kociak40
17.03.06, 21:34
Wróciła znowu sprawa cudów JPII. Nadchodzi już czas na ogłoszenie go świętym.
On sam też to rozumie, jako święty będzie przysparzał ogromny dochód ze
swojej świętości. Będą dyplomy komunijne ze świętym JPII, będą figurki jego
aby można modlić się do niego w zaciszu domowym, Licheń nabierze pełnego
blasku itd. itd. Kardynał z Watykanu, publicznie, zaręczył swoim słowem, że
JPII zrobił już kilka 100% cudów i to bez cienia wątpliwości. Powiedział
dodatkowo, że w całej historii Kościoła nie było przypadku (ani jednego) aby
kandydat na świętego, w tak krotkim czasie po swoim "zejściu", tak szybko
cuda czynił. Nawet tak wielcy święci jak Piotr, Antoni itp. wymagali długiego
czasu klimatyzowania się w nowych warunkach, zaczym zaczeli cuda czynić. Tu
jest wyjątek, szybko, sprawnie, cud za cudem. Kardynał o Bogu nic nie
wspominał, to nie wiem jaką mocą Wojtyła te cuda czyni? Jest sugestia, że
chyba własną, a to już nie byle co, samemu sobie cuda robić. Jeśli mowi to
tak wysoko postawiony przedstawiciel watykanu, to czy można podejrzewać, za
duże słowo, nawet pomyśleć tylko, że tam w Watykanie mogą być oszyści? Chyba
nie można. Jeśli tak, to jeśli dla ateistów samo pojęcie Boga jest zbyt
trudne, to przecież pojęcie, postać, JPII jest wyobrażalne, jeszcze tak
niedawno z tego okna wyglądał. Zmarł i teraz, ponad wszelką wątpliwość czyni
cuda, czyli takie zdarzenia, ktorych największa nauka nie może zrozumieć.
Macie więc dowód. Boga może nie być, jeśli już tak zakładacie, ale jest JPII,
czyni cuda, więc jeśli do niego będziecie się modlić i dacie jakiś skromny
datek (no, bez przesady z tą skromnością, to tylko tak proforma) to być może
sami doznacie takiego cudu na sobie. Może to was przekona.