Wyobraźnia

14.05.06, 03:35
Dopiero teraz zauważyłem ten Pana post, nigdy nie czytam postów "ze środka",
tylko pierwszy i 2 ostatnie. Tu jednak coś mnie "tknęło" i muszę przeprosić,
że nie odpowiedziałem. Oto Pana pytanie:

""Ponieważ nadarza mi się nie lada gratka, by uzyskać informacje z 'pierwszej'
ręki, chciałbym zadać jeszcze takie pytanie: Czy według pana wiedzy Bóg jest
katolikiem? Jeśli jest to pytanie zbyt osobiste, proszę bez ceregieli spuścić
na nie zasłonę milczenia. Postaram się to zrozumieć.

no_no - dziękuję za odpowiedź i pozdrawiamsmile""

Bóg jest uniwersalny, pasuje do każdej religii, a raczej odwrotnie, każda
religia do Niego. Rozumiem Pana, Pan uważa, że jak ktoś jest katolik, to musi
być pełnej wiary, czyli oprócz wiary w Boga, musi posiadać wiarę w diabły,
anioły itd., wiarę w pewne miejsca, gdzie mieszkają itd. Rozumiem to, może i
tak powinno być, i tak było u mnie kiedyś. Przeżyłem okropny zawód w stosunku
do anioła (10 klasa liceum), naprawdę, tak wielkie rozczarowanie, że pozostał
mi uraz w psychice, postanowiłem anioły ignorować. Mógłbym nawet opisać na
czym to polegało, ale nie chce Pana nudzić długim tekstem, proszę wierzyć mi
na słowo, jakby Pan poznał ten mój zawód z aniołem, przyznałby mi Pan rację,
że musiałem uprościć swoją wiarę, aby móc pominąć anioły. Dlatego też, może
się Panu moja wiara wydawać dziwna, ale to nie moja wina, to wina pewnego
anioła.
    • no_no Re: Wyobraźnia 17.05.06, 21:28
      no_no napisał:
      ""Ponieważ nadarza mi się nie lada gratka, by uzyskać informacje z 'pierwszej'
      ręki, chciałbym zadać jeszcze takie pytanie: Czy według pana wiedzy Bóg jest
      katolikiem?

      no_no - dziękuję za odpowiedź i pozdrawiamsmile""
      ~~
      kociak40:
      Bóg jest uniwersalny, pasuje do każdej religii, a raczej odwrotnie, każda
      religia do Niego.
      ~~~~
      no_no
      Też tak myślę, że Bogowi jest to obojętne, jaką religię człowiek wyznaje, jakim
      imieniem się go nazywa, czy odprawia na jego cześć modły na sposób muzułmański
      (obowiązkowo pięć razy dziennie), czy po chrześcijańsku - uczestnicząc
      przynajmniej razsmile w niedzielę we mszy świętej, albo tylko przy okazji jego
      narodzin, zmartwychwstania, chrztu, ślubu czy pogrzebusmile

      Zrozumiałem już dawno, że panu na ‘wysokościach’ jest to doskonale obojętne,
      jaką religię człowiek wyznaje i w jaki sposób żebrze o łaskę, zdrowie, itp.,
      albowiem to nie Bogu potrzebne są modlitwy, a człowiekowi…

      Boga religii nie ma; nie ma Mahometa, Jezusa i tysięcy im podobnych religijnych
      bóstw, jakie stworzyła ludzka wyobraźnia na przestrzeni dziejów jej istnienia.
      Jestem o tym święciesmile przekonany.

      I tylko ludzi żal, że ginęli i będą ginąć w imię tego, którego NIE MA…Wojny
      w imię bogów pochłonęły większą ilość ludzkich istnień, niż jakiekolwiek inne
      kataklizmy. Czy to nie jest wystarczający dowód dla rodzaju ludzkiego, że nie
      tędy wiedzie droga do prawdy, miłości i pokoju? Jakich jeszcze potrzebuje
      człowiek dowodów, by stwierdzić, że pobłądził oddając swój rozum Bogom
      i kapłanom religii? Czy 2000 lat to mało, by zweryfikować swoje poglądy?
      Ludzie, to ile jeszcze potrzebujecie lat, by zauważyć, że wraz ze swoimi Bogami
      zmierzacie do trzeciej wojny światowej, że szykujecie ludzkości zagładę?
      Czy wieki trwania w chrześcijaństwie uczyniło świat lepszym?...
      Proszę mi wybaczyć tę dygresję, Panie Kociak.

      A tak przy okazji, jak już rozmawiamy o Bogu i jego najbardziej ulubionymsmile
      wyznaniu - chciałbym napomknąć - że czytałem wypowiedzi wielu ludzi, którzy
      twierdzą, że spotkali i doświadczyli Boga. Wszyscy oni twierdzą zgodnie, że
      poznanie Stwórcy nie było dla nich możliwe, podczas gdy trwali w gorsecie
      określonej dogmatami religii. Hmm, cóż tu dodać. To chyba tylko kwestia wyobraźni?
      ~~
      Rozumiem Pana, Pan uważa, że jak ktoś jest katolik, to musi
      być pełnej wiary, czyli oprócz wiary w Boga, musi posiadać wiarę w diabły,
      anioły itd., wiarę w pewne miejsca, gdzie mieszkają itd. Rozumiem to, może i
      tak powinno być, i tak było u mnie kiedyś.
      ~~
      No, Panie Kociak, albo, albo. Al bo jest się katolikiem ze wszystkimi z tego
      wynikającymi konsekwencjami, albo heretykiemsmile I nie ma Panie zmiłuj się.
      Ekskomunika Panu grozi, gdy proboszcz dowie się, że kombinujeszwink Pan po swojemu.
      ~~
      Przeżyłem okropny zawód w stosunku do anioła (10 klasa liceum), naprawdę, tak
      wielkie rozczarowanie, że pozostał mi uraz w psychice, postanowiłem anioły
      ignorować. Mógłbym nawet opisać na czym to polegało, ale nie chce Pana nudzić
      długim tekstem, proszę wierzyć mi na słowo, jakby Pan poznał ten mój zawód z
      aniołem, przyznałby mi Pan rację, że musiałem uprościć swoją wiarę, aby móc
      pominąć anioły. Dlatego też, może się Panu moja wiara wydawać dziwna, ale to nie
      moja wina, to wina pewnego anioła.
      ~~~
      Bardzo chętnie poznam historię tego zawodu z aniołem. Jestem jej ciekaw tym
      bardziej, że z koleji mój anioł jak do tej pory mnie nie zawiódł, a przynajmniej
      raz uratował mi życie podczas 'zdobywania'smile Giewontu...

