Dodaj do ulubionych

rzad fachmanów

05.11.05, 13:04
Piotr Woźniak (PiS) – minister gospodarki. Wsławił się tym, że w latach 1999–
2001, kierując Polskim Górnictwem Nafty i Gazu, doprowadził do 56 mln zł
strat. PGNiGe, monopolista w dostawach gazu, po raz pierwszy od 17 lat nie
wypłacił państwu zysku. Zwolennik porozumienia z Norwegią na dostawy gazu,
zawartego w myśl zasady: „Najpierw podpiszmy kontrakt, a później zastanówmy
się, co z tym gazem zrobić”. Niedoszły poseł PiS-u, radny Warszawy, skarbnik
kampanii wyborczej Lecha Kaczyńskiego.
Zbigniew Ziobro (PiS) – minister sprawiedliwości. Rodowity krakus. Z Krakowa
najczęściej wyjeżdża do Torunia, do przyszywanego ojca Tadeusza. Niedoszły
prokurator (oblał egzaminy po aplikacji), autor drakońskiego projektu kodeksu
karnego, przewidującego nawet 5 lat więzienia za obrazę uczuć religijnych.
Były wiceminister sprawiedliwości. Wierzy w spiskową teorię dziejów.
Odchodząc z ministerstwa, kserował tajne, służbowe dokumenty, którymi
posługiwał się jako szeregowy poseł w walce z SLD.
Zbigniew Wassermann (PiS) – minister ds. służb specjalnych. Też z Krakowa.
Zwolennik totalnej dekomunizacji i lustracji. W latach 2000–2001 jako
zastępca Lecha Kaczyńskiego w Ministerstwie Sprawiedliwości koordynował
zbieranie haków na przeciwników politycznych i dziennikarzy. Wykorzystał
prokuraturę do ścigania przedsiębiorców, którzy budowali jego dom. Nie brak
opinii, że w interesie PiS może przekształcić służby specjalne w nowe gestapo.
Ludwik Dorn (PiS) – minister spraw wewnętrznych i administracji. W latach
2004–2005 robił wszystko, aby uniemożliwić wprowadzenie w Polsce Centralnego
Rejestru Nieruchomości. Pisze bajki dla dzieci, jak niegdyś dr Goebbels.
Twórca nieczytelnych i wykluczających się wzajemnie przepisów ordynacji
wyborczych do Sejmu, Senatu i samorządu terytorialnego. Zwolennik władzy
centralnej kosztem samorządu, nie chce się zgodzić na przedterminowe wybory
prezydenta Warszawy po zwycięstwie Kaczyńskiego. Zagorzały zwolennik
moralności katolickiej. Jako jej znawca – ma romans pozamałżeński.
Jerzy Polaczek (PiS) – minister transportu i budownictwa. Członek Opus Dei.
Zero doświadczenia w zarządzaniu sprawami transportu i budownictwa. Bardzo
podatny na wpływy Kazimierza Michała Ujazdowskiego. Zrobi wszystko, aby jak
największe pieniądze z jego resortu zasiliły kasę Kościoła.
Kazimierz Michał Ujazdowski (PiS) – minister kultury i dziedzictwa
narodowego. Wysoki rangą członek Opus Dei, minister kultury w rządzie Jerzego
Buzka.
W czasie swego urzędowania około jedną czwartą środków przeznaczonych na
kulturę wydawał na potrzeby Kościoła, np. remonty świątyń i plebanii. Za
pieniądze podatnika promował świętych i innych ludzi Krk. Zwolennik polityki
historycznej. Swoje urzędowanie zaczął od wypominania Niemcom i Rosjanom ich
win wobec Polski. Nie zna żadnego języka obcego.
Jan Szyszko (PiS) – minister środowiska. Za środowisko odpowiadał również w
rządzie Buzka. Wtedy też przeprowadził akcję dekomunizacji zarządów Lasów
Państwowych i Parków Narodowych. Na ochronę środowiska zabrakło mu już czasu.
Krzysztof Jurgiel (PiS) – minister rolnictwa. W latach 1994–1998 prezydent
Białegostoku. Przez 4 lata nie był w stanie wprowadzić zgodnej z prawem
podwyżki czynszów w mieszkaniach komunalnych. Próbował 7 razy i zawsze jego
decyzje uchylał Naczelny Sąd Administracyjny. Uznawany jest za eksperta
rolnego w swojej partii, bo – jak twierdzą złośliwi – jako jedyny w PiS-ie
odróżnia Agencję Rynku Rolnego od Agencji Nieruchomości Rolnej Skarbu Państwa.
Michał Seweryński (bezpartyjny) – minister edukacji. Były rektor Uniwersytetu
Łódzkiego, autor drakońskiego projektu kodeksu pracy, umożliwiającego
zwalnianie pracownika dosłownie z minuty na minutę. Zwolennik ograniczenia
uprawnień Państwowej Inspekcji Pracy. Konsul Honorowy Francji w Łodzi.
Kosztami swojej misji dyplomatycznej obarczył UŁ. Organizator pielgrzymki
rektorów polskich uczelni do Watykanu oraz seminariów uniwersyteckich na
temat katolickiej nauki społecznej.
Andrzej Mikosz (bezpartyjny) – minister skarbu. Prawnik zajmujący się
sprawami giełdy. Cieszy się zaufaniem i poważaniem inwestorów. Bardzo
tajemnicza postać.
Stefan Meller (bezpartyjny) – minister spraw zagranicznych i minister ds.
europejskich. Z wykształcenia historyk, miłośnik kultury francuskiej,
dyplomata. Lubiany przez zachodnich i rosyjskich ekspertów i analityków.
Teresa Lubińska (PO) – minister finansów. Profesor ekonomii ze Szczecina.
Jest za prywatyzacją edukacji. Na ten sam temat swoją niedoszłą pracę
doktorską pisał pod jej opieką Kazimierz Marcinkiewicz.
Grażyna Gęsicka (PO) – minister rozwoju. Zaprzyjaźniona z Ludwikiem Dornem. W
czasach AWS-u u ministra Longina Komołowskiego nadzorowała wydawanie
pieniędzy ze środków UE. Dwie trzecie funduszy poszło na niepotrzebne
szkolenia i wystawne przyjęcia. Członek zarządu Fundacji „Fundusz
Współpracy”, która jedną trzecią pieniędzy europejskich wydała na
utrzymywanie zaprzyjaźnionych polityków. W Polskiej Agencji Rozwoju
Przedsiębiorczości, za czasów ministra Jacka Piechoty, stworzyła
korupcjogenny system tzw. Regionalnych Instytucji Finansowych.
Tomasz Lipiec (PiS) – minister sportu. Były lekkoatleta. W latach 1994–1995
zdyskwalifikowany za używanie środków dopingujących, dyrektor warszawskiego
Ośrodka Sportu i Rekreacji, rozbudował jego administrację. Odpowiadał za
projekty rozbudowy warszawskich stadionów. Wsławił się tym, że uznał
ogrzewaną widownię stadionu Polonii za luksus i przepych.
Zbigniew Religa (ponoć szef partii Centrum) – minister zdrowia. Twórca co
najmniej czterech formacji politycznych, z których żadna nie osiągnęła
sukcesu. Zwolennik, a potem przeciwnik Lecha Wałęsy, polityczny sponsor
plagiatora Andrzeja Anusza z AWS. Doskonały kardiolog (co go już wyraźnie
znudziło) i kompan w towarzystwie, za to fatalny menedżer. Jeśli zabierze się
za jakąkolwiek przebudowę Służby Zdrowia – jest pewne, że tę operację
spieprzy. NIK w swoim raporcie dotyczącym rządów Religi w zabrzańskiej
klinice podsumowała trzema słowami: „Bałagan, bałagan, bałagan”.
Radosław Sikorski (PO) – minister obrony narodowej. Wcześniej wiceminister
spraw zagranicznych w rządzie Buzka i obrony narodowej w rządzie
Olszewskiego. Zwolennik bezgranicznego wręcz oddania się Stanom Zjednoczonym.
Wielokrotnie publicznie, na łamach prasy krajowej i zagranicznej, wyrażał się
negatywnie na temat UE. W prestiżowym amerykańskim kwartalniku, zajmującym
się polityką międzynarodową, opublikował artykuł, w którym negował polskość
Śląska, Pomorza i Ziemi Lubuskiej. Uczestniczył w walkach w Afganistanie po
stronie opozycji afgańskiej. W czasach rządów SLD wspólnie z żoną na łamach
prasy brytyjskiej i amerykańskiej publikował materiały przedstawiające Polskę
w negatywnym świetle.
Krzysztof Michałkiewicz (PiS) – minister polityki społecznej, pracy i
rodziny. Socjolog, były wiceprezydent Lublina, odpowiadał za pomoc społeczną
i architekturę. Na tym pierwszym polu nie sprawdził się wcale, a na drugim –
pogłębił chaos organizacyjny.

podane za Fakty i Mity
Obserwuj wątek
    • ateistazwyboru Nihil novi sub sole 05.11.05, 13:09
      Fachmani od nabijania własnej kiesy. No ale w sumie to każdy rząd ma takich samych "fachowców".
      Nihil novi sub sole
      • grgkh OK, ale jak to "działa"? 05.11.05, 14:58
        To prawda. Znamienne jest to, iż w czasie obu kampanii cała formacja jednym głosem wychwalała swoją wspaniałość i wyższość nad pozostałymi, bezlitośnie i w oszczerczym tonie niszcząc przeciwników, a TAK WIELU wyborców dało się nabrać na widoczną gołym okiem manipulację.

        Oczywiste jest, że nikt nie jest idealny, ale NIE WOLNO o tym zapominać, gdy się słucha kogoś, kto twierdzi, że ON WŁAŚNIE TAKI JEST.

        PiS, w osobach swoich wodzów, osiągnął mistrzostwo w manipulacyjnym gadaniu. Ilekroć słucham tego, widzę tę technikę W KAŻDYM niemal zdaniu. Zastanawiam się, czy, aby tak mówić, trzeba myśleć o technicznej stronie swojej wypowiedzi, czy, jeśli się "nasiąknie" taką retoryką, to mówienie staje się "automatyczne"?

        A może do tego potrzebne jest coś na kształt "wiary"?

        Może...
        Nieistotny staje się wtedy aspekt sprzeczności między postępowaniem, a myśleniem, a umysł działa schizofrenicznie, dwoiście. Wskazywałoby to na pewną dość naturalną cechę ludzkich umysłów - jeśli raz dopuszczą rezygnację z racjonalizmu i podporządkowanie logice, stają się nieobliczalne. Mogą działać fałszywie - głoszą, że chcą dobra, a dobierają kwalifikowanie jako dobro względne jego widzenie poprzez dowolny cel NADRZĘDNY, nie nusi to być religia, choć jeśli ona jest gdzieś w tle, to usprawiedliwia to każdy rodzaj działania.

        Tak to jest z absolutami. Czynią niewolnikami. Nie poddają się krytyce, a każdy jej przejaw traktują jako agresję i są gotowe uczynić każde zło, bo usprawiedliwia ono "obronę wartości najwyższej".

        Takie jest niebezpieczeństwo istnienia wartości najwyższej.

        Dlatego religia ZAWSZE będzie potencjalnym źródłem zła.

        Stanowisko przeciwne, rezygnacja z absolutu, możliwość zanegowania i krytyki wszystkiego jest pod tym względem dużo bezpieczniejsze. To jest ten "relatywizm", którego religianci tak bardzo się lękają. A taki relatywizm, to nic innego jak wymuszenie krytycznego podejścia do wszystkiego, do ewentualnego skalania każdej świętości, choć nie jest przecież żadnym przymusem, by to robić.

        To z niego wynika tolerancja, której religie nadużywają, bo każda niemal z nich twierdzi, że to ona ma najwyższą rację.

        Stan wyjściowy umysłu, to "miejsce" na przyjęcie jakiejś idei. Czy trzeba jakąś przyjąć?
        Może nią być religia, ale brak religii nie stoi w opozycji do jej posiadania. Antagonistyczne są - posiadanie jakiejś (jakichś) idei lub nieposiadanie (jednej lub żadnej). Ateizm jest nie tyle odrzuceniem idei, co rezygnacją z jej przyjęcia. Nie można odrzucać wszystkiego, czego się nie ma, jak nie można dowodzić nieistnienia bóstwa, gdy ktoś inny twierdzi, iż ono jest (zakładając przewrotnie, że nie wolno dowodzić jego istnienia).

        Teizm jest chorym, zniewolonym stanem umysłu, prowadzącym do braku racjonalności w jego działaniu, do odrzucenia logiki i działaniu w permanentnym fałszu.

        Tacy są zwerbowani przez Ciemną Stronę Mocy działacze religijni, którzy przejęli władzę w naszej ojczyźnie. Dla nich nie istnieją cele "dobre" dla ogółu, oni realizują cele "dobre" dla siebie i dla swojej idei. Są kompletnie zepsuci moralnie, fałszywi, obłudni i zdolni do każdego działąnie wobec osób stających im na drodze. Są zdolni do niszczenia ich każdą metodą, bo usprawiedliwiają to racją wyższą, może religią, może władzą, która ma pomóc religii osiągnąć dominację. Czują siłę Boga za sobą, może w jakiejś formie naiwności, ale raczej w cyniżmie działania dla celu, który daje im największą satysfakcję, osiąganiu władzy nad ludźmi, nie tylko administracyjnej, ale być może bardziej duchowej, wynikającej z manipulacji religią i polityką.

        To jest obrzydliwe.

        Moja moralność sprzeciwia się temu. Czuję bezsilność, ale w rozumieniu tego widzę siłę, bo wystarczy, by to rozumienie upowszechniać. Będę to robił, bo chcę WALCZYĆ ze złem. Pierwszy i najważniejszy front walki to edukacja. Niech inni usłyszą, co ja myślę.
        • wanda43 Re: OK, ale jak to "działa"? 05.11.05, 17:18
          Wiesz,obawiam sie,ze to walka z wiatrakami.Boy-Żelenski tez walczyl z
          ciemnogrodem.Minelo tyle lat, a ciemnota odrodzila sie z chyba jeszcze wiekszą
          silą.I co zadziwiające,przy powszechnym dostepie do nauki,prasy,radia,tv,ktore
          to media do niedawna byly uwazane za postepowe nosniki wiedzy.Dzis, są tylko
          narzedziem manipulacji nowej,jedynie slusznej sily prewodniej.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka