czy wiara = pewność ?

25.09.05, 12:23
Chodzi o to,ze jak ktos jest przekonany do czegos w 100 % nie powinien mówic
ze wierzy( wiara to chetne domniemanie prawdziwosci czegos pozbawione
ostatecznych dowodów) ale jest pewien,w zwiazku z czym, wszyscy tacy wierzacy
powinni zwac sie Pewniakami,sadzę.


ps. jak juz było,to zamykam temat.
    • 0golone_jajka Re: czy wiara = pewność ? 25.09.05, 12:36
      no i wierzący są pewni że bóg istnieje. Co nie zmienia faktu, że obiektywnie tego udowodnić nie potrafią - pewność (nienaukowa) to rodzaj wiary.
      • kociak40 Re: czy wiara = pewność ? 25.09.05, 13:49
        A pan potrafi udowodnić, że Go nie ma? To też pana wiara (nienaukowa).
    • kapitan.kirk Re: czy wiara = pewność ? 29.09.05, 16:39
      Oczywiście, że nie. Gdyby człowiek miał naukowy i niepodważalny dowód na
      istnienie Baoga (tak jak np. na teorię względności), potrafiłby go zobaczyć,
      zważyć i zmierzyć - wiara nie miałaby sensu. Czy np. można wierzyć w hamburgera
      którego się zjada czy w biurko przy którym się siedzi?
      Pzdr
    • tessa18 Re: czy wiara = pewność ? 29.09.05, 16:49
      Wiara to przekonanie ,że coś istnieje mimo tego ,że czegoś nie widzimy.
      Nikt nie widział atomu,lecz każdy wierzy,że on istnieje,nikt nie widział wiatru
      lecz każdy wie,że on wieje.Jest mnóstwo takich rzeczy których człowiek nie
      widzi,lecz WIE że istnieją.Tak samo jest z Bogiem.Nikt go nie widział,lecz
      miliony ludzi wierzy,że on istnieje.Według mnie wiara= pewność.
      • kapitan.kirk Re: czy wiara = pewność ? 29.09.05, 16:54
        Pardon, ale te przykłady są nie za bardzo. Atomów ani wiatru nie widać, ale są
        one odczuwalne w inny sposób i łatwo ich istnienie naukowo udowodnić. A
        istnienie Boga jest wyłącznie kwestią wiary.
        Pzdr
      • honna Re: czy wiara = pewność ? 29.09.05, 16:56
        w takim sensie od dzis wierze w miasto nowy jork.
        nigdy tam nie bylam ale jestem pewna ze NY jest.
        czy to jest ta sama wiara?
        • wcalenietakimaly Re: czy wiara = pewność ? 30.09.05, 05:13
          Chyba niezbyt dobre porownanie. N.Y. mozesz zobaczyc na kartkach pocztowych, w
          kinie wiec co jego istnienie ma wspolnego z wiara, nie rozumiem.
          Czy wiara = pewnosc? To chyba zalezy jak gleboko sie wierzy. O ile pamietam ze
          szkolnej edukacji pewniki matematyczne tez nie wymagaja dowodu.
          Mnie bardziej interesuje jak czlowiek zmaga sie z wiara ktora nie jest dla
          niego pewnoscia. A tacy przeciez sa i byli. Na przyklad "przezorny" Pascal.
    • grgkh wiara = pewność (dogmat) 30.09.05, 10:19
      jan_stereo napisał:

      > Chodzi o to,ze jak ktos jest przekonany
      > do czegos w 100 % nie powinien mówic
      > ze wierzy( wiara to chetne domniemanie
      > prawdziwosci czegos pozbawione
      > ostatecznych dowodów) ale jest pewien,
      > w zwiazku z czym, wszyscy tacy wierzacy
      > powinni zwac sie Pewniakami,sadzę.

      Brak naszej pewności, jak to jest z wiarą, wynika z rozmycia definicji. Jeśli się ją sformułuje jednoznacznie, to i kłopoty z "wierzeniem" znikają.

      Słowo wiara ma szerokie spektrum znaczeniowe - można komuś ufać, można mieć nadzieję itd, a wszystko to może być rozumiane jako wierzenie. W zawężeniu wiary do stwierdzeń, teorii, hipotez należy zauważyć, że traktujemy tę relację jako wartościowaną, tzn. nie przypisujemy jej statusu tak-nie (wierzę lub nie wierzę), ale nadajemy jej pewną wiarygodność czyli wierzymy bardziej lub mniej. Należy dokładnie oddzielić te dwie definicje. Wiarygodność nie jest wiarą w sensie filozofii zakładjącej, że się w coś wierzy (pewność) lub nie wierzy (wątpliwość lub odrzucenie).

      Dla "wiary" (np religia) używana jest definicja zerojedynkowa - jeśli się wierzy, to resztę poglądów NALEŻY podporządkować tej wierze, a wtedy wiara staje się DOGMATEM. I o to własnie chodzi. Wiara, o której myślałeś, tak mi się wydaje wink, to wiara w dogmat, wymagający od wierzącego absolutnego podporządkownia się mu. Może on sobie kiedyś tam zwątpić, ale to będzie związane z CHWILOWYM wykroczeniem poza system uznawanych zasad i nie ma znaczenia w wytyczonym dla siebie światopoglądzie, bo ważne jest zrobione przez niego założenie - on CHCE wierzyć. Chcąc, podporządkował się dogmatowi.

      Wszyscy pozostali, którzy rezygnują z dogmatycznego podejścia do uznawanych przez siebie prawd, w tym sensie, a o innym nie myślimy, NIE WIERZĄ. Dlatego właśnie ludzie traktujący świat "naukowo", czyli pozwalający sobie na zanegowanie wszystkiego (teoretyczne), a chcący by ich widziano jako niewierzących, nie mogą jednocześnie uznawać dogmatów. Dlatego także ludzie podporządkowani jakimś dogmatom nie mogą twierdzić, że patrzą na świat naukowo, bo nauka dogmaty wyklucza.

    • josarna Re: czy wiara = pewność ? 30.09.05, 13:32
      W MOIM pojęciu wiara w cokolwiek to zbiór odczuć, hipotez, pragnień, marzeń
      itd., których bardzo serio traktować nie należy. Uważam, że jeśli komuś lepiej
      się żyje z wyobrażeniem nieba po śmierci, to bardzo dobrze - ma zdrowszą
      psychikę. Marzenia są bardzo potrzebne, często ratują przed depresją, obłędem
      (sprawdziłam i polecam).
      Problem zaczyna się w momencie, gdy ludzie próbują swoje wizje narzucić innym i
      bez dowodów uznają je za prawdziwe. Gdyby nie to zjawisko (narzucanie swojej
      wizji przez katolików) to nie byłoby tego forum. Nie znam katolika, który
      powiedziałby: "Nie wiem, czy Bóg jest, czy istnieje życie pozagrobowe, ale
      lepiej mi się żyje z taką wizją".
      A mi się czasem wydaje, że istnieje reinkarnacja, że jakiś duch mnie do czegoś
      wyznaczył, że w lesie są fajne duchy, ale jest to coś jak "żywa" mgła
      wychodząca z doliny po letnim deszczu. Nie ośmieliłabym się oczekiwać, że ktoś
      w to uwierzy - to zbyt osobiste.
      Tak jest i z Bogiem: może jest, może nie ma; może jest podstawowym prawem
      przyrody, a może Pięknem i Doskonałością - wtedy istnieje na 100% smile. Nie jest
      jednak kimś, kto decyduje o naszym życiu, zna przyszłość itd. - w to akurat
      nigdy nie uwierzę, bo niby dlaczego miałby niektórych raczyć potwornym
      kalectwem?
Pełna wersja