      no_no – pozdrawiam nieustająco





      • kociak40 Re: Wyobraźnia 18.05.06, 03:22
        Szanowny Panie no_no
        Moja historia z aniołem jest tragiczna, trzeba trochę się wczuć aby to
        zrozumieć, samo tylko przeczytanie tej historii prawdziwej nie daje prawdziwego
        obrazu. Podaje to tylko dla Pana, na życzenie, bo jednocześnie jest to nudne.
        Otóż, po swojej babci (mieszkała na Pradze koło kina "Praha" i pół życia
        spędziła na modlitwach do różnych figur, obrazów itd.) został pewien anioł,
        taki metalowy odlew (cholernie ciężki), taka płaskożeźba oprawiona w ramę o
        wymiarach 57 x 37 cm (setki razy mierzyłem więc pamiętam). Płaskożeźba była
        bielona (sprawiała wrażenie srebra, tak mi się to wtedy wydawało). Babcia
        umarła, mieszkanie zlikwidowano, ten anioł wylądował u mnie w domu, położono
        go na płask na szafie, nie było go widać, zapomniano o nim. Biegły lata, a on
        sobie w zapomnieniu tam leżał. Miałem kolegę rówieśnika, wielki znawca staroci,
        stale coś starego, cennego wyszukiwał. Jak sprzedał swojemu ojcu jakąś
        zabytkową szablę, bez jego wiedzy, w Desie, to takie manto dostał, że staroci
        wyłącznie szukał u kolegów. Właśnie on, będąc u mnie, spytał się, czy nie mam
        jakiś staroci, warto byłoby sprzedać w Desie i mieć na wakacje finans.
        Pokazałem mu tego anioła. Patrzył bardzo długo, oglądał ze wszystkich stron i
        orzekł, że ma to wielką wartość, sama waga srebra już o tym świadczy. Ja w tym
        czasie marzyłem na jawie i we śnie o motorze "Junak" (kosztował wtedy 24 tys.
        zł i był nieosiągalny). Spytałem się - "a na Junaka starczy?" - "OOO!! ho!ho!"
        zrozumiałem - starczy. I tak to się zaczęło. Nie mogłem spać, jeść, tylko ten
        anioł był w mojej "głowie", a właściwie ten "Junak". Codziennie, pokryjomu
        godzinami patrzeliśmy na tego anioła, cena jego stale rosła, bo kolega
        dopatrzył się, że jest to produkt słynnej holenderskiej pracowni artystycznej
        (mówił jakiej, ale nie pamiętam), ma conajmniej 300 lat i jakby wywieźć go
        zagranicę to miliony $ można by dostać. Niestety, czasy "komunistyczne"
        pozostaje tylko Desa, ale będzie na dwa "Junaki", jeden dla mnie (czarny, bo
        byłem brunetem) i dla niego (czerwony - ryży blondyn), aby się nie myliły.
        Świat przestał dla mnie istnieć, straszne myśli mnie nachodziły, aby z tym
        aniołem nie skończyło się tak, jak z tą szablą u niego - strasznym mantem.
        Zawsze po szkole szliśmy na ul. Kruczą, tam był sklep z motorami "Junak",
        godzinami patrzyliśmy na te motory, w domu układaliśmy trasy na Mazurach, gdzie
        to pojedziemy w wakacje, jakie to piękne dziwczyny poznamy itd. W szkole
        wszyscy już wiedzieli, że będę miał "Junaka", wszyscy byli grzeczni,
        usłużni, "do rany przyłóż", bo też chcieli abym ich woził. Cena stale rosła
        tego anioła, kolega stale doparywał się nowych szczegółów, już nie tylko miało
        wystarczyć na 2 motory, ale na namioty (dzieczyny będziemy poznawać, takim
        motorom się nie oprą), na benzynę, na zabawy itd. Tak trwało to pół roku,
        schudłem, nerwy, co to będzie jak się wyda, że anioła sprzedałem? W końcu
        koniec roku, świadectwa, wakacje. Na następny dzień (całą noc nie spałem) już
        rano zapakowałem w szary papier anioła, pomyślałem sobie, niech się dzieje co
        chce - a do anioła - "do Desy jedziesz, tam cię docenią, będziesz miał lepiej".
        Przyszedł kolega, wziął tego anioła (ciężki pakunek), on go niósł, w końcu to
        mój anioł, a on będzie miał profity, więc samo przez się rozumiał, że on ma go
        dzwigać. Sklep z motorami otwierali o 11, a Dese o 10, w sam raz, dobrze się
        składa, Sklep na prawo w Kruczą, Desa przecznicę dalej w lewo, w Nowy Świat,
        blisko jedno od drugiego. W Desie nikogo, wchodzimy, kolega stawia na ladzie,
        zaczyna odwijać papier, a ten pracownik Desy - "Panowie, tu przynosi się
        antyki, starocia, nas odlewy jarmarczne, pocynowane nie interesują!!!". Dla
        mnie cały świat się zawalił, pociemniało mi w oczach. Kolega wyszedł i już nie
        chcił nieść tego anioła, ja musiałem. On też to "przeżył". Był piękny ciepły
        dzień, więc skręciliśmy na most Poniatowskiego, aby na Praskiej stronie wykąpać
        się, ochłonąć (wtedy były tam kąpieliska strzeżone na Wiśle). Jak byliśmy w
        połowie mostu, taka złość mnie wzięła, taki żal, że "ciach" tego anioła z mostu
        do Wisły, "leć ty oszuście, będziesz srebro udawał!". Jeszcze do wody nie
        doleciał, a już pożałowałem tego, bo co w domu powiem jak ojciec dopatrzy się,
        że tego anioła nie ma? To tylko kwestia czasu. Nikt nie uwierzy, że z mostu go
        wyrzuciłem, bo i po co, nieść taki ciężar, aby z "mostu", głupi jakiś czy co?
        Kolega powiedział, że nie chce mieć nic wspólnego z tym aniołem, abym go nie
        mieszał do tego, nie kazał mi wyrzucać, to tylko moja sprawa i profilaktycznie
        przestał do mnie przychodzić. Od czasu do czasu, w szkole, pytał się tylko, czy
        już moj ojciec wie, że tego anioła nie ma? Wstydziłem się do szkoły chodzić,
        źle sypiałem, stale w nerwach, co to będzie? Matka zauważyła, że coś ze mną nie
        jest dobrze, znowu schudłem, stale zdenerwowany. Tak było przez następne pół
        roku. Obmyśliłem takie wytłumaczenie, że jak się wyda, to powiem, że na lekcje
        religii go zaniosłem (aby powietrza kościelnego "złapał", postawiłem, spuściłem
        z oczu i ktoś ukradł). W końcu nastąpiło to czego się spodziewałem, ojciec
        zapytał - "Gdzie jest ten anioł co leżał na szafie? co z nim zrobiłeś?".
        Zacząłem się plątać, ojciec machnął ręką i powiedział - "Dobrze, że to
        wyniosłeś, to babka dewotka na odpuście w Okuniewie kupiła!". Żebym to ja
        wcześniej wiedział, nawet nie wiem gdzie ten Okuniew, napewno nie w Holandii.
        No i koniec tej smutnej historii, która uraz do aniołów u mnie wywołała, ktora
        taki roczny stres u mnie spowodowała, że jak widzę wizerunek anioła, to zawsze
        tamten anioł-oszust mnie się przypomina i te męczarnie które temu towarzyszyły.
        • nick_penis Re: Wyobraźnia 18.05.06, 08:22
          Pan masz niezaprzeczalny, wielki talent do tworzenia małych form literackich.
          Bezwzględnie proszę kontynuować!
        • no_no Re: Wyobraźnia - no_no :-) 18.05.06, 13:04
          Hahhahahhaha a smile
          Świetne opowiadanie, dawno nie czytałem czegoś równie dobrego. Pisane językiem
          'prostym', ale jakże trafiającym do wyobraźni, bez zbędnych alegorii, metafor,
          przenośni i innych takich tam poetyckich dupereli. Panie Kociak, śmiem
          twierdzić, że najlepsi Polscy humoryści mogliby Panu buty czyścić, a zwłaszcza
          Jan Pietrzak, któremu nie udało się nigdy na mej smętnejsmile twarzy uśmiechu wywołać.
          Pana humor jest taki naturalny, niewymuszony. Pomimo że przeczytałem Pana tekst
          jakiś czas temu, jeszcze się uśmiechamsmile)
          Cieszę się, że zdołałem namówić Pana na tak emocjonujące zwierzenia. Może warto
          byłoby pomyśleć nad napisaniem książki? Ma Pan niezaprzeczalny talent literacki.

