moja zona jest w ciąży (5 tydzień)
chodzi od czasu do czasu do kościoła, modli się i generalnie jest dobrym
człowiekiem (jak wiadomo przeciwności się przyciągają).
Staraliśmy się o dziecko od roku, udało się odpiero teraz. W międzyczasie
nawet ja się modliłem i prosiłem Boga żeby w końcu coś zrobił do cholery.
Obydwoje jesteśmy zdrowi jak przysłowiowe byki, nie chorujemy, nie palimy,
nie chlejemy denaturatu ani nie ćpamy. No ale dziecka spłodzić nie mogliśmy
przez cały czas.
Udalo się to dopiero wtedy kiedy poszliśmy do lekarza-specjalisty, za którym
stała nauka a nie modlitwy i kalendarzyk.
Dzięki lekom polepszającym poziom hormonów, liczbe i aktywność plemników oraz
radom dotyczącym sposobu życia i odżywiania w końcy spłodziliśmy płód.
I tak sie teraz zastanawiam, dlaczego Bóg, zakładając że istnieje i że jest
sprawiedliwy, pozwala spładzać żulom dzieciaki jedno za drugim, wiedząc że w
przyszłości, jeśli dożyją, to zostaną żulami i dziwkami z hivem tak jak ich
rodzice a ludziom z klasy średniej czyni takie trudności?
Jakiś czas temu, zanim zaciążyłem żonę zastanawiałem się poważnie nad tym, że
jeżeli do końca roku nie zajdzie w ciąże w sposób naturalny to trzeba zacząc
myśleć o innych sposobach, tak krytykowanych przez kler katolicki jak
inseminacja, in vitro czy mikromanipulacja.
Wierzcie mi lub nie, gdyby te sposoby byłyby jedynymi by mieć dzieci, moje
dziecko z ust swojego taty nigdy by nie usłyszało bajek o Bogu, aniołkach i
papieżu. Wtedy byłbym w stanie wyrzec się mojej wiary, która i tak jest mocno
podkopana.
Myslałem ze jestem głeboko wierzący, aczkolwiek skrajnie antyklerykalnie
nastawiony, ale ta sytuacja dała mi wiele do myslenia.
Prosisz o coś Henryka a tu dupa, nima nic.
obym nie musiał tego przeżywać w realnym świecie. nie mówie porzuceniu wiary
bo to bym zrobił szybciej i łatwiej niż mysl o niemożności posiadania
własnego dziecka lub dzieci.
ps. kiedy już wiwedziałem ze zona jest w ciązy w luznej rozmowie z rodzina
zagadałem o tym ze chrzest nie jest konieczny i ze mozna sie zastanowic nad
tym zeby dziecko samo wybrało sekte w ktorej chce życ. dostałem
kontrargument:nawet za komuny milicjanci, partyjni i esbecy chrzcili dzieci.
i gdzie tu do jansej cholery aspekt religijny?