23.12.09, 20:02
Rozpoczynam nowy wątek. Jest parę powodów, by tak uczynić, choć jest to
kontynuacja:

1) mam dość agresji, która rozpanoszyła się w wątku pierwotnym i która
uniemożliwia normalną dyskusję. Chcę prosić tych, którzy się tu będą
wpisywali, że zapomnieli, że rozmawiają z konkretną osobą, do której mają
jakieś uprzedzenia i dyskutowali z argumentami. Mówmy wyłącznie na temat.
Posty łamiące tę zasadę będą usuwane. Może to zbyt wysokie wymagania, ale
postawmy je sobie, bo ostateczny wynik tej dyskusji jest ważny.

2) w poprzednim wątku pojawiało się zbyt wiele tematów pobocznych,
rozmydlających temat główny. Skupmy się więc tutaj na jednym, a jeśli pojawi
się coś nowego, istotnego to zakładajmy nowe wątki.

To, co poniżej napiszę jest odpowiedzią dotyczącą właściwie jednej kwestii,
ISTNIENIA i odnosi się do cytatów stąd, ale pewne dodatkowe informacje zawarte były w moich
wcześniejszych postach tego samego wątku.
Obserwuj wątek
    • grgkh Istnienie - cz.1 odpowiedzi 23.12.09, 20:07
      kiwaczek11 napisał:

      > Uparłeś się z tymi kanałami na Marsie,
      > ale niby co to ma pokazać w kontekście zasady
      > „ brak dowodu na istnienie nie jest dowodem na
      > nieistnienie”? Nic.

      Nic nie ma w tym kontekscie pokazywać. Bo ta zasada TUTAJ nie obowiązuje. Bo to jest INNA definicja istnienia i tej zasady do tej definicji nie wolno odnosić. Dlaczego tego nie widzicie? Przecież mówię wam w kółko, że tutaj:

      Istnienie jest tymczasową, niepewną obecnością w grupie potwierdzeń prawdziwości dotyczących systemu BEZ ZNANYCH ZAŁOŻEŃ. Kwestionujesz to? Czy któryś z tych elementów Ci się nie zgadza? A czy widzisz, że to się różni od systemu, w którym założenia masz ustalone na początku i który stanowi ZAMKNIĘTY system, w którym nie musisz liczyć na "łaskawy los", który Ci pozwoli przeprowadzić doświadczenie? W systemie bez znanych założeń wszystkie potwierdzenia, wszystkie prawdziwości nie są takimi samymi prawdziwościami jak w systemach o ustalonych założeniach.

      Czy widzisz, że jest tu jakaś różnica? Dlaczego uważasz, że jest ona nieistotna? Dlaczego definicje, które w obu systemach znaczą co innego, utożsamiasz ze sobą?

      Przecież tego nie wolno robić. To się tylko tak samo nazywa. I tam, i tu jest to istnienie, ale inaczej zdefiniowane.

      A wy sobie swobodnie manipulujecie tymi definicjami i przenosicie ich właściwości między sobą.

      > Dlatego nie odpisywałem na to. Myślę , ze inni też.

      Nie mów za innych. Po prostu nie dostrzegacie manipulacji definicjami. Nie chcecie tego dostrzec - to jest... dogmatyzm. Czy znasz definicję dogmatyzmu? Czy zgadza Ci się, że to jest to?

      > Przypadek kanałów pokazuje tylko,
      > że nie można być pewnym istnienia czegoś,
      > czego istnienie udowodniono ( jak się po czasie okazuje -
      > pozornie, bo dowód tymczasowy, dowód przez pomyłkę,
      > iluzja, nie dowód).
      >
      > Ale! Do samego sedna, które przedstawia np. kwestia kanałów,
      > odniosłem się kiedyś w sposób następujący:
      >
      > napisałeś
      > <<<
      > Ta sytuacja wynika z braku możliwości oparcia się na założeniach
      > świata, których nigdy na pewno nie poznamy. Opisy świata są więc
      > niepewne i tymczasowe, wciąż podatne na zmiany. Istnienie dotyczy
      > konkretnych, wciąż innych kontekstów.
      > I nigdy nie będzie ustalone na zawsze.
      > >>>
      > odpowiedziałem:
      > Istnienie nie zależy (jeśli mowa o empirii) od opisu, czego
      > przykładem jest sytuacja z gatunkami.

      Istnienie w opisie świata zależy. Czy rozumiesz, że w naszej głowie istnieje tylko OPIS ŚWIATA? Nigdy się od niego nie oderwiesz, nie wyzwolisz. Zawsze będzie to opis. W systemach pierwszego rodzaju (znane założenia) TY formułujesz założenia i TY badasz ich skutki.

      W opisie świata zbierasz przypadkowe hipotezy i badasz, czy pasują do wyników doświadczeń. Te hipotezy to mogą być kompletne bzdury, nie na temat, ale nie masz możliwości ich odseparowania od hipotez z sensem. I dlatego żadnej nie wolno Ci umieszczać wśród hipotez o świecie, dopóki jej nie połączysz z już istniejącymi sensownymi definicjami i POTRZEBĄ użycia w tym opisie. A świat ma jakieś założenia, których "na pewno" nigdy nie poznasz. To "na pewno" odbiera nam prawo do wrzucania do jednego worka całego szajsu wylęgniętego w głowach.

      Kanały na Marsie były zgodne z "tymczasowością" i "niepewnością: Pojawiły się i zniknęły. Były zgodne z kontekstowością opisu świata (ktoś, gdzieś, kiedyś itd.), ale pokazują, że to, co uważamy za pewne, nie jest pewne. Pokazują, jak ważny jest kontekst opisu.

      Jeśli nie ma nic pewnego, to nie wolno twierdzić, że wolno nam korzystać z zasady, którą zacytowałeś na początku. Ona się odnosi do istnień pewnych i ich logicznego uzupełnienia w systemie zamkniętym (zdefiniowanym od podstaw). Tutaj pewności przecież nie masz, bo istniejące nadal jest niepewne. A więc jest to manipulacja.

      > Albo coś istnieje , albo nie.

      W tym sęk, że nigdy nie istnieje tak, jak to się widzi w systemach ze znanymi założeniami.

      > W modelu poprawnym, znajdzie się to istnienie. W modelu
      > niepoprawnym / niepełnym może się ono nie znaleźć
      > ( bo jeszcze tego nie odkryto, nieudowodniono itp.).
      > Model fałszywy zawiera istnienie czegoś, co nie istnieje.

      Dla nas każdy model - w tej chwili, aktualny - powinien być prawdziwy (bo takiego szukamy), ale wcale takim nie musi być.

      > A można to przeczytać tutaj:
      forum.gazeta.pl/forum/w,21155,102351242,102695404,Re_Bog_nie_istnieje_To_pewne_znow_cenzura_.html
      > „Model fałszywy zawiera istnienie czegoś ,
      > co nie istnieje.” –> ; tak jak z przypadkiem kanałów.

      Zawiera istnienie czegoś, co nie istnieje w innym kontekscie. Właśnie tak. Dziwi Cię to? A czy takie sytuacje (wykluczając błąd w dowodzeniu), mogą się zdarzyć w systemach ze znanymi założeniami? Nie. Tam nie ma wielu kontekstów. Jest tylko jeden.
      • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 23.12.09, 21:44
        Napisałeś w poprzednim wątku:
        <<<
        Istnienie może mieć tylko jedną definicję i potem zawsze już trzeba
        tego pojęcia używać wyłącznie w zgodzie z nią. Istnienie jest
        definiowane pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia i dotyczy
        całokształtu wszystkich hipotez jakie nam kiedykolwiek przyjdą do
        głowy.
        >>>
        Odpisałem:
        „Wskaż zatem źródło, które potwierdza taką ,i w dodatku jako JEDYNIE
        SŁUSZNĄ ,definicję istnienia.”

        Dopóki tego nie zrobisz, dyskusja z Tobą na ten temat jest próżna.
        Pokaż źródło, które tak definiuje istnienie, żebym mógł to
        przeczytać nie od Ciebie. Lub tez przytocz tekst ( łącznie z autorem
        i wydawnictwem lub namiarem na publikacje), który czytałeś i na
        podstawie tego tak formułujesz definicje istnienia.
        Choć stawiam na to ,że to Twój „wkład” w filozofię. A jeśli tak, to
        jest to jaskrawy przykład na to, ze przez nieumiejętne posługiwanie
        się logiką można wyrządzić sobie krzywdę.

        Wielokrotnie pisałeś tez o rodzajach systemów ( ze znanymi i nie
        znanymi założeniami) w kontekście dowodu i braku dowodu istnienia,
        i też wskazywałem , ze piszesz bzd... przepraszam, mijasz się z
        prawdą szerokim łukiem.
        • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 24.12.09, 00:12
          kiwaczek11 napisał:

          > Napisałeś w poprzednim wątku:
          > <<<
          > Istnienie może mieć tylko jedną definicję i potem
          > zawsze już trzeba tego pojęcia używać wyłącznie w zgodzie z nią.

          To jest ważniejsze niż to, co poniżej i chyba oczywiste dla każdego. Najczęściej
          podważam właśnie ten element.

          > Istnienie jest definiowane pierwotnie jako skutek procesu
          > dowodzenia i dotyczy całokształtu wszystkich hipotez jakie
          > nam kiedykolwiek przyjdą do głowy.
          > >>>
          > Odpisałem:
          > „Wskaż zatem źródło, które potwierdza taką ,
          > i w dodatku jako JEDYNIE SŁUSZNĄ ,definicję istnienia.”

          To jest pi razy oko, co mi przyszło do głowy w tamtym momencie na temat. Nie
          upieram się przy dokładnie takiej definicji, choć wydaje mi się, że właściwości
          tego pojęcia takie powinny być. Ale zaproponuj coś innego, może lepszego. Myślę,
          że się dogadamy i chętnie pójdę na jakiś rozsądny kompromis. Wydaje mi się
          również, że jednak nie w tym jest problem, ale może to wyjdzie później samo.

          Moja propozycja już jest. Teraz Twój ruch. A przy okazji, jeśli z czymś się w
          mojej wersji nie zgadzasz, to powiedz, dlaczego?

          > Pokaż źródło, które tak definiuje istnienie, żebym mógł to
          > przeczytać nie od Ciebie.

          Nie chce mi się szukać źródeł. Jestem leniwy. Wolę wymyślać niż cytować. Sprawia
          mi to większą satysfakcję. Ale liczę na Ciebie. Jeśli masz zastrzeżenia do mojej
          wersji, to wiesz na czym one polegają i na pewno masz również swoją JEDYNIE
          SŁUSZNĄ definicję.

          > Lub tez przytocz tekst ( łącznie z autorem
          > i wydawnictwem lub namiarem na publikacje), który czytałeś i na
          > podstawie tego tak formułujesz definicje istnienia.

          I liczę po cichu, że odwzajemnisz mi się tak samo starannie i skrupulatnie
          zebranymi danymi n/t swojej wersji. Jeśli się wymaga od innych, to samemu
          powinno się spełniać te kryteria, by nie popadać w hipokryzję.

          > Choć stawiam na to ,że to Twój „wkład” w filozofię.
          > A jeśli tak, to jest to jaskrawy przykład na to, ze przez
          > nieumiejętne posługiwanie
          > się logiką można wyrządzić sobie krzywdę.

          Nie czuję się skrzywdzony. A filozofii nie zakosztowałem, bo tak się potoczyły
          moje losy życiowe. Dopiero teraz miewam z nią incydentalne kontakty, między
          innymi dzięki Tobie. Jeszcze niedawno wydawało mi się, że jest sporo powodów, by
          się filozofii brzydzić. W końcu to narzędzie główne teologów, a tak zakłamani
          jak ci, to nie są chyba żadni "mędrcy" ludzkości.

          Ale proszę Cię ponownie - nie rób złośliwych przytyków pod moim adresem. Są
          całkowicie nieskuteczne w stosunku do mnie, a mogę Cię zapewnić, że jestem na
          tyle inteligentny, by od czasu do czasu potrafić odwrócić ostrze takiego ataku
          przeciwko atakującemu.

          Ktoś, kto używa takich narzędzi, okazuje swoją słabość.

          > Wielokrotnie pisałeś tez o rodzajach systemów ( ze znanymi i nie
          > znanymi założeniami) w kontekście dowodu i braku dowodu istnienia,
          > i też wskazywałem , ze piszesz bzd... przepraszam, mijasz się z
          > prawdą szerokim łukiem.

          Wskazywałeś, to fakt, ale bez argumentacji, najczęściej stosując ataki
          personalne, tak jak teraz. I teraz też wskazujesz, ale treści w tej wskazówce
          żadnej nie ma.

          Proszę Cię, pisz bez ataków personalnych. Jeśli masz rację, to poradzisz sobie
          bez nich.
          • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 28.12.09, 20:30
            <<<<<
            > Istnienie jest definiowane pierwotnie jako skutek procesu
            > dowodzenia i dotyczy całokształtu wszystkich hipotez jakie
            > nam kiedykolwiek przyjdą do głowy.
            > >>>
            > Odpisałem:
            > „Wskaż zatem źródło, które potwierdza taką ,
            > i w dodatku jako JEDYNIE SŁUSZNĄ ,definicję istnienia.”
            To jest pi razy oko, co mi przyszło do głowy w tamtym momencie na
            temat. Nie
            upieram się przy dokładnie takiej definicji, choć wydaje mi się, że
            właściwości
            tego pojęcia takie powinny być.
            >>>>>
            Jak to? Więc nie upierasz się przy tym , że istnienie jest skutkiem
            dowodu? Że tylko dowód powołuje do istnienia? Przecież to podstawa
            Twojego wnioskowania. Ale skoro tak, pozostaje mi tylko polecić
            lekturę naszej dyskusji raz jeszcze , bez obciążenia taką definicja
            istnienia. Dużo Ci się wyjaśni.

            Jak to:
            „To jest pi razy oko, co mi przyszło do głowy w tamtym momencie
            na temat”

            pogodzić z tym :
            „I powtórzę to tutaj, żebyś nie miał wątpliwości. Istnienie może
            mieć tylko jedną definicję [...] Istnienie jest definiowane
            pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia i dotyczy całokształtu
            wszystkich hipotez jakie nam kiedykolwiek przyjdą do głowy.”
            ???
            Jak można być świadomym tego, że jest to „pi razy oko” i
            jednocześnie tak przeświadczonym o swojej słuszności , że „powtarza
            się to tutaj, abym nie miał watpliwości” ???

            Może zanim będziesz kogokolwiek pouczał, najpierw sprawdź, czy sam
            nie masz wątpliwości co do tego , co Ci do głowy pi razy oko
            przychodzi.

            <<<
            Ale zaproponuj coś innego, może lepszego.
            >>>
            Propozycji masz cały wachlarz, jak stara jest filozofia. Nie jest
            istotne w kontekście tej dyskusji , którą z nich można by tu
            przytoczyć. Ważne jest, że wśród nich nie ma takiej, która jest
            zbieżna z Twoją definicją „pi razy oko”. Uzależnienie istnienia od
            dowodu to absurd i prowadzi do absurdów ( przykłady z nowo odkrytymi
            gatunkami, z istnieniem Ameryki ect.)
            Ale żebyś się nie czepiał, że się wykręcam, jak to licznie robiłeś
            Ty, przytoczę np. taką koncepcję istnienia (wg Gottloba Frege’a):
            „Istnieć to mieć liczebność niezerową”. Szerzej możesz
            poczytać tutaj:
            www.gavagai.pl/filozofia/frege.php
            Miałem Cię nie edukować.

            <<<
            Myślę, że się dogadamy i chętnie pójdę na jakiś rozsądny kompromis.
            >>>
            Nie dogadamy się, bo nie mam z czego „zdejmować”, „rezygnować”, aby
            ten kompromis osiągnąć. Abyśmy mogli się dogadać musiałbym zgodzić
            się na 5,6 jako wynik dodawania 2+2.
            Pierwszy krok do dogadania się to Twoje uznanie oczywistej i
            prawdziwej sentencji , że brak dowodu istnienia nie jest dowodem
            nieistnienia. A tego nie zrobisz, bo zawali się cała Twoja
            filozofia, na co Twoja duma nie pozwoli. Zapomnij o dogadaniu się.

            <<<
            Moja propozycja już jest. Teraz Twój ruch. A przy okazji, jeśli z
            czymś się w
            mojej wersji nie zgadzasz, to powiedz, dlaczego?
            >>>
            Przecież to już było, nowe gatunki, Ameryka, promieniowanie
            reliktowe ect. Mam pisać to samo jeszcze raz? Zresztą nie tylko ja o
            tym pisałem.

            <<<
            > Pokaż źródło, które tak definiuje istnienie, żebym mógł to
            > przeczytać nie od Ciebie.
            Nie chce mi się szukać źródeł. Jestem leniwy. Wolę wymyślać niż
            cytować.
            >>>
            W takim razie dlaczego nie napiszesz „ WG MNIE istnienie to skutek
            procesu dowodowego”, tylko piszesz : „Istnienie JEST DEFINIOWANE
            pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia”?
            I powiem , dlaczego piszesz tak a nie inaczej. Bo stosujesz chwyty
            erystyczne po to aby zrobić z siebie „zwyciężcę” w dyskusji (tylko
            nie wiadomo po co). Bo przedstawienie czegoś „WG MNIE” jest
            dyskusyjne. Jeśli coś „JEST DEFINIOWANE”, to dyskusji już nie ma, bo
            sugeruje to, że wszyscy (rzekomo) łącznie ze specjalistami w
            temacie, tak właśnie przedstawiają dane pojęcie. I żadna inna
            definicja nie jest dopuszczalna, co zresztą tez napisałeś. Erystyka
            i manipulacja. Tym bardziej , że istnienie tak definiowane nie jest,
            a rzekoma bezdyskusyjna definicja to tylko twoja konfabulacja, co
            też przyznałeś.
            Oczywiście nikt Ci nie zabroni tak właśnie zdefiniować istnienie.
            Jednak wtedy musisz podawać , ze to Twoja definicja, i musisz godzić
            się z nawet najbardziej absurdalnymi konsekwencjami ( a w końcu ze
            zmasowaną krytyką takiego podejścia do tematu), jakie z niej
            wynikają.

            „[...]i na pewno masz również swoją JEDYNIE SŁUSZNĄ definicję.”
            Widać , jak bardzo Ci jest obcy temat definiowania istnienia, skoro
            piszesz to co piszesz.

            <<<
            > Wielokrotnie pisałeś tez o rodzajach systemów ( ze znanymi i nie
            > znanymi założeniami) w kontekście dowodu i braku dowodu istnienia,
            > i też wskazywałem , ze piszesz bzd... przepraszam, mijasz się z
            > prawdą szerokim łukiem.
            Wskazywałeś, to fakt, ale bez argumentacji, najczęściej stosując
            ataki
            personalne, tak jak teraz. I teraz też wskazujesz, ale treści w tej
            wskazówce
            żadnej nie ma.
            >>>
            Nie prawda. Kolejny raz piszesz nieprawdę, a ja kolejny raz daję
            przykład to potwierdzający. Oto link:
            forum.gazeta.pl/forum/w,21155,98540359,99607143,Re_System_drugiego_rodzaju_bzdury.html
            w którym można przeczytać moją argumentację wraz z podaniem źródła w
            postaci tytułu pozycji i autora. Temat zaczyna się od frazy cytatu z
            Twojej wypowiedzi „Kiedyś Ci mówiłem o systemach dwóch rodzajów
            ” i trawa do końca postu.
            • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 29.12.09, 05:15
              > Jak można być świadomym tego, że jest to „pi razy oko” i
              > jednocześnie tak przeświadczonym o swojej słuszności ,
              > że „powtarza się to tutaj, abym nie miał watpliwości” ???

              A gdzieżeś tu zauważył wątpliwości? "Pi razy oko" oznacza, że sens
              pozostanie taki, jak go przedstawiam od - tak mi się wydaje -
              początku tej dyskusji, natomiast pozostawiam sobie prawo do
              wygładzania formy tej definicji, bo - być może w przyszłości -
              znajdą się jakieś warunki, których dotąd nie zauważyłem. Oczywiście
              nie będzie to nic z tego, co do tej pory pisałeś, możesz się nie
              łudzić.

              > Jak to? Więc nie upierasz się przy tym ,
              > że istnienie jest skutkiem dowodu?

              Wypowiedziałem swoją wersję i oczekuję na Twoją. Musi ona
              uwzględniać wypowiedziane przeze mnie warunki brzegowe.
              Niedopuszczalne jest, żebyś brał kolejne definicje, które je
              omijają. Jeśli już to robisz, to musisz wybrać TYLKO jedną wersję
              (może być pi razy oko).

              > Może zanim będziesz kogokolwiek pouczał, najpierw sprawdź, czy sam
              > nie masz wątpliwości co do tego , co Ci do głowy pi razy oko
              > przychodzi.

              Nie jesteś wszechwiedzący i być może masz szansę czegoś się ode mnie
              nauczyć. Takie gadanie jest nieskuteczne i pokazuje Twoją słabość.

              > Miałem Cię nie edukować.

              Miałeś. A więc sobie daruj. Uzgadniamy wersję definicji, którą się
              mamy tutaj posługiwać. W różnych źródłach są różne warianty. My
              uzgodnimy jeden, wspólny. To na pewno jest możliwe.

              > Przecież to już było, nowe gatunki, (...)

              Już Ci to tłumaczyłem, ale powtórzę.
              Istnienie - zgodnie z definicją - jest skutkiem dowodu. Brak dowodu
              nie lokuje hipotezy w danym momencie w opisie świata. To, czego nie
              ma w opisie świata, to w nim nie istnieje.

              Odnoszenie się do świata jako takiego jest niewłaściwe, ponieważ w
              naszej świadomości istnieje wyłącznie jego opis, na który składają
              się hipotezy uznane doświadczalnie za prawdziwe, choć jest to
              prawdziwość tymczasowa i niepewna. Wszystko, co jest w naszej
              świadomości jest interpretacją, a suma tych interpretacji odnosi się
              do bieżącego kontekstu.

              Gatunki wcześniej nieodkryte nie istniały w ówczesnym opisie świata.
              Gdyby sie okazało, że ulegliśmy złudzeniu, pomylilibyśmy się w tej
              kwalifikacji, to w zweryfikowanym opisie świata, taki gatunek znów
              nie będzie istniał.

              Twój błąd polega na tym, ze manipulujesz wieloznacznością
              pojęcia "istnienia". Owszem w języku potocznym mówi się, że coś
              istnieje "zawsze" lub "kiedyś", ale dotyczy to sumarycznego zapisu
              historycznego, obejmującego wiele opisów świata, także i te, które
              moglibyśmy sobie wyobrazić w przyszłości.

              Zastąp sobie tezę, że jakiś gatunek wcześniej "istniał"
              pojęciem "istniał jako żyjący" (1) lub "istniał jako zdefiniowany
              przez nas" (2).

              Te pojęcia nie są tożsame. Dla (1), (2) lub jakiejś innej, podobnej
              wersji istnienie jest całkowicie odrębną definicją. Nie wolno tych
              definicji dowolnie wzajemnie zastępować.

              Istnienie w opisie świata, o którym chcemy mówić w przypadku boga,
              nie dotyczy zdefiniowanych "struktur" (gatunek jest opisany
              strukturalnie, ma cechy gatunkowe, np. pies), ani
              konkretnych "egzemplarzy", które mogą wystąpić jako przedstawiciele
              posiadający cechy struktury (np. Burek sąsiada). Istnienie, o którym
              tutaj mówimy, a które dotyczy boga, wiąże się z funkcjonowaniem
              świata, jego regułami zmienności (tym zajmuje się fizyka).

              Istnienie boga miałoby, hipotetyczny, wpływ na reguły działania
              świata.

              Czego nie akceptujesz w tak sformułowanej definicji?

              > W takim razie dlaczego nie napiszesz „ WG MNIE istnienie to skutek
              > procesu dowodowego”, tylko piszesz : „Istnienie JEST DEFINIOWANE
              > pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia”?
              > I powiem , dlaczego piszesz tak a nie inaczej. Bo stosujesz chwyty
              > erystyczne po to aby zrobić z siebie „zwyciężcę” w dyskusji (tylko
              > nie wiadomo po co).

              Nie potrzebuję być zwycięzcą. Ale boga w wersji teologicznej
              pokonałem.

              Muszę zastosować taką definicję istnienia. Jest wiele
              definicji "istnienia" związanych z kontekstem i nie wolno ich ze
              sobą mieszać. Moja definicja jest poprawna i uniemożliwia
              manipulowanie.

              Moja definicja stawia sprawę jednoznacznie:

              Jest źródło danych - świat, gdzie nie ma boga, bo nie ma tam żadnych
              definicji. Potem jest interpreter danych - nasz mózg, świadomość w
              nim ulokowana. Można w nim dobrać sobie całkowicie dowolny zestaw
              definicji, przy pomocy których dokonujemy opisania danych ze świata.
              A na końcu jest już zebrany w całość opis świata.

              Istnienie zawsze musi dotyczyć opisu świata. Nigdy poza niego się
              nie wydostanie. I zawsze będzie ułomne, tymczasowe, kontekstowe, bo
              opiera się na cząstkowych danych pochodzących ze źródła. Istnienie
              jest lokalizacją danego pojęcia w danym opisie.

              Gdy mówisz, że nie wiemy, czy coś w tym opisie mogłoby się jeszcze
              znaleźć, to masz rację. Ja to też uwzględniam. Np. krasnoludek lub
              kanały na Marsie. Ale trzeba tego krasnala i kanały najpierw
              zdefiniować poprawnie - muszą to być elementarne cechy tego pojęcia,
              które ewentualnie można by doświadczalnie odszukać w źródle danych.

              Niewłaściwe jest twierdzenie, że coś mogłoby "istnieć" poza źródłem
              danych. To niemożliwe z definicji. Ponieważ istnienie dotyczy opisu
              świata, a naszym celem jest CAŁKOWITE jego opisanie, a nie opisanie
              tego, czego opisać się nie da, to wszystko definicyjnie spoza świata
              nie istnieje w nim z założenia.

              "Bóg spoza świata" jest eliminowany założeniami formułowania opisu
              świata.

              A "bóg przejawiający sie jako coś wewnątrz tego świata" jest tylko
              częścią świata lub jego reguł działania, a nie bogiem. Będąc częścią
              źródła przestaje być czym innym niż sam świat i przestaje być bogiem.

              > W takim razie dlaczego nie napiszesz „ WG MNIE istnienie to skutek
              > procesu dowodowego”, tylko piszesz : „Istnienie JEST DEFINIOWANE
              > pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia”?

              Ponieważ naukowe badanie świata (metoda naukowa) opiera się na
              dokładnie takich zasadach. To nie jest mój wymysł. I dlatego od
              pierwotnej magiczności wszystkich sił przyrody przeszliśmy do
              racjonalizmu, w którym nie ma nawet jednego słowa o bogu. Dlaczego -
              Twoim zdaniem - nauka nie korzysta z magii? Czy w którym ś
              podręczniku lub encyklopedii jest o nim mowa? Jest zbędny.

              Ta zbędność, to niemożność umieszczenia czegoś spoza świata w opisie
              świata.

              > Kolejny raz piszesz nieprawdę, a ja kolejny raz daję
              > przykład to potwierdzający. Oto link:
              forum.gazeta.pl/forum/w,21155,98540359,99607143,Re_System_drugiego_rodzaju_bzdury.html
              > w którym można przeczytać moją argumentację wraz z podaniem
              > źródła w postaci tytułu pozycji i autora. Temat zaczyna się od
              > frazy cytatu z Twojej wypowiedzi „Kiedyś Ci mówiłem o systemach
              > dwóch rodzajów
              ” i trawa do końca postu.

              Nieprawda. Źródło, na które się powołujesz mówi o systemach
              pierwszego rodzaju i z tym się zgadzam. Natomiast opis świata odnosi
              się do systemu drugiego rodzaju i nie dotyczy podanego cytatu ze
              źródła.

              Wszystko, co mamy w świadomości dotyczy systemu drugiego rodzaju. A
              w świadomości - czy tego chcesz, czy nie chcesz smile - masz TYLKO opis
              świata (chyba że śnisz lub fantazjujesz ale wtedy rezygnujesz z tego
              opisu). Musisz go mieć. Nie świat, ale jego opis. Składa się on ze
              spontanicznie pojawiających się tam i przyjmowanych jako prawdziwe
              definicji i hipotez. To, co jest tam umieszczone jako prawda, to
              ISTNIEJE! Istnieje w tym opisie. Czego tam nie ma, to nie istnieje.
              • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi - uzupełnienie 29.12.09, 05:49
                grgkh napisał:

                > Wszystko, co mamy w świadomości dotyczy systemu drugiego rodzaju.
                > A w świadomości - czy tego chcesz, czy nie chcesz smile - masz TYLKO
                > opis świata (chyba że śnisz lub fantazjujesz ale wtedy rezygnujesz
                > z tego opisu). Musisz go mieć. Nie świat, ale jego opis. Składa
                > się on ze spontanicznie pojawiających się tam i przyjmowanych
                > jako prawdziwe definicji i hipotez. To, co jest tam umieszczone
                > jako prawda, to ISTNIEJE! Istnieje w tym opisie.
                > Czego tam nie ma, to nie istnieje.

                Jeszcze uzupełnię...

                Są hipotezy niezweryfikowane. Powód może być różny: albo ktoś nie
                chce tego zrobić, albo może nie mieć możliwości przeprowadzenia
                doświadczenia itd. Powiedzmy, że to dotyczy hipotezy istnienia boga.

                Dopóki jednak nie zweryfikuje boga doświadzcalnie dopóty w modelu
                świata ten bóg nie istnieje, bo przecież jest taka zasada - powinno
                byc doświadczalne potwierdzenie.

                Ale ten ktoś zaczyna w swoim myśleniu i decyzjach odnosić się do
                boga jako istniejącego. Niby mówi, że nie wie, że to nie wiadomo,
                ale postępuje tak, jakby bóg istniał.

                Czy zauważasz, że łamie zasadę konieczności weryfikacji? Że
                postępuje sprzecznie? Jak można mówić, że "nie wiadomo"
                czyli "tylko" wierzyć, ale uznawać istnienie tak, jakby się je
                udowodniło, bo przecież odwołuje się do jakby potwierdzonego
                istnienia? Taki ktoś, "wierząc", lokuje boga w opisie świata.

                Czy tak wolno robić? Taka manipulacja uchodzi, bo opiera się na
                nieścisłym definiowaniu. Jeśli przyjąć moją zasadę, staje sie to
                niemożliwe.

                Wszystkie myśli i decyzje w sprawie świata powinny odnosić się do
                prawdy o nim, do najprawdziwszego jego opisu. Albo bóg istnieje i
                wtedy liczymy się z tym, albo nie istnieje i ignorujemy go.

                Eliminowanie boga z opisu świata jest jego IGNOROWANIEM, a nie
                czynnym wyrzucaniem. Nie trzeba nic robić, żeby boga w nim nie było.
                Wystarczy nie brać go pod uwagę, a łatwo to zrobić, bo jego
                kreatorzy stawiają go poza światem i pozbawiają sensownej definicji.
                Bóg jest pusty, jest niczym. Nie istnieje jako definicja, jako
                hipoteza, a więc nie istnieje w ogóle. W modelu świata czyli w ogóle.
                • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi - uzupełnienie 05.01.10, 23:34
                  <<<
                  Dopóki jednak nie zweryfikuje boga doświadzcalnie dopóty w modelu
                  świata ten bóg nie istnieje, bo przecież jest taka zasada - powinno
                  byc doświadczalne potwierdzenie.
                  Ale ten ktoś zaczyna w swoim myśleniu i decyzjach odnosić się do
                  boga jako istniejącego. Niby mówi, że nie wie, że to nie wiadomo,
                  ale postępuje tak, jakby bóg istniał.
                  >>>
                  Czy sugerujesz, że wierzący konstruktor mostów projektując most
                  pomija obliczenia wytrzymałościowe, a zamiast tego idzie zmówić dwie
                  zdrowaśki za projekt?
                  W czym niby się to „postępowanie” objawia?

                  <<<
                  Czy zauważasz, że łamie zasadę konieczności weryfikacji? Że
                  postępuje sprzecznie? Jak można mówić, że "nie wiadomo"
                  czyli "tylko" wierzyć, ale uznawać istnienie tak, jakby się je
                  udowodniło, bo przecież odwołuje się do jakby potwierdzonego
                  istnienia? Taki ktoś, "wierząc", lokuje boga w opisie świata.
                  >>>
                  Jeśli to przytyk do mnie, to czytaj to co na końcu.

                  <<<
                  Wszystkie myśli i decyzje w sprawie świata powinny odnosić się do
                  prawdy o nim, do najprawdziwszego jego opisu.
                  >>>
                  A znasz tę prawdę? Jeśli nie, jak możesz się do niej odnosić?

                  <<<
                  Albo bóg istnieje i wtedy liczymy się z tym, albo nie istnieje i
                  ignorujemy go.
                  >>>
                  Owszem, trzeba tylko WIEDZIEĆ, że Bóg istnieje i wtedy NALEŻY liczyć
                  się z nim, lub WIEDZIEC, że Bóg nie istnieje i wtedy NALEŻY go
                  ignorować. Póki co takiej wiedzy nie ma. A to pociąga za sobą
                  następujące:
                  MOŻNA nie brać go pod uwagę, tak jak i innych domniemanych,
                  wymyślonych, czy potencjalnie istniejących poza naszym postrzeganiem
                  bytów, których istnienia nie udowodniono (można nie brać, bo gdyby
                  je wiąć pod uwagę ( całą potencjalnie nieskończoną liczbę bytów)
                  niemożliwe byłoby sporządzenie jakiegokolwiek opisu świata), ale NIE
                  MOŻNA twierdzić z całym przekonaniem, że TE BYTY NIE ISTNIEJĄ.
                  Nota bene, bozon Higgsa wg Twoich kryteriów nie istnieje (NA
                  PEWNO!!!), bo nie ma dowodów na to ( jak na razie) , że istnieje, a
                  jednak znalazł miejsce w opisie świata ( jako hipoteza, jak dotąd).
                  Ba, nikt nie wysuwa twierdzenia ,że bozon Higgsa nie istnieje,
                  mimo ,że nie ma na jego istnienie dowodu ( oczywiście nikt tez nie
                  twierdzi , że istnieje). Co najwyżej można powiedzieć, że NIE
                  WIADOMO CZY ISTNIEJE. lub tez NIE MA DOWODU NA TO , ŻE ISTNIENIEJE.