          "Nie mogłem spać, jeść, tylko ten anioł był w mojej "głowie" [...]
          Codziennie, po kryjomu patrzeliśmy na tego anioła godzinami, cena jego stale
          rosła..."

          no_no - dzięki Panie Kociak - dawno się tak nie uśmiałemsmile))
        • wanda43 Re: Wyobraźnia 18.05.06, 20:57
          Kociak,ja cie kiedy udusze!!!Obśmialam sie jak norka.
          A ten Okuniew,to jest troche na północ od Sulejówka,jakies 3 km i teraz kręca
          tam jakis serial,bodaj Plebanie.Dokladnie nie wiem,bo nie pogladam,ale filmowcow
          widze.He,he.
          • wanda43 Re: Wyobraźnia 18.05.06, 21:07
            A wogole Kociaku,to przypomniales mi felietony Wiecha.Podobny styl.Nie
            kadze,powaznie.
            • fedorczyk4 Re: Wyobraźnia 18.05.06, 21:50
              Witam, nowa jestem u Was, ale czytam od dawna. Włączę sie jeśli można. To jest
              lepsze od Wiecha bo jest bez maniery, a jakiż wdzięk
              • kociak40 Re: Wyobraźnia 19.05.06, 02:46
                Wiedziałem, że tak będzie, wyda się to śmieszne, a dla mnie było to okropnie
                przykre przeżycie, zwłaszcza ta chwila w Desie. Muszę się przyznać (nie
                pisałem, bo się wstydziłem) ale ja do tego anioła modliłem się co wieczór w
                intecji jego zamiany na te 2 "Junaki", żeby transkcja sprawnie przebiegła,
                żeby "Junak" się nie psuł, żeby awantury w domu nie było po tej zamianie i żeby
                sam anioł nie miał tego mi za złe. Tyle tych modlitw do anioła, a taki
                rezultat. Była jeszcze druga sprawa, też z modlitwami do anioła, też
                z "zawodem". Rok poźniej, zaczął mnie boleć brzuch, pogotowie, rozpoznanie
                zapalenie wyrostka, zabrano mnie do szpitala do Pruszkowa - Wrzesinek. Pierwszy
                pobyt w szpitalu, strasznie bałem się operacji, duża sala, 8 pacjentów na sali,
                kilku gra w karty, pod ścianą jakiś umiera, jęczy. Okropne chwile. Kolacji nie
                dostałem, wieczorem przyszła do mnie pielęgniarka, położyła maszynkę z żyletką
                i powiedziała - "proszę się ogolić, jutro rano będzie operacja". Wpadłem w
                panikę, skojarzyłem, że dlatego mam się ogolić, że operacja może się nie udać i
                żeby później umarły był przygotowany do trumny. Tu mowią, że to taki tylko
                zabieg, a do śmierci przyszykowują. Całą noc siedziałem na łóżku, trzęsłem się
                ze strachu i modliłem się do Anioła Stróża, żeby dobrze się to skończyło. Miałe
                własne przybory do golenia, ogoliłem się, pokropiłem twarz wodą kolońską.
                Rano przyszła ta pielęgniarka - "ogolony!!!", "tak", "idziemy". Doprowadziła
                mnie do sali operacyjnej, kazała połażyć się na stole i poszła. Czekam. Weszło
                kilka postaci zakapturzonych, ściągneli mi piżamę. "Dlaczego pan się nie
                ogolił?!!!",
                "ogoliłem się, proszę", i ręką pociągam po twarzy. "Panie to nie tu, nie gębę
                będziem operować tylko brzuch". Sam chirurg mnie golił, a że miał starą żyletkę
                (nie to co moja - nowa), łzy mi ciekły z bólu. Dopiero jak ogolił, zostałem
                uśpiony (mogł to zrobić przecież wcześniej, widać zdenerwował się na mnie). Na
                drugi dzień po operacji, kazali mi wstać i trochę chodzić (aby zrostów nie
                było) ale strasznie jeszcze bolało, wiec nie chciałem. Weszła taka gruba
                starsza pielęgniarka - "kochasiu, mnie nikt jeszcze nie odmówił, wstaniesz sam,
                czy mam pomóc?". Bałem się tej grubej pielegniarki, więc jęcząc wstałem i tak
                zgięty we "dwoje" zacząłem chodzić. Przechodząc koło tego chorego, co jęczał
                pod ścianą (miał on stale podawane kroplówki, one zacinały się, przestawały
                lecieć, stale dzwonił do pielęgniarek w tej sprawie i tak w kółko), on
                powiedział do mnie - "panie młody, weź pan odkręć ten kranik, aby to leciało".
                Chciał aby odkręcić to odkręciłem. Nawet potwiedził, że dobrze to zrobiłem -
                "o! teraz dobrze, szybciej nawet bym nie pił". Wyszedłem taki zbolały z sali i
                widzę, że po chwili cala chmara lekarzy wali na tą salę, coś się stało,
                zaglądam i ja. Okazało się, że kroplówka jest z chłodni, nie może za szybko
                lecieć bo krew oziębi i ten chory dostał strasznych dreszczy, całe łóżko aż
                latało, tak się trząsł. Inni chorzy z tej sali wskazali na mnie, że ja
                odkręcałem kranik. Ordynator (nawet ordynator się pojawił) spytał się mnie
                dlaczego "majstrowałem" przy kroplowce. Powiedziałem, że chory tak chciał, z
                dobrego serca to zrobiłem aby pomóc. Ordynator spytał się lekarza prowadzącego
                salę - "na co ten chory leży?", "na wyrostek robaczkowy, już jest po operacji" -
                "wypisać go w cholerę, natychmiast!!!!". Już po obiedzie byłem wypisany
                (dobrze, że jeszcze obiad dali), rodzina nie wiedziała o tym, miał być wypis
                dopiero za tydzień, bez pieniędzy, do stacji kilka kilometrów, ja obolały, bo
                przecież 3 dni wcześniej operacja. Tragedia. Pomyślałem sobie, z tymi aniołami
                trzeba skończyć raz na zawsze, tylko szkody przynoszą, być może to kara za
                modlitwy do nich, bo ich wcale nie ma. Tak roztałem się z aniołami, dla mnie
                one nie istnieją, nie lubię nawet patrzeć na obrazy gdzie są. Moja wiara jest
                bez aniołów, diabły owszem mogą być, coś robią, zwłaszcza w legendach. Anioł to
                nieporozumienie, do niczego nie jest potrzebny.
                • no_no Re: Wyobraźnia 19.05.06, 22:23
                  Panie Kociak. Powalasz mnie Pan swoim poczuciem humorusmile Jesteś Pan najlepszym
                  dowodem na to, że nie wszyscy katolicy są śmiertelnie poważni. Pisz Pan książkę,
                  ja kupię ją pierwszy i będę czytał, choćby brzuch miał mi pęknąć ze śmiechusmile)

                  Kociak napisał: "Wiedziałem, że tak będzie, wyda się to śmieszne..."

                  no_no - ja bardzo przepraszam, że czasami śmieję się nawet z cudzego nieszczęściasmile

                  P.S.
                  Raz to na pogrzebie tak zacząłem się śmiać, gdy spojrzałem na twarz kolegi
                  ryczącego jak bóbr, że od tamtej pory unikam pogrzebów, by nie dać plamy
                  i wykręcam się od takich uroczystości na wszystkie sposoby.

                  Wiem, wiem, przyjdzie kiedyś kryska na matyskasmile No cóżsmile)
                  • kociak40 Re: Wyobraźnia 20.05.06, 04:09
                    Panie no_no

                    Dziękuję za okazane mi "uznanie". Chciałbym Panu, nazwijmy to - przekazać,
                    pewną sprawę, ktora mnie trochę podbudowała. Pan wysunął zarzut, że jako
                    katolik trzeba wierzyć we wszystkie przekazy podawane przez KK, czyli diabły,
                    demony, anioły itd., czego ja nie uwzględniam. Nie znam się prawdę mówiąc na
                    tym, czy tak trzeba, czy nie. Sam zdaję sobie sprawę z tego, że moja wiara
                    odbiega od normy katolickiej i nawet na tym forum, niejako "szukałem" osoby
                    podobnej do siebie. Otóż, przed dwoma dniami, odwiedziły mnie dwie panie, ŚJ,
                    ktore to przynoszą mi różne swoje pisma. Przyjmuję je wyłącznie z grzeczności,
                    widzę ich wielkie zaangażowanie, trochę dyskutuję z nimi itd. Znam już z
                    widzenia te dwie panie. Właśnie ostatnio, spytałem się ich, jakiej wiary są ich
                    mężowie? Odpowiedz jednej (młodsza, ładniejsza) bardzo mnie "podbudowała".
                    Okazało się, że jej mąż to były ksiądz. Poznali się jak byli młodzi, on był
                    księdzem wikarym w parafii gdzie mieszkała ta pani. Byli ku sobie, zakochali
                    się, on wystąpił ze stanu kapłańskiego, pobrali się, do dnia dzisiejszego są
                    małżeństwem, żyją w zgodzie. Ona obecnie jest bardzo czynnym ŚJ, on natomiast
                    jest podobnie wierzący jak ja (tak mi powiedziała dosłownie). W Boga wierzy,
                    nie wierzy natomiast w żadne obrzędy, diabły, duchy itd., patrzy stale na
                    Discovery (jak i ja), uznaje ewolucję, do koscioła nie chodzi. Bardzo mnie to
                    ucieszyło, w końcu były ksiądz, a wierzy tak jak i ja, to jest "coś", nie
                    jestem "osamotniony". Także inny wypadek, daje mi do myślenia. Często robię
                    wypady na tz. ryby, nad Bug (okolice mostu kolejowego na trasie W-wa -
                    Białystok). Tam przez kilka lat spotykalem starszego, siwego pana, wędkarza.
                    Rozmawiałem z nim, dyskutowaliśmy o rybach itd. Od mieszkańców tej osady
                    dowiedziałem się, że to ksiądz, ksiądz-emeryt, nie pełni już żadnej funkcji,
                    choruje na astmę, musi przebywać na świeżym powietrzu, stąd pewno u niego to
                    wędkowanie. Wiedząc już, że to ksiądz, zacząłem zwracać się do niego - "proszę
                    księdza". Podarowłem mu dobrej marki kołowrotek do wędki i zacząłem zadawać
                    pewne pytania (nie wszystkie na raz, przy każdym spotkaniu po jednym). Pierwsze
                    było - "proszę księdza, ja nie modlę się do żadnych świętych, nie uznaje ich,
                    czy mogę być dalej katolikiem?" - "oczywiście, może pan", następne było, że nie
                    wierzę, przynajmniej nie uwzględniam, aniołów i diabłów. Długo myślał, ale też
                    potwierdził, że można jeśli już nie mogę w to uwierzyć, trudno się mówi. Tak
                    krok za krokiem, dowiadywałem się, że mogę nie modlić się do obrazów, nie
                    uznawać pielgrzymek, nie uznawać sanktuariów. Byłem sam ciekaw, co jeszcze
                    mogę, niestety, od dwóch lat już go nie spotykam, albo ciężko chory, a być może
                    już zmarł. Może okazałoby się, że nic nie muszę robić i też mogę być katolikiem.
                    Te jego wypowiedzi nie są tak bardzo dla mnie miarodajne, bo nie wiem, czy
                    mówił to szczerze, czy tylko kurtuazyjnie, dostał dobry kołowrotek, to może
                    myślał, że i wędkę swoją z włókna węglowego mu podaruje (podobała mu się),
                    robił ustępstwa dla tej wędki.
                    • wanda43 Re: Wyobraźnia 20.05.06, 07:15
                      Nie wazna jest jakosc,ale ilosc.Kazda sztuka sie liczy.

                      PS.Przypomniales mi Kociak,ze musze sie wybrac do Brańszczyka,odwiedzic
                      emigrantow z Warszawy.Piekna okolica.
                    • no_no Re: Wyobraźnia 21.05.06, 00:15
                      Dziękuję za okazane mi "uznanie".
                      ~~~~
                      Proszę bardzosmile Wyraziłem uznanie dla Pana poczucia humoru szczerze
                      i z największą przyjemnością.
                      ~~
                      Sam zdaję sobie sprawę z tego, że moja wiara odbiega od normy katolickiej i
                      nawet na tym forum, niejako "szukałem" osoby podobnej do siebie.
                      ~~
                      I co? Jak domyślam się, jak do tej pory nie udało się znaleźć kogoś podobnego do
                      siebie w sensie duchowym? A to już - jak zapewne Pan wie - sprawka życia –
                      Natury - która zadbała o to byśmy byli całkowicie różni jedni od drugich.
                      Ha! Widać wie co robi i ma w tym jakiś tylko jej wiadomy cel.
                      ~~
                      Tak
                      krok za krokiem, dowiadywałem się, że mogę nie modlić się do obrazów, nie
                      uznawać pielgrzymek, nie uznawać sanktuariów. Byłem sam ciekaw, co jeszcze
                      mogę […] Może okazałoby się, że nic nie muszę robić i też mogę być katolikiem.
                      ~~
                      Panie Kociak40, domyślam się, że Pana pytania skierowane do Świadków Jehowy,
                      księdza, czy ludzi uczestniczących w dyskusjach na forum - wynikają li tylko
                      wyłącznie z Pana ciekawości świata i ludzi, z potrzeby intelektualnego dyskursu,
                      czy zwykłej rozmowy z drugim człowiekiem, a nie z potrzeby utwierdzenia się w
                      swoich przekonaniach o słuszności wytyczonej sobie drogi. Wydaje mi się, że tę
                      już dawno wyznaczyłeś Pan sobie sam, na podstawie swojej wiedzy, intuicji, no
                      i chyba jednak wyobraźnismile
                      Pozdrawiam i życzę szerokiej drogismile

                      ...Przepraszam, a Szanowny Pan na prawo, czy na lewo? Bo ja idę w diabłysmile -
                      prosto przed siebie, gdzie oczy poniosą. Oczywiście, a jakżeby inaczej,
                      w towarzystwie swego nieodłącznego osobistego przyjaciela, Anioła Stróżasmile

                      P.S. Przepraszam, że z takim dużym opóźnieniem odpowiadam na Pana listy.
                      Tu muszę wyjaśnić szczerze, Panu i pozostałym forumowiczom, jaka jest mianowicie
                      tego przyczyna. Otóż ja najbardziej lubię czytać swoje listy, i to
                      wielokrotnie!smile A gdy mi się już znudzi napawanie swoją mondrością i elokwencją,
                      dopiero wtedy zabieram się za czytanie, co ewentualnie inni mają do powiedzenia
                      w temaciesmile Czy też tak macie, moi drodzy towarzysze podróży?

                      No_no - AHOJ! Wieczni wędrowcy…

                      -----

                      Heaven Is For Everyone
                      • kociak40 Re: Wyobraźnia 21.05.06, 00:34
                        ""Otóż ja najbardziej lubię czytać swoje listy, i to
                        wielokrotnie!smile A gdy mi się już znudzi napawanie swoją mondrością i elokwencją,
                        dopiero wtedy zabieram się za czytanie, co ewentualnie inni mają do powiedzenia
                        w temaciesmile Czy też tak macie, moi drodzy towarzysze podróży?"" no_no

                        Oczywiście, u mnie nawet więcej. Bardzo cęsto rozmawiam sam z sobą, w końcu
                        rozmowa z prwadziwie inteligentnym człowiekiem jest przyjemnością.
                        • no_no Re: Wyobraźnia 28.05.06, 13:47
                          no_no napisał:

                          ""Otóż ja najbardziej lubię czytać swoje listy, i to wielokrotnie!smile A gdy mi
                          się już znudzi napawanie swoją mondrością i elokwencją, dopiero wtedy zabieram
                          się za czytanie, co ewentualnie inni mają do powiedzenia w temaciesmile Czy też tak
                          macie, moi drodzy towarzysze podróży?""
                          ~~~~
                          kociak40:
                          > Oczywiście, u mnie nawet więcej. Bardzo cęsto rozmawiam sam z sobą, w końcu
                          > rozmowa z prwadziwie inteligentnym człowiekiem jest przyjemnością.
                          ~~~~
                          Ach! Przepraszam, zamyśliłem się deczko czytając na okrągło swoje listy.
                          Ponieważ jednak po czasie lekuchno znudziło mnie czytanie swoich mondrości,
                          oto naglesmile odkryłem, że tuż obok mnie ktoś rozmawia sam ze sobą na samsmile
                          Rozumiem Pana, rozumiem Panie Kociak, albowiem samotność, jak gdzieś czytałem -
                          jest przeznaczeniem człowieka inteligentnego. Głupcy natomiast zbijają się
                          w stadosmile tworząc np. Kościoły i inne takie tam przybytki zbiorowego du(y)maniawink

                          no_no - to miłych rozmów życzęsmile
                          • kociak40 Re: Wyobraźnia 29.05.06, 01:50
                            ""Rozumiem Pana, rozumiem Panie Kociak, albowiem samotność, jak gdzieś
                            czytałem -
                            jest przeznaczeniem człowieka inteligentnego. Głupcy natomiast zbijają się
                            w stadosmile tworząc np. Kościoły i inne takie tam przybytki zbiorowego du(y)
                            maniawink"" - no_no

                            Samotność, oczywiście, kiedy człowiek liczy się ze wszystkimi, wtedy nikt nie
                            liczy się z nim. Podobno Paganini grał na jednej strunie, ale tylko dlatego, że
                            jej nie przeciągał.Myślenie o sobie - jest zawsze aktualne, słowa trzeba
                            szanować, tylko głupocie nie brakuje słów. Ja cenię samotność, bardzo lubię
                            koty, właśnie za ich indywidualizm, chodzą "własnymi drogami". Tam, gdzie jest
                            dużo ludzi, jest mało przyjaciół. Samotność jest dobra, ale ma i
                            niebezpieczeństwa. Człowiek, który wzniósł się wysoko, rzadko ląduje normalnie,
                            brak mu krytycyzmu innych.
Pełna wersja