by mówić o
                                                    niezależności
                                                    od reguły.
                                                    >>>
                                                    Zgadzam się z tym co napisałeś, tylko jest drobny, ale zasadniczy
                                                    niuans w kontekście tego, o czym pisał grgkh. To co napisałeś można
                                                    zawrzeć w zdaniu : każda zmienność PRZEBIEGA według jakiejś reguły.
                                                    Grgkh napisał : każda zmienność JEST SKUTKIEM reguły. I odniósł to
                                                    do kwestii powstania świata, jakoby akt powstania tego świata , jako
                                                    przejaw zmienności, był SKUTKIEM reguł (-y), jak mniemam w sensie
                                                    skutku istnienia tych reguł.
                                                    Gdyby grgkh napisał : każda zmienność PREBIEGA według jakieś reguły,
                                                    albo WYNIK ZAISTNIENIA każdej zmiany ( zmienności) jest skutkiem
                                                    jakiejś reguły – zgodziłbym się. Ale z tego niestety nie mógłby
                                                    wysnuć swojego wniosku, że przyczyną powstania świata SĄ reguły.
                                                    Dlatego nie mogę się zgodzić z tym co napisał grgkh, bo nie każda
                                                    zmiana jest wynikiem reguły. Zmiany mogą być POWODOWANE ( nie mylić
                                                    z „przebiegać wg”wink przez reguły ( np. przez oddziaływania
                                                    elementarne), ale mogą zaistnieć także w wyniku przypadku lub woli.

                                                    <<<
                                                    Możesz być Bogiem Wszechmogącym dla jakiejś cewki, ale dla świata
                                                    jesteś
                                                    elementem reguły.
                                                    >>>
                                                    Zmiana stanu cewki ( np. jej prędkości obrotowej) nie musi zależeć
                                                    od reguły. Może zależeć od przypadku lub woli. Mimo, że i ja i ona
                                                    jesteśmy elementami tego samego świata i podlegamy tym samym regułom.

                                                    <<<
                                                    ... proszę księdza, ksiądz wykorzystuje [..] Bo ksiądz, proszę
                                                    księdza ...
                                                    >>>
                                                    smilesmilesmile
                                                    Chyba razem z grgkh chodziliście na ten sam kurs wspomagania
                                                    intuicji. Pieniądze wyrzucone w błoto smile
                                                  • kiwaczek11 Re: kłamstwa - 2 Re: astrotaurus errata 18.11.09, 22:03
                                                    npisałem:
                                                    "Dlatego nie mogę się zgodzić z tym co napisał grgkh, bo nie każda
                                                    zmiana jest wynikiem reguły. "

                                                    Powinno być :
                                                    "Dlatego nie mogę się zgodzić z tym co napisał grgkh, bo nie każda
                                                    zmiana jest skutkiem reguły, w sensie : zaistnienie każdej zmiany
                                                    jest skutkiem reguły"
                                                  • kiwaczek11 cz.2 11.11.09, 20:42
                                                    <<<
                                                    ... w którym taki filozof potrafiłby choć domniemać istnienie
                                                    takiego czegoś w jakimś
                                                    rejonie/zakresie świata.
                                                    >>>
                                                    Ale ja nie mówiłem, że on ma domniemywać. On po prostu nie stwierdzi
                                                    nieistnienia. Stwierdzić może tylko istnienie, o ile będzie miał do
                                                    tego podstawy.

                                                    I od razu spróbuję wyjaśnić, żeby było rzetelnie.
                                                    Napisałem, powyżej , że nie może stwierdzić, czy wykazać
                                                    nieistnienia. Są oczywiście zagadnienia gdzie jest to możliwe, ale
                                                    działa to na innej zasadzie.
                                                    Tezę o nieistnieniu czegoś można uznać za prawdziwą ( a więc można
                                                    stwierdzić nieistnienie tego czegoś) wtedy, gdy jej antyteza, a więc
                                                    teza o istnieniu czegoś będzie sprzeczna z definicją lub tezą
                                                    udowodnioną, i na tej podstawie uznaną za prawdziwą. Np. można
                                                    wykazać, że nie istnieje największa liczba naturalna, bo udowodnione
                                                    jest , że istnieje liczba większa od każdej liczby naturalnej.
                                                    W przypadku Boga zdefiniowanego jako przyczyna powstania świata nie
                                                    ma udowodnionej tezy, z którą taka jego definicja byłaby sprzeczna.
                                                    Wobec tej definicji Boga, tezą do której byłaby ta definicja
                                                    sprzeczna, mogłaby być albo teza o tym ,ze przyczyną powstania
                                                    świata byłoby coś innego niż Bóg ( wtedy definicja Boga jako
                                                    przyczyny świata byłaby nieprawdziwa), albo teza o tym, że świat nie
                                                    miał przyczyny powstania (lub tez w ogóle aktu powstania, w sensie
                                                    początku, pojawienia się w chwili , przed którą go nie było), i
                                                    wtedy definicja Boga jako przyczyna powstania też byłaby
                                                    nieprawdziwa. Wtedy można byłoby powiedzieć, że tak zdefiniowany Bóg
                                                    nie istnieje.
                                                    Ale ani jedna ,ani druga teza nie jest jak dotąd ani potwierdzona,
                                                    ani obalona. Zatem nie można stwierdzić istnienia tak zdefiniowanego
                                                    Boga, jak też nie można stwierdzić nieistnienia tak zdefiniowanego
                                                    Boga.


                                                    <<<
                                                    A dopóki rozważania filozofów zawierają się w całości w sferze
                                                    rozważań bez
                                                    obowiązku odniesienia do świata rzeczywistego nie mieszaj tych
                                                    dziedzin dla
                                                    pustych popisów.
                                                    >>>
                                                    Ależ nie dla pustych popisów. Chodzi o sposób wnioskowania.
                                                    Stawianie wniosków uprawnionych i nieuprawnionych.

                                                    <<<
                                                    **Po słowie „istnieie” i „nieistnienie” możesz wstawić dowolny ( ten
                                                    sam) podmiot. Np. brak dowodu istnienia kwarków czarnej materii nie
                                                    jest dowodem nieistnienia kwarków czarnej materii. Zdanie to jest
                                                    prawdziwe w
                                                    każdym przypadku.**

                                                    Taaaa.... tyle że, śladem Boga, można by tu wstawiać dowolne
                                                    paranoiczne zdania
                                                    zawierające zwrot "to jest". Ufoludki, białe myszki, smoki itp. -
                                                    musielibyśmy
                                                    logicznie (?!) dopuścić istnienie dowolnego tworu. I zamiast
                                                    zajmować się tym co
                                                    ważne musielibyśmy zabezpieczać się cały czas przed inwazją czegoś,
                                                    istnienie
                                                    czego wymyślił sobie dowolny fantasta czy idiota.
                                                    Brzytwa Ockhama chroni nas przed paranoją, bo istnieje tylko to o
                                                    czym wiemy
                                                    (zdefiniowaliśmy), a nie co ktoś wymyślił.
                                                    >>>
                                                    Dokładnie jest tak jak piszesz. Tak to działa. Zamieniłbym tutaj
                                                    tylko słowo „dopuścić” na „nie wykluczać”. Logicznie musielibyśmy
                                                    nie wykluczać istnienie smoków czy ufoludków. Na szczęście brzytwa
                                                    odcina takie byty, aby w ogóle umożliwić budowanie jakiegokolwiek
                                                    modelu czy opisu. Inaczej , tak jak piszesz, musielibyśmy się
                                                    koncentrować na niezliczonej ilości różnorakich bytów, co w finale
                                                    zrobiłoby z nas autystyków. Ale odcięcie brzytwy jest równoznaczne z
                                                    ZAŁOŻENIEM NIEISTNIENIA takich bytów. Tylko z założeniem. Nie jest
                                                    to DOWÓD na ich nieistnienie. Można nie brać ich istnienia pod
                                                    uwagę, ale nie da się stwierdzić z całkowita pewnością ich
                                                    nieistnienia. Niemoznośc stwierdzenia ich nieistnienia nie jest
                                                    tozsame z potwierdzeniem ich istnienia i odwrotnie. Brak dowodu na
                                                    ich istnienie nie jest dowodem na ich nieistnienie.

                                                    <<<
                                                    W ten sposób dowodzisz, że sam podskórnie czujesz, iż Twoje gadanie
                                                    jest nic
                                                    nie warte, że to tylko puste sztuczki bez pokrycia.
                                                    >>>
                                                    Aby się o tym przekonać, wystarczy , ze je dokładnie przeanalizujesz.

                                                    <<<
                                                    **No nie, wg katechizmu KCh cz KK Bóg zdefiniowany jest jako kreator
                                                    świata. Przypisywane są mu różne przymioty i cechy, z którymi
                                                    zresztą
                                                    polemizował grgkh, ale kreator, jak mi się wydaje, jest tą baza
                                                    definicyjną
                                                    Boga. Jak najbardziej odnosi się do realnego
                                                    świata.**

                                                    Bzdura. Dopóki nic nie wiadomo na temat kreacji świata, dopóki nie
                                                    wykazano, że
                                                    świat został wykreowany nie istnieje pojęcie "kreatora świata",
                                                    które może być
                                                    zastosowane do opisu świata. Pozostaje ono ciągle w sferze baśni,
                                                    domniemań,
                                                    wydumań.
                                                    >>>
                                                    W ten sam sposób musiałbyś potraktować np. Wielki Wybuch, który jak
                                                    dotąd funkcjonuje , co prawda jako hipoteza, w opisie świata.



                                                  • grgkh OK, przedyskutujmy założenia 11.11.09, 21:26
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Kwestia jest innego rodzaju. Nie da się (przynajmniej
                                                    > aktualnie) tej , a zarazem definicji Boga zweryfikować pod kątem
                                                    > poprawności, bo nie wiadomo, czy świat powstał wskutek kreacji,
                                                    > czy w ogóle powstał ( w sensie aktu powstania).

                                                    A o co chodzi? Zdefiniuj to. Jakie masz wątpliwości? Co dokładnie je
                                                    powoduje?

                                                    > A tylko taka wiedza
                                                    > mogłaby rozstrzygnąć czy ta teza jest prawdziwa, czy nie.

                                                    Jeśli wprowadzimy precyzyjne definicje, to odpowiedź jest jasna i
                                                    jednoznaczna, przynajmniej ja to tak widzę.
                                                  • kiwaczek11 Re: OK, przedyskutujmy założenia 11.11.09, 22:24
                                                    <<<
                                                    > A o co chodzi?
                                                    >>>

                                                    Zadajesz pytanie, więc to Ty masz jakies watpliwosci . Jeśli mam cos
                                                    wyjaśniać, łatwiej mi będzie kiedy te watpliwości poznam.
                                                  • grgkh Re: OK, przedyskutujmy założenia 12.11.09, 01:48
                                                    To co mówię jest spójne i nie wymaga dodatkowych wyjaśnień. Z tego rozumowania
                                                    wynika jednoznacznie - bóg nie istnieje.

                                                    Wątpliwości masz Ty.

                                                    Jak widzę, nawet nie wiesz o co pytać.
                                                  • kiwaczek11 Re: OK, przedyskutujmy założenia 12.11.09, 07:26
                                                    <<<
                                                    To co mówię jest spójne i nie wymaga dodatkowych wyjaśnień.
                                                    >>>
                                                    Nie zamierzałem wyjaśniać tego co Ty mówisz , tylko to co ja mówię. A skoro
                                                    podałeś konkretny cytat i zapytałeś „ o co chodzi”, zatem masz jakieś
                                                    wątpliwości dotyczące tego cytatu. Zapytałem jakie. Ale na siłę nie będę się
                                                    pchał z wyjaśnieniem. Nie zamierzam Cię przekonywać.
                                                    Nie spotkałem nikogo, kto prowadziłby dyskusję w ten sposób. Myślę , ze znajomy
                                                    psycholog kociaka nie dałby rady.

                                                  • kociak40 Re: jeszcze coś dodam 20.11.09, 04:55

                                                    Tyle tych postów, już nie wiadomo na co się odpowiada.
                                                    Zaciekawiła mnie pewna zmiana grgkh. Kiedyś pisał, że przyczyną są
                                                    macierze. Prowadziłem z nim dyskusję o tych macierzach, nie chciał
                                                    mi odpowiedzieć co chce w tych macierzach umieszczać, jakie prawidła
                                                    matematyczne do nich stosować. Przeszedł na INFORMACJE. Przyczyną
                                                    miała być informacja (no i ta matematyka). Obecnie twierdzi, że
                                                    przyczyną jest AKSJOMAT. Nie wiem jak to rozumieć? Czy jego dowód
                                                    100% na nieistnienie Boga rozwija się, czy zwija?
                                                  • kiwaczek11 Re: kociak 20.11.09, 23:01
                                                    Dyskusja z grgkh jest trudna m.in. dlatego, że nigdy nie ma się
                                                    pewności, czy pojęcia, które wprowadza do dyskusji i nimi operuje
                                                    mają u niego konkretne znaczenie i czy to znaczenie jest zgodne ze
                                                    znaczeniem ogólnie przyjętym ( bo może posługiwać się swoją
                                                    definicją tego pojęcia, ale za każdym razem powinien ją w sposób
                                                    prawidłowy formułować). Często bywa, że o znaczenie ogólno przyjęte
                                                    grgkh się tylko otarł ( o ile w ogóle), a przeczytawszy pośpiesznie
                                                    w wikipedii nie rozumie do końca lub w ogóle nie rozumie znaczenia
                                                    tego pojęcia. Używa ich jak magicznych zaklęć mających uwiarygodnić
                                                    jego racjonalizm i zbieżność jego podejścia z filozofią i
                                                    metodologią nauki. Przeważnie skutkuje to absurdalnymi wnioskami,
                                                    jakie wyciąga na podstawie tej , na kolanie zdobytej „wiedzy”.
                                                    Pomijam już pyszałkowaty , nie rzadko chamski styl polemiki.
                                                  • kociak40 Re: kociak 21.11.09, 04:16

                                                    Oczywiście, wszystko to racja ale dyskusja z grgkh nie dlatego jest
                                                    trudna, że nie ma wiedzy, to jedno, ale ma cechy pieniactwa, a to
                                                    już anomalia psychiatryczna. To trzeba leczyć. Ja już dawno to
                                                    odkryłem i dyskusję z nim traktuję z "przymrózeniem oka", nie
                                                    ciekawi mnie ten jego "dowód" ale jego stan psychiczny.
                                                    Charakterystycznym objawem dla tego typu przypadłości jest publiczne
                                                    dochodzenie swojej racji (często tacy osobnicy procesują się),
                                                    niekończące się dyskusje, obrzucanie wyzwiskami przeciwników itd.
                                                    Proszę zajrzeć do encyklopedii medycznej pod hasło - "pieniactwo",
                                                    wypisz, wymaluj - grgkh. Co gorsze, to samo nie przechodzi, pogłębia
                                                    się.
                                                  • grgkh Re: kociak 21.11.09, 13:07
                                                    Jesteś nieukiem, kociak. Nie rozumiesz logiki i powiedziałeś, że jest ona Tobie
                                                    zbędna. Dalej szkoda z Tobą dyskusję toczyć.
                                                  • kociak40 Re:kiwaczek11 21.11.09, 06:37
                                                    To już wymaga pewnego omówienia, taką głupotę napisał grgkh w
                                                    odpowiedzi dla mnie, co zacytuję:

                                                    "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe. Jeśli element A
                                                    oddziałuje na B, to JEDNOCZEŚNIE element B oddziałuje na A. I tak
                                                    jest w tym samym momencie ze stosunkiem do siebie WSZYSTKICH
                                                    elementów, z których składa się Wszechświat." - grgkh

                                                    Ten człowiek może takie wypisywać głupoty, bo nie zdaje sobie z nich
                                                    sprawy. Tym stwierdzeniem odebrał nagrodę Nobla przyznaną Albertowi
                                                    Einsteinowi za wytłumaczenie zjawiska fotoelektrycznego, zaprzeczył
                                                    Teorii Względnosci oraz podstawie fizyki kwantowej. Być głupim to
                                                    jeszcze nie takie nieszczęscie, ale być głupim i mieć tupet, to już
                                                    choroba psychiczna. Taka niedorzeczność nie może być "puszczona mimo
                                                    uszu" bo może ktoś to czyta, nie zna fizyki i taką brednie może
                                                    przyjąć do wiadomości. Głupim można być ale ogłupiać innych nie
                                                    można. Brak wiedzy nie upoważnia do wypisywania głupot. Dlatego
                                                    muszę powtórzyć jeszcze raz założenia podstawowe aby można było
                                                    uniknąć tej podanej przez grgkh bredni. Zacytuje z podręcznika
                                                    fizyki do wstępu dla zrozumienia Teorii Względnosci jakie A.Einstein
                                                    przyjął:

                                                    1. W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe.
                                                    2. A zatem musi istnieć maksymalna prędkość oddziaływania.
                                                    3. Największą mozliwą prędkoscią oddziaływania jest prędkość
                                                    oddziaływania elektromagnetycznego.
                                                    4. Prędkość oddziaływania elektromagnetycznego jest prędkością
                                                    światła.
                                                    5. Prędkośc światła jest maksymalną możliwą prędkością.
                                                  • grgkh Re:kiwaczek11 21.11.09, 13:17
                                                    Oddziaływania, o których napisałem są faktem.

                                                    Jeśli ciało A oddziałuje na ciało B i C, to RÓWNOCZEŚNIE (bez odwlekania skutku
                                                    w czasie) ciało B oddziałuje na ciało A i C, a ciało C na A i B.

                                                    A Ty jesteś biernym przepisywaczem formułek z podręczników, których sensu nie
                                                    rozumiesz do końca. smile Napisałem Ci, jaki jest sens tego, co mówię, nawet ot
                                                    zacytowałeś, ale to przerasta Twoje zdolności pojmowania. Nie umiesz przeczytać
                                                    krótkiego postu i zrozumieć jego treści.

                                                    Skompromitowałeś się, kociak, ostatecznie. Wykazałem na jak niskim poziomie jest
                                                    Twoja logika i zdolność kojarzenia. smile
                                                  • grgkh Bóg księdza kiwaczka nie istnieje :) 21.11.09, 13:05
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Dyskusja z grgkh jest trudna

                                                    Bo myślę logicznie i nie daję sobie wciskać bzdur. smile

                                                    > m.in. dlatego, że nigdy nie ma się
                                                    > pewności, czy pojęcia, które wprowadza do dyskusji i nimi operuje
                                                    > mają u niego konkretne znaczenie i czy to znaczenie jest zgodne ze
                                                    > znaczeniem ogólnie przyjętym ( bo może posługiwać się swoją
                                                    > definicją tego pojęcia, ale za każdym razem powinien ją w sposób
                                                    > prawidłowy formułować).

                                                    No widzisz... smile Właśnie się na coś takiego natknęliśmy. Definicja pojęcia
                                                    ISTNIENIE. Okazało się, że ksiądz proboszcz używasz pojęcia wieloznacznego,
                                                    zaczerpniętego i stąd, i stamtąd, w sumie nie do przyjęcia podczas dyskutowania
                                                    z sensem.

                                                    Gdy zauważyłem, że taka ogólność pozwala Ci na manipulowanie, poszukałem sposobu
                                                    na przyjęcie definicji, która sięgałaby do sedna sprawy.

                                                    Tam, gdzie jest mowa o dochodzeniu do prawdy, w systemach logicznych
                                                    posługującymi się pojęciami prawdy i fałszu (tych też nie rozumiesz i nimi
                                                    manipulowałeś) istnienie w systemie pojawia się jako wynik uprawdopodobnienia.
                                                    Trudno sobie wyobrazić, żeby system logiczny bez tak zdefiniowanego pojęcia
                                                    istnienia nadawał się do akceptacji. Tak więc pojęcie to mamy już raz na zawsze
                                                    zdefiniowane i nie wolno do niego dodawać innych właściwości, cech, zmieniać tej
                                                    definicji. A kompletnym nieporozumieniem jest mieszanie dla potrzeb księdza
                                                    kiwaczka definicji, którą tu musimy uznać za pierwotną z definicjami z języka
                                                    potocznego.

                                                    Kiwaczek, Ty nie rozumiesz logiki. smile Ja tej definicji nie wymyśliłem sobie. Ona
                                                    jest taką właśnie w logice. Nie studiowałem tejże, więc nie znam historycznej
                                                    ewolucji definicji istnienia i nie chce mi się tego szukać, ale tak jest na
                                                    pewno. To jest logiczne i jedynie możliwe.

                                                    Ksiądz proboszcz natomiast jest po studiach teologicznych, których celem jest
                                                    bełtanie w głowie i chaos logiczny. Ksiądz uznaje sposób dyskusji polegający na
                                                    wymyślaniu milionów bzdur i nieustanym uciekaniu od tematu.

                                                    I to, proszę księdza, u mnie nie przejdzie. Zawsze będę sprowadzał dyskusję do
                                                    etapu, w którym definicje należy uściślić tak, by nie dawało się nimi
                                                    manipulować. To Cię boli księżulku... wink

                                                    Istnienie jest skutkiem procesu dowodowego. Pojawia się, gdy teza uzyskuje w
                                                    danym systemie, kontekscie status prawdy. Hipoteza -> dowód -> prawda ->
                                                    istnienie. Żadne inne warunki nie mogą powodować istnienia.

                                                    Gdy hipoteza "istnieje krasnal" jest identycznie kwalifikowana jak hipoteza "nie
                                                    istnieje krasnal", to nie ma ani istnienia, ani nieistnienia - dla tej hipotezy.
                                                    Hipoteza ta nie stanowi części systemu, w którym mogłaby być prawdziwa lub
                                                    fałszywa. Jest tylko hipotezą poza systemem.

                                                    Nic, co nie zostało zweryfikowane poprawnie w systemie nie istnieje w nim.

                                                    W opisie świata, a świat jest dla naszej świadomości WSZYSTKIM, istnieje tylko i
                                                    jako prawda to, co zostało potwierdzone doświadczalnie. Doświadczenie jest tu
                                                    dowodem. Różnica między opisem (modelem) świata a systemami z aksjomatami z
                                                    zakresu np. matematyki jest taka, że w systemach matematycznych znamy założenia
                                                    i możemy się do nich odnieść, a w modelu świata nigdy nie poznamy jego założeń
                                                    na pewno i dlatego musimy je traktować jako tymczasowe, niepewne.

                                                    Istnienie w systemach matematycznych jest stałe (pod warunkiem, że nie
                                                    popełniliśmy błędu podczas dowodzenia), a istnienie w modelu świata jest
                                                    tymczasowe, bo było odnoszone do kontekstu w danym doświadczeniu.

                                                    Ten kontekst to czas i miejsce (warunki) - tak jak czasoprzestrzeń, a której
                                                    wybieramy jej fragment. Model świata zawsze będzie opisywał fragment
                                                    czasoprzestrzeni, gdyż bez możliwości odniesienia się do aksjomatów
                                                    uniwersalnych, bez ich pewnej znajomości, nie mamy wszystkich danych do
                                                    przeprowadzenia stuprocentowo poprawnego dowodu.

                                                    Bóg nie istnieje, bo nie jest zdefiniowany. Żadna jego definicja nie spełnia
                                                    warunków niezbędności (brzytwa Ockhama) i niesprzeczności. Nie istnieje, bo nikt
                                                    nie ma szans przeprowadzić żadnego dowodu na jego istnienie. W naszym opisie
                                                    świata nie istnieje bóg. A ponieważ nie ma niczego poza tym opisem świata, więc
                                                    nie istnieje on w ogóle.

                                                    > Często bywa, że o znaczenie ogólno przyjęte
                                                    > grgkh się tylko otarł ( o ile w ogóle), a przeczytawszy
                                                    > pośpiesznie w wikipedii nie rozumie do końca lub w ogóle nie
                                                    > rozumie znaczenia tego pojęcia. Używa ich jak magicznych zaklęć
                                                    > mających uwiarygodnić jego racjonalizm i zbieżność jego podejścia
                                                    > z filozofią i metodologią nauki.

                                                    Różnimy się tym, że ja MYŚLĘ wink, a Ty jesteś biernym odtwórcą fałszywych
                                                    dogmatów Twoich, manipulujących ludźmi nauczycieli.

                                                    > Przeważnie skutkuje to absurdalnymi wnioskami,

                                                    Absurdalny jest Twój wniosek, że bóg istnieje, księże proboszczu, smile

                                                    > jakie wyciąga na podstawie tej , na kolanie zdobytej „wiedzy”.

                                                    Twoja wiedza jest gorszej jakości. Najwidoczniej nie jesteś zdolnym uczniem. smile

                                                    > Pomijam już pyszałkowaty , nie rzadko chamski styl polemiki.

                                                    Sam się przecież zachowujesz identycznie.
                                                  • kiwaczek11 Re: Bóg księdza kiwaczka nie istnieje :) cz.1 21.11.09, 17:50
                                                    <<<
                                                    Dyskusja z grgkh jest trudna

                                                    Bo myślę logicznie
                                                    >>>
                                                    To jest tylko Twoje wyobrażenie o Twoim sposobie myślenia. Dyskusja
                                                    jest trudna, bo jest przeciwnie niż napisałeś. Nie masz pojęcia o
                                                    logice. Nie masz pojęcia o myśleniu logicznym i analitycznym. Nie
                                                    jesteś w stanie , nie potrafisz odpierać argumentów w sposób
                                                    logiczny i rzeczowy, nie potrafisz w ten sposób wykazywać, że są
                                                    nieprawdziwe ( jeśli tak uważasz ). Twoja logika polega na
                                                    forsowaniu ideologii z wdziękiem czołgu forsującego mur. Ile razy
                                                    miałeś szansę odniesienia się do tego co pisze w rzeczowy i logiczny
                                                    sposób. Nie zrobiłeś tego ani razu. Dlatego milcz chłopcze o logice !

                                                    <<<
                                                    Tam, gdzie jest mowa o dochodzeniu do prawdy, w systemach logicznych
                                                    posługującymi się pojęciami prawdy i fałszu (tych też nie rozumiesz
                                                    i nimi
                                                    manipulowałeś) istnienie w systemie pojawia się jako wynik
                                                    uprawdopodobnienia.
                                                    >>>
                                                    Wynik uprawdopodobnienia CZEGO??? Uprawdopodobnienie oznacza, że
                                                    prawdopodobieństwo CZEGOŚ (!!!) nie jest zerowe.
                                                    Jak rozumiem wg tego co napisałeś ( zdefiniowałeś) istnienie (wstaw
                                                    podmiot) = wynik uprawdopodobnienia (wstaw podmiot).
                                                    Stąd np. istnienie świata = wynik uprawdopodobnienia....świata???
                                                    Uprawdopodobnić ( o ile tego z całkowitą pewnością nie wiadomo)
                                                    można np. tendencję ekspansji świata, albo wiek świata, albo ilość
                                                    materii w świecie itd. Owszem można tez uprawdopodobnić istnienie.
                                                    Np. można uprawdopodobnić istnienie czarnej materii, albo czarnej
                                                    energii w świecie. No i zobaczmy co nam wyjdzie z Twojej definicji:
                                                    Istnienie czarnej energii = wynik uprawdopodobnienia ...istnienia
                                                    czarnej energii. Klasyczna tautologia !!!
                                                    Jeszcze raz powtarzam, milcz chłopcze o logice.

                                                    <<<
                                                    Trudno sobie wyobrazić, żeby system logiczny bez tak zdefiniowanego
                                                    pojęcia
                                                    istnienia nadawał się do akceptacji. [...]
                                                    Kiwaczek, Ty nie rozumiesz logiki. Ja tej definicji nie wymyśliłem
                                                    sobie. Ona
                                                    jest taką właśnie w logice. Nie studiowałem tejże, więc nie znam
                                                    historycznej
                                                    ewolucji definicji istnienia i nie chce mi się tego szukać, ale tak
                                                    jest na
                                                    pewno. To jest logiczne i jedynie możliwe.
                                                    >>>
                                                    Jesteś wstanie przytoczyć źródło, skoro się na nie powołujesz? Bo ja
                                                    jestem wstanie przytoczyć źródło , które potwierdzi tezę którą
                                                    niniejszym wygłaszam : PLECIESZ BZDURY, nieudolnie manipulujesz,
                                                    masz omamy albo ( co potwierdzone wielokrotnie) nie potrafisz czytać
                                                    ze zrozumieniem.
                                                    A oto cytat potwierdzający i źródło:
                                                    „Współcześnie konkurują ze sobą dwa podejścia: konstruktywistyczne i
                                                    deskrypcyjne. Wedle pierwszego jakiś przedmiot lub cecha A tylko
                                                    wtedy logicznie istnieje, gdy przy budowie terminu A będą zachowane
                                                    reguły logiczne i gdy termin A będzie wolny od sprzeczności, tzn.
                                                    gdy jego użycie nie doprowadzi do logicznej sprzeczności. Wedle
                                                    drugiego podejścia jakiś przedmiot wtedy logicznie istnieje, gdy
                                                    zakres właściwych mu predykatów nie jest pusty, tzn. gdy przedmiot
                                                    ten nie ma żadnych sprzecznych, wyłączających się własności”.
                                                    Na podstawie : Existenz (log.), w: Europäische Enzyklopädie zu
                                                    Philosophie und Wissenschaften, hrsg. von H. J. Sandkühler, T. 1,
                                                    Hamburg 1990, s. 975–977.
                                                    Oto logiczne znaczenie pojęcia ISTNIENIE. Nie ma tu nic o
                                                    uprawdopodobnieniu. To Ty wymyślasz i knocisz o uprawdopodobnieniu,
                                                    zresztą niewiadomo czego. A to w kontekście innego Twojego
                                                    twierdzenia, że „istnieje tylko to co dowiedzione”, które prowadzi
                                                    do absurdów.
                                                    I przy tym wszystkim masz czelność zarzucać mi nieznajomość logiki,
                                                    mieszanie pojęć, definicji, uciekanie od tematu. Pomijam już
                                                    tytułowanie mnie proboszczem i księdzem, co w zamierzeniu ma mnie
                                                    skompromitować w oczach czytelników (jeśli ktoś to czyta) i wykazać
                                                    na siłę przypisywaną mi stronniczość w dyskusji. To jest właśnie
                                                    ERYSTYKA panie grgkh. Lubisz to słowo nie bez kozery.

                                                    <<<
                                                    Istnienie jest skutkiem procesu dowodowego. Pojawia się, gdy teza
                                                    uzyskuje w
                                                    danym systemie, kontekscie status prawdy. Hipoteza -> dowód ->
                                                    prawda ->
                                                    istnienie.
                                                    >>>
                                                    Proces dowodowy POTWIERDZA istnienie, a nie POWOŁUJE istnienie.
                                                    Hipoteza o istnieniu -> dowód -> potwierdzenie istnienia

                                                    <<<
                                                    Gdy hipoteza "istnieje krasnal" jest identycznie kwalifikowana jak
                                                    hipoteza "nie
                                                    istnieje krasnal", to nie ma ani istnienia, ani nieistnienia - dla
                                                    tej hipotezy.
                                                    >>>
                                                    Gdy hipoteza "istnieje krasnal" jest identycznie kwalifikowana jak
                                                    hipoteza "nie
                                                    istnieje krasnal" ( w domyśle identycznie kwalifikowana = nie
                                                    wiadomo czy jest prawdziwa czy fałszywa) , to NIE MA POTWIERDZENIA
                                                    istnienia i NIE MA POWTERDZENIA nieistnienia krasnala.

                                                    <<<
                                                    Hipoteza ta nie stanowi części systemu, w którym mogłaby być
                                                    prawdziwa lub
                                                    fałszywa. Jest tylko hipotezą poza systemem.
                                                    >>>
                                                    Owszem, ale nie daje to prawa do rozstrzygnięcia kwestii czy krasnal
                                                    istnieje czy nie. Jego niepotwierdzonego istnienia NIE UŻYWA SIĘ do
                                                    opisu, do budowy modelu czy systemu. I tyle. Ty mimo tego
                                                    twierdzisz, że krasnal nie istnieje.

                                                    <<<
                                                    Nic, co nie zostało zweryfikowane poprawnie w systemie nie istnieje
                                                    w nim.
                                                    >>>
                                                    To oczywiste, ile razy mam pisać. Nie o tym jest dyskusja! Kwestia
                                                    nie dotyczy istnienia w systemie, opisie, modelu. O ile możesz, co
                                                    oczywiste, stwierdzić, że coś w modelu nie istnieje, bo przecież
                                                    tego czegoś w tym modelu nie umieściłeś, to nie można z całkowitą
                                                    pewnością powiedzieć , że coś co nie jest zweryfikowane NIE
                                                    ISTNIENIJE. Można tylko powiedzieć, że NIE POTWIERDZONO ISTNIENIA
                                                    tego czegoś. I to tez jest oczywiste! O ile możesz mówić o
                                                    nieistnieniu w modelu, to nie możesz mówić o nieistnieniu w
                                                    świecie. „Mądrości” , które głosisz, doprowadzają to takiego
                                                    absurdu, w jaki sam się wpuściłeś. Wynikało z nich , że nowo odkryte
                                                    gatunki nie istniały przed ich odkryciem, ze Ameryka nie istniała
                                                    przed jej odkryciem itd. itd.
                                                    Co za cymbał...

                                                    <<<
                                                    W opisie świata, a świat jest dla naszej świadomości WSZYSTKIM,
                                                    istnieje tylko i
                                                    jako prawda to, co zostało potwierdzone doświadczalnie.
                                                    Doświadczenie jest tu
                                                    dowodem.
                                                    >>>
                                                    I znów przemycana manipulacja. Piszesz o opisie, a za chwilę „a
                                                    świat jest dla naszej świadomości WSZYSTKIM”, co ma sugerować że
                                                    istnieje tylko to co potwierdzone „we WSZYSTKIM” , chociaż piszesz,
                                                    co zgodne z prawda, że w OPISIE. MANIPULACJA!!! Albo kretynizm. A że
                                                    taki ma być wynik manipulacji, świadczy zdanie napisane parę
                                                    akapitów niżej :” A ponieważ nie ma niczego poza tym opisem świata,
                                                    więc nie istnieje on w ogóle”.
                                                    W opisie – to oczywiste, coś uważa się za prawdziwe, jeśli tę
                                                    prawdziwość potwierdzono. Nie wtrącaj w to ŚWIATA. Bo dotyczy to
                                                    tylko OPISU świata. Świat nie jest opisem, a opis nie jest światem.
                                                    Nie możesz stwierdzić jednoznacznie, że nie ma niczego poza opisem.
                                                    Takie stwierdzenie prowadzi do absurdu przytaczanego wcześniej: nowo
                                                    odkryte gatunki nie istniały przed odkryciem itd.

                                                    <<<
                                                    Różnica między opisem (modelem) świata [...]
                                                    Istnienie w systemach matematycznych jest stałe [...]
                                                    Ten kontekst to czas i miejsce [...]
                                                    Bóg nie istnieje, bo nie jest zdefiniowany. Żadna jego definicja nie
                                                    spełnia
                                                    warunków niezbędności (brzytwa Ockhama) i niesprzeczności.
                                                    >>>
                                                    Te same bzdury. Pisałem już , że nie wiesz na czym polega brzytwa i
                                                    po co i kiedy się ją stosuje. Wg kociaka „Bóg to przyczyna
                                                    powstania materii, energii, przestrzeni”.
                                                    Po pierwsze wskaż „warunki niezbędności” , albo zbędności. Po
                                                    drugie, skoro już tak piszesz,
                                                    wykaż::
                                                    1. niespełnienie warunków niezbędności
                                                    2. niespełnienie niesprzeczności
                                                    tak zdefiniowanego Boga.
                                                  • kiwaczek11 Re: Bóg księdza kiwaczka nie istnieje :) cz.2 21.11.09, 17:51
                                                    <<<
                                                    Nie istnieje, bo nikt nie ma szans przeprowadzić żadnego dowodu na
                                                    jego istnienie. W naszym opisie świata nie istnieje bóg.
                                                    >>>
                                                    Ten fakt nie unicestwia istnienia Boga. Uniemożliwia tylko
                                                    POTWIERDZENIE istnienia Boga. A skoro nie ma potwierdzenia
                                                    istnienia, nie wiadomo czy istnieje. Zatem nie da się powiedzieć, że
                                                    Bóg istnieje, i nie da się powiedzieć ,że Bóg nie istnieje. Da się
                                                    tylko powiedzieć : nie wiadomo czy istnieje.

                                                    <<<
                                                    A ponieważ nie ma niczego poza tym opisem świata, więc
                                                    nie istnieje on w ogóle.
                                                    >>>
                                                    Pisałem już wyżej : bzdura i manipulacja.

                                                    <<<
                                                    Różnimy się tym, że ja MYŚLĘ , a Ty jesteś biernym odtwórcą
                                                    fałszywych
                                                    dogmatów Twoich, manipulujących ludźmi nauczycieli.
                                                    >>>
                                                    Traktowałeś jak równe ( w konkretnym erystycznym celu) entropię
                                                    fizyczną i entropię Shannona. Taki z Ciebie myśliciel, że do tej
                                                    pory nie wymyśliłeś czy entropia Shannona może być ujemna i dlaczego
                                                    tak, jeśli tak, a dlaczego nie , jeśli nie. A było to widać gołym
                                                    okiem. Wystarczyło tylko TROCHĘ pomyśleć i wiedzieć o czym się mówi.
                                                    Przeczytałes cos w WIKI i klepałeś bezmyślnie jak XERO.
                                                    Używałeś pojęcia definicji sprzecznej, choć do dziś nie udało mi się
                                                    od Ciebie wyłuskać potwierdzenia, że wiesz o czym piszesz. I masz
                                                    czelność napisać to co powyżej?

                                                    <<<
                                                    > Przeważnie skutkuje to absurdalnymi wnioskami,
                                                    Absurdalny jest Twój wniosek, że bóg istnieje, księże proboszczu,
                                                    >>>
                                                    Absurdalna jest Twoja debilna interpretacja moich wniosków. Bo ja
                                                    nigdy nie twierdziłem ,że Bóg istnieje.

                                                  • grgkh Dodałeś, ale jak zwykle głupio :) 21.11.09, 00:42
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Nie wiem jak to rozumieć?

                                                    Bo jesteś za głupi. Słuszne jest wszystko, co na ten temat dotąd pisałem, choć
                                                    Ty nawet tego nie potrafisz dosłownie zacytować.

                                                    > Czy jego dowód
                                                    > 100% na nieistnienie Boga rozwija się, czy zwija?

                                                    Dowód prawdziwości jest zawsze na 100%. Ale Ty jesteś za tępy, żeby to wiedzieć.

                                                    Kociak, Twój bożek to się na pewno zwijał, aż się zwinął do końca. Jeśli w
                                                    błędnym kole twierdzisz, że przyczyna jest przyczyną i wydaje Ci
                                                    się to logicznym dowodzeniem, to się kompromitujesz.

                                                    Bóg nie istnieje ponieważ nie ma dowodu na jego istnienie. Istnieje TYLKO to,
                                                    czego prawdziwość potwierdzono.
                                              • grgkh Czy wałek jest zawsze? Nie. 11.11.09, 16:48
                                                kiwaczek11 napisał:

                                                > Co do wałka i opisu mojej żony.
                                                > Moim zdaniem, i myślę, że grgkh zgodziłby się z tym,
                                                > elementy opisu to takie , które znajdują się w nim
                                                > ( zostały przez nas w nim ulokowane) świadomie.
                                                > Trudno sobie wyobrazić, że budujemy opis z
                                                > elementów, których istnienia ( dowiedzionego empirycznie lub
                                                > logicznie w sferze abstrakcyjnej) nie jesteśmy świadomi.

                                                Tak.

                                                > Moja żona nie jest świadoma istnienia wałka rozrządu.

                                                Nie ma niesprzecznej, poprawnej definicji wałka rozrządu. Nie zna
                                                budowy samochodu.

                                                A ja też nie znam żadnej niesprzecznej, poprawnej definicji boga. Co
                                                więcej, próbowałem te definicje, które mi podsuwano weryfikować w
                                                opisie świata.

                                                Najprostszym kryterium eliminującym jest wtedy ZBĘDNOŚĆ. Bo zbędne
                                                jest to, co LOGICZNIE nie da się powiązać funkcjonalnie z resztą
                                                opisu świata. "Nie dające się powiązać" w sposób niezbędny też
                                                wyrzuca ten element poza opis świata. Bo świat jest opisywany
                                                WYŁĄCZNIE za pomocą powiązanych z nim elementów. Istniejących jako
                                                konieczne wytłumaczenie pewnych zjawisk.

                                                > Dlatego trudno mówić , że wałek funkcjonuje jako zweryfikowany
                                                > w opisie mojej żony,

                                                Można sobie wyobrazić konstrukcję samochodu bez tego wałka. Czy
                                                jeśli coś z zewnątrz przypomina samochód, to musi ten wałek mieć?
                                                Nie musi. A więc możesz się w swoim opisie pomylić. MUSISZ się
                                                opierać na jakiejś weryfikacji. I to jest to "doświadczenie".

                                                > skoro w ogóle nie jest jego istnienia świadoma.
                                                > Zatem w opisie mojej żony wałka nie ma. A jeśli tak,
                                                > to wg sposobu wnioskowania grgkh moja zona mogłaby dać głowę,
                                                > że coś takiego jak wałek rozrządu nie istnieje.

                                                Dawać głowę? wink Głupota. wink Przecież opis świata jest z założenia
                                                przeznaczony do nieustannej modyfikacji, bo wciąż mamy nowe dane o
                                                świecie.

                                                I tylko dogmatycy twierdzą, że jest coś, co nie podlega weryfikacji.
                                                To jest sprzeczne z założeniami działania naszej świadomości.
                                                Rodzimy sie jako pusta karta, a potem budujemy obraz świata. To on
                                                ma nam pomóc w przetrwaniu. Wierny obraz nam pomoże, zafałszowany
                                                pomoże smile, ale tym, którzy go fałszują, by żyć pasożytniczo z
                                                eksploatacji oszukanych.

                                                > Czy to jest prawidłowy wniosek? Ta sama sytuacja jest z
                                                > istnieniem Ameryki przed odkryciem Ameryki, czy istnieniem nowo
                                                > odkrytych gatunków przed ich odkryciem. Wg grgkh ich istnienie
                                                > zaczyna się w momencie odkrycia. W opisie – zgoda , to oczywiste.

                                                Świetnie. Ale nie ma niczego na temat świata oprócz opisu świata w
                                                naszej świadomości. Reszta jest fantazją, urojeniem, hipotezami bez
                                                możliwości sprawdzenia, a więc nie opisującymi świata.

                                                Bez możliwości sprawdzenia - czy to rozumiesz? Od razu jest
                                                klauzula, że to świata nie dotyczy, że nie dotyczy to reguł jego
                                                działania, bo gdyby dotyczyło, to dałoby się włączyć funkcjonalnie
                                                jako jakaś reguła.

                                                > Ale teza o nieistnieniu Ameryki postawiona przed jej odkryciem
                                                > byłaby nieuprawniona.

                                                Na A jest także Atlantyda. Istnieje, czy nie? Istniała kiedyś, czy
                                                nie? Nie ma innego istnienia dotyczącego świata niz istnienie w jego
                                                opisie, który jest kontekstowy - np. dziś, teraz, w mojej głowie.

                                                > Dokładnie taką samą konstrukcję próbuje
                                                > forsować grgkh z istnieniem krasnali czy Boga.

                                                Teiści mówią, że bóg stworzył świat. A więc, że ze światem jakoś się
                                                bóg łączy, a więc musi być weryfikowany logicznie. A ja potrafię
                                                podważyć tę tezę.

                                                > Czy w ogóle z tym ,ze brak dowodu na istnienie jest dowodem
                                                > na nieistnienie, co wynika z postów grgkh.
                                                > Ja się z tym nie zgadzam.

                                                Bóg jest definicyjnie zbędny. Nie da się go nijak wepchnąć jako
                                                element opisu świata. Ma sprzeczne definicje. Próba udowodnienia
                                                jego istnienia w opisie świata kończy się dla boga tragicznie -
                                                zostaje zweryfikowany negatywnie. NIE ISTNIEJE. smile
                                          • grgkh I ja też 11.11.09, 16:14
                                            W jej opisie istnieje TYLKO wałek, którym wali w Twoją głupią pałę,
                                            gdy nad ranem wracasz od kochanki.

                                            Istnienie dotyczy wyłącznie kontekstu, który umożliwił jego
                                            powstanie.

                                            Założeń świata NIGDY nie poznasz i nie pieprz, że będziesz się miał
                                            do czego odnieść w swoim opisie. Nie ma takiej możliwości. Nie ma i
                                            nigdy nie będzie opisu świata, który sobie ubzdurałeś, opisu
                                            wszystkiego.

                                            Nasze opisy są tymczasowe, niepewne i wciąż zmieniające się. Ich
                                            zawartość jest o tyle zgodna ze światem, o ile uda się ją
                                            zweryfikować. Istnienie w tym opisie zależy wyłącznie od bieżącego
                                            stanu zebranych danych, eksperymentów i naszej inwencji w myśleniu,
                                            a także poprawnym definiowaniu (bo i to się zmienia).

                                            To czego nie ma w tym opisie, to NIE ISTNIEJE w nim. Bóg nie
                                            istnieje i musisz się z tym pogodzić.

                                            Amen. big_grin
                              • kiwaczek11 Re: Bóg nie istnieje. To pewne. :) -znów cenzura? 08.11.09, 18:53
                                <<<
                                Definicje muszą być jednoznaczne i nie wolno ich treści zmieniać
                                podczas rozumowania (dowodzenia, uzasadniania). Ale ty tego nie
                                pojmiesz, ...
                                >>>
                                Jak na razie to Ty nie ogarniasz zagadnienia poprawności definicji.
                                Sam definiujesz niejednoznacznie i fałszywie ( patrz Twoja definicja
                                istnienia).

                                <<<
                                Kiwaczek... Wszystko, co powstaje w naszych głowach i odnosi się do
                                świata jest drogą prowadzącą do tworzenia jego opisu. Reszta to nie
                                mająca ze światem (z "rzeczywistością") nic wspólnego. I nie ma
                                trzeciej kategorii.
                                >>>
                                Bądź łaskaw wyjaśnić to na przykładzie nowo odkrytych gatunków.

                                <<<
                                Jest świat i reszta, która jest poza nim.
                                >>>
                                Halo halo! Chyba nie kontrolujesz tego co piszesz. Jak dotąd
                                wykładałeś nam , że poza światem nie ma nic. Skąd więc i co to
                                za „reszta”. Zastanów się dobrze, bo nie wiem czy zdajesz sobie
                                sprawę z tego , do czego może Cię to zdanie doprowadzić.

                                <<<
                                Istnienie w tym kontekscie ZAWSZE MUSI dotyczyć świata. I ten opis
                                świata NA ZAWSZE musi pozostać niepewny, bo dotyczy cząstkowej
                                informacji o nim, a więc przypadkowych kontekstów.
                                >>>
                                A więc musi „dotyczyć świata” czy musi dotyczyć „opisu świata”, bo
                                przechodzisz płynnie z jednego w drugie? Zwracam Ci od dawna na to
                                uwagę, ale Ty twierdzisz, że to ja mylę świat z opisem świata. Nie
                                bełkocz. Uporządkuj wypowiedzi. Chyba , że nie wiesz o czym tak na
                                prawdę chcesz pisać.
                                Co to jest przypadkowy kontekst?
                                Skoro nowo odkryte gatunki nie istniały w tym kontekście, w jakim
                                istniały, skoro żyły , czego można dowieść?

                                <<<
                                Ta sytuacja wynika z braku możliwosci oparcia się na założeniach
                                świata, których nigdy na pewno nie poznamy. Opisy świata są więc
                                niepewne i tymczasowe, wciąż podatne na zmiany. Istnienie dotyczy
                                konkretnych, wciąż innych kontekstów. I nigdy nie będzie ustalone na
                                zawsze.
                                >>>
                                Istnienie nie zależy (jeśli mowa o empirii) od opisu, czego
                                przykładem jest sytuacja z gatunkami. Albo coś istnieje , albo nie.
                                W modelu poprawnym, znajdzie się to istnienie. W modelu
                                niepoprawnym / niepełnym może się ono nie znaleźć ( bo jeszcze tego
                                nie odkryto, nieudowodniono itp.). Model fałszywy zawiera istnienie
                                czegoś , co nie istnieje.

                                <<<
                                Taka jest natura rzeczy.
                                >>>
                                Skąd możesz wiedzieć , jaka jest natura rzeczy, skoro Twój opis jest
                                zawsze niepełny, co za każdym razem podkreślasz.

                                <<<
                                Taka jest logika.
                                >>>
                                O logice nie wspominaj, bo nie masz o niej zielonego pojęcia.

                                <<<
                                To, czego w danym opisie świata nie ma, to NIE ISTNIEJE.
                                >>>
                                Bzdura. To po pierwsze. Po drugie , skoro tak duże znaczenie ma
                                precyzja i jednoznaczność definicji ( wypowiedzi , stwierdzeń i
                                wniosków również) , i słusznie, to dlaczego piszesz tak jak powyżej?
                                Sam sobie odpowiem. Albo nie wiesz o czym piszesz, albo celowo
                                manipulujesz wnioskami, rozciągając je na „ogół” podczas , gdy
                                dotyczą zagadnienia objętego granicami. Gdybyś napisał: „To, czego w
                                danym opisie świata nie ma, to NIE ISTNIEJE W TYM OPISIE”,
                                byłoby to logiczne, konsekwentne , prawdziwe i oczywiste.
                                To co napisałeś, rozciągając wniosek poza granice opisu, to bzdura.
                                I od razu wyjaśnię, bo wiem jak to zinterpretujesz. Nie mówie przez
                                to, że to czego nie ma w opisie NA PEWNO ISTNIEJE. Bzdura polega na
                                tym ,że wyciągasz całkowicie nieuprawniony wniosek, bo nie możesz
                                jednoznacznie stwierdzić , że cos , czego istnienia nie obejmuje
                                opis, nie istnieje. Takie wnioski prowadza do absurdu, który sobie
                                wysmażyłeś z nowymi gatunkami, a z którego teraz próbujesz żałośnie
                                się wyślizgnąć.

                                <<<
                                Bóg nie ma
                                dającej się zaakceptować, logicznej definicji i to jest pierwszy
                                powód, ze należy go kategorycznie odrzucić.
                                >>>
                                Po pierwsze „odrzucić” to nie to samo, co dowieść nieistnienia.
                                Owszem odrzucając pozbywamy się go z opisu, modelu. Jednak , jak
                                wynika z przykładu nowych gatunków, twierdzenie przed ich odryciem ,
                                że nie istnieją, byłoby głupotą, co okazało się po ich odkryciu.
                                Można tylko stwierdzić istnienie. Nie można stwierdzic nieistnienia.
                                Można go tylko nie brać pod uwagę. I nie jest to także równoznaczne
                                z domniemywaniem istnienia. Można odrzucić, nie brać pod uwagę,
                                można niedomniemywać. Ale nie można stwierdzić nieistnienia.
                                Kociak zdefiniował Boga jako przyczynę powstania materii, energii,
                                przestrzeni. Jeśli chciałbyś odrzucić tę definicje , jako sprzeczną,
                                to tylko wtedy, jeśłi byś kwestionował tezę, że świat miał przyczynę
                                powstania, lub też jeśłi byłoby wiadomo, że przyczyną powstania
                                wszechświata nie jest Bóg , a coś zupełnie innego. Ale ani jednego ,
                                ani drugiego nie wiadomo. Dlatego , jakkolwiek możesz nie
                                uwzględniać w modelu ani Boga jako przyczyny powstania, ani samej
                                przyczyny powstania, to jednak nie masz zadnych podstaw do tego, aby
                                STWIERDZIĆ, że Bóg, jako przyczyna powstania NIE ISTNIEJE lub też ,
                                że sama przyczyna powstania świata nie istnieje.

                                <<<
                                A drugi to ten, że
                                bóg "ucieka" do dowodzenia jego obecności (istnienia w opisie
                                świata). Nie chce, by się jego istnienie musiało potwierdzać. To
                                sprzeczność logiczna, elementarna, zrozumiała dla maleńkiego
                                dziecka.
                                >>>
                                Jeśli Bóg stworzył świat, to nie musi podlegać jego regułom.(to
                                stwierdzenie hipotetyczne. Nie twierdze , że tak jest) A skoro tak
                                dowodzenie istnienia Boga skazane jest na porażkę, bo my, jako
                                element świata stworzonego przez Boga jesteśmy organiczeni regułami
                                tego świata. Chcąc dowieść istnienia Boga, musielibyśmy wyjść poza
                                te granice. A to niemożliwe ( hipotetycznie). Dlatego to nie
                                Bóg „ucieka” przed dowodzeniem, tylko my nie mamy szans go „dogonić”.

                                <<<
                                I dlatego trzeba mówić, że bóg nie istnieje.
                                >>>
                                Wobec powyższego Twoje „ i dlatego” traci sens. Dlatego nie da się
                                powiedzieć, że Bóg nie istnieje. Co nie jest tożsame ze
                                stwierdzeniem, że Bóg istnieje.

                                <<<
                                W opisie świata, a więc
                                w świecie, nie istnieje nic, czego istnienia nie dowiedliśmy.
                                >>>
                                Kolejny raz gładko przechodzisz od opisu do świata, a mnie
                                zarzucasz, że tych dwóch nie rozróżniam. Będę Ci to punktował za
                                każdym razem, co byś tej swojej „amnezji” nie nadużywał.
                                • grgkh Jaka znów cenzura? 08.11.09, 23:18
                                  Opanuj się. To nie cenzura, ale nowa jakość oprogramowania forum GW, które
                                  czasem przetrzymuje niektóre posty w czarnej dziurze, by je potem przywracać do
                                  istnienia.

                                  O i tu masz taki sam przykład n/t istnienia. Post istnieje, a potem nie
                                  istnieje, a potem znów istnieje. A jak go nie widziałeś, to istniał, czy nie
                                  istniał?

                                  Nie wiesz. Gdy go nie widziałeś, to NIE ISTNIAŁ. Bo istnienie dotyczy Twojego
                                  obrazu świata. W nim nie istnieje nic, czego nie doświadczasz pośrednio lub
                                  bezpośrednio (jako wynik doświadczenia, jako potwierdzenie). A co do reszty
                                  Wszechświata, to nie wiadomo - ale "nie wiadomo" to tylko nie wiadomo, a nie
                                  istnienie lub nieistnienie. Nie wiadomo nie ma ani jednego, ani drugiego, bo to
                                  INNA kategoria logiczna.

                                  Ale Ty jesteś za tępy, żeby takie proste sprawy pojąć. Szkoda na Ciebie czasu,
                                  jak na kociaka.
                                  • kiwaczek11 Rzecz zadziwiająca 08.11.09, 23:43
                                    <<<
                                    > Opanuj się.
                                    >>>
                                    Chyba jestes za bardzo rozemocjonowany i wydaje Ci się, że kazdym na
                                    forum targają takie emocje , jak Tobą.

                                    <<<
                                    > O i tu masz taki sam przykład n/t istnienia. Post istnieje, a
                                    potem nie
                                    > istnieje, a potem znów istnieje. A jak go nie widziałeś, to
                                    istniał, czy nie
                                    > istniał?
                                    >>>
                                    Nie napisałem nic na temat istnienia czy nieistnienia tego postu.
                                    Nie naginaj faktów i rzeczywistości do tego co akurat Ci pasuje.

                                    I teraz rzecz zadziwiająca :

                                    <<<
                                    A co do reszty
                                    > Wszechświata, to nie wiadomo - ale "nie wiadomo" to tylko nie
                                    wiadomo, a nie
                                    > istnienie lub nieistnienie.
                                    >>>
                                    Niczego innego nie od długich miesięcy nie piszę. Zadziwiającą
                                    rzeczą jest to, że piszesz właśnie takie zdanie , a jednocześnie
                                    twierdzisz , że Bóg czy krasnale nie istnieją. Właśnie NIE WIADOMO -
                                    tylko to da się w takich przypadkach powiedzieć . Nic innego. Nie da
                                    się powiedzieć , że istnieją, bo nie udowodniono tego, że istnieją.
                                    Nie da się tez powiedzieć , że nie istnieją, bo o ile nie ma ich w
                                    naukowym opisie świata, to poza opisem NIE WIADOMO!
                                    Wyjaśnienie Twojej postawy moze być albo schizofrenia, albo
                                    kompletny brak wiedzy i wyczucia wobec tego co piszesz.

                                    A tak z ciekawosći, powtarzasz od jakiegos czasu, że to INNA
                                    kategoria logiczna. Mozesz wyjaśnić, jaka to Twoim zdaniem
                                    kategoria? Najlepiej z popierającymi przykładami.
                                    • grgkh Jesteś schizofrenikiem - nie da się zanegować :) 09.11.09, 12:03
                                      kiwaczek11 napisał:

                                      > <<<
                                      > > A co do reszty Wszechświata, to nie wiadomo
                                      > > - ale "nie wiadomo" to tylko nie wiadomo, a nie
                                      > > istnienie lub nieistnienie.
                                      > >>>

                                      > Niczego innego nie od długich miesięcy nie piszę. Zadziwiającą
                                      > rzeczą jest to, że piszesz właśnie takie zdanie , a jednocześnie
                                      > twierdzisz , że Bóg czy krasnale nie istnieją.

                                      > Właśnie NIE WIADOMO - tylko to da się w takich przypadkach
                                      > powiedzieć . Nic innego. Nie da się powiedzieć , że istnieją,
                                      > bo nie udowodniono tego, że istnieją.
                                      > Nie da się tez powiedzieć , że nie istnieją,

                                      Gdzie nie istnieją, w jakim kontekscie. Przecież żeby zacząć mówić o istnieniu
                                      MUSOISZ NAJPIERW zdefiniować kontekst. Najpierw. Taka jest kolejność. A gdy już
                                      go zdefiniujesz, gdy powiesz, że tym kontekstem jest OPIS ŚWIATA, to jesteś
                                      ugotowany, bo wtedy obowiązują Cię wyłącznie dwie opcje - prawda lub fałsz.

                                      To, co nie zostało przeniesione z grupy hipotez, bajek, luźnych, spontanicznych
                                      wykwitów wyobraźni do grupy tez weryfikowanych, poddawanych testowi prawdziwości
                                      to nie ma prawa mieć takiego samego opisu.

                                      Mylisz ze sobą kategorie logiczne. Utożsamiasz je. A one są inne.

                                      Jeśli chcesz mówić o istnieniu w definicji, która dotyczy grupy weryfikowanych
                                      tez to oddzielasz granicą od tej grupy resztę. I w tej grupie rzeczywiście
                                      istnienie jest potwierdzeniem, jest szukana i osiąganą prawdą.

                                      Reszta śmieci z naszej głowy zawiera wszystko, co zostało - krasnale, sny,
                                      bajdurzenia, wszelki szajs. O nim możesz sobie domniemywać coś tam, ale to nie
                                      ma nic wspólnego z istnieniem.

                                      Zrozum, że jeśli mówimy o czymkolwiek związanym ze światem, to musimy
                                      przeprowadzać taką ścisłą granicę, bo nie potrafilibyśmy wyodrębnić ze
                                      wszystkiego co nam się roi tego, co nam opowiada prawdę o świecie.

                                      Ty tej granicy nie widzisz. Omijając ją tak samo istniejące czynisz krasnoludki
                                      i dosłownie wszystko. O krasnoludkach też - według Twoich założeń - "nie da się
                                      powiedzieć czy istnieją". Chcesz ratować boga, którego namotali teolodzy z
                                      popieprzonymi mózgami, którzy i Tobie zabełtali w mózgu, pozbawili Cię zdolności
                                      do krytycznego, logicznego szukania prawdy.

                                      Bóg NIE ISTNIEJE, ponieważ teza o jego istnieniu jest nieweryfikowalna. Właśnie
                                      dlatego. A tylko to, co poddajemy weryfikacji, właśnie to PRZENOSI taką tezę z
                                      grupy domniemań do grupy, o której można zacząć mówić, że są prawdziwe lub fałszywe.

                                      Najpierw decyzja, że weryfikujesz. Bóg tej unika. A więc wypierdzielamy go na
                                      zawsze jako nieistniejącego.

                                      Zresztą pomyśl sobie tak:

                                      Oprócz tezy o istnieniu zawsze MUSISZ sformułować równoległą tezę o
                                      nieistnieniu. A więc:

                                      1) Bóg istnieje.
                                      2) Bóg nie istnieje.

                                      Nie wolno Ci tej drugiej tezy pomijać, bo obie mają ten sam status i wypełniają
                                      sobą całą logikę opisującą boga.

                                      I teraz, zgodnie z Twoimi zachciankami spróbuj coś powiedzieć o bogu? No co
                                      powiesz? Ze może istnieje? A może nie istnieje? Jedyne, co możesz powiedzieć, to
                                      NIE WIEM. Nie ma ani istnienia, ani nieistnienia. A Ty coś PIEPRZYSZ, że jest
                                      "może" istnienie. Że co prawda nie da się powiedzieć, że istnieje, ale nie da
                                      się powiedzieć, że nie istnieje. Coś Ci się pochrzaniło w logice.

                                      A ja mówię tak:

                                      W opisie świata biorą udział TYLKO te tezy, które (według ogólnych zasad)
                                      opisują świat. O nich mówimy, że są prawdziwe - albo fałszywe, jeśli tak wyszło
                                      (wiedza o fałszach tez jest wiedzą o świecie). Z dwóch względów bóg nie
                                      istnieje: (a) ucieka przed weryfikacją - łamie zasadę, (b) nie posiada
                                      weryfikowalnej pod względem poprawności logicznej definicji (każdą da się
                                      obalić, a oprócz tego istnieje mnogość tych definicji, a religianci nie mogą się
                                      dogadać, która jest prawdziwa). O czym więc mówimy? O jakim bogu. O jakiej
                                      definicji? O istnieniu gdzie, w jakiej grupie? Czy bóg ma coś wspólnego ze
                                      światem, czy nie ma, bo i w tym względzie jest jakiś rozpiździel - najpierw
                                      twierdzi się, że istnieje "ponad" światem, a potem mówi się, że jednak go
                                      stworzył. A to już jest sprzeczność.

                                      Czy twoja świadomość jest tak popieprzona, że tego wszystkiego nie widzi. To
                                      jesteś ślepcem i oszołomem. Bo to wszystko, co tu piszę, pisałem już dziesiątki
                                      razy. Ale to ignorujesz i dalej bredzisz.

                                      > bo o ile nie ma ich w
                                      > naukowym opisie świata,

                                      Co za dziwaczny termin. Naukowy" opis świata. Kiwaczek, Ty oszołomie - NIE MA
                                      TAKIEJ KATEGORII. Nie ma cudownego, naukowego opisu świata, bo w naszej
                                      świadomości większość tego, co o świecie wiemy, praktycznie wszystko pochodzi z
                                      wiedzy zgromadzonej przez innych ludzi. I oby ta wiedza była jak najprawdziwsza,
                                      bo biada nam, bo tacy durnie jak Ty będą mącić i rządzić łatwowiernymi.

                                      Każdy z nas ma jeden opis świata, w którym poszczególnym jego fragmentom nadaje
                                      większą lub mniejszą, szacunkową prawdziwość, w którym nam się "wydaje"
                                      wyłącznie, że coś jest prawdziwsze lub mniej. W opisie świata zawsze istnieje
                                      możliwość błędnego oszacowania, bo to tylko tezy i eksperymenty, które je
                                      uprawdopodobniają, ale wyłącznie tymczasowo. Nie ma absolutów. Nie istnieje
                                      naukowy opis świata. Istnieje jego wersja najszczegółowiej go opisująca,
                                      najdokładniej jak się da i tych szczegółów nie musimy wszyscy znać i rozumieć do
                                      końca. Ale nie ma granicy, która dzieliłaby dokładnie opisy na - ten naukowy, a
                                      ten już nie. Bredzisz. Znów manipulujesz.

                                      > to poza opisem NIE WIADOMO!

                                      Nie wiadomo, czy nasza weryfikacja była poprawna, ale staraliśmy się by taka
                                      była. A reszta, ta nieweryfikowana, jest śmietnikiem NIE MÓWIĄCYM O ŚWIECIE.
                                      Musisz wiedzieć czy bóg dotyczy świata, czy nie. Gdy mówisz, że coś z nim miał
                                      wspólnego, to go lokujesz w tym opisie, wciskasz go do niego bez dowodu, a
                                      przecież warunkiem tego jest dokonywanie weryfikacji. Rezygnując z niej lub
                                      pozostając w sprzeczności wypieprzasz tezę o bogu do kosza. I w opisie świata, z
                                      któzym chciałeś boga łączyć, bóg nie istnieje. Pozostaje sobie nadal
                                      beletrystyką, fantazją, urojeniem, o których możesz mówić tak samo - że nie
                                      wiadomo. Nie wiadomo, czy krasnoludki istnieją, nie wiadomo, czy jesteś
                                      schizofrenikiem. Ja mówię, że nie wolno powiedzieć, że nim nie jesteś. I będę to
                                      powtarzał przy okazji opowiadania o tobie - kiwaczek być może jest
                                      schizofrenikiem. A wszystkim, co się oburzą, powiem jak Ty - nie wiadomo, nie
                                      wolno mówić, że nie jest i mam, prawo i będę tak mówił.

                                      Czy to ma jakiś sens? Czy to jest Twój opis?

                                      > Wyjaśnienie Twojej postawy moze być albo schizofrenia, albo
                                      > kompletny brak wiedzy i wyczucia wobec tego co piszesz.

                                      Blebleble. Jesteś ograniczony myślowo. Sam nie rozumiesz, a swoje nierozumienie
                                      przypisujesz innym. Więcej pokory oszołomie.

                                      > A tak z ciekawosći, powtarzasz od jakiegos czasu, że to INNA
                                      > kategoria logiczna. Mozesz wyjaśnić, jaka to Twoim zdaniem
                                      > kategoria? Najlepiej z popierającymi przykładami.

                                      Dopiero teraz się dopytujesz o szczegóły? Jesteś zabawny... wink Już wyjaśniłem
                                      powyżej. Przykładem jest teza o Twojej schizofrenii.
                                      • kiwaczek11 Re: nie da się tez potwierdzić dopóki... cz.1 09.11.09, 22:13
                                        <<<
                                        > Właśnie NIE WIADOMO - tylko to da się w takich przypadkach
                                        > powiedzieć . Nic innego. Nie da się powiedzieć , że istnieją,
                                        > bo nie udowodniono tego, że istnieją.
                                        > Nie da się tez powiedzieć , że nie istnieją,

                                        Gdzie nie istnieją, w jakim kontekscie. Przecież żeby zacząć mówić o
                                        istnieniu
                                        MUSOISZ NAJPIERW zdefiniować kontekst. Najpierw. Taka jest
                                        kolejność.
                                        >>>
                                        Spytam jeszcze raz, w jakim kontekście istnieją , a w jakim nie
                                        istnieją gatunki , które wg Ciebie nie istniały przez ich odkryciem?

                                        <<<
                                        Jeśli chcesz mówić o istnieniu w ...
                                        >>>
                                        Ale ja nie chcę mówić o istnieniu. To Ty od początku chcesz mówić o
                                        nieistnieniu!!! To Ty chełpiłeś się dowodem na nieistnienie. Ja
                                        tylko twierdzę , ze to bzdura.

                                        <<<
                                        Zrozum, zrozum , zrozum , zrozum, zrozum...
                                        >>>
                                        Zwierzęta hodowlane rozumniej odbierają przesyłane komunikaty niż
                                        Ty. Przez cały czas piszę ,że nie da się mówić o nieistnieniu, a Ty
                                        rozumujesz to tak:” kiwaczek wciąż twierdzi, ze krasnal istnieje”.
                                        „Zrozum”??? To słowo jest bardzo dalekie od Ciebie.

                                        <<<
                                        O krasnoludkach też - według Twoich założeń - "nie da się
                                        powiedzieć czy istnieją".
                                        >>>
                                        Oczywiście , że nie da się powiedzieć że istnieją, dopóki nie będzie
                                        dowodu na ich istnienie. Zapomniałeś też dodać o znacznie
                                        ważniejszej kwestii. Nie da się tez powiedzieć, czy krasnoludki nie
                                        istnieją. Bo o ile może pojawić się dowód ( hipotetycznie) na
                                        istnienie krasnali, to nie ma możliwości, aby pojawił się dowód na
                                        ich nieistnienie.


                                        <<<
                                        Bóg NIE ISTNIEJE, ponieważ teza o jego istnieniu jest
                                        nieweryfikowalna. Właśnie
                                        dlatego.
                                        >>>
                                        Nie można stwierdzić , że Bóg istnieje, nie można stwierdzić ,że Bóg
                                        nie istnieje, bo teza o jego istnieniu jest nieweryfikowalna.
                                        Właśnie dlatego. To jest sedno sprawy.

                                        <<<
                                        A tylko to, co poddajemy weryfikacji, właśnie to PRZENOSI taką tezę
                                        z
                                        grupy domniemań do grupy, o której można zacząć mówić, że są
                                        prawdziwe lub fałszywe.
                                        >>>
                                        Dlatego nie możesz o tej tezie powiedzieć ,ze jest ona fałszywa. Że
                                        jest prawdziwa też nie możesz powiedzieć.

                                        <<<
                                        Najpierw decyzja, że weryfikujesz. Bóg tej unika. A więc
                                        wypierdzielamy go na
                                        zawsze jako nieistniejącego.
                                        >>>
                                        Wyrzucamy go z opisu jako tego, którego istnienia nie potwierdzono.
                                        Twierdzenie , że z pewnością nie istnieje jest nieuzasadnione.

                                        <<<
                                        Oprócz tezy o istnieniu zawsze MUSISZ sformułować równoległą tezę o
                                        nieistnieniu. A więc:

                                        1) Bóg istnieje.
                                        2) Bóg nie istnieje.

                                        Nie wolno Ci tej drugiej tezy pomijać, bo obie mają ten sam status i
                                        wypełniają
                                        sobą całą logikę opisującą boga.

                                        I teraz, zgodnie z Twoimi zachciankami spróbuj coś powiedzieć o
                                        bogu? No co
                                        powiesz? Ze może istnieje? A może nie istnieje? Jedyne, co możesz
                                        powiedzieć, to
                                        NIE WIEM. Nie ma ani istnienia, ani nieistnienia.
                                        >>>
                                        A co ja innego cały czas piszę? Oczywiście , ze można tylko
                                        powiedzieć „NIE WIEM”, bo ani jednego , ani drugiego niewiadomo. Ale
                                        to Ty się wyrywasz do przodu, bo jednak Twoja ideologia nie pozwala
                                        Ci na pozostawienie tylko tej odpowiedzi. Zamieniasz ją na
                                        drugą: „WIEM , ŻE NIE ISTNIEJE”.
                                        Cos jeszcze w tym temacie?


                                        <<<
                                        A Ty coś PIEPRZYSZ, że jest "może" istnienie.
                                        >>>
                                        To już tylko Twoja nadinterpretacja, gęsto słana w dyskusjach.

                                        <<<
                                        Że co prawda nie da się powiedzieć, że istnieje, ale nie da
                                        się powiedzieć, że nie istnieje. Coś Ci się pochrzaniło w logice.
                                        >>>
                                        Dokładnie tak. To nie mnie się pochrzaniło, tylko Ty masz
                                        pozakładane ideologiczne blokady.


                                        <<<
                                        A ja mówię tak:

                                        W opisie świata biorą udział TYLKO te tezy, które (według ogólnych
                                        zasad)
                                        opisują świat. O nich mówimy, że są prawdziwe - albo fałszywe, jeśli
                                        tak wyszło
                                        (wiedza o fałszach tez jest wiedzą o świecie).
                                        >>>
                                        To jest oczywiste.

                                        <<<
                                        Z dwóch względów bóg nie istnieje: (a) ucieka przed weryfikacją -
                                        łamie zasadę,
                                        >>>
                                        pisałem już, że to nie Bóg ucieka (hipoetycznie)

                                        <<<
                                        (b) nie posiada
                                        weryfikowalnej pod względem poprawności logicznej definicji (każdą
                                        da się
                                        obalić, a oprócz tego istnieje mnogość tych definicji, a religianci
                                        nie mogą się
                                        dogadać, która jest prawdziwa). O czym więc mówimy? O jakim bogu. O
                                        jakiej
                                        definicji? O istnieniu gdzie, w jakiej grupie?
                                        >>>
                                        O definicji, np. definicji kociaka pisałem już nie raz. Takiej
                                        definicji nie jesteś w stanie zweryfikować pod względem poprawności.
                                        Dlatego nie możesz uznać ją za niepoprawną i na tej bazie dowodzić
                                        nieistnienia Boga. Oczywiście nie możesz jej też użyć jako poprawną,
                                        i na tej bazie dowodzić istnienie Boga.

                                        <<<
                                        Czy bóg ma coś wspólnego ze
                                        światem, czy nie ma, bo i w tym względzie jest jakiś rozpiździel -
                                        najpierw
                                        twierdzi się, że istnieje "ponad" światem, a potem mówi się, że
                                        jednak go
                                        stworzył. A to już jest sprzeczność.
                                        >>>
                                        To nie musi być sprzeczność. Na tej samej zasadzie, co programista
                                        tworzący grę, w której może ustalić dowolne reguły, również takie ,
                                        które są zupełnie różne niż te, którym podlega programista. Ten
                                        przykład jest trochę na skróty oczywiście, bo mając na myśli
                                        programistę, automatycznie ( automatyzm bierze się z tego , że
                                        programista jest elementem świata, w którym wiemy, że obowiązują
                                        reguły) wiemy, że taki osobnik podlega jakimś regułom. W przypadku
                                        świata hipotetycznie stworzonego przez Boga nie sposób jest określić
                                        czy poza światem obowiązują jakieś reguły którym podlegałby Bóg i
                                        czy Bóg podlega tym , czy jakimkolwiek regułom.
                                        Dlatego nie sposób ocenić jest czy jest to sprzeczność, czy nie.

                                        <<<
                                        Co za dziwaczny termin. Naukowy" opis świata. Kiwaczek, Ty
                                        oszołomie - NIE MA
                                        TAKIEJ KATEGORII.
                                        >>>
                                        Są różne opisy świata. Religianci mają swój, małe dzieci mają swój,
                                        Pigmeje mają swój. Każdy jest satysfakcjonujący dla danej grupy.
                                        Nauka ma swój opis świata. Nic nie stoi na przeszkodzie, aby nazwać
                                        ten opis naukowym. Nie wiem co Cię tak dziwi.

                                        <<<
                                        Nie ma cudownego, naukowego opisu świata,
                                        >>>
                                        Nie wkładaj mi w usta czegoś , czego nie powiedziałem. O „cudownym”
                                        opisie nie napisałem nic.


                                        <<<
                                        Ale nie ma granicy, która dzieliłaby dokładnie opisy na - ten
                                        naukowy, a
                                        ten już nie. Bredzisz. Znów manipulujesz.
                                        >>>
                                        Nie wiem czy jest granica, ale na pewno jest wyróżnik. Wyróżnikiem
                                        metodyka i metodologia badań.

                                        <<<
                                        Gdy mówisz, że coś z nim miał wspólnego, to go lokujesz w tym
                                        opisie, wciskasz go do niego bez dowodu
                                        >>>
                                        Programisty nie ma jego grze

                                        <<<
                                        Nie wiadomo, czy krasnoludki istnieją, nie wiadomo, czy jesteś
                                        schizofrenikiem. Ja mówię, że nie wolno powiedzieć, że nim nie
                                        jesteś.
                                        >>>
                                        Dla Ciebie nie wiadomo czy jestem schizofrenikiem. Nie możesz z cała
                                        pewnością powiedzieć , że nie jestem schizofrenikiem, ale tez nie
                                        wolno Ci powiedzieć z całą pewnością, że jestem schizofrenikiem. Ale
                                        to da się zweryfikować. Jeżeli test WYKAŻE , że jestem
                                        schizofrenikiem , to można z cała pewnością ( o ile test nie jest
                                        obarczony błędem takiej wagi, który stawiałby wynik testu jako
                                        silnie niewiarygodny) powiedzieć, że jestem schizofrenikiem. Jeśli
                                        test jest skonstruowany tak, że może WYKAZAĆ, ŻE NIE JESTEM
                                        SCHIZOFRENIKIEM, to można z całą pewnością powiedzieć, ze nie jestem
                                        schizofrenikiem. Ale jeśli test skonstruowany jest tak, że może
                                        WYKAZAĆ, że jestem schizofrenikiem, ale NIE MOŻE WYKAZAĆ , że NIE
                                        JESTEM schizofrenikiem, to wolno Ci mówić , że jestem
                                        schizofrenikiem, jeśli test to potwierdzi, ale nie możesz NIC
                                        POWIEDZIEĆ o tym
                                        • kiwaczek11 to co urwane w cz.1 09.11.09, 22:59
                                          Ale jeśli test skonstruowany jest tak, że może WYKAZAĆ, że jestem
                                          schizofrenikiem, ale NIE MOŻE WYKAZAĆ , że NIE JESTEM
                                          schizofrenikiem, to wolno Ci mówić , że jestem schizofrenikiem,
                                          jeśli test to potwierdzi, ale nie możesz NIC POWIEDZIEĆ o tym czy
                                          jestem schizofrenikiem czy nie, jeśli test nie wykaże, że jestem
                                          schizofrenikiem. I taki przypadek, to przypadek wykazywania
                                          istnienia lub nieistnienia Boga i krasnali.
                                          • grgkh Tępota i dogmatyczna ograniczoność ;) 11.11.09, 15:57
                                            Ty naprawdę jestes tępy.

                                            Przecież jeśli nie da się powiedzieć, czy jesteś schizofrenikiem,
                                            czy nim nie jesteś, to znaczy, że się nie da. A więc jest to ZAKAZ
                                            mówienia, bo to INNA kategoria.

                                            Istnienie JEST SKUTKIEM dowodu. WYŁĄCZNIE. big_grin

                                            Nie ma dowodu, to w ogóle nie wolno mówić o istnieniu. A dla systemu
                                            skutkuje to tym, że w nim nie ma tego elementu - a więc nie istnieje
                                            on tam.

                                            Co za tępota, kiwaczek.
                                        • grgkh Kontekst 11.11.09, 15:52
                                          kiwaczek11 napisał:

                                          > Spytam jeszcze raz, w jakim kontekście istnieją ,
                                          > a w jakim nie istnieją gatunki , które wg Ciebie
                                          > nie istniały przez ich odkryciem?

                                          W kntekscie czasu. W każdym momencie opis świata może się różnić od
                                          poprzedniego. Istnieją w nim różne elementy. TYLKO TAM!

                                          Kiedyś w nim nie było tych gatunków. Kiedyś były kanały na Marsie, a
                                          teraz ich nie ma, choć nie wiadomo, czy kiedyś jeszcze nie
                                          przyjmiemy jakichs innych smile, jeśli coś podobnego zdefiniujemy i
                                          udowodnimy zgodnośc tej definicji z doświadczeniem.

                                          To doświadczenie powołuje do istnienia.

                                          W matematyce jego odpowiednikiem jest dowód.

                                          Ale w matematyce możemy się odnieść do STAŁEGO kontekstu - założeń.
                                          W świecie nie poznamy założeń nigdy. I dlatego pozostaje tylko
                                          doświadczenie i na zawsze tymczasowość związana z czasem, z "wersją"
                                          opisu w danym momencie.

                                          Pewne gatunki NIE ISTNIAŁY w opisie świata wtedy. Teraz istnieją.

                                          A co do NIEISTNIENIA, to o wszystkim, czego nie mogliśmy
                                          zweryfikować doświadczalnei NIE WOLNO MÓWIĆ, że istnieją.

                                          WObec tego MUSIMY!!!! mówić, że nie istnieją w tym opisie. Brak w
                                          opisie jest NIEISTNIENIEM.

                                          Bóg NIE ISTNIEJE. W opisie świata go nie ma. Nie istnieje jako
                                          element opisujący świat. Nie istnieje. Tak samo jak krasnoludek. smile

                                          Jesteś tępy.

                                          Pa. smile
                                      • kiwaczek11 Re: nie da się tez potwierdzić dopóki... cz.2 09.11.09, 22:15
                                        Przykład z życia wzięty. Zachodzi podejrzenie , że wżery na języku
                                        to skutek poparzenia chemicznego podczas picia niegazowanego Żywca.
                                        Butelka mogła być myta ługiem sodowym, którego ślady zostały w
                                        wodzie. Robisz test na obecność ługu. Jeśli test wykaże obecność, to
                                        można powiedzieć, że wżery na Twoim języku to skutek poparzenia
                                        chemicznego. Jeśli test nie wykaże obecności ługu, to nie można z
                                        całą pewnością powiedzieć, że wżery na języku nie pochodzą od
                                        poparzenia chemicznego. Dlaczego? Bo test na obecność ługu mógł
                                        wykazać poparzenie ( ługiem ), ale nie mógł wykazać braku
                                        poparzenia, bo poparzenie mogło nastąpić śladem kwasu solnego, który
                                        również mógł się znaleźć w butelce. Ale ten test nie mógł tego
                                        wykazać, bo jest ukierunkowany na ług, a nie na kwas.
                                        Możesz stwierdzić istnienie krasnala, jeśli udowodnisz, że krasnal
                                        istnieje. Ale nie możesz stwierdzić nieistnienie krasnala, tylko
                                        dlatego ,że nie udowodniono jego istnienia, bo testy lub sposoby na
                                        udowodnienie istnienia, mogły nie być w stanie tego istnienia
                                        udowodnić.
                                        • grgkh Istnienie jest tylko elementem w opisie świata 11.11.09, 16:05
                                          Co Tyu chrzanisz? Są określone zasady przeprowadzania doświadczeń,
                                          ze ślepymi próbami itd. Ich wynikiem jest teza potwierdzona W
                                          OKREŚLONYM kontekscie, podczas tej serii prób. A jutro może się
                                          okazać coś innego.

                                          Wszystkie tezy są TYMCZASOWE. To znaczy, że ich ważność dotyczy
                                          kontekstu w czasie i warunków tworzenia opisu świata. Istnienie lub
                                          nieistnienie, prawda lub fałsz, nie są na stałe.

                                          Ale żeby coś o tym opisie powiedzieć, żeby rozróżniac zweryfikowane
                                          pozyytwnie (lub negatywnie) tezy od niezweryfikowanych fantazji
                                          MUSIMY uzywać etykietki - to istnienie!!!

                                          Istnienie jest potwierdzeniem weryfikacji. Ta weryfikacja UMIESZCZA
                                          tezę w opisie świata. A to, co nie jest tam umieszczone, to NIE
                                          ISTNIEJE!!!

                                          I tyle.
            • feel_good_inc Re: Blaise Pascal 04.11.09, 09:01
              kociak40 napisał:
              > Jestem ciekaw odpowiedzi ateistki na takie sformuowanie (mego
              > pomysłu):
              >
              > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni, materii i
              > energii"

              No jak tak sobie zdefiniujesz Boga, to wszystko w porządku. Do momentu kiedy nie zaczniesz go personifikować, czcić, modlić się do niego i zabijać innych w jego imieniu wink

              > Istnieje to, wiemy, że powstało, więc była przyczyna i skutek.
              >
              > Na odpowiedz - "zrobiło się to samo" można własnie to nazwać Bogiem
              > bo jest w tym inteligencja nie chaos.

              I tu właśnie tkwi największy błąd w tym rozumowaniu. Ludzki mózg już jest tak skonstruowany, że doszukuje się rozmaitych powiązań. I o ile sprawdza się to lepiej lub gorzej w życiu codziennym, to prowadzi też do szukania tych powiązań tam gdzie ich nie ma, stąd wszystkie teorie spiskowe, UFO, kody biblii i temu podobne pierdoły. Taki sam sens ma poszukiwanie inteligentnego działania w chaosie - nie dość, że losowym zdarzeniom przydajesz znamiona celowości, to jak już się ich doszukasz, to jeszcze dorabiasz teorię o niewidzialnej sile, która te zdarzenia powoduje. A jak niewidzialna inteligentna siła, to pewnie jakiś rozum. Jak rozum, to pewnie w jakimś ciele. Jak w ciele, to pewnie podobnym do ludzkiego, bo w końcu jesteśmy najbardziej rozumni i inteligentni. Ale w takim zajebistym, bo kto to widział, żeby jakaś super inteligentna siła przechadzała się w takim zwykłym ludzkim ciele. Powiem więcej! To pewnie my jesteśmy marnymi kopiami tego idealnego bytu. A skoro już ten idealny byt powołał nas do istnienia (no bo kto inny?) to pewnie w jakimś celu... Kilka lat mija i religia gotowa wink

              Poza tym zdefiniuj, czym się różni chaos od porządku? Bo mi się wydaje, że po przyłożeniu odpowiedniej skali, nie widać w zasadzie żadnej różnicy wink Wszechświat naprawdę istnieje już tyle miliardów lat, że nawet całkowicie nieprawdopodobne zjawiska, takie jak inteligentne życie, mogły się pojawiać niezliczoną liczbę razy w niezliczonych miejscach. Z racji naszego ograniczenia prędkością światła i zakresem obserwacji, nie jesteśmy nawet w stanie stwierdzić, czy nasz wszechświat nie jest lokalnym zdarzeniem w jakiejś większej strukturze. Skąd wiesz, że nasz wszechświat to nie jest jakaś cząstka elementarna powstała ze zderzenia kwarków w eksplozji bomby atomowej gdzieś nad jakąś Hiroszimą w jakimś nadwszechświecie?
              • grgkh Nie zgadzam się z tym 04.11.09, 12:57
                feel_good_inc napisał:

                > kociak40 napisał:
                > > Jestem ciekaw odpowiedzi ateistki na takie sformuowanie (mego
                > > pomysłu):
                > >
                > > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni,
                materii i
                > > energii"
                >
                > No jak tak sobie zdefiniujesz Boga, to wszystko w porządku.
                > Do momentu kiedy nie zaczniesz go personifikować, czcić,
                > modlić się do niego i zabijać innych w jego imieniu wink

                Nie. To nie jest w porządku.

                Czy wszystkie przyczyny i skutki trzeba nazywać bogami? Dlaczego
                nie? A dlaczego tylko te?

                I drugie:

                Bóg logicznie nie istnieje. Uważanie, że istnieje jest DOGMATYZMEM.
                A ten to największa zakała ludzkich umysłów, gdyż dla pewnych
                sytuacji zakazuje nam posługiwania się logiką (logika usmierca boga)
                i czyni z ludzi posłusznych dogmatom (jakimkolwiek - religijnym,
                naukowym itp).

                A tylko tak możemy poznawać świat i opisywać go uczciwie, bez
                zamiaru manipulowania innymi ludźmi tym opisem - jeśli wątpimy we
                wszystko. Wątpienie wyklucza dogmat, a dogmat wyklucza wątpienie.
                • kiwaczek11 bzdura 04.11.09, 18:30
                  <<<
                  Bóg logicznie nie istnieje.
                  >>>
                  Bzdura. Nie ma podstaw do sforułowania takiego wniosku. Zwłaszcza
                  jeśłi chodzi o logikę.

                  <<<
                  Uważanie, że istnieje jest DOGMATYZMEM.
                  >>>
                  Jest dogmatyzmem. Tak jak uważanie , że nieistnieje TEŻ jest
                  dogmatyzmem.
                  • grgkh Mylisz się. koleżko miły ;) 04.11.09, 20:46
                    kiwaczek11 napisał:

                    > <<<
                    > Bóg logicznie nie istnieje.
                    > >>>

                    > Bzdura. Nie ma podstaw do sforułowania takiego wniosku.
                    > Zwłaszcza jeśłi chodzi o logikę.

                    Wkurzasz się? O, jak fajnie smile. Bóg logicznie nie istnieje, bo nie udowodniono
                    jego istnienia. Ponadto jego definicja jest fałszywa. Gdyby go porównać do
                    przyczyny (aksjomatów), to zredukujemy go do samych aksjomatów, a po tej
                    redukcji możemy śmiało odrzucić. I już go nie ma. A jak nie ma, to nie istnieje.

                    > <<<
                    > Uważanie, że istnieje jest DOGMATYZMEM.
                    > >>>
                    > Jest dogmatyzmem. Tak jak uważanie , że nieistnieje TEŻ jest
                    > dogmatyzmem.

                    Cóż za ograniczoność myślenia. wink

                    Nie znasz definicji dogmatyzmu? Dogmatyzm jest wtedy, gdy bez dowodu narzuca się
                    prawdziwość. To jak Ty z bogami.

                    A ja we wszystko niedogmatycznie wątpię. Prawdziwe dla mnie jest TYLKO to, co
                    zostało zweryfikowane. To jest prawdziwe i istnieje (JAKO SKUTEK WERYFIKACJI).

                    Bez weryfikacji nie ma istnienia i nie ma prawdziwości. wink
                    • kiwaczek11 Re: Mylisz się. koleżko miły ;) 04.11.09, 22:24
                      <<<
                      Bóg logicznie nie istnieje, bo nie udowodniono
                      jego istnienia.
                      >>>
                      Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie. Powtarzam
                      to już niezliczona ilość razy, a jeszcze mi się nie znudziło.
                      Dlaczego? Bo to oczywista oczywistość. Dlatego robię to z
                      przyjemnością.

                      <<<
                      Ponadto jego definicja jest fałszywa.
                      >>>
                      Nie znasz pojęcia definicji fałszywej ( to stwierdzony fakt), nie
                      wiesz na czym polega fałsz w definicji i kiedy on występuje ( to
                      stwierdzony fakt), a wyrokujesz , która definicja jest prawdziwa, a
                      która fałszywa.

                      <<<
                      > <<<
                      > Uważanie, że istnieje jest DOGMATYZMEM.
                      > >>>
                      > Jest dogmatyzmem. Tak jak uważanie , że nieistnieje TEŻ jest
                      > dogmatyzmem.

                      Cóż za ograniczoność myślenia.

                      Nie znasz definicji dogmatyzmu? Dogmatyzm jest wtedy, gdy bez dowodu
                      narzuca się
                      prawdziwość.
                      >>>
                      Dokładnie tak jak to robisz Ty. Bez dowodu narzucasz prawdziwość
                      tezy o nieistnieniu. Dlatego jest to dogmatyzm.

                      <<<
                      A ja we wszystko niedogmatycznie wątpię.
                      >>>
                      Jeśli byłbyś konsekwentny, Twoje stanowisko brzmiałoby : „ wątpię,
                      że Bóg istnieje”.
                      • grgkh Bóg nie istnieje 04.11.09, 23:23
                        kiwaczek11 napisał:

                        > <<<
                        > Bóg logicznie nie istnieje, bo nie udowodniono
                        > jego istnienia.
                        > >>>

                        > Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.

                        Tylko w systemach o znanych założeniach, do których można się odnosić.

                        Założeń świata nigdy nie poznamy. I dlatego istnienia w jego opisie muszą być
                        weryfikowane. Brak weryfikacji jest w tym opisie świata nieistnieniem.

                        Bóg nie istnieje, bo nie został zweryfikowany. I tyle.
                        • kociak40 Re: Bóg nie istnieje 05.11.09, 00:21

                          I znowu Ty w moim poscie? Znowu mam trochę śmiechu. Wiedziałem, że
                          tak będzie. Musisz jednak przyznać, że mój dowód jaki mi wtedy
                          przyszedł na myśl jest zmyślny, a nawet więcej - dobry:

                          ""Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni, materii i
                          > energii"

                          No jak tak sobie zdefiniujesz Boga, to wszystko w porządku. Do
                          momentu kiedy nie zaczniesz go personifikować"" - z postu
                          feel_good_inc

                          Feel_good_inc poznał się na nim i przyznał mi częściową rację (do
                          tej personifikacji, a to już dużo). Personifikacja to inna para
                          kaloszy, to na inny temat.
                          Feel_good_inc zadaje mi pytanie o definicję chaosu i porządku, już
                          kiedyś wypowiadałem się na ten temat i to dość obszernie, więc tu
                          odpowiem tylko lakonicznie. Chaos to jakby 6 stopni swobody i nie
                          można przewidzieć rezultatu, nie mozna przewidywać ciągu następnych
                          zdarzeń, a w porządku - można.
                          Strasznie mnie śmieszą te twoje chamskie odzywki skierowane do
                          kiwaczka11, bo widzisz, że to "łebski" facet (w przeciwieństwie do
                          Ciebie) i nie możesz "wspiąć się" do jego poziomu. Czy mógłbyś i do
                          mnie skierować jakieś swoje określenia? Lubię je czytać, tak łatwo
                          Ci to przychodzi, nie musisz nigdzie zaglądać.

                          • grgkh Bóg nie istniał, nie istnieje i nie będzie istniał 05.11.09, 10:16
                            kociak40 napisał:

                            > I znowu Ty w moim poscie?

                            Zabronisz mi? smile

                            > Znowu mam trochę śmiechu.

                            Nerwowy chichocik?

                            > Wiedziałem, że tak będzie.

                            No, proszę, wróżka jakaś. Kota już masz, a szklaną kulę? smile

                            > Musisz jednak przyznać, że mój dowód jaki mi wtedy
                            > przyszedł na myśl jest zmyślny, a nawet więcej - dobry:

                            Megalomania, kociak. Za wcześnie się ucieszyłeś. Ja twoje zmyślności
                            jednym palcem załatwiam. wink To nie jest dowód i nie powołuje boga do
                            istnienia. Bóg nadal jest zbędny czyli nie istnieje.

                            > ""Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni,
                            > materii i energii"
                            > No jak tak sobie zdefiniujesz Boga, to wszystko w porządku. Do
                            > momentu kiedy nie zaczniesz go personifikować"" - z postu
                            > feel_good_inc

                            Tyle że to nie powołuje boga do istnienia. Ja mogę Ci zaproponować
                            inną definicję, która będzie działała tak samo: Bóg to kupa w twoim
                            sedesie.

                            Czy widzisz, że bóg istnieje? Tak. Wystarczy po defekacji obejrzeć
                            się za siebie, wciągnąć aromat w nozdrza. Tak, taki bóg na pewno
                            mógłby istnieć, bo "zmysły nie kłamią" wink i jego obecność
                            stwierdzają.

                            Podobnie jest z przyczynami dotyczacymi Wszechświata. "Jakieś" na
                            pewno są.Cco z tego, że ich nie definiujesz nijak? Nazywasz je,
                            oprócz terminu "przyczyna", terminem rówenoległym - "bóg".

                            Kociak, bóg z tej definicji nadal nie istnieje, bo tylko powiela
                            istniejace nazewnictwo. W rzeczywistości nie wprowadza nowego
                            pojęcia. A jeśli nie ma nowej definicji, jeśli stare określają
                            wystarczająco wszystko, co wcześniej i takl było określane, to nic
                            nowego nie zaistniało. Boga nie było przed twoim "genialnym"
                            wymysłem, a po jego sformułowaniu nadal nie ma go, bo dodanie nowej
                            nazwy nic nie zmieniło. Bóg nie istnieje, ponieważ jest zbędny i
                            można go zastąpić definicjami z bogiem niezwiązanymi.

                            Zrozumiano, kociak? wink Domyślam się, że jest na to mała szansa, bo
                            myśli Ci się ciężko w "tych" sprawach.

                            > Feel_good_inc poznał się na nim i przyznał mi częściową rację (do
                            > tej personifikacji, a to już dużo). Personifikacja to inna para
                            > kaloszy, to na inny temat.

                            Blebleble. Nie wiesz, o co chodzi w tej personifikacji. Ale działa
                            to podobnie do mechanizmu, który opisałem powyżej. DOPÓKI nie
                            nadajesz nowych cech jest OK, ale taki bóg faktycznie nie istnieje
                            ze względu definicyjną zbędność. A gdy dodasz jakąś nową cechę, np.
                            dokonasz personifikacji, to taki bóg wykłada się przez sprzeczność,
                            bo żadnej cechy ponad naturalne nikt logicznie nie jest w stanie
                            obronić. Feel_good_inc wypowiedział to samo co ja, tyle że innymi
                            słowami. wink

                            No i klops, kociak. wink Nie dość, że nic nie ugrałeś, to
                            kompromitujesz się nie rozumieniem podstawowych zasad logiki
                            myślenia.

                            > Feel_good_inc zadaje mi pytanie o definicję chaosu i porządku, już
                            > kiedyś wypowiadałem się na ten temat i to dość obszernie, więc tu
                            > odpowiem tylko lakonicznie. Chaos to jakby 6 stopni swobody i nie
                            > można przewidzieć rezultatu, nie mozna przewidywać ciągu
                            > następnych zdarzeń, a w porządku - można.

                            Czy możesz prościej? Chaos - brak reguł. Porządek - ich
                            istnienie. smile Zauważ, że skutkiem działania reguł może być bardzo
                            złożony, niemożliwy do analizy "na pierwszy rzut oka" układ, w
                            języku potocznym nazywany chaotycznym. Ale ten potoczny chaos nie ma
                            wiele wspólnego z chaosem wynikającym z braku reguł.

                            > Strasznie mnie śmieszą te twoje chamskie odzywki skierowane do
                            > kiwaczka11, bo widzisz, że to "łebski" facet (w przeciwieństwie do
                            > Ciebie) i nie możesz "wspiąć się" do jego poziomu.

                            Kiwaczek jest albo autentycznie głupi, albo tak zindoktrynowany, że
                            duszę diabłu sprzeda by głupiego udawać. Jesteście siebie godni.

                            > Czy mógłbyś i do mnie skierować jakieś swoje określenia?

                            Zaproponuj coś. Co najbardziej lubisz? By Cię zadowolić, gotów
                            jestem na wiele. wink

                            > Lubię je czytać, tak łatwo
                            > Ci to przychodzi, nie musisz nigdzie zaglądać.

                            A gdzie zaglądam teraz? wink
                        • kociak40 Re: Bóg nie istnieje 05.11.09, 00:40

                          " I aż dziwne, ze taki "wielki"
                          Pascal nie brał go pod uwagę." - grgkh

                          Rozumiem ten cudzysłów przy "wielki" u Pascala, przy grgh jego by
                          nie było.
                          A co sądzisz o tym:

                          "Dla wierzącego Bóg stoi na początku, dla fizyka zaś na końcu
                          wszelkich dociekań" - Max Planck

                          Tu akurat Ty z fizyką nie masz nic wspólnego ale zapewne zakładasz,
                          że daleko temu Maxowi do twojej logiki. Może trochę łagodniej
                          obejdziesz się z nim niż z Pascalem, zawsze to twórca fizyki
                          kwantowej, bez niego nie byłoby teorii Alberta.
                          • grgkh Re: Bóg nie istnieje 05.11.09, 07:21
                            kociak40 napisał:

                            > " I aż dziwne, ze taki "wielki"
                            > Pascal nie brał go pod uwagę." - grgkh

                            Ale przyznasz, kociaczku, że jestem w tym przypadku lepszy niż
                            Pascal. I tego mi odmówić nie możesz. wink

                            > Rozumiem ten cudzysłów przy "wielki" u Pascala,
                            > przy grgh jego by nie było.

                            A teraz poproszę o uczciwy komentarz i pochwałę pod moim adresem. Bo
                            chyba nie masz wątpliwości, że moje uzasadnienie jest dobre i
                            podważa pascalowską sugestię co do sensu wiary? Zdobędziesz się na
                            ten skromny gest?

                            > A co sądzisz o tym:
                            >
                            > "Dla wierzącego Bóg stoi na początku, dla fizyka zaś na końcu
                            > wszelkich dociekań" - Max Planck

                            Na końcu dociekań czyli można (lub nawet trzeba) go pominąć? smile

                            Jestem skłonny zgodzić się z taką kolejnością. A co z Twoją
                            kolejnością?

                            > Tu akurat Ty z fizyką nie masz nic wspólnego

                            Nie Tobie o tym sądzić. wink

                            > ale zapewne zakładasz, że daleko temu Maxowi do twojej logiki.

                            A o czym mówisz i na jakiej podstawie? Wydaje mi się, że jesteśmy z
                            logiką na podobnym poziomie.

                            > Może trochę łagodniej obejdziesz się z nim niż z Pascalem,
                            > zawsze to twórca fizyki kwantowej, bez niego nie byłoby teorii
                            > Alberta.

                            I co z tego? A co to ma wspólnego z tematem czyli zakładem Pascala i
                            Twoim bezmyślym dla niego poparciem? smile

                            PS. Ale muszę Cię za coś pochwalić. Zacząłeś pisać przejrzyściej.
                            Ewoluujesz pozytywnie. Tak trzymaj. No widzisz, ja nie mam uprzedzeń
                            w stosunku do nikogo. smile

                            Ale bóg nie istnieje i jest to FAKT zgodny z logiką! smile
                            • kociak40 Re: Bóg nie istnieje 05.11.09, 16:29

                              Pytasz się, czy wolno Ci w moim poście uczestniczyć? Jak
                              najbardziej, dlatego jeszcze piszę, bo liczę na to.
                              Ten cudzysłów w słowie i kontekscie - "wielki" Pascal, sprawił mi
                              dużo szczerego śmiechu, nie rozumiesz z czego się śmieje? Ten
                              cudzysłów to twoja choroba i z tego, że nie dostrzegasz tego (w tym
                              rodzaju choroby jest to normalne). Fakt, mam szczególne poczucie
                              humoru, a Ty nadajesz się do niego idealnie.
                              Twoje własne stwierdzenie, że z logiką jesteś wyżej od Pascala, a na
                              równi z poziomem Maxa Plancka jest tak kapitalne, że muszę to puścić
                              w obieg u swoich znajomych. Czyżby ta fizyka kwantowa tak cię
                              przestraszyła, że tylko wyrównałeś?
                              Myslę sobie teraz, że jak już "kopniesz w kalendarz" to zapewne
                              zdziwisz się jak znajdziesz się np. w czyscu, nie będziesz rozumiał
                              dlaczego, taki ateista i w czyścu? masz wielkie usprawiedliwienie -
                              wielką głupotę, na pewno uwzględnią to.

                              • grgkh Bóg nie istnieje na pewno 05.11.09, 19:29
                                Jak Ty, kotku, musisz mnie nienawidzić, że czekasz aż "kopnę w kalendarz". smile

                                Bóg nie istnieje. A jeśli istnieje, to jest bogiem zła. Nie ma u siebie czyśćca,
                                ale samo piekło, a jego rejon z salą tortur jest przeznaczone dla tych, którzy
                                wierzyli w to, że jest on bogiem dobra.

                                I wtedy to Ty się przekonasz, jak wielki błąd zrobiłeś wybierając nie tego boga,
                                którego należało. smile

                                A mówię to z identyczną pewnością do tej, którą Ty prezentujesz, powtarzając
                                katolskie bajki o czyśćcu. smile Mam na ten temat dokładnie takie same wieści.

                                Ja mam lepiej, kociak. Na wszelki wypadek nie płaszczę się przed żadnym z bogów,
                                bo zbyt duża jest szansa, że nie trafiłbym na tego, od którego miałbym czerpać
                                wiedzę jak żyć.

                                Żyję pomiędzy ludźmi, dla siebie i dla nich. I szukam tylko takich prawd, które
                                dają się zweryfikować. I nie jestem, i na pewno nie zostanę sługusem jakiegoś
                                durnego dogmatu, jak Ty. smile
                                • kociak40 Re: Bóg nie istnieje na pewno 06.11.09, 22:17

                                  Jak zwykle tworzysz błędny osąd. Piszesz -"Jak Ty kotku, musisz mnie
                                  nienawidzieć ...". Nieprawda (nie możesz uwierzyć?), lubię Ciebie
                                  choć nie znam osobiście, ta Twoja upartość z tym "dowodem", ta
                                  powaga, zawziętość, a złaszcza te kalumnie (które tak łatwo Ci
                                  przychodzą) są dla mnie interesujące jako stan psychiczny takiego
                                  osobnika. Te Twoje "zapewnienia" (jak brak Ci argumentów) - "Boga
                                  nie ma", "Bóg nie istnieje", a to ostatnie - "Bóg nie istnieje na
                                  pewno". To "na pewno" tak mnie rozśmieszyło, że nic już nie mogę
                                  robić w tej chwili na komputerze, bo się śmieje. Jak tu można nie
                                  lubić Ciebie.
                                  Dam radę (oczywiście w dobrej wierze ale nie katolickiej). Cechuje
                                  Ciebie zbyt duża powaga, więcej humoru, humoru i jeszcze raz humoru.
                                  Więcej polotu w wypowiedziach, lekkości.
                                  • grgkh Re: Bóg nie istnieje na pewno 07.11.09, 08:07
                                    Na razie to ja mam ubaw, jak się zbłaźniłeś z zakładem Pascala. smile

                                    A boga na pewno nie ma. I już to udowadniałem. A że Ty tego nie
                                    rozumiesz, to Twój problem. Nie dodam ci przecież "szarych komórek",
                                    ani nie uczynię ich sprawniejszymi.
                        • kiwaczek11 Kolejna bzdura 07.11.09, 19:03
                          <<<
                          > Brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.
                          >
                          > Tylko w systemach o znanych założeniach, do których można się
                          odnosić.
                          >>>

                          Już raz pisałem, ze klepiesz bzdury o tych "systemach" ,niedouku.
                          Chociaż delkarowałes, że dyskusje służą Ci do poszerzania wiedzy,
                          jestes na nią odporny jak zakuta pała.
                          Jest dokładnie przeciwnie niż piszesz.

                          (patrz : R. Reiter „On closed
                          world data bases”. )
                          • grgkh Kiwaczka proszę znieść z ringu :) 07.11.09, 21:05
                            Mnie wystarczy Twoja jedna, ale wyraźnie udokumentowana bzdura. Tego nie da się usunąć, chłopcze. To tutaj zostanie i będzie służyło cytowaniu stylu Twojego myślenia i Twojej kultury dyskusji. smile
            • broceliande Re: Blaise Pascal 05.11.09, 09:17
              kociak40 napisał:

              >
              > "Co ja, ateistka mówię w takiej sytuacji?" - broceliade
              >
              > Jestem ciekaw odpowiedzi ateistki na takie sformuowanie (mego
              > pomysłu):
              >
              > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania czasu, przestrzeni, materii
              i
              > energii"
              >
              > Istnieje to, wiemy, że powstało, więc była przyczyna i skutek.
              >
              > Na odpowiedz - "zrobiło się to samo" można własnie to nazwać Bogiem
              > bo jest w tym inteligencja nie chaos.


              Jest w tym inteligencja?
              Nie znam przyczyny powstania tego wszystkiego. Sądzę, że jej nie ma.
              Powstanie ludzkiej nauki, ludzkich poszukiwań jest równie dobrą
              przyczyną, jak to, żebym dzisiaj przed dziewiątą zjadła szarlotkę w
              swoim biurze.
              Może po to to wszystko?

              "Zrobiło się samo".
              To się cały czas robi. A kiedy skończy się robić, zacznie od
              początku.
              Wiesz, jak ten wąż z ogonem w zębach.
              • kociak40 Re: Blaise Pascal 05.11.09, 16:10

                "Jest w tym inteligencja?
                Nie znam przyczyny powstania tego wszystkiego. Sądzę, że jej nie
                ma." - broceliande

                Ten krótki Twój cytat wyjaśnia wszystko, wszelka dyskusja jest
                zbyteczna. Idę o gruby zakład, że jesteś blondynką?
                • grgkh Re: Blaise Pascal 05.11.09, 19:32
                  kociak40 napisał:

                  > "Jest w tym inteligencja?
                  > Nie znam przyczyny powstania tego wszystkiego.
                  > Sądzę, że jej nie ma." - broceliande

                  Zgadzam się z tym. smile

                  > Ten krótki Twój cytat wyjaśnia wszystko, wszelka dyskusja jest
                  > zbyteczna. Idę o gruby zakład, że jesteś blondynką?

                  Jesteś głupim, chamskim, męskim, religią zindoktrynowanym szowinistą.
                  • kociak40 Re: Blaise Pascal 06.11.09, 22:27

                    "Jesteś głupim, chamskim, męskim, religią zindoktrynowanym
                    szowinistą" - grgkh

                    To do mnie, muszę przyznać, że dość dobre. Czy mógłbyś sie postarać,
                    żeby była pochwała bez tego "dość"? Spróbuj, masz tu wielkie
                    możliwości, nie trzeba fizyki.
                • broceliande Re: Blaise Pascal 06.11.09, 09:08

                  kociak40 napisał:

                  >
                  > "Jest w tym inteligencja?
                  > Nie znam przyczyny powstania tego wszystkiego. Sądzę, że jej nie
                  > ma." - broceliande
                  >
                  > Ten krótki Twój cytat wyjaśnia wszystko, wszelka dyskusja jest
                  > zbyteczna. Idę o gruby zakład, że jesteś blondynką?
                  >


                  Och zburzyłam Ci obraz wychuchanego boskiego planu?
                  Sądząc z reakcji, to cos tam nadszarpnęłam.
                  Lepiej się pogódź, że Twoje życie nie ma żadnego sensu, chłopczyku.

                  Masz rację jednak: to jest koniec dyskusji.
                  Alezje do faktu, że jestem kobietą, a wobec tego można się czepić
                  wyglądu są płytkie, żałosne i niestety dowodzące braku argumentów.
                  • kociak40 Re: Blaise Pascal 06.11.09, 22:24

                    Więcej poczucia humoru życzę. To jest forum z przypadkowymi ludzmi
                    tak jak spotkanie na przystanku autobusowym. Po co ta "powaga" i
                    obrażanie.

                    "Och zburzyłam Ci obraz wychuchanego boskiego planu?"

                    Kobieto (puchu marny - słowa poety więc nie obraźliwe) za wysoko się
                    cenisz, nie masz na to pokrycia aby cokolwiek mi zburzyć.
                    • broceliande Re: Blaise Pascal 06.11.09, 23:12

                      kociak40 napisał:

                      >
                      > Więcej poczucia humoru życzę. To jest forum z przypadkowymi ludzmi
                      > tak jak spotkanie na przystanku autobusowym. Po co ta "powaga" i
                      > obrażanie.

                      Kotek, z całym humorem.
                      Kto się pierwszy obraził i wyciągnął nieistotne fakty w rodzaju
                      płeć, kolor włosów?
                      Hmmmm.... Ty?
                      Czy ja Cię pytam czy jesteś gruby i łysy? I zakładam, gruby zakład,
                      że tak?
                      Hmmm... nie.


                      >
                      > "Och zburzyłam Ci obraz wychuchanego boskiego planu?"
                      >
                      > Kobieto (puchu marny - słowa poety więc nie obraźliwe) za wysoko
                      się
                      > cenisz, nie masz na to pokrycia aby cokolwiek mi zburzyć.


                      Lepiej cenić się wysoko, niż nisko, nie uważasz?
                      Lepiej nie uważać się za trybik w CZYIMŚ planie.
                      Lubisz tak na kolankach przed wielkim CZYMŚ?
                      Nie jesteś w stanie obrazić mnie słowem 'kobieta".
                      Myślę, że masz jakiś patriarchalny problem w stylu: olaboga, kobieta
                      myśli, co więcej, olaboga, kobieta mówi, co myśli.
                      Olaboga, a może to ŁADNA kobieta.

                      I tak, zaburzyłam Ci cokolwiek.
                      Boisz się.
                      Boisz się, że tam nic nie ma.
                      • kociak40 Re: Blaise Pascal 07.11.09, 00:18
                        No widzisz, bez obrażania się, można podyskutować. Ja już jestem, (a
                        raczej byłem) na tym forum od dość dawna, obecnie już nie udzielam
                        się. Tylko wyjątkowo od czasu do czasu coś napiszę i to ze względu
                        na grgkh, lubię sie z nim przkomarzać. Mnie jest obojetne czy jest
                        Bóg, czy Go nie ma, nie szukam tu żadnych przekonań, podpowiedzi,
                        mam własne zdanie i własny swój osąd, nikogo nie chce przekonywać,
                        piszę wyłącznie dla rozrywki. Tyle dla wyjaśnienia.

                        Przejdzmy teraz do zakładu, do tego grubego zakładu, czy jestem
                        gruby i łysy? W połowie wygrałaś, łysy nie jestem, jestem siwy, a
                        czy gruby? Sam nie wiem, ważę co prawda ponad 100 kg ale mam 192 cm
                        wzrostu (wszystko jest proporcjonalne) oprócz tej może wagi. Jako
                        żywiec byłbym na skupie w I klasie.
                        Czy mam problem patriarchalny? Tu zastanawiam się, może coś w tym
                        jest? Ewa powstała z żebra Adama i dlatego kobieta tak często jest
                        koscią niezgody ale czy zaraz problem? Pewien problem jest, mam
                        żonę, dwie córki i dodatkowo jeszcze teściową "pod jednym dachem".
                        Kobiety mniej męczą się mówieniem (mają cieńsze struny głosowe, na
                        jednym wydechu mogą o 40% więcej wypowiedzić słów niż mężczyzna) i
                        trudno mi dojść do słowa. A cóz niemowie po wolności słowa.
                        Pewien problem jest. Piszesz - "a może to ŁADNA kobieta". Trafiłaś w
                        dziesiatkę, zawsze cenię i lubię ładne kobiety. No, może z jedynym
                        wyjątkiem. Jako maluch jeszcze nie chodzący do szkoły, marzyłem żeby
                        ożenić się z taką panią co lodami handluje.


                        • grgkh A co z zakładem? 07.11.09, 08:03
                          kociak40 napisał:

                          > Tylko wyjątkowo od czasu do czasu coś napiszę

                          Niestety bzdury piszesz. Nie potrafisz dostrzec głupoty i fałszu
                          zawartych w zakładzie Pascala. Nie potrafisz używać logiki.
                          Ignorujesz ją. Nie rozumiesz jej. I jeszcze się tym chwalisz. smile
                          • kociak40 Re: A co z zakładem? 08.11.09, 03:58
                            W zakładzie Pascala zrobiłes błąd w założeniu i to podstawowy więc
                            po co dyskutować z błędną logiką. Założyłeś, że wiara to przykry
                            wysiłek, a to dla wierzących sama przyjemność i to dodatkowa.
                            Moja już nie zyjąca babcia tak radosnie biegała na msze w niedziele
                            i to dwie, bo jedna jej nie wystarczała. Zauważ jaka radość maluje
                            się na twarzach tych co uczestniczą w pieszych pielgrzymkach,
                            przecież mogliby pojechać. Błąd podstawowy w zalożeniu prowadzi do
                            głupoty, i to logicznej. Ktoś patrząc jak ćwiczącego kulturyste
                            mogłby załozyc, że strasznie cierpi, męczy się za jakieś grzechy. On
                            tymczasem nie może doczekać się nastepnego treningu i płaci, i
                            to "słono", aby móc sie tak męczyć.
                            Może dam jakiś przykład od siebie, autentyczny. Tu muszę się
                            przyznać, że trochę gorzej sprawuje się firma, którą prowadzę (a tak
                            szła rewelacyjnie), wiadomo kryzys. Tak szła dobrze, że w połowie
                            roku kpiłem sobie nową KIA Magentis w lisingu. Jeżdzi się wspaniale,
                            tylko kto będzie ją spałacał jak kryzys wzrośnie? Ty w takiej
                            sytuacji, jako ateista 100%, a nawet więcej procentowy, byłbyś bez
                            żadnej nadzieji. A ja? Nie muszę się martwić, zakupie kilkanaście
                            mszy w intencji tego auta i koniuktura sie poprawi, przynajmniej
                            księdzu. Wiara czyni cuda. Przekonałem Cię? Nie? Twoja sprawa.
                            Żadnej logiki nie ignoruje, zwłaszcza Twojej, przyglądam się jej
                            uważnie. Trochę to dziwna logika, większa co prawda od logiki
                            Pascala (sam tak zapewniasz) ale jednak tylko równa logice Maxa
                            Plancka (tak ta fizyka kwantowa Cię przestraszyła? I słusznie, to
                            nie na twoją głowę). Tak Cię to przestraszyło, że popadłes w
                            nielogikę. Max Planck był wierzącym i jednak jego była aż równa
                            twojej? Jak to rozumić? Logika wierzącego równa logice natchnionego
                            ateisty? Coś nie jest tak, jakieś kuriozum.
                            Inne kuriozum to to, że Ty do tego, że nie ma Boga, przekonujesz
                            ateistów. Podejrzewasz, że mogą w ateiźmie nie wytrwać? Może to i
                            logiczne, czytając Twoje natchnione ateistyczne wywody mogą się
                            przestraszyć, że może się to udzielić i na leczenie będzie za późno.
                            Powinieneś wejść na forum katolickie i tam śmiało i odwarzenie
                            rzucić im wyzwanie, rzucić im jakiś sofizmat. Np.
                            "No wierzący katolicy, czy wasz wszechmocny Bóg mógłby mnie, grgkh,
                            zrobić Bogiem?" I masz już ich na widelcu. Chcąc nie chcąc ,muszą Ci
                            odpisać - "Niestety, Ciebie grgkh Bóg nie może zrobić Bogiem, bo Bóg
                            nie może być głupi". Mnie tym byś nie "złamał" (jakbym był na takim
                            forum), potrafiłbym wybrnąć z tego i to tak, aby wilk był syty i
                            owca cała. "Oczywiście grgkh, że Bóg mógłby Cię zrobić Bogiem ale
                            nie zrobi tego, bo boi się konkurencji".
                            No, posmiałem się trochę, idealny jesteś do tego, że też inni tego
                            nie zauważają, tych Twoich wysiłków, tej potęgi Twojej logiki, nie
                            chwalą, nie zachwycają się. Może boją się widząc do czego to
                            prowadzi? Jak sądzisz, dlaczego?
                            Muszę też dać Ci pochwałę, widać, że z logiki korzystasz (całymi
                            garściami). Długi czas kończyłeś wywody swoje sloganem - "Boga nie
                            ma". Słusznie zauważyłeś, że hasło trochę zwietrzało, pożółkło ze
                            starości. Zmieniłeś więc na - "Bóg nie istnieje". Logika to logika,
                            skorzystałeś z niej i proszę - "Bóg nie istnieje na pewno". Co za
                            pomyslunek, co za logika, teraz to i papieża przekona.
                            • grgkh Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fałszem 08.11.09, 06:59
                              kociak40 napisał:

                              > W zakładzie Pascala zrobiłes błąd

                              Nie czytasz moich postów ze zrozumieniem. Czy to przekracza Twoje
                              możliwości? smile Nie wiem. Ale na pewno jest coś innego,
                              charakterystycznego - podlegasz dogmatowi, a dogmat zaślepia. Tacy
                              ludzie są straszni dla swego otoczenia.

                              > w założeniu i to podstawowy więc
                              > po co dyskutować z błędną logiką.
                              > Założyłeś, że wiara to przykry wysiłek,
                              > a to dla wierzących sama przyjemność i to dodatkowa.

                              Nieprawda. Nie robiłem takiego założenia. Wróć do poprzednich postów
                              i je przeczytaj. Przyjemność można mieć i z narkotyzowania się.

                              Moje założenie jest inne. Wiara angażuje. Pochłania czas i wysiłek.
                              Traci się potencjalne możliwości wykorzystania ich z pożytkiem dla
                              siebie, swojego rozwoju i dla innych. No i to, co u Ciebie -
                              dogmatyzm. Umysł skażony dogmatem, pozwalający sobie na ten typ
                              myślenia jest bardziej skłonny do ulegania dowolnym dogmatom.

                              > Ty w takiej sytuacji, jako ateista 100%, a nawet więcej
                              > procentowy, byłbyś bez żadnej nadzieji.

                              A ja, zamiast liczyć na boską pomoc szukam rozwiązania. Szukając mam
                              większą szansę je znaleźć. I nadziei nie tracę, bo ufam w swoje
                              siły, swoje, a nie cuda.

                              Jak widzisz, wszystko jest na plus dla mnie.

                              > A ja? Nie muszę się martwić, zakupie kilkanaście
                              > mszy w intencji tego auta i koniuktura sie poprawi, przynajmniej
                              > księdzu. Wiara czyni cuda. Przekonałem Cię? Nie? Twoja sprawa.

                              A Ty karmisz księdza darmozjada i oszusta. konserwujesz ten chory
                              układ. Przyczyniasz się do tego, że wciągani są do niego wciąż nowi
                              ludzie.

                              > Żadnej logiki nie ignoruje, zwłaszcza Twojej, przyglądam się jej
                              > uważnie. Trochę to dziwna logika, większa co prawda od logiki
                              > Pascala (sam tak zapewniasz)

                              No widzisz. Zwyczajny człowiek, a pod pewnymi względami "lepszy" od
                              Pascala. I masz to "czarne na białym" tutaj. Ale zawiść, nienawiść i
                              dogmatyczne zaślepienie nie pozwala Ci wciąż przyznać mi racji. Mam
                              to w nosie, kociak. smile Twoja ocena mi zwisa.

                              > ale jednak tylko równa logice Maxa Plancka
                              > (tak ta fizyka kwantowa Cię przestraszyła?

                              Bredzisz. wink

                              > I słusznie, to nie na twoją głowę).
                              > Tak Cię to przestraszyło, że popadłes w nielogikę.
                              > Max Planck był wierzącym i jednak jego była aż równa
                              > twojej? Jak to rozumić? Logika wierzącego równa logice
                              > natchnionego ateisty?

                              Chłopie, ty naprawdę bredzisz:

                              Ateista nie jest natchniony, bo przez co miałby być? Przez brak
                              teizmu? Ja jedynie nie mam ograniczeń wyniakjących z posiadania
                              teizmu w swojej głowie. A czy Planck wierzył? Może wierzył, nie ma
                              nikogo idelanego, ale na ile, w jaki sposób sobie wyobrażał boga,
                              tego nie wie nikt. Ja też jako małe dziecko wierzyłem, także w
                              Mikołaja, krasnoludki itp. Ale na tym powinien polegac rozwój
                              świadomości. powinniśmy uczyc się logiki, a ta automatycznie
                              eliminuje to, co z nią nie jest zgodne. O swojej logice i wierze
                              każdy człowiek może mówić tylko w stosunku do siebie, bo to widzi i
                              czuje. To samo u innych jest jedynie niepewnym domniemaniem. Nie
                              podejmuję się w stu procentach oceniać innych. i nie chcę tego robić.

                              > Coś nie jest tak, jakieś kuriozum.

                              Kuriozum to jesteś Ty ze swoją obsesją na moim punkcie,
                              infantylizmem popierania religii i nie rozumienia, jaki to ma skutem
                              dla otoczenia. To Ty, swoimi głupimi wypowiedziami przyczyniasz się
                              pośrednio do tego, że ciemnota wciąż ma się dobrze.

                              > Inne kuriozum to to, że Ty do tego, że nie ma Boga, przekonujesz
                              > ateistów.

                              Głupoty, kociak, prawisz. To jest forum "religijne" i jest szansa,
                              że trafiają tu ludzie, którym jakis mały impuls może pomóc w
                              dokonaniu wyboru. Co dzień moze to być ktoś inny.

                              > No, posmiałem się trochę, idealny jesteś do tego,

                              Żałosne. big_grin Wypisujesz głupoty i sam się z nich śmiejesz. Czy wiesz,
                              że to pierwsze objawy manii prześladowczej i/lub schizofrenii? smile

                              > że też inni tego nie zauważają,

                              Bo nie ma innych takich głupich. wink

                              > Co za pomyslunek, co za logika, teraz to i papieża przekona.

                              Tego to akurat mam w nosie. Przekona tych, którzy nie zostali na
                              zawsze i nieodwracalnie zatruci religijnym, jak Ty. Przekona mądrych
                              i myslących. A pozostali to ofiary systemu religijnego - biedni,
                              należy im współczuć.
                              • kociak40 Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 08.11.09, 14:49
                                Tak już na poważnie. Pokazałem kiedyś Twoje wypisywanie znajomemu
                                psychologowi (co prawda nie psychiatra ale po psycholigii na UW i
                                zatrudnionym jako terapeuta w ośrodku leczenia nerwic, znajomy ze
                                wspólnego wędkowania) i zapytałem się co sądzi o tym "osobniku"
                                (czyli o Tobie) i czy mogę żartować z niego (z Ciebie), czy to nie
                                zaszkodzi? Niestety, potwierdził moje przypuszczenia i nawet zalecił
                                dla Ciebie taką terapię. Był zdania, że przytakiwanie Tobie jest dla
                                Ciebie bardzo groźne, wpędza w większą dolegliwość. Robienie sobie
                                żartów z Ciebie ma wywoływać u Ciebie złość i pewne opanowanie tej
                                choroby. Dobrze się złozyło, lubię stroić żarty, świetnie się do
                                nich nadajesz, nie możesz dostrzec kiedy sobie żartuję, denerwujesz
                                się, ja mogę się posmiać, a Ciebie leczę. Idealny układ. Powinieneś
                                być mi wdzęczny. Masz przekonanie, w ktore głeboko wierzysz, że ja
                                Ciebie strasznie nienawidzę, nie spię, już w nocy piszę, itd. jednym
                                słowem straszne rzeczy. Mnie nie interesuje dyskusja z Tobą, bo taka
                                jest niemozliwa. Sam powinneś to lepiej wiedzieć, nie masz z kim
                                dyskutować, ludzie stonią od Ciebie (nie chce tu podawać więcej),
                                stale to samo pieprzysz i wychwalasz do innych własną "grnialną"
                                niby logikę. Pomysl nad tym.
                                Tak Cię denerwuję, że przeszło to moje oczekiwanie. Nie wiesz co
                                robić, jak mnie "pognębić", podajesz moje dane osobowe, nazywasz
                                pogardliwie - "inzynierkiem od ciagników" itd. To i dobrze, widać,
                                że terapia moja nadzwyczaj skuteczna i może dać jakieś pozytywne
                                rezultaty. Piszę w nietypowych porach, bo prowadzę własną firmę i ze
                                względu na korki w Warszawie jazdy odbywam nocą (po 22:00). Odcinek
                                jaki w dzień musiałbym pokonać przez 2,5h, a o tej porze tylko
                                niecale 15minut (dla przykladu) i swobodnie mogę parkować gdzie chcę.
                                Wszystkie wieksze firmy (dla ktorych coś robię) mają tz. ochronę
                                budynków przez 24h i w nocy mogę odebrać to co chcą przekazać, mogę
                                dla nich zostawić itd. Kładę się spać 4-5 rano, śpię do 12:00, w tym
                                czasie komputery w pracy i w domu, odbierają zlecenia, telefony
                                faxy. Jadę do firmy, pakuję to co do wysyłki, zostawiam u ochrony
                                paczki dla kurierów (nie muszę osobiście czekać) i mam czas dla
                                siebie. Do pracy na komputerze przystępuję od 21:00 i to w domu,
                                zamykam się z kotem w swoim pokoju (jak mam gdzieś jechać to po
                                powrocie) i projektuję zlecenia w programach - Autocad (rys. 2D),
                                Mechanikal Desktop, Pro/Engineer (rys. 3D) (to praca prywatna poza
                                profilem firmy). Dla swojej firmy projektuję rózne grafiki i tu
                                słuzy mi oprogramowanie - CorelDraw, PhotoShop i parę pomniejszych.
                                Ja niczego nie muszę się wstydzić, ani nazwiska, ani wykształcenia,
                                ani zycia prywatnego. Jestem inzynierem mechanikiem po ukończeniu
                                Politechniki Warszawskiej wydz. SiMR (Samochody i Maszyny Robocze,
                                kierunek samochody i ciągniki). Byłem najlepszym studentem całego
                                wydz. mechanicznego ze średnią ocen za wszystkie 5 lat - 4,29 lub
                                4,27 licząc oceny z ćwiczeń (ocena 5 była wtedy najwyzsza i taką mam
                                na dyplomie), czego mam się wstydzić? Jak wejdziesz na stronę
                                www.brell.pl (dwie literki "el") to zobaczysz jaką firmę i o jakim
                                profilu prowadzę (od 2005r.). Część "Garden" to firma mojego
                                wspólnika (ta część nie była uaktualniana od 2003r) i ja nic do niej
                                nie mam. Moja część to "Sublimation" i tu mój wspolnik jest 50%
                                udziałowcem, bo wyłozył całkowicie swój kapitał na uruchomienie
                                firmy, zna dobrze j.angielski, j.rosyjski i nazwałem go "Dyrektorem"
                                bo reprezentuje firmę "Brell-Graw" przy kontaktach zagranicznych.
                                Wszystko co tam zobaczysz, wszystkie grafiki to tylko moja praca.
                                Jak klikniesz na miniaturze to się powiększy. Najbardziej jestem
                                zadowolony z projektów znaków zodiaku, ktore są niepowtarzalne, bo
                                całkowicie mego pomysłu. Jak spodoba Ci się Twój znak, to mogę Ci
                                taki gratisowo, razem z przesyłką, (gotowy, z meblowym podkładem, do
                                powieszenia) przesłać jako pamiątkę "od kociaka40". Masz na tej
                                stronie www telefony do mojej firmy (możesz zadzwonić to
                                porozmawiamy), masz ades - jak będziesz w Warszawie, to serdecznie
                                zapraszam, z honorem ugoszczę. Firma mała ale o powierzchni łącznej
                                58m2, nie muszę jej się wstydzić, przynosi mi zysk. Nie oszukuje,
                                nie kradne, uczciwie wykorzystuje swoje umiejętnosci, czego mam się
                                wstydzić?
                                Życie prywatne przciętne, żonaty, dwie córki i kot. Natura obdarzyła
                                mnie wzrostem 192 cm, z czego jestem bardzo dumny. Służyłem w
                                Marynarce Wojennej (jesteś z Gdańska więc dla informscji - Komenda
                                Portu Wojennego Gdynia-Oksywie, 6 miesięcy jako sygnalista okrętowy
                                na ORP "Wicher" - niszczyciel, reszta słuzby na Ośrodku Sportowym,
                                sluzyłem tylko 2 lata, a nie 3, bo będąc w Mar.Woj. zauważono moje
                                zdolnosci do nauk ścisłych i namówiono do egzaminu na Politechnikę).
                                Do Mar.Woj. poszedłem na ochotnika bo marzył mi się mundur
                                marynarski oraz podróze po "morzach i oceanach" (niestety Mar. Woj.
                                pływa tylko po Bałtyku) więc bez żalu rostałem się z morzem. Inaczej
                                jest w marynarce handlowej ale tam choć zdałem egzamin nie było dla
                                mnie miejsca w internacie (Uczelnia na "Czerwonych Kosynierów",
                                zapewne teraz ulica innej nazwy). Jak sam widzisz, spudłowałeś, nie
                                muszę niczego się wstydzić ani ukrywać, kłamać, ani cokolwiek
                                zmyslać. To, że ujawniłes moje dane świadczy tylko, że jesteś
                                człowiekiem podłym, złosliwym gnomem. No, i to wszystko.
                                • grgkh Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 08.11.09, 22:53
                                  kociak40 napisał:

                                  > Natura obdarzyła mnie

                                  A czym to ta natura Cię obdarzyła, kotku? Ile centymetrów?

                                  Biedny ekshibicjonisto. wink Nie wyobrażaj sobie zbyt wiele - jesteś marginesem.
                                  Wisisz mi. I dlatego nie chce mi się zajrzeć przez przeglądarkę tego forum do
                                  historii Twoich imaginacji na mój temat, by kolejny raz podważyć Twoje kłamstwa
                                  o mnie.

                                  Powtórzę to samo, co już kiedyś mówiłem: spieprzaj dziadu. Zajmij się sobą,
                                  swoim proboszczem, kotem, córką, żoną, sąsiadką, kimkolwiek lub czymkolwiek. A
                                  mną sobie głowy nie zaprzątaj. Ja sobie poradzę. Mam w internecie tysiące forów
                                  i mogę wypowiadać się gdzie chcę. I robię to, w ogóle nie pamiętając, że gdzieś
                                  tam okopał się zawistny, wredny kociak. Jeśli tu zaglądam, to wyłącznie ze
                                  względu na pewien sentyment i parę osób, które tu poznałem i które lubię.

                                  A Ty jesteś nic nieznaczącym dla mnie cieniem. wink
                                  • kociak40 Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 09.11.09, 00:05

                                    Oj! muszę Cię leczyc dalej, to nie klamstwa, już "przychylni"
                                    znający Cię osobiscie na e-mail prywatny opisali mi Ciebie. Tylko
                                    współczuć. Nie będę ujawniał ale mam Twój pełen obraz. Mnie też
                                    wisisz, ale lubię żartować z Ciebie, idealny jesteś do tego. Głupi,
                                    puszysz sie niby swoją arcy logiką, innych traktujesz z "góry", no i
                                    to zawzięcie, że tak strasznie Ci ten Bóg przeszkadza, przeszkadza
                                    to czego według Ciebie nie ma. Jakieś dowody chcesz przeprowadzć
                                    100% i nie możesz swego nieustwa ukryć choć tak się starasz. Mnie
                                    moja wiedza tylko inżynierska wystarcza, żeby widzieć jak na dłoni
                                    twoje kłamstwo z tym "inżynierem chemikiem". Przynajmniej spróbuj
                                    okreslić prawidłowo, bo chemik (chemia ogólna) to Uniwerek i tytułu
                                    inżyniera nie daje. Jak inzynier to Politechnika i tylko "chemik" to
                                    za krótko, musisz to wydłuzyć, przynajmniej pozory będą prawidłowe.
                                    Nie mogę sie zając sobą bo twój stan psychiczny mnie interesuje.
                                    Forum jest dla wszystkich, można się interesować czym się chce.
                                    Masz jednak pecha, na foum "Nauka" Cię wysmieli więc myslałeś, że
                                    tu "naukowo" błyśniesz, że przemycisz nawet swój zachwyt dla
                                    trójkata o bokach 3,4,5 co ma kąty 30 i 60, jak chciałes to zrobić i
                                    inne fizyczne brednie. Trudno, musisz się pogodzić, pieniactwo nie
                                    usprawiedliwia ale ja mogę je zmniejszyć.
                                    • grgkh Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 09.11.09, 12:38
                                      To było przejęzyczenie i od razu się przyznałem do niego.

                                      A teraz czekam, że Ty się przyznasz do swojego błędu, kociak.

                                      Oszołom popiera oszołoma. Kociak popiera Pascala. No już, przyznawać się do
                                      błędu, wyliniały kocurze. wink
                              • kociak40 Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 08.11.09, 17:27
                                Tu już krotko.

                                "Moje założenie jest inne. Wiara angażuje. Pochłania czas i wysiłek.
                                Traci się potencjalne możliwości wykorzystania ich z pożytkiem dla
                                siebie, swojego rozwoju i dla innych" - grgkh

                                Też błędne założenie. Ludzie według takiego załozenia nie powinni
                                chodzić do filharmonii, wspinać się na szczyty górskie, nic nie
                                powinni robić dla wlasnej przyjemności bo to angażuje, zabiera czas
                                i wysiłek, nie ma pożytku dla innych. Własny pozytek to nie strata
                                czasu, ale relaks, zadowolenie, a przez to korzyśc duchowa, lepsza
                                regeneracja organizmu itd. Nigdy nie spotkałem wierzącego tz.
                                praktykującego aby uważał to za coś przykrego, złego itd. raczej
                                lubi to, sprawia mu to radość, lepszy nastrój, jakieś dodatnie
                                przezycia duchowe. Ja też tego nie rozumiem z wlasnego odczucia, bo
                                takich potrzeb nie ma ale rozumiem ogólniej, że takie potrzeby mogą
                                być. Dla mnie wielki Pascal jest bez cudzysłowu, a szczególnie cenię
                                jego za ten wzór na cisnienie hydrostatyczne. Kto by to pomyślał, że
                                może zależeć tylko do rodzaju cieczy (ciężar własciwy) i wysokości
                                słupa cieczy z pominięciem całej masy cieczy. Takiej potęgi logiki
                                mozna tylko pozazdrościć. (Ty niby masz większą i co z tego? Pisać
                                możesz tylko głupoty na podrzędnym forum, z którego nie wyrzucają,
                                tolerują głupotę i mogą się z niej pośmiać, i to wszystko). Szkoda
                                zresztą słów.
                                • grgkh Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 08.11.09, 23:04
                                  kociak40 napisał:

                                  > Tu już krotko.
                                  >
                                  > "Moje założenie jest inne. Wiara angażuje.
                                  > Pochłania czas i wysiłek.
                                  > Traci się potencjalne możliwości wykorzystania
                                  > ich z pożytkiem dla siebie, swojego rozwoju i dla innych" - grgkh
                                  >
                                  > Też błędne założenie.

                                  To dobre założenie, bo wiara jest jak narkotyk, który daje rozkosz niebiańską,
                                  ale jest największą trucizną mózgów. Jeśli tego dotąd nie zrozumiałeś to znaczy,
                                  że jesteś klasycznym, uzależnionym teistą. I być może to - i to że potrafię
                                  całkowicie zanegować istnienie wytworu Twego mózgu - powoduje, że tak mnie
                                  nienawidzisz. Bo podświadomość Ci podpowiada, że mam rację, ale świadomość tego
                                  nie może przyjąć.

                                  > Ludzie według takiego załozenia nie powinni
                                  > chodzić do filharmonii, wspinać się na szczyty górskie,
                                  > nic nie powinni robić dla wlasnej przyjemności bo to angażuje,
                                  > zabiera czas i wysiłek, nie ma pożytku dla innych.

                                  Nie umiesz czytać ze zrozumieniem. Ja tylko ludzi zniechęcam do dogmatyzmu.
                                  Tylko do tego. To jego skutkiem jest reszta. Także i ta bezsensowna strata
                                  czasu, który - BYĆ MOŻE - można by wykorzystać inaczej, pożyteczniej. Ale
                                  przecież nikomu niczego nie narzucam. Róbcie, co chcecie. A ta moja teza jest
                                  ODPOWIEDZIĄ na bzdety, które sugerował Pascal.

                                  On mówił, że WARTO wierzyć, bo się na tym coś ugra, a ja mówię, że nie warto, bo
                                  NA PEWNO się nie ugra, a nawet można stracić. Wnioski są całkowicie odmienne.

                                  Jesteś miernym odtwórcą, kociak. Zero własnego myślenia. Zero zastanowienia się.
                                  I to negowanie wartości logiki, to Cię całkowicie pogrąża. Pamiętasz te swoje
                                  słowa? wink

                                  Czekam na Twoją deklarację, tchórzu. Broniłeś fałszywej tezy. Pascal nie miał
                                  racji. Był w tym przypadku oszołomem takim samym jak Ty. smile Powinieneś się
                                  publicznie przyznać do błędu. A także potwierdzić, że moje wnioski są
                                  logiczniejsze i pełniejsze niż te Pascala.
                                  • kociak40 Re: Czekam na Twoją deklarację, że zakład jest fa 09.11.09, 00:25

                                    "Czekam na Twoją deklarację, tchórzu. Broniłeś fałszywej tezy.
                                    Pascal nie miał racji. Był w tym przypadku oszołomem takim samym jak
                                    Ty. Powinieneś się publicznie przyznać do błędu. A także
                                    potwierdzić, że moje wnioski są logiczniejsze i pełniejsze niż te
                                    Pascala." - grgkh

                                    Tu już objaw wyraźny twojej choroby. No, dobrze, już dobrze, nie
                                    denerwuj się. Mogę potwierdzić jak Ci na tym tak zależy. Twoja
                                    logika jest miażdząco wyższa od logiki Pascala, jego była
                                    przyziemna, twoja unosi się wysoko, prawie do stratosfery. Wyżej?
                                    Chyba już niemozliwe, tam brak czynnika aby ją wyżej uniósł. Myslę,
                                    że starczy. Mam nadzieję, że ta pochwała spowodowała, że stałeś się
                                    mądrzejszy, Bóg przestał istnieć (na pewno). Wygrałeś z Pascalem.
                                    Ale, ale, pozostał jeszcze ten Max Planck, co z nim zrobmy? Tu jest
                                    trudność, okresliłeś, że jego logika jest równa twojej. Jak jego
                                    logika glupia to i twoja. Nie widzę z tego wyjścia. Tu musisz
                                    ponownie użyć tej swojej logiki (już wróciła ze stratosfery) bo
                                    sprawa jest pilna. Bóg znowu zaczyna się pojawiać, a już go nie
                                    było.
                                    • grgkh Czekam na Twoją deklarację, kociak :) 09.11.09, 12:22
                                      Tylko tyle, kotku, Pascal się mylił, a ja tego dowiodłem. Zresztą zrobiono to
                                      już baaaardzo dawno temu.

                                      A teraz się różnimy tym, że ja potrafię ten błąd samodzielnie zauważyć, a Ty nie
                                      potrafisz się przyznać do tego, że tego nadal nie widzisz.

                                      I w tej kategorii góruję nad Tobą. smile
                                      A w tym wątku jest tego dowód. big_grin
                                      • kociak40 Tylko dla grgkh (proszę nie wchodzić!) 10.11.09, 23:33
                                        "Czekam na Twoją deklarację, tchórzu. Broniłeś fałszywej tezy.
                                        Pascal nie miał racji. Był w tym przypadku oszołomem takim samym jak
                                        Ty. Powinieneś się publicznie przyznać do błędu. A także
                                        potwierdzić, że moje wnioski są logiczniejsze i pełniejsze niż te
                                        Pascala." - grgkh

                                        Tak teraz to zrozumiałem i wstyd mi się przyznać publicznie przed
                                        wszystkimi, może w pierwszej kolejności tylko pokajam się przed
                                        Tobą. Przyznaję Tobie rację, uznaję, że logika B.Pascala jest
                                        wyraźnie niższego lotu. Jego logika to ułomna logika, nadająca się
                                        wyłącznie do matematyki i fizyki, a więc bardzo niskiego lotu. Twoja
                                        to ogrom logiki, nigdy nie obciązona matematyką i fizyką mogła taką
                                        przewagę uzyskać. Cały mój zachwyt nad tym słynnym wzorem Pascala
                                        prysł jak bańka mydlana, przeniósł sie nad genialny Twój koncept
                                        logiki, do tego "dowodu 100% na nie istnienie B0oga" i to dla
                                        ateistów - Ocena logiki.
                                        Teraz dopiero zrozumiałem Twoje stwierdzenie, że logika Max Plancka
                                        jest równa Twojej. To dowód wielkiej twojej skromności i ogromnego
                                        taktu. Jakby Max jeszcze żył byłby uszczęsliwiony takim honorem,
                                        wiecej niż nagrodą Nobla. Jego logika równa Twojej. Podziękowaniom
                                        nie miałbyś końca.
                                        Te krotkie i przekonywujące twoje stwierdzeniqa wynikłe z ogronej
                                        logiki jak:

                                        "Bóg nie istnieje, bo go nie ma" - grgkh - poraża wprost mądrością

                                        a to ostnie "Bóg nie istnieje na pewno" - grgkh - nie tylko z nóg
                                        zwala wierzących ale zaniepokoiło samego Boga, takiej ogromnej
                                        logiki się nie spodziewał. Przestanie istnieć (o ile jest) i to
                                        przez grgkh.

                                        Zmartwiłem się bardzo, że stwierdziłes, że to z mojej winy, z winy
                                        mojej głupoty, dennej logiki, trolowania itd. szkodzę Ci w tym
                                        dowodzie, który jest dla milionów jak nie miliardów. Nawet wyraziłeś
                                        zwątpienie, że może tylko kogoś przekonasz. Boże, co ja narobiłem,
                                        jaki ogrom winy ponoszę, z milionów sprowadziłem do jednostki.
                                        Głupota moja może sprawić, że te miliardy czekające na ten 100%
                                        dowód i mogą się nie doczekać. Tak się zdenerwowałem, że natychmiast
                                        muszę zazyć 500 kropli Waleriana aby ukoić swoje nerwy (może bedzie
                                        potrzeba 700 a nawet więcej).
                                        Sam zatem poddaję się karze, dobrowolnie, głupota moja musi być
                                        ukarana. Umieszczę kilkanaście Twoich genialnych przemysleń nad
                                        łózkiem i każedy dzień będę zaczynał od podziwu twojej nadludzkiej
                                        logiki. Liczę, że może w drodze łaski pozwolisz mi na małe
                                        zmiejszenie tej dobrowolnej kary - na co drugi dzień.

                                        Taka potęga logiki, tak nadprzeciętna może mieć też ujemne skutki,
                                        może warto ją obnizyć, przez jakieś leczenie? Coś za coś, mniejsza
                                        logika ale są przyjaciele wokół do dyskusji, życie rodzinne lepsze,
                                        uznanie na forach itd. Ludzie nie lubią geniuszy, nie rozumieją ich.

                                        Dziwne, tylu jest ateistów, stale nowych przybywa, nie czytują
                                        Twoich dowodów, nie czekają na nie, nawet nie słyszeli o Tobie, są i
                                        tyle.
                                        • grgkh Nic Cię nie uratuje przed przyznaniem się do błędu 11.11.09, 20:30
                                          Nie, Pascal nie był głupi - i ja tak wcale nie twierdzę smile - ale
                                          się pomylił. Być może później sam gdzieś skorygował jego treść, a
                                          może o nim w ogóle zapomniał. To nie ma znaczenia - w tym konkretnym
                                          przypadku logika go zawiodła.

                                          Jego zakład jest natomiast powtarzany przez religianckie
                                          oszołomstwo, takie jak Ty, które lubi się powoływać na autorytety.

                                          A Ty, nadal jesteś tchórzem i oszołomem, bo wciąż nie możesz po
                                          prostu powiedzieć, że popełniłeś błąd. Tragiczne jest nie to, że się
                                          błąd popełnia - bo to się może zdarzyć każdemu - ale to, że mimo
                                          wskazówek "mądrzejszych" lub bardziej spostrzegawczych wink (jak ja)
                                          mylący się (to Ty) trwa głupio przy swojej tezie. A Ty głupio trwasz
                                          usiłując w ten infantylny sposób ratować swój autorytet.

                                          Jesteś głupi, kociak, bo ciągle nie chcesz przyznać się do błędu.
                                          Pogłębiasz swój upadek. smile

                                          Czekam wciąż na Twoją jednoznaczną deklarację, że
                                          się "pomyliłeś", a "pomylony" wink, trwałeś w tym stanie do
                                          czasu jej ogłoszenia. No...? smile
                                          • kociak40 Re: Nic Cię nie uratuje przed przyznaniem się do 12.11.09, 00:06

                                            Już tak posty się wydłużyły w tym wątku, że niedługo przejdą na
                                            drugą stronę, a ja nie lubię tego więc jeśli to nastąpi mogę
                                            udzielać odpowiedzi tylko w nowym, na pierwszej stronie.
                                            Ludzie muszą mieć nadzieję (choć mówi się, że jest matką głupich),
                                            po to grają w Totka, z ochotą oddają się kościelnym ceremoniałom bo
                                            widać sprawia im to pryjemność. Najokropniejszą sytuacją ponoć dla
                                            człowieka jest poetyckie ujęcie (chyba Dante) napisu nad bramą
                                            Piekła: "Porzuccie wszelką nadzieję, Wy ktorzy tu wchodzicie".
                                            Tak jak Ty, ktory stale zapewnia, że jesteś człowiekiem wolnym,
                                            chcesz robić co chcesz, tak i wierzący chcą to robić ku swojej
                                            nadzieji i przyjemności. Chcesz komuś, kto dla przykładu, uwielbia
                                            kolor zielony, Ty chcesz aby poubił czerwony. To niemożliwe.
                                            Człowiek sam decyduje jaki kolor lubi, sam tylko może to zmienić.
                                            Ja jednak przyznaję rację Pascalowi bo podziwiam jego mądrość w
                                            nauce.
                                            Jakbym miał pewność, że też reprezentujesz wysoki poziom nauki,
                                            nauki rzeczywistej, takiej zdobytej w trudzie, może byłbym skory
                                            bardziej wczytywać się w Twoje teksty i analizować je ale tego nie
                                            widzę i uważam to za stratę czasu.
                                            Chcąć dyskutować trzeba ustalić jakieś załozenia, ktore mogłyby być
                                            przyjęte przez obie strony, a jak tego nie ma, to nie ma od czego
                                            zacząć.

                                            Ciekawi mnie co byłbyś skory wstawić w miejsce kropek w
                                            moim "dowodzie":

                                            "..............., to przyczyna i skutek powstania czasu,
                                            przestrzeni, materii i energii"
                                            • grgkh Czekam 12.11.09, 01:45
                                              kociak40 napisał:

                                              > Jakbym miał pewność, że też reprezentujesz wysoki poziom nauki,
                                              > nauki rzeczywistej, takiej zdobytej w trudzie, może byłbym skory
                                              > bardziej wczytywać się w Twoje teksty i analizować je ale tego nie
                                              > widzę i uważam to za stratę czasu.

                                              I w tym problem, bo musiałby to ktoś z zewnątrz obiektywnie osądzić. Ale ty
                                              jesteś zarozumiały i głupi. I wredny. wink

                                              Czekam na Twoją deklarację.

                                              > Ciekawi mnie co byłbyś skory wstawić w miejsce kropek w
                                              > moim "dowodzie":
                                              >
                                              > "..............., to przyczyna i skutek powstania czasu,
                                              > przestrzeni, materii i energii"

                                              Wstawiam tam słówko "aksjomaty" lub "założenia". I po bólu. smile

                                              W końcu to czysta matematyka i logika, czegóż więcej więc można by tam oczekiwać? smile
                                              • kociak40 Re: Czekam 20.11.09, 04:17

                                                Nie jest "po bólu" bo aksjomat (w znaczeniu ogólnym - pewnik),
                                                matematyka, logika nic nie może zrobić nawet w przedziale gdzie jest
                                                czas, przestrzeń, materia i energia sama z siebie. Ja stale mam na
                                                uwadze podstawowe twierdzenie (Einsteina) - "W przyrdzie nie
                                                istnieją oddziaływania natychmiastowe". Oznacza to, że musi istnieć
                                                maksymalna możliwa prędkość odziaływania. Musi być jakiś przedział
                                                tego odziaływania oraz nośnik. Tym nośniekiem jest siła (oznaka
                                                działania energii) w znaczeniu ogolnym (sila jako wektor, siła
                                                elektromotoryczna, siła magnetyczna itd.) Czyli mamy wniosek,
                                                (pewnik jak chcesz takiej nazwy) nic nie może się wydarzyć bez
                                                dzialania siły. Wszystko co podawałeś we wcześniejszych opisach jak,
                                                powstawanie barw, odczucia mózgu, myśl nasza, logika, wyobrażenia
                                                itd. nie mogą zaistnieć bez tego czynnika.
                                                Jeśli więc wstawisz te pojęcia w miejsce kropek nic to nie da, od
                                                razu widać, że to niemozliwe. Jeśli ja wstawiłem tam (w miejsce
                                                kropek) pojęcie - Bóg, to pojęcie to jest z przedziału gdy nie było
                                                czasu, przestrzeni, materii i energii, to można dyskutować i
                                                fantazjować, dowieść w żadną stronę nie można. Tak powstaje wiara.
                                                Po co stale u Ciebie te wyzwiska? Poziom wiedzy wykazuje się w inny
                                                sposób.
                                                Reasumując - nie przekonałeś mnie. Musisz w swoich rozważaniach
                                                przyjąć lub wprowadzić jakieś określenie (nawet własnego pomysłu i
                                                własnej definicji), które będzie odpowiednikiem oddziaływania.
                                                • grgkh Jesteś nieukiem, kociak 21.11.09, 00:53
                                                  kociak40 napisał:

                                                  > Ja stale mam na
                                                  > uwadze podstawowe twierdzenie (Einsteina) - "W przyrdzie nie
                                                  > istnieją oddziaływania natychmiastowe".

                                                  W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe. Jeśli element A oddziałuje
                                                  na B, to JEDNOCZEŚNIE element B oddziałuje na A. I tak jest w tym
                                                  samym momencie
                                                  ze stosunkiem do siebie WSZYSTKICH elementów, z
                                                  których składa się Wszechświat.

                                                  > Tak powstaje wiara.

                                                  Wiara powstała u Ciebie wskutek przyjęcia hipotezy tak, jak by to była
                                                  udowodniona prawda. A to jest sprzeczne z zasadami logiki.

                                                  Prawdziwe jest tylko to, co zostało udowodnione i tylko to istnieje.

                                                  > Reasumując - nie przekonałeś mnie.

                                                  A po co mi przekonywać nieuka, który neguje podstawowe znaczenie logiki? Tacy
                                                  jak Ty muszą wymrzeć, bo i tak nie przeskoczą ograniczeń swojego umysłu. smile

                                                  Jedna wypowiedź i dwa zasadnicze błędy, które Cię dyskwalifikują.
                                                  • kociak40 Re: Jesteś nieukiem, kociak 21.11.09, 04:01

                                                    Weż sobie podręcznik do fizyki i barania głowo poczytaj. Co z Tobą
                                                    dyskutowąć jak jesteś "zielony". Jeszcze raz Ci to zacytuję, bo jest
                                                    to stanowisko Alberta Einsteina i jest podstawą fizyki kwantowej:

                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe"

                                                    Trzeba to tylko rozumieć ale to zbyt trudne dla Ciebie. Masz, jak
                                                    sam wierzysz, logikę większą od Pascala, Plancka i nawet Einsteina.

                                                    Dlatego zacytuję Ci z innej książki, medycznej, charakterystykę dla
                                                    Ciebie:

                                                    "Dotknięci tą anomalią psychiczną, uciekają się przed forum
                                                    publiczne, dochodzą za wszelką cenę swoich racji, wszczynają
                                                    niekończące się dyskusje, rzucają oszczerstwa na przeciwników .....
                                                    ......" - to jest określone w psychiatrii jako pieniactwo.
                                                    Co dalej będzie z Tobą? To się rozwija i może być niebezpieczne dla
                                                    otoczenia. Bóg ma się dobrze, a Ty będziesz musiał sie leczyć.
                                                  • grgkh Re: Jesteś nieukiem, kociak 21.11.09, 13:26
                                                    Kociak, spokojnie, nie emocjonuj się. smile

                                                    Właśnie przetestowałem Twoją zdolność kojarzenia. Zauważ, że nie pisałem nic o
                                                    Einsteinie i treściach z książek. Podałem swoją definicję i interpretację. I do
                                                    tej definicji się odnosiłem. Ale Ty jesteś ograniczony do powtarzania, do
                                                    biernego wyklepywania regułek z książek.

                                                    Oddziaływania natychmiastowe, według definicji, którą podałem, istnieją. smile
                                                    to oddziaływania, które dotyczą wielu elementów i mogłyby być rozciągnięte w
                                                    czasie, ale nie są. A więc są natychmiastowe. smile

                                                    No i co teraz, bezmyślny kopisto? wink Dałeś się wpuścić w maliny... smile Dalej się
                                                    będziesz upierał, że nie mama racji?

                                                    Jesteś alogicznym, bezmyślnym nieukiem. I pieniaczem. Bo zamiast próbować
                                                    ustalić, o co chodzi, podyskutować, rzucasz się jak rozwścieklony kundel, byle
                                                    wyładować swoją nienawiść. A że głupio... Ty tego nawet nie widzisz.
                                                  • kociak40 Re: Jesteś nieukiem, kociak 21.11.09, 06:40
                                                    To już wymaga pewnego omówienia, taką głupotę napisał grgkh w
                                                    odpowiedzi dla mnie, co zacytuję:

                                                    "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe. Jeśli element A
                                                    oddziałuje na B, to JEDNOCZEŚNIE element B oddziałuje na A. I tak
                                                    jest w tym samym momencie ze stosunkiem do siebie WSZYSTKICH
                                                    elementów, z których składa się Wszechświat." - grgkh

                                                    Ten człowiek może takie wypisywać głupoty, bo nie zdaje sobie z nich
                                                    sprawy. Tym stwierdzeniem odebrał nagrodę Nobla przyznaną Albertowi
                                                    Einsteinowi za wytłumaczenie zjawiska fotoelektrycznego, zaprzeczył
                                                    Teorii Względnosci oraz podstawie fizyki kwantowej. Być głupim to
                                                    jeszcze nie takie nieszczęscie, ale być głupim i mieć tupet, to już
                                                    choroba psychiczna. Taka niedorzeczność nie może być "puszczona mimo
                                                    uszu" bo może ktoś to czyta, nie zna fizyki i taką brednie może
                                                    przyjąć do wiadomości. Głupim można być ale ogłupiać innych nie
                                                    można. Brak wiedzy nie upoważnia do wypisywania głupot. Dlatego
                                                    muszę powtórzyć jeszcze raz założenia podstawowe aby można było
                                                    uniknąć tej podanej przez grgkh bredni. Zacytuje z podręcznika
                                                    fizyki do wstępu dla zrozumienia Teorii Względnosci jakie A.Einstein
                                                    przyjął:

                                                    1. W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe.
                                                    2. A zatem musi istnieć maksymalna prędkość oddziaływania.
                                                    3. Największą mozliwą prędkoscią oddziaływania jest prędkość
                                                    oddziaływania elektromagnetycznego.
                                                    4. Prędkość oddziaływania elektromagnetycznego jest prędkością
                                                    światła.
                                                    5. Prędkośc światła jest maksymalną możliwą prędkością.


                                                    Bez tego wstępnego założenia możemy dojść tylko do absurdu, co
                                                    zresztą grgkh czyni.
                                                  • grgkh Jesteś dno - pieniacz i niemyślący kopista :) 21.11.09, 14:03
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,103305741,Re_Jestes_nieukiem_kociak.html
                                                  • kociak40 Re: Jesteś dno - pieniacz i niemyślący kopista :) 22.11.09, 17:03
                                                    Przyjęcie tej głupoty co podałeś, świadczyłoby, że odziaływania mogą
                                                    być szybsze od prędkości światła. Mam tyle uciechy z Twojej głupoty,
                                                    że jestem Ci za nią bardzo wdzięczny.Pisałeś (oczywiście nie
                                                    rozumiejąc tego co piszesz, bo bazujesz na określeniach z
                                                    wikipedii), o fotonach, entropii, teorii względnosci itd. i pięknie
                                                    to podsumowałeś, że w przyrodzie "mogą być oddziaływania
                                                    natychmiastowe". To tak jakby prof. Miodek, znawca języka polskiego,
                                                    publicznie "który" napisał przez "u" zwykłe i jeszcze upierał się,
                                                    że to poprawne. Te "buźki" do tekstu wklejasz bardzo sprawnie,
                                                    prawie jak stary przedszkolak ale z logiką nie masz nic wspólnego,
                                                    tak jak i z nauką. Stary chłop i tak się ośmiesza, i to wstydu nie
                                                    masz. Usprawiedliwia cię co prawda dolegliwość psychiczna i nieuctwo
                                                    ale nie można ogłupiać innych wypisując brednie.
                                                    Rozumiem i to, że te brednie dają Ci poczucie własnego zadowolenia,
                                                    tak jak choćby ten "słynny" trójkąt, którm się zachwycałeś. Co
                                                    prawda zrozumiałeś swą głupotę (w końcu można podzielić boki i
                                                    sprawdzić ten sin 30) ale tego zachwytu jaki miałeś dla tego
                                                    trójkąta już nikt Ci nie odbirze. Był zachwyt i to jest twoje.
                                                    Jak kiedyś zrozumiesz i tą brednie co podałeś, sam będziesz się z
                                                    niej śmiał.
                                                  • grgkh Jesteś dno, już tylko bluzgasz, po co? :) 23.11.09, 03:05
                                                    Po co bluzgasz jeśli - według Ciebie - masz rację? Hę? wink

                                                    > Rozumiem i to, że te brednie dają Ci poczucie własnego
                                                    > zadowolenia, tak jak choćby ten "słynny" trójkąt,
                                                    > którm się zachwycałeś. Co
                                                    > prawda zrozumiałeś swą głupotę (w końcu można podzielić boki i
                                                    > sprawdzić ten sin 30) ale tego zachwytu jaki miałeś dla tego
                                                    > trójkąta już nikt Ci nie odbirze.

                                                    Dla dwóch trójkątów, kociak, dla dwóch, bo oba mają miłe dla oka
                                                    właściwości.

                                                    Jak widzisz, na razie masz na koncie TYLKO jedno moje
                                                    przejęzyczenie. Zauważyłem je i przyznałem się do pomyłki przed laty
                                                    od razu. I to mnie usprawiedliwia, a od tamtego czasu mam konto
                                                    czyte. Ale ty brniesz dalej i dalej. Zobaczymy, co z tego
                                                    wyniknie. smile

                                                    Przecież pisałem - i to nie jeden raz - że natychmiastowość
                                                    dotyczy jednoczesności oddziaływań dla całego Wszechświata
                                                    . Ale
                                                    Ty tego nie jesteś w stanie pojąć. Nie umiesz tego doczytać? smile

                                                    No, to teraz się jeszcze trochę tu pokompromituj. Im dłużej to
                                                    będziesz ciągnął, tym śmieszniej będzie na końcu. Dałeś się wpuścić
                                                    w kanał, jak pospolity chłoptaś. Teraz to już wyłącznie albo starczą
                                                    demencję, albo złą wolę w oczernianiu można Ci przypisać.

                                                    A teraz czekam na następny bluzg z twojej strony.

                                                    Im bardziej się wściekacie z kiwaczkiem, tym jestem spokojniejszy,
                                                    zauważyłeś? To już wasz koniec. big_grin
                                                  • kociak40 Re: Jesteś dno - pieniacz i niemyślący kopista :) 22.11.09, 20:54

                                                    Kapitalne, wprost rewelacyjne, a jakie logiczne i genialne.
                                                    Utrwalmy to jeszcze raz, "godne" jest to tego.

                                                    "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe. Jeśli element A
                                                    oddziałuje na B, to JEDNOCZEŚNIE element B oddziałuje na A. I tak
                                                    jest w tym samym momencie ze stosunkiem do siebie WSZYSTKICH
                                                    elementów, z których składa się Wszechświat." - grgkh

                                                    I dalej jako "usprawiedliwienie" tej bzdury wywód grgkh:

                                                    "Zauważ, że nie pisałem nic o Einsteinie. Podałem swoją definicję i
                                                    interpretację." - grgkh

                                                    Teraz to już jest zrozumiałe, jak uwzględnimy Einsteina, to
                                                    oczywiście nie ma odziaływań w przyrodzie natychmiastowych,
                                                    największą mozliwą prędkością odziaływania jest prędkość światła, co
                                                    każdy powien wiedzić ale jak pominiemy tego gościa, nic o nim nie
                                                    wspomnimy, potraktujemy jakby nigdy nie istniał, to takie
                                                    oddziaływania w przyrodzie mogą być, nawet natychmiastowe o
                                                    prędkosci światła do n potęgi. Przynajmniej Einstain w grobie nie
                                                    będzie się przewracał na tą bzdurę. Kapitalna interpretacja.
                                                    Możesz grgkh coś jeszcze dodać w tym temacie? Widzę, że jesteś w
                                                    formie głupoty i możesz to wykorzystać dla śmiechu innych (dla tych
                                                    co trochę znają fizykę).
                                                  • kiwaczek11 :):):) 22.11.09, 21:04
                                                    smilesmilesmile
                                                    cwany gość, nieprawdaż, ...znaczy cwaniak z miodem w uszach

                                                    niech no tylko użyje wobec kogokolwiek słowa "kompromitacja"
                                                  • grgkh :D :D :D 23.11.09, 03:21
                                                    Kiwaczek, ty już odpadłeś od dyskusji.

                                                    Gdybyś miał jakieś prawdziwe argumenty, to byś ich użył. Prawda? A
                                                    masz? Używasz? Cos ich nie widzę. Za to czytamy tu wszyscy same
                                                    bluzgi pod moim adresem. Czy to tylko brak elementarnej kultury, czy
                                                    świadomość, że to jedyne, na co teraz możesz się zdobyć? smile

                                                    Spoko... Na razie mam trochę innej roboty, ale już wkrótce
                                                    zbilansuję Twoją działalność na tym forum. Pozbieram "kwiatki",
                                                    których tu nasadziłeś. I poradzę sobie bez obelg. Przekonasz się. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: :D :D :D 23.11.09, 07:40
                                                    <<<
                                                    > Kiwaczek, ty już odpadłeś od dyskusji.
                                                    >>>
                                                    na szczęście nie Ty o tym decydujesz

                                                    <<<
                                                    Gdybyś miał jakieś prawdziwe argumenty, to byś ich użył.
                                                    >>>
                                                    Które to "nieprawdziwe argumenty"?

                                                    <<<
                                                    Czy to tylko brak elementarnej ...
                                                    >>>
                                                    Wobec Ciebie juz dawno przestałem dbać o bon ton. Bon ton gryzie sie z Twoim stylem.
                                                  • grgkh Re: :D :D :D 23.11.09, 17:28
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > Kiwaczek, ty już odpadłeś od dyskusji.
                                                    > >>>
                                                    > na szczęście nie Ty o tym decydujesz

                                                    Na szczęście o tym jak ja się odzywam, decyduję JA. A o Twoim stylu odzywek
                                                    decydujesz Ty.

                                                    I właśnie to widzę. Zadecydowałeś. Zamiast używać argumentów wylewasz kubły
                                                    pomyj. Ale to świadczy o Tobie, księże proboszczu. smile

                                                    > <<<
                                                    > Gdybyś miał jakieś prawdziwe argumenty, to byś ich użył.
                                                    > >>>
                                                    > Które to "nieprawdziwe argumenty"?

                                                    No widzisz, jak Ty nie potrafisz rozumieć tekstu pisanego? Ja piszę, że Ty nie
                                                    masz prawdziwych argumentów, a Ty pytasz, które są nieprawdziwe. Księżulu, wy na
                                                    tych teologicznych studiach właśnie takiego sposobu myślenia się uczycie. Dno.

                                                    Brak argumentów, kiwaczek, brak Ci ich. Zamiast argumentów atakujesz mnie
                                                    personalnie, bez związku z tematem. wink Twoje komentowanie moich wypowiedzi
                                                    bluzgami dotyczącymi mojej osoby (a co Cię ona może obchodzić?) zamiast
                                                    odnoszenia się do ich treści jest objawem bezsilności i poddawania tyłów. smile
                                                    Każdy taki wpis, a zrobiłeś ich tu sporo, to Twoja porażka.

                                                    A teraz znów bluźnij w odpowiedzi coś o mnie, nie odnosząc się do powyższej
                                                    treści. I potwierdź, że mam ZNÓW rację. No, czekam... wink

                                                    > <<<
                                                    > Czy to tylko brak elementarnej ...
                                                    > >>>
                                                    > Wobec Ciebie juz dawno przestałem dbać o bon ton.
                                                    > Bon ton gryzie sie z Twoim stylem.

                                                    To Twoja porażka, księżulu. Prywatnie nie wypada Ci się tak zachowywać, ale
                                                    tutaj sobie pozwalasz. Wszyscy jesteście, walczący religianci, tacy sami.
                                                    Usprawiedliwiacie swoje chamstwo i arogancję, i ślepe posłuszeństwo dogmatowi.

                                                    Nędza, kiwaczek. Powiedziałem, że jesteś do zniesienia z ringu po nokaucie. I
                                                    jesteś. A teraz znów mi odpowiedz w swoim stylu, bo "inaczej nie można". wink Nie
                                                    można? smile
                                                  • kiwaczek11 Re: :D :D :D 23.11.09, 21:41
                                                    <<<
                                                    > No widzisz, jak Ty nie potrafisz rozumieć tekstu pisanego? Ja
                                                    piszę, że Ty nie
                                                    > masz prawdziwych argumentów, a Ty pytasz, które są nieprawdziwe.
                                                    >>>
                                                    Argumentuję gesto, jak tylko wymaga tego sytuacja. Jeśli piszesz, że
                                                    argumenty są nieprawdziwe, ja pytam które sa nieprawdziwe. I
                                                    najlepiej uzasadnij dlaczego sa nieprawdziwe.
                                                  • grgkh No to wyjasnijmy 23.11.09, 03:11
                                                    To nie jest "usprawiedliwienie, kiwaczek.

                                                    > "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe.
                                                    > Jeśli element A oddziałuje na B, to JEDNOCZEŚNIE element B
                                                    > oddziałuje na A. I tak jest w tym samym momencie ze stosunkiem
                                                    > do siebie WSZYSTKICH elementów, z których składa się
                                                    > Wszechświat." - grgkh

                                                    Czy możesz temu zaprzeczyć? Widzę, że chcesz. No to przedyskutujmy
                                                    tę kwestię. Co w niej jest niewłaściwie napisane? Co się nie zgadza?

                                                    No, czekam... big_grin

                                                    Ale tylko na temat poproszę. Tylko o tym, co tu napisałem. Bez
                                                    bluzgów i dygresji.
                                                  • kociak40 Re: No to wyjasnijmy 23.11.09, 18:08
                                                    Muszę sie właczyć ja, bo to ociera się o fizykę.
                                                    Niby takie sobie zdanko, kto by przypuszczał, że tak mądre, niby nic.

                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe" i aby to
                                                    sformuować i dowieść, Albert Einstein potrzebował ponad 10 lat.
                                                    Najtrudniejsze było pokazanie, jak to się dzieje, że każdy obserwuje
                                                    taką samą prędkość światła (i ten co jest np. w rakiecie i
                                                    nieruchomy obserwator tej rakiety).
                                                    Rozumiem, że dla Ciebie grgkh jest to z zakresu "czarnej magii" i
                                                    lepiej wyeliminować tego Alberta.

                                                    "No to przedyskutujemy tę kwestię" - grgkh - to chyba skierowane
                                                    powinno być do psychiatry.
                                                    Cóż ja jeszcze mogę dodać na te A i B grgkh, może rozwinąć na więcej
                                                    liter?
                                                    Nasuwa mi się tu (chyba Fredro ale nie jestem pewien)

                                                    "Pani A, powiedziała pani B, że pani C, to K.
                                                    Na to pani B, odpowiedziała pani A, że ją nie obchodzi D, pani C."
                                                  • grgkh Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 18:43
                                                    Kociak40, czy Ty umiesz czytać i rozumieć tekst czytany?

                                                    To odnieś się do jego treści. Ja nic nie pisałem o podważaniu Einsteina, więc mi
                                                    tego nie wmawiaj. Podałem pewną tezę i JEST ONA PRAWDZIWA. Jeśli uważasz,
                                                    że nie, to uzasadnij to.

                                                    Przestań bredzić i odpowiedz na temat. No, zahacza o fizykę, więc nie powinno
                                                    być to dla ciebie trudne. Chyba że nie znasz się na tym. smile
                                                  • kociak40 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 20:27
                                                    Bardzo chętnie mogę to wyjaśnić i to w formie zrozumiałej i dla nie
                                                    znających się na fizyce. Mysiałbym to zrobić w nowym wątku, dość
                                                    długi byłby to tekst, pewno w kilkunastu postach aby ując to w
                                                    formie zrozumiałej. Nie jestem pewien czy inni uczestnicy tego forum
                                                    chcieliby tego? Jak otrzymam takie potwierdzenie, to zrobię to
                                                    bardzo chętnie, nawet z pokazaniem jak doiść do tego
                                                    najsłynniejszego wzoru XX w. E=mc2.
                                                    Tu, w tym poście, tylko zwrócę Ci uwagę, bo widzę, że nie wiesz o co
                                                    chodzi (To nie jest uszczypliwa uwaga, temat jest trudny i jeśli
                                                    ktoś nie ma utrwalonej szerszej wiedzy z zakresu termodynamiki,
                                                    mechaniki itd. może nie rozumieć dlaczego to stwierdzenie Einsteina
                                                    jest tak ważne i podstawowe dla rozwoju fizyki). Grzecznie
                                                    odpisałeś, poważnie traktuję Twoje zyczenie. Przeanalizuj jeszcze
                                                    raz:
                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe" - to jest
                                                    stanowisko Einsteina i możesz to przyjąć jako pewnik (aksjomat jak
                                                    chcesz). Dalsze rozwijanie tego pochodzi ode mnie aby to było
                                                    bardziej zrozumiałe, a więc rozwijam to stwierdzenie dalej:

                                                    1. A zatem musi istnieć maksymalna mozliwa prędkość oddziaływania
                                                    (zgadzasz się?)
                                                    2. Największą mozliwą prędkością oddziaływania jest prędkość
                                                    oddziaływania elektromagnetycznego (zgadzasz się?)
                                                    3. Prędkość oddziaływania elektromagnetycznego jest prędkością
                                                    światła (zgoda?)
                                                    4. Prędkość światła jest maksymalną możliwą prędkością (zgoda?).

                                                    Po co to? Aby wyeliminować ten słynny "eter" jaki zakladano
                                                    pierwotnie dla zrozumienia przekazywania energii na odleglość
                                                    (chodzi o pustkę kosmiczną). Oddziaływanie elektromagnetyczne to
                                                    zaburzenia wektora pola elektrycznego i magnetycznego o kierunku do
                                                    siebie prostopadłym. Takie oddziaływanie nie wymaga
                                                    żadnego "ośrodka". Tak jest przekazywana energia. Dalszy rozwój
                                                    fizyki (badania Plancka nad promieniowaniem "ciała doskonale
                                                    czarnego" doprowadziły do pewnej niezgodności między doświadczeniami
                                                    w praktyce, a zapisem matematycznym) doprowadził do odkrycia
                                                    Plancka, że przekazywanie energii nie odbywa się w sposób ciągły ale
                                                    w formie "porcjowanej" - kwantowej. To jest drugi sposób
                                                    przekazywania energii i znamy tylko te dwa sposoby, jako fala
                                                    elektromagnetyczna i forma kwantowa (jak do tej pory).
                                                    Po co Einstainowi było potrzebne to rozumowanie prowadzące do
                                                    stwierdzenia, że prędkość światła jest maksymalną możliwą prędkością
                                                    oddzialywania? Nie można było wyjaśnić tego słynnego problemu z
                                                    lusterkiem (problem czysto teoretyczny) - czy będzie odbicie w
                                                    lusterku jakby ktoś trzymał je w ręku i osiągnąłby prędkość światła,
                                                    czy zniknie? Przyjęcie, że będzie jest sprzeczne z potwierdzonym
                                                    zjawiskiem Dopplera - pędkość fali nie zależy od prędkości żródła
                                                    tylko zależy od rodzaju ośrodka. Obserwator z zewnątrz musiałby
                                                    widzieć promień świetny o prędkości 2C, co jest niemożliwe. Aby było
                                                    odbicie w lusterku promień z twarzy musiłby dolecieć do lusterka, a
                                                    ta "twarz" już ma prędkość światła. Że zniknie, też niemozliwe bo
                                                    narusza potwierdzoną zasadę względności Galileusza, że prędkość
                                                    układu możemy wykryć przez odniesienie do układu zewnętrznego. Jakby
                                                    odbicie znikło, to można by stwierdzić - "o poruszam się z
                                                    prędkością światła" nie odnosząc się do układu zewnętrznego. Problem
                                                    dość śmieszny ale musiało upłynąć ponad 10 lat aby Einstain (jako
                                                    pierwszy człowiek na świecie) zdał sobie sprawę, że musi się coś
                                                    dziwnego dziać z czasem. Szczególna Teoria Względności (ktora
                                                    doprowadziła do tego słynnego wzoru E=mc2) Alberta Einsteina
                                                    rozwiązała ten problem i fizyka mogła rozwijać się dalej. Było to
                                                    tak na swoje czasy nowatorskie, że Albert nagrodę Nobla dostał tylko
                                                    za wyjaśnienie zjawiska fotoelektrycznego. Tu jego zasługą jest
                                                    wytłumaczenie jak to jest możliwe, że foton nie mający masy może
                                                    zadziałać siłą. Jak popatrzysz na znany wzór na impuls siły Ft=mV,
                                                    że pęd masy daje taką reakcję, to w podobie tego wzoru Einstein za
                                                    pęd fotonu przyjął tz. stałą Plancka. Tak powstało kino z dzwiekiem
                                                    bo zapis dzwięku na taśmie filmowej wykorzystuje wlaśnie zjawisko
                                                    fotoelektryczne.

                                                    Dlatego stwierdzenie - "W przyrodzie nie istnieją oddzialywania
                                                    natychmiastowe" jest "święte" i nie podlegające dyskusji.

                                                    Jeśli twierdzisz, że w przyrodzie istnieją oddziaływania
                                                    natychmiastowe, to wyjaśnij to, o co Ci chodzi, jak to ma się do
                                                    przesyłu energii, prędkości światła itd. o jakie odzialywania chodzi?
                                                  • kociak40 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 21:07

                                                    Już po wyslaniu postu, przyszło mi na myśl aby niejako podsumować
                                                    w formie jak najkrótszej róznice w sposobie myślenia i założeniach
                                                    mechaniki Newtonoskiej oraz jej jakby "rewizji" przez Alberta.
                                                    Otóż, mechanika klasyczna zakłada, że:
                                                    Interwał czasowy pomiędzy zdarzeniami nie zależy od ruchu
                                                    obserwatora.
                                                    Tak samo interwał przestrzenny (długość) ciała nie zależy od ruchu
                                                    obserwatora.
                                                    Może inaczej - Newton załozył, że interwały czasowe i przestrzenne
                                                    są abslutne, a prędkość światła jest względna.
                                                    Natomiast Albert dowiódł, że prędkość światła jest absolutna, a
                                                    interwały czasowe i przestrzenne są względne.
                                                    To był przełom w fizyce. Teraz chyba można docenić wagę tego tak
                                                    wydawałoby się lapidarnego stwierdzenia:

                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe" (Albert
                                                    Einstein).

                                                    Tak dla informacji. Do prędkości 0,4C można używać wzorów Newtona,
                                                    błąd nie jest duży dla obliczeń praktycznych, natomiast od 0,4C
                                                    koniecznie trzeba przejść na wzory Einsteina.
                                                  • grgkh Kociak wciąż nie rozumie lub udaje wariata :) 23.11.09, 21:22
                                                    "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe" - grgkh big_grin

                                                    I dotyczy to kontekstu, o którym Ci właśnie tutaj mówię. Czy dociera do Twojej
                                                    świadomości, o co chodzi, czy nadal nie rozumiesz?
                                                  • kociak40 Re: Kociak wciąż nie rozumie lub udaje wariata :) 23.11.09, 22:40

                                                    Może i dla Ciebie istnieją, głupi jesteś i głupi umrzesz. Twój woly
                                                    wybór. Co może mnie obchodzić twoje bredzenie, to sprawa psychiatry.
                                                  • grgkh Re: Kociak wciąż nie rozumie lub udaje wariata :) 23.11.09, 23:20
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Może i dla Ciebie istnieją, głupi jesteś i głupi umrzesz.
                                                    > Twój woly wybór. Co może mnie obchodzić twoje bredzenie,
                                                    > to sprawa psychiatry.

                                                    Nie bądź chamem, kociak. Nie masz powodu. To ja Ciebie złapałem na
                                                    nieuctwie i bezmyślności, a nie Ty mnie. smile

                                                    Aha, Ciebie i kiwaczka. big_grin
                                                  • kiwaczek11 Kociak czy Ty masz jeszcze jakieś złudzenia ? 23.11.09, 21:38
                                                    j.w.
                                                  • grgkh Re: Kociak czy Ty masz jeszcze jakieś złudzenia ? 23.11.09, 23:22
                                                    O, zaglądam pełen nadziei na poczytanie czegoś ciekawego i nowego, a
                                                    tu popis "elokwencji" kiwaczka.

                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > j.w.

                                                    No cóż, tandemie, cienko z wami... smile
                                                  • grgkh To nie na temat 23.11.09, 21:19
                                                    Ty jesteś naprawdę jakiś "przymulony". Przecież jednoznacznie Cię pytam, czy
                                                    moja teza jest prawdziwa?

                                                    Umiesz czytać ze zrozumieniem, czy nie? Nie mówię o Einsteinie i nie kwestionuję
                                                    jego dokonań. Nie twierdzę, że jest w nich błąd. Ja po prostu UZUPEŁNIAM Twoją
                                                    wiedzę o moje, prywatne spostrzeżenia. Twoja wiedza ma luki...

                                                    I nie przepisuj tu podręczników, bo nikogo to nie interesuje. To nie to forum,
                                                    kociak. smile
                                                  • grgkh Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 21:29
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Dlatego stwierdzenie - "W przyrodzie nie istnieją oddzialywania
                                                    > natychmiastowe" jest "święte" i nie podlegające dyskusji.

                                                    Kociak, to co mówisz jest przykładem dogmatu naukowego. "Święte" - to słowo
                                                    wszystko tłumaczy. Zero myślenia. Zero zastanowienia się. A przecież i Tobie i
                                                    kiwaczkowi wciąż powtarzam - wątpienie jest podstawą naszego myślenia. Każda
                                                    teza nauki jest ważna TYLKO w kontekscie, którego dotyczy. Nie istnieją
                                                    absoluty, których nie wolno dotykać. smile

                                                    > Jeśli twierdzisz, że w przyrodzie istnieją oddziaływania
                                                    > natychmiastowe, to wyjaśnij to, o co Ci chodzi, jak to ma się do
                                                    > przesyłu energii, prędkości światła itd. o jakie odzialywania chodzi?

                                                    I wreszcie przestajesz tokować jak cietrzew podczas rui. O jakie mi chodzi?
                                                    Napisałem to. A Ty to cytowałeś. Chodzi mi właśnie o to, co napisałem.

                                                    To jeszcze raz zacytuj w pełnej wersji i zastanów się nad treścią.

                                                    PS. Ile dni dochodzisz do "świadomości"? smile
                                                  • kociak40 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 23:00

                                                    No nareście coś na twoją miarę. Warto to zacytować:

                                                    "Nie mówię o Einsteinie i nie kwestionuję
                                                    jego dokonań. Nie twierdzę, że jest w nich błąd. Ja po prostu
                                                    UZUPEŁNIAM Twoją wiedzę o moje, prywatne spostrzeżenia. Twoja wiedza
                                                    ma luki..." - grgkh

                                                    Nie wypada Ci kwestionować dokonań Einsteina, to zrozumiałe,
                                                    uzupełniasz tylko wiedzę o własne prywatne spostrzeżenia i chcesz
                                                    wypełnić luki. Jak na to wpadłeś? Skąd ta łaska? Z tak cennymi
                                                    swoimi prywatnymi spostrzeżeniami uzupełniającymi luki w wiedzy na
                                                    tak nędznym forum to robisz? Nie stać Cię na lepsze? Ja jestem
                                                    odporny na "takie uzupełnienia prywatnych spostrzeżeń" więc czas
                                                    masz stracony. Podkreślasz, cytuję - "A przecież i Tobie i
                                                    kiwaczkowi wciąż powtarzam - wątpienie jest podstawą naszego
                                                    myślenia". Z tym zapewne się obaj z kiwaczkiem zgadzamy, mamy
                                                    własnie wątpienie co do twojej poczytalności.
                                                  • kiwaczek11 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 22:22
                                                    <<<
                                                    Podałem pewną tezę i JEST ONA PRAWDZIWA.Jeśli uważasz
                                                    > ,
                                                    > że nie, to uzasadnij to.
                                                    >>>
                                                    Teza jest prawdziwa wtedy, kiedy jest udowodniona. Poprosimy o dowód.
                                                  • grgkh Re: Moja teza jest prawdziwa :) 23.11.09, 23:17
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    grgkh napisał:

                                                    > > Podałem pewną tezę i JEST ONA PRAWDZIWA.
                                                    > > Jeśli uważasz, że nie, to uzasadnij to.

                                                    > Teza jest prawdziwa wtedy, kiedy jest udowodniona.
                                                    > Poprosimy o dowód.

                                                    Dowodem jest doświadczenie (WSZYSTKIE DOŚWIADCZENIA FIZYCZNE!) i
                                                    zgodność reguły z danymi obserwacyjnymi. Cała fizyka, absolutnie
                                                    wszystkie jej wzory, potwierdzają tę tezę. Wszystko w niej się na
                                                    tym właśnie opiera.

                                                    A kiwaczek nadal nie rozumie o co chodzi. Księżulo, biedactwo,
                                                    nauczył się biernego odtwarzania i nie umie się zdobyć na wysiłek
                                                    samodzielności myślenia. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 24.11.09, 00:05
                                                    <<<
                                                    > > Teza jest prawdziwa wtedy, kiedy jest udowodniona.
                                                    > > Poprosimy o dowód.
                                                    >
                                                    > Dowodem jest doświadczenie (WSZYSTKIE DOŚWIADCZENIA FIZYCZNE!) i
                                                    > zgodność reguły z danymi obserwacyjnymi. Cała fizyka, absolutnie
                                                    > wszystkie jej wzory, potwierdzają tę tezę. Wszystko w niej się na
                                                    > tym właśnie opiera.
                                                    >>>
                                                    Zostaw 'wszystkie doswiadczenia fizyczne" i "całą fizykę" w spokoju.
                                                    Podaj tylko jedno, konkretne doswiadczenie potwierdzające istnienie
                                                    oddziaływań NATYCHMIASTOWYCH , jeśli to doświadczenie ma być dowodem
                                                    na poparcie Twojej tezy.
                                                  • kociak40 Re: Moja teza jest prawdziwa :) 24.11.09, 02:34

                                                    Chociaż nie znam Cię kiwaczek11 jestem pewien, że tak samo śmiejesz
                                                    się jak ja, czytajac te posty grgkh. To jest wlasnie korzyść
                                                    dyskusji z grgkh. Mozna się pośmiać. Trzeba tylko umiejetnie
                                                    wyłapywać jego niedorzeczności i odnosic to do jego stanu
                                                    psychicznego.
                                                    Grgkh czuje, że coś jest nie tak, ale nie może sie do tego przyznać,
                                                    w końcu jest to stwierdzenie samego Alberta, nie byle kogo.
                                                    Przyznaje rację Albertowi ale On, grgkh rozszerza wiedze wlasnymi
                                                    swoimi przemysleniami. Chce nas zastraszyć podaje, że -
                                                    "Cała fizyka, absolutnie wszystkie jej wzory, potwierdzają tę tezę.
                                                    Wszystko w niej się na tym właśnie opiera." niby na tym, że w
                                                    przyrodzie są oddziaływania natychmiastowe. Einstein mogl twierdzic
                                                    inaczej, bo mial nie rozszerzoną wiedze przez wlasne spostrzezenia
                                                    grgkh. Czy nie jest to kapitalne? Dowodem maja być doswiadczenia ale
                                                    nie podaje jakie, jak bedziesz sie o to dopytywal to zostaniesz
                                                    nazwany trollem lub jeszcze gorzej.
                                                    Dla mnie najsmieszniejszym jest to, że swoj post grgkh odnosnie tego
                                                    tematu przemianowal na tytuł - "Moja teza jest prawdziwa", a to juz
                                                    nie wymaga innych dowodow. To już jest aksjomat grgkh, ktory trzeba
                                                    przyjać bez zastrzeżen.
                                                    Popełniamy pewien wspólny błąd, zapewniamy mu udział w dyskusji, a
                                                    jemu o to własnie chodzi, jego choroba wymusza na nim chęć
                                                    ustwicznych polemik. Jest jednak największym "orginałem" na tym
                                                    forum i mozna mu to zapewnić i posmiać się.
                                                  • grgkh Z czym masz problem? :) 24.11.09, 03:04
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Podaj tylko jedno, konkretne doswiadczenie potwierdzające
                                                    > istnienie oddziaływań NATYCHMIASTOWYCH , jeśli to doświadczenie
                                                    > ma być dowodem na poparcie Twojej tezy.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,103294263,Jestes_nieukiem_kociak.html?wv.x=2

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,103305442,Re_kiwaczek11.html?wv.x=2

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,103370641,No_to_wyjasnijmy.html?wv.x=2

                                                    Jaki masz problem? smile Każde z czterech oddziaływań spełnia tę
                                                    regułę. Jeżeli cząstka elementarna A oddziałuje na cząstkę B, to
                                                    JEDNOCZEŚNIE czyli NATYCHMIAST cząstka B oddziałuje na cząstkę A. W
                                                    tym samym momencie zmienia się stan obu cząstek. Nie "po kolei" lub
                                                    w jakimś "odstępie czasowym". I dotyczy to jednocześnie wszystkich
                                                    cząstek elementarnych całego Wszechświata.

                                                    Ponieważ świat w skali makro składa się ze świata w skali mikro,
                                                    więc reguła ta dotyczy także obiektów złożonych dowolnej wielkości,
                                                    np. gwiazd, planet itp.
                                                  • kiwaczek11 Re: Z czym masz problem? :) 24.11.09, 11:05
                                                    Miałeś przytoczyć jedno konkretne doświadczenie, które potwierdza istnienie
                                                    oddziaływań natychmiastowych. Jeżeli linki , które zamieściłeś mają być
                                                    przykładami takiego doświadczenia, Twojego doświadczenia z szybkością mojej, czy
                                                    kociaka, reakcji, no to chybiłeś, bo reakcja nastąpiła z dużym opóźnieniem.
                                                    To oczywiście żart z mojej strony, jedyne na co mogę się zdobyć wobec tego co
                                                    zrobiłeś, aby nie nazwać rzeczy i Ciebie po imieniu.
                                                    Przytoczyłeś trzy razy swoją tezę, a czwarty raz napisałeś ją w poście.
                                                    Ja prosiłem o przytoczenie jednego konkretnego doświadczenia ( którymi rzekomo
                                                    naszpikowana jest cała fizyka) potwierdzającego twoją tezę, że istnieją
                                                    oddziaływania NATYCHMIASTOWE. Nadal go nie ma.
                                                  • grgkh Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 18:08
                                                    Kiwaczek... wink

                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Miałeś przytoczyć jedno konkretne doświadczenie (...)
                                                    > Ja prosiłem o przytoczenie jednego konkretnego doświadczenia
                                                    > ( którymi rzekomo naszpikowana jest cała fizyka)
                                                    > potwierdzającego twoją tezę, że istnieją
                                                    > oddziaływania NATYCHMIASTOWE. Nadal go nie ma.

                                                    Jest. Weź sobie dwie dowolne cząstki elementarne. Poddaj je doświadczalnemu
                                                    oddziaływaniu na siebie według któregokolwiek z czterech oddziaływań. Gdy zmieni
                                                    się któryś z parametrów jednej cząstki to RÓWNOCZEŚNIE zmieni się odpowiedni
                                                    parametr drugiej z nich. Tej zmiany obu cząstek nie dzieli żaden, możliwy przez
                                                    nas do zauważenia lub zmierzenia, czas. Oddziaływanie jest przekazane
                                                    NATYCHMIAST. Na tym opiera się cała fizyka świata. Z tego wynika brak
                                                    uprzywilejowania - pod względem "kolejności" zmian - wszystkich jego elementów.

                                                    Jak widzisz, lepiej od Ciebie rozumiem fizykę. smile Bo do Ciebie to NIE DOCIERA.

                                                    Zbłaźniłeś się. Te posty zostaną tutaj już na zawsze. I w nich pozostanie Twój
                                                    upór ciągnący się miesiącami, a kto wie, czy już nie latami. To jest świadectwo
                                                    trudności jakie masz z kojarzeniem prostych kwestii. To jest dowód na to, że
                                                    jedynym powodem Twojej tutaj obecności jest pyskówka. To jest potwierdzenie, że
                                                    jesteś księdzem, religijnym oszołomem, dogmatykiem, który sobie postawił za
                                                    zadanie zwalczać wiedzę i prawdę. To jest Twój koniec, kolego. To miejsce będzie
                                                    przeze mnie cytowane ilekroć spróbujesz się wychylać ze jakimiś swoimi,
                                                    fundamentalistycznymi tezami.

                                                    Bóg nie istnieje. Twoja walka o zaprzeczenie tej tezie skończyła się Twoją
                                                    ostateczną porażką. Możecie sobie jeszcze coś tam z kociakiem czterdziestym
                                                    bełkotać, ale to już nie ma znaczenia. Jesteście NIEWIARYGODNI. smile Ktoś kto się
                                                    tak długo i głupio upiera przy oczywistym nonsensie jest skończony NA ZAWSZE.

                                                    Amen smile

                                                    I nie licz, że będzie mi się chciało z Tobą merytorycznie rozmawiać. To już
                                                    przeszłość. Jako moją odpowiedź będziesz dostawał link do tego wątku.
                                                    Wszystkiego dobrego na nowej drodze życia, księże proboszczu. smile
                                                  • kociak40 Re: Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 21:43
                                                    "Jak widzisz, lepiej od Ciebie rozumiem fizykę" - grgkh

                                                    Swoją "wiedzą" skompromitowałeś sie już całkowicie. Nie dla Ciebie
                                                    jest ponizsza odpowiedz tylko dla tych co ewentualnie, to czytają.
                                                    Ty juz masz "dość".

                                                    We Wszechświecie zadna akcja ani reakcja nie może być szybsza od
                                                    prędkości światła. To jest najwieksza prędkość oddziaływania we
                                                    Wszechświecie i ma wartość skończoną dla danego ośrodka.
                                                    Jest to przełomowe stwierdzenie Alberta Einsteina dla calosci
                                                    fizyki, ktory dowiódł, że predkość światla jest absolutna, a tym
                                                    samym wykazał, że zalozenia Newtona nie były słuszne.
                                                    Dla przypomnienia: zalożenia Newtona - Interwaly czasowe i
                                                    przestrzenne są absolutne, a prędkość swiatła jest względna.
                                                    Prawidłowe zalożenia podał Einstein: Prędkość światła jest
                                                    absolutna, a interwały czasowe i przestrzenne są wzgledne.
                                                    Tym samym niejako "pchnął" fizyke na nowe tory, spowodował jej
                                                    dalszy rozwój, powstała fizyka kwantowa, ktora dalej się rozwija.
                                                    Wszystko to sprowadza sie do lapidarnego zdania autorstwa Alberta:

                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe".

                                                    Tylko trzeba to należycie rozumieć, wyjść wyzej niz mechanika
                                                    klasyczna Newtona.

                                                    Oznacza to, że czas jest względny, zależy od prędkosci ukladow,
                                                    wyboru obserwatora (uklad ruchomu i nieruchomy) oraz od grawitacji.
                                                    Przestrzeń (długość po wektorze predkosci) jest zależna od prędkości,
                                                    tak samo masa ciał materialnych. Prędkość światla jest natomiast
                                                    absolutna (np. jeśli lecimy rakieta z prdkoscia swiatla i zaświecimy
                                                    latarkę, to dla nas w rakiecie prędkość światla z latarki ma
                                                    prędkość C i tak samo dla nieruchomego obserwatora zewnętrznego ma C,
                                                    a nie 2C !!!!).

                                                    Proszę nie zwracać uwagi na glupoty, ktore wypisuje tu grgkh, on nie
                                                    ma pojecia o fizyce, to człowiek, ktory mysli, że wiedzę z fizyki
                                                    można zastąpić terminologią encyklopedyczną, której sie nie rozumie.
                                                    To tylko w jego "glowie" powstają takie nonsensy oddzaialywania A,
                                                    B , C itd. natychmiastowe.
                                                  • kociak40 Re: Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 22:21

                                                    Poprzedni mój post był niejako z obowiazku dla poprawnosci fizyki.
                                                    Ten to już sama moja przyjemnośc dyskusji z Tobą grgkh.
                                                    Piszesz:

                                                    "Nie badz chamem, kociak. Nie mas powodu. To ja Ciebie zlapałem na
                                                    nieuctwie i bezmyślnosci, a nie Ty mnie.
                                                    Aha, Ciebie i kiwaczka." - grgkh

                                                    To, że użyłeś w stosunku do mnie dużych liter (Ciebie, Ty) jest
                                                    wzruszające i bardzo dziękuję za szacunek. Tylko ten "cham"
                                                    (szczęscie że z małej litery więc niewielki) jest do wybaczenia.

                                                    Piszesz:
                                                    "Nie mówię o Einsteinie i nie kwestionuję
                                                    jego dokonań. Nie twierdzę, że jest w nich błąd. Ja po prostu
                                                    UZUPEŁNIAM Twoją wiedzę o moje, prywatne spostrzeżenia. Twoja wiedza
                                                    ma luki..." - grgkh

                                                    To bardzo dobrze, że nie kwestionujesz dokonań Einsteina, muszę w
                                                    jego imieniu podziekować, nich śp. Albert spoczywa w pokoju. Już nie
                                                    dowie się o uzupełnieniu wiedzy o Twoje prywatne spostrzezenia.
                                                    Już nie będzie sie śp. Albert denerwował. A miałby czego, O! miałby.
                                                    Już tytuł Twojego postu - "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania
                                                    natychmiastowe" wprawiłby go w ogromne osłupienie. Pewno zawału by
                                                    dostał, nie przeżył by tego.
                                                    On tyle już lat temu podał - "W przyrodzie nie istnieją
                                                    oddziaływania natychmiastowe", a tu Twoja genialna logika i prywatne
                                                    spostrzeżenia, usunąły te "nie". Niby nic wielkiego, w końcu to
                                                    tylko trzy literki, a jaki skutek potęzny!, mogący wprowadzić w stan
                                                    osłupienia każdego fizyka.
                                                    Jeżeli miałes zamiar wprowadzać w stan osłupienia fizyków, to
                                                    gratulacje, cel osiągnąłeś. Możesz swojemu lekarzowi się tym
                                                    pochwalić.
                                                  • kociak40 Re: Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 22:58

                                                    Tu tylko dla uzupełenia dla tych, ktorzy chcieliby wiedzieć jaki
                                                    jest związek z tym stwierdzeniem Eisteina - "W przyrodzie nie
                                                    istnieja oddziaływania natychmiastowe" z jego słynnym wzorem E=mc2.
                                                    Z tego stwierdzenia wynika, że predkość światla jest maksymalną
                                                    mozliwą predkością. Co to oznacza? Oznacza to, że jeżeli będziemy
                                                    dostarczać ciału coraz wiecej i wiecej energii, to ciało to
                                                    poruszajac sie coraz prędzej staje się coraz ciezsze, jego masa
                                                    rośnie, zwieksza sie bezwladność i prędkości światla nie przekroczy.
                                                    Skoro wlozona praca nadaje cialu wieksza bezwladność, to ta
                                                    bezwładność musi obejmować rownież energię i stara definicja Newtona
                                                    Ek=1/2 mV2 nie nadaje się do wiekszych prędkości. Jeżeli do wzorów
                                                    na pracę wprowadzimy zmodyfikowany wzor Einsteina na siłę z
                                                    modyfikacji rownania Newtona F=ma, o trzymamy ten najsłynniejszy
                                                    wzór XX w. E=W+mc2 W- to mozliwośc pracy jeśli masa jest w ruchu.
                                                    Nawet pojedynczy elektron, jeżeli nie wukonuje żadnej pracy W=0, to
                                                    i tak elektron posiada energię równą E=mc2.
                                                  • grgkh Kociak też ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 23:12
                                                    Jesteś chamską miernotą, potrafiącą tylko obrażać innych, kociak40.
                                                    We Wszechświecie istnieją oddziaływania NATYCHMIASTOWE.
                                                    Nie "większe od prędkości światła", jak sobie w swoim małym, kocim móżdżku
                                                    interpretujesz, ale NATYCHMIASTOWE, a to znaczy, że dziejące się dokładnie w tym
                                                    samym momencie, jednocześnie.

                                                    Trzy zderzające się cząstki elementarne W TYM SAMYM MOMENCIE zmieniają swoje
                                                    wartości. Nie jak Ty byś to pewnie sobie chciał, najpierw pierwsza, potem druga,
                                                    a potem dopiero trzecia. Zmiana wartości ich właściwości, od tej sprzed
                                                    zderzenia do tej po zderzeniu, jest skutkiem oddziaływania, a nie
                                                    czarodziejskiej różdżki. W tym jednym momencie, już nie tylko dla tych wybranych
                                                    przez nas cząstek, ale także dla wszystkich pozostałych elementów Wszechświata
                                                    następuje JEDNOCZESNE przeliczenie wartości tych elementów. Co prawda wartości
                                                    niektórych się nie zmienią, bo ich wzajemne oddziaływanie było pomijalnie małe
                                                    lub zerowe, ale to nie zmienia faktu zajścia takiego przeliczenia.

                                                    A czasu to Ty nigdy nie rozumiałeś, mierny odtwórco formułek wykutych do
                                                    egzaminów, więc się powstrzymaj od komentowania.

                                                    Żenująca bezmyślność, kociaku czterdziesty. smile Kompromitacja. smile
                                                  • kiwaczek11 O szok!!! :):):):):):) 24.11.09, 23:47

                                                    <<<
                                                    > Trzy zderzające się cząstki elementarne W TYM SAMYM MOMENCIE
                                                    zmieniają swoje
                                                    > wartości. Nie jak Ty byś to pewnie sobie chciał, najpierw
                                                    pierwsza, potem druga
                                                    > ,
                                                    > a potem dopiero trzecia.
                                                    >>>

                                                    To jest dopiero zwrot w akcji!!! Kociak, czy Ty widzisz tę
                                                    interpretację natychmiastowości oddziaływań?!?!?! smilesmilesmile. Ja
                                                    pierdziuuuuu! Nazwać to głupotą, to obraza dla ludzi głupich.

                                                    Napisałem przed chwilą do grgkh, żeby się zapoznał dogłebnie z
                                                    pojęciem oddziaływań. Cofam to, nie ma sensu.

                                                    Grgkh, milcz o fizyce, milcz o logice... o czym kolwiek milcz! W
                                                    kabarecie też się nie sprawdzisz. Bo tam udają...
                                                  • kociak40 Re: Kociak też ma podstawowe problemy z fizyką :) 25.11.09, 00:31

                                                    "Jesteś chamską miernotą, potrafiącą tylko obrażać innych, kociak40.
                                                    We Wszechświecie istnieją oddziaływania NATYCHMIASTOWE.
                                                    Nie "większe od prędkości światła", jak sobie w swoim małym, kocim
                                                    móżdżku interpretujesz, ale NATYCHMIASTOWE, a to znaczy, że dziejące
                                                    się dokładnie w tym samym momencie, jednocześnie." - grgkh

                                                    No i jak tu Ciebie nie lubić jak powodem do śmiechu jesteś.
                                                    Ciekawi mnie Twoj stan i sposób myslenia.

                                                    "Nie wieksze od prędkosci światła, ale natychmiastowe" czyli jakie?
                                                    Prędkość rowna poziomej 8 czy może jeszcze wiecej?

                                                    "Trzy zderzające się cząstki elementarne W TYM SAMYM MOMENCIE
                                                    zmieniają swoje wartości. Nie jak Ty byś to pewnie sobie chciał,
                                                    najpierw pierwsza, potem druga" - grgkh

                                                    Ja tak nie chcę, aby wartości tych zderzających się cząsteczek
                                                    elementarnych były tak jak mi wmawiasz, tylko tak, jak oddzialywanie
                                                    energii to spowoduje. Odziaływanie energii ma prędkość skończoną,
                                                    jest to prędkość oddziaływania najwieksza z mozliwych i nie może być
                                                    wieksza od prędkości odziaływania elektromagnetycznego (zajrzyj do
                                                    podręcznika to odczytasz tą prędkość). Jeśli nastapi ruch czasteczek
                                                    materialnych to bedzie na pewno wolniejszy od prędkosci światla, bo
                                                    żadna cząstka materialna nie może osiągnąć tej predkosci. Tak w moim
                                                    kocim móżdżku to wygląda, nie muszę sie leczyć, bo zgodne to jest z
                                                    nauką. Niestety, u Ciebie inaczej to wyglada, nie korepetycje z
                                                    fizyki są Ci potrzebne, ale diagnoza specjalisty i to nie z zakresu
                                                    fizyki.

                                                    Piszesz, że czasu nigdy nie rozumiałem, a możesz podac definicję
                                                    czasu? Może wtedy zrozumie.

                                                    Bardzo ciekawym jesteś "obiektem", to co tu wypisujesz powinno się
                                                    znaleźć w karcie Twojej choroby. Specjalista określiłby na jakim to
                                                    tle.
                                                  • kiwaczek11 Re: Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 23:34
                                                    <<<
                                                    Jest. Weź sobie dwie dowolne cząstki elementarne. Poddaj je
                                                    doświadczalnemu
                                                    oddziaływaniu na siebie według któregokolwiek z czterech
                                                    oddziaływań..
                                                    >>>
                                                    No proszę , jak się okazuje nie potrzebny jest zderzacz hadronów ,
                                                    żeby się o czymś dowiedzieć. Wystarczy „wziąć cząstki elementarne” i
                                                    w domowym zaciszu, albo w garażu czy przydomowym warsztaciku wykonać
                                                    proste doświadczenie, poddać je któremukolwiek z oddziaływań ( w
                                                    warsztacie to wybrałbym oddziaływanie silne najlepiej – krótki
                                                    zasięg, a warsztat nie za duży ) i już widać jak na dłoni, że
                                                    oddziaływanie jest natychmiastowe. Zapewne tak zrobiłeś, bo właśnie
                                                    prosiłem Cię o przytoczenie doświadczenia potwierdzającego istnienie
                                                    oddziaływań natychmiastowych.
                                                    Jakkolwiek pojęcie nieskończoności jest abstrakcyjne, to jest jej
                                                    jeden sens fizyczny i rzeczywisty – nieskończoność Twojej głupoty.

                                                    Nie rozumiesz co się do Ciebie pisze. „Przytocz doświadczenie
                                                    potwierdzające”, oznacza , że masz przytoczyć wykonane doświadczenie
                                                    w warunkach umożliwiających potwierdzenie tezy, podanie autorów tego
                                                    doświadczenia i treść opublikowanych wniosków uznanych przez naukę (
                                                    fizykę) jako prawidłowe i prawdziwe.. Wg Twojego „weź sobie dwie
                                                    cząstki” , to można potwierdzać temperaturę wrzenia wody w czajniku,
                                                    a nie badać prędkość oddziaływań.
                                                    Kociak tylko częściowo miał rację, bo nie wiadomo czy się śmiać, czy
                                                    płakać. Jesteś kompletnym ignorantem. Teraz ja użyję Twojego
                                                    ulubionego określenia w stosunku do innych : DNO. Kompletne dno.

                                                    <<<
                                                    Tej zmiany obu cząstek nie dzieli żaden, możliwy przez
                                                    nas do zauważenia lub zmierzenia, czas. Oddziaływanie jest
                                                    przekazane
                                                    NATYCHMIAST. Na tym opiera się cała fizyka świata.[...] Jak widzisz,
                                                    lepiej od Ciebie rozumiem fizykę. Bo do Ciebie to NIE DOCIERA.
                                                    >>>
                                                    Chłopcze, zapoznaj się najpierw dogłębnie z pojęciem oddziaływań, na
                                                    czym polegają, co je umożliwia, jakie są właściwości „nośników”
                                                    oddziaływań, później o ile skojarzysz cokolwiek wyciągaj wnioski co
                                                    do prędkości przekazywania oddziaływań i dopiero wtedy wróć do
                                                    swojej „błyskotliwej” tezy , nakryj się ze wstydu kopytami i błagaj
                                                    o litość wszystkich , którzy nieopatrznie przeczytali Twoje herezje.

                                                    <<<
                                                    I nie licz, że będzie mi się chciało z Tobą merytorycznie rozmawiać.
                                                    >>>
                                                    A kiedy rozmawiałeś merytorycznie? Merytorycznie można rozmawiać,
                                                    jeśli się cokolwiek wie.
                                                  • kociak40 Re: Kiwaczek ma podstawowe problemy z fizyką :) 24.11.09, 23:43

                                                    Mam trochę czasu, grypa szaleje, strach wychodzić miedzy ludzi, a tu
                                                    takie ciekawe posty grgkh pisze. Szalenie podoba mi sie Twoja
                                                    dedukcja np.

                                                    "To jest potwierdzenie, że jesteś księdzem, religijnym oszołomem,
                                                    dogmatykiem, który sobie postawił za zadanie zwalczać wiedzę i
                                                    prawdę. To jest Twój koniec, kolego" - grgkh

                                                    Ta dedukcja doprowadzila Cię do odkrycia, że kiwaczek11 jest
                                                    ksiedzem. Mam pytanie? A czy Twoja dedukcja w stosunku do mnie nie
                                                    wykazuje, że ja kociak40, jestem biskupem? Nie znam fizyki, glupi
                                                    jestem i nie logiczny, jakiś dowod dałem na istnienie Boga, czy to
                                                    nie wystarcza, że "wypisz, wymaluj" - biskup. Podałem Ci swój wzrost
                                                    192 cm i tylko nie dodalem, że to w tej czapie jest to mój wymiar.
                                                    Jako biskup też jestem głupi, nawet nie wiem jak się ta czapa
                                                    nazywa, jest i już. Wygladam w niej dostojnie i nie dbam o szczegoły.
                                                    Duzo popijam tego wina mszalnego i piszę na tym forum pod jego
                                                    wpływem. O swoje grzechy wobec Ciebie sie nie martwię, bo jako
                                                    biskup sam sobie odpuszczam. Za ten dobry dowód jaki dałem na tym
                                                    forum, że Bog istnieje, a Ty go nie mozesz obalić mam protekcję w
                                                    niebie.
                                                  • kociak40 Dla grgkh 25.11.09, 03:58
                                                    Pośmiałem sie z Ciebie, pożatrowałem ale nie jestem "okrutnikiem",
                                                    żal mi Ciebie. Wiem, że to co napiszę, tego nie przyjmiesz, to
                                                    uniemożliwia Ci Twoja choroba. Twoja "racja" musi być na wierzchu i
                                                    to nie zależnie od rzeczywistości, to pozbawia Cię krytycyzmu i
                                                    logicznego myślenia.
                                                    Bylem bardzo ciekaw Twoich reakcji na tak oczywiste stanowisko
                                                    Einsteina, zrozumiałe dla znajacych fizykę lub chcących ja poznac. U
                                                    Ciebie jest to niemozliwe, w odpowiedzi wymyslisz dla mnie rózne
                                                    kalumnie, oszczerstwa itd. i dalej bedziesz w sprzecznosci z
                                                    Einsteinem i nie będziesz mógł nigdy choć troche zrozumieć jego tak
                                                    mądrej teorii. Twoja sprawa. Ja za chwilę zrobię co mogę.
                                                    Uzyję dość mocnego niecenzurowanego słowa aby nadać faktyczny sens.
                                                    Otóż, Tobie popiepszyły sie pojecia z fizyki. To do czego chcesz
                                                    przekonać to są jednoczesne zdarzenia. Może przykłady:
                                                    Jak dużo ludzi jest zakatarzonych to moze być, że jednocześnie
                                                    kichną.
                                                    Natomiast oddziaływanie to jest jak do tego kichniecia może dojść.
                                                    Chcesz na tych cząstakach A i B? Przyjmijmy, że jak takie cząstki
                                                    się zderzą, to zostanie wybity proton i powstaną cząstki innego
                                                    pierwiastka (o rodzaju decyduje liczba protonów w jądrze atomowym).
                                                    Zderzyły się, zakładamy, że protony zostały wybite i powstało złoto,
                                                    z jednej czastki i drugiej. To powstanie złota w jednym atomie i
                                                    drugim, to jednoczesne zdarzenie, a odziaływanie to jak do tego
                                                    doszło w atomie. Musiała zadziłać energia na proton, nadac jego
                                                    masie odpowiedni pęd aby usunąć go z jądra czyli zadzialanie siły na
                                                    proton aby pokonać przyciąganie elektronow itd. Przecież już kiedys
                                                    pisałem Ci, że nic nie może się zdarzyć bez dzialania siły ale to do
                                                    Ciebie jak do ściany. Czyli podsumujmy. Nie jest mozliwe zadziałanie
                                                    energii i zrobienie zlota w odziaływaniu natychmiastowym. Może nie
                                                    najlepszy przyład ale taki mi się nasunął na tą chwilę. Żadne
                                                    wypisywanie tytułów do postów, żadne Twoje bluzgania, własne
                                                    wychwalanie swojej logiki, zapewnienia o znajomosci fizyki itd. nic
                                                    Ci nie dadzą, nie zmadrzejesz od tego ale tylko się osmieszasz.
                                                    O ile to zrozumiesz będziesz w zgodzie z twierdzeniem Einsteina, w
                                                    co jednak wątpie. Przekonamy się w Twojej odpowiedzi.
                                                  • kiwaczek11 Re: Dla grgkh - prostsza analogia 25.11.09, 09:08
                                                    Wg grgkh „natychmiastowość zdarzeń” to następująca sytuacja ( jak wynika z tego co napisał).
                                                    Wchodzi trzech facetów na stołówkę i jednoczesnie woła „rosół poproszę”. Kelner przynosi na ręku trzy rosoły i każdy facet w tym samym momencie odbiera swój rosół.
                                                    Grgkh pomija fakt, że od zgłoszenia zamówienia do odebrania rosołu upłynęło 5 minut. A właśnie tego dotyczy natychmiastowość, czy nienatychmiastowośc oddziaływań.
                                                  • grgkh Do kociaka i kiwaka... 25.11.09, 17:21
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Pośmiałem sie z Ciebie, pożatrowałem ale nie jestem "okrutnikiem",
                                                    > żal mi Ciebie.

                                                    Miau, miau, miau... wink Kici, kici, kotku... wink

                                                    Mam pytanie do was obu:

                                                    Czy we wszystkich wzorach fizycznych opisujących oddziaływania we Wszechświecie występuje jako parametr czas?

                                                    big_grin

                                                    Czy zrobiło Ci się mokro w majtkach?
                                                  • kiwaczek11 Re: Do kociaka i kiwaka... 25.11.09, 19:17
                                                    Twoje pytanie ma , jak zwykle , na celu nie rozwianie wątpliwości ,
                                                    ale „zapędzenie nas w kozi róg”, aby udowodnić jak i to jesteś
                                                    bystry z tej fizyki. Aż to krzyczy. Chcesz się wyślizgnąć, jak i w
                                                    innych sytuacjach , gdzie wyszła na jaw Twoja rażąca ignorancja, bo
                                                    poczułeś , żeś umoczył, ale Twoja duma i samouwielbienie będzie Cię
                                                    męczyć po nieprzespanych nocach. Marzenie o byciu jedynym myślącym
                                                    człowiekiem na świecie właśnie pryska. A jak tu się do tego
                                                    wszystkiego przyznać...?
                                                    Samo postawienie pytania w takiej formie jak to zrobiłeś ( i nie
                                                    mówię o różowym kolorku) świadczy o tym , że nie dość ,że nie masz
                                                    najmniejszej wiedzy w tym zakresie, choć udajesz nieskrępowanego
                                                    dogmatami reformatorskiego myśliciela, to nawet nie wiesz w jaki
                                                    sposób sensownie pytać. Nawet Twoje określenia , jak „ wszystkie
                                                    WZORY” to poziom chłopca z końca podstawówki lub początku
                                                    gimnazjum, któremu na siłę wtłacza się fizykę, dla którego fizyka to
                                                    worek z niezliczoną ilością trudnych do zapamiętania „dziwnych,
                                                    nikomu nie potrzebnych i nie wiadomo skąd wziętych” WZORÓW.
                                                    Nikt nie wie wszystkiego, każdy ma prawo jakiejś niewiedzy. Ale ,
                                                    jeśli nie mam wiedzy w jakimś temacie, nie zabieram rozstrzygającego
                                                    głosu w dyskusji. Nie mówiąc już o mieszaniu z błotem
                                                    interlokutorów , wytykaniu im niewiedzy i robieniu z siebie znawcy.
                                                    Kociak mówi , ze to choroba. Być może, ale dla mnie to nie jest
                                                    żadne usprawiedliwienie.

                                                    <<<
                                                    Czy we wszystkich wzorach fizycznych opisujących oddziaływania we
                                                    Wszechświecie występuje jako parametr czas?
                                                    >>>

                                                    Zadałeś pytanie tak , jakby zapytać, czy we wszystkich „wzorach”
                                                    opisujących elektromagnetyzm występuje jako parametr prąd.

                                                    A jaką wielkość związaną z oddziaływaniem chcesz tymi „wzorami”
                                                    liczyć?
                                                  • kiwaczek11 Re: Do kociaka i kiwaka... 25.11.09, 20:42
                                                    > Czy we wszystkich wzorach fizycznych opisujących oddziaływania we
                                                    > Wszechświecie występuje jako parametr czas?
                                                    > >>>

                                                    napisałem:
                                                    > A jaką wielkość związaną z oddziaływaniem chcesz tymi „wzorami”
                                                    > liczyć?

                                                    A może inaczej, jaką wielkośc związaną z oddziaływaniami chciałbys
                                                    tymi wzorami opisać?
                                                  • grgkh Czy umiesz odpowiedzieć na to pytanie? :) 25.11.09, 20:43
                                                    Jeśli tak, to odpowiedz. I nie sil się na "wyższość". Nie przewiduj, bo Ci to
                                                    słabo wychodzi. smile

                                                    Chodzi mi o słynne cztery oddziaływania oraz to, w jaki sposób przejawiają
                                                    się one na "wyższych poziomach" czyli w "zorganizowanych" strukturach. Czy wśród
                                                    wzorów dotyczących sedna fizyki są takie, które opisując bezpośrednio lub
                                                    pośrednio efekty tych oddziaływań NIE ZAWIERAJĄ parametru czasu?


                                                    Jeśli Ty nie umiesz, to może kociak?

                                                    A może jakiś... ekspert? Znacie kogoś takiego? smile

                                                    PS1. Trudniejsze terminy z mojego pytania zamknąłem w cudzysłowy. Gdybyś nie
                                                    domyślił się, co miałem na myśli, to nie licz na podpowiedzi. Nie dam Ci ich.
                                                    Stawiam na Twoją inteligencję. Powinna podołać.

                                                    PS2. Włączam stoper...
                                                  • kiwaczek11 Re: Czy umiesz odpowiedzieć na to pytanie? :) 25.11.09, 21:56
                                                    <<<
                                                    Chodzi mi o słynne cztery oddziaływania oraz to, w jaki sposób
                                                    przejawiają
                                                    > się one na "wyższych poziomach" czyli w "zorganizowanych"
                                                    strukturach. Czy wśró
                                                    > d
                                                    > wzorów dotyczących sedna fizyki są takie, które opisując
                                                    bezpośrednio lub
                                                    > pośrednio efekty tych oddziaływań NIE ZAWIERAJĄ parametru czasu?

                                                    >>>

                                                    Nie wiem co oznacza u Ciebie pojecie „wyższego poziomu”. To może
                                                    oznaczać wszystko, wnioskując z doświadczenia. Dlatego póki nie
                                                    sprecyzujesz o co dokładnie chodzi, nie dotykam tego.

                                                    Odpowiedź na Twoje pytanie o „wzory” i czas jest zależna od tego o
                                                    jaką wielkość związaną z oddziaływaniami Ci chodzi. W zależności
                                                    opisującej np. prawo Coulomba czas jako parametr nie występuje, bo
                                                    zależność opisuje siłę (uzależnioną od ładunku i odległości).
                                                    A tak nawiasem pisząc, ten przypadek pokazuje bzdurność Twojej
                                                    niegdyś wygłaszanej tezy, że czas to zmienność. Jak powyżej widać
                                                    zmienność siły nie zależy tu od czasu i nie jest wg niego mierzona.
                                                    Jeśli chcieć opisywać (liczyć) prędkość rozchodzenia się
                                                    oddziaływań, albo przekształceniowo dystans jaki mają do przebycia
                                                    nośniki oddziaływań, tam czas występuje jako parametr (oczywiste).

                                                    Widzę , że jakaś ukryta linię ataku się czai z tym czasem. Aż
                                                    strach, co się niebawem pewnie wykluje...
                                                  • kociak40 Re: Czy umiesz odpowiedzieć na to pytanie? :) 25.11.09, 23:46
                                                    Grgkh jeszcze marudzi bo zapewne oddziaływanie mikro go myli.
                                                    Mozna przejść na makro, to bez róznicy.
                                                    Np. jest wybuch na Słońcu i powstaje szkodliwe promieniowanie.
                                                    To promieniowanie nie jest natychmiastowe i na Ziemi. Na Ziemi
                                                    pojawi się za około 8,5 minuty, dlaczego? Bo w przyrodzie nie
                                                    istnieją oddziaływania natychmiastowe. Największą możliwą prędkością
                                                    oddziaływania jest prędkość oddziaływania elektromagnetycznego czyli
                                                    prędkość światła jest maksymalną możliwą prędkością.
                                                    Te 8,5 minuty, tak juz na chłopski rozum, to oddziaływanie, a ten
                                                    wybuch na Słońcu to zdarzenie.
                                                    To zrozumie już każdy nawet laik z fizyki, oczywiscie oprocz grgkh.
                                                    Panie Kiwaczek11, nie wolno wdawać się pod żadnym pozorem w jaką
                                                    kolwiek dalszą dyskusje z grgkh, on musi wpierw "odszczekać" tą
                                                    głupotę, którą chciał tu przemycić na forum zaprzeczając słynnemu
                                                    stwierdzeniu Einsteina. To musi być konieczna kara dla niego aby
                                                    była to terapia lecząca jego przypadłość. To ze względu na
                                                    jego "dobro" nie wolno nam tego robić. Wpierw przyznanie się jego do
                                                    błędu (tym samym potwierdzenie, ze jakos to juz rozumie) i wtedy
                                                    mozliwość dalszego leczenia z nastepnych głupot. Mozna z niego się
                                                    podśmiewać ale nie wolno dzialać pod jego "dyktant", to jemu
                                                    szkodzi.
                                                  • kociak40 Re: Czy umiesz odpowiedzieć na to pytanie? :) 26.11.09, 00:00
                                                    Panie Kiwaczek11, jest świetna okazja otworzyć nowy wątek dla innych
                                                    (do dyskusji z grgkh juz się inni nie włączją z nim, bo "poznali
                                                    gościa"). Nie jestem złosliwy, bo to człowiek jednak chory więc
                                                    tylko sami się posmiejemy. A oto taki projekt wątku:


                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe" - Albert
                                                    Einstein - to ten od tego wzoru E=mc2

                                                    "W przyrodzie ISTNIEJĄ oddziaływania natychmiastowe" - grgkh - to
                                                    ten od pracy nad "100% dowodem na nie istnienie Boga"


                                                    Sądzę, że byłaby to rewelacja taki watek z tym porównaniem. Nic
                                                    dodać nic ująć, wszystko jasne.
                                                  • grgkh Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? :) 26.11.09, 00:05
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > (coś tam mało istotnego i niezupełnie na temat)

                                                    Kiepsko Cię w szkole uczyli odpowiadać. Oczekuję odpowiedzi typu:

                                                    Tak, dla każdego z czterech oddziaływań są wzory fizyczne, które określają
                                                    zmienność wszechświata bez uwzględnienia parametru czasu.


                                                    Jeśli sam czegoś podobnego nie dasz rady sklecić, to skopiuj moją podpowiedź. I
                                                    nie życzę sobie dygresji i mataczenia. Ma być jawna i jednoznaczna deklaracja.

                                                    Czekam.

                                                    I znów nastawiam stoper. Coś słabo dyżurujecie przy kompach chłopy (pi razy oko
                                                    - 1 godzina i 3 godziny). Porzućcie sen. Obowiązek was wzywa. Na jutro mam tu
                                                    mieć gotową odpowiedź. Najlepiej od każdego z was. Żebyście się potem nie
                                                    wypierali, że "to nie ja", "to on". smile
                                                  • kociak40 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 00:42

                                                    Nie grgkh, nie wolno nam pominąć tego Twojego "natychmiastowego
                                                    oddziaływania" jakbys sobie tego życzył. Z głupoty trzeba Cię
                                                    leczyć, a nie ją utrwalać.
                                                  • kociak40 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 03:38
                                                    Chociaż napisałem już, że należałoby dalej nie odpowiadać, bo tobie
                                                    chodzi tylko "o dochodzenie swoich racji" to jednak poruszyłeś dość
                                                    ciekawy problem pisząc:

                                                    "Tak, dla każdego z czterech oddziaływań są wzory fizyczne, które
                                                    określają zmienność wszechświata bez uwzględnienia parametru czasu."

                                                    Jak domyslam się chodzi Ci o odziaływania fizyczne, a nie o np.
                                                    medyczne czy inne. Ja mogę tylko tak "z biegu" odpowiedzieć bo
                                                    wydaje mi się, że zrozumiałem problem, ktory Ci podsunął pomysł, że
                                                    coś może zrobić się natychmiast bo we wzorze nie ma czasu.
                                                    Takie oddziaływania podstawowe na skale makro znam dwa - to
                                                    odziaływanie elektromagnetyczne i grawitacyjne (przy tym
                                                    grawitacyjnym to jest roznica w odniesieniu Newtona - zależy od
                                                    wielkosci mas i ich odległości i Einsteina - jako zakrzywienie
                                                    czasoprzestrzeni). Wiem, że są jakieś dalsze oddziaływania w skali
                                                    mikro ale juz tego nie pamietam i nie ma to znaczenia. Chodzi tu o
                                                    energie, ktora może zadziałać siłą. Sama energia jest skalarem i nie
                                                    musi zależeć od czasu. Energia to możliwość wykonania pracy.
                                                    Realizuje sie ona poprzez siłe (tylko poprzez działanie siły) i samo
                                                    odzialywanie tej siły (jak jest realizacja działania energii) to
                                                    wykonana praca nie jest natychmiastowa do tego co zrobi. Tu takze
                                                    obowiazuje stwiedzenie Alberta, a nawet potwierdzenie, że nic nie
                                                    moze sie wydarzyc bez działania siły.
                                                    Domyslam się, że w swoim "dowodzie na nie istnienie Boga" chcesz
                                                    pominać czynnik działajacej siły. Zapewne w miejsce tych kropek (w
                                                    moim dowodzie) chcesz wstawić "matematyka, logika, informacja,
                                                    aksjomat itd. to wszystko co nie zależy od czasu. Uważam, że to jest
                                                    niemożliwe. W obszarze przestrzeni, czasu, materii i energii nic nie
                                                    może sie wydarzyć bez działania siły i realizacja oddzialywania nie
                                                    jest natychmiastowa.
                                                    Trudno mi ocenić w jakim celu zadajesz takie pytanie o te podstawowe
                                                    oddziaływania (chyba fizyczne), do jakiego dalszego kontekstu jest
                                                    to Ci potrzebne. Jeżeli to co napisałem uważasz za nie na temat, to
                                                    pobluzgaj sobie pod moim adresem, bardzo to lubie.
                                                  • grgkh Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 12:43
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Jak domyslam się chodzi Ci o odziaływania fizyczne

                                                    O boże, co za porażająca przenikliwość. Zachwycasz mnie... smile

                                                    Ciepło, ciepło, kociak, coraz cieplej...

                                                    Ale czekam na waszą, pełną odpowiedź. Przecież nie proszę o nic, co nie byłoby
                                                    zgodne z waszą wiedzą fizyczną. Wiecie, to odpowiedzcie. Obaj. Tylko tyle, ile
                                                    wiecie. I zgodnie z zaproponowanym przeze mnie schematem...
                                                  • kiwaczek11 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 20:28

                                                    <<<
                                                    Kiepsko Cię w szkole uczyli odpowiadać.
                                                    >>>

                                                    Kiepsko Cię w szkole uczyli czytać.
                                                    Zamiast koncentrować się na zastawianiu pułapek, co i tak doprowadzi
                                                    Cię do nikąd, zacznij czytać , co jest napisane (choć wątpię , że
                                                    przyniesie to jakiś efekt, bo to , że nie umiesz czytać ze
                                                    zrozumieniem, to fakt niezaprzeczalny)

                                                    Zapytałeś:
                                                    <<<
                                                    Czy wśród wzorów dotyczących sedna fizyki są takie, które opisując
                                                    bezpośrednio lub pośrednio efekty tych oddziaływań NIE ZAWIERAJĄ
                                                    parametru czasu?
                                                    >>>

                                                    Część moje odpowiedzi brzmiała:
                                                    <<<
                                                    Odpowiedź na Twoje pytanie o „wzory” i czas jest zależna od tego o
                                                    jaką wielkość związaną z oddziaływaniami Ci chodzi. W zależności
                                                    opisującej np. prawo Coulomba czas jako parametr nie występuje, bo
                                                    zależność opisuje siłę (uzależnioną od ładunku i odległości).
                                                    >>>

                                                    Moja odpowiedź zawiera wystarczającą informację. To , jakiej Ty
                                                    sobie życzysz odpowiedzi, nie jest istotne.

                                                    <<<
                                                    Ma być jawna i jednoznaczna deklaracja.
                                                    >>>
                                                    Ja też mam dla Ciebie pytanie. Da Ci to szansę zastanowić się nad
                                                    zadawaniem pytań i udzielaniem odpowiedzi.
                                                    Pytam: czy Twoja żona wie ,ze jesteś ministrantem? Oczekuję
                                                    odpowiedzi „ Tak wie” lub „nie , nie wie”.
                                                    Ma być jawna i jednoznaczna deklaracja. „Włączam stoper”. „Na jutro
                                                    mam tu
                                                    mieć gotową odpowiedź.”
                                                  • grgkh Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 21:50
                                                    Kiwaczek, jeśli znasz fizykę, to odpowiedz. Jeśli nie umiesz inaczej to ZACYTUJ
                                                    MOJE PYTANIE, a pod spodem napisz tylko TAK lub NIE. Twoja pisanina jest próbą
                                                    mataczenia.

                                                    Zaczynam podejrzewać, że nie potrafisz odpowiadać na takie pytania. Brak
                                                    odpowiedzi w formie przeze mnie wymaganej będę traktował jako nieumiejętność jej
                                                    znalezienia w ogóle.

                                                    Ale przyznaj, że wiesz już jak to się skończy? smile

                                                    Kociak jeszcze nie wie. On nie używa logiki, którą pogardza, co zresztą można
                                                    bez trudu znaleźć w archiwum jego wypowiedzi na forum.

                                                    Trzeba przyznać, że przeglądarka forum działa mi znakomicie, za co należą się
                                                    wielkie brawa ekipie informatycznej GW. Pozdrawiam ekipę. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 26.11.09, 23:53
                                                    <<<
                                                    Kiwaczek, jeśli znasz fizykę, to odpowiedz. Jeśli nie umiesz inaczej
                                                    to ZACYTUJ
                                                    MOJE PYTANIE, a pod spodem napisz tylko TAK lub NIE. Twoja pisanina
                                                    jest próbą
                                                    mataczenia.
                                                    >>>
                                                    To nie jest próba mataczenia z mojej strony, ale próba manipulacji z
                                                    Twojej strony. Odpowiedź na Twoje pytanie, jeśli ma być rzetelna,
                                                    nie może być inna niż ta , którą napisałem. W mojej odpowiedzi jest
                                                    zamieszczona czytelna informacja, która jest odpowiedzią na Twoje
                                                    pytanie. Gdybyś na prawdę jej szukał, byłoby to dla Ciebie
                                                    wystarczające. Ale Tobie nie chodzi o tę informację, ale „haczyk” ,
                                                    słówka, za które mógłbyś łapać i manipulować.
                                                    <<<
                                                    Brak odpowiedzi w formie przeze mnie wymaganej będę traktował jako
                                                    nieumiejętność jej
                                                    znalezienia w ogóle.
                                                    >>>
                                                    Bo inna nie będzie pasować do uknutej intrygi. I cały misterny plan
                                                    w pi...u.

                                                    <<<
                                                    Zaczynam podejrzewać, że nie potrafisz odpowiadać na takie pytania.
                                                    >>>
                                                    Odpowiedziałeś na moje pytanie w „wymaganej”crying!!!) przez mnie formie?
                                                  • grgkh Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 27.11.09, 18:37
                                                    O, kolega kiwaczek już ma pietra... smile

                                                    > Bo inna nie będzie pasować do uknutej intrygi. I cały misterny plan
                                                    > w pi...u.

                                                    Ja nie mam żadnego "misternego" planu. Opieram się na swojej wiedzy. Kociak już
                                                    chyba wie, o co chodzi i wymiękł. Teraz jeszcze chwilę się podroczę z Tobą, a
                                                    potem napiszę dokładnie o co chodzi.

                                                    A Twoją odpowiedź mam gdzieś. Możesz nic nie pisać.

                                                    Komentarz do zakończenia waszej krucjaty będzie się składał z cytatów, których w
                                                    tym wątku bez problemu znajdę dużo. Twoje wypowiedzi już tu są. A brak
                                                    odpowiedzi tylko potwierdza, że wciąż masz ten sam cel.

                                                    Kurczę, kiwaczek, jeśli masz wiedzę z fizyki, to jakiego Ty się boisz haczyka? smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 27.11.09, 23:43
                                                    <<<
                                                    Kurczę, kiwaczek, jeśli masz wiedzę z fizyki, to jakiego Ty się
                                                    boisz haczyka?
                                                    >>>
                                                    A gdzie ja napisałem, że się boję haczyka? Twoje „podchody” co
                                                    najwyżej mogą mnie rozśmieszyć Pustym śmiechem.

                                                    <<<
                                                    Opieram się na swojej wiedzy.
                                                    >>>
                                                    No to może zdradź rąbek tej tajemnej wiedzy. Chociaz przeciez juz
                                                    zdradziłeś. Jeszcze nas brzuchy od śmiechu nie przestały boleć.

                                                    <<<
                                                    A Twoją odpowiedź mam gdzieś. Możesz nic nie pisać.
                                                    >>>
                                                    A jednak nie pasuje do misternego planu. Jeśli masz ochotę bawić się
                                                    w manipulatora, kup sobie paczkę „żolnierzyków”. Będziesz je
                                                    ustawiał, jak Ci się żywnie podoba. Ze mną nie przejdzie.

                                                    <<<
                                                    Twoje wypowiedzi już tu są. A brak
                                                    odpowiedzi tylko potwierdza, że wciąż masz ten sam cel.
                                                    >>>
                                                    Brak odpowiedzi??? Odpowiedź jest. Nie kłam w żywe oczy. Natomiast
                                                    brak Twojej odpowiedzi.
                                                  • kociak40 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 28.11.09, 01:54
                                                    Jak widzę dyskusja toczy się wartko. Jak sam widzisz grgkh masz
                                                    jednak z kim "dyskutować" i zapewne mile spędzasz czas. W końcu
                                                    to "dwóch" na jednego. Ja dokonałem proby odpowiedzi, nie zadowola?
                                                    Nie jestem alfą i omegą, nie wiem o co Ci chodzi i nie dziw się bo
                                                    po Tobie mozna spodziewac sie wszystkiego. Zupełnie tak jak z
                                                    ta "Teorią Wszystkiego" , ktorą lansowałeś jako Teorie Strun, 9
                                                    wymiarów itd. To jest tylko hipoteza na papierze, nic z tego nie
                                                    zostało potwierdzone, w żadnym szczególe. Tak samo zreszta jak
                                                    hipoteza tego fizyka Howkinga (ten co choruje na zanikowe
                                                    stwardnienie boczne), ktory dla odmiany wysuwa teorie "Wieloświatów"
                                                    czyli jednoczesnego istnienia takich Wszechswiatów w jakim my żyjemy.
                                                    Co prawda chodzi tu o wytłumaczenie nagłego zmniejszenia się
                                                    grawitacji zaraz po "Wielkim Wybuchu" co ma tłumaczyć i jedna teoria
                                                    i druga. Teoria Strun - grawitacja rozproszyla się na inne wymiary,
                                                    ktorych nie możemy wykryć, a Hopkinsa, że na inne wszecdhswiaty
                                                    równoległe z naszym. Tyle jest to warte, co moja wiara w
                                                    krasnoludki, że złosliwie psocą, co mogę potwierdzić, że własnie
                                                    zginał mi z biurka długopis. Był i nie ma go. Mnie Twoje fantazje
                                                    nie interesuja, mogę ewentualnie dyskutować o fizyce realnej i to na
                                                    poziomie inzynierskim, nie wyższym. Jeśli chcesz prowadzić dyskusje
                                                    to puki co, musisz uznać:
                                                    "W przyrodzie nie istnieją oddziaływania natychmiastowe" (tu dodam,
                                                    bo nie rozumiesz tego - jak ma sie cokolwiek zrobić, zdarzyś, to
                                                    prędkość światła jest najwiekszą prędkoscia tego oddziaływania)
                                                    i drugie stwierdzenie - "Nic nie może się wydarzyć bez działania
                                                    siły". Jak się z tym nie zgadzasz, to daj przykład, że cos takiego
                                                    się zdarzyło, a siły nie było. Takie dyskutowanie jakie proponujesz
                                                    nie ma sensu, chyba, że na jakimś oddziale szpitalnym odpowiedniej
                                                    do tego poziomu specjalizacji.
                                                  • kociak40 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 28.11.09, 02:10
                                                    Dochodzę do wniosku grgkh, że ten Pascal ma jednak rację, a tylko Ty
                                                    źle to zrozumiałeś (jak zwykle). Nie proponuje Ci katolicyzmu z tak
                                                    bogatym ceremoniałem, bo sama mozliwość pieszej pielgrzymki do
                                                    Częstochowy, i to z Gdanska, może być dla Ciebie przerazająca. ŚJ
                                                    tez Ci nie proponuję bo oni w tym swoim Krolestwie w menu bedą mieli
                                                    tylko owoce i warzywa, a jak domyślam się, jaroszem nie jesteś.
                                                    Dodatkowo pojawi się znowu teściowa i to już na wieki. Lepiej z nimi
                                                    nie zaczynać. Ale co bys powiedział na protestantyzm? Ceremonił
                                                    szczątkowy i nie wymagany, spowiedzi na ucho nie ma, a 2 razy do
                                                    roku iść się przewietrzyć do ich zboru, to samo zdrowie. Posłuchasz
                                                    pieśni i jak wcześniej wyjdziesz to i na tacę nie musisz dawać. Co
                                                    TY na to? Zawsze to jakaś korzyść. Już nie będzie kiedyś - "był
                                                    grgkh i już go nie ma" ale "był grgkh i już go nie ma?". O ten znak
                                                    zapytania chodzi, trud niewielki, a jednak jakaś korzyść może byc,
                                                    kto to wie. Może być i buddyzm, tam za życia podobno można osiagnąć
                                                    szczęśliwość psychiczną - nirwane. Sam osądz, czy to nie lepsze niz
                                                    użeranie się na tym forum ze mna i kiwaczkiem11. Tu tracisz nerwy i
                                                    masz stres, a tam nirwana. Przemyśl jeszcze raz tego Pascala.
                                                  • kociak40 Re: Czy JUŻ umiecie odpowiedzieć na to pytanie? : 28.11.09, 16:17
                                                    Grgkh, zamilkłeś i lekceważysz swoich najlepszych dyskutantów, to
                                                    juz 196 post w tym wątku. Zapewniamy Ci rekordową dyskusję.
                                                    Pomimo tego nie chcesz jasno i krótko odpowiedzieć - dla kogo tak
                                                    usilnie i z takim poświęceniem czasu pracujesz nad tym swoim "100%
                                                    dowodem"? Dla ateistów? Nie mogę jakość zrozumieć do kogo chcesz
                                                    skierować ten dowód? W swoim wątku - "akwizytor" opisałeś i to z
                                                    zachwytem, wizytę u siebie księdza z opłatkiem, tak Cię to
                                                    zachwyciło, że użyłeś słów "ZA DARMO!!!", a jaki był elokwentny,
                                                    grzeczny, logiczny, same zachwyty były u Ciebie, "też człowiek" jak
                                                    zauważyłeś. Czy nie powinno być tak, że on Ci ten opłatek za darmo,
                                                    a Ty jemu ten swój "100% dowód", też za darmo. Przyszedł "też
                                                    człowiek" do Ciebie jako ksiądz, a wyszedłby jako ateista. Uważasz,
                                                    że nie zasłużył sobie na takie potraktowanie, nie był wart
                                                    tego "100% dowodu" za opłatek? Jakaś nielogiczność u Ciebie, zamiast
                                                    księdza mnie chcesz przekonywać, a przecież nie sądzę abym sobie
                                                    zasłuzył na takie uznanie u Ciebie.
                                                  • grgkh No to wam pomogę :) 29.11.09, 16:07
                                                    No to koniec zabawy, chłopaki.

                                                    W przyrodzie istnieją oddziaływania natychmiastowe. Są to te
                                                    oddziaływania, które są opisywane przez wzory fizyczne nie
                                                    zawierające paramatru czasu.

                                                    Jest tak, jak to mówiłem od początku. Jeśli element A oddziałuje na
                                                    element B, to JEDNOCZEŚNIE (a więc natychmiastowo) element B
                                                    oddziałuje na element A. W ten sposób powiązane są ze soba WSZYSTKIE
                                                    ELEMENTY, z których składa się Wszechświat. Żaden nie jest
                                                    wyróżniony ani uprzywilejowany. Nie istnieje kolejność, w której ta
                                                    zmienność miałaby dotyczyć któregoś z nich. Nie istnieje dla
                                                    przekazywania oddziaływań na tym poziomie czas. Wartości wszystkich
                                                    elementów Wszechświata są aktualizowane w tym samym momencie,
                                                    jednocześnie, natychmiastowo, "poza czasem".

                                                    I temu nie zaprzeczycie. smile
                                                  • kociak40 Re: No to wam pomogę :) 29.11.09, 19:27

                                                    Nie ma oddziaływań natychmiastowych w przyrodzie. Widzę po tym co
                                                    piszesz, że nie rozumiesz fizyki, bo nie uczyłeś się jej od podstaw
                                                    tylko "wyciagasz" to co wyczytałeś gdzieś przypadkowo. Niestety,
                                                    fizyka to trudny przedmiot i trzeba wpierw jak się chce fantazjować,
                                                    znać ją i rozumieć. Ciebie myli np. jak płożysz dwa magnesy na stole
                                                    obok siebie i odziaływują one na siebie jednocześnie. To jest stan
                                                    ustalony już, odziaływanie trwa. Jakby to pole magnetyczne miało
                                                    spowodować jakiś skutek przez swoje oddziaływanie, np. przeskok
                                                    atomu w sieci krystalicznej, to nie jest to natychmiastowe ale
                                                    możliwe tylko z jakąś prędkoscią i to ze skończoną prędkością.
                                                    Jak widzę Ty przez nieuctwo nie mozesz zrozumieć np. problemu -
                                                    dlaczego inaczej "chodzi" zegarek na ręku kosmonauty lecącego w
                                                    rakiecie niż na Twoim ręku.
                                                    Moze inaczej - nic nie może poruszać się szybciej niż światło.
                                                    Jeśli twierdzisz inaczej to daj przykład. Nic nie może się wydarzyć
                                                    bez działania siły. Jeśli twierdzisz inaczej, to daj przykład.
                                                    Po co wypisujesz jakieś te teksty jak ich nie rozumiesz?
                                                    Nieznajomość u Ciebie fizyki powoduje, że wyciągasz bzdurne wnioski.
                                                    Z fantazji zejdz na ziemie.
                                                    -----
                                                    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
                                                  • grgkh Re: No to wam pomogę :) 29.11.09, 19:59
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Nie ma oddziaływań natychmiastowych w przyrodzie.

                                                    Kociak, co tu tu pieprzysz za głupoty.

                                                    Jak leżą dwa magnesy obok siebie i weźmiesz najmniejszy możliwy do
                                                    pomiaru kwant czasu to zmieni się stan WIELU elementów naraz (cały
                                                    Wszechświat jednicześnie bierze w tym udział, bo wszystko zależy od
                                                    wszystkiego).

                                                    Ten nowy stan wszystkiego to zmiana, która stała się udziałem
                                                    wszystkich elementów w niej uczestniczących JEDNOCZEŚNIE! Pisałem,
                                                    ze element A, B, C, D... itd., wszystkie naraz się zmieniają, a ta
                                                    zmienność jest opisana wzorem fizycznym, w którym parametr czasu nie
                                                    występuje i nie idgrywa ŻADNEJ roli. Czy Ty jesteś jakiś przygłup,
                                                    że to do Ciebie nie dociera?

                                                    Nie ma kolejności elementów. Nie ma rozbicia na etapy. Ta zmienność
                                                    dokonuje się jednocześnie, natychmiast - zgodnie z definicją
                                                    słownikową podana przez kiwaczka. Pozostała zmienność Wszechświata
                                                    ("przyrody") smile opisuje nie właściwości pierowtne, ale POCHODNE
                                                    względem czasu. I taka zmienność z oczywistych wzgledów, zależąc od
                                                    czasu smile, nie może jednocześnie od niej nie zależeć.

                                                    To, co ty mówisz, to jest jakieś "masło maślane". Wiem, jesteś
                                                    przywiązany do "wielkiego" Alberta. To święty. Każde jego słowo jest
                                                    święte. Tyle że te słowa padały w określonym kontekscie. Dotyczyły
                                                    pewnej dyskusji. W tamtej, być może, miały sens smile, ogólnie takiego
                                                    sensu nie mają. big_grin

                                                    Ale trzeba oprócz tego umieć mysleć, a nie bezmyślnie powtarzać po
                                                    innych. Jesteś bezmyślnym odtwórcą. Powtarzasz coś, czego nie
                                                    rozumiesz, czego nie umiesz interpretować.

                                                    Głupota, kociak40, tragiczna głupota. To Twój koniec, oszołomie.
                                                  • kiwaczek11 "Wzór" 29.11.09, 21:46
                                                    Jeśli coś się pisze, to trzeba wiedzieć co.
                                                    <<<
                                                    Pisałem, ze element A, B, C, D... itd., wszystkie naraz się
                                                    zmieniają, a ta
                                                    zmienność jest opisana wzorem fizycznym, w którym parametr czasu nie
                                                    występuje i nie idgrywa ŻADNEJ roli.
                                                    >>>
                                                    Jaki to „wzór”? Napisz, zacytuj lub podaj link. Nie wykręcisz się od
                                                    tego, jaki to wzór?

                                                    <<<
                                                    Nie ma kolejności elementów. Nie ma rozbicia na etapy. Ta zmienność
                                                    dokonuje się jednocześnie, natychmiast - zgodnie z definicją
                                                    słownikową podana przez kiwaczka. Pozostała zmienność Wszechświata
                                                    ("przyrody") opisuje nie właściwości pierowtne, ale POCHODNE
                                                    względem czasu. I taka zmienność z oczywistych wzgledów, zależąc od
                                                    czasu , nie może jednocześnie od niej nie zależeć.
                                                    >>>
                                                    Co to za BEŁKOT??? Tracisz zmysły? Lekarza!!!
                                                  • grgkh :) 29.11.09, 23:31
                                                    big_grin
                                                  • kiwaczek11 A to Ci myśliciel... 29.11.09, 19:35
                                                    <<<
                                                    No to koniec zabawy, chłopaki.

                                                    W przyrodzie istnieją oddziaływania natychmiastowe. Są to te
                                                    oddziaływania, które są opisywane przez wzory fizyczne nie
                                                    zawierające paramatru czasu.
                                                    >>>

                                                    Grgkh, chełpiłeś się od dawna , że masz dowód na nieistnienie Boga.
                                                    Po długich miesiącach wreszcie coś udało Ci się udowodnić naprawdę.
                                                    To co napisałeś powyżej, jest ostatecznym dowodem na to, że :
                                                    1. jesteś kompletnym ignorantem z zakresu fizyki,
                                                    2. jesteś kompletnym ignorantem w zakresie logiki i umiejętności
                                                    posługiwania się logiką,
                                                    3. jesteś kompletnym ignorantem w zakresie rozumienia definicji,
                                                    pojęć i umiejętności posługiwania się nimi w rzeczowej dyskusji.
                                                    A to wszystko przy kreowaniu się na eksperta w powyższych
                                                    zagadnieniach i uzurpowaniu sobie prawa ( z wykreowanej już pozycji
                                                    eksperta) do pouczania innych.
                                                    Grgkh, Twoje rozumowanie można Ci wybaczyć pod warunkiem ,że masz
                                                    nie więcej niż 10 lat.

                                                    Nie masz pojęcia , żadnej wiedzy o tym , czym są i jaką mają naturę
                                                    oddziaływania (przynajmniej wg fizyki). Dlatego tak trudno Ci pojąć
                                                    to , co Ci napisał kociak.
                                                    Ty nawet nie znasz znaczenia słowa „natychmiastowy”,
                                                    Wg SJP : „natychmiastowy : taki, który następuje od razu, W TEJ
                                                    SAMEJ CHWILI, bez żadnej zwłoki”.
                                                    Mowa tu o „tej samej chwili”, o „ zwłoce”. Oczywistym jest, że
                                                    zwłoka czy opóźnienie musi być rozpatrywane w kontekście czasu, jako
                                                    parametru obserwowanej zmiany.
                                                    Natychmiastowy to tyle samo, co bez opóźnienia, bez upłynięcia
                                                    żadnego czasu. Oddziałujące ze sobą cząstki nie znajdują się w tym
                                                    samym (ściśle , dokładnie) miejscu. Dzieli je „dystans”. Skoro
                                                    oddziaływanie miałoby zachodzić natychmiast, czyli bez żadnego
                                                    upływu czasu, prędkość potrzebna do przebycia ( fali czy cząstki
                                                    elementarnej przenoszącej oddziaływanie) tego dystansu musiałaby
                                                    mieć nieskończoną wartość. Tego nie rozumiesz, choć to podstawówka.
                                                    Nie biorąc czasu jako parametr, nie możesz w ogóle posługiwać się
                                                    pojęciem „natychmiastowości”. Tego też nie rozumiesz , mieszasz
                                                    pojęcia i kategorie.
                                                    Dlatego pytałem Cię , co chcesz liczyć (opisywać) , jaką wielkość
                                                    związaną z oddziaływaniami. Ale tego też nie rozumiesz. Nie umiesz
                                                    myśleć w kategoriach logiki, nie widać w Twoim rozumowaniu kszty
                                                    umiejętności analizy. Mam wrażenie, że w ogóle nie miałeś nic do
                                                    czynienia z naukami ścisłymi, stąd to przedszkolne rozumowanie. (
                                                    Nie musiałeś mieć, ale w takim razie nie zabieraj głosu w tym
                                                    zakresie). Wymachujesz tylko w powietrzu takimi , czy innymi
                                                    pojęciami, o których nie masz zielonego pojęcia. I robisz to nie bez
                                                    kozery, bo to ma uwiarygodnić Twoją rzekomą racjonalność.

                                                    <<<
                                                    Nie istnieje dla
                                                    przekazywania oddziaływań na tym poziomie czas. Wartości wszystkich
                                                    elementów Wszechświata są aktualizowane w tym samym momencie,
                                                    jednocześnie, natychmiastowo, "poza czasem".
                                                    >>>
                                                    Fizyka mówi coś innego w tym temacie. Nie ośmieszaj się. Nie masz
                                                    pojęcia o oddziaływaniach, już to pisałem.

                                                    <<<
                                                    Nie istnieje kolejność, w której ta
                                                    zmienność miałaby dotyczyć któregoś z nich.
                                                    >>>
                                                    Nic nie zrozumiałeś. Przeczytaj jeszcze raz przykład z rosołem. Nie
                                                    chodzi o kolejność, ale po jakim czasie (tym samym czasie co inni)
                                                    ten rosół otrzymasz.

                                                    Wszystko to śmiechu warte. Pogrążyłeś się totalnie grgkh. Nawet nie
                                                    wspominaj o fizyce i logice. Bo profanujesz chłopcze. Doucz się ,
                                                    dopiero wtedy zabieraj głos.
                                                  • grgkh A to ci bezmyślność kiwaczka i kociaka :) 29.11.09, 19:43
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Wg SJP : „natychmiastowy : taki, który następuje od razu,
                                                    > W TEJ SAMEJ CHWILI, bez żadnej zwłoki”.

                                                    I tak przez cały czas piszę. smile

                                                    A teraz odszczekaj wszystkie obelgi pod moim adresem. I potwierdź,
                                                    że nie potrafiłeś zrozumieć prymitywnie prostego tekstu. smile

                                                    A co do dowodów na nieistnienie boga, to jest ich wiele. I wiele z
                                                    nich tu opisywałem. I żadnego z nich nie podważyłeś, księże
                                                    proboszczu. wink
                                                  • kiwaczek11 Re: A to ci bezmyślność kiwaczka i kociaka :) 29.11.09, 20:31
                                                    <<<
                                                    > kiwaczek11 napisał:
                                                    >
                                                    > > Wg SJP : „natychmiastowy : taki, który następuje od razu,
                                                    > > W TEJ SAMEJ CHWILI, bez żadnej zwłoki”.
                                                    >
                                                    > I tak przez cały czas piszę. smile
                                                    >>>


                                                    "W TEJ SAMEJ CHWILI, bez żadnej zwłoki" oznacza, ze czas opóźnienia
                                                    t=0, a nie że nie ma czasu jako parametru. Nawet nie wiesz, co
                                                    piszesz, kapuściana głowo.
                                                  • kociak40 Re: A to ci bezmyślność kiwaczka i kociaka :) 30.11.09, 20:48
                                                    Panie kiwaczek11, proszę zwrócic uwagę na cytat grgkh -

                                                    "Wiem, jesteś przywiązany do "wielkiego" Alberta. To święty. Każde
                                                    jego słowo jest święte. Tyle że te słowa padały w określonym
                                                    kontekscie. Dotyczyły pewnej dyskusji. W tamtej, być może, miały
                                                    sens , ogólnie takiego sensu nie mają." - grgkh

                                                    Ten "wielki" Albert w cudzysłowiu i to co dalej napisał grgkh, że
                                                    dotyczyło to tylko pewnej dyskusji, ogólnie zaś jest to bez sensu,
                                                    jest tak "wspaniałe", że dla mnie warte jest to całej dyskusji z
                                                    grgkh abym mogł to przeczytać. Nawet mogę sobie to wyobrazić.
                                                    Ta "pewna dyskusja" odbywała sie jak sądzę w knajpie przy gorzale.
                                                    Albert i Planck już mieli w "czubie", zapewne dosiedli się Mach z
                                                    Lorentzem (moze nawet i Maxwell) i tak dla zgrywu, jak to w dyskusji
                                                    po pijaku, podsuneli pomysły, zgodne z pewnym kontekstem - fizykę
                                                    kwantową, Teorie Względności, Szczegolną Teorię Względności i parę
                                                    innych pomysłów. Grgkh nie dał się zwieść, nie dał się omamić
                                                    słynnymi nazwiskami, w lot jego logika wykryła, że ogolnego sensu
                                                    nie mają i dlatego tak śmiało wziął się za ten swoj "100% dowód",
                                                    tak jedyny i nowatorski. Jak zapewnia, kilka ma takich "dowodów"
                                                    jakby jeden nie wystarczył. Dla mnie jest to kapitalne.
                                                    Nie przeszkadza mi nawet to, że ten jego "100% dowód" jast tak głupi
                                                    jak i on. Z ciekawością czytam posty grgkh i nie jest to czas
                                                    stracony, zaden kabaret temu nie dorówna.
                                                  • kociak40 Re: A to ci bezmyślność kiwaczka i kociaka :) 30.11.09, 21:52

                                                    "A co do dowodów na nieistnienie boga, to jest ich wiele. I wiele z
                                                    nich tu opisywałem. I żadnego z nich nie podważyłeś, księże
                                                    proboszczu." - grgkh

                                                    Podziwiam grgkh Twoją dedukcję, to kiwaczek już "dochrapał się"
                                                    probostwa, a jeszcze tak niedawno był zwykłym ksiedzem. Nie
                                                    zauważyłeś, że ja z kiwaczkiem mamy takie samo zdanie? Dedukcja
                                                    powinna doprowadzic Cię, że na pewno byliśmy w tej samej grupie
                                                    na tym samym wydziale Politechniki czyli na wydziale mechanicznym PW
                                                    na ulicy Narbutta w Warszawie. Tylko tam takie głupoty wykładają i
                                                    stąd nie mogliśmy wyciągnąć wniosku co do tego "100% dowodu na nie
                                                    istnienie Boga". Uniemozliwiła to nam ta głupia fizyka, ktorą tam
                                                    wciskają. Ty, nie skażony wiedzą politechniczną mogłeś od razu
                                                    wznieść się wyżej i stąd tyle u Ciebie tych "dowodów". Sypią się u
                                                    Ciebie te dowody jak z rękawa, jeden głupszy od drugiego. To tylko
                                                    widac nam sie tak tylko wydaje, reszta obywateli jest tymi dowodami
                                                    zachwycona, a sam Bóg przestraszony. Jestem ciekawy co na to mowi
                                                    Twoj lekarz pierwszego kontaktu (tz. rodzinny), też się zachwyca?
                                                    Nie wydał Ci jakiegoś skierowania do specjalisty? W koncu tak
                                                    doniosłe dowody wymagają recenzji.
                                                  • kiwaczek11 grgkh kaput 30.11.09, 22:18
                                                    Co by nie pisać, grgkh poległ i nakrył się kopytami. Przypieczętował
                                                    ten fakt głupawym uśmieszkiem ( i tak, że nie zaserwował jakiegoś
                                                    wierszyka, jak ostatnio). A poległ bo:
                                                    1. kłamstwo ma krótkie nogi
                                                    2. pozer to tylko pozer
                                                    3. wiedza to nie fantastyka
                                                    4. „błyskotliwość” w tworzeniu wyrafinowanych, przełomowych teorii
                                                    okazała się grubo poniżej jego wyobrażeń.

                                                    Powiem Ci tez, jaki będzie scenariusz na niedaleką przyszłość. Za
                                                    parę dni lub tygodni, przy okazji następnej ewentualnej bitwy ,
                                                    grgkh nie omieszka wspomnieć o tej dyskusji i wytykając mnie czy
                                                    Tobie nieuctwo , brak logiki itp., da przykład , jak to przyparł nas
                                                    do ściany przy dyskusji o oddziaływaniach , ze gęby nie mogliśmy
                                                    otworzyć. Tak już bywało, i głowę dam , że śpiewka się powtórzy. Ten
                                                    typ tak ma
                                                  • kiwaczek11 do kociaka 30.11.09, 22:30
                                                    dopiero teraz sobie coś uswiadomiłem. Podczas, gdy pisze per "Ty",
                                                    ja jestem tytulowany jako "Panie kiwaczek". Strasznie mi głupio, i
                                                    per 'Ty" nie wynika z braku szacunku, czy chęci zajęcia pozycji "z
                                                    góry" . Napisałem tak z rozpędu. Ale jeśli nie masz nic przeciwko,
                                                    łatwiej na forum porozumiewać się per 'TY". Ja chetnie przejdę z
                                                    Pana kiwaczka na zwykłego kiwaczka smile.
                                                  • grgkh Kociak i kiwaczek, do tablicy :) 30.11.09, 23:43
                                                    Są te oddziaływania natychmiastowe, czy ich nie ma? smile
                                                  • kociak40 Re: Kociak i kiwaczek, do tablicy :) 01.12.09, 00:45
                                                    grgkh napisał:

                                                    "Są te oddziaływania natychmiastowe, czy ich nie ma? smile" - grgkh

                                                    Ze mną juz chyba problemu nie masz, jak sam trafnie zauważyleś -

                                                    "Wiem, jesteś przywiązany do "wielkiego" Alberta. To święty. Każde
                                                    jego słowo jest święte..." - grgkh

                                                    Więc jako świete przyjmuje jego słowa, że nic we Wszechświecie nie
                                                    może poruszać się szybciej niz swiatło.
                                                    Więcej, przyjmując schemat świetlnego zegara zaprojektowanego przez
                                                    R.Feynmana umiem dowieść matematycznie i wyprowadzić wzory na
                                                    okoliczność, że zegarek na ręku kosmonauty lecącego w
                                                    rakiecie "chodzi" inaczej niż zegarek na moim ręku. Dodatkowo umiem
                                                    wyprowadzić ten najsłynniejszy wzór E=mc2 wychodząc ze znanego wzoru
                                                    Newtona F=ma. Inaczej nie umiałbym tego.
                                                  • kiwaczek11 Re: Kociak i kiwaczek, do tablicy :) 01.12.09, 10:35
                                                    <<<
                                                    > Są te oddziaływania natychmiastowe, czy ich nie ma? smile
                                                    >>>
                                                    Naszą odpowiedź juz znasz, więc nie potrzebnie pytasz dwa razy o to samo.
                                                    A ja wciąż czekam na "WZÓR". Zapomniałeś? No rzuć tego asa na stół, niech nam
                                                    szczęki poopadają.
                                                  • grgkh Kompromitacja kiwaczka i kociaka 01.12.09, 13:00
                                                    Kociak i kiwaczek... Nie chcecie odpowiedzieć wprost? Już to zrobiliście.
                                                    Wcześniej. Jest to udokumentowane w zapisie tego wątku.

                                                    Powiedzieliście, że oddziaływań natychmiastowych nie ma. Tymczasem są.

                                                    PS. A wzorów jest mnóstwo, weź sobie, kiwaczek, dowolny z tych, w których nie
                                                    występuje czas. big_grin Jeśli nie znasz żadnego, to poproś kociaka, on ma
                                                    podręczniki, z których wciąż tu je przepisuje.
                                                  • kiwaczek11 Re: Kompromitacja kiwaczka i kociaka 01.12.09, 16:34
                                                    Napisałeś:
                                                    <<<
                                                    PS. A wzorów jest mnóstwo, weź sobie, kiwaczek, dowolny z tych, w
                                                    których nie
                                                    występuje czas. Jeśli nie znasz żadnego, to poproś kociaka, on ma
                                                    podręczniki, z których wciąż tu je przepisuje.
                                                    >>>

                                                    napisałeś tez:
                                                    <<<
                                                    Pisałem, ze element A, B, C, D... itd., wszystkie naraz się
                                                    zmieniają, a ta
                                                    zmienność jest opisana wzorem fizycznym, w którym parametr czasu nie
                                                    występuje i nie idgrywa ŻADNEJ roli.
                                                    >>>

                                                    Grgkh, nie prosiłem Cię o „mnóstwo” wzorów, ale o jeden konkretny,
                                                    o którym pisałeś w powyższym cytacie. Nie mogę się odnosić
                                                    do „mnóstwa” bliżej niesprecyzowanych wzorów. Mogę się odnieść do
                                                    konkretu. Wciąż czekam.
                                                  • grgkh Dodatkowe wyjaśnienie :) 01.12.09, 20:04
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > napisałeś tez:
                                                    > <<<
                                                    > Pisałem, ze element A, B, C, D... itd., wszystkie naraz się
                                                    > zmieniają, a ta zmienność jest opisana wzorem fizycznym,
                                                    > w którym parametr czasu nie występuje i nie odgrywa ŻADNEJ roli.
                                                    > >>>

                                                    Ty mnie nie rozumiesz, prawda? I mam z Tobą i kociakiem wciąż ten sam problem.
                                                    Niech będzie, spróbuję jeszcze raz:
                                                    ________________________________

                                                    Wyobraź sobie, ze masz jakieś dwa dowolne elementy w skali mikro we
                                                    Wszechświecie. Zgodnie z naszą wiedzą fizyczną, oddziałują jakoś na siebie. To
                                                    oddziaływanie, jak by kociak powiedział "siła", bo bez siły ani rusz smile, BĘDZIE
                                                    przyczyną zmienności. Na razie nie jest.

                                                    A teraz mi powiedz, skąd te dwa elementy, oddalone od siebie w czasoprzestrzeni
                                                    WIEDZĄ, jaka zmiana ma ich dotyczyć? Wie o jakości tej zmiany, o jej wartości
                                                    JEDNOCZEŚNIE element A i B. Żaden się nie wychyli. Nie popełni błędu. Zareaguje
                                                    W SWOIM CZASIE dokładnie tak, jak powinien?

                                                    SKĄD TE ELEMENTY WIEDZĄ, że MUSZĄ podporządkować się temu wzorowi? Dlaczego
                                                    wiedzą to oba naraz, nie uzgadniając wielkości tej zmienności przez posłańca?

                                                    Na mój gust to istnieje jakiś centralny ośrodek sterujący, w którym
                                                    POZA CZASEM, NATYCHMIASTOWO uzgadniane są zmiany dotyczące tych
                                                    elementów. Taki sztab główny.

                                                    To dzięki niemu, NATYCHMIAST wiadome jest CO i JAK ma się zmienić (po czasie).
                                                    Dopiero potem zaczynają się te zmiany nanosić na strukturę czasoprzestrzeni.
                                                    Siedzą sobie w niej kiwaczek i kociak. Nie jeden na kolanach drugiego, gdzieś
                                                    dalej. Żeby u kiwaczka i kociaka pojawiła się informacja o zmianie u drugiego z
                                                    nich potrzeba czasu (bo nie są w tym samym punkcie przestrzeni), zgodnie z tym,
                                                    co ustalono (Einstein i spółka). Zresztą ja nie kwestionuję tego, co fizycy o
                                                    przesyłaniu informacji między elementarnymi obiektami Wszechświata twierdzą.
                                                    Nigdy tego nie robiłem i już dawno to tutaj zaznaczyłem.
                                                    ________________________________

                                                    Uzupełniam waszą wiedzę. Naprowadzam was na pewien tok rozumowania. Chcecie, to
                                                    pomyślcie, co może z tego wynikać (a wynika i to sporo); nie chcecie, to nic nie
                                                    róbcie, chłopy smile. Kociak kiedyś strasznie zbluzgał moje dywagacje na ten temat,
                                                    więc daruję sobie teraz ciąg dalszy. Już nie tu i nie w tym, ograniczonym
                                                    umysłowo, waszym towarzystwie smile. Ale ta natychmiastowość USTALEŃ co i jak ma
                                                    się zmieniać jest faktem
                                                    .

                                                    Rozumiesz, kiwaczek?

                                                    > Grgkh, nie prosiłem Cię o „mnóstwo” wzorów, ale o jeden konkretny

                                                    PS. Wzory, wzory, wzory - jak Ci zależy, to sobie weź coś tam. Dać Ci link do
                                                    wikipedii? smile Jakiego typu mają być, to wiesz...

                                                    Pa.
                                                  • kiwaczek11 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 01.12.09, 23:26
                                                    <<<
                                                    A teraz mi powiedz, skąd te dwa elementy, oddalone od siebie w
                                                    czasoprzestrzeni
                                                    WIEDZĄ, jaka zmiana ma ich dotyczyć? Wie o jakości tej zmiany, o jej
                                                    wartości
                                                    JEDNOCZEŚNIE element A i B. Żaden się nie wychyli. Nie popełni
                                                    błędu. Zareaguje
                                                    W SWOIM CZASIE dokładnie tak, jak powinien?

                                                    SKĄD TE ELEMENTY WIEDZĄ, że MUSZĄ podporządkować się temu wzorowi?
                                                    Dlaczego
                                                    wiedzą to oba naraz, nie uzgadniając wielkości tej zmienności przez
                                                    posłańca?
                                                    >>>
                                                    <<<
                                                    Ale ta natychmiastowość USTALEŃ co i jak ma
                                                    się zmieniać jest faktem.
                                                    >>>

                                                    Pisałem kiedyś , że nie mam zamiaru Cię edukować. Jednak jeśli
                                                    chcesz zabierać głos w sprawie oddziaływań , zwłaszcza powołując się
                                                    na „wzory fizyczne”, najpierw poczytaj jak fizyka tłumaczy naturę
                                                    oddziaływań, czym wg niej są , na czym polegają i co z tego wynika w
                                                    kontekście natychmiastowości.
                                                    To co piszesz to, eufemistycznie nazywając, fantazje. Masz do nich
                                                    prawo, ale jeśli się nimi posługujesz, oznacz je wielkim czerwonym
                                                    napisem :”MOJE FANTAZJE NA TEN TEMAT SĄ NASTĘPUJĄCE:...”. Używanie
                                                    do tego etykietki wiedzy, nauki, fizyki czy faktu to rażące
                                                    nadużycie i manipulacja.

                                                    <<<
                                                    Na mój gust to istnieje jakiś centralny ośrodek sterujący, w którym
                                                    POZA CZASEM, NATYCHMIASTOWO uzgadniane są zmiany dotyczące tych
                                                    elementów. Taki sztab główny.
                                                    >>>
                                                    No popatrz, Bóg, jako wieczny nie mógł być poza czasem, ale „sztab
                                                    główny” już tak. Jesteś skrajnie niekonsekwentny.
                                                    Uważaj, bo jesteś bardzo blisko Boga, wg co niektórych.

                                                    <<<
                                                    Uzupełniam waszą wiedzę.
                                                    >>>
                                                    o swoje fantazje, zapomniałeś dodać.

                                                    <<<
                                                    > Grgkh, nie prosiłem Cię o „mnóstwo” wzorów, ale o jeden konkretny
                                                    PS. Wzory, wzory, wzory - jak Ci zależy, to sobie weź coś tam. Dać
                                                    Ci link do
                                                    wikipedii? Jakiego typu mają być, to wiesz...
                                                    >>>
                                                    Bronisz się przed tym zębami i pazurami. Wiem dlaczego. Bo tak
                                                    naprawdę nie wiesz jaki przykład dać , aby się nie zbłaźnić. Nie
                                                    dziwię się. Przy Twoim dyletanctwie trafienie w dobry przykład to
                                                    jak wygrana w lotto.
                                                    To Tobie powinno zależeć na tym wzorze, bo to Ty tracisz resztki
                                                    wiarygodności ( o ile w ogóle je masz). Kolejny raz próbujesz
                                                    zatuszować to, że serwujesz bzdurne tezy bez pokrycia w faktach.
                                                    Jedna wielka lipa.
                                                  • kociak40 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 01.12.09, 23:29

                                                    Grgkh!
                                                    Dobrze to wyjaśniłeś o co Ci chodzi. Teraz jak napisałeś, cytuję -

                                                    "Na mój gust to istnieje jakiś centralny ośrodek sterujący, w którym
                                                    POZA CZASEM, NATYCHMIASTOWO uzgadniane są zmiany dotyczące tych
                                                    elementów. Taki sztab główny." - grgkh

                                                    To co ma się stać przy odziaływaniu, tym "sztabem głównym" jak to
                                                    nazwałeś, są prawa przyrody, prawa fizyki, którym podlega cały
                                                    Wszechświat, to jest jakby "informacja" obejmujaca cały Wszechświat.
                                                    To nie jest oddziaływanie, tylko "instrukcja" do tego oddziaływania.
                                                    Aby coś się wydarzyło, obojętnie co, musi być dziłanie energii (dla
                                                    przypomnienia - skalar) poprzez siłę (oznaka działania energii -
                                                    wektor, inną np. oznaką działania siły jest przyspieszenie).
                                                    Realizacja tego odziaływania nie jest natychmiastowa ale może
                                                    odbywać się TYLKO z graniczną największa prędkością we
                                                    Wszechswiecie - prędkością oddziaływania elektromagnetycznego czyli
                                                    prędkością śwaitła. Nic nie może poruszać się szybciej niż światło.
                                                    Ten "sztab główny" te prawa przyrody już istnieją i powstaje
                                                    pytanie, kto lub co stworzyło tą "instrukcję", że cały Wszechświat
                                                    jej podlega, a człowiek swoją inteligencją może odkrywać i poznawać
                                                    te prawa przyrody i może przewidywać na ich podstawie skutki
                                                    działania energii.
                                                  • grgkh OK, kociak... 02.12.09, 01:18
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Grgkh!
                                                    > Dobrze to wyjaśniłeś o co Ci chodzi. Teraz jak napisałeś, cytuję -
                                                    >
                                                    > "Na mój gust to istnieje jakiś centralny ośrodek sterujący,
                                                    > w którym POZA CZASEM, NATYCHMIASTOWO uzgadniane są zmiany
                                                    > dotyczące tych elementów. Taki sztab główny." - grgkh
                                                    >
                                                    > To co ma się stać przy odziaływaniu, tym "sztabem głównym" jak to
                                                    > nazwałeś, są prawa przyrody, prawa fizyki, którym podlega cały
                                                    > Wszechświat, to jest jakby "informacja" obejmujaca cały
                                                    > Wszechświat.