                  I na koniec
                  Cały czas zapominasz, z jakiego powodu prowadzę tę polemikę. I musze
                  co jakiś czas przypominać, bo notorycznie kierujesz dyskusję na
                  zapyziałą bocznicę, odwołując się do tego co twierdzą religianci.
                  Nie interesują mnie wierzenia religiantów i ich twierdzenia ( jeśli
                  tak twierdzą), że Bóg istnieje. Nie ma tu, w tej dyskusji
                  znaczenia , że uważam, że nie ma podstaw do takiego twierdzenia.
                  W tej dyskusji polemizuję z Twoim twierdzeniem, że Bóg nie istnieje.
                  Bo takie twierdzenie nie ma żadnych podstaw , tak jak nie ma podstaw
                  twierdzenie religiantów.
                  Dlatego oszczędź sobie argumentów polegających na wytykaniu, że
                  religianci to, ze tamto.
                  I nie sugeruj mi i nie suponuj, że kiedy mówię „nie wiadomo” to jest
                  to równoznaczne z tym , że „wierzę”.
                  Jeśli mówię , ze „nie wiadomo” to znaczy, że uważam, że zarówno
                  twierdzenie „Bóg istnieje” , jak i twierdzenie „Bóg nie istnieje”
                  nie ma żadnych podstaw.
                  Nie uznaję istnienia” tak jakby to istnienie udowodniono”. Nie mam
                  podstaw, aby jednoznacznie orzec, że Bóg istnieje, nie mam tez
                  żadnych podstaw, aby jednoznacznie orzec, że Bóg nie istnieje. Do
                  celów opisowych ( opartych na tym , co udowodniono) i zarazem
                  praktycznych nie włączam Boga. Nie biorę go pod uwagę. Nie
                  projektuję mostu na bazie różańca. Ale nie mogę kategorycznie
                  wykluczyć jego istnienia. Tak jak istnienia krasnoludków, eteru,
                  bozonu Higgsa , gatunku pająków czy pierwiastka który jeszcze czeka
                  na to, aby go człowiek odkrył, a dotychczas jest poza naszym
                  postrzeganiem. Oczywiście nie mogę tez przyjmować ich istnienia i
                  opierać się na nim. Bo nie ma do tego podstaw.
              • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 05.01.10, 23:31
                To co napisałeś o istnieniu , opisie świata , źródle danych,
                definicjach itd., to jeden wielki kociokwik i szczerze mówiąc nawet
                nie wiem , w jaki sposób mam się zabrać do skomentowania tego.
                Dlatego odniosę się tylko do niektórych rzeczy. Do reszty zawsze
                możesz wrócić, oby w sposób uporządkowany.
                <<<
                A gdzieżeś tu zauważył wątpliwości?
                >>>
                Cytowałem tylko Ciebie

                <<<
                "Pi razy oko" oznacza, że sens pozostanie taki, jak go przedstawiam
                od - tak mi się wydaje -
                początku tej dyskusji, natomiast pozostawiam sobie prawo do
                wygładzania formy tej definicji,
                >>>
                Chciałeś osiągnąć kompromis wygładzając tylko formę? No tak.

                <<<
                Wypowiedziałem swoją wersję i oczekuję na Twoją. Musi ona
                uwzględniać wypowiedziane przeze mnie warunki brzegowe.
                Niedopuszczalne jest, żebyś brał kolejne definicje, które je
                omijają.
                >>>
                Niedopuszczalne? Chcesz powiedzieć , że np. definicja Frege’a jest
                niedopuszczalna? Omija Twoje „warunki brzegowe” ? A jest jakaś ,
                która ich nie omija? Aha, wiec każdy kolor jest dozwolony, pod
                warunkiem , że jest biały. Każdą definicję można przyjąć, pod
                warunkiem, że będzie to Twoja jedynie słuszna definicja.
                I o jakich warunkach brzegowych mówisz, bo doprawdy nie wiem? A może
                to Twoje „warunki brzegowe są niedopuszczalne” ? Śmieszne to
                wszystko.

                Definicje Frege’a podałem tylko jako przykład, aby pokazać, że to co
                napisałeś , w jaki sposób definiuje się istnienie i że ten sposób
                jest jedynie słuszny , to nie prawda.

                <<<
                Już Ci to tłumaczyłem, ale powtórzę.
                Istnienie - zgodnie z definicją - jest skutkiem dowodu.
                >>>
                Nie „zgodnie z definicją” ( w domyśle jako jedynie prawidłową, jak
                sugerujesz), ale „zgodnie z Twoją definicją”, absurdalną i wymyśloną
                przez Ciebie na swoje partykularne potrzeby. Nie manipuluj.

                <<<
                To, czego nie ma w opisie świata, to w nim nie istnieje.
                >>>
                Masło maślane. Zaiste odkrywcze. Pisałem już, to oczywiste. Ale brak
                istnienia czegoś w opisie świata nie jest dowodem na nieistnienie
                poza opisem. To też oczywiste.


                <<<
                Odnoszenie się do świata jako takiego jest niewłaściwe, ponieważ w
                naszej świadomości istnieje wyłącznie jego opis,
                >>>
                Dlatego , spędzając całe życie w kopalni, nie masz podstaw do
                tego , aby twierdzić , że blask słońca nie istnieje.

                <<<
                Gatunki wcześniej nieodkryte nie istniały w ówczesnym opisie świata.
                >>>
                Nie chodzi o istnienie w opisie , ale o istnienie w świecie
                (cierpliwie powtarzam )

                <<<
                Gdyby się okazało, że ulegliśmy złudzeniu, pomylilibyśmy się w tej
                kwalifikacji, to w zweryfikowanym opisie świata, taki gatunek znów
                nie będzie istniał.
                >>>
                W opisie tak, ale brak jego istnienia w opisie nie gwarantuje tego ,
                że nie istnieje w ogóle, w świecie.

                <<<
                Twój błąd polega na tym, ze manipulujesz wieloznacznością
                pojęcia "istnienia".
                >>>
                Nie manipuluję wieloznacznością pojęcia. Trzymam się cały czas tego
                samego. Istnienia w świecie. Niezależnego od naszego potwierdzenia.

                <<<
                Istnienie w opisie świata, o którym chcemy mówić w przypadku boga,
                nie dotyczy zdefiniowanych "struktur" (gatunek jest opisany
                strukturalnie, ma cechy gatunkowe, np. pies), ani
                konkretnych "egzemplarzy", które mogą wystąpić jako przedstawiciele
                posiadający cechy struktury (np. Burek sąsiada). Istnienie, o którym
                tutaj mówimy, a które dotyczy boga, wiąże się z funkcjonowaniem
                świata, jego regułami zmienności (tym zajmuje się fizyka).
                Istnienie boga miałoby, hipotetyczny, wpływ na reguły działania
                świata.
                Czego nie akceptujesz w tak sformułowanej definicji?
                >>>
                Czyli jakiej? Dużo napisałeś, ale definicji tu nie widzę. Chyba ze
                masz na myśli te „pi razy oko”. Ale do tej się już odniosłem

                <<<
                Moja definicja stawia sprawę jednoznacznie:

                Jest źródło danych - świat, gdzie nie ma boga, bo nie ma tam żadnych
                definicji.
                >>>
                Po pierwsze nie wiadomo czy nie ma Boga. Po drugie co to znaczy „
                nie ma Boga, bo nie ma tam żadnych definicji”? W jaki sposób
                następnik wynika z poprzednika?

                <<<
                Istnienie zawsze musi dotyczyć opisu świata[...] I zawsze będzie
                ułomne, tymczasowe, kontekstowe, bo opiera się na cząstkowych danych
                pochodzących ze źródła.
                >>>
                Wg Twojej definicji „pi razy oko” tak. Na tym właśnie polega absurd
                tej definicji.

                <<<
                Niewłaściwe jest twierdzenie, że coś mogłoby "istnieć" poza źródłem
                danych. To niemożliwe z definicji.
                >>>
                Ale jak najbardziej uprawnione jest twierdzenie, że cos mogłoby
                istnieć poza opisem świata. Bo nie ma pewności, że odbieramy i
                interpretujemy wszystkie dane ze źródła danych, a tym samym opis
                świata budowany na ODEBRANYCH danych może nie zawierać wszystkich
                istnień, o jakich informują WSZYSTKIE ( łącznie z nieodebranymi
                przez nas) dane ze źródła danych. Że się posłużę Twoją terminologią.

                <<<
                "Bóg spoza świata" jest eliminowany założeniami formułowania opisu
                świata.
                >>>
                Jeśli świat miał początek, i jeśli ten akt miał przyczynę, to
                oznacza, że świat , który powstał w tym akcie nie jest WSZYSTKIM. A
                więc atrybut „wszech –„ w odniesieniu do świata odpada.

                <<<<
                > W takim razie dlaczego nie napiszesz „ WG MNIE istnienie to skutek
                > procesu dowodowego”, tylko piszesz : „Istnienie JEST DEFINIOWANE
                > pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia”?
                Ponieważ naukowe badanie świata (metoda naukowa) opiera się na
                dokładnie takich zasadach. To nie jest mój wymysł.
                >>>>
                Nie mieszaj dwóch płaszczyzn ze sobą. Dowody w nauce, jeśli dotyczą
                istnienia czegoś, jedynie POTWIERDZAJĄ (lub próbują potwierdzić)
                ISTNIENIE, a nie POWOŁUJĄ istnienie. Nauka , jeśli głosi o
                NIEISTNIENIU, robi to tylko wtedy, gdy potrafi to nieistnienie
                udowodnić.
                Nigdy brak dowodu istnienia nie jest dowodem na nieistnienie.
                Nieprawda, że to nie jest Twój wymysł. Podajesz definicję istnienia
                wymyślona przez siebie.


                <<<<<<<<<<<
                > Kolejny raz piszesz nieprawdę, a ja kolejny raz daję
                > przykład to potwierdzający. Oto link:
                forum.gazeta.pl/forum/w,21155,98540359,99607143,Re_System_drugiego_ro
                dzaju_bzdury.html
                > w którym można przeczytać moją argumentację wraz z podaniem
                > źródła w postaci tytułu pozycji i autora. Temat zaczyna się od
                > frazy cytatu z Twojej wypowiedzi „Kiedyś Ci mówiłem o systemach
                > dwóch rodzajów” i trawa do końca postu.
                Nieprawda. Źródło, na które się powołujesz mówi o systemach
                pierwszego rodzaju i z tym się zgadzam.
                >>>>>>>>>>>>
                Po pierwsze
                „Nieprawda” znaczy co nieprawda? To jest moja odpowiedź na Twój
                zarzut, że niby wskazywałem, ale bez argumentów. Skoro „nieprawda”
                to co? Nie wskazywałem? Nie było argumentów?
                Po drugie
                „i z tym się zgadzam” – z czym się zgadzasz? Czy Ty wiesz w ogóle o
                czym piszesz?
                Pisałem ( również w tamtej dyskusji) , że brak dowodu na istnienie
                nie jest dowodem na nieistnienie. Ty , wtedy napisałeś, że to co
                pisze dotyczy systemów „pierwszego rodzaju” czyli zgodnie z tym co
                pisałeś, systemów zamkniętych o znanych wszystkich danych (
                aksjomatach, założeniach czy jak to nazwiesz). Napisałem Ci ,że to
                nie prawda. Właśnie w takich systemach można twierdzić, że brak
                dowodu na istnienie czegoś jest traktowane jako dowód na
                nieistnienie. W systemach których dotyczy praca „On closed world
                data bases”.
                To jest oczywiste, logiczne i wyczuwal
                • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 06.01.10, 02:17
                  kiwaczek11 napisał:

                  > szczerze mówiąc nawet
                  > nie wiem , w jaki sposób mam się zabrać do skomentowania tego.

                  No właśnie. Skupmy się na definicjach. Tylko tyle.

                  > Chciałeś osiągnąć kompromis wygładzając tylko formę?

                  Chciałem, żebyś odniósł się do mojej definicji. Pytam: co w niej, według Ciebie,
                  jest błędnego? Ale mówisz, że nie wiesz. Wobec tego jest dobra. Kompromis został
                  osiągnięty? Tak?

                  > <<<
                  > Wypowiedziałem swoją wersję i oczekuję na Twoją. Musi ona
                  > uwzględniać wypowiedziane przeze mnie warunki brzegowe.
                  > Niedopuszczalne jest, żebyś brał kolejne definicje, które je
                  > omijają.
                  > >>>

                  > Niedopuszczalne? Chcesz powiedzieć , że np. definicja Frege’a jest
                  > niedopuszczalna?

                  Jest nie na temat. Dotyczy innych "warunków brzegowych".

                  > Każdą definicję można przyjąć, pod
                  > warunkiem, że będzie to Twoja jedynie słuszna definicja.

                  Czy moja jest błędna? O to Cię pytam. Najpierw to. Potem będzie dalej.

                  > I o jakich warunkach brzegowych mówisz, bo doprawdy nie wiem?
                  > A może to Twoje „warunki brzegowe są niedopuszczalne” ?
                  > Śmieszne to wszystko.

                  Warunki, które opisałem na początku tego wątku i do których istnienie się
                  odnosi. Czytałeś?

                  > Nie „zgodnie z definicją” ( w domyśle jako jedynie prawidłową,
                  > jak sugerujesz), ale „zgodnie z Twoją definicją”, absurdalną
                  > i wymyśloną przez Ciebie na swoje partykularne potrzeby.
                  > Nie manipuluj.

                  Nie manipuluję. Istnienie pojawia się jako skutek dowodu (doświadczenia,
                  pojawienia się odpowiednich danych źródłowych zgodnych z tą hipotezą). Dopiero
                  wtedy włączamy hipotezę do zasobu udowodnionych. Hipotezy nieudowodnione nie
                  należą do tego zbioru. Nie istnieją w nim. Ich stan jest, co najwyżej,
                  nieokreślony. Ale na pewno nie prawdziwy lub fałszywy. Nieokreślony. To jest
                  proste. Czego nie rozumiesz?

                  > <<<
                  > To, czego nie ma w opisie świata, to w nim nie istnieje.
                  > >>>
                  > Masło maślane. Zaiste odkrywcze. Pisałem już, to oczywiste.
                  > Ale brak istnienia czegoś w opisie świata nie jest dowodem
                  > na nieistnienie poza opisem. To też oczywiste.

                  Nie ma istnienia lub nieistnienia poza opisem. Wszystko, co odnosi się do
                  świata, a co mamy w świadomości jest tym opisem. WYŁĄCZNIE.

                  Hipotezy o krasnoludkach, bogach, bździągwach i im podobne pretendują do
                  wtrącania się w opis świata. I od tego momentu ich prawdziwość musi być
                  potwierdzona dowodem. Brak potwierdzenia, to nieistnienie w opisie świata, w
                  którym inne elementy ISTNIEJĄ. To istnienie tego, co jest w opisie świata
                  zweryfikowane określa, co jest prawdą i istnieniem. Stąd się ta definicja
                  bierze. I jest to jedyna definicja istnienia. O hipotezach będących w stanie
                  nieokreślonym nie wolno się wypowiadać przy pomocy innej definicji istnienia.

                  Używanie definicji wieloznacznych jest manipulacją.

                  Piszesz "poza opisem". Co to oznacza? Czy utożsamiasz (1) świat ze (2) źródłem
                  danych interpretowanych przez świadomość (jego opisem)?

                  > Dlatego , spędzając całe życie w kopalni, nie masz podstaw do
                  > tego , aby twierdzić , że blask słońca nie istnieje.

                  Oczywiście, że nie istnieje w skali bezwzględnej. Blask widzisz dzięki oczom.
                  Skóra natomiast, pod wpływem tego samego słońca, doznaje wrażenia ciepła, nie
                  blasku. A gdybyś miał jeszcze inny zmysł, to mógłbyś zdefiniować sobie jeszcze
                  inne "istniejące" pojęcie. Wszystko jest względne i interpretowane. Źródłem
                  wszystkiego są wartości, które docierają do interpretera mózgowego. Źródłem
                  wszystkiego w opisie świata jest zbiór przypadkowo dobranych przez mózg
                  definicji, a nie definicji absolutnych, oczekujących na nas wszystkich na
                  zewnątrz nas.

                  > <<<
                  > Gatunki wcześniej nieodkryte nie istniały w ówczesnym
                  > opisie świata.
                  > >>>
                  > Nie chodzi o istnienie w opisie , ale o istnienie w świecie
                  > (cierpliwie powtarzam )

                  Czym jest ŚWIAT? czy są w nim zdefiniowane definicje, które on nam narzuca?
                  Podaj przynajmniej jedną.

                  Świat jest matematycznym matriksem, a my jesteśmy jego podzbiorem. Nasze
                  myślenie jest cechą Wszechświata, a nie naszą. Każda myśl ma swój zasób oparty
                  na strukturze aktywnych neuronów.

                  A teraz Ci pokażę, że manipulujesz definicją gatunku. Czy gatunek ma ścisłą
                  definicję? Czy zmiana jednego genu powoduje, że jeden gatunek przestaje istnieć,
                  a zaczyna istnieć inny? Od kiedy ta zmiana ma miejsce? Który gen wolno zmienić,
                  a którego nie? A może którą grupę genów?

                  To, o czym mówiłeś, było stwierdzeniem, że w danym miejscu i czasie znalazł się
                  organizm żywy, któremu przypisaliśmy nazwę i cechy gatunku. Ale kiedy, W CZASIE,
                  jest początek i koniec tego gatunku?

                  Przecież mówisz - gatunek istniał wcześniej. Gatunek jako definicja? Czy
                  przedstawiciele tego gatunku?

                  We Wszechświecie występują STRUKTURY, które można tak lub inaczej opisać,
                  definiując je DOKŁADNIE lub W PRZYBLIŻENIU (opis tylko części cech lub
                  szczegółów budowy). Występowanie (!!!) tych struktur należy rozpatrywać w
                  przestrzeni oraz czasie. Struktury te są jednak zawsze tej samej natury:
                  (1) - dla nas
                  (2) - dla Wszechświata.

                  Dla nas - struktury opisujemy dowolnie dobranymi przez naszą świadomość
                  definicjami. Razem składa się to na opis świata, opis zasad jego działania. Ten
                  opis dotyczy określonych kontekstów - np. skali mikro lub makro. W każdej z nich
                  istnienia struktur nie daje się przenosić wraz z definicjami do innej skali.

                  Dla Wszechświata - jedynym materiałem jest informacja "o" wartościach odnosząca
                  się do najmniejszych elementów, z których ten Wszechświat się składa. Jest to
                  skala mikro, upraszczająca budowę i właściwości świata. Ale wciąż nie wiemy jak
                  daleko możemy na tej drodze dojść. I nigdy nie dowiemy się tego na pewno. Świat
                  w kwestii swoich założeń pozostanie dla nas na zawsze niepewny. I dlatego o
                  "istnieniu" w świecie nie możemy nic pewnego mówić.

                  Jedynych istnień jakich doświadczamy, o jakich wolno nam mówić, to istnienia
                  według definicji z naszej świadomości.
                • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 06.01.10, 02:22
                  > <<<
                  > Twój błąd polega na tym, ze manipulujesz wieloznacznością
                  > pojęcia "istnienia".
                  > >>>
                  > Nie manipuluję wieloznacznością pojęcia. Trzymam się cały czas tego
                  > samego. Istnienia w świecie. Niezależnego od naszego potwierdzenia.

                  Pytam Cię o poprawność MOJEJ definicji: istnienia w opisie świata. Czy nie ma
                  takich istnień? Czy nie dowodzimy ich? A teraz okazuje się, że są dwie
                  definicje. Opisują co innego, ale się tak samo nazywają. Co jest grane? Czy to
                  nie manipulacja?

                  Istnienia "w świecie" nie ma. Świat nam oferuje cząstkowe dane o sobie, a my je
                  interpretujemy używając SWOICH definicji. Opisujemy nimi cząstkowe, kontekstowe
                  wyniki interpretacji matriksa w naszej świadomości.

                  Pamiętaj, że świat można w pewnej skali uprościć np. do samych kwarków, którym
                  nadaje się odpowiednie parametry. W tej skali nie istnieją gatunki, blask słońca
                  ani muzyka.

                  > <<<
                  > Istnienie w opisie świata,
                  > o którym chcemy mówić w przypadku boga,
                  > nie dotyczy zdefiniowanych "struktur"
                  > (gatunek jest opisany strukturalnie,
                  > ma cechy gatunkowe, np. pies), ani
                  > konkretnych "egzemplarzy", które mogą
                  > wystąpić jako przedstawiciele posiadający
                  > cechy struktury (np. Burek sąsiada).
                  > Istnienie, o którym tutaj mówimy,
                  > a które dotyczy boga, wiąże się
                  > z funkcjonowaniem świata, jego regułami
                  > zmienności (tym zajmuje się fizyka).
                  > Istnienie boga miałoby, hipotetyczny,
                  > wpływ na reguły działania świata.
                  > Czego nie akceptujesz w tak sformułowanej definicji?
                  > >>>
                  > Czyli jakiej? Dużo napisałeś, ale definicji tu nie widzę. Chyba ze
                  > masz na myśli te „pi razy oko”. Ale do tej się już odniosłem
                  > <<<
                  > Moja definicja stawia sprawę jednoznacznie:
                  >
                  > Jest źródło danych - świat, gdzie nie ma boga,
                  > bo nie ma tam żadnych definicji.
                  > >>>
                  > Po pierwsze nie wiadomo czy nie ma Boga.
                  > Po drugie co to znaczy „nie ma Boga, bo
                  > nie ma tam żadnych definicji”? W jaki sposób
                  > następnik wynika z poprzednika?

                  Świat nie zawiera żadnych definicji. Jest źródłem danych, jak matriks. Reszta
                  jest INTERPRETACJĄ. W naszej świadomości jesteśmy na nią skazani na zawsze.
                  Wszystko jest dla nas świadomością z jej definicjami. I istnienie oparte na nich
                  może być wyłącznie tam i wyłącznie w takiej interpretowanej, względnej, opisowej
                  formie. Świat nie zawiera niczego poza regułami swego działania. Reguły są
                  wyłącznie regułami, a nie żeby ich części nadawać nazwę definiowana przez nas
                  "boga". Bóg jest jedną z definicji z naszej świadomości, a nie czymś obiektywnie
                  i sztywno "istniejącym" poza nią.

                  > <<<
                  > Istnienie zawsze musi dotyczyć opisu świata[...]
                  > I zawsze będzie ułomne, tymczasowe, kontekstowe,
                  > bo opiera się na cząstkowych danych
                  > pochodzących ze źródła.
                  > >>>
                  > Wg Twojej definicji „pi razy oko” tak.

                  Nie pi razy oko. Nie uzgodniliśmy innej wersji, a więc ta jest na sztywno i
                  obowiązująca.

                  > Na tym właśnie polega absurd tej definicji.

                  To nie jest absurd. Absurdalne jest manipulowanie pojęciami świata i jego opisu,
                  i utożsamianie ich ze sobą. Definicję boga, wziętą z naszej świadomości, po
                  cichu przenosisz do świata.

                  > <<<
                  > Niewłaściwe jest twierdzenie,
                  > że coś mogłoby "istnieć" poza źródłem
                  > danych. To niemożliwe z definicji.
                  > >>>
                  > Ale jak najbardziej uprawnione jest
                  > twierdzenie, że cos mogłoby istnieć
                  > poza opisem świata.

                  Poza źródłem danych, nie poza opisem świata. Opis świata jest cechą,
                  właściwością naszej świadomości. Jest względny, niepewny i kontekstowy. A źródło
                  jest jedno i nazywa się tylko tak: źródło danych dla naszej świadomości.
                  Niezależnie od tego, jaka jest jego prawdziwa struktura. Jest to jedno źródło
                  dostarczające dane.

                  > Bo nie ma pewności, że odbieramy i
                  > interpretujemy wszystkie dane ze
                  > źródła danych, a tym samym opis
                  > świata budowany na ODEBRANYCH danych
                  > może nie zawierać wszystkich istnień,
                  > o jakich informują WSZYSTKIE ( łącznie
                  > z nieodebranymi przez nas) dane
                  > ze źródła danych. Że się posłużę
                  > Twoją terminologią.

                  Jest inna pewność, że fragment świata, jakim jesteśmy, nie może zawrzeć w sobie
                  całej informacji o sobie i swoim otoczeniu. Jesteśmy skazani na niepewność.
                  Założeń świata nigdy nie poznamy na pewno. Ale istnień w źródle (matriksie) nie
                  ma żadnych, bo tam NIE MA NASZYCH DEFINICJI. Istnienia pojawiają się najpierw
                  jako definicje, a potem ich INTERPRETOWANE weryfikacje w danych ze źródła.

                  > <<<
                  > "Bóg spoza świata" jest eliminowany
                  > założeniami formułowania opisu świata.
                  > >>>
                  > Jeśli świat miał początek, i jeśli
                  > ten akt miał przyczynę, to oznacza, że
                  > świat , który powstał w tym akcie nie
                  > jest WSZYSTKIM. A więc atrybut „wszech –„
                  > w odniesieniu do świata odpada.

                  Owszem, odpada. Powołanie definicji boga tylko odsuwa pytanie o przyczynę, gdyż
                  nie odpowiadamy na pytanie o przyczynę powstania boga. Tak więc prawdziwej
                  przyczyny nie znamy nadal. A tylko o taką pytaliśmy. O prawdziwą. Nie widzisz
                  tego paradoksu?

                  > <<<<
                  > > W takim razie dlaczego nie napiszesz
                  > > „ WG MNIE istnienie to skutek procesu dowodowego”,
                  > > tylko piszesz : „Istnienie JEST DEFINIOWANE
                  > > pierwotnie jako skutek procesu dowodzenia”?
                  > Ponieważ naukowe badanie świata (metoda naukowa)
                  > opiera się na dokładnie takich zasadach.
                  > To nie jest mój wymysł.
                  > >>>>
                  > Nie mieszaj dwóch płaszczyzn ze sobą.
                  > Dowody w nauce, jeśli dotyczą istnienia czegoś,
                  > jedynie POTWIERDZAJĄ (lub próbują potwierdzić)
                  > ISTNIENIE, a nie POWOŁUJĄ istnienie.

                  To jest to samo. Istnienie się pojawia. Przed dowodem (doświadczeniem) nie było,
                  a potem jest.
                • grgkh Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi 06.01.10, 02:23
                  > Nauka , jeśli głosi o NIEISTNIENIU, robi to
                  > tylko wtedy, gdy potrafi to nieistnienie
                  > udowodnić.

                  O, i tu się przydaje definiowanie systemów dwóch rodzajów.

                  W matematyce możesz o istnieniu lub nieistnieniu (w oparciu o znane założenia)
                  mówić, że jest to pewne. Bo masz się do czego odnieść. Bo ten system, choć go
                  nie znamy jako zawartość wszystkich możliwych do zbudowania w nim hipotez, to ma
                  odniesienie do ZNANYCH założeń. Mowa hipoteza - próbujemy dowodzić i jest wynik
                  (powiedzmy, że za wyjątkiem strefy Goedla). W matematyce udowodnione hipotezy na
                  zawsze pozostaną prawdziwe.

                  W opisie świata WSZYSTKIE istnienia, na zawsze, pozostaną niepewne!!! Mają inny
                  status. Inna jest definicja. I nie wolno tych definicji utożsamiać ze sobą. W
                  opisie świata jest TYLKO istnienie - wtedy gdy przeprowadzimy doświadczenie, ale
                  nie wiadomo, czy następne doświadczenie powtórzy ten sam wynik. Nie wolno nam
                  tego zakładać - czy pamiętasz o tym? Opis świata dotyczy kontekstu czasowego.
                  Jedno doświadczenie zamyka ten opis, opis tamtego kontekstu, raz na zawsze. Bo
                  wtedy były takie dane. A jutro mogą być inne. Ale pełnych danych nie będzie
                  NIGDY!!! Czy rozumiesz to "nigdy"? Każdy opis jest zamykany i odcinany od
                  poprzednich opisów i następnych. Jest sam dla siebie.

                  To jest zupełnie inna sytuacja niż w matematyce, gdy aksjomaty znamy.

                  Bóg, którego istnienia w tej chwili, nie mamy udowodnionego nie istnieje (w tej
                  chwili). Ale inna sytuacja nie może dotyczyć opisu świata, bo pełnych danych
                  świata nigdy nie będziemy mieli. Ale gdy ktoś ma "objawienie" lub jest chory
                  psychicznie, to dla niego bóg istnieje, bo to jest JEGO doświadczenie. Ale nie
                  obiektywnie, w uśrednionym opisie świata ludzkości. Tam boga wciąż nie ma. Nie
                  istnieje on W OGÓLE. Taka jest logika.

                  > Nigdy brak dowodu istnienia nie
                  > jest dowodem na nieistnienie.

                  I znów błąd. Znów przenosisz pomiędzy systemami reguły. Ta reguła dotyczy tylko
                  matematyki i logiki w niej uwzględnianej. Dotyczy ZNANYCH aksjomatów. W
                  przypadku błądzenia we mgle (opisywania świata) nie wolno jej stosować.
                  Bezmyślność przenoszenia reguł i manipulowania pojęciami jest skutkiem tego, że
                  sam wpadasz w pułapkę. Nie rozróżniasz tego, czego nie wolno ignorować, systemów
                  dwóch rodzajów.

                  > Nieprawda, że to nie jest Twój wymysł.
                  > Podajesz definicję istnienia
                  > wymyślona przez siebie.

                  Zauważam, że istnieją systemy oparte na znanych założeniach i na nieznanych. I
                  przemyślałem sobie tego skutki. Inni tego pewnie nie zrobili.
                  • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi : Re_A 11.01.10, 23:21
                    Najpierw to

                    <<<
                    Piszesz "poza opisem". Co to oznacza? Czy utożsamiasz (1) świat ze
                    (2) źródłem
                    danych interpretowanych przez świadomość (jego opisem)?
                    >>>
                    Rozwinę to , bo sprawa jest chyba kluczowa, aczkolwiek sęk tkwi w
                    szczególe.
                    Zacznę od końca, czyli odpowiedź na ostatnie pytanie. I od razu
                    zwracam uwagę na to , co napisałeś na końcu pytania w nawiasach.
                    Przez umieszczenie tego , czyli „cryingjego opisem)” wprowadzasz
                    niejednoznaczność i sprzeczność do wypowiedzi. Dlatego nie można na
                    to pytanie odpowiedzieć TAK lub NIE. Bo czy wg Ciebie „crying z jego
                    opisem)” jest tożsame ze „ źródłem danych interpretowanych przez
                    świadomość”? Jeśli tak to lipa.
                    Moja odpowiedź jest następująca:
                    Tak, utożsamiam świat ze źródłem danych interpretowanych przez
                    świadomość. Jednak nie jest to odpowiedź „TAK” na tak postawione
                    pytanie. Bo sugerujesz ( tak jest to napisane), że człon pytania „cryingz
                    jego opisem)” jest tożsamy ze „ źródełm danych interpretowanych
                    przez świadomość”.
                    Źródło nie jest opisem. Świadomość interpretuje dane, TYLKO TE
                    DANE !, które JEST WSTANIE zinterpretować ( a wcześniej „wyłowić”,
                    odebrać). Źródło danych , czyli świat, jest emiterem POTENCJALNIE
                    szerszej puli danych niż te , które świadomość (nasza) może odebrać
                    i zinterpretować.
                    OPIS świata jest efektem działania naszej świadomości, w związku z
                    tym może zawierać tylko te dane, które świadomość jest wstanie
                    odebrać i zinterpretować. Zatem opis świata nie jest tożsamy ze
                    źródłem danych, czyli ze światem.
                    W wyniku tego „poza opisem” oznacza to , co POTENCJALNIE może być
                    przez źródło emitowane, a nie jest odebrane ( a w konsekwencji
                    zinterpretowane) przez świadomość.
                    Oczywiście posługując się świadomością, która jest wstanie odebrać
                    tylko wycinek danych potencjalnie emitowanych przez źródło, nie
                    możemy stwierdzić kategorycznie, że zostały wyemitowane jakieś dane,
                    których my nie wychwyciliśmy. Ale jednocześnie z tego samego powodu
                    nie mamy podstaw twierdzić, że takie ( nie odebrane przez naszą
                    świadomość) dane NIE ZOSTAŁY wyemitowane przez źródło. Innymi słowy,
                    nie możemy stwierdzić , że takie dane istnieją, ale też nie możemy
                    stwierdzić, że takie dane nie istnieją. Konsekwencją tego jest
                    powtarzana przeze mnie sentencja : brak dowodu istnienia nie jest
                    dowodem nieistnienia.

                    <<<
                    Chciałem, żebyś odniósł się do mojej definicji. Pytam: co w niej,
                    według Ciebie,
                    jest błędnego? Ale mówisz, że nie wiesz.
                    >>>
                    Tak powiedziałem? Wskaż gdzie. Grgkh, przestań zmyślać , wkładać mi
                    w usta słowa, których nie powiedziałem, przypisywać mi poglądów ,
                    których ode mnie nie usłyszałeś. Robisz to notorycznie, na ich bazie
                    wyciągasz bzdurne implikacje i nie ukrywam, że jest to irytujące.

                    <<<
                    Wobec tego jest dobra.
                    >>>
                    Oto przykład takiej implikacji. Chyba , że polemizujesz sam ze soba.
                    Zadajesz pytania i od razu odpowiadasz.

                    <<<
                    > Niedopuszczalne? Chcesz powiedzieć , że np. definicja Frege’a jest
                    > niedopuszczalna?
                    Jest nie na temat.
                    >>>
                    Nie na temat? A jaki jest temat tego wątku?

                    <<<
                    Dotyczy innych "warunków brzegowych".
                    >>>
                    No to jakich "warunków brzegowych" dotyczy definicja Frege’a? I
                    może od razu wypunktujesz swoje „warunki brzegowe”. Punkt po
                    punkcie, nie w formie rozpływającej się na „wszystko i nic”
                    bajeczki, z powtarzanymi jak mantra pseduo pewnikami i retorycznymi
                    pytaniami. Może przy okazji się upewnię, w jakim znaczeniu używasz
                    pojęcia „ warunki brzegowe”, bo tego tez nie jestem pewien.

                    <<<
                    > Każdą definicję można przyjąć, pod
                    > warunkiem, że będzie to Twoja jedynie słuszna definicja.
                    Czy moja jest błędna? O to Cię pytam. Najpierw to.
                    >>>
                    Aby nie było wątpliwości o czym rozmawiamy przypomnę Twoją definicję
                    istnienia:
                    „Istnienie jest definiowane pierwotnie jako skutek procesu
                    dowodzenia”.

                    Tak, powyższa definicja jest fałszywa z formalnego punktu widzenia,
                    bo:
                    1. jest to tzw. definicja za wąska – proces dowodzenia może dotyczyć
                    nieistnienia czegoś lub w ogóle może nie dotyczyć zagadnienia
                    istnienia lub nieistnienia, np., wskazania sprawcy zbrodni.
                    2. skutkiem procesu dowodzenia jest POTWIERDZENIE prawdziwości
                    stawianej tezy a nie istnienie. Zatem definicja jest fałszywa, bo
                    informacja jaką niesie nie jest zgodna z zastanym znaczeniem.
                    Zawiera przesunięcie kategorialne. Chyba, że przyjąć ( na siłę)
                    synonimiczną równość między pojęciem POTWIERDZENIE i ISTNIENIE, co
                    jest kompletnym nonsensem.
                    Ponadto, jak już pisałem, jeśli tak definiujesz pojęcie istnienia,
                    musisz godzić się z konsekwencjami stosowania takiej definicji. A
                    konsekwencje są absurdalne, np. to, że wynika z niej, że nowo
                    odkryte przed ich odkryciem nie istniały, mimo, że wtedy żyły ( sam
                    taka tezę napisałeś).

                    <<<
                    Warunki, które opisałem na początku tego wątku i do których
                    istnienie się
                    odnosi. Czytałeś?
                    >>>
                    Czytałem jakieś bajki. Jeśli masz jakieś warunki początkowe, które
                    chcesz przyjąć, sformułuj je tak jak to się powinno robić i w takim
                    znaczeniu w jakim się je używa. Jeśli nie wiesz jak, zajrzyj do
                    literatury , najlepiej dotyczącej równań różniczkowych, albo
                    zagadnień dynamiki z dowolnej dziedziny technicznej. A jeśli temat
                    jest Ci obcy, spróbuj te warunki wypunktować choćby w sposób , w
                    jaki są wypunktowane np. tu:
                    www.cs.put.poznan.pl/bwalter/gniezno/02-usecases/specyfikacje/uc-maciej-kubiak.pdf
                    Inaczej nie ma sensu opowiadać o nie wiadomo czym.
                    I jeszcze jedno. Pamiętaj, że definiowałeś ISTNIENIE, a nie
                    ISTNIENIE W OPISIE. Chociaż, żeby definiować pojęcie istnienia w
                    opisie, to i tak najpierw należy zdefiniować pojęcie „istnienie”.

                    <<<
                    Nie istnieją w nim. Ich stan jest, co najwyżej, nieokreślony.
                    >>>
                    Coś co nie istnieje nie może mieć „stanu”.

                    <<<
                    To istnienie tego, co jest w opisie świata zweryfikowane określa, co
                    jest prawdą i istnieniem.
                    >>>
                    Tautologia klasyczna

                    <<<
                    Stąd się ta definicja bierze. I jest to jedyna definicja istnienia.
                    >>>
                    Pokazałem Ci, że nie jest jedyna. W dodatku jest absurdalna i w tym
                    sensie jest „jedyna w swoim rodzaju”. Grgkh, radziłbym jednak nie
                    zawężać się tylko do swoich przemyśleń, ale choćby dla poszerzenia
                    horyzontu przeczytać to i owo. Ze zrozumieniem , rzecz jasna.

                    <<<
                    > Dlatego , spędzając całe życie w kopalni, nie masz podstaw do
                    > tego , aby twierdzić , że blask słońca nie istnieje.
                    Oczywiście, że nie istnieje w skali bezwzględnej.
                    >>>
                    Co to jest skala bezwzględna, którą się tu posłużyłeś?

                    <<<
                    Blask widzisz dzięki oczom. Skóra natomiast, pod wpływem tego samego
                    słońca, doznaje wrażenia ciepła, nie blasku. A gdybyś miał jeszcze
                    inny zmysł, to mógłbyś zdefiniować sobie jeszcze inne "istniejące"
                    pojęcie. Wszystko jest względne i interpretowane. Źródłem
                    wszystkiego są wartości, które docierają do interpretera mózgowego.
                    >>>
                    Nie o to chodzi. Mógłbyś mieć jeszcze klika zmysłów i może
                    reagowałyby w taki czy inny sposób na energię słoneczną, tak jak
                    reagują Twoje receptory ciepła czy światła. Ale ta energia MUSI DO
                    CIEBIE DOTRZEĆ. Te dane muszą dotrzeć do Twojego interpretera. Jeśli
                    całe życie spędzasz głęboko w kopalni, te dane do ciebie nie
                    docierają. Wg Twojej linii myślenia, taki osobnik mógłby z cała
                    pewnością stwierdzić, że blask słońca, ciepło słoneczne,
                    promieniowanie UV albo energia słoneczna nie istnieje, bo jest to
                    poj
                    • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi : Re_A_1 13.01.10, 22:28
                      Dopiero teraz spostrzegłem,ze ucięło. Jescze raz więc uciety
                      fragment:

                      <<<
                      Blask widzisz dzięki oczom. Skóra natomiast, pod wpływem tego samego
                      słońca, doznaje wrażenia ciepła, nie blasku. A gdybyś miał jeszcze
                      inny zmysł, to mógłbyś zdefiniować sobie jeszcze inne "istniejące"
                      pojęcie. Wszystko jest względne i interpretowane. Źródłem
                      wszystkiego są wartości, które docierają do interpretera mózgowego.
                      >>>
                      Nie o to chodzi. Mógłbyś mieć jeszcze klika zmysłów i może
                      reagowałyby w taki czy inny sposób na energię słoneczną, tak jak
                      reagują Twoje receptory ciepła czy światła. Ale ta energia MUSI DO
                      CIEBIE DOTRZEĆ. Te dane muszą dotrzeć do Twojego interpretera. Jeśli
                      całe życie spędzasz głęboko w kopalni, te dane do ciebie nie
                      docierają. Wg Twojej linii myślenia, taki osobnik mógłby z cała
                      pewnością stwierdzić, że blask słońca, ciepło słoneczne,
                      promieniowanie UV albo energia słoneczna nie istnieje, bo jest to
                      pojęcie spoza jego opisu świata i jest dla niego zbędne. W jego
                      opisie świata rzeczywiście nie występują . Ale nie oznacza to , że
                      nie istnieją poza opisem.
                  • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi : Re_B 11.01.10, 23:22
                    <<<
                    Świat jest matematycznym matriksem, a my jesteśmy jego podzbiorem.
                    >>>
                    To jest hipoteza ( jedna z wielu), a Ty używasz jej jako pewnika.

                    Co to znaczy : „ Każda myśl ma swój zasób”?

                    <<<
                    A teraz Ci pokażę, że manipulujesz definicją gatunku. Czy gatunek ma
                    ścisłą
                    definicję? Czy zmiana jednego genu powoduje, że jeden gatunek
                    przestaje istnieć,
                    a zaczyna istnieć inny? Od kiedy ta zmiana ma miejsce? Który gen
                    wolno zmienić,
                    a którego nie? A może którą grupę genów?
                    To, o czym mówiłeś, było stwierdzeniem, że w danym miejscu i czasie
                    znalazł się
                    organizm żywy, któremu przypisaliśmy nazwę i cechy gatunku. Ale
                    kiedy, W CZASIE,
                    jest początek i koniec tego gatunku?
                    Przecież mówisz - gatunek istniał wcześniej. Gatunek jako definicja?
                    Czy
                    przedstawiciele tego gatunku?
                    >>>
                    Jak na razie same pytania. A miałeś mi pokazać , ze manipuluję
                    definicjami. Ale dobrze.
                    Na początek przypomnę, że kwestia dotyczy tego, że , jak
                    twierdzisz, istnienie jest skutkiem procesu dowodzenia, czy
                    inaczej: istnieje tylko to co jest udowodnione.
                    Podałem przykład nowo odkrytego gatunku i zapytałem czy ten gatunek
                    zwierząt istniał przed jego odkryciem przez człowieka.
                    Za wikipedią, gatunek to wspólnota rozrodcza populacji, izolowana
                    rozrodczo od innych wspólnot, która zajmuje określoną niszę
                    ekologiczną.
                    Jeszcze raz więc zapytam, czy nowo odkryty gatunek istniał tydzień
                    przed jego odkryciem?

                    <<<<<<<
                    We Wszechświecie występują STRUKTURY, [...]
                    Dla nas - struktury opisujemy dowolnie dobranymi przez naszą
                    świadomość [...]
                    Dla Wszechświata - jedynym materiałem jest informacja "o"
                    wartościach odnosząca [...]
                    >>>>>>>
                    Mówimy o dwóch różnych kwestiach. Ty skupiasz się na tym, JAK
                    INTERPRETUJEMY dane , które jesteśmy wstanie odbierać. Dlatego cały
                    czas forsujesz kwestię istnienia kontekstowego. Ja mówię o tym CZY
                    INTERPRETUJEMY WSZYTSKIE DANE emitowane przez źródło , czyli świat,
                    aby móc twierdzić o istnieniu lub nieistnieniu.

                    O Twoim istnieniu kontekstowym.
                    W Twoim zakresie obserwowalności istnieje przedmiot nazwany
                    krzesłem. Oczywiście oglądając to krzesło pod mikroskopem
                    elektronowym trudno przenieść tę nazwę na to , co się w tym
                    mikroskopie zobaczy. Zobaczysz strukturę cząstek złożoną z atomów
                    itd. Ale nie można powiedzieć, że krzesło nie istnieje. Bo to co
                    kryje się za tym pojęciem użytym w Twoim zakresie obserwowalności
                    właśnie oglądasz pod mikroskopem, tylko z większa rozdzielczością i
                    w mniejszym zakresie obszarowym. Krzesło nie przestaje istnieć.
                    Wyobraźmy sobie teraz sytuację odwrotną. Twoje miejsce obserwacji
                    zmienimy ze skali makro do skali mikro, a to co w tej chwili widzimy
                    pod mikroskopem jako skale mikro, jest dla Ciebie widoczne jako w
                    skali makro. Możesz wtedy bez mikroskopu oglądać cząstki. Ale Twój
                    zakres obserwowalności nie pozwala na to , abyś widział strukturę
                    ułożenia cząstek jako całość. Czy krzesło istnieje? Oczywiście , że
                    tak. Mimo, że nie możesz tego zaobserwować, a tym bardziej udowodnić.
                    Napisałem „oczywiście , że tak” , bo posługując się tutaj tym
                    przykładem i taką konstrukcją na początku wiem, ze krzesło istnieje,
                    bo z jego skali przeszedłem do skali mikro. No, ale w rzeczywistości
                    nie ma możliwości tak zrobić i nie ma takiej wiedzy, czy cokolwiek
                    co my obserwujemy nie jest czymś zupełnie innym niż nam się wydaje.
                    Dlatego, jeśli dowiedziemy istnienia czegoś ( a dowód jest poprawny
                    i nie zawiera błędu – dowód w sprawie kanałów na Marsie był iluzją,
                    więc to nie jest dowód) to mamy prawo mówić , że to coś istnieje.
                    Jeśli się okaże ,że np. wskutek polepszenia warunków obserwacji to
                    czego istnienie udowodniliśmy okaże się np. zbiorem mniejszych form
                    lub elementów, to wcale nie przestaje istnieć. Bo jeśli krzesło
                    miałoby przestać istnieć, to wszystko to, że czego jest zbudowane i
                    ułożone w taką a nie inną strukturę też musiałoby nie istnieć.
                    Jakkolwiek rozdrobnić je na elementarne składniki, to i tak te
                    składniki istnieją , a także struktura w którą są ułożone też
                    istnieje, nie zależnie od punktu obserwacji i możliwości obserwacji.
                    Natomiast jeśli nie udowodnimy istnienia czegoś, to owszem , nie
                    powinniśmy wprowadzać tego do naszego opisu, ale nie możemy
                    twierdzić , że to cos nie istnieje. Bo może właśnie znajdujemy się w
                    sytuacji obserwatora z poziomu cząstek, który nie ma pojęcia, że
                    cząstki ułożone są w strukturę, która w innym, niedostępnym temu
                    obserwatorowi zakresie obserwowalności jawi się jako kształt będący
                    analogiem przykładowym naszego krzesła.
                  • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi : Re_C 11.01.10, 23:24
                    <<<<
                    > Nie manipuluję wieloznacznością pojęcia. Trzymam się cały czas
                    tego
                    > samego. Istnienia w świecie. Niezależnego od naszego
                    potwierdzenia.
                    Pytam Cię o poprawność MOJEJ definicji: istnienia w opisie świata.
                    >>>
                    O poprawności już napisałem

                    <<<
                    Czy nie ma takich istnień? Czy nie dowodzimy ich? A teraz okazuje
                    się, że są dwie
                    definicje. Opisują co innego, ale się tak samo nazywają. Co jest
                    grane? Czy to
                    nie manipulacja?
                    >>>
                    Tracisz orientację dlatego, że utkwiłeś w złym toku myślenia i
                    upierasz się w nim nadal. Dlatego najpierw prosiłem, abyś podał
                    źródło, z którego zaczerpnąłeś Twoją , jako jedyną i jedynie słuszną
                    definicję istnienia. Napisałeś, że sam ją wymyśliłeś. Ok. Tylko
                    teraz są tego efekty.
                    Podałem Ci inną definicję istnienia Freag’a. Nie dobra. Mnie wydała
                    się najbardziej konkretna.
                    Jak filozofia stara, trwają próby zdefiniowania pojęcia istnienia
                    tak, aby zdefiniowanie nie pozostawiało luki logicznej, semantycznej
                    czy jakiejkolwiek. Są tacy, którzy twierdza, że pojecie istnienia
                    jest niewyrażalne. Powinieneś poczytać to i owo, aby się przekonać,
                    w jaki sposób podchodzi się do pojęcia istnienia i jakie są przy tym
                    wątpliwości. O ile filozofowie zachowują przy tym dużą ostrożność,
                    Ty ze swoją definicją wystartowałeś jak dziecko na pole minowe.

                    <<<
                    Pamiętaj, że świat można w pewnej skali uprościć np. do samych
                    kwarków, którym
                    nadaje się odpowiednie parametry. W tej skali nie istnieją gatunki,
                    blask słońca
                    ani muzyka.
                    >>>
                    co nie daje Ci podstaw powiedzieć „ muzyka nie istnieje”. Możesz
                    najwyżej powiedzieć „ nie stwierdzono czegoś takiego jak muzyka” .
                    Pisałem o tym wcześniej.

                    <<<
                    Bóg jest jedną z definicji z naszej świadomości, a nie czymś
                    obiektywnie
                    i sztywno "istniejącym" poza nią.
                    >>>
                    Jeśli przyjąć definicję kociaka, Boga jako przyczyna powstania
                    świata , i przyjąć wariant, że powstanie świata miało przyczynę, wg
                    tego Bóg jak najbardziej jest czymś obiektywnym

                    <<<
                    Nie uzgodniliśmy innej wersji, a więc ta jest na sztywno i
                    obowiązująca.
                    >>>
                    Jeśli nie uzgodniliśmy innej wersji, to ta nie obowiązuje na
                    sztywno, bo tej tez nie uzgodniliśmy. Ty ją tylko zaproponowałeś. A
                    ja do niej odniosłem się negatywnie.

                    <<<
                    Ale istnień w źródle (matriksie) nie ma żadnych, bo tam NIE MA
                    NASZYCH DEFINICJI. Istnienia pojawiają się najpierw jako definicje,
                    a potem ich INTERPRETOWANE weryfikacje w danych ze źródła.
                    >>>
                    Czy Koch najpierw zdefiniował prątki, a później dowiódł ich
                    istnienie ( odkrył je), czy może najpierw je odkrył , a później
                    zdefiniował?
                    Czy przed zdefiniowaniem prątki Kocha nie istniały? Co zatem
                    wywoływało u ludzi gruźlicę przed odkryciem prątków Kocha?
                    Czy przed odkryciem prątki Kocha nie istniały? Co zatem wywoływało u
                    ludzi gruźlicę przed odkryciem prątków Kocha?

                    <<<<<<
                    > <<<
                    > "Bóg spoza świata" jest eliminowany
                    > założeniami formułowania opisu świata.
                    > >>>
                    > Jeśli świat miał początek, i jeśli
                    > ten akt miał przyczynę, to oznacza, że
                    > świat , który powstał w tym akcie nie
                    > jest WSZYSTKIM. A więc atrybut „wszech –„
                    > w odniesieniu do świata odpada.

                    Owszem, odpada. Powołanie definicji boga tylko odsuwa pytanie o
                    przyczynę, gdyż
                    nie odpowiadamy na pytanie o przyczynę powstania boga. Tak więc
                    prawdziwej
                    przyczyny nie znamy nadal. A tylko o taką pytaliśmy. O prawdziwą.
                    Nie widzisz
                    tego paradoksu?
                    >>>>>
                    A widzisz gdzieś w tej mojej wypowiedzi znak zapytania? Ja o nic nie
                    pytałem. Nie pytałem o to , co jest przyczyną powstania świata.
                    Cokolwiek nią było, było poza światem, skoro zaistniało, kiedy
                    świata jeszcze nie było. A tego dotyczyła moja wypowiedź.

                    <<<<<<<<<<<<<<<
                    > >>>>
                    > Nie mieszaj dwóch płaszczyzn ze sobą.
                    > Dowody w nauce, jeśli dotyczą istnienia czegoś,
                    > jedynie POTWIERDZAJĄ (lub próbują potwierdzić)
                    > ISTNIENIE, a nie POWOŁUJĄ istnienie.

                    To jest to samo. Istnienie się pojawia. Przed dowodem
                    (doświadczeniem) nie było,
                    a potem jest.
                    >>>>>>>>>>>
                    No to jeszcze raz o tych prątkach Kocha...?
                  • kiwaczek11 Re: Istnienie - cz.1 odpowiedzi : Re_D 11.01.10, 23:25
                    <<<
                    > Nigdy brak dowodu istnienia nie
                    > jest dowodem na nieistnienie.
                    I znów błąd. Znów przenosisz pomiędzy systemami reguły. Ta reguła
                    dotyczy tylko
                    matematyki i logiki w niej uwzględnianej. Dotyczy ZNANYCH
                    aksjomatów. W
                    przypadku błądzenia we mgle (opisywania świata) nie wolno jej
                    stosować.
                    >>>
                    Jest dokładnie odwrotnie i piszę o tym od pół roku. To zagadnienie
                    pokazuje, że Twoje wnioskowanie nie ma z logiką nic wspólnego.

                    Dwie sytuacje. Uproszczone analogie, ale powinny zobrazować o co
                    chodzi.

                    1. Wchodzimy do pokoju, w którym zapalone jest światło. Uprzednio
                    jesteśmy informowani, że nie ma w nim nic ukrytego , i to co w nim
                    jest , jest widoczne. W pokoju znajduje 5 jabłek rozłożonych w
                    różnych miejscach.
                    Czy możemy powiedzieć ( stwierdzić), że jest tam 5 jabłek?
                    Oczywiście, bo zarówno za pomocą wzroku, jak i dotyku ( bierzemy
                    kolejne jabłka do ręki) dowodzimy sobie, że te 5 jabłek się tam
                    znajduje.
                    Czy możemy powiedzieć, że nie ma tam gruszki? Oczywiście tak.
                    Dlaczego? Czy dlatego, że ani jej nie zobaczyliśmy ani jej nie
                    namacaliśmy? Nie dlatego. To by nie wystarczyło. Możemy powiedzieć ,
                    że nie ma tam gruszki, bo WIEMY , że wszystko co jest w pokoju, jest
                    widoczne. A zatem dopiero z ta wiedzą jeśli nie widzimy tam gruszki,
                    możemy powiedzieć , że jej tam nie ma

                    2. Wchodzimy do tego samego pokoju z jabłkami, ale nie wiemy co w
                    nim jest, nikt nas też nie informuje, że wszystko co w nim jest
                    widoczne i nie jest ukryte. Mało tego, jest w nim ciemno, światło
                    się nie pali.
                    Czy możemy powiedzieć ,że jest w nim jabłko? Tak, o ile będziemy
                    mieć szczęście i wymacamy je. Jeśli ten sposób udowodnimy, że
                    jabłko tam jest.
                    Czy możemy powiedzieć , że nie ma tam gruszki? Przecież jej nie
                    wymacaliśmy. Nie udowodniliśmy, że tam jest. Jednak nie możemy
                    powiedzieć , że jej tam nie ma.. Dlaczego? Bo nie wiemy co jest w
                    pokoju ( wiec nie możemy a priori zakładać , że jej tam nie ma). A
                    nasze próby namacania gruszki mogą trwać w nieskończoność, bo nie
                    wiemy gdzie macać i czy w ogóle poszukiwana gruszka jest w dostępnym
                    do macania miejscu. Dlatego mimo, że nie udowodniliśmy , że gruszka
                    tam jest , nie możemy stwierdzić , że jej tam nie ma.
                    Oczywiście nie możemy tez powiedzieć ,że ta gruszka tam jest, bo nie
                    mamy dowodu ( nie jej nie widzieliśmy, ani jej nie wymacaliśmy), ze
                    ona tam jest.
                    Jedyne co w tej sytuacji możemy powiedzieć, to „ nie stwierdzilismy
                    obecności gruszki” lub „ nie wiadomo , czy jest tam gruszka”.

                    Pierwsza sytuacja to właśnie closed world data bases. System o
                    znanych aksjomatach I w tym systemie można powiedzieć, że cos nie
                    istnieje, bo nie ma dowodu ( a raczej ,że wiemy) że istnieje.
                    Przeciwnie do tego co twierdzisz Ty.

                    Druga sytuacja to system o nieznanych założeniach czy aksjomatach.
                    Tu nigdy brak dowodu na istnienie nie może być dowodem na
                    nieistnienie. Przeciwne do tego co twierdzisz Ty.
                  • grgkh Hurt 16.01.10, 12:50
                    Odpowiem Ci hurtem, tak jest sensownie. Parę wątków się przeplata i
                    lepiej gdy odpowiedzi będą razem. Muszę się trzymać tematu, który za
                    bardzo rozmydlałby się w dygresjach.

                    Czasem odpowiadasz mi, że "kiedyś o tym pisałeś". To nie załtwia
                    sprawy. To ja tutaj wygłaszam tezę, teamt wątku, który Ty
                    powinieneś, jeśli potrafisz, podważyć. Na razie nie udało Ci się to.

                    Co do literówki, początek pierwszej części Twojej odpowiedzi, to
                    wypadało zauważyć, że ona nią jest. W tym brzmieniu zdanie całkiem
                    nie ma sensu. Ale ładnie opowiedziałeś, co powinno być. Mówimy tym
                    samym językiem, kiwaczek. Coraz lepiej się rozumiemy.
                    • grgkh Hurt - 1 16.01.10, 12:52
                      > Pamiętaj, że definiowałeś ISTNIENIE,
                      > a nie ISTNIENIE W OPISIE.
                      > Chociaż, żeby definiować pojęcie istnienia
                      > w opisie, to i tak najpierw należy zdefiniować
                      > pojęcie „istnienie”.

                      Tak. Ale przecież już dawno i wyraźnie Ci powiedziałem, że w naszej
                      świadomości istnieje TYLKO opis świata. To jest ta część
                      świadomości, która się CHCE do świata czyli źródła danych odnosić.
                      Reszta zawartości świadomości, z naszej woli, decyzji, nie chcąc się
                      weryfikować ze źródłem nie interesuje nas w tej chwili. Mówimy o
                      świecie i jego opisie.

                      > Jeszcze raz więc zapytam, czy nowo
                      > odkryty gatunek istniał tydzień
                      > przed jego odkryciem?

                      Dyskretnie pominąłeś to, co napisałem poprzednio. Opis świata zawsze
                      dotyczy określonego czasu i miejsca. Jest to coś, co mamy w swojej
                      świadomości Ty lub ja. Oba opisy się zmieniają. I to w nim coś
                      istnieje. Istnieje w danej chwili. Jak te gatunki i ich historia,
                      także domniemania, od kiedy (według towarzyszących temu,
                      zmieniających się definicji) chcemy liczyć obecność czegoś tam.
                      Istnienie jest ZAWARTOŚCIĄ tego opisu. W danym momencie zawartość
                      jest taka, a jutro będzie inna. Tak jest z ciemną materią, gatunkami
                      i kanałami na Marsie. To, z czym Ty to mylisz, to odniesienie do
                      jakiejś skali bezwzględnej. Ale powiedz mi, na czym ta skala miałaby
                      się opierać? Czy nie na założeniach Wszechświata? A przecież ich nie
                      poznamy. A więc tak: są dwa rodzaje istnienia – bezwzględne (może
                      prawda może fałsz) oraz względne, tymczasowe, charakterystyczne dla
                      systemu drugiego rodzaju. Ty chciałbyś, żeby to było to samo. Tak?
                      Wydaje mi się, że na tym opierasz obronę swoich pozycji. Odpowiedz
                      na to jakoś krótko.

                      > oglądając to krzesło pod mikroskopem
                      > elektronowym trudno przenieść tę nazwę
                      > na to , co się w tym mikroskopie zobaczy.
                      > Zobaczysz strukturę cząstek złożoną z atomów itd.
                      > Ale nie można powiedzieć, że krzesło nie istnieje.

                      Dlaczego komplikujesz sprawę? To jest jasne i proste i już to
                      tłumaczyłem.

                      W świadomości gromadzisz dowolny (spójny, niesprzeczny, opisujący
                      dobrze system) zestaw definicji. I dla opisu, który w danym momencie
                      masz w głowie, podejmujesz decyzję, czy coś istnieje, czy nie. Masz
                      definicję krzesła, określasz kontekst (czas, miejsce, odwołania
                      do „literatury”, którym ufasz itp.) i cos wychodzi. W tym pokoju,
                      czasie krzesło jest (istnieje), w innym go nie ma. A czy istnieje
                      krzesło „w ogóle”, gdzieś, kiedyś? To znów sprawa kontekstu – innego
                      za każdym razem.

                      Podobna reguła obowiązuje w matematyce. Określasz założenia raz
                      takie, potem inne i wtedy inne wychodzą Ci wyniki. Pamiętaj o tym
                      kontekście. Dla systemów pierwszego rodzaju są to założenia. Dla
                      systemów drugiego rodzaju tym zestawom założeń odpowiada aktualny
                      stan doświadczeń, które wykonaliśmy, przyjęliśmy do wiadomości ich
                      wyniki, czego się nauczyliśmy. Ten stan jest zmienny, a więc
                      następnym razem, gdy pomyślimy o istnieniu, nie będzie nam wolno
                      donosić się do poprzedniego podsumowania i wnioskowania. Za każdym
                      razem, ze względu na zmienność podstawy, źródła danych – musimy na
                      zawsze zamykać stan istnień. Nowe „pomyślenie” o istnieniu otwiera
                      od nowa, niezależnie od poprzedniego, okazję do podsumowania i
                      natychmiast ją zamyka, bo następnym razem musimy zakładać, że ta
                      podstawa informacyjna będzie nowa. Jest tak, bo nie znamy założeń
                      świata. I tym się to różni od systemów o znanych założeniach, w
                      których odnosimy się wciąż do tej samej bazy założeń. Tam się system
                      nie zamyka. Po powrocie do niego mamy wciąż te same założenia.

                      > Dlatego, jeśli dowiedziemy istnienia czegoś
                      > ( a dowód jest poprawny i nie zawiera błędu –
                      > dowód w sprawie kanałów na Marsie był iluzją,
                      > więc to nie jest dowód)
                      > to mamy prawo mówić , że to coś istnieje.

                      > Natomiast jeśli nie udowodnimy istnienia
                      > czegoś, to owszem , nie
                      > powinniśmy wprowadzać tego do naszego
                      > opisu, ale nie możemy
                      > twierdzić , że to cos nie istnieje.

                      Opis jest zawsze i tylko chwilowy. To, czego w nim nie ma, to WTEDY
                      nie istnieje. Dane literaturowe, kiedyś tam potwierdzone, mogą się
                      okazać iluzją, mogły być fałszywe. Nic nie jest pewne, choć
                      większość wygląda bardzo… „realnie” (intuicyjnie prawdziwie)

                      > Jak filozofia stara, trwają próby
                      > zdefiniowania pojęcia istnienia
                      > tak, aby zdefiniowanie nie pozostawiało
                      > luki logicznej, semantycznej
                      > czy jakiejkolwiek.

                      Bardzo mi przyjemnie. Właśnie wykoleiłem tysiąclecia bredzenia nie
                      na temat.

                      > Są tacy, którzy twierdza, że pojecie
                      > istnienia jest niewyrażalne.

                      To są cieniasami. Albo manipulantami. Ja już problemu z tym nie mam.
                      Zastanów się nad tym, co powyżej napisałeś. Twierdzisz, że nic nie
                      wiadomo, ale wcześniej chętnie się na to, jak na jakieś święte
                      dogmaty, powołujesz. Po której stronie jesteś? Wolisz się błąkać we
                      mgle, czy poszukać rozwiązania. Ono jest proste.
                    • grgkh Hurt - 2 16.01.10, 12:54
                      <<<
                      > > Bóg jest jedną z definicji z naszej
                      > > świadomości, a nie czymś obiektywnie
                      > > i sztywno "istniejącym" poza nią.
                      >>>
                      > Jeśli przyjąć definicję kociaka,
                      > Boga jako przyczyna powstania
                      > świata , i przyjąć wariant, że
                      > powstanie świata miało przyczynę, wg
                      > tego Bóg jak najbardziej jest czymś
                      > obiektywnym

                      Tak czy siak, taki bóg, przechodząc przez etap definiowania, jest
                      umieszczany w opisie świata, który istnieje w naszej świadomości.
                      Tego się nie da ominąć. Nie uciekniesz od tego. Trzeba więc o
                      istnieniu boga mówić, jako o istnieniu w opisie.

                      A teraz mi powiedz, co to jest to "istnienie jako przyczyna"? Dla
                      mnie to jest jakiś potworek semantyczno-logiczny. Przecież na
                      zewnątrz nas jest tyko źródło danych, a nie przyczyn. Przyczyny
                      formułujemy my, w opisie świata, właśnie opisując go. A jakie są
                      prawdziwe, tego się nigdy nie dowiemy, bo to jest poza horyzontem
                      naszych możliwości. Dlaczego pytasz o coś, o co pytać nie wolno, bo
                      na takie pytanie, ze względów logicznych, odpowiedź nie istnieje?

                      Dlaczego nie rozumiesz tego, że PRZYCZYNY są wyłącznie zawartością
                      opisu świata? A świat nie zawiera przyczyn, bo nie ma translatora,
                      suflera, który nam tę "prawdę o świecie" przyniesie. Owszem,
                      istnieją jakieś reguły, ale na zawsze odcięte od przyczyn - DLA NAS!
                      A w nas, w naszej świadomości jest tylko opis próbujący je
                      odtworzyć. To nie jest system pierwszego rodzaju, gdzie masz na
                      wyciągnięcie ręki przyczyny (założenia, aksjomaty) i możesz sobie
                      weryfikować zawartość tego, co jest pochodne względem tych przyczyn.

                      Przestań dogmatycznie powtarzać tezy, które umieszczasz w
                      niewłaściwym kontekscie. Nie manipuluj definicjami.

                      > <<<<<<
                      > > <<<
                      > > "Bóg spoza świata" jest eliminowany
                      > > założeniami formułowania opisu świata.
                      > > >>>
                      > > Jeśli świat miał początek, i jeśli
                      > > ten akt miał przyczynę, to oznacza, że
                      > > świat , który powstał w tym akcie nie
                      > > jest WSZYSTKIM. A więc atrybut „wszech –„
                      > > w odniesieniu do świata odpada.

                      > Owszem, odpada. Powołanie definicji
                      > boga tylko odsuwa pytanie o przyczynę,
                      > gdyż nie odpowiadamy na pytanie o
                      > przyczynę powstania boga. Tak więc
                      > prawdziwej przyczyny nie znamy nadal.
                      > A tylko o taką pytaliśmy. O prawdziwą.
                      > Nie widzisz tego paradoksu?
                      >>>>>

                      > A widzisz gdzieś w tej mojej
                      > wypowiedzi znak zapytania?

                      Widzę w Twojej wypowiedzi akceptację dla definicji kociaka.

                      > Ja o nic nie pytałem. Nie pytałem o to ,
                      > co jest przyczyną powstania świata.
                      > Cokolwiek nią było, było poza światem,
                      > skoro zaistniało, kiedy świata
                      > jeszcze nie było. A tego dotyczyła moja wypowiedź.

                      Powiedziałeś kiedyś, że Ci się definicja kociaka "podoba". Broniłeś
                      jej zawzięcie. Na razie przerwałem tamten wątek, ale do niego wrócę
                      później. Najpierw załatwmy ten temat - istnienie.

                      Tymczasem wrócę do poprzedniego, Twojego sformułowania. ponieważ
                      jest ono istotne, więc wyłuskam je do oddzielnego wątku - "co jest
                      wszechświatem".

                      > <<<
                      > Ale istnień w źródle (matriksie)
                      > nie ma żadnych, bo tam NIE MA
                      > NASZYCH DEFINICJI. Istnienia
                      > pojawiają się najpierw jako definicje,
                      > a potem ich INTERPRETOWANE weryfikacje
                      > w danych ze źródła.
                      > >>>
                      > Czy Koch najpierw zdefiniował prątki,
                      > a później dowiódł ich istnienie ( odkrył je),
                      > czy może najpierw je odkrył , a później
                      > zdefiniował?

                      Nie mówmy o historii. Czasem są najpierw dane doświadczalne, a potem
                      ich tłumaczenie (i definiowanie). Czasem te definicje się wiele razy
                      poprawia. Ale potem powstaje opis świata wynikowy. I w nim ZAWSZE
                      jest jakaś tam definicja (musimy wiedzieć o czym mówimy, żeby nie
                      bełkotać i móc sie porozumieć) i to, co się z nią wiąże. Bez
                      definicji jako podstawy (najpierw) nie ma o czym mówić. Pojęcia
                      niezdefiniowane nie powinny się pojawiać w opisie świata. Chyba to
                      jest jasne dla nas obu.

                      > Czy przed zdefiniowaniem prątki
                      > Kocha nie istniały? Co zatem
                      > wywoływało u ludzi gruźlicę przed
                      > odkryciem prątków Kocha?
                      > Czy przed odkryciem prątki Kocha
                      > nie istniały? Co zatem wywoływało u
                      > ludzi gruźlicę przed odkryciem prątków Kocha?

                      I proszę - nie traktuj mnie jak prostego uczniaka, którego można
                      zmanipulować nie dając odpowiedzi na pytanie. Nie odpowiedziałeś nic
                      n/t matriksa. Jest tym wszechświat, czy nie jest? Tak lub nie. Albo,
                      podważając to z sensem, zaproponuj coś swojego, sensownego.
                    • kiwaczek11 Re: Hurt 20.01.10, 22:58
                      Zadajesz pytania na które padły już odpowiedzi, nie odpowiadasz na
                      pytania które padły, zarzucasz pomijanie przeze mnie treści do
                      których właśnie się odniosłem.
                      Jak tu dyskutować? Generalnie jestem tym znurzony.

                      <<<
                      To ja tutaj wygłaszam tezę, teamt wątku, który Ty
                      powinieneś, jeśli potrafisz, podważyć. Na razie nie udało Ci się to.
                      >>>

                      Po pierwsze, jeśli to Ty stawiasz tezę, to Ty powinieneś jej
                      dowodzić.
                      Po drugie , nie potrzeba mnie , aby podważyć Twoje tezy. One
                      podważają same siebie nawzajem.

                      <<<
                      Co do literówki, początek pierwszej części Twojej odpowiedzi, to
                      wypadało zauważyć, że ona nią jest.
                      >>>

                      ???

                      <<<
                      Mówimy tym samym językiem, kiwaczek. Coraz lepiej się rozumiemy.
                      >>>

                      Po pierwsze mówimy skrajnie różnym językiem.
                      Po drugie, mimo to , nie licząc wypowiedzi kompletnie bełkotliwych ,
                      doskonale rozumiem o co chodzi w Twojej linii rozumowania. Ale się z
                      tym nie zgadzam, bo wnioski i tezy są nieuprawnione, nielogiczne,
                      nierzadko wykluczające się wzajemnie, a pojęcia którymi się
                      próbujesz wspierać wypaczasz, zniekształcasz i nadajesz im treści
                      niezgodne z faktami.
                      A Ty myślisz, że ja nie rozumiem Twojego genialnego „poukładania” ,
                      wiec tłumaczysz mi to do znudzenia powtarzając te same mielone raz
                      po raz elaboraty , ignorując przy tym moje argumenty i absurdy
                      będące logicznymi konsekwencjami Twoich tez. Mało tego odpowiadasz
                      na moje wpisy nie przeczytawszy ich.

                      <<<<
                      > Jeszcze raz więc zapytam, czy nowo
                      > odkryty gatunek istniał tydzień
                      > przed jego odkryciem?
                      Dyskretnie pominąłeś to, co napisałem poprzednio. Opis świata zawsze
                      dotyczy określonego czasu i miejsca. [...]
                      >>>>

                      I znów ten sam elaborat. Nie pominąłem tego, co napisałeś. Odniosłem
                      się do tego obszernie. Jak widzę , odpisujesz na moją odpowiedź ( w
                      4 częściach), a w ogóle tego nie czytałeś. Co najwyżej przelotnie i
                      wyrywkowo. Gdybyś czytał wiedziałbyś ,że się do tego odniosłem.
                      Ty „dyskretnie pomijasz”, nie ja.
                      Poza tym nie odpowiedziałeś na pytanie.

                      <<<<
                      A więc tak: są dwa rodzaje istnienia – bezwzględne (może
                      prawda może fałsz) oraz względne, tymczasowe, charakterystyczne dla
                      systemu drugiego rodzaju. Ty chciałbyś, żeby to było to samo. Tak?
                      Wydaje mi się, że na tym opierasz obronę swoich pozycji. Odpowiedz
                      na to jakoś krótko.
                      >>>>

                      Nie czytasz tego co piszę i pytasz o to samo po kilka razy.
                      Jakie dwa rodzaje istnienia? Chcesz zjeść ciastko i mieć ciastko.
                      Chcesz poznać inną koncepcje przez pryzmat własnej , kurczowo się
                      jej trzymając. Dlatego istnienia dzielą się i mnożą.
                      Twoja koncepcja istnienia tymczasowego, które to istnienie jest
                      rzekomo skutkiem dowodu to niedorzeczność.

                      <<<
                      > oglądając to krzesło pod mikroskopem
                      > elektronowym trudno przenieść tę nazwę
                      > na to , co się w tym mikroskopie zobaczy.
                      > Zobaczysz strukturę cząstek złożoną z atomów itd.
                      > Ale nie można powiedzieć, że krzesło nie istnieje.
                      Dlaczego komplikujesz sprawę? To jest jasne i proste i już to
                      tłumaczyłem.
                      >>>

                      Komplikuję? A w czym tu jest komplikowanie?

                      <<<
                      W świadomości gromadzisz dowolny (spójny, niesprzeczny, opisujący
                      dobrze system) zestaw definicji.
                      >>>

                      W świadomości, w świadomości... Wg twojej koncepcji cos takiego jak
                      świadomość nie istnieje i zaistnieć nie może. Bo aby zaistniała
                      musiałbyś udowodnić , że istnieje, a tego nie możesz zrobić bez
                      istnienia świadomości. Błędne koło logiczne.

                      <<<
                      A teraz mi powiedz, co to jest to "istnienie jako przyczyna"? Dla
                      mnie to jest jakiś potworek semantyczno-logiczny.
                      >>>

                      Sam go w tym momencie stworzyłeś. Więc Ty mi powiedz co to jest. Bo
                      nic takiego w dyskusji nie padło. Padło coś innego. Jeśli nie
                      widzisz różnicy, Twój problem.

                      <<<
                      Przecież na zewnątrz nas jest tyko źródło danych, a nie przyczyn.
                      >>>

                      Skąd ta pewność? Wyglądałeś „na zewnątrz”, ze wiesz?
                      Poza tym , widzę ,ze te „zewnętrzne dane” funkcjonują u Ciebie, jak
                      wiele innych pojęć, jako magiczny fetysz.
                      „Nic tylko zewnętrzne dane, które my interpretujemy”. Z Twoich
                      elaboratów wynurza się obraz, że dane to tylko ... no właśnie
                      co? ... , a wszystko co interpretujemy jest nasza iluzją lub
                      imaginacją. Bo istnieje tylko to co w naszej świadomości.
                      Wielokrotnie powołujesz się na świat komputerów, podaj mi w takim
                      razie choć jeden przypadek, że maszyna potrafi zinterpretować dane,
                      które nie zawierają przekazu, rozkodować kod , którego nie ma.
                      Abyśmy mogli zinterpretować dane , muszą zawierać przekaz do
                      zinterpretowania. Dlatego nie zależnie od tego czy na krzesło
                      będziesz patrzył z samolotu, czy oglądał je pod mikroskopem
                      elektronowym, to zawsze będzie to samo , co kryje się za pojęciem
                      krzesła , które używasz w „swojej skali”. Bo te konkretne dane ( i
                      ich konfiguracja , struktura itp.) to właśnie krzesło.

                      <<<<
                      > Ja o nic nie pytałem. Nie pytałem o to ,
                      > co jest przyczyną powstania świata.
                      > Cokolwiek nią było, było poza światem,
                      > skoro zaistniało, kiedy świata
                      > jeszcze nie było. A tego dotyczyła moja wypowiedź.


                      Powiedziałeś kiedyś, że Ci się definicja kociaka "podoba".
                      Broniłeś
                      jej zawzięcie.
                      >>>>

                      Broniłem jej formalnej poprawności przed Twoimi nieuzasadnionymi
                      zarzutami. Ty oczywiście nie widzisz różnicy.

                      <<<<<<
                      > <<<
                      > Ale istnień w źródle (matriksie)
                      > nie ma żadnych, bo tam NIE MA
                      > NASZYCH DEFINICJI. Istnienia
                      > pojawiają się najpierw jako definicje,
                      > a potem ich INTERPRETOWANE weryfikacje

                      > w danych ze źródła.
                      > >>>
                      > Czy Koch najpierw zdefiniował prątki,
                      > a później dowiódł ich istnienie ( odkrył je),
                      > czy może najpierw je odkrył , a później
                      > zdefiniował?

                      Nie mówmy o historii. Czasem są najpierw dane doświadczalne, a potem
                      ich tłumaczenie (i definiowanie).
                      >>>

                      Czasem? Nie rozśmieszaj mnie.

                      <<<<
                      > Czy przed zdefiniowaniem prątki
                      > Kocha nie istniały? Co zatem
                      > wywoływało u ludzi gruźlicę przed
                      > odkryciem prątków Kocha?
                      > Czy przed odkryciem prątki Kocha
                      > nie istniały? Co zatem wywoływało u
                      > ludzi gruźlicę przed odkryciem prątków Kocha?


                      I proszę - nie traktuj mnie jak prostego uczniaka, którego można
                      zmanipulować nie dając odpowiedzi na pytanie. Nie odpowiedziałeś nic
                      n/t matriksa. Jest tym wszechświat, czy nie jest? Tak lub nie. Albo,
                      podważając to z sensem, zaproponuj coś swojego, sensownego.
                      >>>

                      Po pierwsze odniosłem się do tego w poprzednim wpisie ( jednym z
                      ABCD), jak widać nie czytałeś, co nie przeszkodziło Ci na te wpisy
                      odpowiadać.
                      Po drugie, stawianie takiego pytania w ten sposób i , co gorsza,
                      żądanie odpowiedzi w takiej formie świadczy tylko o Twoim
                      przedszkolnym rozumowaniu. Traktowanie Cię wobec powyższego jak
                      prostego uczniaka ( to tylko Twoje odczucie), to i tak jest dużo na
                      wyrost.
                      Ale widzę, że Tobie bardzo trudno odpowiedzieć na pytania o prątki
                      Kocha. A no, trzeba by było dać odpowiedź podważającą to , co się
                      wysmażyło.
                      • grgkh 01 21.01.10, 02:02
                        kiwaczek11 napisał:

                        > Zadajesz pytania na które padły już odpowiedzi,

                        Najwidoczniej ich nie uznałem. Zrobiłem dokładnie to, co Ty - Też nie uznałeś
                        moich argumentów. Nie to, że udowodniłeś ich fałsz, po prostu ich nie uznałeś.
                        Tymczasem teza jest moja. Moje są też założenia i nie wolno Ci ich zmieniać, bo
                        tezę na nich właśnie opieram. Chyba to jest zgodne z zasadami przedstawiania tez?

                        > nie odpowiadasz na pytania które padły,

                        Na wszystkie, które miały coś wspólnego z głównym wątkiem odpowiedziałem.

                        > zarzucasz pomijanie przeze mnie treści do
                        > których właśnie się odniosłem.

                        Oczywiście. Moje założenia do głównej tezy potraktowałeś w ten sposób, że
                        napisałeś - cytuję z pamięci - że rozszerzasz sobie moją definicję. Bo Ci jest
                        tak wygodnie. smile To jest tak, jakbyś powiedział, że 2*2=4, ale jest Ci potrzebne
                        żeby było także 2*2=5.

                        > Po pierwsze, jeśli to Ty stawiasz tezę,
                        > to Ty powinieneś jej dowodzić.

                        I dowodzę. Z definicji, które formułuję wynika mi wniosek jednoznaczny - ona
                        jest prawdziwa.

                        > <<<
                        > Co do literówki, początek pierwszej części Twojej odpowiedzi, to
                        > wypadało zauważyć, że ona nią jest.
                        > >>>

                        > ???

                        Jeśli czytasz UWAŻNIE moje wypowiedzi, a nie pobieżnie lub wcale, to powinieneś
                        się odnieść do tego, co pamiętasz i zauważyć, że to jest inaczej niż mówiłem
                        dotąd, a poza tym zdanie jest bez sensu. Bo było. A Ty mi zrobiłeś długi wykład,
                        prawidłowy, który jest identyczny znaczeniowo z tym, co wielokrotnie pisałem
                        tutaj. Po co?

                        A tu nieco dalej zarzucasz mi:

                        > I znów ten sam elaborat. Nie pominąłem tego, co napisałeś.
                        > Odniosłem się do tego obszernie.
                        > Jak widzę , odpisujesz na moją odpowiedź ( w 4 częściach),
                        > a w ogóle tego nie czytałeś.

                        Czytałem.

                        > Co najwyżej przelotnie i wyrywkowo.
                        > Gdybyś czytał wiedziałbyś ,że się do tego odniosłem.
                        > Ty „dyskretnie pomijasz”, nie ja.

                        Powtarzasz się, ale za każdym razem z błędami, które punktuję. Ile razy można
                        odpowiadać na to samo?

                        > Poza tym nie odpowiedziałeś na pytanie.

                        Może nie przeczytałeś mojej odpowiedzi, która była kiedyś wcześniej?

                        > <<<
                        > Mówimy tym samym językiem, kiwaczek.
                        > Coraz lepiej się rozumiemy.
                        > >>>

                        > Po pierwsze mówimy skrajnie różnym językiem.

                        Nie. Mówimy tym samym językiem. Mamy trochę inne wnioski z tych samych założeń.
                        I to chcę wyjaśnić.

                        > Po drugie, mimo to,
                        > nie licząc wypowiedzi kompletnie bełkotliwych

                        Proszę, nie obrażaj mnie. Jeśli nie masz argumentów, to nie używaj ataków
                        personalnych.

                        > doskonale rozumiem o co chodzi w Twojej linii rozumowania.

                        Najpierw zarzucasz mi bełkot, a teraz rozumiesz. To jest sprzeczne.

                        > Ale się z tym nie zgadzam, bo wnioski i tezy są nieuprawnione,

                        Pokaż mi dlaczego z moich założeń nie mogą wynikać moje wnioski. Tylko to. Gdy
                        to udowodnisz, będziesz mógł mówić, że są "nieuprawnione". Na razie tak nie
                        jest. Rzucanie przykładami, które nie są zgodne z moimi założeniami, a co Ci
                        wciąż pokazuję, jak "istnienie gatunków", nie podważa wniosków. Nie wolno Ci
                        zmieniać moich definicji.

                        > nielogiczne,

                        W którym miejscu? Wykaż, że logicznie z moich założeń nie wynikają moje wnioski.
                        Gdzie tu łamię zasady logiki?

                        > nierzadko wykluczające się wzajemnie,

                        Nie pamiętam, żebyś mi wskazał choćby jedno takie miejsce. Nie mów po próżnicy.
                        Pokaż je. Chcę zobaczyć, gdzie te wnioski się wykluczają. Chociaż jeden przykład
                        poproszę.

                        > a pojęcia którymi się próbujesz wspierać wypaczasz,

                        Mam prawo formułować definicje. Są one logiczne. A Tobie nie wolno ich zmieniać,
                        rozszerzać itp. Wtedy będą to już Twoje założenia i Twoje wnioski oraz Twoje
                        błędy. Powtarzam - w tym wątku masz wszystkie potrzebne założenia. Przejrzyj
                        cały materiał od początku. Nie dodawaj nic do niego od siebie, Nie zniekształcaj
                        moich założeń i tez. Sprawdź tylko ich zgodność. Dokładnie według tego, co ja
                        piszę, a nie według swoich domniemań.

                        > zniekształcasz

                        Ja zniekształcam swoje założenia? A może tezy? A może używam fałszywej logiki?
                        Gdzie i kiedy. Konkrety poproszę.

                        > i nadajesz im treści niezgodne z faktami.

                        Z jakimi faktami? Czy to jakaś historia? A może ciąg doświadczeń? U mnie niczego
                        takiego nie ma. Operuję wyłącznie na ogólnikach i zgodność lub niezgodność na
                        tym etapie powinieneś wykazać.

                        > tłumaczysz mi to do znudzenia powtarzając te same mielone
                        > raz po raz elaboraty, ignorując przy tym moje argumenty

                        Twoich argumentów tu nie ma. Ty chcesz zmieniać moje definicje. Zmieniasz
                        definiowanie istnienia. Dodajesz jakieś rozszerzenie, którego ja nie akceptuję.
                        Moja definicja jest zamknięta i nie wolno jej zmieniać. Mogę ją najwyżej innym
                        językiem wypowiedzieć, ale znaczenie musi pozostać takie samo.

                        > i absurdy będące logicznymi konsekwencjami Twoich tez.

                        Posłuchaj. Jeśli coś wynika logicznie, to nie jest absurdalne. Znów sobie
                        zaprzeczasz.

                        > Mało tego odpowiadasz na moje wpisy nie przeczytawszy ich.

                        Ile razy mam odpowiadać na to samo i nie na temat? Wróć do moich założeń.
                        Odpowiedz, czy zgodnie z nimi wnioski są logicznie prawdziwe. Nie chcę nic
                        więcej. Proszę Cię, skup się na tym jednym zadaniu. Gdy to załatwimy, będziemy
                        mogli przejść do następnych elementów, na które i tak już próbowałem odpowiadać.
                        Nie dziwię się, że Ci się to nie zgadza.

                        Nie podważasz moich pierwszych wniosków. Zamiast tego podajesz przykłady, które
                        nie mają z tym nic wspólnego, które są niezgodne z moją definicją. A potem
                        mówisz, że Ci się to nie zgadza.

                        Jeśli w słownikach jest kilka definicji istnienia, jeśli się one znaczeniowo nie
                        pokrywają, to nie masz prawa używać dowolnej z nich wtedy, gdy Ci to pasuje.
                        Każda z tych definicji buduje wokół siebie całkowicie oddzielny świat skutków
                        pochodzących od nich logicznie. I drugie - żadna z definicji na takim etapie nie
                        może zawierać alternatywy w rodzaju, że coś jest "takie" lub "owakie" przy czym
                        nie ma ścisłego, niesprzecznego opisu, jak się te cechy mają do siebie i jakiego
                        kontekstu dotyczą. Nie można mówić, że wynik czegoś jest równy 4 lub 5, a jest
                        także 5, bo pasuje to do wniosku, który chcielibyśmy, by był prawdziwy.

                        Do znudzenia MUSZĘ tłumaczyć to samo, bo udajesz, że tego nie było, a jak nic
                        nie napiszę, to cieszysz się, że zadałeś mi problem, który mi odjął mowę. smile A
                        to nie jest prawda.

                        Wróćmy do źródła. Masz moje założenia. Masz wnioski. I tylko to potwierdź, czy
                        są one logiczne.

                        Wszystkie języki świata w mowie potocznej mają mnóstwo homonimów. Przy pomocy
                        tych samych słów określa się różne pojęcia. O wyborze właściwej definicji
                        decyduje wtedy kontekst. I stąd nieporozumienia. Ale tam, gdzie chcemy mówić o
                        czymś w sposób naukowy, jednoznaczny nie wolno manipulować definicjami. Jeden
                        raz sformułowana nie może być przeinaczana lub mieć zapasowej wersji. W tej
                        formie musi pozostać do końca, na zawsze.

                        Nie ma innej definicji istnienia niż ta, o której tu mówię. Istnienie jest
                        zawsze obecnością w opisie. W obu systemach.

                        W matematyce i logice masz taką definicję. Istnienie pojawia się wtedy, gdy
                        wskutek procesu dowodzenia teza staje się dla nas prawdziwa. Odtąd ona istnieje
                        jako część zbioru znanych prawd. Jest częścią "potomstwa" założeń.

                        Gdy nie znamy założeń, staje się dla nas nimi zbiór wiedzy opartej na znanych
                        ÓWCZEŚNIE danych. One nam zastępują założenia, Ale każdy element tej wiedzy może
                        być fałszywy. I dlatego nie wolno łączyć opisu wczorajszego, z dzisiejszym lub
                        jutrzejszym, bo baza danych odpowiadająca założeniom zmieniła się. Zawsze jest
                        lokalna, tymczasowa.

                        Nie wolno utożsamiać systemów pierwszego i drugiego rodzaju. Ich "potomstwo"
                        funkcjonuje na innych zasadach. Pierwsze - raz potwierdzone tezy ISTNIEJĄ JUŻ NA
                        ZAWSZE, bo założenia są wciąż te same. Drugie - żadna teza nigdy nie będzie
                        pewna, a opis
                      • grgkh 02 - gatunki i kanały na Marsie 21.01.10, 03:13
                        kiwaczek11 napisał:

                        > <<<<
                        > > Jeszcze raz więc zapytam, czy nowo
                        > > odkryty gatunek istniał tydzień
                        > > przed jego odkryciem?
                        > Dyskretnie pominąłeś to, co napisałem poprzednio.
                        > Opis świata zawsze dotyczy określonego czasu i miejsca. [...]
                        > >>>>


                        > I znów ten sam elaborat.

                        I znów nie przeczytałeś tego, co napisałem.

                        > Nie pominąłem tego, co napisałeś. Odniosłem
                        > się do tego obszernie. Jak widzę ,
                        > odpisujesz na moją odpowiedź ( w
                        > 4 częściach), a w ogóle tego nie czytałeś.

                        Sprawdź, ile razy już o tym mówiliśmy?

                        > Co najwyżej przelotnie i wyrywkowo.
                        > Gdybyś czytał wiedziałbyś ,że się do tego odniosłem.
                        > Ty „dyskretnie pomijasz”, nie ja.
                        > Poza tym nie odpowiedziałeś na pytanie.

                        No to może jeszcze raz.

                        > > czy nowo
                        > > odkryty gatunek istniał tydzień
                        > > przed jego odkryciem?

                        Gdzie? Są takie możliwości:

                        1 - mógł istnieć w opisie. Nie istniał.

                        2 - mógł istnieć w historii świata, która jest częścią opisu. Wtedy w tej
                        historii nie istniał, a teraz, w drugiej jej wersji, istnieje.

                        Historia świata nie jest tym samym, co historia opisów świata (zawierających
                        historię domniemaną świata), których nie wolno łączyć razem.


                        3 - mógł istnieć W OGÓLE. Tobie chyba o to chodzi. Ale coś takiego jest
                        absurdalne i sprzeczne. I to Ci wciąż tłumaczę. Nie ma istnienia "w ogóle".
                        Wynika to z cechy danych, na których opieramy nasze dowodzenia, potwierdzenia
                        lokujące istnienia w opisie, który się musi odnosić do jakichś danych. Nie są to
                        sztywne założenia świata, jak w matematyce. Tych nie poznamy nigdy. Są to
                        ulotne, tymczasowe i niepewne dane, doświadczenia. Zresztą sam to kiedyś jakoś
                        podobnie powiedziałeś. Czy Tobie się wydaje, że jak wykonamy milion pozytywnych
                        doświadczeń, to przeskoczymy do pewności absolutnej? Nie. Tak to wygląda dla
                        danych solidnie udokumentowanych, ale ze względu na brak pewności nigdy to nie
                        będzie absolut.

                        Przecież może być tak, że jutro się obudzisz i stwierdzisz, że cały świat był
                        senną iluzją, a wszystkie prawa jego działania należy odrzucić, bo są fałszywe.
                        Czy możesz to zakwestionować?

                        Posłuchaj... Wiele hipotez wydaje nam się prawdziwych, ale one na zawsze
                        pozostaną tylko hipotezami opisującymi nasz świat. To jest niepewność, której ze
                        względu na brak założeń nigdy nie usuniemy.

                        Nie ma więc tego, co wynikałoby z punktu 3. Nie ma istnienia w ogóle. Natomiast
                        są istnienia z 1 i 2.

                        Ja Ci wciąż dodaję do Twojego przykładu swój przykład kanałów na Marsie. Ale
                        wtedy to Ty milkniesz lub odpowiadasz wymijająco.

                        Kanały na Marsie dają się zinterpretować sensem 1 i 2. Ale gdy się przyjrzeć
                        oddzielnym opisom świata, to wyraźnie widać, że tu też tego 3 nie da się
                        zastosować. Choć w niektórych opisach te kanały istniały i trwało to dość długo,
                        bo różni badacze je potwierdzali i mogli o nich mówić jak o gatunkach - też
                        przypisywano im ciągłość czasową, bo nie powstały w tamtych opisach w dniu
                        obserwacji. Ale zmieniły się dane obserwacyjne, coś, co odpowiada założeniom. To
                        one skutkują opisem, w którym coś istnieje.

                        Takie istnienie jest zgodne z definicją, której nie wolno już rozszerzać.
                        Obserwacja, doświadczenie lub założenia i dowód skutkują potwierdzeniem
                        prawdziwości, zaistnieniem. Albo w tymczasowym opisie. Albo w stałym na zawsze
                        systemie matematyczno-logicznym z aksjomatami.

                        Istnienia w historii, która jest częścią tego opisu świata nie są istnieniami w
                        samym opisie. Historia jest częścią opisu, a nie nim samym.

                        Ja mówię, że gatunek istniał w niektórych opisach świata. Niektóre z tych opisów
                        zawierają historię, ale historię świata, a nie historię jego opisów. Znów mylisz
                        świat z jego opisem, manipulujesz pojęciami, które mylisz ze sobą.

                        Opis świata dziś jest taki, a jutro może być inny. Gdy coś potwierdzamy, to
                        potwierdzamy to właśnie w danym momencie, dla danego opisu.

                        Historia świata nie jest historią opisów, a każdy z opisów jest tylko sam dla
                        siebie, bo część danych może ulec odrzuceniu, a inne możemy przyjąć jako nowe.
                        Każdy opis jest niezależny od poprzednich. Każdy może mieć inne odpowiedniki
                        założeń. A wynikająca z tego historia opisów nie musi być z żadnym razie ciągła.
                        A strzępy historii świata zawarte w opisach są tylko domniemaniami o różnym
                        stopniu szczegółowości i odnoszą się do zmieniającej się w sposób nieciągły i
                        niezależny od niczego bazy danych (założeń).

                        Rozumiesz?

                        Opis jest tylko w naszej głowie. Wciąż nieco inny i mający inne, domniemane
                        założenia. I dlatego każde jego pojawienie zamyka się na zawsze przed
                        następnymi, późniejszymi opisami. Już go się nie da uzupełnić, zmienić, bo taka
                        jest jego natura - teraźniejsza. Gdy się coś zmieni, będzie to INNY opis, oparty
                        o nowe założenia, o nową wiedzę. I dlatego mówienie, że coś w nim - teoretycznie
                        - mogłoby istnieć NA PEWNO jest absurdem. Przepadło. Następna przymiarka, to
                        następny opis. A o zawartości tamtego, minionego opisu nie wolno mówić, że można
                        by ją uzupełnić, ponieważ nie wiadomo, czy dane, na których on był oparty były
                        prawdziwe.

                        Czy to też rozumiesz?

                        System drugiego rodzaju. Niepewność od początku do końca zabija twoją regułę,
                        którą wolno stosować wtedy gdy te założenia są wciąż takie same. Brak dowodu
                        istnienia nie jest dowodem nieistnienia. To jest prawda, gdy ZNAMY ZAŁOŻENIA.
                        Gdy ich nie znamy, przestaje ta reguła obowiązywać, bo choć do czegoś się
                        odnosimy, to to coś jest tylko niepewnością, gdyż PRAWDA nie jest już prawdą
                        uzyskiwaną jako zerojedynkowa, ale prawdą rozmytą.
                        A dla takiej definicji ta
                        reguła jest nieokreślona, nigdy nie może dać dobrego wyniku.
    • grgkh Istnienie - cz.2 odpowiedzi 23.12.09, 20:26
      kiwaczek11 napisał:

      > Kanałom na Marsie na wyrost przypisano istnienie. Nie istniały ani
      > przed dowodem, ani w czasie uznania dowodu (!), ani po obaleniu
      > dowodu. Istniały tylko, jako wprowadzający błąd i fałsz ELEMENT
      > OPISU, oderwany od rzeczywistości.

      A czy zdajesz sobie sprawę z tego, że - co prawda trudno to sobie wyobrazić dla
      obecnego opisu świata, ale podobny los mógłby dotyczyć właściwie wszystkich
      elementów opisu świata naszych przodków - wszystko w naszym modelu jest
      fałszywe? A skąd wiesz, co w tej chwili jest prawdziwe? Przecież to tylko
      interpreter - mózg, oraz dane ze świata jak w matriksie. Ale nie wnikajmy w
      szczegóły. Chcę w ten sposób powiedzieć, że do końca NIE WOLNO nam uwierzyć w
      nic (uwierzyć - zakładać pewność, że to jest prawda). Tak, doświadczalnie się to
      zgadza. Matematyka jest ok. Mózg buduje obraz świata, ale świat prawdziwszy to
      np. cząstki elementarne lub struny lub coś innego - TYLKO TO!!! A reszta jest
      ich strukturą. A strukturę można interpretować z dowolną szczegółowością w
      zależności od poziomu przybliżenia i wzorców, jakie jej elementom przypisujemy.
      Rozumiesz? Wzorce, definicje są dowolnie przyjęte, a nie narzucone założeniami
      świata. Istnienie jest porównaniem z takimi wzorcami i stwierdzeniem ich
      znalezienia.

      Zauważ, że świat jest źródłem danych wyglądającym na poziomie elementarnym
      zupełnie inaczej niż to, co widzi nasz mózg, a więc opisy TEGO SAMEGO mogą być
      zupełnie RÓŻNE! A my widzimy ten świat poprzez interpreter z wzorcami i
      samodzielnie dobieranymi, według naszego widzimisię definicjami. I nasze
      istnienia dotyczą tego względnego poziomu. Naszego. Chwilowego - tylko tyle, ile
      mamy w danym momencie w naszych zasobach pamięciowych albo jeśli uogólniamy, to
      z zasobach wiedzy ogólnoludzkiej. I możemy mówić w nim tylko o istnieniach, a
      nie nieistnieniach. To, czego w nim nie ma, jako logiczne dopełnienie, nie
      istnieje W NIM. W nim, a nie w świecie. Możemy sobie wyobrażać struny, ale to
      kolejne przybliżenie, inny poziom percepcji i znów model. Tylko model, w którym
      obowiązują te same zasady. I nawet gdybyśmy kiedyś w końcu trafili w dziesiątkę
      i znaleźli ostateczne rozwiązanie, to będąc wewnątrz świata, nie mogąc spojrzeć
      nań z zewnątrz, nie wolno by nam było twierdzić inaczej niż o tych poprzednich
      modelach.

      Istnienie jest tym, co w danym kontekscie, w danym modelu, jest przyjęte za
      prawdę, a reszta poza tym istnieniem nie istnieje.

      A bóg? A czym on jest? Nie ma definicji, która miałaby sens.

      Każda definicja boga musi dotyczyć świata i musi zawierać zgodę na weryfikację.
      Jeśli ktoś mówi, że to niemożliwe, to stawia boga poza światem, poza źródłem
      danych, jako całkowicie nie wpływającego na jego zmienność, strukturą itp. I tym
      samym ustawia go na pozycji NIEISTNIEJĄCEGO w opisie świata. bo opis świata
      zawiera TYLKO istniejące elementy, które w jakiś sposób MUSZĄ być związane ze
      światem. To, co poza światem, to nie istnieje.

      Granica... System ze znanymi założeniami ją ma - to są te założenia, definicje,
      aksjomaty. Na zewnątrz nich nie ma nic dla tego systemu. Świat też ma jakieś
      założenia, jakieś reguły działania (bo nie jest chaotyczny czyli pozbawiony
      reguł). Nasz opis świata zbliża się asymptotycznie do analogicznego opisu świata
      dla systemu ze znanymi założeniami, ale nigdy nim nie będzie, bo ma wpisaną
      niepewność jako warunek. I tak musi pozostać.

      Bóg stanowiący część świata jest tylko jego częścią, a nie bogiem ponad światem.
      Bóg stojący poza światem nie ma z nim nic wspólnego i nie istnieje w nim. A dla
      nas jest istotne tylko to, co jest wewnątrz, bo sami jesteśmy tutaj i niczego
      poza regułami wnętrza na pewno nie zobaczymy. Zewnętrze świata - dla nas i dla
      naszego opisu świata - nie istnieje.

      Podsumowując - zawsze jest tylko jakiś model. Zawsze coś w nim istnieje, a o
      reszcie, którą moglibyśmy sobie wyobrazić lub niekoniecznie, a której tam nie
      ma, musimy powiedzieć, że nie istnieje.

      A o świecie wolno byłoby nam mówić w takim kontekscie wtedy, gdybyśmy - znając
      jego założenia - budowali sobie jego pełne i pewne modele, tak jak to się dzieje
      z systemami np. w matematyce. Wtedy odnosilibyśmy się do tych założeń tak samo,
      jak obecnie odnosimy się do naszych, swobodnie dobieranych, definicji.
    • kiwaczek11 Re: Istnienie -zasady 23.12.09, 21:42
      <<<
      Chcę prosić tych, którzy się tu będą
      wpisywali, że zapomnieli, że rozmawiają z konkretną osobą, do której
      mają
      jakieś uprzedzenia i dyskutowali z argumentami. Mówmy wyłącznie na
      temat.
      Posty łamiące tę zasadę będą usuwane. Może to zbyt wysokie
      wymagania, ale
      postawmy je sobie, bo ostateczny wynik tej dyskusji jest ważny.
      >>>
      Dwa pytania:
      1. kto będzie decydował o tym , kto napisał „wyłącznie na temat” , a
      kto nie?
      2. Kto będzie miał możliwość usuwania postów „nie na temat”

      Jeśli na oba pytania odpowiedź brzmi : grgkh, to mamy tu
      totalitaryzm w skali mikro. Gratuluję konceptu.
      • grgkh Re: Istnienie -zasady 23.12.09, 22:52
        Usuwanie dotyczy wyłącznie agresji i jest to zgodne z deklaracją w nagłówku tego
        forum, choć nie było dotąd stosowane. A usuwać i przywracać posty może kociak.
        Ma takie uprawnienia. Nie będzie totalitaryzmu.

        A nie na temat możesz pisać, ale do czego Ci to jest potrzebne? Zależy Ci na
        tym? To moja prośba, której nie musisz spełniać. Zauważ jednak, w jakim świetle
        się tym żądaniem stawiasz.
        • uffo Re: Istnienie 05.01.10, 22:34
          dla mnie to ograniczonosc nieskonczonosci, ktora posiada
          nieskonczony potencjal zanim zaistnieje jako istnienie. W momencie
          zaistnienia istnienia dokonuje sie spelnienie ograniczenia w
          procesie roznicowania istnien, tak zeby istnienie posiadalo swoja
          jakosc indywidualna, przy jednoczesnym kontynuowaniu bycia czastka
          uniwersalnosci. Istnienie bedac ograniczonoscia jest bardziej
          doskonale od pelni, poniewaz nie jest pustka, i posiada aspekt
          unikalnosci jednostkowosci, zdolnosc do wiecznego rozwoju poprzez
          przeistaczanie sie w nieskonczone formy istnien. Kazda forma
          istienia odzwierciedla jednostkowa milosc/rozkosz zycia.
          • grgkh Re: Istnienie 05.01.10, 22:40
            To, co tu napisałeś, skojarzyło mi się z pewnym, bardzo dawno temu przeczytanym
            tekstem, choć stylistycznie doń podobnym. Zanurz w nim swą świadomość doznając
            pełni, mam taką nadzieję, wrażeń:

            www.cs.put.poznan.pl/mkomosinski/p/bajkamat.html
          • baba-jaga Re: Istnienie 05.01.10, 23:13
            to ciekawe, dla mnie nie w pelni do pojecia, ale gdybym byl mlody i
            spotkal taki tekst, byc moze zostalbym matematykiem. W kazdym razie z
            matematyki, jaka miewalem w szkole, dawno, dawno temu, pozostala mi
            tylko, a moze az, odwieczna milosc do Asymptoty, Wiecznego Rozwoju.
            • uffo Re: Istnienie 05.01.10, 23:16
              gwoli scislosci, baba-jaga i ja to jednosc do n-tej potegi.
    • znj2 Re: Istnienie 09.01.10, 05:11
      Istnienie! Tak naprawdę, to nie wiadomo po co każdy z nas tu jest.
      Jedni mówią, że to przypadek inni ,że karma.
      • uffo Re: Istnienie 10.01.10, 00:50
        i takie wlasnie jest istnienie. Nie ma calkowicie obiektywnego
        istnienia, czyli jednego jedynego punktu widzenia. Wazne to o czym
        jest sie przekonanym ze jest prawda. Wazne chocby po to, zeby moc
        ten wglad rozwijac, zmieniac, modyfikowac, korygwac w zyciu,
        praktyce. Roznorodnosc pogladow na temat istnienia nie dowodzi wcale
        ze nie mozna tego uchwycic wiedza. czasem mozna, przynajmniej
        czastke. Poza tym ta wielosc wgladow moze byc jak rozne wizje tego
        samego widoku, przedstawiane z roznych punktow widzenia. Natomiast
        komunikowanie swoich subiektywnych punktow widzenia moze wzbogacac
        kazdego, poniewaz zycie istnieje poprzez aktywna interakcje
        przeciwienstw.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka