lucjola
09.10.04, 11:39
Poproszono mnie, po raz kolejny na matkę chrzesną. To przypomniało mi
sytuację, z jaką się spotkałam kilka lat wcześniej. Miałam wtedy 33 lata. Tak
się składa, że bardzo młodo wyglądam. Poszłam do parafii po wyciąg, że jestem
bierzmowana . Przyjął mnie ksiądz taki przed 60-tką. Z miejsca zaczął się do
mnie zwracać per "dziewuszko". Rozmawialiśmy dardzo przyjaźnie do momentu,
kiedy nie padło pytanie o lata. Gdy podałam swój wiek, ksiądz diametralnie
się zmienił. Zaczął syczeć: przyznaj się, ilu masz kochanków, z kim
mieszkasz ?? Zatkało mnie. Zdołałam tylko wybąkać, ze skoro ksiądz mi nie
wierzy, może zapytać moich rodziców, złapałam kartkę i wyszłam.
Opowiedziałam tę "anegdotę" mojej przyjaciółce, która też jest "panienką" w
podobnym wieku. Okazało się, że ona przeżyła gorszy horror. Teraz przy
spowiedzi podaje się lata. Podczas ostatniej spowiedzi, ksiądz dowiedziawszy
się ile ma lat i że nie ma męza ani nie żyje z nikim (!!!!!!) nawymyślał jej
od starych zasuszonych cip ( nie wiem czy mi to gazeta puści) Oczywiście była
to jej ostatnia spowiedź, doszła do wniosku, że woli żyć w grzechu
niespowiadania się, niż przeżyć coś takiego jeszcze raz.
Zbliża się termin chrztu. Będe zmuszona po raz kolejny udać się po wyciąg z
bierzmowania. Boję się, że znowu trafię na tego księdza, że znowu zostanę
upokorzona, nie wspomnę już o spowiedzi. Co mi radzicie ??