                                                    Prawa fizyki to algorytm działania, sposób zmienności.

                                                    > To nie jest oddziaływanie, tylko "instrukcja" do tego
                                                    > oddziaływania.

                                                    Tam czy siak, te "instrukcje" przekazują informację pomiędzy
                                                    elementami Wszechświata w taki sposób, że "wygląda" to, jakby były
                                                    one przekazywane natychmiastowo.

                                                    Musimy to tak nazwać w odróżnieniu od przekazu informacji, który
                                                    odbywa się w czasoprzestrzeni, a który - i tu trzeba to też wyraźnie
                                                    zauważyć - jest sumarycznym opisem tego, co się zdarzyło. To
                                                    projekcja. Widzimy historię, jej nakładający się zapis. I w nim
                                                    widzimy zmienność, którą nakładamy na chronologię czyli oś czasu. A
                                                    odgadnięte przez nas wzory opisujące przeszłość mogą prognozować
                                                    przyszłość - jeśli są prawidłowe.

                                                    Są dwa rodzaje oddziaływań, ich skutków widzianych z naszej
                                                    perspektywy - natychmiastowe i zależące od czasu.

                                                    I jeszcze jedna cecha tych dwóch rodzajów przekazu informacji.
                                                    Natychmiastowy dotyczy zależności pomiędzy różnymi elementami
                                                    Wszechświata, a zależny od czasu opisuje zmienność dotyczącą tych
                                                    samych elementów. Zauważyłeś to?

                                                    Warto zbierać takie drobne spostrzeżenia. Ich suma prowadzi do
                                                    ciekawych wniosków.
                                                  • kociak40 Re: OK, kociak... 02.12.09, 03:20

                                                    Grgkh

                                                    To pierwszy Twoj post, co do ktorego nie mam zastrzeżeń z fizyki
                                                    jako takiej, chociaż mam inne zdanie.
                                                    To co podałeś jest dość ciekawe i muszę sie zastanowic nad tym.
                                                    Jak teraz rozumiem, Tobie nie chodzi o odziaływanie co ma sie zrobić
                                                    ale jak się ma to zrobić. Chcesz podzielić przekaz informacji na
                                                    natychmiastową i zależącą od czasu. Abyśmy mogli sie lepiej
                                                    zrozumieć moze prześledzmy to na przykładzie. Weżmy swobodne
                                                    spadanie ciał w polu grawitacyjnym. Prędkość spadania nie zależy od
                                                    masy ciała gdy działa tylko siła grawitacyjna. Jeśli natomiast jest
                                                    to spadanie w jakimś osrodku np. w powietrzu, to trzeba uwaględnić
                                                    siłę oporu powietrza. Czy uważsz, że musi być natychmiastowa
                                                    informacja jak ma się to zrobić? Czy musi być informacja, że trzeba
                                                    uwzględnić ciśnienie powietrza jakie działa na powierzchnię ciała?
                                                    Ja wyobrażam sobie, że istniejące prawa fizyki obejmują wszelkie
                                                    dzilania we Wszechświecie. Napisałeś - "Prawa fizyki to algorytm
                                                    dzialania, sposob zmiennści". Zgadzam się z tym. Uważam, że
                                                    zmienność ta zależy od "danych" jakie tworzą to prawo w danych
                                                    warunkach i miejscu działania. (jeśli zależą np. od grawitacji,
                                                    osrodka, czasu itd. to te "dane" tego miejsca tworzą skutek tego
                                                    dzialania prawa fizycznego).Np. ciśnienie razy powierzchnia to siła.
                                                    (wzor w ktorym nie ma czasu). Wielkość tego ciśnienia i wielkość
                                                    powierzchni samoistnie ukształtuje tą siłę (mozna nazwać to
                                                    informacją natychmiastową) ale nie natychmiastowe jej dzialanie co
                                                    do skutku. Jeśli źle Cie zrozumiałem, to wytlumacz to na tym
                                                    przykładzie jak Ty to widzisz.
                                                  • kiwaczek11 Instrukcje i oddziaływania 03.12.09, 00:32
                                                    <<<<<<<<<<<<<<
                                                    <<<
                                                    Prawa fizyki to algorytm działania, sposób zmienności.
                                                    >>>
                                                    <<<
                                                    Tam czy siak, te "instrukcje" przekazują informację pomiędzy
                                                    elementami Wszechświata w taki sposób, że "wygląda" to, jakby były
                                                    one przekazywane natychmiastowo.
                                                    >>>
                                                    <<<
                                                    Są dwa rodzaje oddziaływań, ich skutków widzianych z naszej
                                                    perspektywy - natychmiastowe i zależące od czasu.

                                                    I jeszcze jedna cecha tych dwóch rodzajów przekazu informacji.
                                                    Natychmiastowy dotyczy zależności pomiędzy różnymi elementami
                                                    Wszechświata, a zależny od czasu opisuje zmienność dotyczącą tych
                                                    samych elementów.
                                                    >>>
                                                    >>>>>>>>>>>>>>>

                                                    Rozumiem z tego co napisałeś, że wg Ciebie prawa fizyki, czyli
                                                    instrukcje , czy algorytm są PRZEKAZYWANE do wszystkich elementów
                                                    Wszechświata jednocześnie. Jeśli dobrze rozumiem, przekazywanie tych
                                                    instrukcji miałoby się odbywać „nieustannie” albo „każdorazowo” gdy
                                                    miałoby dojść do oddziaływania. Bo dany element musiałby wiedzieć w
                                                    jaki sposób ma oddziaływać. Czy tak?
                                                    Tyle tylko ,że :
                                                    1. musiałoby istnieć „źródło” emisji instrukcji, z którego te
                                                    instrukcje przekazywane byłyby do wszystkich elementów. Co nim
                                                    jest? „Sztab główny”? A może Bóg? A może ...????
                                                    2. aby taka instrukcja mogłaby być przekazana i miałaby być
                                                    przekazana w ściśle określony sposób ( np. jednocześnie do
                                                    wszystkich elementów
                                                    ), musiałaby istnieć instrukcja nadrzędna
                                                    przekazywania tych instrukcji ( nazwijmy je elementarnymi),
                                                    która też musiałaby być przekazana skądś (?) do źródła emisji
                                                    instrukcji elementarnych. A ta znowu, jeśli miałaby być
                                                    PRZEKAZYWANA, też musiałaby być przekazywana w jakiś określony
                                                    sposób, czyli wg kolejnej nadrzędnej instrukcji. I mamy już
                                                    niekończącą się matrioszkę.

                                                    Co z tego wynika. Moim zdaniem instrukcje , czy prawa fizyki nie są
                                                    PRZEKAZYWANE jako instrukcje , lecz są WŁASNOŚCIĄ , naturą tych
                                                    elementów. Dlatego trudno mówić tu o nich (tych instrukcjach, czy
                                                    prawach
                                                    ), jako o oddziaływaniach. Oddziaływanie , to relacja,
                                                    sposób w jaki wpływają na siebie wzajemnie CO NAJMNIEJ dwa elementy.
                                                    Aby można było mówić o oddziaływaniach potrzebny jest drugi element
                                                    ( co najmniej). WŁASNOŚĆ określa zachowanie się w różnych
                                                    warunkach POJEDYNCZEGO elementu (np. jego stan podczas
                                                    hipotetycznego całkowitego odosobnienia od innych elementów, czyli
                                                    wtedy, kiedy nie uczestniczy w żadnych oddziaływaniach
                                                    ) i nie
                                                    wymaga istnienia , czy brania pod uwagę innych elementów, aby ta
                                                    własność istniała, była określona.
                                                    Dlatego Twój przykład na przekazywanie instrukcji jako rodzaj
                                                    oddziaływania „natychmiastowego” jest chybiony. Bo to nie są
                                                    oddziaływania.
                                                  • grgkh Re: Instrukcje i oddziaływania 03.12.09, 02:18
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Rozumiem z tego co napisałeś, że wg Ciebie

                                                    Nie "według mnie". Fizycy już od bardzo dawna podejrzewali, że nie
                                                    ma wielu, a potem już dokładniej czterech, niezależnie od siebie
                                                    istniejących, oddziaływań i szukali takiego opisu matematycznego
                                                    fizyki, żeby wypływały one z jednego źródła.

                                                    > prawa fizyki, czyli instrukcje , czy algorytm
                                                    > są PRZEKAZYWANE do wszystkich elementów
                                                    > Wszechświata jednocześnie.
                                                    > Jeśli dobrze rozumiem, przekazywanie tych
                                                    > instrukcji miałoby się odbywać „nieustannie”
                                                    > albo „każdorazowo” gdy miałoby dojść do
                                                    > oddziaływania. Bo dany element musiałby wiedzieć
                                                    > w jaki sposób ma oddziaływać. Czy tak?
                                                    > Tyle tylko ,że :
                                                    > 1. musiałoby istnieć „źródło” emisji instrukcji,

                                                    Dla mechaniki kwantowej i trzech oddziaływań już to "jedno" źródło
                                                    ustalono. Dla połączenia TW z MK, czyli dodania do jednolitego,
                                                    matematycznego opisu wszystkiego próbuje się stosować teorie w
                                                    rodzaju teorii strun. I to jest fakt.

                                                    > z którego te instrukcje przekazywane byłyby
                                                    > do wszystkich elementów. Co nim jest?

                                                    To, co mówię powyżej.

                                                    > „Sztab główny”? A może Bóg? A może ...????

                                                    Sztab był w cudzysłowie i był swobodnym opisem do "ruszenia" szarych
                                                    komórek czytającego. smile A Ty tworzysz sobie od razu boga, czyli nie
                                                    myślisz o samej matematyce, ale o jakichś siłach nadprzyrodzonych.
                                                    Nad przyrodą? Jak coś może "uczestniczyć w przyrodzie" i być nad
                                                    nią? To jest nielogiczne.

                                                    Jedyne, o czym wolno nam mówić to matematyczny opis świata.

                                                    > 2. aby taka instrukcja mogłaby być
                                                    > przekazana i miałaby być przekazana
                                                    > w ściśle określony sposób
                                                    > ( np. jednocześnie do wszystkich elementów ),
                                                    > musiałaby istnieć instrukcja nadrzędna
                                                    > przekazywania tych instrukcji
                                                    > ( nazwijmy je elementarnymi),
                                                    > która też musiałaby być przekazana skądś
                                                    > (?) do źródła emisji instrukcji elementarnych.

                                                    O czym mówisz? Ja myślę wyłącznie o unifikacji.

                                                    > A ta znowu, jeśli miałaby być PRZEKAZYWANA,
                                                    > też musiałaby być przekazywana w jakiś określony
                                                    > sposób, czyli wg kolejnej nadrzędnej instrukcji.
                                                    > I mamy już niekończącą się matrioszkę.

                                                    Nie. Cztery oddziaływania wynikają z tej jednej, głównej,
                                                    unifikującej.

                                                    No, to jak Ty o matrioszce, to ja Ci przypomnę, że tego samego
                                                    argumentu używałem, gdy mówiłem, że nie można uzasadniać powołania
                                                    boga do istnienia, bo on też wplątywałby sie w taka nieskończona
                                                    matrioszkę. Jedynym, rozsądnym podejściem do opisu świata jest
                                                    zebranie wszystkiego, co widzimy, do kupki i zunifikowanie tego do
                                                    jednego algorytmu (instrukcji). I koniec.

                                                    > Co z tego wynika. Moim zdaniem instrukcje ,
                                                    > czy prawa fizyki nie są PRZEKAZYWANE jako
                                                    > instrukcje , lecz są WŁASNOŚCIĄ , naturą tych
                                                    > elementów.

                                                    Oczywiście, że są własnością tego algorytmu. Wszystko z niego tylko
                                                    wynika. I nic poza nim nie ma, bo dokonaliśmy - myślowej na razie -
                                                    unifikacji. Nie istnieje NIC niezależnego, samodzielnego oprócz tej
                                                    głównej instrukcji, a "elementy", którym chcesz przypisać własności
                                                    muszą w tej sytuacji byc naszą iluzją. Są produktem tej
                                                    instrukcji "będącej w ruchu".

                                                    > Dlatego trudno mówić tu o nich
                                                    > (tych instrukcjach, czy prawach),
                                                    > jako o oddziaływaniach. Oddziaływanie ,
                                                    > to relacja, sposób w jaki wpływają na
                                                    > siebie wzajemnie CO NAJMNIEJ dwa elementy.

                                                    Wszystko, co się dzieje we Wszechświecie daje się powiązać opisem
                                                    matematycznym, opisującym pewne oddziaływania. A ja mówię o tym, co
                                                    się dzieje.

                                                    Ta "instrukcja" jest jedynym, co istnieje jako źródło. Wszystko,
                                                    poza tym, jest pochodne - pochodzi od niego - jak w programie
                                                    komputerowym opartym na jakimś algorytmie, gdzie przez odpowiednio
                                                    dużą komplikację "z niczego można zbudować wszystko". Nawet pamięć
                                                    początkowa jest zbędna jeśli algorytm potrafi ją sobie stwarzać
                                                    (alokować dynamicznie - wytwarzać adresy, którym przypisuje
                                                    właściwości elementów).

                                                    A oddziaływania są widzianymi z naszej perspektywy regułami
                                                    zmienności. Tak jak geometria euklidesowa lub relatywistyczna,
                                                    dotyczące tego samego kontekstu, choć inaczej widzianego, np. z inną
                                                    dokładnością.

                                                    > Aby można było mówić o oddziaływaniach
                                                    > potrzebny jest drugi element ( co najmniej).
                                                    > WŁASNOŚĆ określa zachowanie się w różnych
                                                    > warunkach POJEDYNCZEGO elementu
                                                    > (np. jego stan podczas hipotetycznego
                                                    > całkowitego odosobnienia od innych elementów,
                                                    > czyli wtedy, kiedy nie uczestniczy w żadnych
                                                    > oddziaływaniach
                                                    ) i nie wymaga istnienia ,
                                                    > czy brania pod uwagę innych elementów, aby ta
                                                    > własność istniała, była określona.

                                                    Własności muszą istnieć cały czas, niezależnie od różnych
                                                    kontekstów, o których tu wspominasz. Istnieją zawsze. Tyle że mogą
                                                    się nie ujawniać poprzez swój wpływ mierzalnie liczbowo.

                                                    > Dlatego Twój przykład na przekazywanie
                                                    > instrukcji jako rodzaj oddziaływania
                                                    > „natychmiastowego” jest chybiony.
                                                    > Bo to nie są oddziaływania.

                                                    W ogólniejszym rozumieniu są. Ale moja intencja była nieco inna.
                                                    Chciałem zwrócić waszą uwagę na pewną właściwość świata, dla której
                                                    nie ma osobnego terminu, definicji, a która z naszej perspektywy
                                                    wygląda tak, jakby takie oddziaływania istniały. Zresztą każde z
                                                    czterech oddziaływań też ma inną, swoją naturę, działa na innym
                                                    poziomie, a łączy je wspólnota skutków. A ja też mówię o skutkach.

                                                    Mógłbym coś więcej o tym napisać, ale nie odpowiada mi perspektywa
                                                    skutków waszej postawy wobec tego rodzaju dyskusji.
                                                  • kociak40 Re: Instrukcje i oddziaływania 03.12.09, 18:35
                                                    "Mógłbym coś więcej o tym napisać, ale nie odpowiada mi perspektywa
                                                    skutków waszej postawy wobec tego rodzaju dyskusji." - grgkh

                                                    To jest czysta fantazja, luźna hipoteza. W najmniejszym szczególe
                                                    nie została potwierdzona. Kiedyś taką hipotezą był słynny "eter" dla
                                                    wyjaśnienia przekazywania energii. Zajmowano sie tym problemem przez
                                                    ~ 40 lat. Zajmowali się wielcy fizycy, a nawet sam Einstein.
                                                    W koncu XIX w. dwaj amerykańscy uczeni (nie pamiętam ich nazwisk)
                                                    probowali wykryć ruch Ziemi względem eteru używając bardzo czułej
                                                    aparatury (olbrzymi blok kamienny pływał w rtęci z 11-12 metrowym
                                                    interferometrem). Ruch Ziemi wsględem eteru był niewykrywalny. Jak
                                                    poznano "istote" energii okazalo się, że eter jest niepotrzebny.
                                                    Tak samo Teoria Strun, to tylko jedna z hipotez dla wyjaśnienia
                                                    problemu przed jakim stoją obecni uczeni - niemozność wyjaśnienia
                                                    raptownego spadku grawitacji po Wielkim Wybuchu. Stephen Hawking
                                                    jest w opozycji do tego pomysłu. On podsuwa pomysł "Wieloświatów"
                                                    czyli powstanie w Wielkim Wybuchu kilku Wszechświatów. Ostatni
                                                    problem uczonych to odkrycie, że Wszechswiat rozszerza się z
                                                    narastającym przyspieszeniem. Przyspieszenie to oznaka działania
                                                    siły i powstaje pytanie skąd ta sila. Tu jest hipoteza "czarnej
                                                    energii" i "czarnej materii".
                                                    Piszesz, że nie odpowiada Ci taka dyskusja. Więc trzeba wpierw
                                                    okreslić jej temat. Czy zajmujemy sie hipotezami, ktore nie mają
                                                    puki co, żadnego potwierdzenia, czy mamy brać pod uwage to co jest
                                                    obowiazujące w fizyce i należy do nauki potwierdzonej, czy mamy snuć
                                                    fantazje i przypuszczenia?
                                                  • kociak40 Re: Instrukcje i oddziaływania 03.12.09, 18:48

                                                    Zapomniałem dopisać, że ja też tak uważam jak kiwaczek, że prawa
                                                    przyrody są naturą, właściwoscią, Wszechswiata i nie wymagana jest
                                                    dodatkowa instrukcja. Tak jak grawitacja jest wszechobecna we
                                                    Wszechswiecie, można nawet powiedzieć, że na każdy atom oddziaływują
                                                    wszystkie atomy Wszechświata i to jest taka własciwość, tak samo
                                                    jest z prawami przyrody, nie jest potrzebny "ośrodek sterujący".
                                                    Oczywiście, Ty mozesz uważać inaczej ale nie oznacza to, że tak jest
                                                    i Twoja racja. To są tylko przypuszczenia, własne wyobrażenia itd.
                                                  • grgkh Prawa zachowania 03.12.09, 22:48
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Zapomniałem dopisać, że ja też tak uważam jak kiwaczek, że prawa
                                                    > przyrody są naturą, właściwoscią, Wszechswiata i nie wymagana jest
                                                    > dodatkowa instrukcja.

                                                    Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem kiwaczka, ale doszliśmy do
                                                    wspólnego wniosku, że instrukcja (algorytm działania świata) jest
                                                    jedna. "Prawa przyrody" czyli to co widzimy jako wzory opisujące
                                                    zachowanie świata w określonym kontekscie, wynikają z tego jedynego,
                                                    początkowego algorytmu.

                                                    A o dodatkowej, zewnętrznej instrukcji (przyczynie) to bredzą coś
                                                    religianci. Są to sieroty (dosłownie to rozumiejąc), które nie
                                                    potrafią sobie wyobrazić swojego istnienia bez opieki "obserwatora",
                                                    jak Ty, kociak.

                                                    > nie jest potrzebny "ośrodek sterujący".

                                                    Ja nie mówię o zewnętrznym ośrodku sterującym. Wszystko jest
                                                    jednością i jeden, zunifikowany jest algorytm działania
                                                    Wszechświata. W tym sensie jest sztabem głównym i wszystkim poza tym.

                                                    Ale Ty jesteś za tępy, żeby pojąć takie niuanse.

                                                    A teraz już czas na następną prowokację, kociak40, kiepska,
                                                    niemyśląca logicznie namiastko fizyka. Słuchaj (czytaj) uważnie:

                                                    Prawa zachowania (materii, energii itp) są fikcją. I
                                                    można to udowodnić.
                                                    Ale i tutaj jesteś za tępy, żeby to
                                                    pojąć. smile
                                                  • kociak40 Re: Prawa zachowania 04.12.09, 02:09

                                                    "Prawa zachowania (materii, energii itp) są fikcją. I
                                                    można to udowodnić. Ale i tutaj jesteś za tępy, żeby to
                                                    pojąć." - grgkh

                                                    Dla mnie prawo zachowania energii i masy jest podstawowym prawem
                                                    fizyki i to co proponujesz nawet mnie nie rozśmieszyło ale
                                                    przestraszyło. Przestraszyłem się tego, czy Twoja fiksacja nie jest
                                                    zaraźliwa i czy nie moze się udzielić i to w oddziaływaniu
                                                    natychmiastowym przy takiej dyskusji. Nie jestem tak majętny żeby
                                                    później kupować drogie leki.
                                                    Jak mówią - ciekawość jest pierwszym stopniem do piekła i własnie
                                                    ona powoduje, że chciałbym poczytać co masz do powiedzenia w tym
                                                    temacie, czyli w udowadnianiu, że to prawo to fikcja. Zaryzykuje,
                                                    pisz, poczytam.
                                                  • grgkh Re: Prawa zachowania 05.12.09, 04:54
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Dla mnie prawo zachowania energii i masy jest podstawowym prawem
                                                    > fizyki i to co proponujesz nawet mnie nie rozśmieszyło ale
                                                    > przestraszyło.

                                                    To, że rozśmieszyło, to normalne. Ty się śmiejsz z byle powodu,
                                                    często przy okazjach, przy których żaden normalny człowiek nawet o
                                                    tym nie pomyśli.

                                                    A że się przestraszyłeś, to Ci współczuję. Biedny kociak. smile

                                                    Na razie czekam na Twoje odszczekanie poparcia dla zakładu Pascala.
                                                    Podobał ci się i uważałeś go za słuszny - takie odniosłem wrażenie.
                                                    Obaliłem go. Zreszta nie tylko ja. Jakie jest więc teraz Twoje
                                                    zdanie o nim?

                                                    Potem wrócę do prawa zachowania.
                                                  • kiwaczek11 Re: Prawa zachowania 05.12.09, 02:45
                                                    <<<
                                                    Nie wiem, czy dobrze zrozumiałem kiwaczka, ale doszliśmy do
                                                    wspólnego wniosku, że instrukcja (algorytm działania świata) jest
                                                    jedna.
                                                    >>>
                                                    Nic nie zrozumiałeś, bo nie o tym była mowa.

                                                    <<<
                                                    A o dodatkowej, zewnętrznej instrukcji (przyczynie) to bredzą coś
                                                    religianci.
                                                    >>>
                                                    Przecież to Ty postulowałeś przed chwilą, że instrukcje PRZEKAZYWANE
                                                    są natychmiastowo ( jako oddziaływanie). Jak pisałem, skoro są
                                                    przekazywane, to ze źródła. A to źródło tez musi mieć instrukcje,
                                                    jak przekazywać swoje instrukcje. A skoro wszystkie instrukcje są
                                                    PRZEKAZYWANE, to i źródło musi mieć te soje instrukcje przekazane ze
                                                    źródła nadrzędnego( czy zewnętrznego) ( matrioszka).

                                                    <<<
                                                    Ja nie mówię o zewnętrznym ośrodku sterującym. Wszystko jest
                                                    jednością i jeden, zunifikowany jest algorytm działania
                                                    Wszechświata.
                                                    >>>
                                                    Mówisz, bo umieściłeś go poza czasem.

                                                    <<<
                                                    Prawa zachowania (materii, energii itp) są fikcją. I
                                                    można to udowodnić.
                                                    >>>
                                                    Najpierw zdefiniuj pojęcie „fikcja”. Nie dlatego, że nie wiem co to
                                                    jest fikcja, ale dlatego ,że nie wiem co wg Ciebie to fikcja.
                                                  • grgkh Re: Prawa zachowania 05.12.09, 04:46
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Nic nie zrozumiałeś, bo nie o tym była mowa.

                                                    Oczywiście. smile NIC nie zrozumiałem. I koniec Twojego
                                                    komentarza.

                                                    > Przecież to Ty postulowałeś przed chwilą, że instrukcje
                                                    > PRZEKAZYWANE są natychmiastowo ( jako oddziaływanie).
                                                    > Jak pisałem, skoro są przekazywane, to ze źródła.
                                                    > A to źródło tez musi mieć instrukcje, jak przekazywać swoje
                                                    > instrukcje. A skoro wszystkie instrukcje są PRZEKAZYWANE,
                                                    > to i źródło musi mieć te soje instrukcje przekazane ze
                                                    > źródła nadrzędnego( czy zewnętrznego) ( matrioszka).

                                                    U mnie nie ma matrioszki. Matrioszka jest Twoja, kiwaczek. Jest
                                                    wynikiem Twojego nierozumienia i fantazji w interpretowaniu.

                                                    U mnie jest jeden algorytm, który opisuje jednocześnie całą fizykę i
                                                    dotyczy wszystkich elementów Wszechświata. Określa ich zmienność
                                                    (jak mają się zmienić) podczas jednego kroku działania tego
                                                    algorytmu. Jednoczesność tej zmienności dla wszystkiego
                                                    decyduje o tym, że można nazwać taki przekaz informacji
                                                    natychmiastowym.

                                                    > <<<
                                                    > Ja nie mówię o zewnętrznym ośrodku sterującym. Wszystko jest
                                                    > jednością i jeden, zunifikowany jest algorytm działania
                                                    > Wszechświata.
                                                    > >>>
                                                    > Mówisz, bo umieściłeś go poza czasem.

                                                    Nie musiałem go umieszczać. On taki jest. Czas go nie dotyczy.

                                                    > <<<
                                                    > Prawa zachowania (materii, energii itp) są fikcją. I
                                                    > można to udowodnić.
                                                    > >>>
                                                    > Najpierw zdefiniuj pojęcie „fikcja”.

                                                    W takim samym stopniu jest to "fikcja" jak przybliżone wzory
                                                    newtonowskie na ruch bez uwzględnienia efektów relatywistycznych.

                                                    Ale co to, widzę, że wreszcie stajesz się ostrożny. Zanim coś
                                                    palniesz, wolisz sięgnąć po zrozumienie. Potem rzeczywiście trudno
                                                    jest wybrnąć z czegoś, co się za szybko i bez sensu powiedziało, jak
                                                    Ci się to dotąd zdarzało nagminnie.

                                                    Mam tu parę przykładów takiego Twojego zachowania w pamięci i bez
                                                    problemu znajdę linki do tych miejsc.

                                                    Brawo. Ewoluujesz w dobrym kierunku, kiwaczek. Jeszcze tylko żebyś
                                                    zrozumiał, że przyznanie się do tego niezrozumienia to żaden
                                                    dyshonor. I żebyś przestał bluzgać. Ciągłym rzucaniem oszczerstw i
                                                    oczernianiem mnie nic nie zyskasz, a psujesz sobie opinię.
                                                  • kiwaczek11 Re: Prawa zachowania 05.12.09, 16:46

                                                    <<<
                                                    U mnie nie ma matrioszki. Matrioszka jest Twoja, kiwaczek. Jest
                                                    wynikiem Twojego nierozumienia i fantazji w interpretowaniu.
                                                    >>>
                                                    Matrioszka jest logicznym następstwem Twoich wywodów.

                                                    <<<
                                                    > <<<
                                                    > Prawa zachowania (materii, energii itp) są fikcją. I
                                                    > można to udowodnić.
                                                    > >>>
                                                    > Najpierw zdefiniuj pojęcie „fikcja”.

                                                    W takim samym stopniu jest to "fikcja" jak przybliżone wzory
                                                    newtonowskie na ruch bez uwzględnienia efektów relatywistycznych.
                                                    >>>
                                                    Nie pytałem Cię w jakim stopniu cos jest fikcyjne, a co nie.
                                                    Prosiłem o podanie definicji fikcji, wg której masz zamiar
                                                    udowadniać , że cos jest fikcją.

                                                    <<<
                                                    Ale co to, widzę, że wreszcie stajesz się ostrożny. Zanim coś
                                                    palniesz, wolisz sięgnąć po zrozumienie.
                                                    >>>
                                                    Twoja „ślizgana” asekuracja jest widoczna przy każdej prośbie
                                                    podania konkretu. Tak było z entropią Shannona. Tak jest z „wzorem”,
                                                    na oddziaływania. Tak jest i z powyższą definicją fikcji.
                                                    Ja poprosiłem o definicję, aby być pewnym, jakie znaczenie będzie
                                                    miało pojęcie, którym będziesz tu żonglował. Owszem, to tez jest
                                                    asekuracja ( konieczna po doświadczeniach dyskusji z Tobą).
                                                    Jest jednak miedzy nami różnica. Ty asekurujesz się , bo musiałbyś
                                                    podać coś, co mogłoby okazać się kompromitującą Cię bzdurą ( bo nie
                                                    rozumiesz zagadnień, które przytaczasz – to stwierdzony fakt). Ja
                                                    asekuruję się , bo staram się nie dopuścić do kolejnych Twoich
                                                    krętactw i manipulacji.

                                                    <<<
                                                    Potem rzeczywiście trudno jest wybrnąć z czegoś, co się za szybko i
                                                    bez sensu powiedziało, jak
                                                    Ci się to dotąd zdarzało nagminnie.
                                                    >>>
                                                    Chyba mylisz mnie z kimś innym. A może czytałeś swoje wpisy?

                                                    <<<
                                                    Mam tu parę przykładów takiego Twojego zachowania w pamięci i bez
                                                    problemu znajdę linki do tych miejsc.
                                                    >>>
                                                    Czekam
                                                  • grgkh Re: Prawa zachowania 06.12.09, 19:37
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Matrioszka jest logicznym następstwem Twoich wywodów.

                                                    Zacytuj cały, bez wycięć kontekstowych, fragment mojej wypowiedzi, który tak
                                                    interpretujesz i poprowadź wywód (bez erystyki i bluzgania, księże proboszczu),
                                                    że tak jest. smile

                                                    > Nie pytałem Cię w jakim stopniu cos jest fikcyjne, a co nie.
                                                    > Prosiłem o podanie definicji fikcji, wg której masz zamiar
                                                    > udowadniać , że cos jest fikcją.

                                                    Pytałeś, to odpowiedziałem. Porównaj sobie oba konteksty i wyjdzie Ci to czarno
                                                    na białym. I nie szukaj ucieczki w dygresje.

                                                    Prawa zachowania nie są prawdą absolutną. Kto je wygłasza w ten sposób, ten
                                                    wygłasza dogmat. Potrafię logicznie udowodnić, że tak jest.

                                                    > Twoja „ślizgana” asekuracja jest widoczna przy każdej prośbie
                                                    > podania konkretu. Tak było z entropią Shannona. Tak jest z „wzorem”

                                                    Defincja entropii Shannona jest tutaj:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Entropia_%28teoria_informacji%29
                                                    Jest tu także napisane, że "jest nieujemna". Ty twierdziłeś, że jest możliwy
                                                    przypadek, w którym jest odwrotnie. Pytałem Cię, kiedy? I od tej pory udajesz,
                                                    że nie wygłosiłeś tego stwierdzenia. A więc kiedy, kiwaczku, ta entropia jest
                                                    ujemna?

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93516871,Satyra_na_satyra_kiwaczka_.html
                                                    > <<<
                                                    > Mam tu parę przykładów takiego Twojego zachowania w pamięci i bez
                                                    > problemu znajdę linki do tych miejsc.
                                                    > >>>
                                                    > Czekam

                                                    Na razie wyjaśnimy do końca, kto i co powiedział w kwestii entropii w ujęciu
                                                    informatycznym. A potem będzie ciąg dalszy.
                                                  • kiwaczek11 kwestia entropii Shannona - ostatnia szansa 08.12.09, 17:51
                                                    Jak widzę wszystko co możliwe jest poprzekręcane. To cecha Twojego
                                                    sposobu dyskusji.
                                                    Chociaż jestem przekonany, że nieporozumienie i poprzekręcanie nie
                                                    jest powodem , dla którego nie udzieliłeś jednoznacznie odpowiedzi w
                                                    sprawie entropii Shannona, a jest nim Twoja ignorancja , dam Ci
                                                    ostatnią szansę . Dlatego najpierw wyprostuję sprawę. Po
                                                    wyprostowaniu masz pole do popisu. Będziesz mógł dać odpowiedź .
                                                    Żebyś nie mówił, że myślałeś , że chodzi o co innego, że
                                                    nieporozumienie i tym podobne wykręty.

                                                    Najpierw cytaty z sąsiednich Twoich postów:
                                                    Cytat 1
                                                    <<<<<<<
                                                    Twoja „ślizgana” asekuracja jest widoczna przy każdej prośbie
                                                    > podania konkretu. Tak było z entropią Shannona. Tak jest
                                                    z „wzorem”

                                                    Defincja entropii Shannona jest tutaj:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Entropia_%28teoria_informacji%29
                                                    Jest tu także napisane, że "jest nieujemna". Ty twierdziłeś, że jest
                                                    możliwy
                                                    przypadek, w którym jest odwrotnie. Pytałem Cię, kiedy? I od tej
                                                    pory udajesz,
                                                    że nie wygłosiłeś tego stwierdzenia. A więc kiedy, kiwaczku, ta
                                                    entropia jest
                                                    ujemna?
                                                    >>>>>>>
                                                    Cytat 2:
                                                    <<<<<<<<<<<<<<
                                                    <<<
                                                    > PS. Kiedyś rozmawialiśmy o entropii Shannona. Twierdziłeś, że może
                                                    > być ujemna. Czy mógłbyś w końcu zdradzić, kiedy tak jest? Wiesz,
                                                    to
                                                    > pewnie zaraz powiesz... Czekam.
                                                    > >>>
                                                    > Czekasz???? To ja czekam, bo to Ty zacząłeś wymachiwać entropią
                                                    > Shannona, jako ekwiwalentem entropii fizycznej. Skoro jej
                                                    używałeś,
                                                    > to powinieneś wiedzieć , co to jest.

                                                    I wiem. To Ty mi zarzuciłeś, że istnieje przypadek, o którym nie
                                                    wiem. Wyjątek.
                                                    Podobno. To według Ciebie entropia Shannona może maleć. Przyznam, że
                                                    nie
                                                    wydawało mi się to w ogóle zgodne z jej definicją. A teraz poproszę
                                                    o konkret -
                                                    egzaminuję Twoja wiedzę. Jeśli nie potrafisz tego, SWOJEGO,
                                                    stwierdzenia
                                                    udowodnić, to będzie znaczyło, że nie znasz tematu. Nie ja, ale
                                                    Ty...
                                                    Rozliczam Cię z kolejnych pomówień i całej jakości Twojej wiedzy.
                                                    Może ja czegoś
                                                    nie wiedziałem, a może Ty? Czekam...
                                                    > Motyw z entropią Shannona, to tylko jeden z przykładów na Twoją
                                                    > ignorancję.
                                                    Chcę to do końca wyjaśnić. Czekam.
                                                    >>>>>>>>>>>>>>>>>>

                                                    A wiec od początku. Kwestia entropii Shannona pojawiła się przy
                                                    naszym sporze o na temat kreacji świata , zmienności, chaosie i
                                                    uporządkowaniu.
                                                    W swoich wpisach podpierałem się pojęciem i prawem entropii,
                                                    rozumianej jako entropia fizyczna , czy termodynamiczna. Oczywiście
                                                    Ty zarzuciłeś mi nieznajomość zagadnienia entropii i pouczając ,
                                                    wskazałeś entropię Shannona, abym się jej to może coś mi się
                                                    rozjaśni. W tym linku można to przeczytać , szukając frazy „wciąż
                                                    nie rozumiesz”:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93322211,Re_cz_1_c_d_.html

                                                    Odpowiedziałem na to, że posługujesz się pojęciem nieadekwatnym do
                                                    tematu bo entropia Shannona nic nie mówi o naturalnym kierunku
                                                    zmian, o którym właśnie mówi entropia fizyczna. Entropia Shannona
                                                    nie jest ekwiwalentnym pojęciem do entropii fizycznej , wyraża
                                                    zupełnie coś innego, a nazwana została entropią tylko przez
                                                    podobieństwo składniowe. Aby z grubsza zobrazować różnice, zapytałem
                                                    :” A gdzie wokół entropii Shannona mowa jest o procesach
                                                    samorzutnych i układzie zamkniętym?”

                                                    Można to przeczytać w tym linku , w pierwszym jego akapicie :
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93388444,Re_cz_1_c_d_.html

                                                    Odpisałeś, że nie ma znaczenia , czy jest to termodynamika (entropia
                                                    fizyczna), czy teorii informacji (entropia Shannona), bo to
                                                    są „definicje komplementarne”. A na moje retoryczne pytanie
                                                    odpowiedziałeś tyle asekuracyjnie, co i dyletancko :” A gdzie
                                                    się o układzie zamkniętym nie mówi?”,
                                                    obnażając tym samym
                                                    kompletną ignorancję w temacie. Można to przeczytać w tym linku,
                                                    szukając frazy „ definicje są komplementarne”, oraz frazy
                                                    zacytowanej powyżej:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93388802,Re_cz_1_c_d_.html

                                                    W odpowiedzi na te brednie zadałem to właśnie , prześladujące Cię
                                                    do dziś pytanie: „Ale jeśli dla Ciebie „wszystko jedno”, a
                                                    założenie jest „oczywiste, bo gdzie się nie mówi o układzie
                                                    zamkniętym”, to powiedz, kiedy entropia Shannona może maleć? Bo
                                                    entropia termodynamiczna może.”
                                                    Oczywiście mając na myśli
                                                    zerowy stan entropii jako wyjściowy w rozważaniach czy obserwacji,
                                                    co skutkuje entropią ujemną ( odczytałeś właściwie tę intencję , co
                                                    potwierdza Twój cytat zamieszczony na samym początku niniejszego
                                                    wpisu). Można to przeczytać tutaj, szukając zacytowanej powyżej
                                                    frazy :
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93389208,Ignorancja_i_bezczelnosc.html

                                                    I od razu należy się odnieść do zacytowanych na początku Twoich
                                                    cytatów, w których piszesz, że ja rzekomo twierdziłem, ze entropia
                                                    Shannona może być ujemna. Jak wynika z przytoczonych linków,
                                                    twierdziłem to w odniesieniu do entropii fizycznej, a nie Shannona.
                                                    Ja pytałem Ciebie, czy skoro entropia fizyczna może być ujemna,
                                                    to jeśli entropia Shannona jest jej ekwiwalentem, czy tez może być
                                                    ujemna.

                                                    Oto dowód na Twoje przeinaczanie, przekręcanie, wypaczanie treści
                                                    . Czy robisz to celowo, czy bezwiednie, nie wiem.
                                                    Na moje pytanie do dziś nie otrzymałem jednoznacznej odpowiedzi, co
                                                    pokazuje, że mimo Twojego mędrkowania, nic o tym temacie nie wiesz.
                                                    To kolejny dowód. Dowód na ignorancję. Jak napisałem
                                                    wcześniej, wszystko byłoby ok., gdybyś tej ignorancji nie maskował i
                                                    uczciwie się do niej przyznawał. Ty robisz coś znacznie gorszego. Na
                                                    bazie niezrozumiałych dla ciebie pojęć i zagadnień, które
                                                    interpretujesz sobie jak chcesz, w mniej lub bardziej idiotyczny
                                                    lub/i infantylny sposób, budujesz swoje pseudonaukowe teorie. Te zaś
                                                    forsujesz z wyrafinowaniem pociągu pancernego, depcząc przy okazji
                                                    po ludziach, zarzucając im tępotę, nieuctwo itp., choć wiedzą i
                                                    sposobem myślenia nie dorównujesz im do pięt. A to wszystko pod
                                                    sztandarem nauki, matematyki, fizyki i logiki

                                                    A wiec już wszystko jasne. Możesz teraz udzielić odpowiedzi.
                                                    Ostatnia szansa. Proszę bardzo...
                                                  • kiwaczek11 kwestia entr. Shannona - ostatnia szansa -dodatek! 08.12.09, 18:03
                                                    Puściłem to z rozpędu,a zgubiłem cos bardzo ważnego. Oczywiście
                                                    teraz , kiedy przeczytałeś w Wikipedii, gdzie jak byk stoi
                                                    odpowiedź, że entropia Shannona nie może być ujemna.
                                                    Zanim dotarłeś do tej ściągawki, pytałem Cię rónież o to, czy e.S.
                                                    może być ujemna, czy nie, i jeśli może to dlaczego, z czego to
                                                    wynika, a jeśli nie moze być ujemna, to dlaczego, z czego to wynika.
                                                    Nie mam teraz odgrzebanego linku potwierdzającego te pytania, ale
                                                    jesli będzie trzeba odnajdę go. Chociaż moją wiarygodność mogłeś
                                                    sprawdzić w poprzednim poście, gdzie nie pisałem nic , co nie
                                                    miałoby poparcia w cytatach lub linkach.

                                                    Zatem, kiedy już skorzystałeś ze ściągi i wiesz , że entropia
                                                    Shannona nie może być ujemna, odpowiedz , z czego to wynika.
                                                  • grgkh OK - sięgamy do archiwum :) 08.12.09, 19:44
                                                    Księże proboszczu... Z odpowiedzią na Twoje zarzuty nie będę miał najmniejszego problemu. Gdy Ty jeszcze byłeś w seminarium i dopiero ćwiczyłeś giętkość swego umysłu, by przystosować go do "dawania fałszywego świadectwa o bliźnich", w czym religia jest doskonała smile, ja już na tym forum pisywałem posty, w których wspominałem o entropii. Wydawało mi się, że będzie to upierdliwie długie, a okazało się dziecinną igraszką - dwa wyświetlenia okna przeglądarki i są wyniki: "autor=grgkh", "słowo szukane=<entropia>". Oto wyniki:

                                                    Nieskończoność... Autor: grgkh 11.10.05, 08:17 Cztery lata temu: CytatEntropia jest miarą informacji o Wszechświecie. Gdy zaczęła się jego historia, entropia była na najniższym poziomie i od tej pory może tylko rosnąć.

                                                    Nie stosujesz żadnych strategii? Autor: grgkh 08.11.05, 15:35 Cztery lata temu: CytatWszechświat zaczął się od prostej w swym składzie "prazupy" i od tej pory wciąż się komplikuje. Rośnie jego pojemność informacyjna, entropia. Tym, co pcha świat ku tej wyższej organizacji, są strategie (algorytmy, programy), które podlegają wzajemnej selekcji i działają na coraz wyższych piętrach organizacji.

                                                    O programach Autor: grgkh 01.12.05, 00:12 Cztery lata temu: CytatZgodnie z zasadą fizyczną, która jest powszechnie uznawana, a która mówi o tym, że entropia zamkniętego układu może tylko rosnąć, nie powinny się dziać żadne zdarzenia "porządkujące" świat.
                                                    (...)
                                                    Wszechświat jest, dla siebie, układem zamkniętym i zasada wzrostu entropii jest dla całości prawdziwa. Lokalnie jednak działają dowolnego poziomu "programy", których efektem jest porządkowanie świata, ponieważ obok, równolegle, powstaje "bałagan".


                                                    Saga o dwóch entropiach Autor: grgkh 30.12.05, 22:36 Cztery lata temu. Cytowany fragment artykułu ze "Świata Nauki" był, o ile dobrze pamiętam, pierwszym moim kontaktem z entropią w ujęciu Shannona. Ale nie ostatnim. smile A Twoje twierdzenie, że dopiero przeczytana notka w wikipedii... Daruję sobie komentowanie Twoich intencji. smile

                                                    Teoria Wszystkiego (odcinek n-ty) Autor: grgkh 06.12.06, 18:33 Trzy lata temu: Cytat> Mogłoby być tak, ludzkość byłaby szczęśliwa,
                                                    > energia powstawałaby z niczego, a o tym wszyscy marzymy.

                                                    Nie rozumiesz. To nie jest recepta na MASZYNĘ do produkcji energii lub materii z niczego. My jesteśmy wewnątrz tego układu i sami jesteśmy JEGO EWOLUCJĄ. Rozumiesz? Nie sobą. Jesteśmy NIM. Nasz cały świat, nasza planeta, światło na niej, nasze ciała i nasze myśli, które są czystą informacją, są tym czym jest Wszechświat - są nim, tym wszechświatem. Będąc nim nie możemy zrobić niczego, co
                                                    nie wypływa z jego ograniczonych fizyką możliwości. Ta fizyka - jeśli moje założenie jest słuszne - zaczęła od niczego, a potem już był tylko proces kreacji. A więc WTEDY (!!!) nie było prawa zachowania materii, bo coś powstało z niczego. To może trwać w dalszym ciągu, ale jest już nieskończenie niemal oddalone od nas, a na pewno za "siedmioma horyzontami czasoprzestrzennymi". Niewyobrażalna ilość impulsów (drgań, oddziaływań), kiedyś silnych, a teraz wytłumionych przez czas i odległość, spowodowała pierwotne niejednorodności, jak fale na oceanie. Już od dawna są one tak znikome, że nierozpoznawalne.

                                                    Jest jeszcze jedna ciekawa przesłanka. Sam to niedawno podkreślałeś - energia się degeneruje. Następuje przechodzenie jej bardziej "użytecznych" form w mniej użyteczne. To jest ogólna zasada termodynamiczna (opisywana entropią). Odpowiada jej model zderzających się kul i wymiana energii (założmy dla uproszczenia, że wyłącznie) kinetycznej między nimi. Ich parametry (prędkość, pęd...) dążą do uśrednienia. A teraz wykonaj myślową aproksymację daleko, daleko wstecz. Co było ZANIM energia zaczęła się uśredniać? Na jakiej zasadzie jedne miejsca Wszechświata miały energię wyższą, a inne niższą? To jest pytanie równe samemu pytaniu o to SKĄD się wszystko wzięło. Nie tylko skąd, ale i dlaczego niejednakowe? Już w samym akcie powstania zaklęta została zmienność. IDEALNYM wytłumaczeniem tej zmienności jest niejednoczesność powstania i "falowo" docierający do pewnych obszarów WPŁYW od nowopowstających
                                                    elementów.


                                                    Re: Heller i Dawkins Autor: grgkh 06.05.08, 11:37 Rok temu:
                                                    CytatMy na świat patrzymy poprzez stopień jego złożoności. Znaleźliśmy się w jakimś stosunkowo odległym od prapoczątku miejscu czasoprzestrzeni i wydaje nam się, że zawsze wszystko było skomplikowane. A tak nie jest. Na początku było coś trywialnie prostego. Im bardziej zagłębiać się w mikroświat, tym bardziej się on upraszcza, ponieważ znika obraz struktur widzianych z poziomu makro. To samo wrażenie mamy, gdy zaczynamy ekstrapolować obraz całości świata wstecz, wzdłuż osi czasu.

                                                    To reguły przemian, też proste, doprowadzają do bogactwa form, do ich różnorodności. Ten proces będzie biegł dalej, niezależnie od nas, obserwatorów. Entropia Wszechświata wciąż rośnie, ale na początku była dowolnie mała.


                                                    Re: Ignorancja i bezczelność Autor: grgkh 30.03.09, 13:06 Cytatkiwaczek11 napisał:

                                                    > Nie będzie tańczone jak sobie zabrzdąkasz. Najpierw odpowiedz na
                                                    > moje pytanie "kiedy entropia Shannona maleje?", skoro ją wywołałeś.

                                                    A w ogóle - dla układu, który się zmienia - może maleć? wink

                                                    To Ty "wymyśliłeś", że Wszechświat mógłby się zacząć od jakiejś "maksymalnej" entropii. Długo nad tym myślałeś? Nie miałeś żadnego przeczucia, że to może być bzdura?

                                                    Zadawałem Ci pytania dodatkowe, bo podejrzeałem, że się przejęzyczyłeś. Pamiętasz, o co chodziło? Nie mam złej woli i nie chcę Cię za wszelką cenę uwalić.

                                                    (...)
                                                    Trzeba umieć patrzeć na wszystko krytycznie, nawet na twórczość uznanych autorytetów, jak Kaku, który pisze logiczne brednie, widoczne na pierwszy rzut oka, a czego nie jesteś w stanie dostrzec.


                                                    A powyżej mamy wszystko, czarno na białym. Twoje idiotyczne pytanie o to, kiedy entropia Shannona może maleć i mój śmiech, gdy je przeczytałem. To Ty wcześniej mówiłeś, co sobie właśnie przypomniałem (dzięki za zachętę do sięgnięcia do archiwum), o dużej wartości początkowej entropii podczas kreacji Wszechświata. Oj, kiwaczek, ileż Ty razy wygadywałeś głupoty... smile Ale przejrzę na następny raz ten wątek i wszystko wynotuję sobie do cytowania. To będzie miła dla mnie lektura.
                                                  • kiwaczek11 entr. Shannona - nadal brak konkretu 08.12.09, 22:34
                                                    Jak zwykle dużo i nie na temat. Wszyscy wiedzą , że uwielbiasz
                                                    śpiewać peany na własną cześć. Ku naszym od razu poprawiającym się
                                                    humorom. Tyle się naszukałeś, tyle powklejałeś. Tyle
                                                    popisów „erudycji”. A i łatki jak zwykle mam poprzyszywane. A
                                                    konkretu wciąż brak. Odpowiedzi nadal nie ma.

                                                    Zadam pytanie jeszcze raz, po raz ostatni: dlaczego entropia
                                                    Shannona nie może być ujemna? Z czego to wynika?

                                                    Czy potrafisz odpowiedzieć ?


                                                    Ponadto.
                                                    Napisałeś:
                                                    <<<
                                                    To Ty wcześniej mówiłeś, co sobie właśnie przypomniałem (dzięki za
                                                    zachętę do sięgnięcia do archiwum), o dużej wartości początkowej
                                                    entropii podczas kreacji Wszechświata. Oj, kiwaczek, ileż Ty razy
                                                    wygadywałeś głupoty...
                                                    >>>
                                                    cytując przy tym siebie:
                                                    <<<
                                                    To Ty "wymyśliłeś", że Wszechświat mógłby się zacząć od
                                                    jakiejś "maksymalnej" entropii. Długo nad tym myślałeś? Nie miałeś
                                                    żadnego przeczucia, że to może być bzdura?
                                                    >>>
                                                    Owszem, pisałem o Wszechświecie zaczynającym się od jakiejś
                                                    maksymalnej entropii, jako logicznym następstwie tego co pisałeś o
                                                    jednorodności , jako o możliwości którą należałoby przyjąć gdyby to
                                                    co pisałeś o jednorodności Wszechświata na jego początku byłoby
                                                    prawdą.
                                                    A oto link potwierdzający powyższe ( można to przeczytać szukając
                                                    frazy : „Prawo entropii sugerowałoby”wink
                                                    :
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93129155,Re_cz_1.html
                                                    Zanim rzucisz asa na stół, upewnij się , ze to nie kiszony ogórek.
                                                  • grgkh Jest konkret - definicja - przeczytaj ją 09.12.09, 00:04
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Jak zwykle dużo i nie na temat.

                                                    Wprost przeciwnie. Wszystko na temat. We wszystkich przykładach mówię o entropii
                                                    i zawsze w sposób prawidłowy, a Ty mi zarzucałeś niewiedzę. Natomiast Ty nigdzie
                                                    nie podałeś pełnego cytatu potwierdzającego Twoje urojenia na mój temat.

                                                    > Zadam pytanie jeszcze raz, po raz ostatni: dlaczego entropia
                                                    > Shannona nie może być ujemna? Z czego to wynika?
                                                    >
                                                    > Czy potrafisz odpowiedzieć ?

                                                    Już to bardzo dawno temu napisałem - z definicji. Czytaj, co piszę. Masz to w
                                                    archiwum tego forum. smile A do Twoich zarzutów n/t entropii wrócę w następnej
                                                    wolnej chwili. Nieustanie rzucasz pomówienia, które i tak nie zdyskontują tego,
                                                    o czym tu mówimy:

                                                    Bóg nie istnieje. Nigdy nie istniał. Rozwalam całą
                                                    waszą, religiancką mitologię od podstaw, od założeń. smile

                                                    Potrafię to na wiele sposobów udowodnić, księże proboszczu smile. I będę to robił
                                                    częściej, bo widzę, że to właśnie wywołuje Twoją największą irytację. smile I
                                                    kociaka także.
                                                  • kiwaczek11 Re: Jest konkret - definicja - przeczytaj ją 09.12.09, 00:19
                                                    <<<<
                                                    > Już to bardzo dawno temu napisałem - z definicji.
                                                    >>>>

                                                    A w którym miejscu w definicji (jak mniemam przytoczonej linkiem
                                                    w jednym z poprzednich postów)
                                                    jest zawarta taka informacja, że
                                                    entropia Shannona nie moze być ujemna?
                                                  • grgkh Re: Jest konkret - definicja - przeczytaj ją 09.12.09, 09:59
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<<
                                                    > > Już to bardzo dawno temu napisałem - z definicji.
                                                    > >>>>
                                                    >
                                                    > A w którym miejscu w definicji
                                                    > (jak mniemam przytoczonej linkiem
                                                    > w jednym z poprzednich postów)

                                                    > jest zawarta taka informacja, że
                                                    > entropia Shannona nie moze być ujemna?

                                                    A na przykład w tym, kiwaczku:
                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Entropia_(teoria_informacji)
                                                    CytatEntropia w ramach teorii informacji jest definiowana
                                                    jako średnia ilość informacji, przypadająca na znak symbolizujący
                                                    zajście zdarzenia z pewnego zbioru. Zdarzenia w tym zbiorze mają
                                                    przypisane prawdopodobieństwa wystąpienia.

                                                    Wzór na entropię:

                                                    http://upload.wikimedia.org/math/6/7/4/674b7a31a1937582bd18c20955bc6a
63.png

                                                    gdzie p(i) - prawdopodobieństwo zajścia zdarzenia i. W
                                                    przypadku kodowania ciągu znaków jest to prawdopodobieństwo
                                                    wystąpienia i-tego znaku. W teorii informacji najczęściej stosuje
                                                    się logarytm o podstawie r =2, wówczas jednostką entropii jest bit.
                                                    Dla r= e jednostka ta nazywa się nat(nit), natomiast dla r=10 - dit
                                                    lub hartley.

                                                    Entropię można interpretować jako niepewność wystąpienia danego
                                                    zdarzenia elementarnego w następnej chwili. Jeżeli następujące
                                                    zdarzenie występuje z prawdopodobieństwem równym 1, to z prostego
                                                    podstawienia wynika, że entropia wynosi 0, gdyż z góry wiadomo co
                                                    się stanie - nie ma niepewności.

                                                    Własności entropii:

                                                    jest nieujemna
                                                    ● jest maksymalna, gdy prawdopodobieństwa zajść zdarzeń są takie
                                                    same
                                                    ● jest równa 0, gdy stany systemu przyjmują wartości 0 albo 1
                                                    ● własność superpozycji - gdy dwa systemy są niezależne to entropia
                                                    sumy systemów równa się sumie entropii.
                                                    ● jeśli ze źródła danych pobierane są k-literowe ciągi, wówczas
                                                    entropia wynosi H(x(k)) = kH(x)
                                                    Definicja informacyjna była pierwotnie próbą ujęcia tradycyjnego
                                                    pojęcia entropii znanego z termodynamiki w kategoriach teorii
                                                    informacji. Okazała się jednak, że definicja ta jest przydatna w
                                                    ramach samej teorii informacji.

                                                    Widzisz to miejsce? smile
                                                  • kiwaczek11 entropia Shannona - SEDNO - blamaż grgkh 09.12.09, 17:13
                                                    Tak myślałem. Z czystym sumieniem mogę Cię nazwać najbardziej
                                                    pyszałkowatym XERO, jakiego świat się doczekał. XERO, bo kopiujesz
                                                    bezmyślnie, jak to skądinąd bardzo przydatne urządzenie.
                                                    Na pytanie „z czego to wynika?” podałeś odpowiedź „z definicji”.
                                                    Bardziej asekuracyjnej odpowiedzi być nie mogło. Sam bym taką podał,
                                                    gdybym nie wiedział o co chodzi, a chciałbym wyjść z twarzą. No bo
                                                    nie da się zaprzeczyć, że własności wynikają z definicji.
                                                    A ja pytałem, w którym miejscu definicji jest informacja o tym , że
                                                    e.S. nie może być ujemna. Wkleiłeś piękny obszerny cytat z Wikipedii
                                                    i , podejrzewając żem ślepy, wytłuściłeś frazę „nie może być
                                                    ujemna” (pomijając przy tym najważniejsze). Tylko , że to już jest
                                                    własność, a nie definicja.. A ja pytałem skąd taka , a nie inna
                                                    własność wynika. Zapewne znów odpowiedziałbyś, że definicji i tak w
                                                    kółko. Bo nie masz bladego pojęcia dlaczego. A widać to gołym
                                                    okiem, w tym przytoczonym cytacie.
                                                    Nie wykorzystałeś ostatniej szansy, aby pokazać, że umiesz
                                                    posługiwać się tą logiką i matematyką, które nosisz w klapie jak
                                                    Wałesa bozię. Temat trzeba wreszcie zamknąć.

                                                    Miałem Cię nie edukować, ale skoro byłeś tak uparty ( nie sądzę ,że
                                                    w poszukiwaniu wiedzy, raczej w chęci dyskredytowania mnie),
                                                    odpowiem Ci na pytanie, na które Ty odpowiedzieć nie umiałeś i nie
                                                    umiesz.
                                                    Czytaj uważnie , cierpliwie (bo nie odmawiałem sobie komentarzy pod
                                                    Twoim adresem) i do końca, bo drugi raz powtarzać nie będę.
                                                    Czy entropia fizyczna może być ujemna? Oczywiście , że tak.
                                                    Może być wtedy, kiedy do układu zamkniętego , izolowanego
                                                    adiabatycznie, dostarczymy energię potrzebną ( a więc „otworzymy”
                                                    układ zamknięty, układ przestaje być izolowany) na przeciwdziałanie
                                                    naturalnego kierunku zmian. Przeciwdziałaniem naturalnego kierunku
                                                    zmian, dążącego do nieuporządkowania (wzrost entropii) jest
                                                    zwiększanie uporządkowania układu ( zmniejszanie entropii). Jeśli
                                                    określimy stan początkowy S=0 rozpatrywanego układu, to po
                                                    dostarczeniu do układu energii zwiększającej jego stan
                                                    uporządkowania, entropia S<0. Jest więc ujemna.
                                                    Entropia jest także ujemna w przypadku procesów egzotermicznych, jak
                                                    krzepnięcie, czy kondensacja.
                                                    Zatem wiesz już , że entropia fizyczna może być ujemna.
                                                    Skoro, jak twierdziłeś, entropia Shannona jest jej
                                                    ekwiwalentem, to także powinna móc być ujemna. Ale nie może! To
                                                    wiesz, bo przeczytałeś w Wikipedii. Ale dlaczego nie może i skąd to
                                                    wynika, nie wiesz. Gdybyś wiedział, dawno już byś podał odpowiedź, a
                                                    tym samym musiałbyś zweryfikować bzdury, które wypisywałeś.
                                                    Przeczytałeś i przytoczyłeś definicję entropii Shannona, ale nadal
                                                    nie kumasz, choć widać odpowiedź gołym okiem.
                                                    Entropia Shannona dotyczy kwestii zawartość informacyjnej przekazu
                                                    złożonego z n znaków będącej wg Shannona prawdopodobieństwami
                                                    występowania tych znaków. Entropia Shannona jest średnią ilością
                                                    informacji związaną z rozkładem tego prawdopodobieństwa.
                                                    Entropia fizyczna dotyczy zagadnień procesów czy przemian
                                                    odwracalnych , może służyć do określenia kierunkowości przebiegu
                                                    zjawisk zachodzących samorzutnie w przyrodzie, traktując przy tym te
                                                    zjawisko jako nieodwracalne. Jest to całkowicie inny obszar
                                                    zagadnień niż dla entropii Shannona. Mimo , że nazwy są te same.
                                                    Zaprezentowałeś definicję, pod którą entropia Shannona opisana jest
                                                    zależnością matematyczną. Przyjrzyj się jej dobrze. Widzisz
                                                    coś? ....??? Do tej pory nie widziałeś. A taki z Ciebie fan
                                                    matematyki. Twoje wpisy usłane są słowem „matematyka”. Bo „liczy
                                                    opis się tylko matematyczny” ( nie zaprzeczam, ale gdy słyszę to od
                                                    Ciebie, ocieram się o profanację), bo tylko matematyka i logika.
                                                    Gdybyś naprawdę coś kumał z tej matmy i rzeczywiście umiałbyś coś
                                                    wywnioskować logicznie, to czytałbyś z tej zależności jak z nut.
                                                    Niestety nie masz pojęcia, jak cokolwiek z tego wywnioskować.
                                                    Dlatego jesteś dla mnie fetyszystą. Używasz matematyki jak fetysza,
                                                    hołdujesz mu ( i słusznie), używasz go jako oręża o magicznej mocy w
                                                    dyskusjach z domniemanymi moherami ( ale nie tylko), ale tak
                                                    naprawdę tylko udajesz, że cokolwiek z tego wiesz i rozumiesz.
                                                    No to spójrz na tę zależność. Co tam mamy? Sumę iloczynu (-ów)
                                                    prawdopodobieństwa i logarytmu odwrotności tego prawdopodobieństwa.
                                                    Czy prawdopodobieństwo może być mniejsze od zera? Nie może. Zawiera
                                                    się w granicach (0,1). Jest nieujemne .Odwrotność zera – granica
                                                    (1/x) przy x-->0 = nieskonczoność. Logarytm x dażącego do
                                                    nieskończoności – asymptotycznie dąży do nieskończoności, nie jest
                                                    ujemy. Logarytm odwrotności ułamka ( dowolna liczba z wnętrza tego
                                                    przedziału) , czyli logarytm liczby >1 - zawsze liczba dodatnia,
                                                    logarytm 1 – zero. Zatem wynik logarytmowania w tej zależności też
                                                    nigdy nie jest ujemny. Iloczyn dwóch liczb nieujemnych
                                                    (prawdopodobieństwa i wyniku logarytmowania) nigdy nie jest ujemny.
                                                    Suma liczb nieujemnych nigdy nie jest ujemna.
                                                    Dlatego entropia Shannona nie może być ujemna!!! Zrozumiał? To
                                                    podstawówka!

                                                    Oto dowód na to, że używasz pojęć , których znaczenia nie
                                                    rozumiesz i nic lub nie wiele o nich wiesz.
                                                    A Twoja
                                                    interpretacja tych pojęć jest ich jakąś karykaturą. Nie stać Cię
                                                    nawet na analizę tematu. Mało tego, pouczasz jak ekspert innych,
                                                    choć masz pusto pod dachem. Tak jak mnie pouczałeś w kwestii
                                                    rozumienia pojęcia entropii.
                                                    Twierdziłeś, że nie ważne którą entropię rozpatrujemy, jak by były
                                                    ekwiwalentne i obie coś mówiły o wyjściowym temacie, czyli kierunku
                                                    zmian i zmienności we Wszechświecie.
                                                    A to wierutne bzdury, co widać z powyższego. Entropia fizyczna i
                                                    entropia Shannona to dwa różne pojęcia, opisujące zupełnie różne
                                                    zagadnienia. Wspólna nazwa jest tylko wynikiem podobieństwa
                                                    składniowego zależności matematycznej ( entropia Shannona ma podobną
                                                    składnię do entropii fizycznej układu makroskopowego lub
                                                    izolowanego).

                                                    Blamaż, grgkh. I tyle mojego komentarza. Jeśli coś do Ciebie
                                                    dotarło, to dobrze, jeśli nie, też dobrze. Tylko milcz już człowieku
                                                    o matematyce, logice i fizyce, bo Twój głos w tych zagadnieniach to
                                                    profanacja. A Twoje obszerne fantazyjne elaboraty, to nic nie warte
                                                    wodolejstwo. Co należało udowodnić.
                                                    Temat uważam za zamknięty.
                                                  • grgkh Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 09.12.09, 21:17
                                                    Uśmiałem się, aż mnie przepona rozbolała. big_grin

                                                    Wysiliłeś się jak kociak. Przeprowadziłeś "piękną" analizę funkcji, mniej więcej
                                                    na poziomie matury z matematyki. Spory sukces. smile

                                                    A teraz jeszcze raz Ci coś "wkleję":

                                                    CytatEntropia – termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek przebiegu
                                                    procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie termodynamicznym.
                                                    Jest wielkością ekstensywną[1]. Zgodnie z drugą zasadą termodynamiki, jeżeli
                                                    układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do drugiego, bez
                                                    udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego entropia zawsze
                                                    rośnie.


                                                    Entropia Shannona jest odpowiednikiem entropii termodynamicznej w teorii
                                                    informacji. Ma te same, ogólne założenia: dotyczy układu izolowanego (mnie
                                                    interesował tu Wszechświat jako całość), bez wymiany z otoczeniem
                                                    materii/energii lub jej odpowiednika - informacji. Te same warunki muszą być
                                                    spełnione. I są. O co więc chodzi księdzu?

                                                    Ksiądz sam sobie podważa definicję zmieniając jej założenia, a potem obala to
                                                    podważenie? Kiwaczek, a bój Ty się boga. Toż to erystyka szyta grubymi nićmi. smile

                                                    A ja od samego początku, od pierwszych postów, w których używałem pojęcia
                                                    entropii w stosunku do Wszechświata, o niczym innym nie pisałem. Nigdzie nie
                                                    znajdziesz choćby cienia zaprzeczenia tych założeń i ich konsekwencji.

                                                    Masz halucynacje, kiwaczek. Tworzysz sobie na mój temat "koszmarne wizje" i
                                                    potem je sam obalasz. smile Nurzasz się w zachwycie, jak Ci to świetnie poszło.

                                                    Nie masz nic innego do roboty? Coś Cię pchnęło w kierunku tej manii
                                                    prześladowczej, bo biegasz za mną po forach smile i szukasz dziury w całym? Co?

                                                    A ja wiem, co Ci przeszkadza, księże proboszczu. Nie możesz sobie poradzić z
                                                    faktem, że bóg nie istnieje i że ja przedstawiłem poprawny dowód na
                                                    jego nieistnienie
                                                    . Twój porządek rzeczy, cała świadomość, zawaliły się.
                                                    Twoje ego nie może znieść, że tak proste logicznie rozumowanie zaistniało tu,
                                                    wbrew tysiącom lat panoszenia się filozofii, mitologii i teologii, obalając
                                                    dogmat podstaw Twojej egzystencji. I zachwiało Twoją pewnością siebie i
                                                    zarozumiałą pewnością, że logikę dobrze rozumiesz. A Ty jej nie pojmujesz ani w ząb.

                                                    Bóg nie istnieje. Zakład Pascala jest ewidentnie fałszywy. A wy, "wielcy"
                                                    naukowcy, tego dotąd nie zauważaliście. Taki błąd! Taka wsypa! Ruina całej
                                                    waszej reputacji. smile

                                                    Tak, księże proboszczu i kociaku. Kompromitacja, do której nie chcecie się przed
                                                    sobą i światem przyznać i dlatego tak bardzo pożądacie odwetu na tym, który wam
                                                    wytyka ignorancję.

                                                    O, i to jest dobre zwieńczenie całej akcji.

                                                    Ale coś jeszcze kiwaczkowi obiecałem... Na początek małe pytanie przypomnienie:
                                                    Co to jest cud? Czy kiwaczek podtrzymuje to, co powiedział o nim ostatnim
                                                    razem? I co mówił wcześniej, przy okazji cytowania Kaku?

                                                    Czekam... smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 10.12.09, 19:55
                                                    <<<
                                                    Wysiliłeś się jak kociak. Przeprowadziłeś "piękną" analizę funkcji,
                                                    mniej więcej
                                                    na poziomie matury z matematyki. Spory sukces.
                                                    >>>
                                                    Napisałem nawet ,że to podstawówka. Tylko Ty jakoś przez długie
                                                    miesiące wpaść na to nie zdołałeś.

                                                    <<<
                                                    A teraz jeszcze raz Ci coś "wkleję":

                                                    Cytat
                                                    Entropia – termodynamiczna funkcja stanu, określająca kierunek
                                                    przebiegu
                                                    procesów spontanicznych (samorzutnych) w odosobnionym układzie
                                                    termodynamicznym.
                                                    Jest wielkością ekstensywną[1]. Zgodnie z drugą zasadą
                                                    termodynamiki, jeżeli
                                                    układ termodynamiczny przechodzi od jednego stanu równowagi do
                                                    drugiego, bez
                                                    udziału czynników zewnętrznych (a więc spontanicznie), to jego
                                                    entropia zawsze
                                                    rośnie.

                                                    Entropia Shannona jest odpowiednikiem entropii termodynamicznej w
                                                    teorii
                                                    informacji. Ma te same, ogólne założenia: dotyczy układu izolowanego
                                                    (mnie
                                                    interesował tu Wszechświat jako całość), bez wymiany z otoczeniem
                                                    materii/energii lub jej odpowiednika - informacji. Te same warunki
                                                    muszą być
                                                    spełnione.
                                                    >>>
                                                    I dobrze , że wkleiłeś. Jak widzisz, entropia układu
                                                    termodynamicznego w procesie samorzutnym ( naturalnym dla świata)
                                                    rośnie, co oznacza postępującą dezorganizacje układu, postępujący
                                                    nieporządek.
                                                    W jaki sposób odizolowany od czynników zewnętrznych układ
                                                    informacyjny ( stricte informacyjny) zachowywałby się analogicznie,
                                                    czyli wykazywałby postępująca dezinformację, i jaka byłaby analogia
                                                    procesu samorzutnego w przypadku tego układu?
                                                    Inaczej mówiąc, jeśli pewna struktura informacyjna ( zbiór
                                                    informacji) cechuje się pewną entropią informacyjną to po otrzymaniu
                                                    nowego komunikatu, nowej informacji, entropia tej struktury osiąga
                                                    mniejszą wartość (mniejsza niepewność , większy zasób informacji).
                                                    Przyjmijmy, że ta sama struktura informacyjna jest odizolowana od
                                                    zewnętrznych źródeł informacji i nie dociera do niej żaden przekaz
                                                    zmniejszający entropię. Wobec postawionej przez Ciebie pełnej
                                                    analogii entropii fizycznej i entropii Shannona , a więc i
                                                    zagadnień, całej płaszczyzny informacyjnej i fizycznej, struktura ta
                                                    musiałaby być poddawana procesom, będącym analogią procesów
                                                    samorzutnych (czymś naturalnym dla sfery informacyjnej, jak
                                                    samorzutność dla sfery fizycznej) i wtedy jej niepewność rosłaby, a
                                                    entropia zwiększałaby się. Czyli postępowałaby dezinformacja.
                                                    Pytanie: jakie byłyby to procesy i w jaki sposób układ traciłby
                                                    zasoby informacji, co jest konieczne do wzrostu dezinformacji?


                                                    <<<
                                                    Ksiądz sam sobie podważa definicję zmieniając jej założenia, a potem
                                                    obala to
                                                    podważenie? Kiwaczek, a bój Ty się boga. Toż to erystyka szyta
                                                    grubymi nićmi.
                                                    >>>
                                                    W którym miejscu podważyłem i jaką definicję podważyłem? Czy zmiana
                                                    układu zamkniętego , izolowanego na otwarty, nieizolowany, oznacza,
                                                    że podważam definicję entropii? A w taki razie jeśli układ jest
                                                    otwarty, to nie ma czegoś takiego jak entropia???
                                                    Już raz Ci kiedyś pisałem. Mylisz definicje entropii z prawem
                                                    entropii, czyli z II zasadą termodynamiki.

                                                    <<<
                                                    A ja od samego początku, od pierwszych postów, w których używałem
                                                    pojęcia
                                                    entropii w stosunku do Wszechświata, o niczym innym nie pisałem.
                                                    Nigdzie nie
                                                    znajdziesz choćby cienia zaprzeczenia tych założeń i ich
                                                    konsekwencji.
                                                    >>>
                                                    Owszem , ale jak zwykle w wypaczony sposób. Że przypomnę.
                                                    Napisałem kiedyś tak:
                                                    „Kolejny raz przeczysz prawu entropii, wg którego systemy
                                                    uporządkowane o większej złożoności dążą do nieuporządkowania i
                                                    mniejszej złożoności.”


                                                    Ty odpowiedziałeś mi tak:

                                                    „Nie przeczę i nigdy dotąd nie robiłem tego. Nie kłam i nie
                                                    wkurzaj mnie. A Ty, jak widzę, nie wiesz co to jest entropia.
                                                    Wzrost nieuporządkowania to jest WIĘKSZA złożoność.
                                                    Mam
                                                    nadzieję, że to było przejęzyczenie, a nie Twoja rzeczywista
                                                    wiedza.”


                                                    A można to przeczytać np., tutaj:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93129513,Kompromitacja_pseudo_naukowca.html
                                                    Czy jeszcze jakieś pytania?

                                                    <<<
                                                    Nie masz nic innego do roboty? Coś Cię pchnęło w kierunku tej manii
                                                    prześladowczej, bo biegasz za mną po forach i szukasz dziury w
                                                    całym? Co?
                                                    >>>
                                                    Bo sprawia mi to wielką przyjemność . A co? Ciężko Ci czuć oddech
                                                    na plecach? Pocisz się ? Masz koszmary?

                                                    <<<
                                                    Zakład Pascala jest ewidentnie fałszywy. A wy, "wielcy"
                                                    naukowcy, tego dotąd nie zauważaliście.
                                                    >>>
                                                    Chciałem tylko przypomnieć, że na temat Pascala nie zamieniliśmy ani
                                                    słowa. Imputujesz mi co Ci się żywnie podoba. Mylisz mnie z kimś
                                                    innym.

                                                    I przestań mnie nazywać księdzem proboszczem. Żenada.

                                                    <<<
                                                    Ale coś jeszcze kiwaczkowi obiecałem... Na początek małe pytanie
                                                    przypomnienie:
                                                    Co to jest cud? Czy kiwaczek podtrzymuje to, co powiedział o nim
                                                    ostatnim
                                                    razem? I co mówił wcześniej, przy okazji cytowania Kaku?
                                                    >>>
                                                    No tak, matematyka kuleje, to może o cudzie? A co masz w tej materii
                                                    ciekawego do zaprezentowania? Świat wstrzymuje oddech...
                                                  • grgkh Re: Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 10.12.09, 23:28
                                                    Czy możesz mi coś wytłumaczyć, jak już Ci tak dobrze idzie?

                                                    Czy wzrost nieuporządkowania nie jest wzrostem złożoności? smile

                                                    Co mi właściwie zarzucasz w cytacie pochodzącym stąd:
                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,721,91243464,93016043,Re_cz_2.html?wv.x=2
                                                    Do reszty wrócę po wyjaśnieniu tej kwestii.
                                                  • kiwaczek11 Re: Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 11.12.09, 07:33
                                                    <<<
                                                    > Czy wzrost nieuporządkowania nie jest wzrostem złożoności? smile
                                                    >>>

                                                    No przecież Ty tak twierdziłeś, od tego wzięła się cała dyskusja.
                                                  • kiwaczek11 --------Żle, wyjasnienie jescze raz------- 11.12.09, 07:41
                                                    Umknęło mi "nie" w tym co napisałeś.

                                                    Więc jeszcze raz. Twierdziłeś ,że wzrost nieuporządkowania ( w rozumieniu
                                                    wzrostu entropii ) , to wzrost złożoności. I to zarzuciłem Ci w cytacie.
                                                  • grgkh Re: --------Żle, wyjasnienie jescze raz------- 11.12.09, 12:42
                                                    Ok. Jestem skłonny, ale spokojnie i kulturalnie, wrócić do tematu głównego -
                                                    założenia początków Wszechświata. Trzymajmy się go. Minimum dygresji, które
                                                    nagminnie stosujesz CELOWO!, by uciekać od tego tematu. I żadnych
                                                    wycieczek osobistych. Żadnego dyskredytowania, bo coś komuś umknie.

                                                    Jeśli pojawi się nowy temat, a wart byłby większego omówienia, to zakładamy nowy
                                                    wątek. A ten już jest tak zamulony - drzewko przestało wyświetlać gałęzie - że
                                                    czas najwyższy go odłożyć ad acta.

                                                    Co do entropii to uważam ją za pojęcie WTÓRNE. Sam Wszechświat się nią "nie
                                                    posługuje". To wymyślona przez nas, ludzi, wielkość wtórna, pochodna, przydatna
                                                    do pewnego rodzaju podglądania informacji o nim z naszej perspektywy
                                                    (czasoprzestrzeń, historia zmienności). No i nie wiem, co mielibyśmy sobie o
                                                    niej JESZCZE wyjaśniać. Ale jak chcesz, to proponuj.
                                                  • kiwaczek11 Re: Re:--------Żle, wyjasnienie jescze raz------- 12.12.09, 11:14


                                                    <<<
                                                    Co do entropii to uważam ją za pojęcie WTÓRNE. Sam Wszechświat się
                                                    nią "nie
                                                    posługuje". To wymyślona przez nas, ludzi, wielkość wtórna,
                                                    pochodna, przydatna
                                                    do pewnego rodzaju podglądania informacji o nim z naszej perspektywy
                                                    (czasoprzestrzeń, historia zmienności).
                                                    >>>
                                                    Zachowujesz się jak 5-cio letni krętacz, albo cwaniak z miodem w
                                                    uszach.
                                                    Dałeś ciała w sprawie entropii , więc teraz chcesz zdeprecjonować to
                                                    pojęcie mimo , że jest ono istotne, jeśli nie fundamentalne w całej
                                                    dyskusji. Żałosne. Mógłbyś choć trochę trzymać fason.
                                                    Podchodząc do tego tak jak powyżej napisałeś, można by tak
                                                    powiedzieć o matematyce, logice, dosłownie wszystkim, czym człowiek
                                                    operuje. I jest to prawda. To wszystko wymyślił człowiek. Czy to
                                                    też , będąc konsekwentnym, zdeprecjonujesz ?

                                                    <<<
                                                    Jeśli pojawi się nowy temat, a wart byłby większego omówienia, to
                                                    zakładamy nowy
                                                    wątek. A ten już jest tak zamulony - drzewko przestało wyświetlać
                                                    gałęzie - że
                                                    czas najwyższy go odłożyć ad acta.>>>
                                                    Nawet brak drzewka stał się istotniejszy od „wtórnego pojęcia
                                                    entropii”. Sprytny sposób ucieczki od wtopy.

                                                    <<<
                                                    Minimum dygresji, które nagminnie stosujesz CELOWO!, by uciekać od
                                                    tego tematu.
                                                    >>>
                                                    To nie są dygresje tylko konsekwencje tego co piszesz . Robię to
                                                    CELOWO, nie po to aby uciekać od tematu (zresztą nigdy nie uciekam,
                                                    to co piszę zawsze jest z tematem związane), ale po to, aby pokazać,
                                                    ze to co piszesz w danym temacie kupy się nie trzyma. Jeśli nie
                                                    widzisz związku miedzy jednym a drugim, to już Twój problem.
                                                    Uciekanie od tematu to Twoja domena.

                                                    <<<
                                                    I żadnych wycieczek osobistych. Żadnego dyskredytowania,...
                                                    >>>
                                                    Jesteś pewien, że potrafisz spełnić ten warunek? Popatrz na swoje
                                                    wpisy w odpowiedzi do kociaka, do mnie, do j.mielonego, do wuja.
                                                    Przecież Ty tym żyjesz. Chyba , że to warunek dla mnie, a Ciebie
                                                    obowiązywał nie będzie ..(?)

                                                    <<<
                                                    Ok. Jestem skłonny, ale spokojnie i kulturalnie, wrócić do tematu
                                                    głównego -
                                                    założenia początków Wszechświata.
                                                    >>>
                                                    Szczerze mówiąc nie widzę powodów do wałkowania jeszcze raz tego
                                                    samego, ni stad ni zowąd. Jeśli pojawi się wątek, w związku z którym
                                                    ten temat odżyje, i uznam, że trzeba coś skomentować, to skomentuję.
                                                    Jeśli masz jakieś wątpliwości, zawsze możesz wrócić do tamtego wątku
                                                    i rozpocząć lekturę od nowa.
                                                  • grgkh Re: Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 11.12.09, 12:23
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > Czy wzrost nieuporządkowania nie jest wzrostem złożoności? smile
                                                    > >>>
                                                    >
                                                    > No przecież Ty tak twierdziłeś, od tego wzięła się cała dyskusja.

                                                    Ja tak twierdziłem? Ja podważałem definicje? Ja się na nie powołuję, kiwaczek.
                                                    Coś Ci się popierdziuniało. Przeczytaj sobie spokojnie, co też może znaczyć to,
                                                    co tam napisałem. Ty mi wciąż przypisujesz swoje wyobrażenia. A dyskusja się
                                                    wzięła od czegoś innego.
                                                  • kiwaczek11 Re:Re: Blamaż wyobrażeń kiwaczka o grgkh :) 12.12.09, 13:36
                                                    > > > Czy wzrost nieuporządkowania nie jest wzrostem złożoności? smile
                                                    > > >>>
                                                    > >
                                                    > > No przecież Ty tak twierdziłeś, od tego wzięła się cała dyskusja.
                                                    >
                                                    > Ja tak twierdziłem? Ja podważałem definicje? Ja się na nie
                                                    powołuję, kiwaczek.
                                                    > Coś Ci się popierdziuniało. Przeczytaj sobie spokojnie, co też
                                                    może znaczyć to,
                                                    > co tam napisałem. Ty mi wciąż przypisujesz swoje wyobrażenia. A
                                                    dyskusja się
                                                    > wzięła od czegoś innego.

                                                    Żeby rozmydlone nie pozostało w próżni.

                                                    Twierdziłeś , że wzrost nieuporządkowania to wzrost złożoności, co
                                                    można przeczytać w linkach podpiętych pod poprzednie posty.
                                                  • grgkh Wracamy do źródła 12.12.09, 21:49
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > Ważne jest, że na początku były PRYMITYWNIE proste założenia, które
                                                    > dziś widzimy z naszej perspektywy jako złożoność fizyki
                                                    > Wszechświata. W miarę upływu czasu wszystko się komplikuje i
                                                    > struktury wnętrza świata są coraz bardziej złożone. Ewoluują.
                                                    > >>>
                                                    > Kolejny raz przeczysz prawu entropii, wg którego systemy
                                                    > uporządkowane o większej złożoności dążą do nieuporządkowania i
                                                    > mniejszej złożoności.

                                                    I dlatego najpierw się rodzimy jako dorośli i jako skończona mądrość, a potem, w
                                                    ciągu życia, ewoluujemy do zygoty. Czy tak to ma wyglądać według Ciebie?

                                                    Złożoność układu odpowiada ilości informacji, która jest potrzebna do
                                                    zdefiniowania jego budowy i funkcji. Lód ma mniejszą złożoność (jego opis jest
                                                    prostszy), woda w stanie ciekłym większą.

                                                    Nieuporządkowanie (chaotyczność budowy, struktury) koreluje ze stopniem
                                                    złożoności. I znów - lód ma większe uporządkowanie (mniejsze nieuporządkowanie)
                                                    niż ciekła woda.

                                                    Tak napisałem, czy jakoś inaczej? Co Ty mi tu wmawiasz. Ja mówię zupełnie o
                                                    czymś innym, a Ty wciąż rozmydlasz w próżni.
                                                    ___________

                                                    A co z tym Twoim "nie", które Ci, podobno, "umknęło"? smile To umknęło, czy nie
                                                    umknęło? Będziesz rozmydlał, czy uznasz, że to nie ma sensu?
                                                    ___________

                                                    Wróćmy do źródeł, księże proboszczu: smile Nie proboszcz? A może masz jakąś wyższą
                                                    funkcję w waszej organizacji ogłupiania ludzkości od zawsze po to, by panować
                                                    nad ciemnym ludem za pomocą bredni o panu bożku? O, to mi się gratka trafiła. smile
                                                    I oto, na tym forum, wśród zwykłej gawiedzi, jakiś prostak, grgkh, obnaża
                                                    świątobliwego męża dogmaty. A mąż motał od początku, byle odejść od tematu, byle
                                                    go przykryć jakimś blebleble... No to już wiem, o co chodzi. OK, kiwaczek, to
                                                    będzie mój temat główny, Skupię się na nim, zamiast gadać o codziennych pierdołach.

                                                    W tych wątkach, kiwaczku, jest cała dokumentacja Twoich uników. Teraz widzę to
                                                    jaskrawo i dokładnie. Teraz możesz na mnie pluć, a mnie to nawet nie dotknie, bo
                                                    te Twoje wysiłki są znakiem Twojej bezsilności.

                                                    Bóg nie istnieje i nigdy nie istniał.

                                                    Kto stworzył kreatora?

                                                    Wracamy do źródeł. Od tego zaczęła się Twoja beznadziejna walka. Zobaczmy, co
                                                    pisałeś nieco wcześniej, przed cytatem, którym usiłujesz mnie... zabić. smile Ważny
                                                    jest cały tekst tego posta. I to, coś wymyślał, nieudolnie i głupio potem, żeby
                                                    uciec od paru odpowiedzi.

                                                    Wszystkie Twoje usiłowania, by odwrócić moją uwagę od głównej sprzeczności:
                                                    każde Twoje zastrzeżenie powinieneś kierować najpierw do kreatora. Jeśli coś Ci
                                                    przeszkadza w założeniach Wszechświata, które tu z grubsza próbuję sformułować,
                                                    to MUSZĄ one dotyczyć także kreatora. A gdy robisz "wyjątek" dla tego kiepskiego
                                                    urojenia, to natychmiast MUSISZ zrobić ten sam wyjątek dla moich koncepcji.

                                                    Kreator nie istnieje, kiwaczku. I logicznie jest to do udowodnienia i ja tego
                                                    dowodzę.

                                                    I nie próbuj kiwać. Drugi raz mnie od tematu nie odwiedziesz.

                                                    > Żeby rozmydlone nie pozostało w próżni.

                                                    No właśnie, żeby rozmydlone nie zostało w próżni, księże proboszczu, obrońco
                                                    kreatora, którego istnienie jest logicznie niemożliwe. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Re: Wracamy do źródła 13.12.09, 13:28
                                                    Co wpis , to dajesz większy popis ignorancji. Lepiej zostaw tę
                                                    entropię w spokoju, bo jeszcze sobie nią krzywdę zrobisz. Jak to
                                                    kociak zgrabnie ujął, do superstrun idziesz na skróty , pomijając
                                                    Archimedesa, Newtona, Einsteina, a później dziwisz się , że wychodzą
                                                    z tego przygody barona Munchausena.

                                                    <<<
                                                    > Kolejny raz przeczysz prawu entropii, wg którego systemy
                                                    > uporządkowane o większej złożoności dążą do nieuporządkowania i
                                                    > mniejszej złożoności.
                                                    I dlatego najpierw się rodzimy jako dorośli i jako skończona
                                                    mądrość, a potem, w
                                                    ciągu życia, ewoluujemy do zygoty. Czy tak to ma wyglądać według
                                                    Ciebie?
                                                    >>>

                                                    No to zastanów się , dlaczego od momentu zygoty mogłeś przejść w ten
                                                    i tak, jak widać, dalece niedoskonały stan. Nie wiesz? Bo od momentu
                                                    zygoty przez całe życie żresz na potęgę, aby powstrzymać procesy
                                                    samorzutne, dostarczasz energię na zmniejszenie entropii,
                                                    dostarczasz budulca, aby „nabudowywać” kolejne stopnie złożoności
                                                    Twojego organizmu. Gdybyś się od tego odizolował, w szybkim czasie
                                                    rozłożyłbyś się na elementy pierwsze. Twój organizm nie jest układem
                                                    odizolowanym.

                                                    <<<
                                                    Złożoność układu odpowiada ilości informacji, która jest potrzebna
                                                    do
                                                    zdefiniowania jego budowy i funkcji. Lód ma mniejszą złożoność (jego
                                                    opis jest
                                                    prostszy), woda w stanie ciekłym większą.
                                                    Nieuporządkowanie (chaotyczność budowy, struktury) koreluje ze
                                                    stopniem
                                                    złożoności. I znów - lód ma większe uporządkowanie (mniejsze
                                                    nieuporządkowanie)
                                                    niż ciekła woda.
                                                    Tak napisałem, czy jakoś inaczej? Co Ty mi tu wmawiasz. Ja mówię
                                                    zupełnie o
                                                    czymś innym, a Ty wciąż rozmydlasz w próżni.
                                                    >>>
                                                    Znów mylisz pojęcia i relacje miedzy nimi.
                                                    Ilości informacji potrzebnej do zdefiniowania budowy układu
                                                    odpowiada stopniowi nieuporządkowania układu. Im nieuporządkowanie
                                                    większe, czyli większa entropia, tym więcej potrzeba informacji. Lód
                                                    jako kryształ ma małą entropię, duży stopień uporządkowania ,
                                                    dlatego wymaga małej ilości informacji do opisu. Woda ma entropię
                                                    większą, większy stopień nieuporządkowania, zatem potrzeba więcej
                                                    informacji do opisu. Jednocześnie lód jest strukturą uporządkowaną.
                                                    Jest strukturą, a więc jest złożony, albo , może to lepiej
                                                    obrazować , UŁOŻONY. Złożenie cząstek w sztywną strukturę ogranicza
                                                    liczbę możliwych stanów, w jakich te cząstki mogą się znaleźć. Woda
                                                    jest zbiorem chaotycznie poruszających się cząstek. Cząstki nie
                                                    tworzą struktury, nie są w nią złożone, czy ułożone. Brak złożenia w
                                                    strukturę daje większą liczbę możliwych stanów, w jakich mogą
                                                    cząstki się znaleźć, czyli większą entropię.
                                                    Grgkh, czy ja Cię musze edukować z takich podstaw? Weź chłopie zrób
                                                    sobie przerwę na forum, przeczytaj w tym czasie choć jedną dobrą
                                                    książkę z fizyki , a nie tylko z Prószyńskiego i Sp. ( nie mam nic
                                                    przeciwko takiej literaturze, trzeba mieć jednak jakieś podstawy
                                                    opanowane), zweryfikuj swoją wyprzedająca epokę „wiedzę”, i dopiero
                                                    wtedy zabieraj głos.

                                                    <<<
                                                    A co z tym Twoim "nie", które Ci, podobno, "umknęło"? To umknęło,
                                                    czy nie
                                                    umknęło? Będziesz rozmydlał, czy uznasz, że to nie ma sensu?
                                                    >>>
                                                    Po korekcie ( wpis „---Źle, wyjaśnienie jeszcze raz---„wink jest z
                                                    mojej strony tak jak być powinno.

                                                    <<<
                                                    Wracamy do źródeł. Od tego zaczęła się Twoja beznadziejna walka.
                                                    Zobaczmy, co
                                                    pisałeś nieco wcześniej, przed cytatem, którym usiłujesz mnie...
                                                    zabić. Ważny
                                                    jest cały tekst tego posta. I to, coś wymyślał, nieudolnie i głupio
                                                    potem, żeby
                                                    uciec od paru odpowiedzi. >
                                                    >>>
                                                    A jaśniej ?
                                                  • grgkh Re: Re: Wracamy do źródła 13.12.09, 21:12
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Co wpis , to dajesz większy popis ignorancji.

                                                    smile Co wpis to sięgasz po te same metody erystyczne.

                                                    Ok. Co do entropii, to mówimy DOKŁADNIE to samo. Powtarzasz po mnie
                                                    innymi słowami. A przy okazji zyskuję dodatkowe uzasadnienie dla mojej
                                                    decyzji o niewchodzenie z wami (myślę i o kociaku) w egzaminowanie. Ta droga
                                                    prowadzi zawsze donikąd i nie umożliwia rozwiązywania sporów.


                                                    A co do Twojego "nie" (co to Ci umknęło, a potem o tym "zapomniałeś") to nie
                                                    odpowiedziałeś w końcu, czy tamten cytat zawierał błąd, czy nie. Moim zdaniem, i
                                                    Ty to potwierdziłeś smile, nie zawierał. Tak więc wszystkie Twoje zarzuty są
                                                    niesłuszne.

                                                    > Lepiej zostaw tę entropię w spokoju

                                                    Chciałbyś? smile

                                                    Kiwaczek smile, zapisuję sobie w "ulubionych" link do tego posta. Jeśli kiedyś,
                                                    gdzieś będziesz się mnie czepiał w podobny sposób, to będę go podawał. Kto
                                                    zechce, ten sobie przeczyta i sam osądzi, a komu się nie będzie chciało, ten
                                                    będzie miał świadomość, że taki link istnieje.

                                                    Sprawę uważam za zakończoną. W tym wątku. Otworzę sobie nowy, w którym zajmę się
                                                    dowodami nieistnienia panów bogów i pań bogiń. Zapraszam Cię do niego. Już
                                                    wkrótce. Będzie mi miło. Ale miej na względzie, że dotychczasowa rozmowa z Tobą
                                                    sporo mnie nauczyła jak sobie radzić z erystyką, księże proboszczu. smile

                                                    > A jaśniej ?

                                                    A jaśniej będzie w tym nowym wątku.
                                                  • kiwaczek11 Re: Re: Re: Wracamy do źródła 13.12.09, 22:16
                                                    <<<
                                                    Ok. Co do entropii, to mówimy DOKŁADNIE to samo. Powtarzasz po mnie
                                                    innymi słowami.
                                                    >>>
                                                    Hehehehe, szczerze mówiąc takiego zakończenia się nie spodziewałem.
                                                    Chociaż powinienem. Co za krętacz ! Albo prawdziwy idiota.
                                                    Nie mówimy „dokładnie tego samego”. Mówimy zupełnie różne rzeczy, a
                                                    różnica jest fundamentalna. Jesteś niedoukiem. I nie powtarzam po
                                                    tobie. Po Tobie , to musiałem niestety posprzątać.

                                                    <<<
                                                    A przy okazji zyskuję dodatkowe uzasadnienie dla mojej
                                                    decyzji o niewchodzenie z wami (myślę i o kociaku) w egzaminowanie.
                                                    Ta droga
                                                    prowadzi zawsze donikąd i nie umożliwia rozwiązywania sporów.
                                                    >>>
                                                    I słusznie, bo przy Twoim poziomie wiedzy jesteś bez szans. Ta droga
                                                    prowadzi do nikąd i nie umożliwia rozwiązywanie sporów, tak, aby
                                                    Twoje, do czego dążysz za wszelką cenę, było na wierzchu.

                                                    <<<
                                                    A co do Twojego "nie" (co to Ci umknęło, a potem o
                                                    tym "zapomniałeś") to nie
                                                    odpowiedziałeś w końcu, czy tamten cytat zawierał błąd, czy nie.
                                                    Moim zdaniem, i
                                                    Ty to potwierdziłeś , nie zawierał. Tak więc wszystkie Twoje zarzuty

                                                    niesłuszne.
                                                    >>>
                                                    To śmieszne. Przyczepiłeś się do tego „nie” bo miałeś i pewnie masz
                                                    nadzieję, że znajdziesz tu jakąś lukę czy sprzeczność. Miałem
                                                    nadzieję, że to wyjaśniłem, chociaż takie oczekiwanie mogę mieć
                                                    tylko w stosunku do kogoś z ilorazem inteligencji większym niż IQ
                                                    krzesła.
                                                    Dobrze, wyjaśniam krok po kroku, a Ty żegnaj się powoli z Twoimi
                                                    nadziejami na kopanie mnie po kostkach.
                                                    Otóż:
                                                    Na Twoje pytanie :
                                                    „Czy wzrost nieuporządkowania NIE jest wzrostem
                                                    złożoności?”

                                                    odpowiedziałem :
                                                    „No przecież Ty tak twierdziłeś, od tego wzięła się cała
                                                    dyskusja.”


                                                    Odpowiedziałem tak bo przeczytałem to pośpiesznie jako:
                                                    „Czy wzrost nieuporządkowania ___ jest wzrostem
                                                    złożoności?”

                                                    a po chwili dostrzegłem to „NIE”, które w pierwszej chwili
                                                    przegapiłem.
                                                    Nie wnosi to nic istotnego poza tym, że Twoje pytanie z „NIE” brzmi
                                                    retorycznie, a Twoje pytanie bez „NIE” wygląda na to ,że się pytasz
                                                    i oczekujesz odpowiedzi.
                                                    Uznałem, że moją odpowiedź należy poprawić, aby nie wyszło z tego
                                                    qui pro quo. Bo jeśli przeczytać pytanie i moją pierwszą odpowiedź
                                                    jest możliwa taka interpretacja, że Ty twierdziłeś, że wzrost
                                                    nieuporządkowania NIE jest wzrostem złożoności, podczas gdy w
                                                    rzeczywistości twierdziłeś, że wzrost nieuporządkowania to wzrost
                                                    złożoności.
                                                    A to ( że tak twierdziłeś) można sprawdzić w
                                                    przywołanych linkach.
                                                    Dlatego w poście „--------Żle, wyjasnienie jescze raz-------„
                                                    napisałem po raz drugi odpowiedź taką, aby nie było wątpliwości co
                                                    twierdziłeś , czyli :
                                                    „Więc jeszcze raz. Twierdziłeś ,że wzrost nieuporządkowania ( w
                                                    rozumieniu
                                                    wzrostu entropii ) , to wzrost złożoności. I to zarzuciłem Ci w
                                                    cytacie.”


                                                    I tyle. Zadowolony? Pewnie nie, bo nie ma tu dziury w całym, której
                                                    usilnie szukałeś.
                                                    Napisałem to wyjaśnienie dla siebie, nie dla Ciebie. Dla siebie,
                                                    abym miał ten komfort jednoznaczności wypowiedzi. Nie dla Ciebie, bo
                                                    jestem pewien, że to co napisałem powyżej przekręcisz, wypaczysz
                                                    albo po prostu nie zrozumiesz. Ale to już mnie nie obchodzi.

                                                    <<<
                                                    >Lepiej zostaw tę entropię w spokoju
                                                    Chciałbyś?
                                                    Kiwaczek , zapisuję sobie w "ulubionych" link do tego posta. Jeśli
                                                    kiedyś,
                                                    gdzieś będziesz się mnie czepiał w podobny sposób, to będę go
                                                    podawał. Kto
                                                    zechce, ten sobie przeczyta i sam osądzi, a komu się nie będzie
                                                    chciało, ten
                                                    będzie miał świadomość, że taki link istnieje.
                                                    >>>
                                                    Świetnie, oszczędzisz mi szukania i czasu.
                                                  • kiwaczek11 Re: Instrukcje i oddziaływania 05.12.09, 02:44
                                                    Rozmowa z Tobą , to jak z dupą w nocy. Ja o chlebie , Ty o niebie.

                                                    <<<
                                                    Nie "według mnie". Fizycy już od bardzo dawna podejrzewali, że nie
                                                    ma wielu, a potem już dokładniej czterech, niezależnie od siebie
                                                    istniejących, oddziaływań i szukali takiego opisu matematycznego
                                                    fizyki, żeby wypływały one z jednego źródła.
                                                    >>>
                                                    W kontekście sporu o natychmiastowość oddziaływań nie rozmawiamy o
                                                    unifikacji czterech oddziaływań, bo czy to będą podzielone na cztery
                                                    rodzaje, czy te cztery okażą się tym samym, to cały czas są
                                                    oddziaływania.
                                                    Ty złapałeś się „przekazywania instrukcji” jako rzekomego
                                                    natychmiastowego oddziaływania. Ja poddałem pod wątpliwość samo
                                                    przekazywanie instrukcji i napisałem, że to, jak ma się coś
                                                    zachowywać to nie oddziaływanie , ale własność. I o tym rozmawiamy.
                                                    Nie mieszaj zakresów rozmowy.

                                                    <<<
                                                    > Tyle tylko ,że :
                                                    > 1. musiałoby istnieć „źródło” emisji instrukcji,

                                                    Dla mechaniki kwantowej i trzech oddziaływań już to "jedno" źródło
                                                    ustalono.
                                                    >>>
                                                    Co Ty pieprzysz? Jakie żródło??? Pisałem o źródle rzekomej emisji
                                                    instrukcji. Ty nagle wrzucasz tu jakieś „źródło” oddziaływań. A
                                                    jakie to źródło ustalono? Kiedy i gdzie? I kto? O czym Ty w ogóle
                                                    piszesz???

                                                    <<<
                                                    Dla połączenia TW z MK, czyli dodania do jednolitego,
                                                    matematycznego opisu wszystkiego próbuje się stosować teorie w
                                                    rodzaju teorii strun. I to jest fakt.
                                                    >>>
                                                    To jest fakt, że się próbuje.

                                                    <<<
                                                    ... czyli nie myślisz o samej matematyce, ale o jakichś siłach
                                                    nadprzyrodzonych.
                                                    >>>
                                                    Nie wystarczy myśleć o matematyce. Trzeba się trochę z nią
                                                    zaznajomić.

                                                    <<<
                                                    Jak coś może "uczestniczyć w przyrodzie" i być nad
                                                    nią? To jest nielogiczne.
                                                    >>>
                                                    No właśnie, przecież sam umieściłeś „Sztab główny” poza czasem. To
                                                    nie logiczne.

                                                    <<<
                                                    Jedyne, o czym wolno nam mówić to matematyczny opis świata.
                                                    >>>
                                                    Fetyszysta jesteś. Wymachujesz matematyką, a kiedy przyszło się
                                                    trochę wykazać – null. Jakoś nie mogłem się doczekać na matematyczny
                                                    opis Twoich głupot o zmienności i czasie.

                                                    <<<
                                                    > 2. aby taka instrukcja mogłaby być
                                                    > przekazana i miałaby być przekazana
                                                    > w ściśle określony sposób
                                                    > ( np. jednocześnie do wszystkich elementów ),
                                                    > musiałaby istnieć instrukcja nadrzędna
                                                    > przekazywania tych instrukcji
                                                    > ( nazwijmy je elementarnymi),
                                                    > która też musiałaby być przekazana skądś
                                                    > (?) do źródła emisji instrukcji elementarnych.

                                                    O czym mówisz? Ja myślę wyłącznie o unifikacji.
                                                    >>>
                                                    Mówię o Twojej paplaninie o przekazywaniu instrukcji jako rzekomym
                                                    przykładzie oddziaływań natychmiastowych. Ręce opadają. Unifikacja
                                                    czterech oddziaływań to nie ten temat!

                                                    <<<
                                                    > A ta znowu, jeśli miałaby być PRZEKAZYWANA,
                                                    > też musiałaby być przekazywana w jakiś określony
                                                    > sposób, czyli wg kolejnej nadrzędnej instrukcji.
                                                    > I mamy już niekończącą się matrioszkę.

                                                    Nie. Cztery oddziaływania wynikają z tej jednej, głównej,
                                                    unifikującej.
                                                    >>>
                                                    Jeśli chcesz polemizować, to weź Ty człowieku chociaż czytaj
                                                    dokładnie to , na co odpowiadasz.
                                                    Mam wrażenie , że gadam z kaczką.

                                                    <<<
                                                    > Co z tego wynika. Moim zdaniem instrukcje ,
                                                    > czy prawa fizyki nie są PRZEKAZYWANE jako
                                                    > instrukcje , lecz są WŁASNOŚCIĄ , naturą tych
                                                    > elementów.

                                                    Oczywiście, że są własnością tego algorytmu.
                                                    >>>
                                                    Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje sa własnością
                                                    algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”. Kućba mać!!! Co
                                                    za analfabeta!!!
                                                    No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.

                                                    <<<
                                                    Aby można było mówić o oddziaływaniach
                                                    > potrzebny jest drugi element ( co najmniej).
                                                    > WŁASNOŚĆ określa zachowanie się w różnych
                                                    > warunkach POJEDYNCZEGO elementu
                                                    > (np. jego stan podczas hipotetycznego
                                                    > całkowitego odosobnienia od innych elementów,
                                                    > czyli wtedy, kiedy nie uczestniczy w żadnych
                                                    > oddziaływaniach) i nie wymaga istnienia ,
                                                    > czy brania pod uwagę innych elementów, aby ta
                                                    > własność istniała, była określona.

                                                    Własności muszą istnieć cały czas, niezależnie od różnych
                                                    kontekstów, o których tu wspominasz. Istnieją zawsze.
                                                    >>>
                                                    Przeczytaj, przepraszam, przedukaj to analfabeto jeszcze raz i
                                                    wskaż, w którym miejscu uzależniłem ISTNIENIE własności „od różnych
                                                    kontekstów”.
                                                    Napisałem, ze własność nie wymaga istnienia innych elementów niż
                                                    ten, o którego własności mowa. Dla odróżnienia od oddziaływania,
                                                    które zachodzi kiedy istnieje drugi element ( lub wiele elementów).
                                                    A to , cały czas, w kontekście przekazywania instrukcji jako
                                                    rzekomego przykładu na oddziaływania natychmiastowe!!! Jeśli nie
                                                    kojarzysz, cofaj dwa posty wstecz, dopiero bierz się za odpowiadanie.

                                                    <<<
                                                    Dlatego Twój przykład na przekazywanie
                                                    > instrukcji jako rodzaj oddziaływania
                                                    > „natychmiastowego” jest chybiony.
                                                    > Bo to nie są oddziaływania.

                                                    W ogólniejszym rozumieniu są.
                                                    >>>
                                                    W jakim ogólniejszym? Chyba w takim, żeby jednak Twoje pływało na
                                                    wierzchu.

                                                    <<<
                                                    Ale moja intencja była nieco inna. Chciałem zwrócić waszą uwagę na
                                                    pewną właściwość świata, dla której nie ma osobnego terminu,
                                                    definicji, a która z naszej perspektywy
                                                    wygląda tak, jakby takie oddziaływania istniały.
                                                    >>>
                                                    No to masz szanse być autorem takiego terminu. Śmiało. Grgkh, my z
                                                    kociakiem mówimy o fizyce. Nie plącz się chłopcze pod nogami z
                                                    dziecięcymi fantazjami.

                                                    <<<
                                                    Zresztą każde z
                                                    czterech oddziaływań też ma inną, swoją naturę, działa na innym
                                                    poziomie,
                                                    >>>
                                                    A przed chwilą pisałeś, że to już jest „jedno”.

                                                    <<<
                                                    a łączy je wspólnota skutków. A ja też mówię o skutkach.
                                                    >>>
                                                    Taaaa... a jaka wspólnota skutków łączy oddziaływanie silne i
                                                    grawitację? Co to za wspólne skutki?
                                                  • grgkh Re: Instrukcje i oddziaływania +PS +PS2 05.12.09, 04:25
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Rozmowa z Tobą , to jak z dupą w nocy. Ja o chlebie , Ty o niebie.

                                                    Z Tobą identycznie. Z tym, że Ty zamiast argumentów używasz
                                                    wulgaryzmów. Trollujesz.

                                                    Co do oddziaływań, które kociak tu definiuje jako siły (to po to,
                                                    żebyś wiedział, jaka jest definicja, choć upierasz się, żeby to
                                                    nazywać "własnością") to te, o których mówię są natychmiastowe
                                                    ponieważ nie zależą od czasu.

                                                    > Nie mieszaj zakresów rozmowy.

                                                    Ja cały czas mówię o tym samym, a że czasem bez dygresji obyć się
                                                    nie może, i że Ty nie możesz nadążyć, to Twój problem.

                                                    > Co Ty pieprzysz?

                                                    Wkurzyłeś się, że Ci się sypie argumentacja?

                                                    > A jakie to źródło ustalono? Kiedy i gdzie?
                                                    > I kto? O czym Ty w ogóle piszesz???

                                                    MK i TW unifikują oddziaływania, każda dla siebie, a np. teoria
                                                    strun próbuje te dwie teorie wiązać ze sobą w całość. Wszechświat
                                                    jest jednością działającego algorytmu. Wszystkie prawa i wzory
                                                    pochodzą z jednego źródła.

                                                    Oddziaływania natychmiastowe dotyczą elementów Wszechświata w skali
                                                    mikro o makro, które zanim zmienność będzie ich dotyczyła,
                                                    niezależnie od swego położenia wiedzą o ile się będą musiały
                                                    zmienić. Ta zmiana wynika z tego jednego algorytmu opisującego cały
                                                    Wszechświat.

                                                    Dlaczego mówię, że te elementy "wiedzą"? Ponieważ ten proces
                                                    przekazania wiedzy (informacji) musi się odbywać natychmiast i poza
                                                    czasem, którym my opisujemy potem skutek tych zmian wielkościami
                                                    fizycznymi pochodnymi, już od czasu uzależnionymi.

                                                    > Nie wystarczy myśleć o matematyce. Trzeba się trochę z nią
                                                    > zaznajomić.

                                                    A masz jakieś przesłanki, że napisałem coś, co byłoby niezgodne z
                                                    matematyką? smile Trzeba było podać cytat.

                                                    > <<<
                                                    > Jak coś może "uczestniczyć w przyrodzie" i być nad
                                                    > nią? To jest nielogiczne.
                                                    > >>>

                                                    > No właśnie, przecież sam umieściłeś „Sztab główny” poza czasem. To
                                                    > nie logiczne.

                                                    U mnie wszystko jest jednością. Zastrzeżenie dotyczy Twojej
                                                    wypowiedzi.

                                                    Według mnie nie ma niczego poza algorytmem Wszechświata. Jest tylko
                                                    podział na matematyczny opis "mającej nastąpić zmienności elementu
                                                    " oraz na "informacje o zmianach, które juz wcześniej miały
                                                    miejsce, a którym można przypisać wielkość zmienności w zależności
                                                    od parametru czasu
                                                    ". Ten drugi element może być także
                                                    przedmiotem naszych spekulacji związanych ze wzorami przypisywanymi
                                                    poszczególnym zjawiskom fizycznym. Wszystko jest jak najbardziej
                                                    zgodne z tym, co mówią fizycy.

                                                    > Fetyszysta jesteś. Wymachujesz matematyką, a kiedy przyszło się
                                                    > trochę wykazać – null. Jakoś nie mogłem się doczekać na
                                                    > matematyczny opis Twoich głupot o zmienności i czasie.

                                                    Ogranicz bluzganie. Jeśli znasz wzory fizyczne, to wiesz o jakie mi
                                                    chodzi. Jeśli ich nie znasz, to podawanie ich i tak nic nie da.

                                                    > Mówię o Twojej paplaninie o przekazywaniu instrukcji jako rzekomym
                                                    > przykładzie oddziaływań natychmiastowych. Ręce opadają. Unifikacja
                                                    > czterech oddziaływań to nie ten temat!

                                                    Ogranicz bluzganie. Mówisz nie na temat, a sam odpowiedzi nie
                                                    potrafisz dać. Jakie przekazywanie instrukcji? Twój szef Ci ich nie
                                                    przekazał?

                                                    > Jeśli chcesz polemizować, to weź Ty człowieku chociaż czytaj
                                                    > dokładnie to , na co odpowiadasz.
                                                    > Mam wrażenie , że gadam z kaczką.

                                                    Nadal to samo. Twoje komentarze to niemal wyłącznie bluzgi i
                                                    pomówienia.

                                                    > Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    > ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje sa własnością
                                                    > algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”.

                                                    Nie przypisuj mi tego, czego nie powiedziałem. To "błędne kółko
                                                    graniaste" jest Twojej produkcji. smile

                                                    > Kućba mać!!! Co za analfabeta!!!
                                                    > No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.

                                                    Opanuj się, kiwaczek. Co z Twoimi emocjami się dzieje? Ktoś, kto w
                                                    ten sposób dyskutuje, pokazuje swoją słabość. Gdybyś miał
                                                    rzeczywisty argument, to byś go podał cytując W CAŁOŚCI tekst, do
                                                    którego się to odnosi. Twoja radosna twórczość z wymyślaniem co
                                                    powiedziałem nie uczyni z Ciebie mającego rację. smile

                                                    > Przeczytaj, przepraszam, przedukaj to analfabeto jeszcze raz i
                                                    > wskaż, w którym miejscu uzależniłem ISTNIENIE własności „od
                                                    > różnych kontekstów”.

                                                    Znów Cię coś roznosi, bo bez powodu i sensu bluzgasz. Czy Ty sobie
                                                    myślisz, że mnie tym wystraszysz? smile Kiwaczek, czy ty przypadkiem
                                                    nie masz jakichś problemów ze swoją psychiką? Może coś na
                                                    uspokojenie? Byłeś ostatnio u lekarza?

                                                    O kontekstach to napisałem ja. Nie mogłem? Zakazujesz mi? wink A
                                                    konteksty to "wycinanie" hipotetycznie wyizolowanych fragmentów z
                                                    całego Wszechświata. Sam mówisz, że "Aby można było mówić o
                                                    oddziaływaniach potrzebny jest drugi element ( co najmniej)
                                                    ".
                                                    Ale naprawdę, to nigdy takiej izolacji nie ma. A więc wycinając
                                                    różne fragmenty Wszechświata (konteksty) musimy się decydować na
                                                    zaokrąglenia i przybliżenia, które tam mogą się pojawiać.

                                                    > <<<
                                                    > > Dlatego Twój przykład na przekazywanie
                                                    > > instrukcji jako rodzaj oddziaływania
                                                    > > „natychmiastowego” jest chybiony.
                                                    > > Bo to nie są oddziaływania.

                                                    > W ogólniejszym rozumieniu są.
                                                    > >>>
                                                    > W jakim ogólniejszym?
                                                    > Chyba w takim, żeby jednak Twoje pływało na wierzchu.

                                                    Powtarzam, jeśli to do Ciebie nie dociera. Jeśli dwa (co najmniej)
                                                    elementy Wszechświata mają się zmienić (ale przecież powiązania
                                                    dotyczą wszystkich) to muszą wiedzieć jaka to ma być zmiana.
                                                    Ta "wiedza" (informacja), dotycząca tych elementów bez względu na
                                                    ich lokalizację, zanim będzie dotyczył ich czas, zanim ta zmienność
                                                    się rozpocznie, jest oddziaływaniem natychmiastowym.

                                                    Natychmiastowym, bo odbywa się równocześnie dla całego Wszechświata.

                                                    A oddziaływaniem, bo będzie skutkowało zmiennością, którą
                                                    przypisujemy oddziaływaniom.

                                                    > <<<
                                                    > Ale moja intencja była nieco inna. Chciałem zwrócić waszą uwagę na
                                                    > pewną właściwość świata, dla której nie ma osobnego terminu,
                                                    > definicji, a która z naszej perspektywy
                                                    > wygląda tak, jakby takie oddziaływania istniały.
                                                    > >>>
                                                    > No to masz szanse być autorem takiego terminu. Śmiało. Grgkh, my z
                                                    > kociakiem mówimy o fizyce. Nie plącz się chłopcze pod nogami z
                                                    > dziecięcymi fantazjami.

                                                    Nie chodzi o termin, ale o rozumienie fizyki. Nie podważyliście,
                                                    chłopcy, mojego rozumowania. Ale wściekacie się, jakbym wam cnotę
                                                    gwałtem odebrał. smile

                                                    > Taaaa... a jaka wspólnota skutków łączy oddziaływanie silne i
                                                    > grawitację? Co to za wspólne skutki?

                                                    Nie wiesz? Ooo... smile Wstyd, kiwaczek. Może teoria strun lub coś
                                                    podobnego? Po prostu zmienność stanu Wszechświata.

                                                    PS. Kiedyś rozmawialiśmy o entropii Shannona. Twierdziłeś, że może
                                                    być ujemna. Czy mógłbyś w końcu zdradzić, kiedy tak jest? Wiesz, to
                                                    pewnie zaraz powiesz... Czekam. smile

                                                    PS2. Kiwaczek, błagam Cię, przestań używać bluzgów zamiast porządnej
                                                    argumentacji. Zachowujesz się jak najgorszy troll, który nie ma nic
                                                    do powiedzenia. A może naprawdę tak jest? smile
                                                  • kiwaczek11 Re: +PS +PS2 - cz.1 05.12.09, 15:52
                                                    Twoja bezczelność w przekręcaniu, mataczeniu i ślizganiu sięga
                                                    szczytów.

                                                    <<<
                                                    Co do oddziaływań, które kociak tu definiuje jako siły (to po to,
                                                    żebyś wiedział, jaka jest definicja, choć upierasz się, żeby to
                                                    nazywać "własnością") to te, o których mówię są natychmiastowe
                                                    ponieważ nie zależą od czasu.
                                                    >>>
                                                    Po pierwsze.
                                                    Własnością nie nazywam oddziaływania. Nie przypisuj mi czegoś, czego
                                                    nie pisałem. To Ty nazwałeś oddziaływaniem PRZEKAZYWANIE informacji,
                                                    jak dany element ma się zachowywać. Ja pisałem, że ta informacja, ta
                                                    wiedza , nie jest PRZEKAZYWANA, ale jest własnością elementów. I nie
                                                    jest to więc (to rzekome przekazywanie) oddziaływanie, w rozumieniu
                                                    fizyki. Nie wiesz na czym polegają oddziaływania, to poczytaj.
                                                    Po drugie.
                                                    Określenie „natychmiastowe” jest ściśle związane z
                                                    parametrem „czas”. Natychmiastowe oznacza tyle, że czas opóźnienia
                                                    równy jest zero.
                                                    Tylko kretyn może mówić, że „natychmiastowe” to to, co nie zawiera
                                                    parametru czas. A tak pisałes, jakoby „wzory” nie zawierające
                                                    parametru „czas” opisywały oddziaływania natychmiastowe. Bez
                                                    parametru „czas” nie można w ogóle snuć rozważań pod
                                                    kątem „natychmiastowości”. Jeśli tego nie rozumiesz, to szkoda
                                                    Twojego drogocennego czasu na dyskusje o zagadnienia , o których nie
                                                    masz zielonego pojęcia.

                                                    <<<
                                                    > Nie mieszaj zakresów rozmowy.

                                                    Ja cały czas mówię o tym samym, a że czasem bez dygresji obyć się
                                                    nie może, i że Ty nie możesz nadążyć, to Twój problem.
                                                    >>>
                                                    To nie jest kwestia nadążania. To erystyczny sposób prowadzenia
                                                    dyskusji. Pozbywanie się wspólnego mianownika (dyskusji, nie
                                                    dyskutantów, bo wątpię , aby między nami był jakiś wspólny
                                                    mianownik) sugerując jednocześnie, że ten wspólny mianownik cały
                                                    czas jest.

                                                    <<<
                                                    > A jakie to źródło ustalono? Kiedy i gdzie?
                                                    > I kto? O czym Ty w ogóle piszesz???

                                                    MK i TW unifikują oddziaływania, każda dla siebie, a np. teoria
                                                    strun próbuje te dwie teorie wiązać ze sobą w całość. Wszechświat
                                                    jest jednością działającego algorytmu. Wszystkie prawa i wzory
                                                    pochodzą z jednego źródła.
                                                    >>>]
                                                    Unifikacja teorii ma na celu umożliwienie opisywania czterech
                                                    oddziaływań w obrębie jednej teorii. Ustalenie żródła, to określenie
                                                    skąd takie a nie inne prawa pochodzą. Mieszasz jedno z drugim.
                                                    Napisz więc, kiedy USTALONO to źródło, kto je ustalił i
                                                    najważniejsze, czym jest to USTALONE ( nie wg Ciebie, ale wg fizyki)
                                                    żródło.

                                                    <<<
                                                    Oddziaływania natychmiastowe dotyczą elementów Wszechświata w skali
                                                    mikro o makro, które zanim zmienność będzie ich dotyczyła,
                                                    niezależnie od swego położenia wiedzą o ile się będą musiały
                                                    zmienić. Ta zmiana wynika z tego jednego algorytmu opisującego cały
                                                    Wszechświat.
                                                    >>>
                                                    To wynika z właściwości elementu, a nie z ciągłego przekazywania
                                                    instrukcji, gdzieś „poza czasem”. Gdyby było tak jak piszesz, nie
                                                    potrzebny byłby Ci kod genetyczny, ale wielka antena na plecach do
                                                    odbioru instrukcji. W luźnym porównaniu.
                                                    A właściwość nie jest oddziaływaniem.

                                                    <<<
                                                    > Jak coś może "uczestniczyć w przyrodzie" i być nad
                                                    > nią? To jest nielogiczne.
                                                    > >>>
                                                    > No właśnie, przecież sam umieściłeś „Sztab główny” poza czasem. To
                                                    > nie logiczne.
                                                    U mnie wszystko jest jednością. Zastrzeżenie dotyczy Twojej
                                                    wypowiedzi.
                                                    >>>
                                                    Ty chciałbys, aby tak było ( na potrzeby Twoich urojeń). Jednak
                                                    wynika z tego zupełnie coś innego. Bo skoro coś jest „poza czasem”
                                                    (Sztab główny), to jest tez coś „nie poza czasem”. Jak mniemam
                                                    świat. Jeśłi jest takie rozróżnienie, to w oczywisty sposób nie jest
                                                    to jedno.
                                                    Zaskoczony???

                                                    <<<
                                                    Według mnie nie ma niczego poza algorytmem Wszechświata. Jest tylko
                                                    podział na matematyczny opis "mającej nastąpić zmienności elementu
                                                    " oraz na "informacje o zmianach, które juz wcześniej miały
                                                    miejsce, a którym można przypisać wielkość zmienności w zależności
                                                    od parametru czasu". Ten drugi element może być także
                                                    przedmiotem naszych spekulacji związanych ze wzorami przypisywanymi
                                                    poszczególnym zjawiskom fizycznym. Wszystko jest jak najbardziej
                                                    zgodne z tym, co mówią fizycy.
                                                    >>>
                                                    Ale czego to ma dowodzić w kontekście oddziaływań natychmiastowych?
                                                    Znów skaczesz z kwiatka na kwiatek. Dygresje??? Po co? Nie zaśmiecaj
                                                    dyskusji.

                                                    <<<
                                                    Fetyszysta jesteś. Wymachujesz matematyką, a kiedy przyszło się
                                                    > trochę wykazać – null. Jakoś nie mogłem się doczekać na
                                                    > matematyczny opis Twoich głupot o zmienności i czasie.
                                                    Ogranicz bluzganie. Jeśli znasz wzory fizyczne, to wiesz o jakie mi
                                                    chodzi. Jeśli ich nie znasz, to podawanie ich i tak nic nie da.
                                                    >>>
                                                    Bezczelny krętaczu, podaj choć jeden. Znasz choć jeden? Rozumiesz
                                                    choć jeden?
                                                    A gdzie Ty tu widzisz bluzganie???

                                                    <<
                                                    > Mówię o Twojej paplaninie o przekazywaniu instrukcji jako rzekomym
                                                    > przykładzie oddziaływań natychmiastowych. Ręce opadają. Unifikacja
                                                    > czterech oddziaływań to nie ten temat!
                                                    Ogranicz bluzganie. Mówisz nie na temat, a sam odpowiedzi nie
                                                    potrafisz dać. Jakie przekazywanie instrukcji? Twój szef Ci ich nie
                                                    przekazał?
                                                    >>>
                                                    To już przechodzi wszelkie granice. To Ty przecież pisałeś o
                                                    przekazywaniu instrukcji , jako oddziaływaniu natychmiastowym. I
                                                    jaką niby miałbym dać odpowiedź? Na jakie pytanie???
                                                    Przecież to są Tworki jakieś.
                                                    I gdzie Ty tu widzisz bluzganie. Przestań mi zarzucać czegoś czego
                                                    nie ma ( przynajmniej w danym cytacie).

                                                    <<<
                                                    > Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    > ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje są własnością
                                                    > algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”.

                                                    Nie przypisuj mi tego, czego nie powiedziałem. To "błędne kółko
                                                    graniaste" jest Twojej produkcji.
                                                    >>>
                                                    Które właśnie wynika z tego co napisałeś. Cofnij się do postu i
                                                    przeczytaj jeszcze raz sam siebie.

                                                    <<<
                                                    Opanuj się, kiwaczek. Co z Twoimi emocjami się dzieje? [...] Gdybyś
                                                    miał
                                                    rzeczywisty argument, to byś go podał cytując W CAŁOŚCI tekst, do
                                                    którego się to odnosi.
                                                    >>>
                                                    Proszę bardzo, cytuję całość:
                                                    <<<<<<<<<<<<<<
                                                    <<<
                                                    > Co z tego wynika. Moim zdaniem instrukcje ,
                                                    > czy prawa fizyki nie są PRZEKAZYWANE jako
                                                    > instrukcje , lecz są WŁASNOŚCIĄ , naturą tych
                                                    > elementów.

                                                    Oczywiście, że są własnością tego algorytmu.
                                                    >>>
                                                    Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje sa własnością
                                                    algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”. Kućba mać!!! Co
                                                    za analfabeta!!!
                                                    No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.
                                                    >>>>>>>>>>>>>>>

                                                    Dyskusja z Tobą jest tego rodzaju:
                                                    - samochód jest czerwony
                                                    - oczywiście , że samolot jest czerwony

                                                    Powtórzę , Monty Python wymięka.

                                                    <<<
                                                    O kontekstach to napisałem ja. Nie mogłem? Zakazujesz mi? A
                                                    konteksty to "wycinanie" hipotetycznie wyizolowanych fragmentów z
                                                    całego Wszechświata. Sam mówisz, że "Aby można było mówić o
                                                    oddziaływaniach potrzebny jest drugi element ( co najmniej)".
                                                    Ale naprawdę, to nigdy takiej izolacji nie ma.
                                                    >>>
                                                    Żadne ‘wycinanie” kontekstów i żadna izolacja. Nie jest to istotne w
                                                    tym co pisałem. Pisałem o różnicy między pojęciem oddziaływań, a
                                                    pojęciem właściwości ( czy własności).
                                                    Aby mogło zajść oddziaływanie muszą być co najmniej dwa elementy.
                                                    Własność posiada pojedynczy element, nie zależnie od tego, czy jest
                                                    wyizolowany czy nie, i czy w jego otoczeniu jest drugi element czy
                                                  • kiwaczek11 Re: +PS +PS2 - cz.2 05.12.09, 15:53
                                                    <<<
                                                    Jeśli dwa (co najmniej) elementy Wszechświata mają się zmienić (ale
                                                    przecież powiązania
                                                    dotyczą wszystkich) to muszą wiedzieć jaka to ma być zmiana.
                                                    Ta "wiedza" (informacja), dotycząca tych elementów bez względu na
                                                    ich lokalizację, zanim będzie dotyczył ich czas, zanim ta zmienność
                                                    się rozpocznie, jest oddziaływaniem natychmiastowym.
                                                    >>>
                                                    A ja powtarzam, że „wiedza” ta wynika z właściwości elementu, a nie
                                                    z „uprzedniego przekazania informacji”. A właściwość nie jest
                                                    oddziaływaniem.
                                                    Ale nawet, jeśli przyjąć , że przed rozpoczęciem się każdej zmiany
                                                    do elementu przekazywana jest instrukcja, a to sam przekaz ,
                                                    traktowany już tutaj jako oddziaływanie, wymaga nośnika informacji,
                                                    podobnie , jak oddziaływania wymagają nośników oddziaływań. Aby
                                                    nośnik informacji pokonywał jakikolwiek dystans natychmiastowo,
                                                    czyli z czasem przebycia dystansu równym zero ( jeszcze raz
                                                    przypomnę : natychmiastowość , to czas opóźnienia t=0, a nie
                                                    pominięcie parametru „czas” !!!), to prędkość tego nośnika musiałaby
                                                    mieć nieskończoną wartość. O ile są próby wykazania , że coś może
                                                    poruszać się z prędkością większą niż światło, to i tak jest to
                                                    wartość skończona. A więc czas opóźnienia , jakkolwiek krótki by nie
                                                    był, nie jest zerowy. Nie ma więc mowy o natychmiastowości.
                                                    Piszę o tym ostatni raz, nie mam zamiaru brać udziału w dozgonnych
                                                    przepychankach z niedoukiem.

                                                    <<<
                                                    Nie chodzi o termin, ale o rozumienie fizyki. Nie podważyliście,
                                                    chłopcy, mojego rozumowania. Ale wściekacie się, jakbym wam cnotę
                                                    gwałtem odebrał.
                                                    >>>
                                                    Może są jakieś inne „fizyki”, bo tej powszechnie znanej i dostępnej
                                                    nie znasz, nie mówiąc o rozumieniu.
                                                    <<<
                                                    > Taaaa... a jaka wspólnota skutków łączy oddziaływanie silne i
                                                    > grawitację? Co to za wspólne skutki?

                                                    Nie wiesz? Ooo... Wstyd, kiwaczek. Może teoria strun lub coś
                                                    podobnego? Po prostu zmienność stanu Wszechświata.
                                                    >>>
                                                    A to bystrzak! Po co się tęgie głowy latami łamią nad M-teoriami,
                                                    skoro Ty w prosty i przejrzysty sposób dokonałeś zjednoczenia,
                                                    unifikacji oddziaływań. Gratuluję! Nareszcie przełom w fizyce.

                                                    <<<
                                                    PS. Kiedyś rozmawialiśmy o entropii Shannona. Twierdziłeś, że może
                                                    być ujemna. Czy mógłbyś w końcu zdradzić, kiedy tak jest? Wiesz, to
                                                    pewnie zaraz powiesz... Czekam.
                                                    >>>
                                                    Czekasz???? To ja czekam, bo to Ty zacząłeś wymachiwać entropią
                                                    Shannona, jako ekwiwalentem entropii fizycznej. Skoro jej używałeś,
                                                    to powinieneś wiedzieć , co to jest. A skoro tak, powinieneś
                                                    wiedzieć, czy może być ujemna, czy nie, i dlaczego tak, a dlaczego
                                                    nie.
                                                    Ja Cię edukował nie będę. Edukacja kosztuje , chłopcze.
                                                    Motyw z entropią Shannona, to tylko jeden z przykładów na Twoją
                                                    ignorancję. Rzucasz terminami i pojęciami , których nie znasz lub/i
                                                    nie rozumiesz. I na ich podstawie budujesz swoje śmiechu warte
                                                    teoryjki.
                                                    Wszystko byłoby ok., gdybyś nie wytykał bezpodstawnie ludziom
                                                    nieznajomości tego, tamtego, owego, będąc jednocześnie kompletnym
                                                    ignorantem. A jestem pewien, że robisz to celowo. To perfidny chwyt
                                                    erystyczny. Jak pisałem, nie bez kozery słowo erystyka, to jedno z
                                                    Twoich ulubionych.




                                                  • grgkh Re: +PS +PS2 - cz.2 06.12.09, 18:31
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > Jeśli dwa (co najmniej) elementy Wszechświata mają się zmienić
                                                    > > (ale przecież powiązania dotyczą wszystkich) to muszą wiedzieć
                                                    > > jaka to ma być zmiana.
                                                    > > Ta "wiedza" (informacja), dotycząca tych elementów bez względu
                                                    > > na ich lokalizację, zanim będzie dotyczył ich czas, zanim ta
                                                    > > zmienność się rozpocznie, jest oddziaływaniem natychmiastowym.
                                                    > >>>

                                                    > A ja powtarzam, że „wiedza” ta wynika z właściwości elementu,
                                                    > a nie z „uprzedniego przekazania informacji”.
                                                    > A właściwość nie jest oddziaływaniem.

                                                    Nie. To jest oddziaływanie. Jeszcze w fazie, w której nie widzimy z naszej
                                                    perspektywy jego skutków, ale jest tym samym oddziaływaniem, którego skutki
                                                    później dotrą do nas. Najpierw musi być powiązanie właściwości elementów
                                                    Wszechświata poprzez coś, co można zapisać wzorem matematycznym. Coś co zadziała
                                                    dopiero. Nie właściwość, ale wzór, reguła, sposób zmienności. Dotyczy on
                                                    JEDNOCZEŚNIE całego Wszechświata. Dla nas ta jednoczesność jest
                                                    natychmiastowością ponieważ żaden element nie jest uprzywilejowany w kolejności,
                                                    wszystkie są traktowane identycznie względem czasu, którego nie da się przypisać
                                                    wartościowo zmiennościom tych właściwości.

                                                    A co do właściwości, to polecam Ci odrobinę kontaktu z informatykę. Poczytaj
                                                    sobie, co tam nazywamy właściwościami, a co jest algorytmem i czy można w taki
                                                    sposób prowadzić przeliczenia na macierzach (jakimś obszarze pamięci), by
                                                    uzyskiwać zmianę całości tej macierzy. Wystarczy, że odczyt jej zawartości
                                                    będzie się odbywał sekwencyjnie, jako całości, np. w momencie zakończenia
                                                    pełnego cyklu rekurencyjnego.

                                                    Właściwość to coś zupełnie innego niż algorytm lub jego fragment.

                                                    > to prędkość tego nośnika musiałaby
                                                    > mieć nieskończoną wartość.

                                                    Nieprawda, kiwaczku. Wystarczy, że nie będziemy mieli dostępu do podprogramu,
                                                    który obsługuje zmienność każdego element kolejno, jeden po drugim, lub ta
                                                    zmienność będzie się odbywała na jakimś, nam niedostępnym do podglądu etapie,
                                                    równolegle. Ale możliwe są i inne rozwiązania.

                                                    W końcu przecież wszystko jest iluzją. Dlaczego więc mielibyśmy widzieć to, co
                                                    jest z założenia, ze swojej matematycznej natury nie przeznaczone "do wyświetlania"?

                                                    > <<<
                                                    > > Nie chodzi o termin, ale o rozumienie fizyki.
                                                    > > Nie podważyliście, chłopcy, mojego rozumowania.
                                                    > > Ale wściekacie się, jakbym wam cnotę gwałtem odebrał.
                                                    > >>>
                                                    > Może są jakieś inne „fizyki”, bo tej powszechnie znanej i dostępnej

                                                    Nie. Ale fizyka NIGDY nie będzie zamknięta. A to, co jest w niej nigdy nie może
                                                    być traktowane jako na zawsze pewne. Fizyka jest zbiorem spekulacji
                                                    potwierdzanych doświadczalnie. A mojego rozumowania naprawdę nie podważyliście.

                                                    > Nie wiesz? Ooo... Wstyd, kiwaczek. Może teoria strun lub coś
                                                    > podobnego? Po prostu zmienność stanu Wszechświata.
                                                    > >>>
                                                    > A to bystrzak! Po co się tęgie głowy latami łamią nad M-teoriami,

                                                    M-teoria wywodzi się właśnie z teorii strun. Przypominam Ci o tym, bo być może
                                                    tego nie pamiętasz lub w ogóle nie wiesz.

                                                    > <<<
                                                    > PS. Kiedyś rozmawialiśmy o entropii Shannona. Twierdziłeś, że może
                                                    > być ujemna. Czy mógłbyś w końcu zdradzić, kiedy tak jest? Wiesz, to
                                                    > pewnie zaraz powiesz... Czekam.
                                                    > >>>
                                                    > Czekasz???? To ja czekam, bo to Ty zacząłeś wymachiwać entropią
                                                    > Shannona, jako ekwiwalentem entropii fizycznej. Skoro jej używałeś,
                                                    > to powinieneś wiedzieć , co to jest.

                                                    I wiem. To Ty mi zarzuciłeś, że istnieje przypadek, o którym nie wiem. Wyjątek.
                                                    wink Podobno. To według Ciebie entropia Shannona może maleć. Przyznam, że nie
                                                    wydawało mi się to w ogóle zgodne z jej definicją. A teraz poproszę o konkret -
                                                    egzaminuję Twoja wiedzę. Jeśli nie potrafisz tego, SWOJEGO, stwierdzenia
                                                    udowodnić, to będzie znaczyło, że nie znasz tematu. Nie ja, ale Ty... smile
                                                    Rozliczam Cię z kolejnych pomówień i całej jakości Twojej wiedzy. Może ja czegoś
                                                    nie wiedziałem, a może Ty? Czekam...

                                                    > Motyw z entropią Shannona, to tylko jeden z przykładów na Twoją
                                                    > ignorancję.

                                                    Chcę to do końca wyjaśnić. Czekam.

                                                    > Wszystko byłoby ok., gdybyś nie wytykał bezpodstawnie ludziom
                                                    > nieznajomości tego, tamtego, owego, będąc jednocześnie kompletnym
                                                    > ignorantem.

                                                    Pewnie, że może mi się zdarzyć jakiś błąd, luka w wiedzy. Nie jestem omnibusem.
                                                    Ale na logice się znam dobrze. I, taką mam nadzieję smile, że kompletnym ignorantem
                                                    nie jestem. Udowodnij to kiwaczku. Najpierw Shannon. Ale to nie jest koniec. Mam
                                                    jeszcze parę podobnych wątpliwości. W swoim czasie do nich wrócę. wink Na razie
                                                    śpij spokojnie. smile

                                                    > A jestem pewien, że robisz to celowo.

                                                    Robię to celowo. Dążę do prawdy.

                                                    > To perfidny chwyt erystyczny.

                                                    O, kurczę... Od razu perfidny... smile

                                                    > Jak pisałem, nie bez kozery słowo erystyka, to jedno z
                                                    > Twoich ulubionych.

                                                    Nauczyłem się ją rozpoznawać i coraz lepiej sobie radzę w jej odkrywaniu i
                                                    neutralizowaniu u moich oponentów.

                                                    Jak widzisz, zaprzestałem ataków personalnych. Bo jest to erystyka. Nie chcę jej
                                                    u innych, a więc wyeliminowałem ją u siebie. Radzę Ci zrobić to samo. Erystyka
                                                    jest nieskuteczna, gdy jej zasady są znane obu dyskutującym stronom. Wiesz o
                                                    tym? Nie wiesz. Jeszcze. To Ci to mówię. Ucz się, kiwaczek. Ode mnie się ucz.
                                                  • kiwaczek11 Re: +PS +PS2 - cz.1 a , bo ucięło 05.12.09, 15:56
                                                    <<<
                                                    Opanuj się, kiwaczek. Co z Twoimi emocjami się dzieje? [...] Gdybyś
                                                    miał
                                                    rzeczywisty argument, to byś go podał cytując W CAŁOŚCI tekst, do
                                                    którego się to odnosi.
                                                    >>>
                                                    Proszę bardzo, cytuję całość:
                                                    <<<<<<<<<<<<<<
                                                    <<<
                                                    > Co z tego wynika. Moim zdaniem instrukcje ,
                                                    > czy prawa fizyki nie są PRZEKAZYWANE jako
                                                    > instrukcje , lecz są WŁASNOŚCIĄ , naturą tych
                                                    > elementów
                                                    .

                                                    Oczywiście, że są własnością tego algorytmu.
                                                    >>>
                                                    Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje sa własnością
                                                    algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”. Kućba mać!!! Co
                                                    za analfabeta!!!
                                                    No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.
                                                    >>>>>>>>>>>>>>>

                                                    Dyskusja z Tobą jest tego rodzaju:
                                                    - samochód jest czerwony
                                                    - oczywiście , że samolot jest czerwony

                                                    Powtórzę , Monty Python wymięka.

                                                    <<<
                                                    O kontekstach to napisałem ja. Nie mogłem? Zakazujesz mi? A
                                                    konteksty to "wycinanie" hipotetycznie wyizolowanych fragmentów z
                                                    całego Wszechświata. Sam mówisz, że "Aby można było mówić o
                                                    oddziaływaniach potrzebny jest drugi element ( co najmniej)".
                                                    Ale naprawdę, to nigdy takiej izolacji nie ma.
                                                    >>>
                                                    Żadne ‘wycinanie” kontekstów i żadna izolacja. Nie jest to istotne w
                                                    tym co pisałem. Pisałem o różnicy między pojęciem oddziaływań, a
                                                    pojęciem właściwości ( czy własności).
                                                    Aby mogło zajść oddziaływanie muszą być co najmniej dwa elementy.
                                                    Własność posiada pojedynczy element, nie zależnie od tego, czy jest
                                                    wyizolowany czy nie, i czy w jego otoczeniu jest drugi element czy
                                                    nie.
                                                    No pismo obrazkowe trzeba uruchomić chyba.
                                                  • grgkh Re: +PS +PS2 - cz.1 a , bo ucięło 06.12.09, 19:12
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Nie napisałem ,że są własnością algorytmu, ale własnością
                                                    > ELEMENTÓW . Instrukcja to algorytm. „Instrukcje sa własnością
                                                    > algorytmu, a algorytm jest własnością instrukcji”.
                                                    > Kućba mać!!! Co za analfabeta!!!
                                                    > No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.

                                                    1) Instrukcja to algorytm.
                                                    2) Instrukcje sa własnością algorytmu,
                                                    3) a algorytm jest własnością instrukcji.

                                                    Niby to samo, tożsamość (1). Ale jednocześnie co innego: (2) i (3). Jest w tym
                                                    jakaś logika? Czy możesz się z tego wytłumaczyć?

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Algorytm
                                                    Algorytm – w matematyce oraz informatyce skończony, uporządkowany ciąg jasno
                                                    zdefiniowanych czynności, koniecznych do wykonania pewnego rodzaju zadań.

                                                    pl.wikipedia.org/wiki/Instrukcja_%28informatyka%29
                                                    Instrukcja - w programowaniu jest to najmniejszy samodzielny element
                                                    imperatywnego języka programowania. Program jest tworzony jako zbiór różnych
                                                    instrukcji. Instrukcja może zawierać wewnętrzne komponenty (np. wyrażenia).

                                                    Co myślisz o tych definicjach? Są prawdziwe czy fałszywe, i czy prawdziwe są
                                                    Twoje wyobrażenia o nich?
                                                    ________

                                                    A co ma do tego Monty Python? Poproszę dokładnie, bo nie widzę związku, choć
                                                    patrzę i patrzę, i patrzę w ekran...

                                                    Analfabeta nie zna liter, nie potrafi czytać, pisać. Naprawdę uważasz, że taki
                                                    jestem?

                                                    A kto to jest kućba mać? Czy myślisz o swojej maci? A może o boskiej lub jakiejś
                                                    innej? Poproszę dokładniej, bo znów patrzę i nie widzę związku. Czy często
                                                    zdarza Ci się pisać nie na temat? Jak często? Walczysz z tym, czy będziesz świat
                                                    zadręczał aż do śmierci swoją wadą?
                                                  • grgkh Czego Ty się boisz, kiwaczek? ;) 05.12.09, 17:27
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Twoja bezczelność w przekręcaniu, mataczeniu i ślizganiu sięga
                                                    > szczytów.

                                                    > Tylko kretyn może mówić,

                                                    > Jeśli tego nie rozumiesz, to szkoda
                                                    > Twojego drogocennego czasu na dyskusje
                                                    > o zagadnienia , o których nie
                                                    > masz zielonego pojęcia.

                                                    > > Nie mieszaj zakresów rozmowy.

                                                    > To erystyczny sposób prowadzenia
                                                    > dyskusji. Pozbywanie się wspólnego mianownika (dyskusji, nie
                                                    > dyskutantów, bo wątpię , aby między nami był jakiś wspólny
                                                    > mianownik) sugerując jednocześnie, że ten wspólny mianownik cały
                                                    > czas jest.

                                                    > Ty chciałbys, aby tak było ( na potrzeby Twoich urojeń).

                                                    > Fetyszysta jesteś. Wymachujesz matematyką, a kiedy przyszło się
                                                    > > trochę wykazać – null. Jakoś nie mogłem się doczekać na
                                                    > > matematyczny opis Twoich głupot o zmienności i czasie.

                                                    > Bezczelny krętaczu, podaj choć jeden. Znasz choć jeden? Rozumiesz
                                                    > choć jeden?

                                                    > Kućba mać!!! Co
                                                    > za analfabeta!!!
                                                    > No nie, tak się dyskutować nie da. Monty Python wymięka.

                                                    > Dyskusja z Tobą jest tego rodzaju:
                                                    > - samochód jest czerwony
                                                    > - oczywiście , że samolot jest czerwony
                                                    >
                                                    > Powtórzę , Monty Python wymięka.

                                                    Kiwaczek, czego Ty się boisz? Jeśli masz naprawdę argumenty dotyczące dyskusji,
                                                    to je spokojnie przedstaw. Nie atakuj mnie. Widzisz tutaj nie mnie, ale to, co
                                                    napisałem i tylko do tego się odnoś. Jeśli coś Ci nie pasuje, to bez nerwów
                                                    spróbuj ustalić, co miałem na myśli. A Ty wylewasz tutaj z siebie potok jakiejś
                                                    przerażonej frustracji.

                                                    No powiedz, czego się boisz?

                                                    > Napisz więc, kiedy USTALONO to źródło, kto je ustalił i
                                                    > najważniejsze, czym jest to USTALONE ( nie wg Ciebie, ale wg fizyki)
                                                    > żródło.

                                                    To mam napisać coś, co Ty mi przypisujesz? Nie. To, czego oczekujesz, jest Twoim
                                                    wyobrażeniem, insynuacją. Sam to napisz, bo jest to jakiś absurd. Żądasz bym
                                                    wdawał się w jakieś dziwne dygresje. wink

                                                    > Znów skaczesz z kwiatka na kwiatek. Dygresje??? Po co? Nie zaśmiecaj
                                                    > dyskusji.

                                                    A tutaj znów masz mi za złe, że próbowałem Ci wyjaśnić to, czego nie zrozumiałeś
                                                    w mojej wypowiedzi.

                                                    Powinieneś się zdecydować, o czym chcesz mówić i w jaki sposób. Mnie nie bardzo
                                                    odpowiadała dotąd Twoja taktyka, ale się właśnie do niej przystosowałem. Będę
                                                    punktował nonsensowność Twoich wypowiedzi. Na razie nie mam czasu, bo idę na
                                                    bardzo atrakcyjnie zapowiadającą się imprezę nocną (pewnie wrócę trochę
                                                    zmarnowany po niej) smile, ale bądź pewien, że przyjrzę się pod odpowiednim kątem
                                                    Twoim poprzednim postom.

                                                    Uniemożliwiasz dyskutowanie. Zalewasz to forum czymś, co nie daje szans na
                                                    porozumienie się. A przecież taki powinien być cel rozmów na forum - nie oplucie
                                                    kogoś, ale rozważanie, jaki pogląd jest prawdziwy, a jaki nie. W niezrozumiały
                                                    dla mnie sposób stałeś się swoim poglądem, Stał się on kulminacją agresji.

                                                    Czy widzisz szansę na dalszą rozmowę w tym stylu?

                                                    Stawiam Ci warunek, który MUSISZ, kiwaczku, spełnić: zacznij się zachowywać jak
                                                    normalny, kulturalny człowiek. Rozumiesz? Zero agresji. Zero przytyków
                                                    osobistych. Tak, jakbym nie istniał. Widzisz tylko tekst tutaj napisany, zawartą
                                                    w nim myśl i powolutku, bez nerwów, definiując pojęcia elementarne, jedziemy
                                                    dalej. Jak nie, to Ty wyjeżdżasz stąd na tarczy, jako nadpobudliwy agresor, nie
                                                    nadający się do rozmów w sieci.

                                                    big_grin

                                                    c.d.n. wkrótce
                                                  • kiwaczek11 Re: Czego Ty się boisz, kiwaczek? ;) 05.12.09, 22:37
                                                    <<<
                                                    kiwaczek11 napisał:
                                                    > Twoja bezczelność w [...]
                                                    > Powtórzę , Monty Python wymięka.
                                                    Kiwaczek, czego Ty się boisz? Jeśli masz naprawdę argumenty
                                                    dotyczące dyskusji,
                                                    to je spokojnie przedstaw. Nie atakuj mnie. Widzisz tutaj nie mnie,
                                                    ale to, co
                                                    napisałem i tylko do tego się odnoś. Jeśli coś Ci nie pasuje, to bez
                                                    nerwów
                                                    spróbuj ustalić, co miałem na myśli. A Ty wylewasz tutaj z siebie
                                                    potok jakiejś
                                                    przerażonej frustracji.
                                                    No powiedz, czego się boisz?
                                                    >>>
                                                    Kpisz sobie? Chce zauważyć, że w tej dyskusji jedyne do czego się
                                                    odnosisz, to moje , rzeczywiście dosadne , skwitowania Twojego stylu
                                                    dyskusji . Argumenty? Ślepy jesteś. Nie czytasz w ogóle, do czego
                                                    kiedyś się przyznałeś, albo ich po prostu nie rozumiesz.. Prośby o
                                                    podanie konkretów, jeśli rzucasz ogólne hasła – przemilczenie lub
                                                    pokrętna asekuracja. Wyjaśnianie , porównywanie pojęć – milczenie
                                                    albo asekuracja. Pokazywanie logicznych następstw Twoich
                                                    wypowiedzi – milczenie, albo forsowanie jeszcze raz tego samego,
                                                    mimo, widać w nich absurd. Przeinaczanie moich
                                                    wypowiedzi. „Zapominanie” co się powiedziało, a w skrajnych
                                                    przypadkach imputowanie tego mnie!!!
                                                    Wszystko to rozmowa z dupą w nocy. Tak się rzeczy mają po imieniu.
                                                    A że permanentnie na forum wykazujesz brak kultury i arogancję (nie
                                                    wystarczy nie używać wulgaryzmów , żeby nie być chamem), przestałem
                                                    dbać o bon ton w stosunku do Ciebie.
                                                    Boję się ? Czego mogę się bać ? Gdzie tu widać jakikolwiek strach?
                                                    To twoja iluzja. Zapewne daje miłe poczucie patrzenia z góry. Ale to
                                                    tylko iluzja.

                                                    <<<
                                                    > Napisz więc, kiedy USTALONO to źródło, kto je ustalił i
                                                    > najważniejsze, czym jest to USTALONE ( nie wg Ciebie, ale wg
                                                    fizyki)
                                                    > żródło.
                                                    To mam napisać coś, co Ty mi przypisujesz? Nie. To, czego
                                                    oczekujesz, jest Twoim
                                                    wyobrażeniem, insynuacją. Sam to napisz, bo jest to jakiś absurd.
                                                    Żądasz bym
                                                    wdawał się w jakieś dziwne dygresje.
                                                    >>>
                                                    „Zapominanie” co się powiedziało. A kto pisał, że ustalono żródło???
                                                    Napisałeś, wziąłem to na warsztat. Teraz udajesz, że coś Ci
                                                    przypisuję? Kpiny!

                                                    <<<
                                                    > Znów skaczesz z kwiatka na kwiatek. Dygresje??? Po co? Nie
                                                    zaśmiecaj
                                                    > dyskusji.
                                                    A tutaj znów masz mi za złe, że próbowałem Ci wyjaśnić to, czego nie
                                                    zrozumiałeś
                                                    w mojej wypowiedzi.
                                                    >>>
                                                    Co wyjaśnić? Zapytałem wtedy: „Ale czego to ma dowodzić w
                                                    kontekście oddziaływań natychmiastowych?” Wyjaśniłeś? Nie , żalisz
                                                    się tylko ,że coś nie po Twojej myśli. To może teraz wyjaśnisz.

                                                    <<<
                                                    Powinieneś się zdecydować, o czym chcesz mówić i w jaki sposób.
                                                    >>>
                                                    Czy nie jest to bezczelność? Trzymam się cały czas tematu
                                                    oddziaływań i następstw tego, jakie wynikają z dyskusji. To Ty
                                                    robisz nie wiadomo po co jakieś dygresje ( nie przypisuję Ci tego,
                                                    sam to stwierdziłeś), a teraz pouczasz mnie, że to ja powinienem się
                                                    zdecydować o czym chcę rozmawiać???

                                                    <<<
                                                    Będę punktował nonsensowność Twoich wypowiedzi.
                                                    >>>
                                                    Tę deklarację słyszę już od tygodni. I wciąż czekam. Jak na razie to
                                                    ja (i nie tylko ja) punktuje Twoje nonsensy. A jest z czego wybierać.

                                                    <<<
                                                    ale bądź pewien, że przyjrzę się pod odpowiednim kątem
                                                    Twoim poprzednim postom.
                                                    >>>
                                                    Może wreszcie je przeczytasz. A może nawet ze zrozumieniem. Bo
                                                    odpowiedzi na nie ( jakie są takie są) już padły.

                                                    <<<
                                                    A przecież taki powinien być cel rozmów na forum - nie oplucie
                                                    kogoś, ale rozważanie, jaki pogląd jest prawdziwy, a jaki nie. W
                                                    niezrozumiały
                                                    dla mnie sposób stałeś się swoim poglądem, Stał się on kulminacją
                                                    agresji.
                                                    >>>
                                                    Białe rękawiczki, które teraz próbujesz założyć na ręce nie
                                                    uszlachetnią Cię ani trochę . Kto miał okazję podjąć z Tobą dyskusję
                                                    wie , jak prowadzisz dyskusję i jak traktujesz swoich rozmówców.
                                                    Aby oczekiwać czegoś od innych , trzeba najpierw dać cos od siebie.
                                                    Dowiodłeś niejednokrotnie, że nie dbasz o to. Dlaczego ktoś miałby
                                                    być inny w stosunku do Ciebie.
                                                    Zresztą niewiele mnie to obchodzi. W dyskusji rzecz jest o czymś
                                                    innym. Nie chcesz, nie odpisuj. Ja , jak napisałem dawno temu, będę
                                                    wytykał paluchem niedorzeczności ,jakie klepiesz pod flagą fizyki,
                                                    logiki, nauki, jeśli tylko na nie natrafię.

                                                    <<<
                                                    Stawiam Ci warunek, który MUSISZ, kiwaczku, spełnić: zacznij się
                                                    zachowywać jak
                                                    normalny, kulturalny człowiek.
                                                    >>>
                                                    Warunek??? Kim Ty jesteś, żeby mi stawiać warunki? Nie pasuje , nie
                                                    odpisuj.
                                                  • grgkh Boisz się, że bóg naprawdę może nie istnieć :) 06.12.09, 17:48
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Kpisz sobie?

                                                    > Ślepy jesteś.

                                                    > Nie czytasz w ogóle, do czego
                                                    > kiedyś się przyznałeś, albo ich po prostu nie rozumiesz..

                                                    > Wszystko to rozmowa z dupą w nocy.

                                                    > A że permanentnie na forum wykazujesz brak kultury i arogancję (nie
                                                    > wystarczy nie używać wulgaryzmów , żeby nie być chamem), przestałem
                                                    > dbać o bon ton w stosunku do Ciebie.

                                                    > Teraz udajesz, że coś Ci przypisuję? Kpiny!

                                                    > Czy nie jest to bezczelność?

                                                    > Zresztą niewiele mnie to obchodzi.

                                                    Przypominam sobie, że na początku nie okazywałeś swojej prawdziwej natury - nie
                                                    wylewałeś tyle pomyj na mnie, Twojego adwersarza, chociaż już wtedy stosowałeś
                                                    erystykę - uniki, skoki w bok, wymyślanie coraz to nowych, nie wiążących się z
                                                    tematem dyskusji wtrętów. Ale też zacząłem się zastanawiać, od czego się zaczęły
                                                    nasze rozmowy i w tej chwili już jestem pewien Twoich aktualnych motywacji.

                                                    Tak, kiwaczek, bóg... To jest to. Ty wierzysz, ślepo, fundamentalistycznie. Ten
                                                    dogmat stanowi treść Twojej psychiki. Mógłbyś dla niego zabijać ludzi, bo
                                                    wyzwala w Tobie nieobliczalną agresję. Identyfikujesz się z tym dogmatem. Jesteś
                                                    nim.

                                                    I to mi daje luz i spokój. smile Widzisz, ja mogę pisać gdziekolwiek i pod dowolnym
                                                    nickiem. Oplucie grgkh, próba dorobienia mu "gęby" jest całkowicie nieskutecznym
                                                    działaniem. A jednak jestem górą. I będę.

                                                    Religia to zło. To źródło nienawiści. To idea, która czyni z ludzi manekiny,
                                                    mięso armatnie. Jesteś świetnym tego tutaj przykładem.

                                                    > <<<
                                                    > > Stawiam Ci warunek, który MUSISZ, kiwaczku, spełnić:
                                                    > > zacznij się zachowywać jak normalny, kulturalny człowiek.
                                                    > >>>

                                                    > Warunek??? Kim Ty jesteś, żeby mi stawiać warunki?
                                                    > Nie pasuje , nie odpisuj.

                                                    Ja jestem grgkh, uosobienie Twojego przerażenia, że stracisz twarz (już jej nie
                                                    masz). Jestem koszmarem z Twoich najgorszych snów. I mówię to teraz i tutaj,
                                                    żeby Ci uświadomić, że gdy zaraz wstanę z krzesła i odejdę od komputera, to będę
                                                    szczęśliwym i wolnym człowiekiem, świadomym tego, że potrafię myśleć, A Ciebie
                                                    zostawiam z frustracją, którą będziesz tu wyładowywał w następnych bluzgach pod
                                                    moim adresem.

                                                    To zrobiła z Ciebie religia i dogmatyzm, zresztą nie tylko religijny. A ja mam
                                                    coś, co jest dla Ciebie niedostępne, błądzenie, wątpienie we wszystko i radość z
                                                    odkrywania prawdy. Ty już potrafisz tylko nienawidzić. A więc żyj sobie z tym
                                                    uczuciem w dzień i w nocy. Żyjcie sobie z nim obaj, Ty i kociak.

                                                    > „Zapominanie” co się powiedziało.
                                                    > A kto pisał, że ustalono żródło???

                                                    Ja powiedziałem. smile Jak na stan fizyki dnia dzisiejszego za prawdziwą uznaje się
                                                    tezę, że istnieje jedno źródło. Choć jego opis matematyczny jest daleki od
                                                    doskonałości, to szuka się go wciąż. Nie ma żadnych przesłanek, ani logicznych,
                                                    ani doświadczalnych, które podważałyby to przekonanie. Poszukujemy unifikacji i
                                                    jesteśmy coraz bliżsi jej znalezienia.

                                                    > Co wyjaśnić? Zapytałem wtedy: „Ale czego to ma dowodzić w
                                                    > kontekście oddziaływań natychmiastowych?”

                                                    A tego, że istnieją. I tego, że to, co powiedział Einstein, trzeba logicznie, a
                                                    nie mechanicznie, interpretować. I mojej tezy nie podważyłeś. smile

                                                    > Boję się ? Czego mogę się bać ?
                                                    > Gdzie tu widać jakikolwiek strach?

                                                    To już ostatni element erystyki, który stosują przerażeni utratą twarzy
                                                    rozmówcy. Strach przejawiający się totalnym atakiem personalnym. smile

                                                    To już Twój koniec, kiwaczek. Zasiałem w Twojej psychice strach i pozostanie on
                                                    tam już na zawsze. smile Strach przed utratą dogmatu, który stanowi podstawę
                                                    Twojego jestestwa. I to jest dowód na to, jak zła jest religia i co potrafi z
                                                    człowieka zrobić.

                                                    A na tym forum? A, rób sobie co chcesz, ja i tak potrafię odeprzeć każdą z
                                                    Twoich prymitywnych insynuacji. Zresztą czy muszę to robić? Wisi mi to. smile Liczy
                                                    się tylko to, co zostaje w naszych umysłach, prawda? Dla nas. Na przyszłość.
                                                    Jesteś tam, gdzie Cię sprowadził Twój dogmatyzm. I zostań sobie tam... na
                                                    zawsze. To będzie Twoje piekło. smile I wcale mi Ciebie nie żal, księże proboszczu. smile
                                                  • kociak40 Re: Boisz się, że bóg naprawdę może nie istnieć : 06.12.09, 23:50
                                                    Ja czekam na Twoje wykazanie (co obiecałeś), że prawo zachowania
                                                    energii i masy jest fikcją, a tu jak widzę piszesz sam nie wiedząc o
                                                    czym. We wszystkich postach tego forum jeszcze ani razu nie
                                                    przeczytałem, zeby ktoś Cie pochwalił za "logike i wiedzę" ale
                                                    przeciwnie, ganili za głupotę i brak logiki myslenia.

                                                    "Widzisz, ja mogę pisać gdziekolwiek i pod dowolnym
                                                    nickiem. Oplucie grgkh, próba dorobienia mu "gęby" jest całkowicie
                                                    nieskutecznym działaniem. A jednak jestem górą. I będę." - grgkh

                                                    Możesz tylko sam się chwalić lub pod zmienionym swoim nickiem.
                                                    O czymś to świadczy i to raczej o czymś groźnym dla zdrowia.


                                                  • grgkh Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pascala 07.12.09, 00:11
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > We wszystkich postach tego forum jeszcze ani razu nie
                                                    > przeczytałem, zeby ktoś Cie pochwalił za "logike i wiedzę" ale
                                                    > przeciwnie, ganili za głupotę i brak logiki myslenia.

                                                    O, były takie posty. Pamiętam niektóre z nich.

                                                    Za to Ty powiedziałeś, że logika jest Ci zbędna. I to widać.

                                                    Zakład Pascala jest fałszem, czego nie dostrzegłeś. A to też o czymś świadczy. smile

                                                    Na razie innego nicka nie zamierzam używać. A cała wasza akcja jest świadectwem
                                                    niskich instynktów, które wami rządzą. smile

                                                    A kiwaczka zamierzam rozliczyć z kilku bzdur, które tu wypisywał. Najpierw
                                                    entropia...
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 08.12.09, 21:29

                                                    "A kiwaczka zamierzam rozliczyć z kilku bzdur, które tu wypisywał.
                                                    Najpierw entropia..." - grgkh

                                                    A wykazanie fikcji prawa zachowania energii i masy, co miałeś
                                                    zrobić? Ciekawią mnie te bzdury.

                                                    Chcesz wycofać się z tego? Chcesz przejść do entropii? Proszę
                                                    bardzo, ze mną możesz o tym pojęciu z termodynamiki, które zwiazane
                                                    jest z energią. Może chcesz ode mnie pytanie sprawdzajace Twoją
                                                    wiedzę z tego zakresu?

                                                  • grgkh Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 08.12.09, 23:42
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > A wykazanie fikcji prawa zachowania energii i masy, co miałeś
                                                    > zrobić? Ciekawią mnie te bzdury.

                                                    Twoją największą bzdurą tutaj jest podpisanie się pod zakładem Pascala.

                                                    > Chcesz wycofać się z tego?

                                                    Nie. Podczas wertowania archiwum forum, w jednym z wątków, które tu cytowałem,
                                                    znalazłem już moją wcześniejsza próbę dowodzenia tej tezy. Dziś bym się pod nią
                                                    mógł podpisać. Nie masz dużo do szukania. Znajdź sobie.

                                                    A o entropii to kiwaczek gadał tu takie bzdury, że i Ciebie to powinno
                                                    zastanowić. Ale wilk wilkowi... : - jesteście jedna banda.

                                                    I kiwaczka wypunktuję, jestem pewien. I mam już na niego następne haki. Właśnie
                                                    z tamtego wątku. smile

                                                    > Może chcesz ode mnie pytanie sprawdzajace Twoją
                                                    > wiedzę z tego zakresu?

                                                    Ty jesteś nawiedzony, kociak... smile Na razie odszczekuj Pascala. Wciąż czekam na to.
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 09.12.09, 00:29
                                                    "Podczas wertowania archiwum forum, w jednym z wątków, które tu
                                                    cytowałem, znalazłem już moją wcześniejsza próbę dowodzenia tej
                                                    tezy. Dziś bym się pod nią mógł podpisać. Nie masz dużo do szukania.
                                                    Znajdź sobie." - grgkh

                                                    Jesteś nieuprzejmy, ja nic nie wyszukuję, nigdzie nie zaglądam,
                                                    nigdzie "nie szperam", piszę wyłącznie to co wiem. Jeśli, tak jak
                                                    piszesz, pisałeś na ten temat to chętnie bym poczytał, bo tego
                                                    jeszcze nie było, takiej ignorancji. Szukał nie będę.

                                                    Chcesz o entropii, jeśli ze mną to tu moja uwaga. Entropia w
                                                    szerokim znaczeniu cybernetycznym jako : miara nieokreslonosci,
                                                    nieuporzadkowania, chaotyczności itd. określana na podstawie
                                                    rozkładu prawdopodobieństwa mozliwych stanów, ma bardzo szerokie
                                                    odniesienie. Mnie taka dyskusja nie interesuje, interesuje mnie
                                                    wyłącznie entropia w termodynamice jako podstawowa funkcja stanu
                                                    układu termodnamicznego, określająca kierunek przebiegu zjawisk
                                                    zwiazanych z przemianami i przepływami energii. To leży w kręgu
                                                    mojego zainteresowania i wiedzy, a nie bujanie w fantazjach.

                                                    Nie sądzę, aby kiwaczek11 chciał z Tobą dalej dyskutować. To facet
                                                    bardzo inteligentny i mający dużą wiedzę. Jego denerwuje Twoja
                                                    głupota i wypisywanie bzdur niezgodnych z wiedzą fizyki. Przekonał
                                                    się, że nic do Ciebie dotrzeć nie może i dał sobie spokój. Ze mna
                                                    jest inaczej, to co jego denerwuje, ja juz wiem od dawna i
                                                    interesuje mnie Twoj stan psychiczny, a nie brak Twojej wiedzy więc
                                                    dyskutować mogę.

                                                    Co do Paskala, to potwierdzeniem jego logiki jest jego wzór na
                                                    wielkość cisnienia hydrostatycznego więc uwazam, że mogę przyjąć i
                                                    jego stwierdzenie jako logiczne.
                                                    U Ciebie, żadnej wiekszej wiedzy i logiki nie stwierdzam więc nie
                                                    moge tego przyjąć co w tym temacie piszesz. Może jakbyś zaskoczył
                                                    mnie rzeczywistą wiedzą, to może pomyslałbym nad Twoim wywodem ale
                                                    puki co, zrobić tego nie mogę.


                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 09.12.09, 00:44
                                                    "kociak40 napisał:

                                                    > We wszystkich postach tego forum jeszcze ani razu nie
                                                    > przeczytałem, zeby ktoś Cie pochwalił za "logike i wiedzę" ale
                                                    > przeciwnie, ganili za głupotę i brak logiki myslenia.

                                                    O, były takie posty. Pamiętam niektóre z nich. - grgkh

                                                    Masz słabą pamięć, jeśli były takie, to tylko Twoje własne.
                                                  • grgkh Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 09.12.09, 09:46
                                                    Kontakt z kociakiem to czas stracony. smile

                                                    A jeśli ja jestem głupcem, to Ty - jako mędrzec - nie rozmawiaj ze
                                                    mną. Po co Ci to? Ale Ty jesteś jak Twój bóg - mściwy. Najwidoczniej
                                                    uszkodziłem Ci jakoś psychikę, bo tą mściwością żyjesz teraz. Mam
                                                    Cię gdzieś wink, odwracam się od monitora i zapominam o Tobie, a ty
                                                    się z tym męcz, kocurku. Im bardziej się wściekasz, tym większą mi
                                                    dajesz satysfakcję. Czy zdajesz sobie z tego sprawę? big_grin

                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Nie sądzę, aby kiwaczek11 chciał z Tobą dalej dyskutować.

                                                    Mów za siebie. Idę o zakład, że jest inaczej. On ma to samo, co Ty.
                                                    tak samo mocno i głęboko to przeżywa.

                                                    > To facet bardzo inteligentny i mający dużą wiedzę.

                                                    O tak... smile

                                                    > Jego denerwuje Twoja głupota i wypisywanie bzdur
                                                    > niezgodnych z wiedzą fizyki. Przekonał się,
                                                    > że nic do Ciebie dotrzeć nie może i dał sobie spokój.

                                                    Kiwaczek jest takim samym dogmatykiem jak Ty. I tak samo "szczerze
                                                    wierzy" w pana swego i władcę, boga. To was boli, że podważyłem
                                                    dogmat, na którym opiera się wasze myślenie. Podważyłem logikę
                                                    waszego myślenia. Ośmieszyłem was. smile

                                                    > Co do Paskala, to potwierdzeniem jego logiki jest jego
                                                    > wzór na wielkość cisnienia hydrostatycznego więc uwazam,
                                                    > że mogę przyjąć i jego stwierdzenie jako logiczne.

                                                    Świetnie się nadajesz na fundamentalistycznego terrorystę. Ten sam
                                                    sposób myslenia. Ta sama ciasnota umysłowa, prymitywizm i odrzucenie
                                                    logiki. Ten sam brak hamulców moralnych. To samo ślepe uwielbienie
                                                    dla guru.

                                                    > U Ciebie, żadnej wiekszej wiedzy i logiki nie stwierdzam
                                                    > więc nie moge tego przyjąć co w tym temacie piszesz.

                                                    Bo ja podważam twój dogmat. To jasne. Niewolnik ma jednego pana,
                                                    pana boga.
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 11.12.09, 02:07
                                                    "Świetnie się nadajesz na fundamentalistycznego terrorystę. Ten sam
                                                    sposób myslenia. Ta sama ciasnota umysłowa, prymitywizm i odrzucenie
                                                    logiki. Ten sam brak hamulców moralnych. To samo ślepe uwielbienie
                                                    dla guru." - Grgkh

                                                    Podoba mi sie to, zwłaszcza ten - "brak hamulcow moralnych".
                                                    Ciekawie to ująłeś. Ten, jak to nazywasz, "brak hamuklców moralnych"
                                                    może wynika z ciekawości co do Twego stanu psychicznego. Ciekawi
                                                    mnie jak to możliwe aby stary chłop z taką zaciętością i uporem
                                                    przemyśliwał nad "100% dowodem na nieistnienie Boga". Ta idea
                                                    pochłonęła Cie całkowicie, można powiedziec, że dla niej zyjesz.
                                                    Nigdy nie spotkalem sie z czymś takim więc mnie to ciekawi, skąd to
                                                    wynika.
                                                    Z tak prostej sprawy - dla tych co chcą tego, Bóg istnieje, dla tych
                                                    co nie chca tego, Bóg nie istnieje, zrobiłeś sobie problem życia. Co
                                                    Cię napadło, że chcesz za wszelką cenę innych do tego przekonywać,
                                                    chcesz innym narzucić swoj sposob myslenia? To jest dla mnie bardzo
                                                    ciekawe, skąd u Ciebie taki stan psychiczny? Wielokrotnie
                                                    podkreślałeś, że jestes człowiekiem wolnym, masz prawo wierzyć w co
                                                    chcesz, a innym tego odmawiasz?
                                                    Aby bylo jeszcze dziwniej, swoje wywody kierujesz do ateistów,
                                                    ktorzy w Boga nie wierzą i żadnego "dowodu" nie potrzebują.
                                                    Podejrzewam, że nawet tego nie czytają. Jak chcesz swoje przesłanie
                                                    kierować w odpowiednią stronę, to kieruj to do wierzących. Stań
                                                    przed kosciołem jak z mszy wychodzą i głoś co masz do powiedzenia.
                                                    Idz na pielgrzymkę i tam propaguj swoje przekonania. Co Cię opętało,
                                                    że tylko mnie chcesz przekonać? A jakbym Ci napisał, że przekonałeś
                                                    mnie, to uspokoisz się? Ten problem jest dla mnie ciekawy.
                                                  • grgkh Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 11.12.09, 12:20
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Ciekawie to ująłeś. Ten, jak to nazywasz,
                                                    > "brak hamuklców moralnych"
                                                    > może wynika z ciekawości co do Twego stanu psychicznego.

                                                    > Cię napadło, że chcesz za wszelką cenę innych do tego przekonywać,
                                                    > chcesz innym narzucić swoj sposob myslenia?

                                                    > dla tych co chcą tego, Bóg istnieje, dla tych co nie chca
                                                    > tego, Bóg nie istnieje, zrobiłeś sobie problem życia. Co
                                                    > Cię napadło, że chcesz za wszelką cenę innych do tego
                                                    > przekonywać, chcesz innym narzucić swoj sposob myslenia?

                                                    Kociak, Ty naprawdę nie potrafisz logicznie myśleć. Przyjrzyj się tym swoim
                                                    trzem "myślom". Są sprzeczne ze sobą. Tobie taka sprzeczność (dwulicowość) nie
                                                    przeszkadza. Twoja psychika umie i lubi w takim bagnie tkwić. A co napisałeś? To:

                                                    Pierwsze - choć tutaj jest forum, tradycyjne i specjalnie do tego celu
                                                    przeznaczone miejsce wymiany poglądów, odmawiasz mi prawa do wypowiadania moich.
                                                    Nie interesuje Cię ich treść, nie chcesz o niej rozmawiać, ale usiłujesz
                                                    moje poglądy zwalczać poprzez oczernianie mnie, jako autora.

                                                    I dalej.

                                                    W drugim cytacie wydaje Ci się, że ja kogoś do czegoś zmuszam. A przecież na
                                                    forum przychodzi kto chce. I czyta lub nie czyta. Sam podejmuje decyzję. A potem
                                                    aprobuje treść lub nie, w każdym razie może sobie olać to, zapomnieć, i nadal
                                                    swoje poglądy mieć. Co więc w Twojej pokręconej psychice się dzieje, że uważasz,
                                                    że nie powinienem - zapewne w ogóle i nigdy - negować Twojego poglądu? Czy masz
                                                    jakieś prawo uprzywilejowania do głoszenia swoich bajek i zamykania mordy na
                                                    kłódkę wszystkim, którzy maja pogląd inny? Tak Ci się terrorystyczny,
                                                    fundamentalistyczny betonie wydaje. Ograniczasz prawo do wypowiedzi innych.
                                                    Typowy religiant. W obronie tego FAŁSZYWEGO dogmatu - fałszywego, bo logicznie
                                                    to wykazałem - posuwasz się do erystycznego ataku personalnego, nie mającego nic
                                                    wspólnego z meritum sprawy.

                                                    I z trzeciego cytatu wynika, że każdy, kto ma inny niż Ty pogląd i śmie go
                                                    wypowiadać, na tym samym forum, na którym Ty akurat jesteś, "zrobił sobie z tego
                                                    problem życia". smile A co Ciebie może obchodzić, jakie ja sobie problemy życia
                                                    wybieram? Hę? Nie wyobrażasz sobie jak zabawny w tej chwili jesteś. Jaki
                                                    infantylny. Stary dziad, a rozumuje jak małe dziecko, jak dziecko się wkurza i
                                                    tupie nóżką... Ja Ci nie nakazuję Twoich poglądów zmieniać. Nie zakazuję Ci
                                                    nawet głosić Twoich bzdur. Mów je sobie. Ale mnie też nie możesz niczego
                                                    polecać. Ty nie rozumiesz, co to jest wymiana poglądów między ludźmi i czemu ona
                                                    ma służyć. Dogmatyk, bierny odtwórca, kopista tego nie pojmie.

                                                    > Aby bylo jeszcze dziwniej, swoje wywody kierujesz do ateistów,
                                                    > ktorzy w Boga nie wierzą i żadnego "dowodu" nie potrzebują.

                                                    Ateista może to przeczytać i niektórym to się zdarza. Ale to, co leży na tym
                                                    forum dostępne jest dla każdego. A ja nie sprawdzam, co dalej się z tym dzieje.
                                                    A Ty, infantylnie myślący kociaku, uważasz, że ja to kierują do ateistów. smile A
                                                    tuż obok piszesz, że zmuszam teistów do zmiany ich poglądów. To sraczka myślowa.
                                                    Kociak, zastanów się nad brakiem logiki w Twoich postach.

                                                    > Podejrzewam, że nawet tego nie czytają.

                                                    I wciąż to samo. "podejrzewasz"... Podejrzliwy facet. smile Podglądacz? smile

                                                    > Jak chcesz swoje przesłanie
                                                    > kierować w odpowiednią stronę, to
                                                    > kieruj to do wierzących. Stań
                                                    > przed kosciołem jak z mszy wychodzą
                                                    > i głoś co masz do powiedzenia.

                                                    Nie jestem taka chamska świnia jak Ty. Do kościoła chodzą ludzie (może nie
                                                    zawsze), którzy tego potrzebują. Niech mają tę chwilę potrzebnego im skupienia,
                                                    czy czegoś tam innego. A tutaj jest forum - miejsce do wymiany poglądów. I do
                                                    tego religijne. Lepszego adresu nie ma. smile A co Ci się stało, że masz taki
                                                    bajzel w głowie? Uważasz, że tutaj trzeba karmić ludzi pogadankami z fizyki?
                                                    Kociak? Naprawdę tak myślisz?

                                                    > Co Cię opętało, że tylko mnie chcesz przekonać?

                                                    A ja Ciebie przekonuję? Atakujesz mnie nieustannie, broniąc swego dogmatu, to
                                                    tylko odpowiadam.

                                                    > A jakbym Ci napisał, że przekonałeś
                                                    > mnie, to uspokoisz się?

                                                    Traktuj mnie jak powietrze, a będę się tym samym rewanżował. IO nie interesuj
                                                    się moją osobą. Nie opisuj jej, bo wszystko to są pomówienia, plotkarska babo z
                                                    magla.

                                                    Najpierw odszczekaj (odmiaucz) peany pochwalne n/t Pascala i jego zakładu, który
                                                    bezkrytycznie akceptujesz, tylko dlatego, bo został wypowiedziany przez guru.
                                                    Czcisz guru? No widzisz, to jest Twój problem. Ty nie myślisz, Ty czcisz. A
                                                    logikę masz w ... smile Sam to powiedziałeś kiedyś. Jak chcesz, to Ci szybko znajdę
                                                    linki do cytatów (powtórzyłeś to parę razy).

                                                    Łapy precz od grgkh. Zrozumiano? Za głupi jesteś, żeby się ze mną równać.
                                                    Zresztą poruszamy się w nieco innym rejonie, Ciebie interesuje nauka w sensie
                                                    szkolnym (wyuczenie się i powtarzanie), a ja zadaję pytania. Niewygodne dla
                                                    dogmatów - naukowych i religijnych. Na wszystkie możliwe tematy. I czekam, co na
                                                    to powiedzą inni ludzie. Proponuję jakieś rozwiązania, rzucam je w tłum. Ale
                                                    niektórym dogmatykom stawianie pytań przeszkadza, bo chcą w ciepłym,
                                                    wymoszczonym, gnuśnym spokoju, bez emocji i rozterek przeżyć swoje życie do
                                                    końca. To są ludzie okaleczeni. Ci, którzy uważają, że wiedzą wszystko, są
                                                    prostymi, pozbawionymi ciekawości istotami odtwórczymi.

                                                    > Ten problem jest dla mnie ciekawy.

                                                    A Twoja ciekawość, to ciekawość baby z magla, która zajmuje się plotkami n/t kto
                                                    z kim i ile razy. Łapy precz od grgkh, kociak. smile

                                                    I zaraz zapominam o Tobie, bo jest tyle ciekawszych spraw tego świata. Nie
                                                    istniejesz. Aż do następnego swojego, pewnie znów niskiego lotu, posta, który tu
                                                    pod moim adresem wysmażysz. Bo Ty tym żyjesz.

                                                    PS. A mógłbyś "uprawiać swoja działkę", bez tej manii prześladowczej i byłbyś
                                                    normalnym, pewnie szczęśliwszym człowiekiem. Ale nie będziesz, bo taka Twoja
                                                    wredna, kocia natura. Choć prawdziwe koty są bardzo sympatyczne i nie wredne.
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 12.12.09, 19:21
                                                    Widzisz, jak chcesz to możesz napisać coś ciekawego (to co w Twoi
                                                    poscie powyżej) jak nie odwołujesz się do terminow naukowych z
                                                    fizyki. Taki tekst podoba mi się, nie mam do niego zastrzeżen, choć
                                                    mogę się nie zgadzać. Ty tego niestety nie rozumiesz, że fizyka jest
                                                    nauką rzeczywistą, dającą korzyści w naszym codziennym życiu.
                                                    Przekaz jej, jak już się do niej odwołujemy, powinien być
                                                    prawidłowy, nie wolno tu wypowiadać bzdur używając terminow fizyki.
                                                    Nie każdy lubi fizykę, ja to rozumiem, ale pod jej terminologią nie
                                                    wolno wypisywać bzdur jako "pewnik". Wolno Ci i tego ja nie
                                                    odmawiam, abyś sobie fantazjował, wyrażał swoje poglądy ale nie
                                                    poniżał ludzi. Przecież piszesz o wierzących: -

                                                    "To są ludzie okaleczeni. Ci, którzy uważają, że wiedzą wszystko, są
                                                    prostymi, pozbawionymi ciekawości istotami odtwórczymi." -grgkh

                                                    Dla mnie takim "okaleczonym" jesteś Ty, chcesz "szpanować"
                                                    odnosnikami z wikipedii nie mając wiedzy rzeczywistej, piszesz sam o
                                                    sobie -"inżynier", a brak Ci wiedzy do tego tytułu. Wdajesz się
                                                    w "dyskusję" o entropii (z kiwaczkiem11), a widać gołym okiem, że
                                                    nie masz o tym pojęcia, tak samo jak z tym "oddziaływaniem
                                                    natychmiastowym" i wiele innymi.
                                                    Określasz swój zamiar - " Proponuję jakieś rozwiązania, rzucam je w
                                                    tłum" - grgkh
                                                    To nie jest zamiar dyskusji, bo jak sam widzisz, nikt z Toba nie
                                                    chce dyskutować, bo każda dyskusja kończy się Twoimi wyzwiskami.
                                                    Powodem jest co innego, to Twój stan psychiczny - pieniactwo, to ta
                                                    przypadłość zmusza Cię do pisaniny, wychwalania samego siebie,
                                                    dochodzenia "swoich racji" na forum ogólnym za wszelką cenę itd.
                                                    Zobacz ten termin medyczny w jakiejś encyklopedii medycznej to
                                                    będziesz wiedział sam o sobie więcej. To taka dobra rada.
                                                    Co do Pascala (tak się tego domagasz) to potwierdzam jego zdanie,
                                                    zwsze jest nadzieja dla czlowieka i jest to lepsze niż jej brak.
                                                    Miałeś zrobić wywód i to dość rewelacyjny jak dla mnie - wykazać, że
                                                    prawo zachowania energii i masy, to fikcja. Przyznaję, że może być
                                                    to bardzo ciekawe, a Ty jakoś zapominasz o tym.

                                                    Wątek ten już jest zbyt długi. Czy mógłbyś otworzyć nowy
                                                    np. "Dyskusja z grgkh - dowody". Będziesz miał wtedy namacalny dowód
                                                    ilu forumowiczów chce z Tobą dyskutować o tych dowodach, bo puki co,
                                                    to tylko ja i kiwaczek11.
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 12.12.09, 19:46

                                                    Jeszcze dopisek bo zapomniałem odnieść się do tego "guru" jak to
                                                    nazwałeś. Ja mam ogromny szacunek do czyjejś wiedzy, bo droga do jej
                                                    zdobycia jest ciężka. Dla mnie takimi "guru" jak to nazwałeś są dla
                                                    przykładu:

                                                    Archimedes - osiągnął wszystko co możliwe z zakresu matematyki z
                                                    wyłączeniem rachunku różniczkowego i całkowego (to powstało dużo
                                                    później)

                                                    Izaak Newton - twórca mechaniki klasycznej

                                                    Albert Einstein - tu nic nie trzeba dodawać, wystarczy sam jego
                                                    słynny wzór.

                                                    Aby zabawiać się w fantazje - "teoria strun", "teoria wszystkiego"
                                                    itd. trzeba dobrze rozumieć tych wyżej wymienionych. Jak się ich
                                                    pominie, to tak sie dzieje jak z Tobą.
                                                  • grgkh Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 12.12.09, 22:04
                                                    Jesteś kociak, ale odszczekiwać powinieneś. A jak nie, to nadal będziesz
                                                    głupcem, który nie widzi, że zakład Pascala jest fałszywy. To co, chcesz być
                                                    mądralką, czy wolisz robić tu za głupca? smile

                                                    Kompromitacja, kociak. smile

                                                    Twojego bożka nie ma, kapujesz coś z tego? A Ty masz chore urojenia z nim związane.

                                                    Obaj z kiwaczkiem wprowadzacie boga twierdząc, że przyczyna=bóg. Jeśli tak, to
                                                    bóg jest zbędny, bo przyczyna jest pojęciem ze słowników, o określonej
                                                    definicji, a bóg definicji nie ma. Co nie ma SWOJEJ definicji, to nie istnieje.
                                                    Zabiłeś swój chory wymysł, kocurku, ale jesteś tak tępy, że nawet tego nie
                                                    potrafisz zauważyć.

                                                    Ale cieszy mnie, że czytasz moje posty. Dziękuję za uznanie. I znaczy to też, że
                                                    nie piszę na próżno. A jeśli Cię krew przy tym trochę zalewa, to moja
                                                    satysfakcja rośnie.
                                                  • kociak40 Re: Zbłaźniłeś się podpisując się pod zakładem Pa 13.12.09, 02:31

                                                    "Ale cieszy mnie, że czytasz moje posty. Dziękuję za uznanie. I
                                                    znaczy to też, że nie piszę na próżno. A jeśli Cię krew przy tym
                                                    trochę zalewa, to moja satysfakcja rośnie." - grgkh

                                                    Muszę się przyznać, że juz dosć dawno zauważyłem, że
                                                    jesteś "orginałem" tego forum i wcale mnie nie denerwujesz ale
                                                    przeciwnie, ciekawisz. Mogłbyś mnie zdenerwować jakbys wykazał, że
                                                    to co piszę z fizyki (a piszę tylko to co wiem) jest błędne,
                                                    niezgodne z wiedzą. Nie na Ciebie bym sie zdenerwował wtedy ale na
                                                    siebie, że żle to rozumiem.
                                                    Przyczepiłeś się do tego Pascala, ja uważam, że lepiej mieć jakąś
                                                    nadzieję niż jej nie mieć. To wszystko.
                                                    Znowu wyciągasz tą definicję, przecież już Ci podałem, powtorzę -

                                                    "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu, energii i
                                                    materii" - kociak40

                                                    Jest definicja, przynajmniej do dyskusji.
                                                    To co podstawisz za słowo "Bóg" jest tak samo wiary godne
                                                    (specjalnie to rozdzielam) jak to pierwsze.


                                                  • grgkh Kociakowe brednie 13.12.09, 09:20
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Przyczepiłeś się do tego Pascala,
                                                    > ja uważam, że lepiej mieć jakąś
                                                    > nadzieję niż jej nie mieć.

                                                    Zakład Pascala jest fałszywy, sprzeczny. Opieranie na sprzeczności
                                                    swego sensu istnienie, "nadziei", jest świadectwem głupoty. A ja
                                                    żądam od Ciebie tylko, zebyś potwierdził ten fałsz oraz to, że pod
                                                    fałszem się podpisujesz, bo Twoje myślenie może sie obywać bez
                                                    logiki.

                                                    Tylko tyle. Kociak, już to napisałeś, choć nie wprost, a ja teraz
                                                    chcę potwierdzenia tego otwartym tekstem. Odwagi, tchórzu. Przestań
                                                    owijać w bawełnę, religiancie gotowy atakować innych dlatego, że są
                                                    od Ciebie mądrzejsi.

                                                    > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni,
                                                    > czasu, energii i materii" - kociak40
                                                    >
                                                    > Jest definicja, przynajmniej do dyskusji.
                                                    > To co podstawisz za słowo "Bóg" jest tak samo wiary godne
                                                    > (specjalnie to rozdzielam) jak to pierwsze.

                                                    To nie jest definicja. W innej, przetłumaczonej na ludzki język
                                                    wersji brzmi ona mniej więcej tak: Przyczyna jest przyczyną. I
                                                    dlatego przyczyna istnieje. Przyczyna = bóg. Bóg istnieje.

                                                    Blablabla... smile Czy Ty wiesz, co to logika?

                                                    Trzeba być kompletnie porąbanym oszołomem, żeby w ten sposób czegoś
                                                    dowodzić. Popukaj się w kocią pałę... zobaczysz jakie stamtąd niesie
                                                    się echo. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Kociakowe brednie 13.12.09, 17:20
                                                    <<<
                                                    "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni,
                                                    > czasu, energii i materii" - kociak40
                                                    >
                                                    > Jest definicja, przynajmniej do dyskusji.
                                                    > To co podstawisz za słowo "Bóg" jest tak samo wiary godne
                                                    > (specjalnie to rozdzielam) jak to pierwsze.
                                                    To nie jest definicja. W innej, przetłumaczonej na ludzki język
                                                    wersji brzmi ona mniej więcej tak: Przyczyna jest przyczyną. I
                                                    dlatego przyczyna istnieje. Przyczyna = bóg. Bóg istnieje.
                                                    Blablabla... Czy Ty wiesz, co to logika?
                                                    >>>

                                                    Następny kwiatek, o którym już kiedyś pisałem. Teraz trzeba
                                                    łopatologicznie.

                                                    Wg SJP – przyczyna = zespół warunków wywołujących jakiś skutek,
                                                    powodujących powstanie jakiegoś zjawiska, zdarzenia.
                                                    Np. przyczyna katastrofy = trzęsienie ziemi
                                                    czy tez , aby było zgodnie ze składnią jak w temacie :
                                                    trzęsienie ziemi = przyczyna katastrofy.

                                                    Składnia równania jest następująca:
                                                    Podmiot 1 = przyczyna ; podmiot 2 ( w dopełniaczu)

                                                    Wg kociaka:
                                                    Podmiot 1 = Bóg
                                                    Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    Podstawiając zgodnie ze składnią:
                                                    Bóg = przyczyna powstania świata

                                                    Wg Twojego rozumowania, który tu prezentujesz:
                                                    Bóg = przyczyna
                                                    Stąd tożsamość
                                                    Przyczyna = przyczyna.

                                                    Czy widzisz różnicę, która to powoduje. Czego w Twojej składni
                                                    brakuje? Logiku od siedmiu boleści.
                                                  • grgkh Re: Kociakowe brednie 13.12.09, 21:12
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Składnia równania jest następująca:
                                                    > Podmiot 1 = przyczyna ; podmiot 2 ( w dopełniaczu)
                                                    >
                                                    > Wg kociaka:
                                                    > Podmiot 1 = Bóg
                                                    > Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    > Podstawiając zgodnie ze składnią:
                                                    > Bóg = przyczyna powstania świata
                                                    >
                                                    > Wg Twojego rozumowania, który tu prezentujesz:
                                                    > Bóg = przyczyna
                                                    > Stąd tożsamość
                                                    > Przyczyna = przyczyna.
                                                    >
                                                    > Czy widzisz różnicę, która to powoduje. Czego w Twojej składni
                                                    > brakuje? Logiku od siedmiu boleści.

                                                    Najpierw musisz zdefiniować pojęcie podmiot 1, "bóg", (wtedy stanie się dopiero
                                                    podmiotem, wcześniej jest "wymiotem"), a dopiero potem możesz dokonywać
                                                    porównania. Jest definicja boga jako podmiotu? Nie ma. I sprawa się rypła, a Ty
                                                    bredzisz, bo tego nie zauważyłeś. smile Oj, wstyd, kiwaczek.

                                                    Wobec tego pozostaje nam inna możliwość: w kociakowej równości przyczyna =
                                                    przyczynie jako synonim. I o tym mówiłem.

                                                    Ale dobrze, świetnie, proponuj następne blablabla... smile

                                                    Na razie jest po sprawie, kiwaczku, logiku od siedmiu boleści.

                                                    A teraz czekam na odpowiedź. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Kociakowe brednie 13.12.09, 22:52
                                                    <<<
                                                    Składnia równania jest następująca:
                                                    > Podmiot 1 = przyczyna ; podmiot 2 ( w dopełniaczu)
                                                    >
                                                    > Wg kociaka:
                                                    > Podmiot 1 = Bóg
                                                    > Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    > Podstawiając zgodnie ze składnią:
                                                    > Bóg = przyczyna powstania świata
                                                    >
                                                    > Wg Twojego rozumowania, który tu prezentujesz:
                                                    > Bóg = przyczyna
                                                    > Stąd tożsamość
                                                    > Przyczyna = przyczyna.
                                                    >
                                                    > Czy widzisz różnicę, która to powoduje. Czego w Twojej składni
                                                    > brakuje? Logiku od siedmiu boleści.

                                                    Najpierw musisz zdefiniować pojęcie podmiot 1, "bóg", (wtedy stanie
                                                    się dopiero
                                                    podmiotem, wcześniej jest "wymiotem"), a dopiero potem możesz
                                                    dokonywać
                                                    porównania. Jest definicja boga jako podmiotu? Nie ma. I sprawa się
                                                    rypła, a Ty
                                                    bredzisz, bo tego nie zauważyłeś. Oj, wstyd, kiwaczek
                                                    >>>

                                                    Łopatologicznie inaczej

                                                    Przykład 1

                                                    Wg kociaka:
                                                    Podmiot 1 = Bóg
                                                    Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    Cecha lub zależność = przyczyna

                                                    Składnia definicji
                                                    Podmiot1 = cecha lub zależność; podmiot 2
                                                    Wg składni
                                                    Bóg = przyczyna powstania świata

                                                    Przykład 2
                                                    Podmiot 1 = impedancja
                                                    Podmiot 2 = rezystancja
                                                    Podmiot 3 = reaktancja
                                                    Cecha lub zależność = wypadkowa

                                                    Składnia definicji
                                                    Podmiot1 = cecha lub zależność; podmiot 2 ; podmiot 3
                                                    Wg składni
                                                    impedancja = wypadkowa rezystancji i reaktancji.

                                                    Wg Ciebie powinno być:
                                                    impedancja = wypadkowa
                                                    więc
                                                    wypadkowa to wypadkowa.

                                                    A może najpierw musisz zdefiniujesz podmiot 1 czyli impednację?

                                                    Przechodzisz do coraz to wyższego stopnia kretynizmu.

                                                    Ponadto, przytoczę to co już kiedyś pisałem w tym temacie:
                                                    „Kociak zdefiniował Boga nie jako PRZYCZYNĘ, ale jako PRZYCZYNĘ
                                                    POWSTANIA ŚWIATA ( czy energii, materii, przestrzeni). Nie
                                                    przeinaczaj treści. To nie jest równość synonimiczna.
                                                    Przy założeniu ,że świat miał przyczynę powstania, hipotetycznie
                                                    przyczyn może być wiele (nie ograniczam „wiele” do „kilku”wink. Co
                                                    było ( jeśli było) przyczyną powstania tego nie wiadomo. Jeśli
                                                    przyczyną było np. jakiekolwiek zjawisko czy wydarzenie, czy taki a
                                                    nie inny zbiór warunków, to nie można byłoby twierdzić, że przyczyną
                                                    powstania świata jest Bóg ( jak to określił kociak), bo byłoby
                                                    wiadomo, że przyczyną powstania jest np. gradientalna konwergencja
                                                    preturberancji na zgięciu wektora Pointinga a nie Bóg, który mogłyby
                                                    zaistnieć w tym przypadku tylko i wyłącznie jako synonimiczna nazwa
                                                    tegoż (hipotetycznego) zjawiska. Jednak jeśli żadne ze znanych (
                                                    teraz, jak i hipotetycznie w przyszłości) zjawisk , wydarzeń czy
                                                    zestawu warunków nie było przyczyną powstania świata, a świat miał
                                                    przyczynę powstania, to wg definicji kociaka, ta przyczyna to Bóg.”
                                                  • grgkh No i boga nie ma :) 14.12.09, 00:42
                                                    Widzę, że się strasznie spociłeś, kiwaczek, ale niepotrzebnie. Wytrzyj czoło.

                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Przykład 1
                                                    >
                                                    > Wg kociaka:
                                                    > Podmiot 1 = Bóg
                                                    > Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    > Cecha lub zależność = przyczyna
                                                    >
                                                    > Składnia definicji
                                                    > Podmiot1 = cecha lub zależność; podmiot 2
                                                    > Wg składni
                                                    > Bóg = przyczyna powstania świata
                                                    ____________

                                                    Podmiot 1 = brak boga
                                                    Podmiot 2 = powstanie świata

                                                    ...

                                                    > Wg składni
                                                    > Bóg = przyczyna powstania świata

                                                    Brak boga = powstanie świata.

                                                    I oto przeprowadziłes dowód, że boga nie ma.

                                                    Brawo.

                                                    Rzeczywiście jesteś logikiem od siedmiu boleści. smile

                                                    Brak boga jest przyczyną powstania tego wszystkiego, co kociak bogu przypisywał.

                                                    Ty naprawdę jesteś jakimś klerykiem. Naczytałeś się tych filozoficznych pierdoł
                                                    i wydaje Ci się, że to działa. Nie, kiwaczek. To nie działa, a ty za cienki
                                                    jesteś, żeby pojąć, dlaczego to nie działa.
                                                  • kiwaczek11 Re: No i boga nie ma :) 14.12.09, 18:08
                                                    <<<
                                                    Podmiot 1 = brak boga
                                                    Podmiot 2 = powstanie świata
                                                    ...
                                                    > Wg składni
                                                    > Bóg = przyczyna powstania świata
                                                    Brak boga = powstanie świata.
                                                    I oto przeprowadziłes dowód, że boga nie ma.
                                                    >>>

                                                    Czym się podniecasz? Radio Erewań. Nie samochody tylko rower i nie
                                                    rozdają tylko kradną. Nie ja przeprowadziłem tylko Ty , i nie dowód
                                                    tylko... nie wiadomo co właściwie. Karykatura jakaś...

                                                    Kociak w ten sposób zdefiniował Boga :
                                                    Bóg = przyczyna powstania świata.

                                                    Ty zastąpiłeś Boga brakiem Boga. Trzymając się powyższego schematu
                                                    zdefiniowałes „Brak Boga” . Wróć. Tak bardzo Cię poniosła euforia,
                                                    że zniekształciłeś składnię pomijając cechę lub zależność związaną z
                                                    podmiotem 2, czyli w tym przypadku przyczynę. U Ciebie zatem
                                                    „brak boga = powstanie świata.”
                                                    Jakikolwiek byłby tego sens ( czy raczej bezsens), który wyszedł z
                                                    niechlujnej kopii schematu, to jednak jest tylko definicja, albo
                                                    próba definicji. Tak jak i w przypadku kociaka to tez tylko
                                                    definicja. O słuszności i prawdziwości tak samo nieweryfikowalnej.
                                                    To nie jest dowód. Mylisz pojęcia, logiku... A Tyś Już był w
                                                    ogródku, już witał się z gąską... Bo, jak pisałem w poprzednim
                                                    poście, rozstrzygnąć, czy definicja , kociaka czy ta Twoja
                                                    karykatura, którą tu skleciłeś, jest prawdziwa, można tylko mając
                                                    WIEDZĘ o tym , czy świat powstał ( w sensie aktu powstania,
                                                    początku), i jeśli powstał, co było przyczyną tego powstania. A
                                                    takiej WIEDZY nie ma.
                                                    Bez tej wiedzy nie jesteś wstanie rozstrzygnąć, czy Bóg jest
                                                    przyczyną powstania świata czy też , jak u ciebie ( aż mi nie
                                                    przechodzi przez klawiaturę ten definicyjny , logiczny i składniowy
                                                    potworek) „brak Boga = powstanie świata”.

                                                    W ogóle żal komentować , do jakiego poziomu idiotyzmu doprowadza Cię
                                                    Twoje zacietrzewienie w Twojej jedynie słusznej ideologii. Żal i
                                                    rozpacz.

                                                    Napisałem niedawno, że twój organizm nie jest układem odizolowanym.
                                                    Myślę teraz , ze mogłem się mylić. Jak na dłoni widać rosnącą
                                                    entropię. Rosnące nieuporządkowanie Twoich myśli aż razi po oczach.


                                                  • grgkh Kiwaczek i kociak skasowani, następni proszę :) 14.12.09, 18:57
                                                    Kiwaczek, to Ty się podniecałeś, że "definicja" kociaka jest
                                                    prawdziwa i że coś z niej wynika. smile Wyczekałem, aż weźmiesz się za
                                                    dowodzenie w rodzaju tego, które właśnie tu przeprowadziłeś. I się
                                                    opłaciło. Dowód Twojej ignorancji w tym wątku już jest.

                                                    "Definicja" nie jest prawdziwa i z niej nic n/t boga nie wynika.
                                                    Jest to takie sobie blablabla... czyli bredzenie.

                                                    Nie ma dowodu na istnienie - bóg nie istnieje.

                                                    A Twoja argumentacja z tymi podmiotami jest... tak dobra, że aż
                                                    nieskuteczna. smile

                                                    Polegliście. I z zakładem Pascala i z istnieniem boga, którego nie
                                                    ocaliliście. Nie istnieje, księże proboszczu. Możesz sobie w łeb
                                                    strzelić z rozpaczy.

                                                    Dyskusję uważam za zakończoną. Proszę wynieść zwłoki obu panów. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: Re: następni proszę - łapał Kozak 14.12.09, 20:58
                                                    <<<
                                                    Kiwaczek, to Ty się podniecałeś, że "definicja" kociaka jest
                                                    prawdziwa i że coś z niej wynika. Wyczekałem, aż weźmiesz się za
                                                    dowodzenie w rodzaju tego, które właśnie tu przeprowadziłeś. I się
                                                    opłaciło. Dowód Twojej ignorancji w tym wątku już jest.

                                                    "Definicja" nie jest prawdziwa i z niej nic n/t boga nie wynika.
                                                    Jest to takie sobie blablabla... czyli bredzenie.
                                                    >>>

                                                    Już pisałem . Zarzucałeś , że definicja kociaka jest fałszywa, przy
                                                    czym wyszło, że nie masz pojęcia jaka definicja to definicja
                                                    fałszywa i dlaczego jest fałszywa.
                                                    Definicja kociaka jest formalnie poprawna. Rozstrzygnięcie czy jej
                                                    treść jest prawdziwa, albo raczej zgodna z rzeczywistością to
                                                    kwestia dowodu a nie definicji. Dowodu na to , czy świat miał
                                                    przyczynę powstania , czy nie. A tego nie wiadomo. Jeśli nie,
                                                    definicja nie jest prawdziwa. Jeśli miał, to ta przyczyna wg kociaka
                                                    nazywa się Bóg. A czy ten Bóg jest zgodny z Twoimi wyobrażeniami
                                                    dotyczącymi słów „Bóg” to już inna kwestia.

                                                    <<<
                                                    Nie ma dowodu na istnienie - bóg nie istnieje.
                                                    >>>
                                                    No cóż , przychodzi mi powtarzać to samo, może kiedyś załapiesz :
                                                    brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.

                                                    <<<
                                                    Polegliście. I z zakładem Pascala i z istnieniem boga, którego nie
                                                    ocaliliście. Nie istnieje, księże proboszczu. Możesz sobie w łeb
                                                    strzelić z rozpaczy.
                                                    >>>
                                                    Łapał Kozak Tatarzyna, a Tatarzyn za łeb trzyma.
                                                  • grgkh Złap się za włosy i podnieś do góry :) 15.12.09, 01:53
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.

                                                    Owszem, jest. W opisie świata nie istnieje nic, czego nie dowiedliśmy. A i
                                                    wtedy, gdy tam zaistnieje, to tylko tymczasowo, bo wszystkie tezy n/t świata
                                                    mogły podlegać błędnemu dowodzeniu.

                                                    I tego to ty nie łapiesz, bo za trudne.

                                                    > Zarzucałeś , że definicja kociaka jest fałszywa, przy
                                                    > czym wyszło, że nie masz pojęcia jaka definicja to definicja
                                                    > fałszywa i dlaczego jest fałszywa.

                                                    Jest fałszywa bo stanowi tylko połowę pełnej definicji. Cała definicja musi
                                                    zawierać obie części, alternatywę:

                                                    "Bóg istnieje..." itd
                                                    "Bóg nie istnieje..." itd
                                                    Dopiero wtedy opisuje ona bez manipulacji sytuację.

                                                    A następnie, ponieważ z tej alternatywy nic nie wynika, ponieważ jest ona
                                                    względem boga obojętna, więc należy ją całkowicie odrzucić.

                                                    > Definicja kociaka jest formalnie poprawna.

                                                    Nie jest.

                                                    > Rozstrzygnięcie czy jej treść jest prawdziwa,
                                                    > albo raczej zgodna z rzeczywistością to
                                                    > kwestia dowodu a nie definicji.

                                                    Do dowodu jest jeszcze bardzo daleko.

                                                    > Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.

                                                    Świat miał jakieś założenia, a przyczyny założeń nie istnieją. Są one
                                                    elementarne i niezależne od wszystkiego, co z nich wynika.

                                                    > A tego nie wiadomo.

                                                    Logicznie jest to oczywiste.

                                                    > Jeśli nie, definicja nie jest prawdziwa.
                                                    > Jeśli miał, to ta przyczyna wg kociaka
                                                    > nazywa się Bóg.

                                                    Nie. Nazywa się TYLKO przyczyna. To błędne koło. Bóg=przyczyna. Przyczyna=bóg. I
                                                    bóg jest zbędny, bo wystarczyłaby przyczyna. Ale już wcześniej powiedziałem -
                                                    przyczyny założeń (aksjomatów) nie ma.

                                                    Bredzisz, kiwaczek.
                                                  • kiwaczek11 Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry :) 15.12.09, 20:14
                                                    <<<
                                                    brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.

                                                    Owszem, jest. W opisie świata nie istnieje nic, czego nie
                                                    dowiedliśmy. A i
                                                    wtedy, gdy tam zaistnieje, to tylko tymczasowo, bo wszystkie tezy
                                                    n/t świata
                                                    mogły podlegać błędnemu dowodzeniu.
                                                    >>>
                                                    Tutejsze rozważanie istnień nie dotyczy opisu świata, ale świata. (
                                                    np. nie odkryte gatunki, które są (hipotetycznie) poza opisem
                                                    świata, tak jak te gatunki, które odkryto niedawno i do tego momentu
                                                    nie było ich w opisie, a twierdzenie , ze wcześniej nie istniały (w
                                                    świecie!!!) to symptom Twojego „geniuszu”
                                                    ), bo o istnieniu w
                                                    modelu, czy opisie nie ma co dyskutować. Sprawa jest jasna.

                                                    <<<<<<
                                                    > Zarzucałeś , że definicja kociaka jest fałszywa, przy
                                                    > czym wyszło, że nie masz pojęcia jaka definicja to definicja
                                                    > fałszywa i dlaczego jest fałszywa.
                                                    Jest fałszywa bo stanowi tylko połowę pełnej definicji. Cała
                                                    definicja musi
                                                    zawierać obie części, alternatywę:
                                                    "Bóg istnieje..." itd
                                                    "Bóg nie istnieje..." itd
                                                    Dopiero wtedy opisuje ona bez manipulacji sytuację.
                                                    >>>>>>>
                                                    To są twierdzenia a nie definicje, mylisz pojęcia chłopcze. Wobec
                                                    wcześniejszych rozważań, konsekwentnie doszedłbyś do postaci „
                                                    Istnieje przyczyna powstania świata” czy tez „ nie istnieje
                                                    przyczyna powstania świata”. To są twierdzenia.
                                                    Jak zatem miałaby wyglądać „pełna definicja”, bez posługiwania się
                                                    nic nie mówiącego „itd.” ?
                                                    Ponadto, jak już kiedyś pisałem, to kiedy definicja jest fałszywa
                                                    jest ściśle określone. Wskaż , który z określonych warunków wskazuje
                                                    na to , że definicja kociaka jest fałszywa. Nie interesują mnie
                                                    Twoje WRAŻENIA , DOMNIEMANIA czy KOMBINACJE odnośnie fałszywości.
                                                    Wskaż konkret.

                                                    <<<
                                                    A następnie, ponieważ z tej alternatywy nic nie wynika, ponieważ
                                                    jest ona
                                                    względem boga obojętna, więc należy ją całkowicie odrzucić.
                                                    >>>
                                                    Jakkolwiek nie można przejść obojętnie obok Twoich „logicznych (
                                                    inaczej)” implikacji, to jeśli odrzucasz, to odrzucasz obie tezy,
                                                    zarówno tezę „Bóg istnieje” , jak i tezę „Bóg nie istnieje”.
                                                    Odrzucenie pierwszej tezy uśmierca wszelkie próby religiantów
                                                    dowodzenia istnienia Boga. Odrzucenie drugiej tezy uśmierca Twój
                                                    szumnie zwany „dowód” na nieistnienie Boga. I wszystko w temacie.

                                                    <<<
                                                    > Definicja kociaka jest formalnie poprawna.
                                                    Nie jest.
                                                    >>>
                                                    Jeszcze raz , wskaż konkret, kryterium, wg którego definicja nie
                                                    jest poprawna.

                                                    <<<
                                                    >Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.
                                                    Świat miał jakieś założenia, a przyczyny założeń nie istnieją. Są
                                                    one
                                                    elementarne i niezależne od wszystkiego, co z nich wynika.
                                                    >>>
                                                    To jest twoja teza. Należy teraz ją udowodnić. Po kolei. Że świat
                                                    miał założenia. Że przyczyny założeń nie istnieją. Że założenia są
                                                    niezależne od wszystkiego , co z nich wynika.

                                                    Nota bene, w odniesieniu do Boga pisałeś, że nie jest możliwe aby
                                                    był „gdzieś poza światem”, że jeśli istniałby, musiałby podlegać
                                                    regułom wszechświata. A wiec musiałby być elementem wszechświata
                                                    zależnym od innych elementów. Jednocześnie, jak można przeczytać
                                                    powyżej, na tej zabronionej pozycji lekkim gestem
                                                    umieszczasz „elementarne założenia”, które , jak piszesz, nie są
                                                    zależne od niczego co z nich wynika. A wiec skoro wynika z nich
                                                    powstanie świata i jego reguły, musiałby być „gdzieś poza światem”.
                                                    Twoja niekonsekwencja sięga szczytu. Masz umysł dziecka , grgkh.

                                                    <<<
                                                    Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.
                                                    > A tego nie wiadomo.
                                                    Logicznie jest to oczywiste.
                                                    >>>
                                                    W ten sam sposób jest to dla Ciebie logicznie oczywiste, jak dla
                                                    średniowiecznego chłopa, że Ziemia jest płaska.

                                                    <<<
                                                    > Jeśli nie, definicja nie jest prawdziwa.
                                                    > Jeśli miał, to ta przyczyna wg kociaka
                                                    > nazywa się Bóg.
                                                    Nie. Nazywa się TYLKO przyczyna. To błędne koło. Bóg=przyczyna.
                                                    Przyczyna=bóg. I
                                                    bóg jest zbędny, bo wystarczyłaby przyczyna. Ale już wcześniej
                                                    powiedziałem -
                                                    przyczyny założeń (aksjomatów) nie ma.
                                                    >>>

                                                    Przykład kolejny
                                                    Definicja systemu
                                                    Podmiot 1 = system
                                                    Podmiot 2 = zbiór elementów (element 1, element 2 ....element n )
                                                    Cecha lub relacja = współdziałanie

                                                    Składnia
                                                    System = zbiór współdziałających elementów.
                                                    Czy słownie, system to zbiór współdziałających elementów

                                                    Wg Twojej logiki należałoby wyśmiać tę definicję, bo system to
                                                    zbiór , a zbiór to system.

                                                    Ponadto, odnośnie definicji kociaka
                                                    Jeśli okaże się, że świat miał przyczynę powstania ( a jest to wg
                                                    Ciebie logiczne, że miał
                                                    ) a przyczyną powstania byłoby np. (
                                                    hipotetycznie, ssąc całkowicie z palca, tylko aby zarysować sens –
                                                    czysta fantastyka
                                                    ) zjawisko polegające na indukcyjnym wzbudzaniu
                                                    się pola energetycznego pod wpływem wirujących określonych
                                                    konfiguracji układów wszechświatów, które to pole skutkuje
                                                    wytworzeniem przestrzeni trójwymiarowej kondensującej energię tych
                                                    wszechświatów, przechodząca w materię, to takie zjawisko wg
                                                    definicji kociaka będzie nazywać się Bóg .
                                                    Tobie przeszkadza po lewej stronie składni słowo, które zasiedziało
                                                    w Twojej łepetynie z całym kompletem religijnych jego definicji,
                                                    począwszy i skończywszy na brodatym dziadzi, siedzącym na tronie.
                                                    Dlatego WYDAJE Ci się , że trzeba najpierw zdefiniować słowo po
                                                    lewej stronie składni. A definiuje je , w tym przypadku, lewa strona
                                                    składni.

                                                    Czekam na konkret w sprawie fałszywej definicji.
                                                  • grgkh Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry :) 16.12.09, 17:07
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > > > brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na nieistnienie.
                                                    >
                                                    > > Owszem, jest. W opisie świata nie istnieje nic,
                                                    > > czego nie dowiedliśmy. A i wtedy, gdy tam zaistnieje,
                                                    > > to tylko tymczasowo, bo wszystkie tezy n/t świata
                                                    > > mogły podlegać błędnemu dowodzeniu.

                                                    > Tutejsze rozważanie istnień nie dotyczy opisu świata,
                                                    > ale świata.

                                                    Nic podobnego. Popatrz, co piszesz: "rozważanie dotyczy świata" -
                                                    nie "jest" światem, ale go "dotyczy", a więc opisuje. To, co dotyczy
                                                    świata jest jego opisem. Wszystko, co w świadomości formułujesz jest
                                                    INTERPRETACJĄ jakichś danych. Świat w całości nie siedzi w Twojej
                                                    głowie. Świat jest źródłem danych, a każda myśl jest składnikiem
                                                    cząstkowego opisu świata. O tym, czy dać poszczególnym składnikom
                                                    wiarę czy nie, decydujemy my. Jeśli nie chcemy bałaganu, jeśli
                                                    chcemy prawdziwego opisu świata, to powinniśmy każdą tezę
                                                    weryfikować. Ale że możemy mieć nieścisłe dane lub moglibyśmy je
                                                    niewłaściwie zinterpretować, to trzeba im ufać tymczasowo. Istnienie
                                                    jest wyłącznie potwierdzeniem prawdziwości i ulokowaniem takiej tezy
                                                    wśród innych, także prawdziwych tez i także opisujących świat.

                                                    > (np. nie odkryte gatunki, które są (hipotetycznie)
                                                    > poza opisem świata, tak jak te gatunki, które odkryto niedawno
                                                    > i do tego momentu nie było ich w opisie, a twierdzenie ,
                                                    > ze wcześniej nie istniały (w świecie!!!)

                                                    Nie "w świecie", kiwaczek, nie bądź niewyuczalnym idiotą i naucz się
                                                    czytać, co piszę. A pisałem to bardzo wiele razy. Świat to źródło
                                                    danych cząstkowych. Np. na podstawie kilku kości można w opisie
                                                    świata "powołać do istnienia" jakiś nowy gatunek przodka człowieka.
                                                    I wtedy on tam istnieje. Potem ktoś udowodni, że to była
                                                    mistyfikacja lub błąd interpretacyjny i tego istnienia już nie
                                                    będzie. Ale w opisie, o którym pamiętamy, w tym wcześniejszym
                                                    opisie, musimy mówić, że w tam ten gatunek istniał. Natomiast w
                                                    dzisiejszym nie istnieje. A świat ma to w dupie i nic go nasze opisy
                                                    nie obchodzą. Nie obchodzą go definicje gatunku, które możemy sobie
                                                    zmieniać itp. Świat jest BEZDEFINICYJNY. Czy to do twojej zakutej
                                                    pały dociera? Świat to czasoprzestrzeń i na jej tle zmieniające się
                                                    struktury. I nic więcej.

                                                    > to symptom Twojego „geniuszu”wink,

                                                    Kiwaczek, to Ty jesteś tępy i do Ciebie nie dociera, że definicje
                                                    MUSZĄ być jednoznaczne. Nie mam nic przeciwko temu, żebyśmy
                                                    używali "istnienia" w innych, kontekstach, potocznych definicjach,
                                                    inaczej zdefiniowanego, ale musisz pamiętać za każdym razem, której
                                                    definicji to dotyczy.

                                                    Gdy mówimy o opisywaniu świata przez naszą świadomość to niezbędna
                                                    jest nam jakaś definicja istnienia, a najbardziej oczywista i
                                                    naturalna to ta, o której mówię. I tej musimy używać ZAWSZE już
                                                    tylko w takim znaczeniu.

                                                    Wychowanku seminarium duchownego, księże proboszczu, czytelniku
                                                    dzieł filozofów i teologów (którzy od wieków tylko takim
                                                    manipulowaniem pojęciami się zajmowali) zostałeś w tyle. Coś Ci się
                                                    w logice Twojej świadomości spierdzieliło i już taki ułomny zajączek
                                                    pozostaniesz na zawsze.

                                                    > bo o istnieniu w modelu, czy opisie nie ma co dyskutować.
                                                    > Sprawa jest jasna.

                                                    Dla ciemniaka sprawa jest ciemna, kiwaczek, choć twierdzi on, że
                                                    jest odwrotnie.

                                                    > Zarzucałeś , że definicja kociaka jest fałszywa, przy
                                                    > czym wyszło, że nie masz pojęcia jaka definicja to definicja
                                                    > fałszywa i dlaczego jest fałszywa.

                                                    Jest fałszywa, bo nie spełnia warunków, które powinna spełniać
                                                    definicja. Daję Ci szansę, wypowiedz, jakie to warunki. Czy je znasz?

                                                    > Jest fałszywa bo stanowi tylko połowę pełnej definicji.
                                                    > Cała definicja musi zawierać obie części, alternatywę:
                                                    > "Bóg istnieje..." itd
                                                    > "Bóg nie istnieje..." itd
                                                    > Dopiero wtedy opisuje ona bez manipulacji sytuację.

                                                    No proszę, olśniło ciemniaka. Czyżby wasza definicja spełniała także
                                                    warunki twierdzenia? To jest ona twierdzeniem czy definicją?

                                                    Kiwaczek nie potrafi odróżnić definicji od twierdzenia. Dotąd
                                                    podobno w ten sposób DEFINIOWAŁEŚ boga. smile

                                                    > To są twierdzenia a nie definicje, mylisz pojęcia chłopcze.

                                                    Ja mylę, czy Ty z kociakiem mylicie? Ale gdzie jest wasza definicja
                                                    boga? Nie ma jej w ogóle? Czy wiesz, że w twierdzeniach nie wolno
                                                    używać pojęć niezdefiniowanych, bo one wtedy NIE ISTNIEJĄ? Czy
                                                    zauważyłeś, że i w takiej sytuacji mówimy o istnieniu i nieistnieniu
                                                    w kontekscie opisu świata. I, broń boże smile, nie czegoś, co jest poza
                                                    światem, bo o tym Z DEFINICJI nie wolno mówić, gdyż nie dałoby się
                                                    tego zweryfikować doświadczalnie.

                                                    > Wobec
                                                    > wcześniejszych rozważań, konsekwentnie doszedłbyś do postaci „
                                                    > Istnieje przyczyna powstania świata” czy tez „ nie istnieje
                                                    > przyczyna powstania świata”. To są twierdzenia.

                                                    Zgadza się, to są twierdzenia, które u was "robią" także za
                                                    definicje. Czy źle was rozumiem?

                                                    > Jak zatem miałaby wyglądać „pełna definicja”,
                                                    > bez posługiwania się nic nie mówiącego „itd.” ?

                                                    I sprawa się rypła. Ty nie masz definicji boga i ja jej nie mam. W
                                                    naszym wspólnym opisie świata bóg nie istnieje.

                                                    Kiwaczek właśnie ogłosił, że bóg nie istnieje, ponieważ sam tego nie
                                                    wiedząc, mnie pyta o jego definicję. smile

                                                    Kupa śmiechu.

                                                    > Ponadto, jak już kiedyś pisałem,
                                                    > to kiedy definicja jest fałszywa
                                                    > jest ściśle określone. Wskaż , który z określonych
                                                    > warunków wskazuje na to , że definicja kociaka jest fałszywa.
                                                    > Nie interesują mnie Twoje WRAŻENIA , DOMNIEMANIA czy KOMBINACJE
                                                    > odnośnie fałszywości.

                                                    Pobawię się z Tobą w kotka i myszkę. Już wiesz, że coś mam, ale nie
                                                    wiesz co. Jest tak? Według Ciebie ta definicja jest poprawna. Masz
                                                    więc jakieś kryteria ustalania poprawności definicji. Teraz ja Cię
                                                    poddaję egzaminowi. Kiwaczek, jeśli masz choćby cień inteligencji,
                                                    to odpowiesz na to bez problemu: Jakie są kryteria dla definicji?

                                                    > Wskaż konkret.

                                                    Konkret już tutaj, między wierszami, jest i jeśli nie jesteś
                                                    kompletnym idiotą, to sobie go znajdziesz. smile. Ale najpierw Twoja
                                                    odpowiedź, mądralo. wink
                                                  • kiwaczek11 A to krętacz! 19.12.09, 23:44
                                                    Twoja bezczelność i krętactwo nie zna granic.
                                                    <<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<<
                                                    > Zarzucałeś , że definicja kociaka jest fałszywa, przy
                                                    > czym wyszło, że nie masz pojęcia jaka definicja to definicja
                                                    > fałszywa i dlaczego jest fałszywa.
                                                    Jest fałszywa, bo nie spełnia warunków, które powinna spełniać
                                                    definicja. Daję Ci szansę, wypowiedz, jakie to warunki. Czy je znasz?
                                                    > Ponadto, jak już kiedyś pisałem,
                                                    > to kiedy definicja jest fałszywa
                                                    > jest ściśle określone. Wskaż , który z określonych
                                                    > warunków wskazuje na to , że definicja kociaka jest fałszywa.
                                                    > Nie interesują mnie Twoje WRAŻENIA , DOMNIEMANIA czy KOMBINACJE
                                                    > odnośnie fałszywości.
                                                    Pobawię się z Tobą w kotka i myszkę. Już wiesz, że coś mam, ale nie
                                                    wiesz co. Jest tak? Według Ciebie ta definicja jest poprawna. Masz
                                                    więc jakieś kryteria ustalania poprawności definicji. Teraz ja Cię
                                                    poddaję egzaminowi. Kiwaczek, jeśli masz choćby cień inteligencji,
                                                    to odpowiesz na to bez problemu: Jakie są kryteria dla definicji?
                                                    > Wskaż konkret.
                                                    Konkret już tutaj, między wierszami, jest i jeśli nie jesteś
                                                    kompletnym idiotą, to sobie go znajdziesz. . Ale najpierw Twoja
                                                    odpowiedź, mądralo.
                                                    > > Definicja kociaka jest formalnie poprawna.
                                                    > Nie jest.
                                                    > Jeszcze raz , wskaż konkret, kryterium,
                                                    > wg którego definicja nie jest poprawna.
                                                    Najpierw Twoje kryteria poprawności. Elegancko, tak jak to umiesz,
                                                    wytłumacz czytającym te posty, jakie warunki musi spełniać
                                                    definicja, by za taką można ją było uznać waszą o bogu.
                                                    >>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>>
                                                    To Ty zarzucałeś nagminnie ludziom, że takie czy inne definicje są
                                                    fałszywe. Wobec tego już dawno temu ZAŻĄDAŁEM od Ciebie wskazania,
                                                    kiedy definicja jest fałszywa i dlaczego. Miałeś wskazać wg którego
                                                    warunku definicja kociaka jest definicją fałszywa. Nie
                                                    odpowiedziałeś. Temat powrócił, zapytałem ponownie. Nie
                                                    odpowiedziałeś. Bo nie wiesz. Wymachujesz pojęciem , o którym nie
                                                    masz żadnej wiedzy.
                                                    Mało tego. Teraz próbujesz w bezczelny sposób odwrócić kota ogonem i
                                                    żądać tego ode mnie. ‘Dajesz mi szanse...”. Pytasz „czy znam je?”
                                                    Jaśnie panu na tacy podać , to sobie wybierze.
                                                    Nie przejdzie, grgkh, bezczelny krętaczu. Cienki jesteś jak
                                                    polsilver. Jakiegokolwiek zagadnienia nie dotkniesz, wychodzi na jaw
                                                    twoja bezkresna ignorancja. A edukować Cię nie mam zamiaru. Zrobiłem
                                                    jeden wyjątek i na tym koniec. Za edukację dziś słono się płaci.
                                                    I to nie „ja mam warunki”. To nie są „moje kryteria poprawnosci”. To
                                                    wiedza z zakresu definiowania. Obca Ci, jak każda inna.

                                                    <<<
                                                    Tutejsze rozważanie istnień nie dotyczy opisu świata,
                                                    > ale świata.
                                                    Nic podobnego. Popatrz, co piszesz: "rozważanie dotyczy świata" -
                                                    nie "jest" światem, ale go "dotyczy", a więc opisuje.
                                                    >>>
                                                    ???

                                                    <<<
                                                    To, co dotyczy świata jest jego opisem.
                                                    >>>
                                                    Zawartość opisu świata jest ograniczona ( w danym momencie) tym , co
                                                    zdołano udowodnić lub odkryć.
                                                    Zawartość świata nie jest (potencjalnie) ograniczona granicami opisu
                                                    świata.
                                                    Istnienia w opisie wymagają udowodnienia tego istnienia. Istnienia (
                                                    potencjalne) w świecie nie potrzebują dowodu takiego istnienia , aby
                                                    istnieć. Tak jak nowo odkryte gatunki przed ich odkryciem (
                                                    udowodnieniem istnienia).

                                                    <<<
                                                    Ale że możemy mieć nieścisłe dane lub moglibyśmy je niewłaściwie
                                                    zinterpretować, to trzeba im ufać tymczasowo.
                                                    >>>
                                                    Dlatego o ile można mówić , że coś istnieje jeśli udowodniono to
                                                    istnienie ( nawet tymczasowo), o tyle nie można mówić , ze coś nie
                                                    istnieje tylko dlatego, że nie udowodniono tego istnienia. Można
                                                    tylko mówić , że „ nie ma dowodu na takie istnienie” i nie brać pod
                                                    uwagę tego istnienia w opisie. Nie branie pod uwagę a twierdzenie ,
                                                    ze nie istnieje, to różnica zasadnicza.

                                                    <<<
                                                    Np. na podstawie kilku kości można w opisie
                                                    świata "powołać do istnienia" jakiś nowy gatunek przodka człowieka.
                                                    [...]
                                                    I wtedy on tam istnieje. Potem ktoś udowodni, że to była
                                                    mistyfikacja lub błąd interpretacyjny i tego istnienia już nie
                                                    będzie.
                                                    >>>
                                                    Ale ta kość istniała w świecie, na długo zanim pojawiła się istota
                                                    tworząca opisy świata. Równie dobrze moglibyśmy na nią nigdy nie
                                                    natrafić, co według Ciebie oznaczałoby , że ta kość w ogóle nie
                                                    istnieje.
                                                    Dlatego:
                                                    <<<
                                                    świat ma to w dupie i nic go nasze opisy nie obchodzą.
                                                    >>>
                                                    co jest równoznaczne z tym co napisałem, że jeśli coś istnieje, nie
                                                    potrzebuje Twojego dowodu, aby być powołane do istnienia. Możesz
                                                    sobie robić opisy bez kości, co nie jest dowodem na to ,ze kość nie
                                                    istnieje.

                                                    <<<<
                                                    > Jest fałszywa bo stanowi tylko połowę pełnej definicji.
                                                    > Cała definicja musi zawierać obie części, alternatywę:
                                                    > "Bóg istnieje..." itd
                                                    > "Bóg nie istnieje..." itd
                                                    > Dopiero wtedy opisuje ona bez manipulacji sytuację.

                                                    No proszę, olśniło ciemniaka. Czyżby wasza definicja spełniała także
                                                    warunki twierdzenia? To jest ona twierdzeniem czy definicją?
                                                    >>>
                                                    Zacytowałeś samego siebie i zajadle ze sobą polemizujesz 

                                                    <<<
                                                    Kiwaczek nie potrafi odróżnić definicji od twierdzenia. Dotąd
                                                    podobno w ten sposób DEFINIOWAŁEŚ boga.
                                                    [...]
                                                    Ja mylę, czy Ty z kociakiem mylicie?....
                                                    >>>
                                                    W poprzednim poście jest napisane kto myli twierdzenie z definicją.
                                                    Przeczytaj to jeszcze raz. Jeśli masz wątpliwości , kto co napisał,
                                                    sięgnij tez do swojego wpisu. Uporządkuj to sobie, dopiero zaczynaj
                                                    polemikę.

                                                    <<<
                                                    > Wobec
                                                    > wcześniejszych rozważań, konsekwentnie doszedłbyś do postaci „
                                                    > Istnieje przyczyna powstania świata” czy tez „ nie istnieje
                                                    > przyczyna powstania świata”. To są twierdzenia.

                                                    Zgadza się, to są twierdzenia, które u was "robią" także za
                                                    definicje. Czy źle was rozumiem?
                                                    >>>
                                                    Źle. Źle bo nie widzisz róźnicy między definicją a twierdzeniem,
                                                    czego dowodzi mój poprzedni post w którym cytuję Twoją wypowiedź.

                                                    <<<
                                                    > Jak zatem miałaby wyglądać „pełna definicja”,
                                                    > bez posługiwania się nic nie mówiącego „itd.” ?

                                                    I sprawa się rypła. Ty nie masz definicji boga i ja jej nie mam.
                                                    [...]
                                                    Kiwaczek właśnie ogłosił, że bóg nie istnieje, ponieważ sam tego nie
                                                    wiedząc, mnie pyta o jego definicję
                                                    >>>>
                                                    Czytasz to co chcesz czytać , a nie to co jest napisane.
                                                    Napisałeś:
                                                    <<<
                                                    „Jest fałszywa bo stanowi tylko połowę pełnej definicji. Cała
                                                    definicja musi zawierać obie części, alternatywę:
                                                    "Bóg istnieje..." itd
                                                    "Bóg nie istnieje..." itd
                                                    >>>
                                                    Nie podniecaj się. Nie pytałem Cię o definicję Boga. Chciałem, abyś
                                                    dokończył te zapisy i zamiast „itd.” wstawił to co powinno być w,
                                                    jak napisałeś, „całej definicji”. Abyś pokazał, na tym przykładzie
                                                    jak powinna wyglądać poprawna definicja. Napisz , jak powinna
                                                    wyglądać.
                                                  • grgkh Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 20.12.09, 12:17
                                                    Nie ma innej definicji istnienia, bo każde pojęcie, którym się w określonym kontekscie posługujemy musi mieć TYLKO JEDNĄ definicję. A nasz kontekst jest znany - to świat i jego opis.

                                                    A teraz przejdźmy do historii.

                                                    Pierwszy raz podałem Ci przykład kanałów na Marsie tutaj. Zero odpowiedzi.

                                                    Podobny problem w dyskusji z lernakowem. Po argumentacji n/t kanałów na Marsie zalega cisza.

                                                    A potem tu. Drugi raz ten sam przykład dany kiwaczkowi i znów dyskusja się urywa. Był niewygodny?
                                                    No bo w odpowiedzi nic o tym nie mówisz, a więc unik.

                                                    Następnym razem było tutaj, nie bezpośrednio do Ciebie, ale ten inny rozmówca też nie skomentował odniesienia do tego przykładu, bo nikomu z was nie pasuje to do waszej logiki, tym razem wkkr nie odpowiada, a dokładniej udaje, że odpowiada Następny raz kanały na Marsie.

                                                    Kolejny raz przypadek kanałów. I znów brak reakcji.

                                                    I następny, chronologicznie przykład. I tutaj też, na pytanie odpowiadasz pytaniem o inny przykład. A ja ten Twój, dotyczący "istnienia" gatunków wcześniej nieodkrytych, komentuję w innym miejscu. I powtórzę to tutaj, żebyś nie miał wątpliwości. Istnienie może mieć tylko jedną definicję i potem zawsze już trzeba tego pojęcia używać wyłącznie w zgodzie z nią. Istnienie jest definiowane pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia i dotyczy całokształtu wszystkich hipotez jakie nam kiedykolwiek przyjdą do głowy. Nie świata, ale konkretnych hipotez (związanych ze sobą). W przypadku, gdy odnosi się to do świata, to jest to zbiór hipotez właśnie i dokładnie tylko na ten temat. Jest to opis świata. Nie ma drugiej wersji istnienia, bo musiałaby to być inna definicja, a manipulować wieloznacznością i poszerzać definicji jak nam się podoba nie wolno. I wracając do tematu, bo tylko o tym tym poscie będzie, nie dajesz odpowiedzi na temat kanałów na Marsie. Zresztą w tym samym wątku nie komentujesz innych, analogicznych przykładów istnienia jako cechy tymczasowej i jedynej, o której nam wolno mówić.

                                                    I dalej. A tutaj też dyskretnie zapomniałeś, że należałoby odpowiedzieć.

                                                    I potem następny przykład, co prawda nie Ty, ale moim oponentom zabrakło pomysłu na komentarz. A także tutaj. Tak więc dotąd nikt tego argumentu nie zbił.

                                                    Istnienie definicyjnie dotyczy opisu w naszej świadomości i to musisz w końcu przyjąć jako jedyną, ostateczną i niemożliwą do rozszerzania w celu manipulacji definicję. Nie ma innej, drugiej definicji, a także raz przyjęta definicja nie może podlegać modyfikacjom podczas jej używania.
                                                  • lernakow Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 20.12.09, 12:50
                                                    grgkh napisał:

                                                    > Podobny problem w dyskusji z lernakowem. Po argumentacji
                                                    > n/t kanałów na Marsie zalega cisza.
                                                    >
                                                    Zalega cisza, bo zamiast odpowiedzieć piszesz bezsensownego posta z 18 pytaniami
                                                    w środku. Nie rozumiesz prostej zasady: brak dowodu istnienia nie jest dowodem
                                                    nieistnienia.
                                                  • grgkh Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 20.12.09, 15:23
                                                    Nie, kolego. Tak jest tylko w systemach opartych na ZDEFINIOWANYCH I ZNANYCH nam
                                                    założeniach. Świat nam tego komfortu nie oferuje.

                                                    Czy rozumiesz tę różnicę?

                                                    Ponadto opis świata w naszej świadomości jest dla nas WSZYSTKIM, ponieważ
                                                    wszystko, co do niej dociera musimy traktować jako jednolite źródło danych. Nie
                                                    ma nic innego. Nie ma nic oprócz. Nie ma zaświatów i nadświatów. Jest źródło
                                                    (świat) i jego skutek (opis świata w naszej świadomości).

                                                    W tym opisie istnieje (jest prawdziwe) tylko to, co zostało doświadczalnie
                                                    zweryfikowane w źródle, a i tak musi pozostać niepewne i tymczasowe, bo mogliśmy
                                                    się pomylić (taka to natura doświadczenia i brak tych nieszczęsnych założeń, do
                                                    których możemy się na pewno odnieść), a także widzimy świat wyrywkowo, kontekstowo.

                                                    W opisie świata, jedynym opisie na temat świata, nie istnieje nic, co nie jest
                                                    potwierdzone. A jak okaże się, że to był błąd, to nie jest to cud, ale tylko
                                                    błąd i takie coś przestaje istnieć.

                                                    I nie myl potocznych, rozmazanych, innych definicji istnienia z tą, która jest
                                                    jedyną możliwą do przyjęcia w naszej sytuacji.

                                                    Wiem, że z dogmatami (ulubionymi) trudno się rozstać, ale w tej sytuacji nie
                                                    masz innej możliwości.
                                                  • lernakow Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 21.12.09, 07:22
                                                    grgkh napisał:

                                                    > Ponadto opis świata w naszej świadomości jest dla nas WSZYSTKIM,
                                                    >
                                                    Ale my nie jesteśmy wszystkim dla świata. Jednym słowem - kamień w dżungli
                                                    amazońskiej ma głęboko w mchu czy załapał się do Twojego opisu świata, czy nie.

                                                    > I nie myl potocznych, rozmazanych, innych definicji istnienia
                                                    > z tą, która jest jedyną możliwą do przyjęcia w naszej sytuacji.
                                                    >
                                                    > Wiem, że z dogmatami (ulubionymi) trudno się rozstać,
                                                    >
                                                    Spójrz na swoje zdanie powyżej i zastanów się, kto tu myśli dogmatami, żałosny
                                                    soliptyku. Wydaje Ci się, że jak czegoś nie wiesz, to tego nie ma? No, dla
                                                    Ciebie nie ma. Ale ja swojego świata nie będę ograniczał do Twojego zakresu
                                                    pojęciowego, bo dramatycznie by od tego zubożał.
                                                  • grgkh Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 21.12.09, 12:36
                                                    lernakow napisał:

                                                    > Spójrz na swoje zdanie powyżej i zastanów się,
                                                    > kto tu myśli dogmatami, żałosny soliptyku.

                                                    Najpierw chcę Cię prosić o zmianę retoryki. Nie sugeruj, ze jestem
                                                    żałosny i nie nie okazuj pogardy innym. A kto kim jest, to się może
                                                    okazać dopiero jak skończymy omawianie tematu.

                                                    > Wydaje Ci się, że jak czegoś nie wiesz,

                                                    A co ty wiesz NA PEWNO? Przecież wszystko, co dotyczy świata jest
                                                    zbiorem hipotez uprawdopodobnionych w doświadczeniu, które
                                                    przebiegało w pewnym kontekscie, ale nigdy nie możesz się odnieść do
                                                    na pewno znanych założeń. I wszystko pozostaje tymczasowe na zawsze
                                                    i do końca. A to jest zupełnie inna sytuacja niż w systemach, w
                                                    których takie założenia znamy, jak w matematyce. Inny system to inna
                                                    definicja prawdziwości i wynikającego z niej istnienia.

                                                    Prawdziwość "matematyczna", jeśli jest poprawnie stwierdzona, jest
                                                    prawdziwa na zawsze. To, o czym tam mówimy w kontekscie istnienia
                                                    jest stanem DOCELOWYM opartym na spodziewanym odnalezieniu
                                                    wszystkich prawd i istnień. Nie tymczasowym. I dlatego nie wolno
                                                    mówić o nieistnieniu, bo mamy hipotetyczną możliwość dojścia do
                                                    takiego stanu, stanu "pełnej" wiedzy. Domyślnie w istnieniu i
                                                    nieistnieniu jest zawarty ten warunek. Różnica pomiędzy stanem
                                                    wiedzy aktualnym i możliwym końcowym nie pozwala na odrzucanie
                                                    istnień (wypowiadanie się kategorycznie o niezweryfikowanych
                                                    istnieniach). Ale ta różnica, choć nam nieznana, jest ścisle
                                                    określona, bo zależy od znanych warunków początkowych, aksjomatów.

                                                    Prawdziwośc i istnienie w opisie świata NIE MA DOCELOWEGO
                                                    ODNIESIENIA!!! Ma inne uwarunkowania. Nie znamy i nigdy nie poznamy
                                                    NA PEWNO założeń i reguł działania świata. A to odbiera nam na
                                                    zawsze prawo do używania tej samej definicji. I manipulacji
                                                    znaczeniami. Jeśli nie możemy się odnieść do w przyszłości,
                                                    teoretycznie, ulokowanego stanu wiedzy, a CAŁA wiedza o świecie ma
                                                    status TYMCZASOWOŚCI (inaczej niż w przypadku znanych założeń) to
                                                    istnienia i nieistnienie MUSIMY inaczej definiować. Istnienie może
                                                    dotyczyć wyłącznie stanu wiedzy np. na teraz. I jego dopełnienie też
                                                    tylko tego kontekstu dotyczy. Nieistnienie jest brakiem istnienia.
                                                    Wyłącznie.

                                                    W przypadku wiedzy o świecie (a bóg na pewno dotyczy tego zakresu,
                                                    bo coś wspónego ze światem niby to ma), wiedzy dotyczącej dokładnego
                                                    kontekstu (czasu, miejsca, osoby itp), istnienie i nieistnienie
                                                    wynika z aktualnych zasobów tej wiedzy.

                                                    A teraz obiekt, o którym mówimy. Jeśli wy, wyznawcy dogmatu o np.
                                                    bogu, twierdzicie, że W ŚWIECIE cos istnieje lub nie istnieje to
                                                    przestajecie się wypowiadać z pozycji świadomego człowieka, a
                                                    wchdzicie w rolę stojącego ponad światem, znajćego go dokładnie,
                                                    jego założenia, reguły działania. Wypowiadacie się o świecie jakby
                                                    to robił on sam. Mówicie cos takiego: To jestem ja, świat. Wiem czym
                                                    jestem. Mam znane założenia, z których mozna wywieść wiedzę o mnie.
                                                    I zaraz przeprowadze rozumowanie, z którego wynika mój model mnie
                                                    samego. W tym modelu istnieje to, co istnieje. A nie istnieje to,
                                                    czego dowieść nie mogę lub co mi do głowy nie przyjdzie.

                                                    To jest zrównywanie obiektów o całkowicie odmiennych założeniach i
                                                    przenoszenie definicji pomiędzy nimi. NIE WOLNO TEGO ROBIĆ. Każdy z
                                                    tych systemów ma własne uwarunkowania i definicje, które się z nimi
                                                    zgadzają, które nie są sprzeczne.

                                                    Religijno-filozoficzno-manipulacyjne lobby, od tysięcy lat, w imię
                                                    władzy, którą chciały osiągnąć i sprawować nad ludźmi motały im w
                                                    głowach. Bo przecież...

                                                    Te istnienia, boga i innych bzdetów, DO NICZEGO NAM NIE SĄ
                                                    POTRZEBNE. One NIC nie tłumaczą. Nic!!! czy można bez nich żyć?
                                                    Można. One nie opisują świata.

                                                    Istotom żywym jest potrzebna wiedza o świecie, bo umożliwia ona
                                                    przewidywanie przyszłości, unikanie zagrożeń, lepsze wykorzystanie
                                                    zasobów - umożliwia PRZETRWANIE.

                                                    Model świata temu właśnie ma służyć. Przetrwaniu NAS. I służy, jaki
                                                    by nie był, bo nasz gatunek ma się dobrze. Wszystko, co w tym opisie
                                                    zbędne, co fałszywe, NAS z osobna nie powinno sprowadzać na manowce,
                                                    ale może służyć oszukaniu INNYCH. Wy wszyscy, którzy akceptujecie te
                                                    brednie dla siebie, którzy nasączacie nimi umysły innych jesteście
                                                    pasożytami. W imię uczciwości, równości, sprawiedliwości, zasad
                                                    humanitarnego współistnienia, mówię wam - JESTEŚCIE ZŁEM TEGO
                                                    ŚWIATA, świata ludzi.

                                                    To, co nie jest stwierdzonym istnieniem, jakimś jego
                                                    uprawdopodobnieniem, z którym powinniśmy się liczyć, to nas W OGÓLE
                                                    NIE DOTYCZY. To kłamstwo, to fałsz. Wszystko, co nie jest
                                                    istnieniem, jest takim samym nieistnieniem. opis świata jest
                                                    tymczasowy.

                                                    > to tego nie ma? No, dla Ciebie nie ma.

                                                    Tego nie ma. Nie mówię, że dla mnie. Jeśli dla mnie nie ma, to
                                                    znaczy, że dla Ciebie jest? Jeśli jest, to zrównujesz to z
                                                    potwierdzonym doświadczalnie istnieniem. A to jest sprzeczność,
                                                    której nie jesteś łaskawy zobaczyć. Masz to w dupie. Fałsz Ci zwisa.
                                                    Jednym krótkim manewrem przemyciłeś domniemanie do listy istnień. Bo
                                                    liczą się konsekwencje. Niestety, za takim "niby" istnieniem,
                                                    traktowanym statystycznie całkiem poważnie, idzie cały
                                                    fundamentalistyczny porządek tego świata. Są ofiary i pasożyty,
                                                    które na tym żerują.

                                                    > Ale ja swojego świata nie będę ograniczał do Twojego zakresu
                                                    > pojęciowego, bo dramatycznie by od tego zubożał.

                                                    Ja mam ubogi świat? Nie masz prawa wygłaszać takich sądów. Nie znasz
                                                    mnie. To ty masz świat ograniczony dogmatem. Ty masz ograniczenie.
                                                    Ja ich nie mam. ja nie jestem sługusem dogmatów.

                                                    Ale jak już powiedziałeś a to powiedz i b. O co jestem uboższy?
                                                    Rozliczam Cię z posądzenia, z oczerniania, z traktowania mnie z
                                                    pogardą. Mów. Tłumacz się i uzasadniaj. W czym mój mózg jest gorszy
                                                    od Twojego?

                                                    Czy niedyskrecją będzie, jeśli Cię zapytam o Twój stosunek do boga
                                                    (kreatora lub inaczej zdefiniowanego - jak?) i jak ten stosunek
                                                    nazywasz - wiarą czy jej brakiem?

                                                    I na koniec chcę Cię jeszcze raz prosić o przejście na dyskusję na
                                                    argumenty, bez żadnych odniesień do mojej osoby, bez przytyków, bez
                                                    oczerniania, bo to do niczego dobrego nie prowadzi. Stosowanie tych
                                                    metod może co najwyżej świadczyć o braku argumentów i o bezradności
                                                    wypowiadającego. Wiem, że moja argumentacja NA PEWNO da się obronić.
                                                    I będe jej bronił, ale chcę to robić w normalnej dyskusji. Brzydzę
                                                    się tym, co tu wprowadził kociak, a potem przejął kiwaczek. Czy
                                                    podołasz temu, czy to ponad Twoje siły?
                                                  • lernakow Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 21.12.09, 13:26
                                                    grgkh napisał:

                                                    > Najpierw chcę Cię prosić o zmianę retoryki. Nie sugeruj,
                                                    > ze jestem żałosny i nie nie okazuj pogardy innym.
                                                    >
                                                    Przyjrzyj się swojej retoryce, hipokryto.

                                                    > I wszystko pozostaje tymczasowe na zawsze i do końca.
                                                    >
                                                    W takim razie nie możesz powiedzieć, że czegoś na pewno nie ma. Zwłaszcza czegoś
                                                    mocno nieokreślonego.

                                                    > A teraz obiekt, o którym mówimy. Jeśli wy, wyznawcy dogmatu o np.
                                                    > bogu, twierdzicie, że W ŚWIECIE cos istnieje lub nie istnieje
                                                    >
                                                    Osobnik, który nie jest w stanie ogarnąć podstawowych informacji komunikowanych
                                                    przez interlokutorów (np. takiej, że nie wierzą w Boga, a tym bardziej nie
                                                    operują dogmatami) nie powinien kontynuować dyskusji, dopóki tej podstawowej
                                                    umiejętności nie posiądzie.

                                                    > Te istnienia, boga i innych bzdetów, DO NICZEGO NAM NIE SĄ
                                                    > POTRZEBNE. One NIC nie tłumaczą. Nic!!! czy można bez nich żyć?
                                                    > Można. One nie opisują świata.
                                                    >
                                                    No i co z tego? Istnienie wspomnianego amazońskiego kamienia też niczego nie
                                                    tłumaczy i można bez niego żyć. A on tam sobie leży, albo i nie leży i żaden z
                                                    nas ani tego nie potwierdzi, ani nie zaprzeczy.

                                                    > > to tego nie ma? No, dla Ciebie nie ma.
                                                    >
                                                    > Tego nie ma. Nie mówię, że dla mnie. Jeśli dla mnie nie ma, to
                                                    > znaczy, że dla Ciebie jest?
                                                    >
                                                    Owszem. Na biurku mam pewien przedmiot. Ty nie wiesz o jego istnieniu, więc dla
                                                    Ciebie - jak sam twierdzisz - go nie ma. Ja go widzę, wiem o nim i dla mnie
                                                    jest. Przecież nie będę się ograniczał Twoim wąskim pojmowaniem. A już ten
                                                    przedmiot na pewno nie będzie się ograniczał w swoim istnieniu ani Tobą, ani
                                                    mną, bo jest z tektury i w ogóle go nie obchodzimy.

                                                    > Jednym krótkim manewrem przemyciłeś domniemanie do listy istnień.
                                                    >
                                                    Nie, po prostu nie wykluczyłem z listy istnień tego, o czym nie wiem. Bo jestem
                                                    świadom granic swojej wiedzy.

                                                    > Ja mam ubogi świat? Nie masz prawa wygłaszać takich sądów.
                                                    > Nie znasz mnie.
                                                    >
                                                    Próbka z forum wystarcza.

                                                    > To ty masz świat ograniczony dogmatem.
                                                    >
                                                    Jakim? Wciąż to powtarzasz, więc może przytoczysz.

                                                    > Czy niedyskrecją będzie, jeśli Cię zapytam o Twój stosunek do boga
                                                    > (kreatora lub inaczej zdefiniowanego - jak?) i jak ten stosunek
                                                    > nazywasz - wiarą czy jej brakiem?
                                                    >
                                                    Żaden stosunek. Nie wierzą w bogów transcendentnych. Oczywiście może pojawić się
                                                    jakaś definicja boga satanistycznego typu "ja jestem bogiem" i z nią byłbym
                                                    skłonny się zgodzić. Ale pewnie nie o to pytasz.
                                                  • grgkh Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 21.12.09, 21:10
                                                    lernakow napisał:

                                                    > grgkh napisał:
                                                    > > Najpierw chcę Cię prosić o zmianę retoryki. Nie sugeruj,
                                                    > > ze jestem żałosny i nie nie okazuj pogardy innym.
                                                    > Przyjrzyj się swojej retoryce, hipokryto.

                                                    Dlaczego, gdy proponuję zaprzestanie ataków personalnych zachowujesz się
                                                    agresywnie? Dlaczego okazujesz mi nadal pogardę? Co powinienem zrobić, żebyś
                                                    zrezygnował z agresji?

                                                    > > I wszystko pozostaje tymczasowe na zawsze i do końca.
                                                    > W takim razie nie możesz powiedzieć, że czegoś na pewno nie ma.
                                                    > Zwłaszcza czegoś mocno nieokreślonego.

                                                    Coś "mocno nieokreślone" (to brak definicji?) nie może podlegać istnieniu.
                                                    Musimy wiedzieć, co lokujemy w naszym obrazie świata.

                                                    > > A teraz obiekt, o którym mówimy. Jeśli wy, wyznawcy dogmatu o np.
                                                    > > bogu, twierdzicie, że W ŚWIECIE cos istnieje lub nie istnieje
                                                    > Osobnik, który nie jest w stanie ogarnąć podstawowych
                                                    > informacji komunikowanych przez interlokutorów
                                                    > (np. takiej, że nie wierzą w Boga, a tym bardziej nie
                                                    > operują dogmatami) nie powinien kontynuować dyskusji,
                                                    > dopóki tej podstawowej umiejętności nie posiądzie.

                                                    Nie mówię, że wierzysz w boga. Przecież zapytałem Cię, jaki jest Twój stosunek
                                                    do niego w poprzednim poscie. Dlaczego zarzucasz mi coś, co nie jest prawdą lecz
                                                    Twoim wyobrażeniem? Czy rozumiesz, że ten sposób zachowywania się jest
                                                    charakterystyczny dla dogmatyków (dogmat nie musi być religijny). chciałem Cię
                                                    zapytać, czy w związku z tym Ty "ogarniasz" informacje z mojego poprzedniego
                                                    posta? Nie piszę tego złośliwie. Po prostu pytam dokładnie tymi samymi słowami,
                                                    których Ty użyłeś jako pierwszy w stosunku do mnie. Teraz możesz odczuć, jakie
                                                    na mnie to wywołało wrażenie. Nie było mi miło. Ale podkreślam - chcę
                                                    zatrzymania agresji. Chcę rozmawiać bez niej.
                                                    Dlaczego pogardliwie nazywasz mnie "osobnikiem, który nie jest w stanie ogarnąć
                                                    informacji interlokutora", gdy to nie jest prawda? Dlaczego fałszujesz wymowę
                                                    mojego poprzedniego posta.

                                                    > > Te istnienia, boga i innych bzdetów, DO NICZEGO NAM NIE SĄ
                                                    > > POTRZEBNE. One NIC nie tłumaczą. Nic!!! czy można bez nich żyć?
                                                    > > Można. One nie opisują świata.
                                                    > No i co z tego?
                                                    > Istnienie wspomnianego amazońskiego kamienia też niczego nie
                                                    > tłumaczy i można bez niego żyć. A on tam sobie leży,
                                                    > albo i nie leży i żaden z nas ani tego nie potwierdzi,
                                                    > ani nie zaprzeczy.

                                                    A co ma do tego tamten kamień? Rozmawiamy o bogu.

                                                    Pytam Cię, czy można bez tego, konkretnego dogmatu o istnieniu boga żyć? Pytałem
                                                    Cię także, czy on ma dla Ciebie jakieś znaczenie. Interesuje mnie również, czy
                                                    Twój udział w tej dyskusji ma jakiś związek z Twoim stosunkiem do boga. To są
                                                    grzeczne pytania, na które nie musisz odpowiadać, ale mnie pomogą "ogarnąć"
                                                    Twoje motywacje i uściślić, czy potrafiłbyś być w tej kwestii obiektywny, neutralny.

                                                    > > > to tego nie ma? No, dla Ciebie nie ma.
                                                    > > Tego nie ma. Nie mówię, że dla mnie. Jeśli dla mnie nie ma, to
                                                    > > znaczy, że dla Ciebie jest?
                                                    > Owszem. Na biurku mam pewien przedmiot.
                                                    > Ty nie wiesz o jego istnieniu, więc dla
                                                    > Ciebie - jak sam twierdzisz - go nie ma.

                                                    Wydaje mi się, że nie rozróżniasz dwóch spraw - istnienia pewnej zdefiniowanej
                                                    klasy oraz konkretnego przedstawiciela klasy. Bóg to klasa, ale już "Zeus" lub
                                                    "Bóg" to przedstawiciel. Kamień z Amazonii, o którym mówiłeś wcześniej, jest
                                                    przedstawicielem klasy kamieni w ogóle. Przedmiot na biurku to też konkretny
                                                    przedstawiciel klasy np. przedmiotów z drewna lub służących do pisania, lub
                                                    przezroczystych. Rozpatruję istnienie klasy nazywanej "bóg".

                                                    I wcale nie twierdzę, że tego egzemplarza kamienia nie ma. Może być. Ja
                                                    Twierdzę, że sama klasa bóg, jako niezdefiniowana, sprzeczna, absurdalna, nie
                                                    może się znaleźć wśród innych definicji (klas), którymi opisujemy świat.

                                                    > A już ten przedmiot na pewno nie będzie się ograniczał
                                                    > w swoim istnieniu ani Tobą, ani mną, bo jest z tektury
                                                    > i w ogóle go nie obchodzimy.

                                                    Wchodzimy w opary absurdu. Nie widzę związku i nie wiem do czego zdążasz. Czy
                                                    ten przedmiot ma świadomość, w której tworzy sobie, podobnie do nas, obraz
                                                    świata, model jego funkcjonalności? Czy ma zmysły? Czy mam zrobić takie
                                                    założenie? Jeśli to zrobię, to będzie to jeszcze jedna istota świadoma. Jeśli
                                                    jej zależy na prawdziwości opisu świata, to będzie z niego odrzucała wszystko,
                                                    co zbędne i te zbędne elementy nie będą w jej opisie świata istniały. Jej opis
                                                    świata, dzięki odrzuceniu śmieci, nie narazi ją na możliwy, wynikający z tego
                                                    błąd. Jej prognozy będą raczej udane niż nieudane. Jej zachowanie będzie
                                                    racjonalne i będzie jej sprzyjało. Będzie miała większe szanse na przeżycie. Czy
                                                    o takim, świadomym siebie i świata przedmiocie pomyślałeś? I wcale nie jest
                                                    pewne, że ten przedmiot będzie coś istotnego tracił. Wydaje mi się, że raczej
                                                    sporo zyskuje.

                                                    > > Jednym krótkim manewrem przemyciłeś
                                                    > > domniemanie do listy istnień.
                                                    > Nie, po prostu nie wykluczyłem z listy istnień tego,
                                                    > o czym nie wiem. Bo jestem świadom granic swojej wiedzy.

                                                    Ale czy dopuszczasz, że nie zauważyłeś dotąd, iż definicje istnienia mogą być
                                                    różne, bo dotyczą różnych kontekstów znaczeniowych?

                                                    Jest wyraźna granica między tym, czego z listy istnień UŻYWASZ, a co widnieje na
                                                    niej "niewyraźnie" i używane nie jest. Nawet niewyraźne posiadanie boga w
                                                    opisie świata niemal u każdego człowieka skutkuje jego używaniem tak, jakby on
                                                    istniał.
                                                    Czy to zauważyłeś? Bywa i tak, że ktoś "udaje", nawet przed
                                                    sobą, że nie wierzy, ale broni boga, np. w dyskusji, staje po stronie religii
                                                    czynnie atakując pogląd negujący jego istnienie. Bywa, że broni samego poglądu o
                                                    istnieniu, wbrew logice. Dlatego Twoja postawa jest dla mnie niezrozumiała.

                                                    Znam Cię z innych, bardzo rozsądnych i logicznych, raczej antyreligijnych
                                                    wypowiedzi na forach. Uważam Cię za człowieka o dużej wiedzy. Nie mogę zrozumieć
                                                    skąd się w Tobie bierze, zupełnie do tego obrazu niepasująca, alogiczna w
                                                    szczegółach chęć obrony dogmatu o istnieniu (boga). Czy potrafiłbyś mi to
                                                    wytłumaczyć?

                                                    > > Ja mam ubogi świat? Nie masz prawa wygłaszać takich sądów.
                                                    > > Nie znasz mnie.
                                                    > Próbka z forum wystarcza.

                                                    To zaprzecza Twojej linii obrony istnienia boga. Twierdzisz, że istnienia nie
                                                    wolno wykluczać (twierdzić bez dowodu, że coś nie istnieje), ale sam wykluczasz
                                                    (na podstawie istnienia ułamkowej informacji) istnienie "dowolnego bogactwa mego
                                                    wnętrza". Na jakiej podstawie, nie mając PEŁNEJ informacji o mnie, twierdzisz,
                                                    że jestem o coś uboższy? Nie mów mi o próbce. Powiedz, co takiego tracę, czego
                                                    nie mogę mieć, bo nie wierzę w boga? I nie mów znów sprzeczności.

                                                    > > To ty masz świat ograniczony dogmatem.
                                                    > Jakim? Wciąż to powtarzasz, więc może przytoczysz.

                                                    Bronisz fałszywej tezy o możliwości istnienia boga. Bardzo zaciekle atakujesz
                                                    mnie personalnie. Jaka jest tego przyczyna? Ja proponuję obustronną, całkowitą
                                                    rezygnację z takich ataków, a Ty nie chcesz się na to zgodzić. Jaka jest tego
                                                    przyczyna?

                                                    > Nie wierzą w bogów transcendentnych.
                                                    > Oczywiście może pojawić się jakaś definicja
                                                    > boga satanistycznego typu "ja jestem bogiem" i z nią byłbym
                                                    > skłonny się zgodzić. Ale pewnie nie o to pytasz.

                                                    Odpowiadasz wymijająco.

                                                    Poprzednio przedstawiłem obfitą argumentację, do której się niemal nie
                                                    odniosłeś. Czy ją akceptujesz? Jeśli nie, to gdzie i dlaczego?
                                                  • lernakow Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 22.12.09, 07:42
                                                    grgkh napisał:

                                                    > Dlaczego, gdy proponuję zaprzestanie ataków personalnych
                                                    > zachowujesz się agresywnie? Dlaczego okazujesz mi nadal pogardę?
                                                    >
                                                    Bo sam atakujesz personalnie, a dopiero jak dostajesz po łapkach, to proponujesz
                                                    zaprzestanie agresji. Takie zachowanie zasługuje na pogardę i się z nią spotyka.

                                                    > Coś "mocno nieokreślone" (to brak definicji?) nie może
                                                    > podlegać istnieniu.
                                                    > Musimy wiedzieć, co lokujemy w naszym obrazie świata.
                                                    >
                                                    Istnieniu się nie podlega. Istnieje się. I to niezależnie od tego, czy lokujemy
                                                    to w naszym obrazie świata, czy nie.

                                                    > Nie mówię, że wierzysz w boga. Przecież zapytałem Cię,
                                                    > jaki jest Twój stosunek do niego w poprzednim poscie.
                                                    > Dlaczego zarzucasz mi coś, co nie jest prawdą
                                                    >
                                                    Zapytałeś dopiero po kilku tekstach zaliczających mnie do teistycznych
                                                    dogmatyków. I mimo kilku wcześniejszych informacji, że jestem niewierzący.
                                                    Widzę, że pojęcie prawdy, podobnie jak pojęcie istnienia i dogmatu traktujesz
                                                    jako swoje prywatne poletko lingwistyczne, na którym znaczą to, co Ty chcesz.
                                                    Stąd Twoje wyobcowanie, bo większość ludzi używa języka do komunikacji, a nie do
                                                    łechtania swego ego.

                                                    > A co ma do tego tamten kamień? Rozmawiamy o bogu.
                                                    >
                                                    To jak coś nazwiemy kamieniem to może istnieć, a jak nazwiemy to Bogiem to już
                                                    nie? Niezależnie od braku jakichkolwiek informacji o nich? Ty masz chyba po
                                                    prostu alergię na słowo "Bóg".

                                                    > Interesuje mnie również, czy Twój udział w tej dyskusji
                                                    > ma jakiś związek z Twoim stosunkiem do boga. To są
                                                    > grzeczne pytania, na które nie musisz odpowiadać,
                                                    > ale mnie pomogą "ogarnąć" Twoje motywacje i uściślić,
                                                    > czy potrafiłbyś być w tej kwestii obiektywny, neutralny.
                                                    >
                                                    Po pierwsze - odpowiedzi dostałeś, ale dalej piszesz i dociekasz, bo nie są po
                                                    Twojej myśli, więc po prostu do Ciebie nie dotarły.
                                                    Po drugie - jakość argumentów nie zależy od stopnia zaangażowania.

                                                    > Wydaje mi się, że nie rozróżniasz dwóch spraw - istnienia
                                                    > pewnej zdefiniowanej klasy oraz konkretnego przedstawiciela
                                                    > klasy.
                                                    >
                                                    O, matko! Przeczytałeś Biblię Programowania Obiektowego i zdało Ci się, że to
                                                    święta księga? "Klasy" nie istnieją. To tylko nazwa, idea za pomocą której
                                                    ułatwiamy sobie operowanie na zbiorach istniejących jednostek. W programowaniu
                                                    owszem - klasa jest pierwotna wobec swoich przedstawicieli. W rzeczywistości -
                                                    wtórna i nieprecyzyjna.

                                                    > I wcale nie twierdzę, że tego egzemplarza kamienia nie ma.
                                                    > Może być. Ja Twierdzę, że sama klasa bóg, jako niezdefiniowana,
                                                    > sprzeczna, absurdalna, nie może się znaleźć wśród innych
                                                    > definicji (klas), którymi opisujemy świat.
                                                    >
                                                    To jak już wyjaśniłem Ci, że klas nie ma, a istnienie nie jest od nich zależne,
                                                    to może wreszcie zakończymy tę dyskusję, wyjdziesz z komputera i zobaczysz, że
                                                    za oknem jest świat, którego nie obchodzi jak i po co go sobie ponazywaliśmy.

                                                    > Nie mogę zrozumieć skąd się w Tobie bierze,
                                                    > zupełnie do tego obrazu niepasująca, alogiczna w
                                                    > szczegółach chęć obrony dogmatu o istnieniu (boga).
                                                    > Czy potrafiłbyś mi to wytłumaczyć?
                                                    >
                                                    Ona się bierze z Twojego niezrozumienia, że nie bronię dogmatu o istnieniu,
                                                    tylko podważam dogmat o udowodnionym nieistnieniu.

                                                    > jestem o coś uboższy? Nie mów mi o próbce. Powiedz, co takiego
                                                    > tracę, czego nie mogę mieć, bo nie wierzę w boga?
                                                    >
                                                    I znów - nie chodzi o to, że nie wierzysz w Boga (ja też nie wierzę i też
                                                    niczego nie tracę) - chodzi o to, że jeszcze tego nie zrozumiałeś (choć
                                                    powtarzam i kładę do głowy jak chłop krowie na rowie), oraz o to, że masz
                                                    problem z istnieniem tego, o czym nie wiesz (zwłaszcza, gdy ktoś nazwie to
                                                    Bogiem, bo z kamieniami lepiej Ci idzie), choć doświadczenie uczy nas, że co
                                                    chwila dowiadujemy się czegoś nowego i należy się spodziewać, że dowiemy się
                                                    jeszcze wielu nowych rzeczy, które istniały zanim się o nich dowiedzieliśmy.

                                                    Dalej mi wcięło.
                                                  • grgkh Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 25.12.09, 17:34
                                                    lernakow napisał:

                                                    > grgkh napisał:
                                                    >
                                                    > > Dlaczego, gdy proponuję zaprzestanie ataków personalnych
                                                    > > zachowujesz się agresywnie? Dlaczego okazujesz mi nadal pogardę?
                                                    > >
                                                    > Bo sam atakujesz personalnie, a dopiero jak dostajesz po łapkach,
                                                    to proponujes
                                                    > z
                                                    > zaprzestanie agresji. Takie zachowanie zasługuje na pogardę i się
                                                    z nią spotyka
                                                    > .

                                                    Nie będę z Tobą w ten sposób rozmawiał.
                                                  • pele999 Re: Istnienie jest WYŁĄCZNIE skutkiem dowodu 22.12.09, 21:04
                                                    > > Te istnienia, boga i innych bzdetów, DO NICZEGO NAM NIE SĄ
                                                    > > > POTRZEBNE. One NIC nie tłumaczą. Nic!!! czy można bez nich żyć?
                                                    > > > Można.

                                                    A skad wiesz ,ze mozesz zyc bez Boga ? To ,ze - zalozmy - nie
                                                    modlisz sie , nie wierzysz , nie oznacza ,ze mozesz zyc bez
                                                    Niego .Mozesz co najwyzej powiedziec ,ze mozesz zyc bez wiary ,
                                                    modlitwy itd. , to wszystko .Nie wiesz czy bez Boga moglbys w ogole
                                                    zaistniec .Nie tylko zaistniec ,ale wciaz istniec , nie wiesz czy
                                                    Bog nie podtrzymuje Ciebie i calego swiata w istnieniu , a bez niego
                                                    nic nie mogloby nawet istniec , nie tylko zaistniec .Nie wiesz czy
                                                    kazdy Twoj odech nie jest zalezny od Jego woli , i czy wciaz nie
                                                    podtrzymuje Cie jak i calego swiata w istnieniu , bo w innym
                                                    przypadku jakiekolwiek zycie nie byloby mozliwe .
                                                    No chyba ,ze wiesz .W innym przypadku mozesz na pewno stwierdzic ,ze
                                                    mozesz zyc bez modlitwy , wiary w Boga itd , ale nie ,ze mozesz zyc
                                                    bez Niego Samego , bo tego nie wiesz .
                                                    No chyba ,ze sie myle , wtedy mnie popraw.
                                                  • grgkh To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 23.12.09, 00:17
                                                    pele999 napisał:

                                                    > > > > Te istnienia, boga i innych bzdetów,
                                                    > > > > DO NICZEGO NAM NIE SĄ POTRZEBNE.
                                                    > > > > One NIC nie tłumaczą. Nic!!!
                                                    > > > > czy można bez nich żyć?
                                                    > > > > Można.

                                                    > A skad wiesz ,ze mozesz zyc bez Boga ?
                                                    > To ,ze - zalozmy - nie modlisz sie ,
                                                    > nie wierzysz , nie oznacza ,ze mozesz zyc bez
                                                    > Niego

                                                    Język polski (i nie tylko on) jest pełen wieloznaczności pojęciowej. Widzę, że
                                                    niewłaściwie mnie rozumiesz. Ja pytałem powyżej o niezbędność obecności pojęcia
                                                    boga w świadomości. Mnóstwo ludzi jest ateistami i świetnie sobie radzą. A to
                                                    oznacza, że zastosowawszy dla siebie tę zbędność nie utracili niczego, co
                                                    człowiekowi jest potrzebne do szczęśliwego, pełnego, twórczego życia dla siebie
                                                    i innych.

                                                    Zauważ, co mówię - dla siebie i innych.

                                                    Wierzący żyją także dla boga. Nie tylko respektując jakieś od niego pochodzące
                                                    reguły, ale poświęcają swój czas i energię religii, która od boga się bierze.
                                                    Zamiast sobie i innym, oddają to bogu. Ale "ile" i "czy rzeczywiście bogu"?

                                                    Dla niektórych nie ma granicy tego poświęcania siebie, i wszystkiego co swoje,
                                                    bogu. Bo ile jest wystarczające? Zawsze może wydawać się, że jest za mało. A czy
                                                    Ty znasz granicę? Jeśli byśmy wszyscy tak się poświęcili do maksimum, do
                                                    zatracenia się w tym, to natychmiast wymarlibyśmy. Ale może można mniej? Na tym
                                                    drugim końcu jest... nic.

                                                    Jak często zdarza się, że ktoś tylko wierzy w boga, tzn. zakłada, że "może coś
                                                    tam jest", ale całkowicie rezygnuje z całej religijnej reszty? To rzadkość, a
                                                    jak się zastanowisz dlaczego, to zauważysz, że łączy się to z drugim elementem
                                                    "czy rzeczywiście bogu"...

                                                    Okazuje się, że tu nie chodzi o boga, bo tych sobie ludzie wymyślali ogromna
                                                    ilość wariantów, ale o system religijny. To on, raz tak, raz siak, formuje
                                                    ludzką podległość bogom.

                                                    Bóg do nas nie przychodzi. Nie mówi nam na co dzień, że jest i że czegoś od nas
                                                    chce. Gdyby chciał, to powinien jednoznacznie wszystkim ludziom powiedzieć: jaki
                                                    jest, czego oczekuje od nich, jeśli oczekuje itp. Ale ten religijny chaos
                                                    informacyjny na temat bogów jednoznacznie potwierdza, DOWODZI, że to ludzie
                                                    sobie sami wymyślają coś na temat boga.

                                                    A co Ty wiesz pewnego o bogu? A skąd wiesz, że to, co Tobie się o bogu wydaje
                                                    jest pewniejsze niż to, co wydawało się wszystkim tym, których wersje się
                                                    zasadniczo różniły od Twoich? Co jest prawdą? Czy można znaleźć cokolwiek w tym
                                                    pewnego jeśli sami mówicie, że to jest przedmiot "wiary" czyli niepewności?

                                                    I co to za niepewność, jeśli potem postępujecie w swym życiu tak, jakby to
                                                    pewność była?

                                                    Dla mnie to jest tak horrendalnie absurdalne, że nie mogę pojąć, jak wierzący
                                                    godzą w swych umysłach te sprzeczności. A może nie godzą? Może o to chodzi, żeby
                                                    ich znieczulić na logikę myślenia, omotać, oczarować, przestraszyć i obiecać
                                                    gruszki na wierzbie, a wtedy zrobią dla boskich pośredników wszystko, czego
                                                    tamci sobie zażyczą?

                                                    I to jest kwintesencja religii. Religia to ideologia władzy opartej na
                                                    manipulacji. I miliardy ofiar tejże.

                                                    Mówisz, że mogę żyć bez modlitwy. A jak sądzisz, ile trzeba się modlić, żeby
                                                    było tyle ile sobie bóg życzy? I czy nie dziwi Cię, że jest to czysty handel -
                                                    więcej modlitwy kupuje większą przychylność boga. Obrzydliwe. Sprowadza
                                                    człowieka do roli bota, automatu do modlitwy, a gdy ten się w tym zapamięta, to
                                                    więcej da na tacę i znieczulony odda wszystko cwanym i cynicznym, tłustym,
                                                    obleśnym kapłanom.

                                                    > Nie wiesz czy bez Boga moglbys w ogole zaistniec .

                                                    Nie rozumiem... Czy chodzi Ci o spotkanie się dwóch komórek podczas
                                                    zapłodnienia, właśnie tych, z których powstał unikalny organizm ze świadomością?
                                                    Czy może chodzi Ci o ewolucjonizm i samo powstanie życia? A może o to, że świat
                                                    jest napędzany czarodziejskimi hokus-pokus, czary-mary zamiast reguł
                                                    matematycznych fizyki? Czy kwestionujesz ludzką wiedzę o tym? Popatrz wokół siebie:

                                                    Pełno tu istot żywych, które zaczynają się od jednej komórki, a potem, wskutek
                                                    reguł tego świata i programu, który oprócz odtwarzania organizmów wg wzorca
                                                    ewoluuje (mutuje), czyniąc je coraz to innymi. Czy nie dziwi Cię, że odrastają
                                                    Ci paznokcie? Czy to nie jest cud? Nie, to normalność. A co do tego ma brodaty
                                                    staruszek z różdżką czarodziejską?

                                                    > Nie tylko zaistniec ,ale wciaz istniec , nie wiesz czy
                                                    > Bog nie podtrzymuje Ciebie i calego swiata w istnieniu ,
                                                    > a bez niego nic nie mogloby nawet istniec , nie tylko zaistniec

                                                    Wiem to. To są naturalne reguły działania tego świata. Rozpoznane przez ludzi.
                                                    Powtarzalne. Realne. I te znam, ale boga w tym nie widzę, bo czym ten bóg miałby
                                                    być? Czym on jest i jak tym "porusza"? Wiesz? Nie wiesz. No więc o czym mówimy?

                                                    > Nie wiesz czy
                                                    > kazdy Twoj odech nie jest zalezny od Jego woli

                                                    O, tego to bym nie chciał. A Ty czujesz się manekinem, który jest poruszany
                                                    przez boga? Masz odrobinę iluzji wolnej woli, czy nie?

                                                    > No chyba ,ze sie myle , wtedy mnie popraw.

                                                    Tak mi się wydaje. To są Twoje domniemania nieoparte na żadnych konkretach. Bóg
                                                    jest zbędny. Niczego nie tłumaczy. Nie wiadomo, czym miałby być, ale ktoś Ci
                                                    powiedział, że jest, a Ty tym uwierzyłeś. Nie jest to wiara w boga, ale
                                                    uwierzenie w to, co mówią Ci inni.
                                                    Czy to zauważyłeś?
                                                  • pele999 Re: To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 23.12.09, 09:18
                                                    > pele999 napisał:
                                                    >
                                                    > > > > > Te istnienia, boga i innych bzdetów,
                                                    > > > > > DO NICZEGO NAM NIE SĄ POTRZEBNE.
                                                    > > > > > One NIC nie tłumaczą. Nic!!!
                                                    > > > > > czy można bez nich żyć?
                                                    > > > > > Można.
                                                    >
                                                    > > A skad wiesz ,ze mozesz zyc bez Boga ?
                                                    > > To ,ze - zalozmy - nie modlisz sie ,
                                                    > > nie wierzysz , nie oznacza ,ze mozesz zyc bez
                                                    > > Niego
                                                    >
                                                    > Język polski (i nie tylko on) jest pełen wieloznaczności
                                                    pojęciowej. Widzę, że
                                                    > niewłaściwie mnie rozumiesz. Ja pytałem powyżej o niezbędność
                                                    obecności pojęcia
                                                    > boga w świadomości. Mnóstwo ludzi jest ateistami i świetnie sobie
                                                    radzą. A to
                                                    > oznacza, że zastosowawszy dla siebie tę zbędność nie utracili
                                                    niczego, co
                                                    > człowiekowi jest potrzebne do szczęśliwego, pełnego, twórczego
                                                    życia dla siebie
                                                    > i innych.


                                                    Rozumiem o co Ci chodzilo .Napisales jednak "> > > > > Te istnienia,
                                                    boga i innych bzdetów,
                                                    > > > > > DO NICZEGO NAM NIE SĄ POTRZEBNE....> > > > > czy można bez
                                                    nich żyć?
                                                    > > > > > Można.
                                                    Mialem swiadomosc ,ze chodzi Ci o same pojecia , twierdzenia na
                                                    jakis temat i tu zgoda , mozna bez nich zyc .
                                                    W watpliwosc poddalem jedynie mozliwosc zycia bez samego Boga w
                                                    sensie doslownym , a nie bez pojec na Jego temat .

                                                    > > Nie wiesz czy bez Boga moglbys w ogole zaistniec .
                                                    >
                                                    > Nie rozumiem... Czy chodzi Ci o spotkanie się dwóch komórek podczas
                                                    > zapłodnienia, właśnie tych, z których powstał unikalny organizm ze
                                                    świadomością
                                                    > ?
                                                    > Czy może chodzi Ci o ewolucjonizm i samo powstanie życia? A może o
                                                    to, że świat
                                                    > jest napędzany czarodziejskimi hokus-pokus, czary-mary zamiast
                                                    reguł
                                                    > matematycznych fizyki? Czy kwestionujesz ludzką wiedzę o tym?
                                                    Popatrz wokół si
                                                    > ebie:
                                                    >
                                                    > Pełno tu istot żywych, które zaczynają się od jednej komórki, a
                                                    potem, wskutek
                                                    > reguł tego świata i programu, który oprócz odtwarzania organizmów
                                                    wg wzorca
                                                    > ewoluuje (mutuje), czyniąc je coraz to innymi. Czy nie dziwi Cię,
                                                    że odrastają
                                                    > Ci paznokcie? Czy to nie jest cud? Nie, to normalność. A co do
                                                    tego ma brodaty
                                                    > staruszek z różdżką czarodziejską?


                                                    Na przyklad .Mamy tu juz(w tym tak wczesnym stadium) do czynienia z
                                                    zyciem .Materia ozywiona .Czy mozemy jednak sprawic aby materia
                                                    nieozywiona stala sie ozywiona .
                                                    Jakis czas temu uslyszalem o pewnym eksperymencie ,naukowcy wzieli
                                                    cala kolonie pewnej bakterii i zbombardowali ja promieniami
                                                    jonizujacymi , tysiackroc silniejsza dawka niz wytrzymalby czlowiek .
                                                    DNA tej bakterii rozpadlo sie w drobiazgi .Za trzy godziny DNA
                                                    zlozylo sie samo . A bakterie w 37 % zaczely sie rozmnazac .
                                                    Jaka sila zlozyla to co naukowcy nazywaja dnem programu ludzkiego ?


                                                    > > No chyba ,ze sie myle , wtedy mnie popraw.
                                                    >
                                                    > Tak mi się wydaje. To są Twoje domniemania nieoparte na żadnych
                                                    konkretach. Bóg
                                                    > jest zbędny.

                                                    Dam taki przyklad , fakt ,ze dosc abstrakcyjny , jednak to akurat (i
                                                    moze nienajlepsze) przyszlo mi do glowy .
                                                    Wezmy slonce .Zalozmy ,ze niebo jest bardzo pochmurne i tego slonca
                                                    nie widzimy .Nie mamy tez odpowiednich narzedzi zeby zbadac czy za
                                                    tymi chmurami naprawde to slonce sie znajduje czy nie , co wiecej ,
                                                    co to w ogole mialoby byc to slonce .Nie dysponujemy jeszcze
                                                    odpowiednia wiedza naukowa ,aby te sprawe odpowiednio
                                                    rozkminic ,ale ...Widzimy , czy tez raczej odczuwamy tego slonca
                                                    odzdzialywanie .W obrebie naszej wiedzy nie ma jednak takiego
                                                    pojecia , widzimy ,ze warunki panujace na Ziemii sa wystarczajace do
                                                    istnienia zycia .Ogladamy otaczajacy nas swiat i twierdzimy ,ze sa
                                                    takie czy inne czynniki obecne w tym swiecie i zadnego slonca w to
                                                    nie mieszamy .Nie znaczy to jednak ,ze to slonce samo w sobie jest
                                                    dla nas zbedne .Aczkolwiek mozemy sie obyc bez samego pojecia slonca
                                                    i niewiedzac o nim wcale nie wlaczac go do naszego obiegu
                                                    informacji .
                                                  • grgkh Re: To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 23.12.09, 22:45
                                                    pele999 napisał:

                                                    > Mialem swiadomosc ,ze chodzi Ci o same pojecia , twierdzenia na
                                                    > jakis temat i tu zgoda , mozna bez nich zyc .
                                                    > W watpliwosc poddalem jedynie mozliwosc zycia bez samego Boga w
                                                    > sensie doslownym , a nie bez pojec na Jego temat .

                                                    Rozumiem. Uważasz, że świat, a w nim my - być może - bez boskiej przyczyny nie
                                                    zaistnielibyśmy. Czy tak?

                                                    Ale nauka badająca działanie świata, jak na razie, obywa się całkowicie bez
                                                    boga. Dlaczego wierzysz w tej kwestii bardziej swojej intuicji niż
                                                    racjonalizmowi naukowemu?

                                                    > Mamy tu juz(w tym tak wczesnym stadium) do czynienia z
                                                    > zyciem .Materia ozywiona .Czy mozemy jednak sprawic aby materia
                                                    > nieozywiona stala sie ozywiona .

                                                    Tak. Dzieje się to na naszych oczach w każdej chwili. Składamy się z materii
                                                    nieożywionej w całości - z pierwiastków, związków chemicznych. Te reakcje
                                                    wyrwane z kontekstu żywej komórki przeprowadzamy w laboratorium z identycznym
                                                    skutkiem.

                                                    "Martwe" nasionko zaczyna żyć jako żywa roślina.

                                                    Z "cegiełek" potrafimy zbudować jakiegoś wirusa, który wpuszczony do
                                                    odpowiedniego dla siebie środowiska (komórki, tkanki) żyje tak samo, jak
                                                    organizmy złożone, wyższe.

                                                    Granica między tym, co żywe (jako organizm żywy), a tym co martwe (nieożywione)
                                                    jest rozmyta.

                                                    > Jakis czas temu uslyszalem o pewnym eksperymencie ,naukowcy wzieli
                                                    > cala kolonie pewnej bakterii i zbombardowali ja promieniami
                                                    > jonizujacymi , tysiackroc silniejsza dawka niz wytrzymalby
                                                    > czlowiek .
                                                    > DNA tej bakterii rozpadlo sie w drobiazgi .Za trzy godziny DNA
                                                    > zlozylo sie samo . A bakterie w 37 % zaczely sie rozmnazac .
                                                    > Jaka sila zlozyla to co naukowcy nazywaja dnem programu ludzkiego ?

                                                    Daj mi link. Nie słyszałem o tym. Ale nawet gdyby się to zdarzyło, to mogło to
                                                    dotyczyć incydentalnego przypadku. W łańcuchach DNA tylko niewielka ich część
                                                    zawiera potrzebne do życia geny, reszta to "raczej" obojętny dla tego procesu
                                                    balast. Może przetrwało wszystko to, co było istotne?

                                                    > Wezmy slonce .Zalozmy ,ze niebo jest bardzo pochmurne i tego slonca
                                                    > nie widzimy .Nie mamy tez odpowiednich narzedzi zeby zbadac czy za
                                                    > tymi chmurami naprawde to slonce sie znajduje czy nie , co wiecej ,
                                                    > co to w ogole mialoby byc to slonce .Nie dysponujemy jeszcze
                                                    > odpowiednia wiedza naukowa ,aby te sprawe odpowiednio
                                                    > rozkminic ,ale ...Widzimy , czy tez raczej odczuwamy tego slonca
                                                    > odzdzialywanie .W obrebie naszej wiedzy nie ma jednak takiego
                                                    > pojecia , widzimy ,ze warunki panujace na Ziemii sa wystarczajace
                                                    > do istnienia zycia .Ogladamy otaczajacy nas swiat i twierdzimy ,ze
                                                    > sa takie czy inne czynniki obecne w tym swiecie i zadnego slonca
                                                    > w to nie mieszamy .Nie znaczy to jednak ,ze to slonce samo w sobie
                                                    > jest dla nas zbedne .Aczkolwiek mozemy sie obyc bez samego pojecia
                                                    > slonca i niewiedzac o nim wcale nie wlaczac go do naszego obiegu
                                                    > informacji .

                                                    Istnieje hipoteza, że życie ziemskie narodziło się w głębinach oceanów, bez
                                                    dostępu do światła, w pobliżu kominów hydrotermalnych, gdzie i dziś znajdujemy
                                                    niechlorofilowe, samożywne organizmy. Energię można czerpać nie tylko z promieni
                                                    słonecznych. Ale wracając do Twojej sugestii - pobór energii (np. ze słońca,
                                                    niezależnie od tego, czy je widzimy i definiujemy) jest zwykłym, automatycznym
                                                    procesem fizykochemicznym. Nie ma tu żadnych "cudów". Całość tych pojedynczo
                                                    widzianych procesów daje się zebrać w jedność, jako fizyka.
                                                  • pele999 Re: To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 24.12.09, 08:21
                                                    grgkh napisał:

                                                    > pele999 napisał:
                                                    >
                                                    > > Mialem swiadomosc ,ze chodzi Ci o same pojecia , twierdzenia na
                                                    > > jakis temat i tu zgoda , mozna bez nich zyc .
                                                    > > W watpliwosc poddalem jedynie mozliwosc zycia bez samego Boga w
                                                    > > sensie doslownym , a nie bez pojec na Jego temat .
                                                    >
                                                    > Rozumiem. Uważasz, że świat, a w nim my - być może - bez boskiej
                                                    przyczyny nie
                                                    > zaistnielibyśmy. Czy tak?
                                                    >
                                                    > Ale nauka badająca działanie świata, jak na razie, obywa się
                                                    całkowicie bez
                                                    > boga. Dlaczego wierzysz w tej kwestii bardziej swojej intuicji niż
                                                    > racjonalizmowi naukowemu?


                                                    Naukowcy nie wydaja sadow wiazacych co do istnienia badz nieistniena
                                                    Boga .Moga co najwyzej wyrazac swoj poglad w tym temacie , i wcale
                                                    nie jest tak ,ze wsrod nich mamy samych wierzacych lub
                                                    niewierzacych .
                                                    Oba obozy maja swoich reprezentantow , jesli chodzi o te kwestie .
                                                    Gdyby byla to kwestia scisle naukowa , spor zostalby juz dawno
                                                    rozstrzygniety na gruncie wiedzy , a nie lezal w gestii wiary .


                                                    > > Mamy tu juz(w tym tak wczesnym stadium) do czynienia z
                                                    > > zyciem .Materia ozywiona .Czy mozemy jednak sprawic aby materia
                                                    > > nieozywiona stala sie ozywiona .
                                                    >
                                                    > Tak. Dzieje się to na naszych oczach w każdej chwili. Składamy się
                                                    z materii
                                                    > nieożywionej w całości - z pierwiastków, związków chemicznych. Te
                                                    reakcje
                                                    > wyrwane z kontekstu żywej komórki przeprowadzamy w laboratorium z
                                                    identycznym
                                                    > skutkiem.
                                                    >
                                                    > "Martwe" nasionko zaczyna żyć jako żywa roślina.
                                                    >
                                                    > Z "cegiełek" potrafimy zbudować jakiegoś wirusa, który wpuszczony
                                                    do
                                                    > odpowiedniego dla siebie środowiska (komórki, tkanki) żyje tak
                                                    samo, jak
                                                    > organizmy złożone, wyższe.
                                                    >
                                                    > Granica między tym, co żywe (jako organizm żywy), a tym co martwe
                                                    (nieożywione)
                                                    > jest rozmyta.



                                                    "samorództwo (abiogeneza, generatio spontanea), teoria o domniemanym
                                                    powstawaniu istot żywych z nieorg. lub org. materii nieożywionej;
                                                    np. much ze zgniłego mięsa; rozpowszechniona w czasach staroż. i
                                                    średniowieczu."



                                                    > > Jakis czas temu uslyszalem o pewnym eksperymencie ,naukowcy
                                                    wzieli
                                                    > > cala kolonie pewnej bakterii i zbombardowali ja promieniami
                                                    > > jonizujacymi , tysiackroc silniejsza dawka niz wytrzymalby
                                                    > > czlowiek .
                                                    > > DNA tej bakterii rozpadlo sie w drobiazgi .Za trzy godziny DNA
                                                    > > zlozylo sie samo . A bakterie w 37 % zaczely sie rozmnazac .
                                                    > > Jaka sila zlozyla to co naukowcy nazywaja dnem programu
                                                    ludzkiego ?
                                                    >
                                                    > Daj mi link. Nie słyszałem o tym. Ale nawet gdyby się to zdarzyło,
                                                    to mogło to
                                                    > dotyczyć incydentalnego przypadku. W łańcuchach DNA tylko
                                                    niewielka ich część
                                                    > zawiera potrzebne do życia geny, reszta to "raczej" obojętny dla
                                                    tego procesu
                                                    > balast. Może przetrwało wszystko to, co było istotne?

                                                    www.kazaniaksiedzapiotra.pl/page/4/
                                                    Kazanie z 18 maja 2008r.


                                                    > > Wezmy slonce .Zalozmy ,ze niebo jest bardzo pochmurne i tego
                                                    slonca
                                                    > > nie widzimy .Nie mamy tez odpowiednich narzedzi zeby zbadac czy
                                                    za
                                                    > > tymi chmurami naprawde to slonce sie znajduje czy nie , co
                                                    wiecej ,
                                                    > > co to w ogole mialoby byc to slonce .Nie dysponujemy jeszcze
                                                    > > odpowiednia wiedza naukowa ,aby te sprawe odpowiednio
                                                    > > rozkminic ,ale ...Widzimy , czy tez raczej odczuwamy tego slonca
                                                    > > odzdzialywanie .W obrebie naszej wiedzy nie ma jednak takiego
                                                    > > pojecia , widzimy ,ze warunki panujace na Ziemii sa wystarczajace
                                                    > > do istnienia zycia .Ogladamy otaczajacy nas swiat i
                                                    twierdzimy ,ze
                                                    > > sa takie czy inne czynniki obecne w tym swiecie i zadnego slonca
                                                    > > w to nie mieszamy .Nie znaczy to jednak ,ze to slonce samo w
                                                    sobie
                                                    > > jest dla nas zbedne .Aczkolwiek mozemy sie obyc bez samego
                                                    pojecia
                                                    > > slonca i niewiedzac o nim wcale nie wlaczac go do naszego obiegu
                                                    > > informacji .
                                                    >
                                                    > Istnieje hipoteza, że życie ziemskie narodziło się w głębinach
                                                    oceanów, bez
                                                    > dostępu do światła, w pobliżu kominów hydrotermalnych, gdzie i
                                                    dziś znajdujemy
                                                    > niechlorofilowe, samożywne organizmy. Energię można czerpać nie
                                                    tylko z promien
                                                    > i
                                                    > słonecznych. Ale wracając do Twojej sugestii - pobór energii (np.
                                                    ze słońca,
                                                    > niezależnie od tego, czy je widzimy i definiujemy) jest zwykłym,
                                                    automatycznym
                                                    > procesem fizykochemicznym. Nie ma tu żadnych "cudów". Całość tych
                                                    pojedynczo
                                                    > widzianych procesów daje się zebrać w jedność, jako fizyka.


                                                    Sednem mojego przykladu nie bylo wskazywanie czy zycie jest mozliwe
                                                    bez udzialu slonca czy nie .Chodzilo mi przede wszystkim o
                                                    zwrocenie uwagi na to iz nawet nie wiedzac o istnieniu slonca nasze
                                                    zycie i tak byloby z tym istnieniem powiazane , niezaleznie od tego
                                                    czy zdajemy sobie z tego sprawe czy nie .Nasza wiedza badz niewiedza
                                                    na jego temat nie mialaby wplywu na to czy jestesmy przez nie
                                                    ogrzewani czy nie .
                                                  • grgkh Re: To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 25.12.09, 17:32
                                                    pele999 napisał:

                                                    > grgkh napisał:
                                                    >
                                                    > > pele999 napisał:
                                                    > >
                                                    > > > Mialem swiadomosc ,ze chodzi Ci o same pojecia , twierdzenia na
                                                    > > > jakis temat i tu zgoda , mozna bez nich zyc .
                                                    > > > W watpliwosc poddalem jedynie mozliwosc zycia bez samego Boga w
                                                    > > > sensie doslownym , a nie bez pojec na Jego temat .
                                                    > >
                                                    > > Rozumiem. Uważasz, że świat, a w nim my - być może -
                                                    > > bez boskiej przyczyny nie zaistnielibyśmy. Czy tak?
                                                    > >
                                                    > > Ale nauka badająca działanie świata, jak na razie,
                                                    > > obywa się całkowicie bez boga.
                                                    > > Dlaczego wierzysz w tej kwestii bardziej swojej intuicji
                                                    > > niż racjonalizmowi naukowemu?

                                                    > Naukowcy nie wydaja sadow wiazacych co do istnienia badz
                                                    > nieistniena Boga .Moga co najwyzej wyrazac swoj poglad
                                                    > w tym temacie , i wcale nie jest tak ,ze wsrod nich mamy
                                                    > samych wierzacych lub niewierzacych .

                                                    No i zrobiłeś to, co ja robię. Zauważyłeś, że istnieje coś takiego
                                                    jak "pogląd". Nie prawda absolutna, ale prawda niepewna. Ale czy
                                                    zauważyłeś, że wszystko, co mówimy o świecie to nie są prawdy
                                                    absolutne, ale poglądy o takim charakterze? Można by nawet pokusić
                                                    się określaniem nas wszystkich jako "wierzących", że coś odnośnie
                                                    świata jest takie lub inne. Cała nasza wiedza o świecie jest
                                                    tymczasowa i niepewna, bo nie mamy odniesienia do jego założeń. A
                                                    przecież takie istnieją, bo w nich przejawia się uporządkowanie.

                                                    Poruszamy się w opisie świata w definicyjnie zadeklarowanej
                                                    niepewności. Takiej niepewności w ogóle nie ma tam, gdzie założenia
                                                    są znane. Ale my odruchowo, intuicyjnie przenosimy reguły logiki
                                                    obowiązujące w tych systemach na świat i jego opis. Nie wolno tego
                                                    robić, bo prawda w jednym systemie jest inna niż prawda w drugim.
                                                    Inna jest jej definicja.

                                                    > Oba obozy maja swoich reprezentantow , jesli chodzi o te kwestie .
                                                    > Gdyby byla to kwestia scisle naukowa , spor zostalby juz dawno
                                                    > rozstrzygniety na gruncie wiedzy , a nie lezal w gestii wiary .

                                                    Prawda o świecie jest względna, kontekstowa. Na zawsze taka
                                                    pozostanie. Są to nasze – jak to nazwałeś - poglądy na świat. Nie
                                                    można mówić, że coś wśród tych poglądów jest prawdziwe w sensie
                                                    prawdy odnoszonej do kompletu deklarowanych założeń. Zamiast do
                                                    założeń, odnosimy się do doświadczeń obarczonych przypadkowością.

                                                    Skąd się biorą poglądy? To przymiarki gotowych modeli
                                                    matematycznych, logicznych do danych ze świata. A bóg najpierw
                                                    musiałby zostać wbudowany w taki model. Musiałby mieć definicję.
                                                    Wszystkie pojęcia go opisujące też musiałyby mieć takie precyzyjne
                                                    definicje. Itd. A potem można by poszukać, jak ten model zgadza się
                                                    z rzeczywistością. Nie ma matematyczno-logicznego modelu
                                                    zawierającego boga.

                                                    > "samorództwo (abiogeneza, generatio spontanea),
                                                    > teoria o domniemanym powstawaniu istot żywych
                                                    > z nieorg. lub org. materii nieożywionej;
                                                    > np. much ze zgniłego mięsa; rozpowszechniona
                                                    > w czasach staroż. i średniowieczu."

                                                    Nie wiem, co chcesz przez to powiedzieć.

                                                    Granie w lotto nie oznacza głównej wygranej. Możesz grać miliardy
                                                    razy i mimo prawdopodobieństwa równego jeden do około trzynastu
                                                    milionów nigdy nie wygrać. Powstanie życia się zdarzyło, bo jesteśmy
                                                    tutaj. Tego się nie da zakwestionować (prawdopodobieństwo tego
                                                    zdarzenia jest > 0). Ale co do przyczyn i całego przebiegu tego
                                                    procesu wiemy za mało. Nawet gdyby to "zrobił bóg" wink, musiałby się
                                                    posłużyć regułami tego świata. Gdyby to zrobił, to ta reguła
                                                    stanęłaby się wtedy właśnie, automatycznie regułą tego świata. Będąc
                                                    nią eliminuje boga jako niezbędną przyczynę.

                                                    Logika zabija boga.

                                                    www.kazaniaksiedzapiotra.pl/page/4/
                                                    > Kazanie z 18 maja 2008r.

                                                    Miał być link do wiarygodnego źródła naukowego. To nie jest źródło.

                                                    > Sednem mojego przykladu nie bylo wskazywanie czy zycie
                                                    > jest mozliwe bez udzialu slonca czy nie .
                                                    > Chodzilo mi przede wszystkim o zwrocenie uwagi na to
                                                    > iz nawet nie wiedzac o istnieniu slonca nasze
                                                    > zycie i tak byloby z tym istnieniem powiazane ,
                                                    > niezaleznie od tego czy zdajemy sobie z tego sprawe czy nie .
                                                    > Nasza wiedza badz niewiedza na jego temat
                                                    > nie mialaby wplywu na to czy jestesmy przez nie
                                                    > ogrzewani czy nie .

                                                    Wszechświata nigdy nie poznamy w całości. Nie przekroczymy
                                                    nieprzekraczalnych dla nas granic. A naszej "prawdziwej" wiedzy o
                                                    świecie będzie tyle, ile zdołamy doświadczalnie jej zweryfikować.
                                                    Istnieje tylko doraźny, tymczasowy, niepewny opis świata. Niepewny.
                                                    Nic w nim nie musi być prawdą. Mogą się w nim znaleźć błędy. Takie
                                                    są jego główne cechy.

                                                    Istnienie słońca w opisie jest potwierdzeniem, że znaleźliśmy
                                                    odpowiedniki tej definicji i w danym, konkretnym, tymczasowym opisie
                                                    świata te obiekty udało się zlokalizować. Tak, kret go nie widzi.
                                                    Ale dla nas jest to np. tarcza na niebie, źródło ciepła, masa
                                                    oddziałująca grawitacyjnie itd. W rzeczywistości Słońce to zbiór
                                                    cząstek elementarnych o określonej strukturze. Tak jak nasze ciała.
                                                    Czy nasze ciało i słońce to to samo? Z pewnego poziomu definicyjnego
                                                    jest to to samo. Z innego już nie. A więc co istnieje w źródle, na
                                                    podstawie którego tworzymy względny opis świata – my lub kret?

                                                    Dam Ci inny przykład. Używając lustra widzisz obiekty, które w
                                                    kopiach nie istnieją. To iluzja. Gdyby nie dodatkowe dane
                                                    eliminujące, nie byłbyś w stanie odróżnić, czy odbicia są prawdą,
                                                    czy złudzeniem.

                                                    Nic nie jest dane nam bezwzględnie, absolutnie. Świat, który my
                                                    widzimy jest opisem odnoszącym się do definicji, które mamy w
                                                    naszych umysłach. Możemy go widzieć jako zawierający kuliste, gorące
                                                    słońce albo, zamiast tego, zbiór cząstek elementarnych. Zawsze jest
                                                    to odniesienie się do źródła danych, wartościowego (liczbowego) i
                                                    logicznego. A to źródło jest cząstką informacji, którą
                                                    interpretujemy po swojemu, w sposób niepewny, względny, tymczasowy
                                                    itp.

                                                    W opisie świata istnieje to, co zostało potwierdzone na podstawie
                                                    dotychczas zebranych informacji i w oparciu o bieżący zasób
                                                    definicji. Czego nie znaleziono doświadczalnie, tego w opisie świata
                                                    nie ma.

                                                    Bóg nie ma, poza tym, poprawnej definicji i nie wiadomo czego
                                                    należałoby szukać.

                                                    Opowiadanie, że bóg istnieje POZA światem jest absurdalne, bo
                                                    sprzecznie twierdzi się jednocześnie, że on coś z tym światem ma
                                                    wspólnego.
                                                  • pele999 Re: To nie jest wiara w boga, ale w słowa ludzi 26.12.09, 09:38
                                                    > No i zrobiłeś to, co ja robię. Zauważyłeś, że istnieje coś takiego
                                                    > jak "pogląd". Nie prawda absolutna, ale prawda niepewna.

                                                    Nie uwazam ,ze prawda jak to napisales absolutna , nie istnieje .
                                                    To ,ze ktos wyraza swoj poglad , nie musi oznaczac ,ze ten poglad
                                                    jest sluszny,badz niesluszny .Jednak nie ma to wplywu na prawde jako
                                                    taka , poglad nie jest zrodlem prawdy , a jedynie sposobem
                                                    odczytania , sposobem interpretacji . Niezaleznie od tego w jaki
                                                    sposob bedzie sformulowany , nie zachwieje nawet minimalnie prawda
                                                    sama w sobie .Moze jej nie dostrzegac , moze nie miec na nia
                                                    dowodow ,ale to nie oznacza ,ze prawda nie istnieje niezaleznie od
                                                    naszych sadow o niej .

                                                    Ale czy
                                                    > zauważyłeś, że wszystko, co mówimy o świecie to nie są prawdy
                                                    > absolutne, ale poglądy o takim charakterze? Można by nawet pokusić
                                                    > się określaniem nas wszystkich jako "wierzących", że coś odnośnie
                                                    > świata jest takie lub inne. Cała nasza wiedza o świecie jest
                                                    > tymczasowa i niepewna, bo nie mamy odniesienia do jego założeń. A
                                                    > przecież takie istnieją, bo w nich przejawia się uporządkowanie.


                                                    Na przyklad .Wyraze takie zdanie : Bóg jest prawda .Powtarzajac za
                                                    Edytą Stein :"Bóg jest Prawdą. I kto szuka prawdy, ten szuka Boga,
                                                    choćby o tym nie wiedział"
                                                    Chrystus mowil o sobie ,ze jest Prawda .W innym miejscu,na pytanie
                                                    Pilata odpowiedzial :«Tak, jestem królem. Ja się na to narodziłem i
                                                    na to przyszedłem na świat, aby dać świadectwo prawdzie*. Każdy, kto
                                                    jest z prawdy, słucha mojego głosu»

                                                    Prawda nie potrzebuje do istnienia naszego dowodu , dowod jest tylko
                                                    nam potrzebny , abysmy byli bardziej pewni tego czy tamtego .Ale nie
                                                    powodujemy tym dowodem zaistnienia prawdy samej w sobie , prawda
                                                    jest niezalezna od tego czy do niej dotarlismy czy nie , czy ja
                                                    znamy czy nie , czy ja udowodnilismy czy nie .


                                                    > > "samorództwo (abiogeneza, generatio spontanea),
                                                    > > teoria o domniemanym powstawaniu istot żywych
                                                    > > z nieorg. lub org. materii nieożywionej;
                                                    > > np. much ze zgniłego mięsa; rozpowszechniona
                                                    > > w czasach staroż. i średniowieczu."
                                                    >
                                                    > Nie wiem, co chcesz przez to powiedzieć.

                                                    To ,ze teoria o domniemanym powstawaniu istot żywych
                                                    z materii nieożywionej byla popularna w czasach starozytnych i
                                                    sredniowieczu , a nie dzisiaj .


                                                    > www.kazaniaksiedzapiotra.pl/page/4/
                                                    > > Kazanie z 18 maja 2008r.
                                                    >
                                                    > Miał być link do wiarygodnego źródła naukowego. To nie jest źródło.


                                                    Wybacz nie mialem innego .W tym kazaniu pada nazwa tej bakterii ,
                                                    wiec moznaby tego lepiej poszukac ,ale za Chiny ludowe , nie wiem
                                                    jak to sie pisze .


                                                    > Wszechświata nigdy nie poznamy w całości. Nie przekroczymy
                                                    > nieprzekraczalnych dla nas granic. A naszej "prawdziwej" wiedzy o
                                                    > świecie będzie tyle, ile zdołamy doświadczalnie jej zweryfikować.
                                                    > Istnieje tylko doraźny, tymczasowy, niepewny opis świata.
                                                    Niepewny.
                                                    > Nic w nim nie musi być prawdą. Mogą się w nim znaleźć błędy. Takie
                                                    > są jego główne cechy.


                                                    Czy mozemy powiedziec ,ze prawdziwe jest to co rzeczywiscie
                                                    istnieje ?


                                                    > Bóg nie ma, poza tym, poprawnej definicji i nie wiadomo czego
                                                    > należałoby szukać.

                                                    Na przyklad. Bóg nie jest istotą materialną , jest duchem .
                                                    Czy to zdanie uznasz za nieprawdziwe i jesli tak to dlaczego ?
                                                    Prawdziwe jest to co istnieje , nie to na co mamy dowod ,ze istnieje
                                                    badz nie .Podobnie jest z dusza ,ta sama kwestia co z Bogiem .


                                                    > Opowiadanie, że bóg istnieje POZA światem jest absurdalne, bo
                                                    > sprzecznie twierdzi się jednocześnie, że on coś z tym światem ma
                                                    > wspólnego.

                                                    Ale nie mamy , jak pisales wczesniej, pelnej wiedzy o
                                                    swiecie .To ,ze nie mozemy dopatrzec sie w swiecie zasady duchowej ,
                                                    jak w przypadku Boga czy duszy , nie oznacza ,ze ta plaszczyzna nie
                                                    istnieje i nie ma znaczenia dla swiata .Dlatego piszac , Bóg jest
                                                    transcendentny i immanentny , nie mamy zarazem dowodow aby wykazac
                                                    tego nieprawdziwosc i sprzecznosc .




                                                  • kiwaczek11 kanały na Marsie 23.12.09, 00:06
                                                    Uparłeś się z tymi kanałami na Marsie, ale niby co to ma pokazać w
                                                    kontekście zasady „ brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na
                                                    nieistnienie”? Nic. Dlatego nie odpisywałem na to. Myślę , ze inni
                                                    też.
                                                    Przypadek kanałów pokazuje tylko, że nie można być pewnym istnienia
                                                    czegoś, czego istnienie udowodniono ( jak się po czasie okazuje -
                                                    pozornie, bo dowód tymczasowy, dowód przez pomyłkę, iluzja, nie
                                                    dowód).

                                                    Ale! Do samego sedna , które przedstawia np. kwestia kanałów,
                                                    odniosłem się kiedyś w sposób następujący:

                                                    napisałeś
                                                    <<<
                                                    Ta sytuacja wynika z braku możliwości oparcia się na założeniach
                                                    świata, których nigdy na pewno nie poznamy. Opisy świata są więc
                                                    niepewne i tymczasowe, wciąż podatne na zmiany. Istnienie dotyczy
                                                    konkretnych, wciąż innych kontekstów. I nigdy nie będzie ustalone na
                                                    zawsze.
                                                    >>>
                                                    odpowiedziałem:
                                                    Istnienie nie zależy (jeśli mowa o empirii) od opisu, czego
                                                    przykładem jest sytuacja z gatunkami. Albo coś istnieje , albo nie.
                                                    W modelu poprawnym, znajdzie się to istnienie. W modelu
                                                    niepoprawnym / niepełnym może się ono nie znaleźć ( bo jeszcze tego
                                                    nie odkryto, nieudowodniono itp.). Model fałszywy zawiera istnienie
                                                    czegoś , co nie istnieje.

                                                    A można to przeczytać tutaj:

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,102695404,Re_Bog_nie_istnieje_To_pewne_znow_cenzura_.html
                                                    „Model fałszywy zawiera istnienie czegoś , co nie istnieje.” – tak
                                                    jak z przypadkiem kanałów.
                                                    Kanałom na Marsie na wyrost przypisano istnienie. Nie istniały ani
                                                    przed dowodem, ani w czasie uznania dowodu (!), ani po obaleniu
                                                    dowodu. Istniały tylko, jako wprowadzający błąd i fałsz ELEMENT
                                                    OPISU, oderwany od rzeczywistości.
                                                    I tu od razu uprzedzę Twój atak. Możemy mówić o nieistnieniu kanałów
                                                    nie dlatego , że zabrakło dowodu na ich istnienie ( wręcz
                                                    przeciwnie, dowód był i się zmył). Możemy mówić dlatego , że
                                                    nieistnienie kanałów UDOWODNIONO. Co to oznacza? Przyjrzano się
                                                    miejscu , gdzie miały występować, z większą rozdzielczością i
                                                    przybliżeniem ( finalnie za pomocą sondy). Nie zaobserwowano ich.
                                                    Jeśłi kanały istniałyby, obserwowane „gołym okiem”, to na pewno
                                                    można by je zaobserwować przy większym przybliżeniu i
                                                    rozdzielczości . A ponieważ nie zaobserwowano, jednoznacznie i
                                                    BEZPOŚREDNIO dowodzi to , że takie kanały i w tym miejscu nie
                                                    istnieją.
                                                    W przypadku Boga, krasnala, eteru nie ma takiego jednoznacznego i
                                                    bezpośredniego dowodu na ich nieistnienie. Dlatego nie da się
                                                    jednoznacznie stwierdzić, że nie istnieją. Co oczywiście nie
                                                    oznacza, że na pewno istnieją.

                                                    <<<
                                                    Nie ma innej definicji istnienia, bo każde pojęcie, którym się w
                                                    określonym kontekscie posługujemy musi mieć TYLKO JEDNĄ definicję. A
                                                    nasz kontekst jest znany - to świat i jego opis.
                                                    >>>
                                                    Jak na mój gust , to masz tu dwa „konteksty”. Pierwszy – świat.
                                                    Drugi – opis świata. Co do drugiego Twoją definicję istnienia
                                                    poznaliśmy. Co z pierwszym kontekstem?

                                                    <<<<
                                                    Istnienie może mieć tylko jedną definicję i potem zawsze już trzeba
                                                    tego pojęcia używać wyłącznie w zgodzie z nią. Istnienie jest
                                                    definiowane pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia i dotyczy
                                                    całokształtu wszystkich hipotez jakie nam kiedykolwiek przyjdą do
                                                    głowy.
                                                    >>>
                                                    No toś się popisał kolego. Już szykują dla Ciebie miejsce w
                                                    panteonie mędrców i filozofów.
                                                    To jest właśnie skrajnie bezczelna manipulacja. Wymyśliłeś bzdurę na
                                                    własne potrzeby, a przedstawiasz ją jako prawdę naukową. Wskaż zatem
                                                    źródło, które potwierdza taką i w dodatku jako JEDYNIE SŁUSZNĄ
                                                    definicję istnienia.

                                                    <<<
                                                    Nie świata, ale konkretnych hipotez (związanych ze sobą). W
                                                    przypadku, gdy odnosi się to do świata, to jest to zbiór hipotez
                                                    właśnie i dokładnie tylko na ten temat. Jest to opis świata. Nie ma
                                                    drugiej wersji istnienia, bo musiałaby to być inna definicja, a
                                                    manipulować wieloznacznością i poszerzać definicji jak nam się
                                                    podoba nie wolno.
                                                    >>>
                                                    To jakiś bełkot.
                                                  • grgkh Re: kanały na Marsie 23.12.09, 20:32
                                                    Przenoszę dalszy ciąg dyskusji do nowego wątku. Wyodrębniam tam konkretny temat
                                                    o "istnieniu" i chciałbym, byśmy się go trzymali. Tematy inne, obszerniejsze
                                                    dygresje, instalujmy w oddzielnych wątkach.

                                                    forum.gazeta.pl/forum/w,21155,104758838,104758838,Istnienie.html
                                                  • grgkh Defincja kociaka jest sprzeczna, fałszywa, błędna 20.12.09, 14:29
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Twoja bezczelność i krętactwo nie zna granic.

                                                    Bardzo silny i merytoryczny argument. Zachwiałem się pod jego naporem, ale złapałem równowagę.

                                                    > To Ty zarzucałeś nagminnie ludziom, że takie czy inne definicje są
                                                    > fałszywe. Wobec tego już dawno temu ZAŻĄDAŁEM od Ciebie wskazania,
                                                    > kiedy definicja jest fałszywa i dlaczego. Miałeś wskazać wg którego
                                                    > warunku definicja kociaka jest definicją fałszywa. Nie
                                                    > odpowiedziałeś.

                                                    Byłem ciekaw, czy zdajesz sobie sprawę, czego bronisz. Ale widzę, że nie masz tej świadomości. Trudno. A więc czynię, co obiecałem.

                                                    Jedna definicja może definiować tylko jedno pojęcie, bo jeśli pojęcie A definiuje B, a B definiuje w tym samym zdaniu A, to jedno z nich jest zbędne. Przyjrzyjmy się definicji kociaka (zakładając wstępnie, że jest to właśnie definicja). A co jest w tej definicji, przyjrzyjmy się jej?

                                                    DEFINICJA (So, 15-08-2009, 16:01:26)
                                                    CytatDomagasz się podania definicji Boga i jak twierdzisz każdą jesteś w stanie obalić.
                                                    Podaję Ci swoją definicję:

                                                    "Bóg, jest to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu, materii i energii". - kociak40


                                                    Mamy tu dwa pojęcia "bóg" oraz "przyczyna i skutek" (nie jako słownikowa przyczyna czegokolwiek, ale konkretna przyczyna powstania tego, co chciałby kociak). Oba są definiowane przez siebie. Według niego "bóg" to "przyczyna". Także według kociaka - "przyczyna" to "bóg". A przecieżnie wiadomo, czy jakaś przyczyna istnieje i CZYM ona miałaby być. Ponieważ nie ma dodatkowej definicji przyczyny, więc ta jest jedyną jej namiastką. Oddzielne pytania o to, "co to jest bóg" oraz "co to jest przyczyna" nie prowadzą do żadnej innej definicji. Logicznie jest to złą, nieprawidłowa, fałszywa definicja. Nie jest to definicja według poprawnych zasad formułowania definicji w systemach aksjologicznych, gdzie jest wymóg zdefiniowania wszystkich pojęć, które są używane. Definicji nie wolno formułować na zasadzie wzajemnego określania się dwóch pojęć nigdzie poza tym nie zdefiniowanych.

                                                    To jest pierwszy zarzut. O drugim już pisałem, ale go wciąż pomijasz milczeniem lub odpowiadasz nie na temat:

                                                    Czym jest ta definicja? Czy jest jednocześnie hipotezą? No bo czy przestrzeń, czas, materia i energia potrzebowały przyczyny zewnętrznej innej od nich samych? Istnieje równoprawna możliwość (hipoteza), że taka zewnętrzna przyczyna nie byłaby potrzebna. Dla każdego systemu matematycznego, ze znanymi założeniami przyczyną są jej założenia, aksjomaty. Czy one są bogiem? A przecież o świecie mówimy, że jego opis jest formułowany poprzez przypisywanie światu takich matematycznych zasad działania. I niczego poza tym nie widzimy. Wszelkie reguły fizyki dają sie sprowadzać wyłącznie do matematyki. Wszystko, co dzieje się w naszej świadomości daje się opisać przy pomocy logiki i matematyki, a logika jest przecież częścią systemów matematycznych. Gdzie w tych opisach jest miejsce na dodatkowe pojęcie stojące ponad aksjomatami?

                                                    Czy nie jest wszystko jedno, czy algorytm jest "wymyślony" przez człowieka czy przez maszynę lub stwierdzamy jego działanie w naszym otoczeniu, w świecie? To jest ten sam algorytm, ta sama matematyka, ta sama fizyka. Jeśli matematycznie jest identyczny, to znaczy, że zewnętrznej przyczyny, jednej, identycznej dla tego algorytmu nie potrzeba. Logika wykazuje zbędność zewnętrznego twórcy założeń. A doświadczenie stwierdza, że takie założenia istnieją, bo nasz świat działa według jakichś reguł (nie jest chaosem od początku do końca).

                                                    No i trzeci zarzut, ten nieszczęsny "skutek". Jak to możliwe logicznie, że coś jest i przyczyną, i skutkiem? Gdyby bóg stał PONAD założeniami świata, gdyby miał być tylko ich twórcą, to nie mógłby być ich skutkiem, bo wtedy świat stałby się bogiem. Twórca nie jest swoim własnym dziełem. Nie można być ponad czymś, tworzyć założenia (być przyczyną) i jednocześnie być tym czymś (skutkiem), bo wtedy jest się TYLKO TYM CZYMŚ. Jedno wyklucza drugie. Sprzeczność.

                                                    Kiedyś zadałeś takie pytanie:
                                                    Ale jeśli już...
                                                    Cytatkiwaczek napisał:
                                                    Podważyć istnienie Boga w tym przypadku mógłbyś tylko przezpodważenie stwierdzenia, że powstanie przestrzeni, czasu, materii i energiimiało przyczynę. Gdyby nie było przyczyny, to zgodnie z tą definicją nie ma takzdefiniowanego Boga. Ale tego nie wiesz, czy powstanie przestrzeni etc. ma(miało) przyczynę czy nie. Cytatgrgkh napisał:
                                                    I właśnie o tym chcę teraz znów pogadać.

                                                    > Proszę bardzo, co masz tutaj do napiasnia?

                                                    Nie pamiętałem o nim, ponieważ wielokrotnie elementy odpowiedzi na nie podawałem Ci wcześniej i później. A tu powyżej masz już tę odpowiedź.

                                                    Przyczyna, widziana z perspektywy oglądu naszego świata, jest zbędna. W niczym nie opisze ona świata dokładniej niż to robi fizyka. A fizyka nie posługuje się bogiem. Wystarczy jej matematyka i logika. Bóg jest zbędny, a ponieważ mówimy o nim w kontekscie opisu świata, w którym mogą istnieć tylko elementy doświadczalnie udowodnione, więc nie istnieje. Poza opisem świata, ale na jego temat, nie ma nic. Bóg nie może być jednocześnie POZA światem i uczestniczyć w jego opisie. Każde przywołanie boga wiąże się z przypisaniem go do opisu świata, bo inaczej nie jest to możliwe. I jest to SPRZECZNOŚĆ.

                                                    I jeszcze tak: Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna zewnętrzna przyczyna to jakim cudem, już bez przyczyny nadrzędnej nad nią, powstał sam bóg? Najwidoczniej, logicznie, kiedyś tam, na początku coś powstało samo, "bez przyczyny". A więc jest to możliwe. I tak oto unicestwiłem boga logiką.
                                                  • kiwaczek11 Re: Defincja kociaka jest sprzeczna, cz.1 23.12.09, 00:08
                                                    <<<
                                                    Twoja bezczelność i krętactwo nie zna granic.
                                                    Bardzo silny i merytoryczny argument. Zachwiałem się pod jego
                                                    naporem, ale złapałem równowagę.
                                                    >>>
                                                    To nie jest argument tylko stwierdzenie faktu. Argument ma za
                                                    zadanie uwiarygodnić to , co się stwierdza. Argument był pod tym
                                                    stwierdzeniem w cytowanym poście.

                                                    <<<
                                                    Definicji nie wolno formułować na zasadzie wzajemnego określania się
                                                    dwóch pojęć nigdzie poza tym nie zdefiniowanych.
                                                    >>>
                                                    Brawo Jasiu! Tyle tylko że :
                                                    <<<
                                                    Jedna definicja może definiować tylko jedno pojęcie, bo jeśli
                                                    pojęcie A definiuje B, a B definiuje w tym samym zdaniu A, to jedno
                                                    z nich jest zbędne. [...]
                                                    "Bóg, jest to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu,
                                                    materii i energii". - kociak40
                                                    Mamy tu dwa pojęcia "bóg" oraz "przyczyna i skutek" (nie jako
                                                    słownikowa przyczyna czegokolwiek, ale konkretna przyczyna powstania
                                                    tego, co chciałby kociak). Oba są definiowane przez siebie. Według
                                                    niego "bóg" to "przyczyna". Także według kociaka - "przyczyna"
                                                    to "bóg".
                                                    >>>
                                                    Mamy tu siedem pojęć, a nie dwa, jeśli już : 1 – Bóg , 2 –
                                                    przyczyna, 3- powstanie, 4 – przestrzeń, 5 –czas, 6 – materia, 7 -
                                                    energia.
                                                    Każde z nich od 2 do 7 jest w jakiś sposób zdefiniowane ( co prawda
                                                    można byłoby się przyczepić do poprawności definicji czasu , bo
                                                    sprawa nie jest taka oczywista, i szukać dziury w całym, jednak czas
                                                    powszechnie i licznie występuje w naszym zbiorze pojęć, a wiele i to
                                                    fundamentalnych definicji w nauce zawiera ten element, zatem możemy
                                                    go uznać jako element zdefiniowany. Inaczej połowę nauki
                                                    musielibyśmy puścić z dymem).
                                                    Pojęcie 2 występuje tu, i musi występować, jako „operator” właśnie
                                                    ze słownikową ogólną definicją, a konkretnego znaczenia nabiera w
                                                    relacjach 2-3-4, 2-3-5, 2-3-6, i 2-3-7.
                                                    Każda z tych relacji po prawej stronie składni współ definiuje
                                                    pojęcie po lewej stronie składni. Żadne z osobnych pojęć od 2 do 7
                                                    nie jest tożsame z pojęciem 1. Dlatego nie ma tu przypadku idem per
                                                    idem .

                                                    <<<
                                                    Czym jest ta definicja? Czy jest jednocześnie hipotezą?
                                                    >>>
                                                    Definicja jest definicją. Hipotezą jest stwierdzenie, że przyczyna
                                                    powstania świata istnieje ( istniała).

                                                    <<<
                                                    No bo czy przestrzeń, czas, materia i energia potrzebowały
                                                    przyczyny zewnętrznej innej od nich samych?
                                                    >>>
                                                    Wyrażaj się precyzyjniej. Przestrzeń potrzebowała przyczyny, czy
                                                    powstanie przestrzeni potrzebowało przyczyny? Zniekształcasz
                                                    szczegóły, co potem skutkuje tym, ze nie wiadomo o czym dyskutujesz.

                                                    <<<
                                                    Istnieje równoprawna możliwość (hipoteza), że taka zewnętrzna
                                                    przyczyna nie byłaby potrzebna.
                                                    >>>
                                                    Istnieje taka możliwość. Podkreślam to od samego początku.

                                                    <<<
                                                    Dla każdego systemu matematycznego, ze znanymi założeniami przyczyną
                                                    są jej założenia, aksjomaty. Czy one są bogiem?
                                                    >>>
                                                    Przyczyna czego? Wyrażaj się precyzyjnie. Przyczyną powstania
                                                    systemu? Przyczyną działania systemu?

                                                    <<<
                                                    A przecież o świecie mówimy, że jego opis jest formułowany poprzez
                                                    przypisywanie światu takich matematycznych zasad działania. I
                                                    niczego poza tym nie widzimy. Wszelkie reguły fizyki dają sie
                                                    sprowadzać wyłącznie do matematyki. Wszystko, co dzieje się w naszej
                                                    świadomości daje się opisać przy pomocy logiki i matematyki, a
                                                    logika jest przecież częścią systemów matematycznych.
                                                    >>>
                                                    Znów fetyszyzujesz matematyką i fizyką.
                                                    Po pierwsze nie jest prawdą , że „niczego poza tym nie widzimy” (
                                                    tym – w domyśle matematycznym opisem, jak sadzę). Dlaczego? Bo
                                                    jesteśmy wstanie zaobserwować nieliniowa naturę zjawisk ( poprzez
                                                    doświadczenia , pomiary itd.), podczas gdy nie jesteśmy wstanie
                                                    matematycznie tej natury odwzorować, nie wprowadzając błędu do
                                                    opisu. Bo nieliniowość opisujemy tylko z zastosowaniem linearyzacji.
                                                    Po drugie nie jest prawdą, że „wszystko, co dzieje się w naszej
                                                    świadomości daje się opisać przy pomocy logiki i matematyki,”. Jeśli
                                                    uważasz, inaczej, podaj sposób zapisu matematycznego tego, że
                                                    wczoraj rozmyślałem o lipcowej plaży na wybrzeżu słowińskim. A to
                                                    właśnie się działo w mojej świadomości.

                                                    <<<
                                                    Czy nie jest wszystko jedno, czy algorytm jest "wymyślony" przez
                                                    człowieka czy przez maszynę lub stwierdzamy jego działanie w naszym
                                                    otoczeniu, w świecie? To jest ten sam algorytm, ta sama matematyka,
                                                    ta sama fizyka. Jeśli matematycznie jest identyczny, to znaczy, że
                                                    zewnętrznej przyczyny, jednej, identycznej dla tego algorytmu nie
                                                    potrzeba.
                                                    >>>
                                                    Ależ potrzeba. Zewnętrzna przyczyną powstania algorytmu jest
                                                    odpowiednio myśl ludzka, albo synteza maszynowa. Bez tego algorytm
                                                    nie ma szans zaistnienia.
                                                    Poza tym , robisz notoryczny faul. Utożsamiasz algorytm z regułami.
                                                    A to dwa różne pojęcia.

                                                    <<<
                                                    A doświadczenie stwierdza, że takie założenia istnieją, bo nasz
                                                    świat działa według jakichś reguł (nie jest chaosem od początku do
                                                    końca).
                                                    >>>
                                                    Doświadczenie stwierdza, że w świecie można zaobserwować reguły. I
                                                    tyle. A „założenia” – tak jak pisałem wcześniej , tak naprawdę nie
                                                    wiem w jakim znaczeniu używasz tego pojęcia. Bo coś mi się wydaje,
                                                    że na siłę flancujesz pojęcia z wąskiego świata twojego mizernego
                                                    komputerka na płaszczyznę , gdzie w ogóle mogą nie mieć żadnego
                                                    sensu.
                                                    Założenia, albo aksjomaty przyjmujemy MY i mają sens wtedy, gdy MY ,
                                                    chcąc stwierdzić poprawność wnioskowania lub obserwacji takiej czy
                                                    innej reguły, budujemy podwaliny takiego wnioskowania.
                                                    Świat ma ustalone, obowiązujące reguły. Nie musi dociekać ich
                                                    poprawności. Nie musi więc mieć czegoś takiego jak założenia, które
                                                    posłużyłyby do ... no właśnie, nie wiadomo do czego. Ma reguły i
                                                    tyle.
                                                    I teraz można stawiać pytania. Czy jest jakaś przyczyna, że te
                                                    reguły są i ze są takie , a nie inne. „Pierwotne założenia” ,
                                                    którymi tu zaraz rzucisz niczego nie wyjaśniają. Bo to taka sama
                                                    retoryka jak „na początku był Bóg”.

                                                    <<<
                                                    No i trzeci zarzut, ten nieszczęsny "skutek". Jak to możliwe
                                                    logicznie, że coś jest i przyczyną, i skutkiem?
                                                    >>>
                                                    Gdyby z definicji kociaka wynikało, że przyczyna to skutek i
                                                    odwrotnie, definicja kociaka musiałaby być dwuzdaniowa i brzmiałaby
                                                    następująco : „Bóg jest przyczyną powstania świata. Bóg jest
                                                    powstaniem świata”
                                                    Bo skutkiem jest „powstanie” świata. A przyczyną istnienie Boga jako
                                                    zjawiska ( potencjalne, hipotetyczne) lub jego wola, działanie,
                                                    jeśli byłby to byt posiadający takie cechy jak wola , czy możliwość
                                                    działania.

                                                    <<<
                                                    Przyczyna, widziana z perspektywy oglądu naszego świata, jest
                                                    zbędna. W niczym nie opisze ona świata dokładniej niż to robi fizyka.
                                                    >>>
                                                    Tylko z punktu widzenia inżynieryjnego zastosowania wiedzy. Jeśli
                                                    chodzi o pełny opis, czy chęć dotarcia do prawdy, którą to licznie
                                                    sam firmujesz, traktowanie przyczyny jako coś zbędnego a priori, to
                                                    strzelanie sobie w kolano.
                                                  • grgkh Re: Defincja kociaka jest sprzeczna, cz.1 23.12.09, 20:34
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > Twoja bezczelność i krętactwo nie zna granic.
                                                    > Bardzo silny i merytoryczny argument. Zachwiałem się pod jego
                                                    > naporem, ale złapałem równowagę.
                                                    > >>>
                                                    > To nie jest argument tylko stwierdzenie faktu. Argument ma za
                                                    > zadanie uwiarygodnić to , co się stwierdza. Argument był pod tym
                                                    > stwierdzeniem w cytowanym poście.

                                                    To była ironia. OK. Będę się i takiej formy wystrzegał, by być bardziej
                                                    jednoznacznie rozumianym w przyszłości.
                                                  • grgkh Re: Defincja kociaka jest sprzeczna, cz.1 23.12.09, 21:39
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Mamy tu siedem pojęć, a nie dwa, jeśli już : 1 – Bóg , 2 –
                                                    > przyczyna, 3- powstanie, 4 – przestrzeń, 5 –czas, 6 – materia, 7 -
                                                    > energia.
                                                    > Każde z nich od 2 do 7 jest w jakiś sposób zdefiniowane

                                                    Przecież nie tutaj, ale mają one swoje definicje. Z wyjątkiem dwóch: boga i
                                                    przyczyny powstania. Nigdzie indziej nie istnieje definicja boga. Nie istnieje
                                                    też definicja przyczyny powstania. A jeśli je znasz, to podaj. Jest tak, jak
                                                    mówiłem, i to już wcześniej, bóg definiuje przyczynę powstania, a przyczyna
                                                    powstania definiuje boga. To jest błąd logiczny. A potem, o ile dla
                                                    uprawdopodobnionej hipotezy, że musiała istnieć jakaś przyczyna (ale jaka),
                                                    można by ją zaakceptować, to bóg jest zbędny i automatycznie, logicznie nie
                                                    istnieje. Brak definicji jest pierwszym kryterium eliminującym istnienie.

                                                    Ale wróćmy do tego "jaka to przyczyna". Otóż wszystkie przyczyny w jakimś
                                                    systemie wiążą się ze sobą wzajemnym wynikaniem. I zawsze prowadzą do założeń
                                                    (definicji) elementarnych. Czy są to materia, energia, przestrzeń i czas to mało
                                                    istotne, bo tak możemy uważać np. dziś, ale jutro to może się zmienić. Np.
                                                    materia przechodzi równoważnie w energię, a więc któreś z tych pojęć należałoby
                                                    wyrzucić jako wtórne, pochodne względem drugiego. To mało istotne dla tego
                                                    rozważania. I tak wolno nam, w opisie świata, ustanawiać dla siebie (!!!) taki
                                                    system definicji, który opisze nam prawidłowo wszystko. Ważne jest to "dla
                                                    siebie" pokazujące, że wszystko jest względne.

                                                    > Każda z tych relacji po prawej stronie składni współ definiuje
                                                    > pojęcie po lewej stronie składni. Żadne z osobnych pojęć od 2 do 7
                                                    > nie jest tożsame z pojęciem 1. Dlatego nie ma tu przypadku idem per
                                                    > idem .

                                                    Pojęcia "bóg" i "przyczyna powstania" definiują się nawzajem.

                                                    > <<<
                                                    > Czym jest ta definicja? Czy jest jednocześnie hipotezą?
                                                    > >>>
                                                    > Definicja jest definicją. Hipotezą jest stwierdzenie, że przyczyna
                                                    > powstania świata istnieje ( istniała).

                                                    System definicji MUSI być jednoznaczny i obejmować swoim zasięgiem cały obszar.
                                                    Nie wolno mu wybierać jednej z hipotez: "bóg jest przyczyną powstania" i
                                                    nie uwzględniać alternatywnej "bóg nie jest przyczyną powstania",
                                                    ponieważ nie wiadomo, czy ta pierwsza jest prawdziwa. Definicje muszą być tak
                                                    sformułowane, by nie było wątpliwości.

                                                    Nie wolno w definicjach przemycać prawdziwości hipotez nieudowodnionych.
                                                    Definicje służą definiowaniu pojęć elementarnych. To, jakie są między nimi
                                                    relacje, określa logika. Logika nie pozwala na mieszanie definiowania i
                                                    manipulowanie hipotezami.

                                                    > Po pierwsze nie jest prawdą , że „niczego poza tym nie widzimy” (
                                                    > tym – w domyśle matematycznym opisem, jak sadzę).

                                                    Prostuję Twoje niezrozumienie języka potocznego. To nie jest "widzenie oczami",
                                                    ale rozumienie świata.

                                                    > <<<
                                                    > Dla każdego systemu matematycznego,
                                                    > ze znanymi założeniami przyczyną
                                                    > są jej założenia, aksjomaty. Czy one są bogiem?
                                                    > >>>
                                                    > Przyczyna czego? Wyrażaj się precyzyjnie. Przyczyną powstania
                                                    > systemu? Przyczyną działania systemu?

                                                    W systemie zbudowanym na jakichś założeniach, jeśli weźmiemy dowolny jego
                                                    "pochodny" fragment, to, cofając się od przyczyny do przyczyny, zawsze kończymy
                                                    na założeniach, od których wszystko pochodzi. Mówię o pierwszej przyczynie czyli
                                                    aksjomatach. Czy aksjomaty to bóg? Czy potrzebne jest dodatkowe nazywanie
                                                    aksjomatów bogiem?

                                                    Czy ktokolwiek, kto odtwarza dla siebie te same założenia i odbudowuje z nich
                                                    ten sam system, jest istotny dla wnętrza tego systemu? Przecież twórcy byli
                                                    inni. Jedyne, co jest na początku to założenia - aksjomaty i logika, która
                                                    skutkuje konstrukcją systemu.

                                                    > <<<
                                                    > Czy nie jest wszystko jedno, czy algorytm jest "wymyślony" przez
                                                    > człowieka czy przez maszynę lub stwierdzamy jego działanie w naszym
                                                    > otoczeniu, w świecie? To jest ten sam algorytm, ta sama matematyka,
                                                    > ta sama fizyka. Jeśli matematycznie jest identyczny, to znaczy, że
                                                    > zewnętrznej przyczyny, jednej, identycznej dla tego algorytmu nie
                                                    > potrzeba.
                                                    > >>>
                                                    > Ależ potrzeba. Zewnętrzna przyczyną powstania algorytmu jest
                                                    > odpowiednio myśl ludzka, albo synteza maszynowa. Bez tego algorytm
                                                    > nie ma szans zaistnienia.

                                                    Emulacja algorytmu - tak. Ale algorytm nie ma ograniczeń.

                                                    > Poza tym , robisz notoryczny faul. Utożsamiasz algorytm z regułami.
                                                    > A to dwa różne pojęcia.

                                                    Algorytm jest równoważny regułom. Fizyka świata to zarówno reguły (wzory
                                                    dotyczące określonych kontekstów, i określające co i jak się zmieni), jak i
                                                    rekurencyjny algorytm, którym jest cała fizyka dająca się sprowadzić do teorii
                                                    wszystkiego.

                                                    > „Pierwotne założenia” , którymi tu zaraz rzucisz
                                                    > niczego nie wyjaśniają. Bo to taka sama
                                                    > retoryka jak „na początku był Bóg”.

                                                    Każdy system matematyczny (a tym jest fizyka) musi mieć jakieś założenia,
                                                    reguły, aksjomaty. Nie ma to nic wspólnego z bogiem, którego jego wyznawcy
                                                    stawiają ponad aksjomatami.

                                                    > <<<
                                                    > No i trzeci zarzut, ten nieszczęsny "skutek". Jak to możliwe
                                                    > logicznie, że coś jest i przyczyną, i skutkiem?
                                                    > >>>
                                                    > Gdyby z definicji kociaka wynikało, że przyczyna to skutek i
                                                    > odwrotnie, definicja kociaka musiałaby być dwuzdaniowa i brzmiałaby
                                                    > następująco : „Bóg jest przyczyną powstania świata. Bóg jest
                                                    > powstaniem świata”
                                                    > Bo skutkiem jest „powstanie” świata.
                                                    > A przyczyną istnienie Boga jako zjawiska
                                                    > ( potencjalne, hipotetyczne) lub jego wola, działanie,
                                                    > jeśli byłby to byt posiadający takie cechy jak wola ,
                                                    > czy możliwość działania.

                                                    Nie. Kociak napisał, że bóg jest przyczyną i skutkiem. Rozumiesz? Skutek to bóg.
                                                    Jest skutkiem sam dla siebie. Sam siebie tworzy, a jednocześnie jest materią,
                                                    przestrzenią itp? To jest bez sensu. Albo przyczyna, albo skutek. Nie można być
                                                    dla siebie przyczyną i skutkiem (chyba że chodzi Ci o reakcję autokatalityczną,
                                                    jak w chemii). I to jeszcze takie kuriozum w definicji. Dziwne. Sprzeczne. Bez
                                                    sensu.

                                                    Nie rozumiem, dlaczego tego bronisz. Tego się nie da obronić.

                                                    > <<<
                                                    > Przyczyna, widziana z perspektywy oglądu naszego świata,
                                                    > jest zbędna. W niczym nie opisze ona świata dokładniej
                                                    > niż to robi fizyka.
                                                    > >>>
                                                    > Tylko z punktu widzenia inżynieryjnego zastosowania wiedzy. Jeśli
                                                    > chodzi o pełny opis, czy chęć dotarcia do prawdy, którą to licznie
                                                    > sam firmujesz, traktowanie przyczyny jako coś zbędnego a priori, to
                                                    > strzelanie sobie w kolano.

                                                    Z perspektywy widzenia świata, a więc od zewnątrz - przecież tak piszę.
                                                    Aksjomaty to granica, na zewnątrz której nie istnieje nic. Mówiłem: ten sam
                                                    zestaw aksjomatów może być wypowiedziany przez kogokolwiek, a nie będzie to
                                                    miało żadnej konsekwencji w możliwościach dotyczących wnętrza systemu na nich
                                                    zbudowanego. A więc twórca jest nieistotny i zbędny, zarówno dla aksjomatów, jak
                                                    i dla świata na tych aksjomatach opartego.
                                                  • kiwaczek11 Re: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 23.12.09, 00:09
                                                    <<<
                                                    Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna
                                                    zewnętrzna przyczyna to jakim cudem, już bez przyczyny nadrzędnej
                                                    nad nią, powstał sam bóg? Najwidoczniej, logicznie, kiedyś tam, na
                                                    początku coś powstało samo, "bez przyczyny". A więc jest to możliwe.
                                                    I tak oto unicestwiłem boga logiką.
                                                    >>>
                                                    Po pierwsze.
                                                    Definicja kociaka mówi o przyczynie powstania świata , a nie
                                                    przyczynie powstania przyczyny. Trzymaj się tego co jest napisane,
                                                    bo już zaczynasz rzeźbić po swojemu.
                                                    Po drugie
                                                    Z definicji kociaka nie wynika założenie , które tutaj forsujesz,
                                                    czyli „Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna
                                                    zewnętrzna przyczyna”. Nie ma tu mowy o niezbędności czegokolwiek.
                                                    Stąd tez nie można rozpatrywać tego jako jedynej możliwości.
                                                    Bo:
                                                    - nie wiadomo , czy świat powstał ( miał akt powstania)
                                                    - jeśli powstał, to nie wiadomo czy była przyczyna powstania
                                                    - jeśli była przyczyna powstania, to nie wiadomo, czy była ona do
                                                    powstania niezbędna, czy powstanie mogło odbyć się bez przyczyny,
                                                    ale odbyło się wskutek przyczyny w TYM KONKRETNYM przypadku.
                                                    Skoro nie można tak naprawdę ustalić jednoznacznej przyczyny skutku
                                                    ( patrz krytyka przyczynowości Hume’a) , nie można więc zakładać ,
                                                    że każdy skutek ma przyczynę. Dlatego nawet jeśli powstanie świata
                                                    jako skutek miało przyczynę, to przyczyna ta nie musi
                                                    mieć „nadrzędnej” przyczyny.

                                                    Grgkh, męczy mnie już prostowanie Twojego pokrętnego rozumowania i
                                                    tłumaczenie prostych i oczywistych kwestii. Tym bardziej, że efekt
                                                    jest taki , jak przy próbie wytłumaczenia W PROSTYCH SŁOWACH mojej
                                                    szefowej ( na jej prośbę) co to jest tensor naprężeń Maxwella. A
                                                    kobita po zarządzaniu , napasiona „wiedzą” z vademecum małego
                                                    menadżera, podobną do tej, którą sprzedają na zjazdach w Amway’u.

                                                  • grgkh Re: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 23.12.09, 22:08
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna
                                                    > zewnętrzna przyczyna to jakim cudem, już bez przyczyny nadrzędnej
                                                    > nad nią, powstał sam bóg? Najwidoczniej, logicznie, kiedyś tam, na
                                                    > początku coś powstało samo, "bez przyczyny".
                                                    > A więc jest to możliwe.
                                                    > I tak oto unicestwiłem boga logiką.
                                                    > >>>
                                                    > Po pierwsze.
                                                    > Definicja kociaka mówi o przyczynie powstania świata , a nie
                                                    > przyczynie powstania przyczyny. Trzymaj się tego co jest napisane,
                                                    > bo już zaczynasz rzeźbić po swojemu.

                                                    Kociak w swojej "definicji" wkleja hipotezę - że przyczyna istniała. Co prawda tego nie dowodzi, ale jeśli mielibyśmy przyjąć definicję, to i hipotezę także MUSIMY przyjmować w takiej wersji. Kociak nam mówi, że niczego (materii, energii... itd) nie ma bez przyczyny. Wobec tego nie wolno nam zakładać, że bez przyczyny, wcześniej, pojawił się bóg. To nam właśnie kociak narzuca. Jeśli przyczyna musi być, to musi być także i dla boga. Dlaczego bóg miałby powstawać bez przyczyny?

                                                    > Po drugie
                                                    > Z definicji kociaka nie wynika założenie , które tutaj forsujesz,
                                                    > czyli „Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna
                                                    > zewnętrzna przyczyna”. Nie ma tu mowy o niezbędności czegokolwiek.

                                                    Owszem. Jest tak. Kociak w definicji nie wspomina o alternatywie. Mówi, że bóg jest i już. Najwidoczniej był jakiś przymus. Nie wiemy jaki. Może kociak to wie? Ale dlaczego tego nie powiedział? Definicja nie może zawierać czegoś takiego, że jest albo tak, albo inaczej, ale nie wiadomo jak, bo przestaje być definicją.

                                                    > Stąd tez nie można rozpatrywać tego jako jedynej możliwości.
                                                    > Bo:
                                                    > - nie wiadomo , czy świat powstał ( miał akt powstania)

                                                    Istniał zawsze? A co to znaczy? Koniecznie rozwiń ten wątek. Nawet gdyby "kręcił się w kółko" to i tak można zapytać, skąd się to kółko wzięło? Powstało.

                                                    > - jeśli powstał, to nie wiadomo czy była przyczyna powstania

                                                    No właśnie to kociakowi zarzucam. A widzę, że i Ty już powątpiewasz we wnioski wynikające z tej "definicji".

                                                    > - jeśli była przyczyna powstania, to nie wiadomo, czy była ona do
                                                    > powstania niezbędna, czy powstanie mogło odbyć się bez przyczyny,
                                                    > ale odbyło się wskutek przyczyny w TYM KONKRETNYM przypadku.

                                                    W sumie to to samo co poprzednio. Ten sam skutek. Dla nas obu wniosek jest ten sam - bóg wydaje się zbędny.

                                                    > Skoro nie można tak naprawdę ustalić jednoznacznej przyczyny
                                                    > skutku ( patrz krytyka przyczynowości Hume’a) ,

                                                    Przyznam, że nie znam się na tym. Nie odczuwałem dotąd potrzeby zgłębiania myśli filozoficznej minionych pokoleń w szczegółach. Ale nie przeszkadza mi to w rozumieniu tych spraw czasem lepiej niż ci filozofowie.

                                                    > nie można więc zakładać , że każdy skutek ma przyczynę.

                                                    Ma. Skutek ma swoją definicję powiązaną z definicją przyczyny.

                                                    > Dlatego nawet jeśli powstanie świata
                                                    > jako skutek miało przyczynę, to przyczyna ta nie musi
                                                    > mieć „nadrzędnej” przyczyny.

                                                    Świetnie. Czyli boga nie musiało być. Bardzo zgrabnie podważyłeś konieczność jego istnienia.

                                                    > Grgkh, męczy mnie już prostowanie Twojego pokrętnego rozumowania i
                                                    > tłumaczenie prostych i oczywistych kwestii. Tym bardziej, że efekt
                                                    > jest taki , jak przy próbie wytłumaczenia W PROSTYCH SŁOWACH mojej
                                                    > szefowej ( na jej prośbę) co to jest tensor naprężeń Maxwella. A
                                                    > kobita po zarządzaniu , napasiona „wiedzą” z vademecum małego
                                                    > menadżera, podobną do tej, którą sprzedają na zjazdach w Amway’u.

                                                    A czym się zajmujesz w pracy?

                                                    Ale takiej szefowej to Ci współczuję. Mój szef nie wszystkie szczegóły mojego hobby, którym znacznie poprawiam jakość pracy swojej i jego, wyczuwa, ale ma "otwartą głowę" i skutkuje to wspaniałym porozumieniem między nami. Najważniejsze to nie upierać się przy dogmatach i chcieć współpracować. Reszta się układa sama i wszyscy są szczęśliwi.
                                                  • kiwaczek11 Re: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 23.12.09, 23:53
                                                    <<<
                                                    Kociak w swojej "definicji" wkleja hipotezę - że przyczyna istniała.
                                                    Co prawda tego nie dowodzi, ale jeśli mielibyśmy przyjąć definicję,
                                                    to i hipotezę także MUSIMY przyjmować w takiej wersji.
                                                    >>>
                                                    Pelna analogia do Wielkiego Wybuchu. Cytuję za eioba w tym
                                                    przypadku :” Wielki Wybuch (ang.Big Bang) to model powstania
                                                    Wszechświata uznawany przez współczesną kosmologię za najbardziej
                                                    prawdopodobny.
                                                    Definicja powszechna i uznana w powszechnym obiegu. I co tu mamy-
                                                    hipotezę, że Wszechświat miał „powstanie”. A jednak nikt nie podważa
                                                    definicji WW jako nieprawidłowej , czy fałszywej.

                                                    <<<
                                                    Kociak nam mówi, że niczego (materii, energii... itd) nie ma bez
                                                    przyczyny.
                                                    >>>
                                                    Z definicji kociaka wynika, że powstanie materii, energii , czasu i
                                                    przestrzeni miało przyczynę. Co zapewne jest tożsame z tym, że
                                                    powstanie świata miało przyczynę. Z definicji kociaka nie wynika, że
                                                    niczego nie ma bez przyczyny, albo inaczej, ze WSZYSTKO ma
                                                    przyczynę. Bo :
                                                    - kociak przez tą definicję przyjmuje ,że powstanie świata miało
                                                    przyczynę, ale nie mówi nic o tym ,ze taka przyczyna być musiała ( a
                                                    to wlcale nie jest oczywiste). Była, ale nie wiadomo czy była bo
                                                    mogła być ( z jakimś prawdopodobieństwem wystąpienia), czy była bo
                                                    musiała być.
                                                    - Nie wiadomo, czy świat to WSZYSTKO. Zważywszy na przyjęcie wersji,
                                                    że świat miał przyczynę, to wynika , że świat to nie wszystko.
                                                    Dlaczego?. Powstanie świata w myśl tego jest skutkiem przyczyny.
                                                    Skutek nie może być pierwszy od przyczyny. Skutek jest następstwem
                                                    przyczyny. Świat powstawał jako następstwo zaistnienia przyczyny.
                                                    Zatem w chwili zaistnienia nie mogło być jeszcze świata. A skoro nie
                                                    było jeszcze świata, a zaistniała już przyczyna, to świat nie jest
                                                    WSZYSTKIM, bo poza światem jest przyczyna powstania świata.

                                                    <<<
                                                    Wobec tego nie wolno nam zakładać, że bez przyczyny, wcześniej,
                                                    pojawił się bóg.
                                                    >>>
                                                    Wobec powyższego zakładać nam wolno bez ograniczeń.

                                                    <<<
                                                    Dlaczego bóg miałby powstawać bez przyczyny?
                                                    >>>
                                                    Bo nie wiadomo czy wszytsko musi mieć przyczynę. To po pierwsze. A
                                                    po drugie nie wiadomo, czy Bóg jeśli istnieje, powstał (miał
                                                    początek).

                                                    > Po drugie
                                                    > Z definicji kociaka nie wynika założenie , które tutaj forsujesz,
                                                    > czyli „Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest niezbędna
                                                    > zewnętrzna przyczyna”. Nie ma tu mowy o niezbędności czegokolwiek.

                                                    <<<
                                                    Owszem. Jest tak.
                                                    >>>
                                                    Nie jest.

                                                    <<<
                                                    Kociak w definicji nie wspomina o alternatywie.
                                                    >>>
                                                    Nie musi. Patrz przykład definicji Wielkiego Wybuchu

                                                    <<<
                                                    Mówi, że bóg jest i już.
                                                    >>>
                                                    Niczego takiego w definicji kociaka nie ma.

                                                    <<<
                                                    Definicja nie może zawierać czegoś takiego, że jest albo tak, albo
                                                    inaczej, ale nie wiadomo jak, bo przestaje być definicją.
                                                    >>>
                                                    patrz przykład definicji Wielkiego Wybuchu.

                                                    <<<
                                                    > - nie wiadomo , czy świat powstał ( miał akt powstania)
                                                    Istniał zawsze? A co to znaczy?
                                                    >>>
                                                    To znaczy, że nie wiadomo, czy był taki „stan”, w którym świata nie
                                                    było.

                                                    <<<<
                                                    > - jeśli powstał, to nie wiadomo czy była przyczyna powstania
                                                    No właśnie to kociakowi zarzucam. A widzę, że i Ty już powątpiewasz
                                                    we wnioski wynikające z tej "definicji".
                                                    >>>
                                                    patrz przykład z definicją WW.

                                                    <<<
                                                    > - jeśli była przyczyna powstania, to nie wiadomo, czy była ona do
                                                    > powstania niezbędna, czy powstanie mogło odbyć się bez przyczyny,
                                                    > ale odbyło się wskutek przyczyny w TYM KONKRETNYM przypadku.
                                                    W sumie to to samo co poprzednio. Ten sam skutek. Dla nas obu
                                                    wniosek jest ten sam - bóg wydaje się zbędny.
                                                    >>>
                                                    Notoryczna nadinterpretacja z Twoje strony. Bóg „wydawałby się
                                                    zbędny”, gdyby było WIADOMO, że powstanie mogło odbyć się bez
                                                    przyczyny. Ale tego NIE WIADOMO, wiec nie wiadomo czy Bóg jest
                                                    zbędny.

                                                    <<<
                                                    Przyznam, że nie znam się na tym. Nie odczuwałem dotąd potrzeby
                                                    zgłębiania myśli filozoficznej minionych pokoleń w szczegółach. Ale
                                                    nie przeszkadza mi to w rozumieniu tych spraw czasem lepiej niż ci
                                                    filozofowie.
                                                    >>>
                                                    Kwintesencja pokory wobec swojej niewiedzy. smile

                                                    > nie można więc zakładać , że każdy skutek ma przyczynę.
                                                    Ma. Skutek ma swoją definicję powiązaną z definicją przyczyny.
                                                    >>>
                                                    A jednak przeszkadza. Odsyłam do krytyki Hume’a.

                                                    <<<
                                                    > Dlatego nawet jeśli powstanie świata
                                                    > jako skutek miało przyczynę, to przyczyna ta nie musi
                                                    > mieć „nadrzędnej” przyczyny.
                                                    Świetnie. Czyli boga nie musiało być. Bardzo zgrabnie podważyłeś
                                                    konieczność jego istnienia.
                                                    >>>
                                                    Po pierwsze, Bóg jest zdefiniowany przez kociaka jako przyczyna
                                                    powstania świata, a nie przyczyna przyczyny powstania świata, czyli
                                                    przyczyna nadrzędna. Twój wniosek omsknął się o jedno oczko.
                                                    Po drugie nigdy nie twierdziłem konieczności istnienia Boga.
                                                    Upierałem się , ze twierdzenie że Bóg z cała pewnością istnieje,
                                                    jak i twierdzenie , że Bóg z całą pewnością nie są tak samo
                                                    nieuprawnione i nieweryfikowalne.
                                                    <<<
                                                    A czym się zajmujesz w pracy?
                                                    >>>
                                                    Po co pytasz, skoro wiesz, bo odpowiedź miałeś zanim zadałeś
                                                    pytanie.? A wg tej odpowiedzi ponoć w pracy zajmuje się odprawianiem
                                                    mszy.
                                                  • grgkh Re: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 24.12.09, 18:38
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > Kociak w swojej "definicji" wkleja hipotezę - że przyczyna
                                                    > istniała. Co prawda tego nie dowodzi, ale jeśli mielibyśmy
                                                    > przyjąć definicję, to i hipotezę także MUSIMY przyjmować
                                                    > w takiej wersji.
                                                    > >>>
                                                    > Pelna analogia do Wielkiego Wybuchu. Cytuję za eioba w tym
                                                    > przypadku :” Wielki Wybuch (ang.Big Bang) to model powstania
                                                    > Wszechświata uznawany przez współczesną kosmologię
                                                    > za najbardziej prawdopodobny.
                                                    > Definicja powszechna i uznana w powszechnym obiegu.
                                                    > I co tu mamy- hipotezę, że Wszechświat miał „powstanie”.
                                                    > A jednak nikt nie podważa definicji WW jako nieprawidłowej ,
                                                    > czy fałszywej.

                                                    Jeśli jest tak, jak mówisz, to rozwiązałeś problem boga. Nie
                                                    istnieje, gdyż jest inna przyczyna jego powstania - Wielki wybuch.

                                                    Inny wariant, także unicestwiający tę definicję, to: bóg = Wielki
                                                    Wybuch.

                                                    W obu przypadkach boga nie ma i nie mam poprawnej definicji, która
                                                    by COŚ definiowała. Dobrze, że podałeś ten przykład. Oprzyjmy
                                                    się na nim, jako na przykładzie, jak powinno się definiować nowe
                                                    pojęcia. Otóż nowe pojęcie MUSI coś nowego wnosić. WW wnosi tyle, że
                                                    określa nam pewną strukturę, parametry, które co prawda istnieją i
                                                    bez tej definicji (to jest ważne), ale nadanie im tej nazwy
                                                    upraszcza porozumiewanie się. To tak jak termin "wczoraj", który
                                                    określa pewien przedział czasu. Moglibyśmy bez niego się porozumieć,
                                                    ale jego istnienie pomaga nam w nim.

                                                    Poza tym naukowcy wcale nie są zgodni co do tego, czy Wielki Wybuch
                                                    w ogóle miał miejsce, a także CO BYŁO PRZED NIM. Bo mogło być i tego
                                                    nie da się wykluczyć. I tylko to, że ten incydent w historii
                                                    Wszechświata zatarł - według naszej obecnej wiedzy - wszystkie ślady
                                                    stanu poprzedzającego go, utarło się nazywać go początkiem
                                                    wszechświata. Nie PRZYCZYNĄ (pierwszą przyczyną), ale początkiem.

                                                    Ponadto pierwsza przyczyna, gdyby była wewnętrzna (gdyby była
                                                    częścią reguł Wszechświata), nie mogłaby być przyczyną zewnętrzną, z
                                                    którą się kojarzy bóg z definicji kociaka. Będąc wewnętrzną, nie
                                                    może być autorem założeń, a co najwyżej może być nimi w części lub
                                                    całości.

                                                    Pudło:
                                                    - Nie rozróżniasz przyczyny i początku.
                                                    - Nie widzisz różnicy między WW i bogiem.
                                                    - Nie zauważasz, że jeśli WW=bóg, to bóg nie istnieje.

                                                    > <<<
                                                    > Kociak nam mówi, że niczego (materii, energii... itd)
                                                    > nie ma bez przyczyny.
                                                    > >>>
                                                    > Z definicji kociaka wynika, że powstanie materii, energii ,
                                                    > czasu i przestrzeni miało przyczynę. Co zapewne jest tożsame
                                                    > z tym, że powstanie świata miało przyczynę.
                                                    > Z definicji kociaka nie wynika, że niczego nie ma bez przyczyny,
                                                    > albo inaczej, ze WSZYSTKO ma przyczynę. Bo :
                                                    > - kociak przez tą definicję przyjmuje ,że powstanie świata miało
                                                    > przyczynę, ale nie mówi nic o tym ,ze taka przyczyna być musiała
                                                    > ( a to wlcale nie jest oczywiste).

                                                    No i właśnie o to mi chodzi. Ładnie to spuentowałeś: Bóg nie jest
                                                    niezbędny. Kociak definiuje równolegle do przyczyny zbędne pojęcie
                                                    boga. A ponieważ opis świata to zbiór luźnych, niepewnych i
                                                    tymczasowych tez, ale uprawdopodobnionych doświadczalnie, to boga
                                                    tam nie ma. Nie istnieje.

                                                    > Była, ale nie wiadomo czy była bo mogła być
                                                    > ( z jakimś prawdopodobieństwem wystąpienia),
                                                    > czy była bo musiała być.

                                                    No to nie rozumiesz prawdopodobieństwa.

                                                    Prawdopodobieństwo ma sens jedynie dla układów, w których są
                                                    podstawy do jego wyliczania, jakieś reguły. W kwestii boga z
                                                    definicji kociaka nie ma żadnych podstaw do takich ocen. Ta kwestia,
                                                    według Twoich założeń, jest niewyliczalna.

                                                    > - Nie wiadomo, czy świat to WSZYSTKO.

                                                    Wszechświat, w uproszczeniu świat, to z definicji wszystko. Po to
                                                    jest to "wszech" na początku. To tylko Ty, nie znając definicji,
                                                    możesz tak absurdalne założenia rozpatrywać.

                                                    > Zważywszy na przyjęcie wersji,
                                                    > że świat miał przyczynę, to wynika , że świat to nie wszystko.

                                                    Zważywszy na sprzeczność, należy odrzucić definicję kociaka. I znów
                                                    udało Ci się względnie poprawnie sformułować warunki, ale nie umiesz
                                                    wyciągnąć właściwych wniosków.

                                                    > Dlaczego?. Powstanie świata w myśl tego jest skutkiem przyczyny.
                                                    > Skutek nie może być pierwszy od przyczyny. Skutek jest następstwem
                                                    > przyczyny. Świat powstawał jako następstwo zaistnienia przyczyny.

                                                    To jest rewelacyjny ciąg bardzo odkrywczych myśli. Podziwiam Cię.

                                                    Ale dla kociaka jest nieistotne, że świat ma tę samą przyczynę co i
                                                    skutek - boga. Przyczyna = bóg i skutek = bóg. Przyczyna = skutek?
                                                    Dziwnie się rozwiązuje to zadanie. Nie zauważasz tego? Pomijasz to
                                                    dyskretnym milczeniem? Ale przecież powyżej mówisz, że przyczyna to
                                                    nie to samo, co bóg.

                                                    Co jest z tą definicją? Czy nadal uważasz, że nie jest sprzeczna?

                                                    > Zatem w chwili zaistnienia nie mogło być jeszcze świata.

                                                    Tak. Zanim nie powstał, nie było go. Ale gdy zaistniał, to już był.
                                                    A powstawanie nie jest żadnym z tych stanów. W pierwszym momencie
                                                    aktu kreacji jego stan istnienia jest logicznie nieokreślony.

                                                    > A skoro nie
                                                    > było jeszcze świata, a zaistniała już przyczyna, to świat nie jest
                                                    > WSZYSTKIM, bo poza światem jest przyczyna powstania świata.

                                                    Przyczyną zaistnienia świata są jego założenia. Nie należy szukać
                                                    przyczyny powstania przyczyny, bo nie dotyczy ona wnętrza świata. A
                                                    tylko o wnętrzu mówimy, bo wnętrze jest dla nas jedynym, wszystkim i
                                                    nic innego, zewnętrznego, dla nas nie ma. Wnętrzem jest WSZYSTKO, co
                                                    kiedykolwiek i w jakikolwiek sposób się ze sobą logicznie wiązało.

                                                    Założenia świata można w celu emulacji świata wywołać sobie
                                                    nieskończoną ilość razy i dla emulowanego wnętrza efekt będzie
                                                    zawsze ten sam. Ten, kto je wywołuje w celu emulacji, tylko je
                                                    emuluje, a nie tworzy.

                                                    Prawdziwa jest następująca teza:

                                                    Możliwe jest powstanie czegoś z niczego, ponieważ istnienie nas
                                                    jest tego dowodem i ponieważ zdarzyło się to przynajmniej jeden raz.
                                                    Nieistotne jest co było przed nami. Ważne jest, że na samym początku
                                                    wszystkiego – kiedyś, w sensie chronologii zdarzeń – nie było nic.

                                                    Na samym początku nie było więc przyczyny zewnętrznej. Możliwe jest
                                                    powstanie z niczego i bez przyczyny zewnętrznej. Przyczyna założeń
                                                    Wszechświata, logicznie, jest zbędna.
                                                  • kiwaczek11 Re:RE: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 27.12.09, 21:42
                                                    <<<<<
                                                    > Pelna analogia do Wielkiego Wybuchu. Cytuję za eioba w tym
                                                    > przypadku :” Wielki Wybuch (ang.Big Bang) to model powstania
                                                    > Wszechświata uznawany przez współczesną kosmologię
                                                    > za najbardziej prawdopodobny.
                                                    Jeśli jest tak, jak mówisz, to rozwiązałeś problem boga. Nie
                                                    istnieje, gdyż jest inna przyczyna jego powstania - Wielki wybuch.
                                                    >>>>
                                                    Przytoczona definicja mówi, że WW to MODEL powstania świata, a nie
                                                    PRZYCZYNA powstania świata. Jak zwykle tendencyjna nadinterpertacja
                                                    z Twojej strony.
                                                    Wobec powyższego nieporozumienia ( staram się używać eufemizmów, co
                                                    nie przychodzi łatwo) nie ma sensu komentować pozostałej treści, bo
                                                    jest konsekwencją tego nieporozumienia.

                                                    Ponadto

                                                    <<<
                                                    > - kociak przez tą definicję przyjmuje ,że powstanie świata miało
                                                    > przyczynę, ale nie mówi nic o tym ,ze taka przyczyna być musiała
                                                    > ( a to wlcale nie jest oczywiste).
                                                    No i właśnie o to mi chodzi. Ładnie to spuentowałeś: Bóg nie jest
                                                    niezbędny.
                                                    >>>
                                                    To jest Twój wniosek, nie mój. Nie wiadomo , czy Bóg nie jest
                                                    niezbędny, bo nie wiadomo , czy powstanie świata miało przyczynę czy
                                                    nie.

                                                    <<<
                                                    Była, ale nie wiadomo czy była bo mogła być
                                                    > ( z jakimś prawdopodobieństwem wystąpienia),
                                                    > czy była bo musiała być.
                                                    No to nie rozumiesz prawdopodobieństwa.
                                                    Prawdopodobieństwo ma sens jedynie dla układów, w których są
                                                    podstawy do jego wyliczania, jakieś reguły.
                                                    >>>
                                                    Napisałem o prawdopodobieństwie w sensie definicji potocznej ( nie
                                                    klasycznej ani aksjomatycznej) , tylko po to , aby wykluczyć
                                                    rozumienie frazy „Była, ale nie wiadomo czy była bo mogła być”
                                                    jako „ mogła być” w sensie, że było na to pozwolenie. Intencja
                                                    tego jest : „ mogła być”, bo możliwy jest taki stan, ale nie
                                                    musiała, bo stan ten jest jednym z możliwych.
                                                    Ale nawet jeśli wziąć pod uwagę to , do czego się doczepiłeś, nie
                                                    można wykluczyć, że przyjmowanie jednego z możliwych stanów to
                                                    zdarzenia losowe. A tu jak najbardziej prawdopodobieństwo ma pole do
                                                    popisu.

                                                    <<<
                                                    > - Nie wiadomo, czy świat to WSZYSTKO.
                                                    Wszechświat, w uproszczeniu świat, to z definicji wszystko. Po to
                                                    jest to "wszech" na początku. To tylko Ty, nie znając definicji,
                                                    możesz tak absurdalne założenia rozpatrywać.
                                                    >>>
                                                    W przypadku istnienia przyczyny powstania świata ( w rozumieniu
                                                    Wszechświata) oraz obowiązującej kolejności poprzednika i następnika
                                                    czyli odpowiednio przyczyny i skutku, wszechświat traci swój
                                                    atrybut „wszech” ( na skutek ciagu logicznego przedstawionego przeze
                                                    mnie w poprzednimi poście) . Zachowywałby go , gdyby nie miał
                                                    przyczyny powstania, lub tez , gdyby nie było powstania ( początku )
                                                    Wszechświata.

                                                    <<<
                                                    > Dlaczego?. Powstanie świata w myśl tego jest skutkiem przyczyny.
                                                    > Skutek nie może być pierwszy od przyczyny. Skutek jest następstwem
                                                    > przyczyny. Świat powstawał jako następstwo zaistnienia przyczyny.
                                                    To jest rewelacyjny ciąg bardzo odkrywczych myśli. Podziwiam Cię.
                                                    >>>
                                                    Jesteś wymagającym dyskutantem. Trzeba Ci wszystko przedstawiać w
                                                    formie „kawa na ławę” i łopatologicznie. Stąd powyższe zacytowane.

                                                    <<<
                                                    Ale dla kociaka jest nieistotne, że świat ma tę samą przyczynę co i
                                                    skutek - boga. Przyczyna = bóg i skutek = bóg. Przyczyna = skutek?
                                                    >>>
                                                    Już się do tego odniosłem w którymś wpisie. Nie czytasz uważnie.

                                                    <<<
                                                    > Zatem w chwili zaistnienia nie mogło być jeszcze świata.
                                                    Tak. Zanim nie powstał, nie było go. Ale gdy zaistniał, to już był.
                                                    A powstawanie nie jest żadnym z tych stanów. W pierwszym momencie
                                                    aktu kreacji jego stan istnienia jest logicznie nieokreślony.
                                                    >>>
                                                    Od jakiegoś czasu zauważyłem , że upodobałeś sobie odpowiadanie na
                                                    zdanie po zadaniu, zanim przeczytasz całość akapitu wypowiedzi.
                                                    Stąd też nieporozumienia ( eufemizmy cały czas). W powyżej
                                                    zacytowanym zdaniu „chwila zaistnienia” nie odnosi się do
                                                    zaistnienia świata, ale do zaistnienia przyczyny. Zacytuję jeszcze
                                                    raz siebie:
                                                    „Skutek jest następstwem przyczyny. Świat powstawał jako następstwo
                                                    zaistnienia przyczyny.
                                                    Zatem w chwili zaistnienia nie mogło być jeszcze świata. A skoro nie
                                                    było jeszcze świata, a zaistniała już przyczyna, to świat nie jest
                                                    WSZYSTKIM, bo poza światem jest przyczyna powstania świata.” To po
                                                    pierwsze.
                                                    Po drugie , nie można mówić ,że cos (świat) ma „nieokreślony stan
                                                    logiczny”, skoro jeszcze tego (świata) nie ma. Może mieć stan
                                                    (jakikolwiek) dopiero, gdy zaistnieje.
                                                    Po trzecie, choć jak zwykle nie jestem pewien co w tym przypadku
                                                    oznacza u Ciebie ten „nieokreślony logicznie stan”, domyślam się ,że
                                                    chodzi o cos na kształt stanu nieustalonego, gdzie stan ustalony (
                                                    tu „określony”wink „formuje się” z pewną inercją w stosunku do
                                                    wymuszenia.
                                                    Co i tak nie zmienia niczego w kwestii kolejności przyczyny i
                                                    skutku, i w kwestii czy świat jest wszystkim.

                                                    <<<
                                                    Przyczyną zaistnienia świata są jego założenia.
                                                    >>>
                                                    Już było wałkowane.

                                                    <<<
                                                    Prawdziwa jest następująca teza:
                                                    Możliwe jest powstanie czegoś z niczego, ponieważ istnienie nas
                                                    jest tego dowodem i ponieważ zdarzyło się to przynajmniej jeden raz.
                                                    >>>
                                                    To zdanie, jak i cała dalsza Twoja wypowiedź to jakaś karykatura
                                                    logicznego wnioskowania.
                                                    Ponadto znów nie jestem pewien czy używając określenia „nas” masz na
                                                    myśli świat, czy nas jako ludzi, albo życia.
                                                    Jeśli jest to świat, istnienie świata dowodzi tylko tego, że
                                                    istnienie świata jest możliwe. Nie dowodzi to ani tego, że powstał (
                                                    bo mogło nie być początku, aktu powstania, stanu, w którym świata
                                                    nie było), a wiec nie dowodzi , że powstanie ( akt powstania,
                                                    początku) w kontekście powstania świata jest możliwe, ani tym
                                                    bardziej nie dowodzi tego, że możliwe jest powstanie czegoś (
                                                    świata ) z niczego, bo jeśli nawet zakładając że świat miał
                                                    powstanie, to nie wiadomo czy powstał z niczego i czy mógł powstać z
                                                    niczego. Współczesna nauka nie ma żadnego potwierdzenia, że coś może
                                                    powstać z niczego. Był co prawda jeden model kosmologiczny, który
                                                    zakładał coś takiego, ale został odrzucony dawno temu.
                                                    Brak dowodu na to , że możliwe jest powstanie czegoś z niczego
                                                    oczywiście nie jest dowodem na to ,że nie jest to możliwe. Może
                                                    jest, ale póki co , tego nie wiadomo. Ty oczywiście wiesz, bo
                                                    piszesz, że jest możliwe. Nieświadomie przybliżasz się także do
                                                    religiantów, bo np. katechizm katolicki mówi , że Bóg stworzył świat
                                                    z niczego, bo niczego do tego stworzenia nie potrzebował.
                                                    Jeśli „nas” oznacza nas ludzi , albo życie, to widać , że próbujesz
                                                    na siłę przeflancować na pole Twojej ideologii jakąś przemieloną
                                                    postać zasady antropicznej. A ta po pierwsze nie wspomina nic o
                                                    powstawaniu czegoś z niczego, ani , że przyczyną takiej możliwości
                                                    (powstawania czegoś z niczego) miałoby być nasze istnienie, a po
                                                    drugie, ostrym cięciem traktowana jest przez Twoja ulubioną brzytwę
                                                    Ockhama.

                                                    <<<
                                                    Ważne jest, że na samym początku wszystkiego – kiedyś, w sensie
                                                    chronologii zdarzeń – nie było nic. Na samym początku nie było więc
                                                    przyczyny zewnętrznej. Możliwe jest
                                                    powstanie z niczego i bez przyczyny zewnętrznej. Przyczyna założeń
                                                    Wszechświata, logicznie, jest zbędna.
                                                    >>>
                                                    Już pisałem, że przez nieumiejętne posługiwanie się logiką można się
                                                    tylko pokaleczyć (zakładając, że robisz to niecelowo, bo jeśli
                                                    celowo, to jest to manipulacja). A robisz to odkąd pamiętam.
                                                    Ostatnie zdanie twojej wypowiedzi to właśnie manipulacja. Wniosek
                                                    nie może być uznany za prawdziwy, bo Twoja logika bazuje na
                                                    niepotwierdzonych, niezweryfikowanych tezach.
                                                  • grgkh Re: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 cd 24.12.09, 18:40
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > Wobec tego nie wolno nam zakładać, że bez przyczyny, wcześniej,
                                                    > pojawił się bóg.
                                                    > >>>
                                                    > Wobec powyższego zakładać nam wolno bez ograniczeń.

                                                    Wobec tego na pewno nie wolno zakładać, że istniała przyczyna
                                                    przyczyny, bo nie odpowiada nam to na pytanie, czym ta przyczyna
                                                    była.


                                                    > <<<
                                                    > Dlaczego bóg miałby powstawać bez przyczyny?
                                                    > >>>
                                                    > Bo nie wiadomo czy wszytsko musi mieć przyczynę. To po pierwsze.

                                                    I tak mówię od początku.

                                                    > A po drugie nie wiadomo, czy Bóg jeśli istnieje, powstał (miał
                                                    > początek).

                                                    Nic nie wiadomo, a Ty wciąż czegoś dociekasz broniąc bezsensownej
                                                    definicji. Takie rozważania do niczego nie prowadzą. Dla naszej
                                                    świadomości są zbędne.

                                                    > > Po drugie
                                                    > > Z definicji kociaka nie wynika założenie , które tutaj
                                                    forsujesz,
                                                    > > czyli „Jeśli do powstania przyczyny (zwanej bogiem) jest
                                                    niezbędna
                                                    > > zewnętrzna przyczyna”. Nie ma tu mowy o niezbędności
                                                    czegokolwiek.

                                                    Że niby co forsuję? „Jeżeli…”? Forsuję jakieś "jeżeli"? Rozważam
                                                    możliwości…

                                                    Z definicji-hipotezy kociaka wynika pewność, że istnieje bóg, który
                                                    jest przyczyną i skutkiem. Jest to w końcu hipoteza i z tym się
                                                    zgodziłeś. Zapomniałeś? Kociak zakłada, że przyczyna istnieje i że
                                                    jest nią bóg. Nie pamiętasz jej treści?

                                                    > <<<
                                                    > Owszem. Jest tak.
                                                    > >>>
                                                    > Nie jest.

                                                    Eleganckie cięcie kontekstu. Jesteś w tym miejscu górą. Gratuluję.

                                                    > <<<
                                                    > Kociak w definicji nie wspomina o alternatywie.
                                                    > >>>
                                                    > Nie musi. Patrz przykład definicji Wielkiego Wybuchu

                                                    Patrzę. To nie na temat i szkoda, ze tego znów nie widzisz. Patrz
                                                    powyżej na moją odpowiedź.

                                                    > <<<
                                                    > Mówi, że bóg jest i już.
                                                    > >>>
                                                    > Niczego takiego w definicji kociaka nie ma.

                                                    Owszem, jest. Kociak podaje, że była przyczyna i że jest nią bóg.

                                                    > <<<
                                                    > Definicja nie może zawierać czegoś takiego, że jest albo tak, albo
                                                    > inaczej, ale nie wiadomo jak, bo przestaje być definicją.
                                                    > >>>
                                                    > patrz przykład definicji Wielkiego Wybuchu.

                                                    Patrzę. Nieprawda. Definicja WW opisuje aproksymowany na podstawie
                                                    obserwacji śladów przeszłości, hipotetyczny stan Wszechświata.
                                                    Nadaje mu imię Wielki Wybuch. Natomiast śladów boga nie
                                                    zaobserwowaliśmy.

                                                    Nie potrafisz rozróżniać najprostszych różnic w definicjach.

                                                    > <<<
                                                    > > - nie wiadomo , czy świat powstał ( miał akt powstania)
                                                    > Istniał zawsze? A co to znaczy?
                                                    > >>>
                                                    > To znaczy, że nie wiadomo, czy był taki „stan”, w którym świata nie
                                                    > było.

                                                    Wobec tego bóg jest zbędny? Odpowiada mi ta wersja. Tylko że
                                                    definicja kociaka dla takiej sytuacji jest fałszywa. Zauważyłeś to?
                                                    Wszechświat był zawsze, więc mógłby się obyć bez "przyczyny".
                                                    Akceptujesz taką możliwość. Akceptujesz to, ze definicja kociaka
                                                    może być fałszywa także i z tego nowego powodu. Sam go znalazłeś.
                                                    Dziękuję.

                                                    > <<<<
                                                    > > - jeśli powstał, to nie wiadomo czy była przyczyna powstania
                                                    > No właśnie to kociakowi zarzucam. A widzę, że i Ty już
                                                    powątpiewasz
                                                    > we wnioski wynikające z tej "definicji".
                                                    > >>>
                                                    > patrz przykład z definicją WW.

                                                    Patrz na komentarz do poprzedniego "patrz".

                                                    > <<<
                                                    > > - jeśli była przyczyna powstania, to nie wiadomo, czy była ona
                                                    do
                                                    > > powstania niezbędna, czy powstanie mogło odbyć się bez
                                                    przyczyny,
                                                    > > ale odbyło się wskutek przyczyny w TYM KONKRETNYM przypadku.
                                                    > W sumie to to samo co poprzednio. Ten sam skutek. Dla nas obu
                                                    > wniosek jest ten sam - bóg wydaje się zbędny.
                                                    > >>>
                                                    > Notoryczna nadinterpretacja z Twoje strony. Bóg „wydawałby się
                                                    > zbędny”, gdyby było WIADOMO, że powstanie mogło odbyć się bez
                                                    > przyczyny. Ale tego NIE WIADOMO, wiec nie wiadomo czy Bóg jest
                                                    > zbędny.

                                                    Ale wiadomo, że nie jest to konieczność. I to wystarcza by
                                                    powiedzieć, że może być zbędny.

                                                    > <<<
                                                    > Przyznam, że nie znam się na tym. Nie odczuwałem dotąd potrzeby
                                                    > zgłębiania myśli filozoficznej minionych pokoleń w szczegółach.
                                                    Ale
                                                    > nie przeszkadza mi to w rozumieniu tych spraw czasem lepiej niż ci
                                                    > filozofowie.
                                                    > >>>
                                                    > Kwintesencja pokory wobec swojej niewiedzy. smile

                                                    Nie mam kompleksów.

                                                    > <<<
                                                    > > Dlatego nawet jeśli powstanie świata
                                                    > > jako skutek miało przyczynę, to przyczyna ta nie musi
                                                    > > mieć „nadrzędnej” przyczyny.
                                                    > Świetnie. Czyli boga nie musiało być. Bardzo zgrabnie podważyłeś
                                                    > konieczność jego istnienia.
                                                    > >>>
                                                    > Po pierwsze, Bóg jest zdefiniowany przez kociaka jako przyczyna
                                                    > powstania świata, a nie przyczyna przyczyny powstania świata,
                                                    czyli
                                                    > przyczyna nadrzędna.

                                                    Ale jeśli jakiś skutek nie musi mieć przyczyny (odsyłam do Hume’a),
                                                    to bóg jako konieczność nie istnieje.

                                                    > Twój wniosek omsknął się o jedno oczko.

                                                    Po drodze może być dowolna ilość oczek lub żadnego. I tak pierwszej
                                                    przyczyny w łańcuszku przyczyn mogło nie być. Dla Wszechświata to
                                                    stanowi podstawę do rezygnacji z boga w ogóle.

                                                    > Po drugie nigdy nie twierdziłem konieczności istnienia Boga.
                                                    > Upierałem się , ze twierdzenie że Bóg z cała pewnością istnieje,
                                                    > jak i twierdzenie , że Bóg z całą pewnością nie są tak samo
                                                    > nieuprawnione i nieweryfikowalne.

                                                    A więc wypowiadanie żadnego z nich nie ma sensu. Tak? No to
                                                    rezygnujemy z obu. Co zostaje? Świat bez boga. I na moje wyszło.
                                                    Opis świata powinien być pozbawiony boga, bóg w nim nie istnieje.
                                                    Bóg nie istnieje w ogóle, bo poza opisem świata nic innego na temat
                                                    świata nie mamy.

                                                    Bawicie się z żonglerkę zbędnością. Ale żeby nie wiem co robić, to i
                                                    tak na zawsze zbędność pozostanie tylko nią. Brak dowodu na
                                                    istnienie skutkuje nieistnieniem boga.

                                                    Amen.

                                                    > w pracy zajmuje się odprawianiem mszy.

                                                    To wiele tłumaczy.
                                                  • kiwaczek11 Re:RE: Defincja kociaka jest sprzeczna cz.2 cd 27.12.09, 21:43
                                                  • grgkh Re: A to krętacz! (kiwaczek?) 20.12.09, 14:50
                                                    O czym mówimy? O "Bogu" czy "bogu"?

                                                    Cytat<<<
                                                    I wróćmy jeszcze raz do tej nieszczęsnej gramatyki. Dlaczego piszesz
                                                    słowo bóg dużą literą? Czy chodzi Ci o konkretnego boga z mitologii
                                                    katolickiej?
                                                    >>>
                                                    Zadajesz to nic niewnoszące do dyskusji pytanie chyba już z piąty
                                                    raz. Przypuszczam, że przygotowałeś zmasowany atak wykorzystując
                                                    Twoją obserwację.
                                                    Odpowiadam krótko: tak mi pasuje. Możesz się teraz wyżyć.


                                                    Logika tego jest porażająca. Wszystkie słowniki rozróżniają te dwa pojęcia, a Ty
                                                    nie chcesz tego. Dlaczego?

                                                    Twierdzisz, że z religią i bogiem nic Cię nie wiąże (nie chce mi się szukać
                                                    cytatów, ale bez problemu je znajdę). Zachowanie, takie jak Twoje, jest związane
                                                    z jakimś wewnętrznym "przymusem". Odkładasz logikę i poprawność na bok, łamiesz
                                                    zasady i zachowujesz się niespójnie, sprzecznie. Mam podstawy, by podejrzewać
                                                    Twoje uzależnienie od tego, konkretnego boga. Kręcisz (Twoje ulubione słówko),
                                                    kłamiesz? Na czym to polega?

                                                    Wierzysz w niego? Inaczej - dopuszczasz możliwość, że istnieje (dla mnie to
                                                    równoważne wierze) i asekuracyjnie postępujesz zgodnie z pewnymi, religijnie
                                                    ustalonymi dogmatycznie rytuałami, żeby się nie narazić przedmiotowi twojej wiary?

                                                    Jeśli tak jest, to jesteś klasycznym, fundamentalistycznym, zdolnym do
                                                    zaprzedania swojej duszy (bo wykraczasz przeciwko logice, która jest sednem
                                                    naszego myślenia) obrońcą katolickiego, religijnego dogmatu. Nic, co mówiłeś,
                                                    wszystkie Twoje dyskusje i oskarżenia w stosunku do mnie nie są już czyste. Są
                                                    skażone stygmatem niewolnictwa umysłowego.
                                                  • grgkh Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry 2 16.12.09, 18:57

                                                    > > A następnie, ponieważ z tej alternatywy nic nie wynika,
                                                    > > ponieważ jest ona względem boga obojętna, więc należy ją
                                                    > > całkowicie odrzucić.

                                                    > Jakkolwiek nie można przejść obojętnie obok Twoich
                                                    > „logicznych ( inaczej)” implikacji, to jeśli odrzucasz, to
                                                    > odrzucasz obie tezy, zarówno tezę „Bóg istnieje” , jak i
                                                    > tezę „Bóg nie istnieje”.
                                                    > Odrzucenie pierwszej tezy uśmierca wszelkie
                                                    > próby religiantów dowodzenia istnienia Boga.
                                                    > Odrzucenie drugiej tezy uśmierca Twój szumnie zwany „dowód”
                                                    > na nieistnienie Boga. I wszystko w temacie.

                                                    I tu znów się nie popisałeś logiką. Ubóstwo umysłowe... W opisie
                                                    świata ISTNIEJE tylko to, co zostało udowodnione. Czy ktoś sobie
                                                    jakieś hipotezy tworzył, czy nie, jest dla tego opisu nieistotne.
                                                    Nieważne jest, czy w ogóle ktoś tam, kiedyś MÓGŁBY jakąś hipotezę
                                                    wymyślić.

                                                    Czy już zrozumiałeś, w jaki sposób działa ten opis świata? Boga nie
                                                    ma, kiwaczku, bo się jego istnienia nie udało dowieść. Tak jak
                                                    krasnoludka. I koniec Twoich nieudolnych manipulacji.

                                                    > > Definicja kociaka jest formalnie poprawna.

                                                    > Nie jest.

                                                    > Jeszcze raz , wskaż konkret, kryterium,
                                                    > wg którego definicja nie jest poprawna.

                                                    Najpierw Twoje kryteria poprawności. Elegancko, tak jak to umiesz,
                                                    wytłumacz czytającym te posty, jakie warunki musi spełniać
                                                    definicja, by za taką można ją było uznać waszą o bogu.

                                                    > > Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.

                                                    > Świat miał jakieś założenia, a przyczyny założeń nie istnieją.
                                                    > Są one elementarne i niezależne od wszystkiego, co z nich wynika.

                                                    > To jest twoja teza. Należy teraz ją udowodnić.

                                                    Co TRZEBA udowodnić? Że miał jakieś założenia? A nie miał ich? Był i
                                                    jest kompletnym chaosem? Aksjomaty, wartości początkowe, założenia,
                                                    to co było najwcześniej i było najbardziej proste. Czego
                                                    potrzebujesz?

                                                    A może na początku był bardzo złożony, mądry, genialny konstruktor?

                                                    Ale przecież to wy mówicie, że bóg to przyczyna wszystkiego. No i
                                                    chyba to to samo, co wartości początkowe? Czy nie? A jeśli nie, to
                                                    jak one się do siebie mają? Ale jak już będziesz to wypowiadał, to z
                                                    dowodem poproszę.

                                                    > Po kolei. Że świat miał założenia. Że przyczyny założeń nie
                                                    > istnieją. Że założenia są niezależne od wszystkiego , co z nich
                                                    > wynika.

                                                    Wszystko, co jest od siebie zależne, razem!!!, a co było na samym
                                                    początku zmienności, to te założenia. A dowodem na to jest to, że
                                                    możemy cofać się w historii świata opisując jego domniemane, coraz
                                                    wcześniejsze stany.

                                                    Przyczyny założeń nie istnieją, bo są definicjami. Definicji nie
                                                    potrzeba dodatkowo definiować. To taka logika, której nie znasz.

                                                    > Nota bene, w odniesieniu do Boga pisałeś, że nie jest możliwe aby
                                                    > był „gdzieś poza światem”, że jeśli istniałby, musiałby podlegać
                                                    > regułom wszechświata. A wiec musiałby być elementem wszechświata
                                                    > zależnym od innych elementów.

                                                    Tak. I wtedy, stając się częścią Wszechświata, przestałby być poza
                                                    nim, przestałby być definicyjnie bogiem.

                                                    > Jednocześnie, jak można przeczytać
                                                    > powyżej, na tej zabronionej pozycji lekkim gestem
                                                    > umieszczasz „elementarne założenia”, które , jak piszesz, nie są
                                                    > zależne od niczego co z nich wynika. A wiec skoro wynika z nich
                                                    > powstanie świata i jego reguły, musiałby być „gdzieś poza światem”.

                                                    Założenia są wewnętrzną cechą świata, nie zewnętrzną. Do nich
                                                    odnoszą się wszystkie reguły jego działania.

                                                    Pod pewnym względem przypomina to sytuację, gdy jakiś algorytm można
                                                    zapisać za pomocą dowolnego języka programowania "na zewnątrz", ale
                                                    kod wynikowy po kompilacji będzie wygenerowany identyczny. Potem,
                                                    już znów niezależnie od sprzętu i jego właściwości, przebieg
                                                    programu, wewnątrz, będzie dawał ciąg identycznych stanów pośrednich.

                                                    Zewnętrze nie ma wpływu na wnętrze. Algorytm, to założenia programu,
                                                    analogicznie jak założenia Wszechświata. Algorytm nie potrzebuje
                                                    boga, kreatora, a każda jego symulacja jest identyczna,
                                                    nieodróżnialna od pozostałych. Algorytm istnieje sam dla siebie.
                                                    Jego wewnętrzna zmienność (historia) jest zawsze identyczna.

                                                    > Twoja niekonsekwencja sięga szczytu.

                                                    A gdzie, bo nigdy mi tego nie udowodniłeś? smile Nigdzie dotąd. Są
                                                    sprawy, które są dla Ciebie za trudne. Po prostu "nie do pojęcia",
                                                    ale to twój problem i nim nmnie nie obarczaj. Masz urojenia,
                                                    kiwaczek.

                                                    > Masz umysł dziecka , grgkh.

                                                    Pod pewnym względem masz rację smile - jest otwarty i nieograniczony
                                                    dogmatami. Odwrotnie niż Twój, który jest umysłem stetryczałego,
                                                    bredzącego i manipulującego oszołoma. I oby tak pozostało na zawsze.

                                                    > > > Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.
                                                    > > > A tego nie wiadomo.

                                                    > > Logicznie jest to oczywiste.

                                                    > W ten sam sposób jest to dla Ciebie logicznie oczywiste, jak dla
                                                    > średniowiecznego chłopa, że Ziemia jest płaska.

                                                    Logicznie oczywiste jest to, co pisałem o algorytmie powyżej. Reszta
                                                    to brednie dogmatyka religijnego.

                                                    > Przykład kolejny...

                                                    Przykład kolejny jest inny i szkoda, że tego nie widzisz. W
                                                    przypadku boga umieszczasz go (jako przyczynę, kreatora) NA
                                                    ZEWNĄTRZ, a jego działanie WEWNĄTRZ systemu. A to jest sprzeczność.
                                                    o... kurczę smile, chyba za dużo powiedziałem... za wcześnie... A w
                                                    nowym przypadku wszystko dotyczy wnętrza systemu.

                                                    > Wg Twojej logiki należałoby wyśmiać tę definicję, bo system to
                                                    > zbiór , a zbiór to system.

                                                    To nie jest to samo. Zastanów się dobrze. Ale to dotyczy tego, co
                                                    powiem dopiero po Twoim egzaminie. smile

                                                    > ssąc całkowicie z palca, tylko aby zarysować sens –
                                                    > czysta fantastyka[/i]) zjawisko polegające na indukcyjnym
                                                    > wzbudzaniu się pola energetycznego pod wpływem wirujących
                                                    > określonych konfiguracji układów wszechświatów,
                                                    > które to pole skutkuje wytworzeniem przestrzeni trójwymiarowej
                                                    > kondensującej energię tych wszechświatów, przechodząca w materię,
                                                    > to takie zjawisko wg definicji kociaka będzie nazywać się Bóg .

                                                    Przykład ładny, podoba mi się. smile Ale nie spełnia pewnych warunków,
                                                    o których tu wciąż mówię, które nawet w tym poscie powtarzałem.

                                                    Nie masz racji. To nie jest bóg, o którym mówicie. Ale dobrze, że
                                                    dałeś ten przykład. Teraz już się go nie wyprzesz. I wniosków, które
                                                    z niego wynikają. Ten przykład wskazuje na to, że nie wiesz
                                                    właściwie, czego bronisz i że nie masz tej definicji boga. Coś tam
                                                    naprędce wciąż klecisz, ale zastawiasz sam na siebie pułapki.

                                                    Kiwaczek, czy Ty mnie naprawdę masz za idiotę? smile

                                                    > Tobie przeszkadza po lewej stronie składni słowo,
                                                    > które zasiedziało w Twojej łepetynie z całym kompletem
                                                    > religijnych jego definicji, począwszy i skończywszy na brodatym
                                                    > dziadzi, siedzącym na tronie.

                                                    Nie mnie. To Ty piszesz jego imię dużą literą. To Ty jesteś jakoś
                                                    (nie wiem jak?) uzależniony od tego dogmatu, bo go bronisz, choć
                                                    jest nie do obronienia. Po co Ci to, kiwaczku? Jesteś jak
                                                    fundamentalistyczny, zawzięty, wściekły, gotów zabić (w
                                                    internecie) smile, samobójca. Plujesz, rzygasz, oczerniasz, bredzisz...
                                                    Czy to ja jestem dogmatykiem, czy Ty?

                                                    Nawet teraz. Wyobrażasz sobie, że jak powiesz jakieś byle co, to
                                                    obronisz dogmat? Przed kim odgrywasz tę komedię? Przed sobą? Jak
                                                    trzeba być zakłamanym, żeby uważać, że jeśli tu zrobisz jako ostatni
                                                    jakiś szkalujący wpis, to dogmat będzie górą? smile

                                                    Wpisujesz się w akcję najbardziej nienawidzących,
                                                    najagresywniejszych memów, niewolniku. smile Śmieszny jesteś, jak tak
                                                    podskakujesz usiłując przywalić drewnianym mieczykiem, rycerzyku
                                                    boga.

                                                    > Dlatego WYDAJE Ci się , że trzeba najpierw zdefiniować słowo po
                                                    > lewej stronie składni. A definiuje je , w tym przypadku, lewa
                                                    > strona
                                                  • grgkh Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry2 errata 18.12.09, 12:02
                                                    Zajrzałem jeszcze raz do tego posta i zauważyłem literówkę, którą skoryguję.
                                                    Napisałem:

                                                    "Pod pewnym względem przypomina to sytuację, gdy jakiś algorytm można
                                                    zapisać za pomocą dowolnego języka programowania "na zewnątrz", ale
                                                    kod wynikowy po kompilacji będzie wygenerowany identyczny. Potem,
                                                    już znów niezależnie od sprzętu i jego właściwości, przebieg
                                                    programu, wewnątrz, będzie dawał ciąg identycznych stanów pośrednich."

                                                    Powinno być:

                                                    "Pod pewnym względem przypomina to sytuację, gdy jakiś algorytm można
                                                    zapisać za pomocą dowolnego języka programowania "na zewnątrz", ale
                                                    po kompilacji kod programu będzie generował identyczne wyniki ostateczne
                                                    każdorazowego użycia tego algorytmu."

                                                    Wspomniane przeze mnie "stany pośrednie" są nieistotne ponieważ od algorytmu
                                                    oczekuje się tylko wyniku ostatecznego zgodnego z założeniami.
                                                  • kiwaczek11 Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry __cz.1 19.12.09, 23:51
                                                    <<<
                                                    I tu znów się nie popisałeś logiką. Ubóstwo umysłowe... W opisie
                                                    świata ISTNIEJE tylko to, co zostało udowodnione.
                                                    >>>
                                                    Dlatego opis świata mówi o istnieniu. Nic nie mówi o nieistnieniu. Z
                                                    nieistnieniem ( z dowodem na nieistnienie) Ty się wyrwałeś
                                                    wyprzedzając swoje sznurówki

                                                    <<<<<<
                                                    > > Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.
                                                    > Świat miał jakieś założenia, a przyczyny założeń nie istnieją.
                                                    > Są one elementarne i niezależne od wszystkiego, co z nich wynika.
                                                    > To jest twoja teza. Należy teraz ją udowodnić.
                                                    Co TRZEBA udowodnić? Że miał jakieś założenia? A nie miał ich?
                                                    >>>

                                                    Jak zwykle skręciłeś w bok i trzeba prostować.
                                                    Napisałem:
                                                    Rozstrzygnięcie czy jej treść jest prawdziwa, albo raczej
                                                    zgodna z rzeczywistością to kwestia dowodu a nie definicji. Do
                                                    dowodu jest jeszcze bardzo daleko. Dowodu na to , czy świat miał
                                                    przyczynę powstania , czy nie.
                                                    A tego nie wiadomo.


                                                    Odpisałeś:
                                                    „ Logicznie jest to oczywiste.”

                                                    Udowodnij zatem, że to logicznie oczywiste. Udowodnij, że powstanie
                                                    świata miało przyczynę. Lub też , że nie miało przyczyny. Ale to w
                                                    drugim kroku, bezsensownym bez pierwszego. W pierwszym kroku
                                                    udowodnij, że świat powstał ( był akt powstania, początek) skoro
                                                    jest przyczyna powstania.

                                                    Wprowadzanie do powyższego założeń czy reguł, jako odpowiedź to
                                                    nonsens, bo jeśli świat powstał ( był akt powstania, początek), to
                                                    reguły mogły być „ustalone” przed powstaniem, lub po powstaniu. Nie
                                                    rzutuje to nijak na „logiczną oczywistość”, że powstanie świata
                                                    miało lub nie miało przyczyny.

                                                    <<<<
                                                    Ale przecież to wy mówicie, że bóg to przyczyna wszystkiego. No i
                                                    chyba to to samo, co wartości początkowe? Czy nie? A jeśli nie, to
                                                    jak one się do siebie mają? Ale jak już będziesz to wypowiadał, to z
                                                    dowodem poproszę.
                                                    >>>>
                                                    Po pierwsze kto to jest „wy”? Po drugie kto co mówi o Bogu? Bo ja
                                                    nie twierdze ,że Bóg to przyczyna wszystkiego i nie twierdze , że
                                                    Bóg istnieje. Pisałem to wielokrotnie. Po raz kolejny – mylisz mnie
                                                    z kimś innym.

                                                    Po trzecie – przykład:
                                                    Przyczyna katastrofy kolejowej - ZANIECHANIE sprawdzenia układu
                                                    hamulcowego przez Felka PRZED ODJAZDEM pociągu.
                                                    Wartości początkowe – stan układu (pociągu i pasażerów) w chwili
                                                    odjazdu.
                                                    Jak widzisz, przyczyna i warunki początkowe to dwie różne rzeczy.

                                                    W tym miejscu muszę coś napisać. Dyskusja z Tobą jest upierdliwa z
                                                    różnych powodów, ale jeden wydaje mi się decydujący. Nigdy nie
                                                    wiadomo, co wg Ciebie oznaczają pojęcia , których używasz w dyskusji
                                                    (pomijam te, których całkowite niezrozumienie wykazała dotychczasowa
                                                    dyskusja) i nigdy nie wiadomo , czy używasz ich ze świadomością
                                                    konsekwencji , jaką niesie ze sobą ich powszechnie ( np. w naukach
                                                    ścisłych) znane znaczenie.
                                                    Dlatego np. raz utożsamiasz „założenia” z regułami, a raz
                                                    z „wartościami” ( początkowymi w tym przypadku). Reguły to nie
                                                    wartości. A wartości to nie reguły. Dlatego to co piszesz w końcu
                                                    zlewa się w jeden wielki bełkot i rodzi tylko nieporozumienia,
                                                    których prostowanie jest żmudne i czasochłonne, a w większości
                                                    przypadków pozbawione sensu, bo to co się wyprostuje, Ty od razu po
                                                    swojemu skrzywisz.

                                                    <<<<<<
                                                    > Po kolei. Że świat miał założenia. Że przyczyny założeń nie
                                                    > istnieją. Że założenia są niezależne od wszystkiego , co z nich
                                                    > wynika.
                                                    Wszystko, co jest od siebie zależne, razem!!!, a co było na samym
                                                    początku zmienności, to te założenia. A dowodem na to jest to, że
                                                    możemy cofać się w historii świata opisując jego domniemane, coraz
                                                    wcześniejsze stany.
                                                    >>>>>>
                                                    „...opisując jego domniemane, coraz wcześniejsze stany...” -
                                                    właśnie o to chodzi – domniemane!!! Nie udowodnione , ale
                                                    domniemane, czy domniemywane. To hipotezy. Z dowodem nie ma to nic
                                                    wspólnego.
                                                    Mógłbyś udowodnić „cofając się w historii świata” na zasadzie
                                                    ekstrapolacji ( co prawdopodobnie masz w zamyśle, chociaż
                                                    formułujesz to jak dyletant), tak jak mógłbyś dowieść np. wartość
                                                    temperatury pracy silnika mierząc jego temperaturę stygnięcia w
                                                    czasie. Bo wiesz, że stygnięcie przebiega wykładniczo. Znasz funkcję
                                                    zmienności temperatury i możesz określić jej wartość w każdym
                                                    punkcie osi argumentów, mimo, że mierzysz tylko w wybranym jego
                                                    przedziale.
                                                    W przypadku zmienności świata mierzysz ( obserwujesz) w wybranym
                                                    przedziale czasu, ale nie znasz funkcji zmienności świata w czasie.
                                                    Dlatego Wielki Wybuch to HIPOTEZA, bo nie można być pewnym , że
                                                    punkt osobliwy to początek ekspansji. Może ekspansja zaczęła się
                                                    wskutek jakiegoś czynnika w gęstszym ,a stacjonarnym stanie
                                                    wszechświata, ale nie będącym „punktem”.
                                                    Brakuje znajomości funkcji, aby można było stosować ekstrapolację,
                                                    jako metodę dowodową.
                                                    Dlatego Twój rzekomy dowód, napisany powyżej, to żaden dowód.

                                                    <<<
                                                    Przyczyny założeń nie istnieją, bo są definicjami. Definicji nie
                                                    potrzeba dodatkowo definiować. To taka logika, której nie znasz.
                                                    >>>
                                                    Definicji nie potrzeba dodatkowo definiować, cokolwiek to u Ciebie
                                                    oznacza, ale każda definicję trzeba sformułować. Robi się to w
                                                    konkretnym celu i z konkretnej przyczyny. To taka logika, której nie
                                                    znasz.

                                                  • kiwaczek11 Re:RE: Złap się za włosy i podnieś do góry__cz.2 19.12.09, 23:54
                                                    <<<<<<<<
                                                    Założenia są wewnętrzną cechą świata, nie zewnętrzną. Do nich
                                                    odnoszą się wszystkie reguły jego działania.
                                                    Pod pewnym względem przypomina to sytuację, gdy jakiś algorytm można
                                                    zapisać za pomocą dowolnego języka programowania "na zewnątrz", ale
                                                    kod wynikowy po kompilacji będzie wygenerowany identyczny. Potem,
                                                    już znów niezależnie od sprzętu i jego właściwości, przebieg
                                                    pogramu, wewnątrz, będzie dawał ciąg identycznych stanów pośrednich.
                                                    "Pod pewnym względem przypomina to sytuację, gdy jakiś algorytm
                                                    można
                                                    zapisać za pomocą dowolnego języka programowania "na zewnątrz", ale
                                                    po kompilacji kod programu będzie generował identyczne wyniki
                                                    ostateczne
                                                    każdorazowego użycia tego algorytmu."
                                                    Wspomniane przeze mnie "stany pośrednie" są nieistotne ponieważ od
                                                    algorytmu
                                                    oczekuje się tylko wyniku ostatecznego zgodnego z założeniami.

                                                    Zewnętrze nie ma wpływu na wnętrze. Algorytm, to założenia programu,
                                                    analogicznie jak założenia Wszechświata. Algorytm nie potrzebuje
                                                    boga, kreatora, a każda jego symulacja jest identyczna,
                                                    nieodróżnialna od pozostałych. Algorytm istnieje sam dla siebie.
                                                    Jego wewnętrzna zmienność (historia) jest zawsze identyczna.
                                                    >>>>>>>
                                                    Język programowania i kompilacja to tylko forma przedstawienia
                                                    danego algorytmu. Tak jak narysowanie tego samego algorytmu na
                                                    kartce. Nie ma to nic wspólnego z regułami. Reguły nie są wewnętrzną
                                                    cechą algorytmu. Realizacja algorytmu zawsze odbywa się w określonym
                                                    środowisku. I to środowisko dyktuje reguły, jakim musi
                                                    podporządkować się dany algorytm, nie zależnie, czy algorytmem
                                                    będzie „dodaj dwie zmienne i zapisz do akumulatora” czy „przesuń
                                                    szklankę 2m w prawo i 3 m w lewo”. W pierwszym przypadku reguły
                                                    ustala algebra Boole’a ( w kodzie maszynowym) lub składnia języka (
                                                    wyższy poziom programowania) , w drugim, prawa fizyki. Żaden z tych
                                                    algorytmów nie zawiera reguł w swoim wnętrzu. Z punktu widzenia
                                                    algorytmu, reguły są zewnętrzne.

                                                    <<<
                                                    Algorytm nie potrzebuje boga, kreatora
                                                    >>>
                                                    Każdy algorytm pochodzący z ludzkiego świata ma swojego autora,
                                                    jeśli już posługujesz się przykładami z ludzkiego świata.

                                                    <<<
                                                    Algorytm istnieje sam dla siebie.
                                                    >>>
                                                    To hipoteza, tak samo weryfikowalna, jak hipoteza istnienia Boga.

                                                    <<<
                                                    > Twoja niekonsekwencja sięga szczytu.
                                                    A gdzie, bo nigdy mi tego nie udowodniłeś? Nigdzie dotąd.
                                                    >>>
                                                    Ponowne zacytuję swój komentarz z którego to wynika:
                                                    „Nota bene, w odniesieniu do Boga pisałeś, że nie jest możliwe
                                                    aby
                                                    był „gdzieś poza światem”, że jeśli istniałby, musiałby podlegać
                                                    regułom wszechświata. A wiec musiałby być elementem wszechświata
                                                    zależnym od innych elementów. Jednocześnie, jak można przeczytać
                                                    powyżej, na tej zabronionej pozycji lekkim gestem
                                                    umieszczasz „elementarne założenia”, które , jak piszesz, nie są
                                                    zależne od niczego co z nich wynika. A wiec skoro wynika z nich
                                                    powstanie świata i jego reguły, musiałby być „gdzieś poza światem”.


                                                    <<<<
                                                    > > > Dowodu na to , czy świat miał przyczynę powstania , czy nie.
                                                    > > > A tego nie wiadomo.
                                                    > > Logicznie jest to oczywiste.
                                                    > W ten sam sposób jest to dla Ciebie logicznie oczywiste, jak dla
                                                    > średniowiecznego chłopa, że Ziemia jest płaska.
                                                    Logicznie oczywiste jest to, co pisałem o algorytmie powyżej. Reszta
                                                    to brednie dogmatyka religijnego.
                                                    >>>>
                                                    Żeby „logicznie było oczywiste” czy świat miał przyczynę powstania,
                                                    najpierw musiałoby być pewne, że świat miał „powstanie”, że był akt
                                                    powstania, początek. A tego nie wiadomo.

                                                    <<<
                                                    Przykład kolejny jest inny i szkoda, że tego nie widzisz. W
                                                    przypadku boga umieszczasz go (jako przyczynę, kreatora) NA
                                                    ZEWNĄTRZ, a jego działanie WEWNĄTRZ systemu. A to jest sprzeczność.
                                                    >>>
                                                    Przykład definicji systemu nie został przytoczony dla prezentacji
                                                    systemu jako analogii Boga. Został przytoczony jako analogia
                                                    definicji, sposobu definiowania.
                                                    Mieszasz zagadnienia.

                                                    <<<
                                                    Ale to dotyczy tego, co powiem dopiero po Twoim egzaminie.
                                                    >>>
                                                    Jeśli starasz się mnie rozśmieszyć, to Ci się udało.

                                                    <<<
                                                    Przykład ładny, podoba mi się. Ale nie spełnia pewnych warunków,
                                                    o których tu wciąż mówię, które nawet w tym poscie powtarzałem.
                                                    Nie masz racji. To nie jest bóg, o którym mówicie.
                                                    >>>
                                                    To jest Bóg , którego zdefiniował kociak. A o tym obecnie jest mowa.

                                                    <<<
                                                    Ten przykład wskazuje na to, że nie wiesz właściwie, czego bronisz i
                                                    że nie masz tej definicji boga.
                                                    >>>
                                                    Ja dokładnie wiem, czego bronię. Pisałem to wielokrotnie. Nie moja
                                                    wina, że nie dociera do Ciebie.

                                                    <<<<
                                                    Jesteś jak fundamentalistyczny, zawzięty, wściekły, gotów zabić (w
                                                    internecie) , samobójca. Plujesz, rzygasz, oczerniasz, bredzisz...
                                                    Czy to ja jestem dogmatykiem, czy Ty?
                                                    >>>>
                                                    Niechybnie mnie z kimś mylisz.
                                                  • grgkh Re: No i boga nie ma :) 14.12.09, 19:02
                                                    Czytaj tekst, kiwaczek...

                                                    te dwa zdania, to zdania:

                                                    "Bóg jest przyczyną...."

                                                    i

                                                    "Bóg nie jest przyczyną..."

                                                    Jak małemu dziecku, wszystko trzeba tłumaczyć. Bo nie łapie...
                                                  • kiwaczek11 Re:Re: No i boga nie ma :) 14.12.09, 21:02
                                                    <<<
                                                    Czytaj tekst, kiwaczek...
                                                    te dwa zdania, to zdania:
                                                    "Bóg jest przyczyną...."
                                                    i
                                                    "Bóg nie jest przyczyną..."
                                                    Jak małemu dziecku, wszystko trzeba tłumaczyć. Bo nie łapie...
                                                    >>>

                                                    No czytam czytam i nawet zacytuję :
                                                    „Brak boga = powstanie świata.”

                                                    Jeszcze raz zwracam Ci uwagę na niechlujstwo zapisu, z którego
                                                    wynika nie wiadomo co.
                                                    W Twoim zapisie nie ma nic o przyczynie, w związku z tym formalnie
                                                    rzecz biorąc nie ma tożsamości ze zdaniem :
                                                    "Bóg nie jest przyczyną..."
                                                    Ale!
                                                    Z tego co napisałeś wynika jednak coś zabawnego, co Ciebie na pewno
                                                    nie rozśmieszy.
                                                    Otóż z zapisu „ Brak boga = powstanie świata.” wynika, że brak Boga
                                                    to powstanie świata (akt powstania) Jeśli założyć, że świat powstał
                                                    ( był akt powstania świata), to z powyższego wynika że powstał w
                                                    wyniku braku Boga. Wg tego założenia, czyli jeśli świat powstał, to
                                                    miał początek. A jeśli tak, to był konkretny moment, kiedy akt
                                                    powstania nastąpił. Wg Twojego zapisu ten moment to brak Boga, i
                                                    jego skutkiem było powstanie świata. Skoro przed powstaniem świata
                                                    nie było świata, więc i nie było jego powstania, zatem nie mogło być
                                                    stanu równemu „braku Boga”. Gdyby wcześniej był „brak Boga” ( lub
                                                    też zawsze byłby „brak Boga”wink, świat powstałby przed swoim
                                                    powstaniem, albo świat istniałby wiecznie, co zaprzeczałoby temu, że
                                                    świat powstał czyli miał początek . Ale przyjęliśmy , że powstał.
                                                    Zatem stan musiał się zmienić. Zmiana stanu na „brak Boga” mogła
                                                    nastąpić tylko z przeciwnego stanu, czyli ze stanu „nie brak Boga”
                                                    czy tez jego synonimicznej postaci „istnienia Boga”. A więc przed
                                                    powstaniem świata musiał istnieć Bóg, którego w pewnym momencie
                                                    zabrakło, przestał istnieć, w wyniku czego powstał świat.
                                                    Gratuluję, właśnie dowiodłeś, że Bóg istniał smilesmilesmile. Czy istnieje
                                                    obecnie, nie da się powiedzieć, bo mógł przestać istnieć na moment ,
                                                    tylko na ten moment kiedy powstał świat. Z Twojego zapisu nie
                                                    wynika , że jego istnienie automatycznie unicestwia świat, gdy ten
                                                    już istnieje. Zapis mówi tylko o powstaniu. Mógł tez przestać
                                                    istnieć na dłużej lub na zawsze. Ale tego nie da się wywnioskować z
                                                    Twojego zapisu. Nie mniej jeszcze raz gratuluję smilesmilesmile. Jestem pod
                                                    wrażeniem.
                                                  • grgkh Re:Re: No i boga nie ma :) 15.12.09, 02:02
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > Jeszcze raz zwracam Ci uwagę na niechlujstwo zapisu, z którego
                                                    > wynika nie wiadomo co.

                                                    Wiadomo co. Boga nie ma. A jeśli wynika nie wiadomo co, to jak to się stało, że
                                                    Ci coś wynikło? Bredzisz. smile
                                                  • kiwaczek11 Re:Re: No i boga nie ma :) 15.12.09, 08:00
                                                    <<<
                                                    > Wiadomo co. Boga nie ma. A jeśli wynika nie wiadomo co, to jak to się stało, że
                                                    > Ci coś wynikło? Bredzisz. smile
                                                    >>>

                                                    Ano stało się. W trakcie pisania dostalem olśnienia. Olśnił mnie Twój bezkresny
                                                    geniusz. Jeszcze raz gratuluję.
                                                  • grgkh No i boga nie ma :) 15.12.09, 15:44
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > Wiadomo co. Boga nie ma.
                                                    > > A jeśli wynika nie wiadomo co, to jak to się stało, że
                                                    > > Ci coś wynikło? Bredzisz. smile
                                                    > >>>
                                                    >
                                                    > Ano stało się. W trakcie pisania dostalem olśnienia.
                                                    > Olśnił mnie Twój bezkresny geniusz. Jeszcze raz gratuluję.

                                                    No wreszcie Cię coś olśniło, ale i tak nie pomogło, bo dalej
                                                    bredziłeś, księże proboszczu.

                                                    Co nie udowodnione, to nie istnieje. A Twoja i kociaka połówka
                                                    alternatywy w ogóle nie nadaje się jako podstawa do wnioskowania. W
                                                    olśnieniu oszołomstwa religijnego nie zauważycie tego nigdy. smile
                                                  • kiwaczek11 Re: A jednak udowodniłeś istnienie Boga 15.12.09, 20:17
                                                    <<<
                                                    > Co nie udowodnione, to nie istnieje.
                                                    >>>
                                                    Ale jednak udało Ci sie ,(co prawda niechcąco, ale ileż wynalazków
                                                    czy odkryć dokonano niechcąco smile) udowodnić, że Bóg istniał, czego
                                                    Ci szczerze gratulowalem.
                                                  • grgkh A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 16.12.09, 19:06
                                                    kiwaczek11 napisał:

                                                    > <<<
                                                    > > Co nie udowodnione, to nie istnieje.
                                                    > >>>
                                                    > Ale jednak udało Ci sie ,(co prawda niechcąco, ale ileż wynalazków
                                                    > czy odkryć dokonano niechcąco smile) udowodnić, że Bóg istniał, czego
                                                    > Ci szczerze gratulowalem.

                                                    To, co tam napisałeś, to brednie. Sam postawiłeś tezę i sam ją dla
                                                    siebie "udowodniłeś", a więc mnie nie przypisuj jej autorstwa. Twoja
                                                    krwawica jest Twoim sukcesem, kiwaczek, nie moim. Czujesz logikę
                                                    tego? Powinieneś, to takie proste. smile

                                                    A jej analizą zajmę się w stosownym czasie. Muszę dozować napięcie.
                                                    Jeszcze nie chcę z Tobą kończyć. Rozciągnę to w czasie. Będzie Ci
                                                    milej...
                                                  • kociak40 Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 16.12.09, 23:40
                                                    Jak widzę, obaj z kiwaczkiem11, zapewniamy Ci znakomity rozwój
                                                    Twojej przypadłości - pieniactwa. Jesteś cały w skowronkach, masz
                                                    niekończącą się dyskusję, "zainteresowanie" swoją osobą i prawie 305
                                                    postów w wątku, co wiecej, nie ma tu nic z fizyki więc jaskrawo nie
                                                    widać Twojej głupoty i nieuctwa. Jako autor tej tak "znakomitej
                                                    definicji" zwrócę Ci uwagę, że nie trzeba tu nic dodatkowo wyjaśniać.

                                                    "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu, energii i
                                                    materii" - kociak40 (podpisuje się, bo to mój pomysł).

                                                    Jak obecna nauka twierdzi, Wszechświat miał swój początek z
                                                    niematerialnego punktu o nieskonczenie wielkiej temperaturze, w
                                                    Wielkim Wybuchu. Powstały te cztery elementy tworzące Wszechswiat
                                                    więc mamy dowód, że to istnieje, a nie istniało. Mamy zatem skutek i
                                                    lewa strona udowadnia założenia tego przypuszczenia. Ja nazwałem to
                                                    Bogiem, Ty możesz nazwać to inaczej. Jaka będzie zasadnicza różnica?
                                                    Pod pojęciem - Bóg, rozumiemy to wszystko czego człowiek zrozumieć
                                                    nie może, bo jest to z obszaru gdy nie było czasu, przestrzeni,
                                                    materii i energii i dodatkowo połączone jest z inteligencją czyli
                                                    zdolnością przewidywania dalszych skutków. Jest to pełen jakby
                                                    dowód, i to Ty musisz udowadniać, że jest inaczej, a nie ja, że tak
                                                    jest.

                                                    "Masz umysł dziecka , grgkh" - kiwaczek
                                                    "Pod pewnym względem masz rację - jest otwarty i nieograniczony
                                                    dogmatami." - grgkh

                                                    Potwierdzam to w całosci, umysł dziecka nieobciażony ani nauką, a
                                                    zwłaszcza fizyką, ani wiedzą. Umysł otwarty dla "Faktów i Mitów" i
                                                    innych fantazji.

                                                  • grgkh Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 17.12.09, 17:54
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Jak widzę, obaj z kiwaczkiem11, zapewniamy Ci znakomity rozwój

                                                    Rzeczywiście, zapewniacie mi rozwój. Mówię to całkiem serio. Jesteście bardzo
                                                    zawziętymi dyskutantami. Mnożycie przeszkody, rzucacie kłody pod nogi,
                                                    wymyślacie wszelkie możliwe pułapki logiczne i inne, pokazujecie absurdy i
                                                    fałsze przebrane w skórę prawdy. A ja się z tym zmagam.

                                                    Czy zauważyłeś, że o wielu rzeczach mówię obecnie nieco inaczej, używam innego
                                                    definiowania, coraz lepszego i skuteczniejszego, bo sprawdzonego w krzyżowym
                                                    ogniu waszych ataków. To jest to, czego potrzebuję. Testowania i sprawdzania.

                                                    Dla mnie wynik jest nieistotny. Muszę odsiać prawdę od ewentualnych błędów, a to
                                                    co zostanie, powinno być najlepszej jakości. Macie w tym testowaniu swój udział.
                                                    Powinniście się z tego ucieszyć. Działacie w dobrej sprawie.

                                                    > masz niekończącą się dyskusję,

                                                    Mam tyle, ile potrzebuję. I zawsze mogę zrezygnować z dalszego jej ciągu.

                                                    > nie ma tu nic z fizyki
                                                    > więc jaskrawo nie widać Twojej głupoty i nieuctwa.

                                                    A coś Ty się tej fizyki czepił? Chcesz "porządzić" to idź z tym na forum
                                                    tematyczne. Ale jeśli tego nie robisz, to widocznie boisz się, że Cię tam wyśmieją.

                                                    > "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu, energii i
                                                    > materii" - kociak40 (podpisuje się, bo to mój pomysł).

                                                    Od początku do końca? O, nieźle... Ale to jest definicja, czy hipoteza?

                                                    > Jak obecna nauka twierdzi, Wszechświat miał swój początek z
                                                    > niematerialnego punktu o nieskonczenie wielkiej temperaturze, w
                                                    > Wielkim Wybuchu.

                                                    Podobno nie wszyscy są przekonani, że WW miał miejsce. Słyszałeś o tym?

                                                    > Powstały te cztery elementy tworzące Wszechswiat

                                                    O jakich elementach myślisz? O czterech żywiołach?

                                                    Jednym słowem, wysmażyły się one w WW. Kuchnia. Ale kto tę kuchnię zaprogramował
                                                    i według jakiego programu działała? A potem już program kuchni przestał
                                                    obowiązywać?

                                                    > Ja nazwałem to
                                                    > Bogiem, Ty możesz nazwać to inaczej.

                                                    Myślisz o kuchni, kucharzu, czy programie działania kuchni? A co było przyczyną
                                                    któregokolwiek z tych elementów?. Bo jak zacząłeś, to już nie wolno Ci przestać
                                                    i tę przyczynę musisz określić do końca.

                                                    > Pod pojęciem - Bóg, rozumiemy to wszystko czego człowiek zrozumieć
                                                    > nie może, bo jest to z obszaru gdy nie było czasu, przestrzeni,
                                                    > materii i energii

                                                    A więc przyczyna jest zewnętrzna. Nie dotyczy świata.

                                                    > i dodatkowo połączone jest z inteligencją czyli
                                                    > zdolnością przewidywania dalszych skutków.

                                                    A więc działa w obrębie naszego świata, jest jego siłą napędową, częścią jego
                                                    reguł działania, a to jest sprzeczne z tym, co poprzednio sugerowałeś.

                                                    Ponadto, będąc zewnętrzną (przyczyna zawsze jest zewnętrzna w stosunku do
                                                    skutków) przewiduje skutki, czyli wie o sobie wszystko. Całą przyszłość ma
                                                    zdeterminowaną, co jest równoważne temu, że czas jest dlań nieistotny.

                                                    Powiedz, w jaki sposób coś jest przyczyną zewnętrzną i jednocześnie potem jest
                                                    swoim własnym skutkiem? Przyczyna => przyczyna?

                                                    Jakieś błędne koło tu widzę.

                                                    > Jest to pełen jakby dowód,

                                                    Z naciskiem na "jakby". I to wszystko wyjaśnia.

                                                    > i to Ty musisz udowadniać, że jest inaczej, a nie ja, że tak
                                                    > jest.

                                                    Ja właśnie widzę, że masz w swojej definicji-hipotezie nieścisłości. Wskazuję Ci
                                                    je. I teraz Ty "musisz" je wyjaśnić.

                                                    > "Masz umysł dziecka , grgkh" - kiwaczek
                                                    > "Pod pewnym względem masz rację - jest otwarty i nieograniczony
                                                    > dogmatami." - grgkh
                                                    >
                                                    > Potwierdzam to w całosci, umysł dziecka nieobciażony ani nauką, a
                                                    > zwłaszcza fizyką, ani wiedzą. Umysł otwarty dla "Faktów i Mitów" i
                                                    > innych fantazji.

                                                    Nieładnie, kociak. Podałem swoja odpowiedź, którą należało tu zacytować i
                                                    odnieść się do tego. Ale Ty tylko manipulować potrafisz. Ale niech Ci będzie,
                                                    Jest to świadectwo Twojej postawy i siły argumentów. Jedyna siła w nich to siła
                                                    powietrza użytego do wydmuchnięcia plwocin, które na mnie kierujesz. Wartości
                                                    merytorycznej one żadnej nie mają.

                                                    A co masz przeciwko "Faktom i Mitom"? Ale konkretnie poproszę.

                                                    PS. Mam dobra taktykę. Widzisz? Wystarczy trochę poczekać. Nie wytrzymałeś, nie
                                                    poczekałeś na kiwaczka, guru swego, trochę ostrożniejszego niż Ty, i
                                                    nasmarowałeś tu głupotki, z których łatwo się już nie wytłumaczysz.

                                                    Oczekuję Twojej odpowiedzi na wszystkie moje wątpliwości. Wszystkie, kociak.
                                                    Dopilnuję tego. Może Cię, oczywiście tłumaczyć kiwaczek, ale wtedy i tak
                                                    wyjdzie, że pisałeś bzdury, które on będzie chciał prostować. Prostując bzdury,
                                                    trzeba używać następnych bzdur. I tak będziecie się pogrążali, post po poscie,
                                                    coraz głębiej.

                                                    Do roboty, chłopaki - Ty i Twój kompan, ksiądz proboszcz kiwaczek.
                                                  • kociak40 Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 18.12.09, 22:42
                                                    Dyskusja, to dyskusja, możliwość wymiany poglądów. Czy jest możliwa
                                                    bez personalnych epitetów (z Twojej strony, to i z mojej nie
                                                    będzie)?
                                                    Zapytałeś się o jakich 4 elementach piszę. Zawsze odnosząc się do
                                                    nich mam na myśli - przestrzeń, czas, materię i energię. Przyjmuję to
                                                    jako zaistniałe po Wielkim Wybuchu, a których nie było przed.

                                                    Napiszę jeszcze raz swoje stwierdzenie (to nie dowód, a jeśli już
                                                    możemy go za taki uważać, to jest to pewien dowód na to, że nie może
                                                    być żadnych dowodów na istnienie lub nie istnienie Boga w sensie
                                                    pewnika):

                                                    "Bóg, to przyczyna i skutek powstania przestrzeni, czasu, energii i
                                                    materii" - kociak40

                                                    Zarzucasz nie logiczność składni. Wobec tego podam inne
                                                    stwierdzenie, też mojego pomysłu do tego tematu.

                                                    "Energia, to przyczyna i skutek powstania działania siły" - kociak40

                                                    Czy tu też jest nielogika składni?

                                                    Według mnie, w jednym i drugim przypadku skladnia pod względem
                                                    logicznym jest prawidłowa. Zasadnicza tylko róznica jest co do
                                                    obszaru z ktorego "pochodzi" ta przyczyna i skutek.
                                                    W drugim przypadku jest to ten sam obszar (istnieje przestrzeń,
                                                    czas, energia i materia) i tylko dlatego możemy tą "przyczynę"
                                                    definiować dowolnie inaczej, bo nasza logika, myśl, rozumowanie,
                                                    nauka itd. pochodzą z tego samego obszaru. Możemy np. napisać (tak
                                                    lapidarnie dla przykładu) - "energia" - to jedna z wielkości
                                                    charakteryzujacych stan układu fizycznego, jego ruch i
                                                    oddziaływanie. Możemy podać i pewną charakterystykę - jest
                                                    wielkością skalarną mającą wymiar pracy, podlegającą prawu
                                                    zachowania itd. itd. Co do pierwszego stwierdzenia, słowo, nazwa,
                                                    pojęcie, miano itd. - Bóg, jest z obszaru gdzie nie ma czasu,
                                                    przestrzenii, energii i materii, więc nie możemy podać istoty tego
                                                    słowa, nazwy itd. w obszarze gdzie cała nasza logika, mądrość,
                                                    intelekt, myśl, rozumowanie itd. funkcjonuje gdy to zaistniało
                                                    (czas, przestrzeń, energia, materia) i może TYLKO funkcjonować w tym
                                                    obszarze. Chcąc wyeliminować to pojęcie - "Bóg" mozliwym byłoby
                                                    tylko wtedy jakby można było w tym obszarze gdzie działa nasza
                                                    logika, nauka, wiedza itd. podać i zweryfikować taką przyczynę,
                                                    ktora może to zrobić i to potwierdzoną doświadczalnie, a to nie
                                                    mozliwe.
                                                    Czy chcesz, czy nie, nie jest możliwe przedstawienie dowodu opartego
                                                    na wiedzy, nauce, itd. że jest, czy też nie ma Boga. To leży tylko w
                                                    strefie naszej wiary.
                                                  • kociak40 Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 18.12.09, 23:42
                                                    Tu jeszcze wyjaśnienia do poprzedniego mojego postu.
                                                    Jeśli odnoszę się do obszaru zewnętrznego lub wewnętrznego (jak to
                                                    nazywasz) to w tej dyskusji na myśli mam obszar gdzie jest czas,
                                                    przestrzeń, materia i energia (może być skrót aby stale tego nie
                                                    powtarzać - O C,P,M,E i obszar gdzie tego nie ma czyli skrot O -.
                                                    Obszar po WW, i przed WW. Wiem dużo na ten temat tz. WW, jak do tego
                                                    pojęcia doszło, kto pierwszy to odkrył, od kiedy to przyjęto do
                                                    roaważań itd. To na inny temat.

                                                    Piszesz - cytuje - "A więc przyczyna jest zewnetrzna. Nie dotyczy
                                                    świata." - grgkh

                                                    Przyczyna jest zewnętrzna ale skutek dotyczy świata bo powstanie
                                                    jego jest skutkiem tej przyczyny.
                                                    Według mnie, to pojęcie "Bóg", jest jakby niezbędne tylko do
                                                    powstania Wszechswiata i praw przyrody czyli powstania jakby
                                                    informacji działania jego (Wszechswiata). Dalsze jakby "istnienie
                                                    Boga" to już tylko mozliwe rozszerzenie tego pojecia ale dla
                                                    Wszechswiata juz niekonieczne.

                                                    Piszesz - "A co masz przeciwko "Faktom i Mitom"? - grgkh

                                                    Pismo dość ciekawe ale trzeba traktować lekko z "przymrużeniem oka",
                                                    a nie jak prawdę naukową.
                                                    Zawsze były, są i bedą, pewne luźne fantazje nieskrępowane poziomem
                                                    aktualnej wiedzy, ktore są w pewnym sensie bodzcem do poszukiwania.
                                                    Było kiedyś "panaceum", "kamień
                                                    filozoficzny", "astrologia", "perpetuum mobile" itd. Fantazje, ktore
                                                    coś dały, rozwinęła się farmacja, chemia, astronomia, powstało II
                                                    prawo termodynamiki. Tak jest i obecnie. "Czarna energia i
                                                    materia", "teoria strun", "teoria wszystkiego" itd. Robi się na tym
                                                    pieniądze, nauka jest na dalszym planie. Taki Daniken - hotelarz,
                                                    na "teorii kosmitów" zarobił grube miliony, tak samo jak Dawkins i
                                                    inni podobni. Mozna to uwzględniać w rozważaniach ale nie należy
                                                    tego przyjmować jako prawdę naukową.
                                                    Ty też masz taką mozliwość. Mozesz wydać publikacje typu "100% dowód
                                                    na nieistnienie Boga" - grgkh (pod pseudonimem literackim), "Prawo
                                                    zachowania energii i masy - to fikcja" - grgkh, "Zatwardzenie. 80
                                                    lat doświadczenia" - grgkh itd. Zbyt zapewniony.
                                                  • grgkh Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 19.12.09, 00:48
                                                    kociak40 napisał:

                                                    > Dyskusja, to dyskusja, możliwość wymiany poglądów. Czy jest możliwa
                                                    > bez personalnych epitetów (z Twojej strony, to i z mojej nie
                                                    > będzie)?

                                                    Dyskusji z Tobą nie było i nie będzie. Nigdy. Jesteś niewiarygodny. Powiem Ci
                                                    jak Kaczyński menelowi: spieprzaj dziadu.

                                                    I masz już to załatwione NA ZAWSZE. Zrozumiałeś? I nigdy więcej mi nie proponuj
                                                    warunków, których nie potrafisz spełnić.

                                                    A nawet gdybym Ci napisał, o co chodzi, to i tak byś nie zrozumiał, bo nie znasz
                                                    logiki. Poczekam na księdza proboszcza. Teraz jego kolej na odpowiedź. Bardzo
                                                    jestem ciekaw, czy już wyczuł bluesa i jak będzie mataczył. wink
                                                  • kociak40 Re: A jednak to Ty dowodzisz istnienia Boga 20.12.09, 00:19

                                                    Jak widzę leków nie wziołeś i jest z tobą gorzej. Stale piszesz o
                                                    tej niby swojej logice, a w głowie masz pustkę i myslisz, że wyżej
                                                    podskoczysz? Mnie ciekawi ta Twoja logika (którą sam sobie
                                                    przypisujesz) i która doprowadza Cię do stwierdzenia, że prawo
                                                    zachowania energii i masy to fikcja. Bardzo to ciekawe z punktu
                                                    medycznego.
                                                  • kociak40 Re: Kociakowe brednie 14.12.09, 01:20

                                                    "Blablabla... Czy Ty wiesz, co to logika?" -grgkh

                                                    I tylko tyle możesz napisać?! Mnie ciekawi dlaczego ta "logika" nie
                                                    ma pokrycia u Ciebie. Po co Ci te filozofowanie i tacony czas nad
                                                    wypisywaniem bzdur, a możliwością pogłębienia własnej wiedzy,
                                                    wiedzy, ktorej boisz się jak diabeł świeconej wody. Przecież jakbyś
                                                    sam umiał przekształcić wzór Newtona F=ma do postaci E=mc2 jak
                                                    zrobił to Einstein, to wiedziałbyć, że nie ma w przyrodzie
                                                    oddziaływań natychmiastowych, wiedziałbyś jak jest przekazywana
                                                    energia na odległość, jaka jest największa prędkość oddziaływania,
                                                    że czas nie ma definicji i nie może mieć, że nie wiemy co to jest
                                                    masa i tylko określamy ją pośrednio, itd. Miałbyś konkretną wiedzę,
                                                    za ktorą byłbyś chwalony. Wolisz brać terminy fizyczne, o ktorych
                                                    pewno czytasz w publikacjach pseudonaukowych, z pogranicza
                                                    fantastyki i dalej być głupi jak przysłowiowy - but. Wolisz spierać
                                                    się i wykazywać swoją ignorancję, ktorej nie ukryjesz. Ciekawe jest
                                                    to dla mnie, skąd się to u Ciebie bierze? Jaki był powód tego?
                                                  • grgkh Logiczna śmierć kociaka :) 14.12.09, 16:56
                                                    kociak40 napisał:

                                                    >
                                                    > "Blablabla... Czy Ty wiesz, co to logika?" -grgkh
                                                    >
                                                    > I tylko tyle możesz napisać?!
                                                    > Mnie ciekawi dlaczego ta "logika" nie
                                                    > ma pokrycia u Ciebie. Po co Ci te filozofowanie
                                                    > i tacony czas nad wypisywaniem bzdur,
                                                    > a możliwością pogłębienia własnej wiedzy,
                                                    > wiedzy, ktorej boisz się jak diabeł świeconej wody.

                                                    > Wolisz brać terminy fizyczne, o ktorych
                                                    > pewno czytasz w publikacjach pseudonaukowych, z pogranicza
                                                    > fantastyki i dalej być głupi jak przysłowiowy - but.
                                                    > Wolisz spierać się i wykazywać swoją ignorancję,
                                                    > ktorej nie ukryjesz.
                                                    > Ciekawe jest to dla mnie, skąd się to u Ciebie bierze?
                                                    > Jaki był powód tego?

                                                    Tutaj jest forum religijne, a Ty się tu publikujesz wciąż z fizyką.
                                                    To pierwszy Twój błąd. Jesteś maniakiem, który pomylił adresy i
                                                    wciąż to do niego nie dociera.

                                                    Ciekawe, skąd to się u Ciebie bierze? Jaki jest tego powód? smile

                                                    A głupi jak but, to jesteś Ty sam, kociak. Bo logiki ani w ząb nie
                                                    kojarzysz.

                                                    Primo:

                                                    Zakład Pascala - dennie głupawe rozumowanie, które przyjmujesz jak
                                                    święty dogmat. To rodzi podejrzenie, że w sprawach nauki postępujesz
                                                    podobnie - bezmyślnie i automatycznie. Bierny odtwórca.

                                                    Secundo:

                                                    Wysmażyłeś tu uzasadnienie dla tezy istnienia boga, którego fałsz
                                                    udowadniam, a Ty, jak jakiś ostatni matoł, upierasz się, że to ma
                                                    sens.

                                                    Bóg jest przyczyną... (kociakowych bredni). Wstaw sobie w
                                                    nawias to, co tam wstawiałeś, wiesz co. Ja się brzydzę pisać takie
                                                    bzdury.

                                                    Ale, "logiku od siedmiu boleści" nie zauważasz, że istnieje druga,
                                                    równoległa teza, której NIE WOLNO Ci odrzucać:

                                                    Bóg NIE jest przyczyną... (tego samego).

                                                    I logicznie sprawa sie rypła, bo Twoje uzasadnienie nie istnieje,
                                                    gdyz jest neutralizowane przez to drugie. Bóg ani istnieje, ani nie
                                                    istnieje, tak jak krasnoludek.

                                                    Istnienie pojawia się dopiero wtedy, gdy przeprowadzisz dowód i uda
                                                    Ci się coś potwierdzić. Jest skutkiem tego dowodzenia. Skutkiem
                                                    weryfikacji. Wcześniej nie ma istnienia. Wcześniej nie ma
                                                    krasnoludka, ani boga. Jest luźna hipoteza, która nie znaczy nic.

                                                    Istnienie jest umieszczeniem zweryfikowanej hipotezy jako prawdziwej
                                                    wśród innych o podobnym statusie wśród tych, które opisują jakiś
                                                    system, albo matematyczny, albo świat, który też takim systemem
                                                    jest, bo jest opisywany matematycznie.

                                                    I trzeba być ostatnim głąbem, ostatnią bezmyślną kukłą, żeby tego
                                                    nie pojmować.

                                                    Jesteś - i kiwaczek z Tobą - niewyuczalnym głąbem. Jesteś
                                                    nienawidzącym odszczepieńcem, zakałą ludzkości, zakłamaną,
                                                    zaprzedaną dogmatowi bestią plujacą wokół siebie.

                                                    Jesteś chodzącym złem, kociaku.

                                                    I będę to tutaj powtarzał tyle razy, aż to do Ciebie dotrze i
                                                    spowoduje, że będziesz miał koszmary zamiast snów. Zawsze! Bo Ty się
                                                    już nie zmienisz. Nigdy! Religia zabiła w Tobie miłość do ludzi, do
                                                    zasad humanistycznych, do rozumienia świata, do logiki, do
                                                    racjonalizmu. Uczyniła z ciebie chodzącą agresję.

                                                    I to samo zrobiła z proboszcza kiwaczka.

                                                    I tak oto obnażam, czym jesteście. I to jest wasz koniec, chłopaki.

                                                    BÓG NIE ISTNIEJE. smile
                                                  • grgkh Uzupełnienie - bóg nie istnieje 14.12.09, 17:03
                                                    Dopiszę coś, czego mógłbyś się czepić po moim "bóg ani istnieje, ani
                                                    nie istnieje", bo tak jest, ale TYLKO DLA tych hipotez. Ponieważ
                                                    itnienie pojawia się w opisie świata DOPIERO po poprawnej
                                                    weryfikacji, więc wcześniej nie ma istnienia. Logiczne jest, że jak
                                                    nie ma istnienia, bóg nie istnieje w opisie świata.

                                                    Ponieważ oprócz opisu świata nie mamy niczego innego, co by tego
                                                    świata dotyczyło, więc bóg nie istnieje w ogóle.

                                                    BÓG NIE ISTNIEJE. smile

                                                    Amen big_grin
                                                  • kociak40 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 02.12.09, 01:37
                                                    Grgkh!
                                                    Poprzedni moj post w odpowiedzi na Twój był dla poprawności
                                                    rozumowania fizyki, ten to już dla przyjemności. Piszesz:

                                                    "Kociak kiedyś strasznie zbluzgał moje dywagacje na ten temat,
                                                    więc daruję sobie teraz ciąg dalszy. Już nie tu i nie w tym,
                                                    ograniczonym umysłowo, waszym towarzystwie." - grgkh

                                                    To zamierzasz mnie i kiwaczka opuścić? Wybierasz świadomie, że
                                                    wolisz tkwić w głupocie do końca życia? Zamiast być wdzieczny, że
                                                    usiłujemy Cię z tej głupoty wyprowadzić, i to z takim naszym trudem,
                                                    to zamiast nam podziękować (pożytek mamy jak inni to czytają co
                                                    piszemy, bo mogą swoją wiedzę z fizyki pogłębić, Ty tego nie chcesz)
                                                    to jeszcze probujesz nas obrażać. Kiwaczek ma szerszą wiedzę od
                                                    mojej, co muszę podkreślić, bo moja domena to tylko mechanika w
                                                    szerokim zakresie, np. o entropii mogę tylko w zanczeniu
                                                    termodynamiki, on natomiast nawet w znaczeniu teorii informacji.
                                                    Trzeba szanować wiedzę, a TY szacunku dla niej nie masz, szanujesz
                                                    raczej głupotę. Z kim chcesz dyskutować? Gdzie znajdziesz dla siebie
                                                    dyskutantów? Chyba tylko tam gdzie jest cisza, spokój, dużo zieleni
                                                    i odwiedziny w czwartki i niedzielę. To miejsce jest dla Twojego
                                                    poziomu wiedzy. W fajntazji nas wyprzedzasz, bo nie krępuje Ciebie
                                                    wiedza rzeczywista, stąd takie masz pomysły.
                                                    Zastanów się jeszcze raz, takich dyskutantow już nie znajdziesz,
                                                    musieliby mieć takie poczucie humoru jak ja, żeby chcieli dyskutować
                                                    dla żartów z Ciebie.
                                                  • grgkh Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 02.12.09, 03:16
                                                    No widzisz, dla Ciebie przyjemność to pluć na innych. Już dawno to
                                                    zauważyłem. Przyczyna jest jednak jasna. Jesteś typowym przykładem
                                                    fundamentalisty religijego, nienawidzącego podważających istnienie
                                                    Twojego ukochanego bożka.

                                                    A że za głupi jesteś, by z Tobą poważnie rozmawiać, to i nie
                                                    zamierzam tego robić. Wystarczy, że was ośmieszyłem i pokazałem, jak
                                                    ograniczeni jesteście i ile czasu trzeba, żeby przebić się do waszej
                                                    wyobraźni.

                                                    A na moją absencję nie licz.
                                                  • kociak40 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 02.12.09, 03:34
                                                    Tak sobie napisałem, bo jeszcze wtedy nie czytałem tego postu "OK,
                                                    kociak". Jak przeczytałem to odpisałem juz poważnie. Na poważne
                                                    posty odpisuje poważnie.
                                                  • kociak40 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 02.12.09, 19:07

                                                    Temat "naukowy" czeka na Twoja odpowiedz, a mając trochę czasu
                                                    zaznajomiłem się Twoimi wypowiedziami z innego wątku, oto co mnie
                                                    zaciekawiło:

                                                    "Kieruję swoje wypowiedzi do tych, którzy coś z nich mogą
                                                    skorzystać. I nie stawiam żadnego kryterium określonych poglądów. Ja
                                                    się uczę przez całe życie i wciąż uważam, że mam szansę nauczyć się
                                                    jeszcze czegoś nowego. Na takich liczę." - grgkh

                                                    Tak wolo idzie Ci ta nauka i tak opornie, że musiałbyś żyć tak dlugo
                                                    jak biblijny Noe aby był jakiś choć mały rezultat. Jak rozumiem to
                                                    jest Twoja samokrytyka. Bardzo słusznie.

                                                    i dalej:

                                                    "Kieruję swoje słowa do ludzi, ktorzy mają wątpliwości i być może z
                                                    nich skorzystają" - grgkh

                                                    To jest skierowane między innymi do mnie, bo ja takie wątpliwości
                                                    mam co do Twojej poczytalności. Oczywiście, że skorzystałem,
                                                    wątpliwośc przerodziła sie w pewność.

                                                    Jest też coś i na pocieszenie:

                                                    "A na moją absencję nie licz" - grgkh

                                                    I chwała Bogu za to, bo już się przeraziłem, że nie będę miał okazji
                                                    do śmiechu.
                                                  • kiwaczek11 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 02.12.09, 23:07
                                                    <<<
                                                    Wystarczy, że was ośmieszyłem i pokazałem, jak
                                                    > ograniczeni jesteście
                                                    >>>
                                                    Ośmieszasz tylko siebie, chłopcze.

                                                    No i nie doczekam się podania wzoru? A znasz jakiś w ogóle?
                                                    Jakikolwiek?
                                                  • kociak40 Re: Dodatkowe wyjaśnienie :) 03.12.09, 00:27

                                                    Jak widzisz kiwaczek, dyskusja z grgkh ma swoje uroki.

                                                    "Na mój gust to istnieje jakiś centralny ośrodek sterujący,
                                                    w którym POZA CZASEM, NATYCHMIASTOWO uzgadniane są zmiany
                                                    dotyczące tych elementów. Taki sztab główny." - grgkh

                                                    Prawa fizyki, ktorych oczywiscie nie zna i nie rozumie, nie
                                                    wystarczają mu. Musi być jakiś ośrodek gdzie uzgadniane są zmiany
                                                    dotyczace tych elementów. Można sobie to wyobrazić. Jakieś ciało
                                                    mając energię potencjalną, po usynieciu podpory, nie mogąc
                                                    zrownoważyć siły ciażenia, zaczyna spadać zamieniajac energie
                                                    potencjalną na kinetyczną. Takie prawo fizyki, grgkh nie odpowiada.
                                                    Musi być informacja dla tego ciała i to natychmiastowa podjęta w tym
                                                    ośrodku - "Możesz spadać, droga wolna. Spadaj!!!!". Ciało otrzymując
                                                    taką informacje i pozwolenie tego ośrodka w trybie natyczmiastowym -
                                                    spada. Jest to tak glupie, że zaczyna być bardzo orginalne.
                                                    Naczytał się chłopina tych "Faktów i Mitow", fizyki sie nie uczył
                                                    tylko po wikipedii biegał i stąd takie pomysły.
                                                  • kociak40 Re: do kociaka 01.12.09, 00:29

                                                    Nieprzejmuj się, ja lubię uzywac takiego zwrotu "Panie" ale nie ma
                                                    to żadnego znaczenia. Oczywiscie mozemy i nawet powinnismy byc
                                                    na "Ty". Nie wiem jak Ty ale ja bardzo lubię "dyskutowac" z grgkh
                                                    jest to dyskusja lekka, nie wymagająca wysiłku intelektualnego,
                                                    szperania po encyklopediach, podręcznikach itd. Niektóre jego
                                                    pomysły są ciekawe. Np. napisał mi kiedyś - "Wszechświat nie
                                                    istnieje. Naprawdę." innym razem napisał, że "całą fizykę trzeba
                                                    odrzucić" (coś w tym rodzaju może nawet o calośc nauki chodziło,
                                                    pewnie chce ja zastapić logiką w calosci). Trzeba przyznać, ze ma
                                                    pomysły nieprzecietne. To pierwsze zaciekawilo mnie, bo może chce
                                                    potraktować Wszechświat nie jako rzeczywistość ale coś jak sen,
                                                    wyobrażenie tylko wirtualne ludzkiego mozgu. Nie odpowiedział na
                                                    moje pytania więc nie wiem o co mu chodziło ale zaciekawil mnie tym
                                                    pomysłem. Co by nie mowić jest "dużym orginalem" tego forum i swoją
                                                    zaciętością z tym "100% dowodem" wyróznia się. Ten wątek ma juz
                                                    ponad 210 postów i jest chyba rekordowy, inni uczestnicy nic nie
                                                    mówią, administrator tego forum toleruje naszą z nim dyskusje więc
                                                    nie widzę przeszkód, lepiej się go poznaje, wiadomo już jaki poziom
                                                    reprezentuje, a pośmiać się mozna. Grgkh, musi prowadzić dyskusje,
                                                    to jego namietność, powinien sam otworzyć swoje forum, coś w
                                                    rodzaju "dyskusje Pana, Wójta i Plebana" (ja mogę być plebanem) i
                                                    chętnie poznawalbym te jego dowody w zamian zapewniając mu dyskusje.
                                                    Nikomu by to już nie przeszkadzało.



                                                    -----
                                                    "Czas spędzony z kotem, nigdy nie jest stracony"
          • astrotaurus Re: Blaise Pascal 04.11.09, 00:12
            broceliande napisała:


            **Ale takie "daj boże "nie daj boże", to już mi się nie mieści w konwencji.
            Ja tak nie mówię.
            Co ja, ateistka mówię w takiej sytuacji?
            Nie mówię "daj boże", mówię jednak "oby się udało", "oby ten manewr wyszedł".
            To już dostatecznie bliskie modlitwysad**

            Ha! Ortodoksja ! wink
            Ja za to bez zahamowań, czasem nawet z pewną lubością, używam arsenału
            religijnych sformułowań i gestów, które przecie (czy katolicy tego chcą czy nie
            chcą) są w kulturowym zasobie ludzkości, a więc i moim. smile

            Bogata retoryka religijna jest u mnie w ciągłym użyciu, dość często czynię znak
            krzyża "w imię ojca i syna...".
            Na kościelnych uroczystościach rodzinnych potrafię pójść do komunii, kiedy ci
            religijni są nieprzygotowani, a honor rodziny ratować trzeba.... big_grin

            To oswaja w oczach okolicznych strach religijny i zbliża im rzeczy do ich
            rzeczywistego wymiaru.
            • broceliande Re: Blaise Pascal 05.11.09, 09:40

              astrotaurus napisał:

              > Na kościelnych uroczystościach rodzinnych potrafię pójść do
              komunii, kiedy ci
              > religijni są nieprzygotowani, a honor rodziny ratować trzeba.... big_grin


              A nie, do komunii bym nie poszła.
              Z szacunku dla wierzących i przestrzegających tego rytuału. Chyba
              najpierw trzeba się wyspowiadać?
              W kosciele bywam rzadko, przy okazji ślubów i chrzcin, więc raczej
              zainteresowani sa przygotowani.

              Jeśli ktoś mi zwróci uwagę, że nie powinnam mówić "O Jezu", skoro
              jestem niewierząca, potrafię odpowiedzieć, że to taki wykniknik,
              jak "O k...a".
              • kociak40 Re: Blaise Pascal 09.11.09, 00:33

                "A nie, do komunii bym nie poszła.
                Z szacunku dla wierzących i przestrzegających tego rytuału. Chyba
                najpierw trzeba się wyspowiadać?" - broceliande

                Podaję to jako ciekawostkę. Znam osobiście 2 osoby (one wzajemnie
                się nie znają), które chodzą do koscioła katolickiego, przystępują
                do komunii ale do spowiedzi nie chodzą. Nie znam przyczyny ale same
                mi to powiedziały (nie zapytałem się dlaczego tak robią, więc nie
                wiem).
              • astrotaurus Re: Blaise Pascal 10.11.09, 21:27
                broceliande napisała:

                ** A nie, do komunii bym nie poszła.
                Z szacunku dla wierzących i przestrzegających tego rytuału. Chyba
                najpierw trzeba się wyspowiadać?
                W kosciele bywam rzadko, przy okazji ślubów i chrzcin, więc raczej
                zainteresowani sa przygotowani.**

                A z tubylcami w buszu afrykańskim nie zatańczysz dla przebłagania
                Złego Mzimu, jak się nie dasz najpierw obrzezać wedle ich zwyczaju?

                Przecie na mszy katolickiej nie sterczysz demonstracyjnie jak tyka
                chmielowa, tylko klękasz, wstajesz, znaki przeróżne rękami
                czynisz....
                Pożarcie kawałka penisa czy paznokcia w waflu to tylko fragment tej
                samej całości.
                A jak rodzina wtajemniczona widzi, że to nie zabija, to jesteśmy
                krok do przodu. wink
    • pele999 Re: Blaise Pascal 07.11.09, 09:09
      A co jesli istnieje bostwo , ktore krzywo patrzy na hazard ? smile
      Szczegolnie gdy dotyczy on jego istnienia .
    • facet123 Re: Blaise Pascal 23.11.09, 16:43
      > Mogąc przyjąć jedną z tych dwóch opcji czy nie jest lepiej przyjąć
      > pierwszą, gdyż nic nie tracimy, a możemy zyskać?

      Nie. Ten "zakład" zawiera błąd logiczny i filozofowie od dawna nie
      traktują go poważnie (sam Pascal zresztą był świadom tego błędu).
      Błąd ten sprowadza się do tego, że można takiego zakładu użyć do
      agitowania ku wiarze w cokolwiek. Boga, szatana, potwora spagetti,
      albo w krasnoludki.
      Oto przykład:
      Załóżmy, że krasnoludki odpłacają się sowicie (życie wieczne itp.) w
      zamian za wystawianie im co rano ciasta marchewkowego na parapet.
      Wystawiając ciasto zyskujemy więc szansę zbawienia, a ponosimy tylko
      niewielkie koszty materialne ciasta. Nawet jeżeli prawdopodobieństwo
      istnieia boskich krasnoludków jest niewielkie, to życie wieczne
      stanowi solidną wygraną. Przekonany?

      Ponadto "zakład" ten zakłąda, że bóg jest tak infanylny, że będzie
      brał pod uwagę tylko wiarę w niego, a pomijał to jakie się wiodło
      życie. Na domiar wszystkiego - wedle rozumowania w "zakładzie" to
      czy się będzie wierzyło w boga czy nie, zależy jakoby od wyboru
      niezależnego od rozumu. Ja nie wierzę w boga i nawet gdyby mi góry
      obiecano w zamian za wiarę, to dopóki mnie ktoś nie PRZEKONA że bóg
      istotnie istieje nie będę w stanie uwierzyć, a conajwyżej udawać, że
      wierzę.
    • salome87 Re: Blaise Pascal 10.12.09, 21:51
      jak można mówić tak straszne herezyje smile BÓG JEST BYŁ I BĘDZIE....smile napisał:

      >
      > Blaise Pascal to francuski fizyk, filozof i matematyk.
      > Sformuował on tz. "zakład Pascala" czyli wybór jednej z dwóch
      > możliwości:
      >
      > 1. Bóg istnieje i nagradza za wiarę w postaci życia wiecznego.
      > 2. Bóg nie istnieje i nie ma żadnej nagrody.
      >
      > Mogąc przyjąć jedną z tych dwóch opcji czy nie jest lepiej przyjąć
      > pierwszą, gdyż nic nie tracimy, a możemy zyskać?
      >
      > Wybór należy do nas.
      >
Inne wątki na temat:

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka