xxara
30.01.07, 21:01
Ciągle coś z niego wycieka, jak trzeba kogoś udupić, wystarczy pogrzebać i
donosik się znajdzie. Bywa też, tak jak w przypadku opisanym poniżej, że
trzeba teczkę przełożyć na wyższą półkę -chodzi o sprawę
południowoamerykańskiego sponsora Radia de Santa Maria:
wiadomosci.gazeta.pl/wiadomosci/1,53600,3885990.html
IPN: nie będzie śledztwa w sprawie Jana Kobylańskiego
Pion śledczy Instytutu Pamięci Narodowej odmówił wszczęcia śledztwa w sprawie
domniemanego wydania podczas wojny ukrywających się Żydów w ręce gestapo
przez 84-letniego Jana Kobylańskiego - dzisiaj polonijnego biznesmena z
Urugwaju i sponsora Radia Maryja. IPN nie udało się ustalić ponad wszelką
wątpliwość, by był on tym samym Januszem Kobylańskim, który w latach 40. był
podejrzany w Polsce o "szmalcownictwo".
Od wiosny 2005 r. IPN prowadził postępowanie sprawdzające w tej sprawie. "W
jego toku nie zdołano potwierdzić, z uwagi na niepełne dane osobowe sprawcy,
żeby były konsul honorowy RP Jan Kobylański był tą samą osobą, która jako
Janusz Kobylański była podejrzaną w latach 40." - powiedział we wtorek prok.
Paweł Karolak z pionu śledczego IPN w Warszawie. Dodał, że poszukiwania
informacji w tej sprawie prowadzono nie tylko w Polsce (archiwa, Muzeum w
Oświęcimiu, MSZ), ale także w Niemczech (obóz Gross-Rosen) i Izraelu i USA.
Wiadomo, że w latach 1947-1948 prowadzono w Polsce postępowanie przeciw
Stanisławowi Kobylańskiemu i jego synowi Januszowi, m.in. o wymuszenie
świadczeń od ukrywających się Żydów. Z akt tego postępowania wynikało, że
pewna kobieta zeznała, iż na przełomie 1942-1943 r. Janusz Kobylański obiecał
żydowskiej rodzinie Szenkerów wyrobienie - za pewną sumę pieniędzy -
fałszywych dokumentów. Wkrótce w kryjówce Szenkerów pojawiło się gestapo,
dysponujące m.in. danymi, które Żydzi przekazali Januszowi Kobylańskiemu w
celu wyrobienia tych dokumentów. Okazało się jednak, że polski policjant,
któremu gestapo przekazało Żydów w celu odprowadzenia ich do getta, został
przez nich przekupiony obietnicą otrzymania pieniędzy i ich zwolnił. Rodzina
Szenkerów uznała, że wydał ich właśnie Janusz Kobylański.
Postępowanie wobec Janusza Kobylańskiego najpierw zawieszono w 1948 r., a
umorzono w 1955 r. - akta jego sprawy zaginęły. IPN ustalił, że Stanisław
Kobylański (wobec którego śledztwo umorzono w latach 40. z powodu braku
dowodów winy) miał trzech synów - imiona dwóch ustalono, w tym Jana, b.
konsula honorowego RP w Ameryce Płd.
Formalną podstawą odmowy śledztwa są argumenty prawne - że nie można dwa razy
prowadzić śledztwa wobec tych samych osób o ten sam czyn oraz że taką formę
szmalcownictwa wobec Żydów, która nie zakończyła się ich śmiercią, obejmuje
amnestia z 1956 r. Pozwala ona ścigać tylko tych "szmalcowników", którzy w
efekcie spowodowali śmierć swych ofiar.
- IPN nie zdobył nowych dowodów, by móc zmienić uznaną przez IPN za
prawidłową kwalifikację prawną przyjętą w całej sprawie w latach 40., gdy
surowo ścigano wszelką współpracę z Niemcami; trzeba było się oprzeć na
ówczesnym materiale archiwalnym - podkreślił Karolak.
Sam Jan Kobylański nie został przez IPN przesłuchany. "Nie było takiej
potrzeby, a ponadto nie można go było przesłuchać w ramach postępowania
sprawdzającego; trzeba byłoby wtedy wszcząć formalne śledztwo" - dodał
Karolak.