Baśń, która jest prawdą

13.06.07, 13:25
Jest taka teoria. Mówi o naszym świecie.

Posługujemy pojęciami, które w oparciu o INFORMACJE docierające do naszych
mózgów-odbiorników, analizując, a potem syntetyzujac te składniki w większe
agregaty, te mózgi tworzą.

Co jest, a czego nie ma?

Oczywiście nam się wydaje, ze wszystko, co nasze mózgi wygenerują "jest".
Ale... czy odbity w lustrze fragment przestrzeni "jest", czy nie jest? Który
jest prawdziwy, czy ten źródłowy, czy ten wtórny? A w ogóle, co to znaczy, że
coś "jest"? A może tak naprawdę niczego nie ma, a tylko istnieją rózne
poziomy złudzeń?

Wyjdźmy właśnie od tego: wszystko, co dla naszych mózgów istnieje jest wtórne
od informacji, która im została dostarczona, a fakt zaistnienia jakiegoś
obiektu jest skutkiem istnienia mózgu-odbiornika, potrafiącego jak pryzmat
rozszczepiać strumień informacyjny na składniki i układać z niego
pstrokaciznę wzorów jak w zabawce kalejdoskopie. Inny zestaw pryzmatu i
kalejdoskopu, złożonych w jeden mechanizm, skutkuje nieco innym modelem
wyjściowym, innym człowiekiem. Cóż więc mamy naprawdę? Tylko strumień
informacji o zewnętrzu.

A czym jest wnętrze? Mózg? Pojedyńcza komórka organizmu biologicznego? Atomy,
cząstki elementarne, kwarki... struny?

Wciąż mniejsze i mniejsze elementy, ale w tym marszu ku początkowi gdzieś
jest granica. Tam się "zaczyna" nasz świat, świat informacji. Bo czym, jeśli
już nie tylko i dokładnie, i wyłącznie nią jest wszystko? Na ekranie widzimy
ramki, tekst, grafikę, ale naprawdę są tylko piksele, a jeśli na to spojrzeć
głębiej, to programowo wysyłane ku naszym oczom kwanty energii. Wysyłane? Co
to znaczy "wysyłane"? Tylko tyle, że w jednym miejscu (o tym zaraz), tam
gdzie lokalizujemy "nadawcę", zmienił się stan informacyjny, a jego skutkiem
stała się zmiana stanu informacyjnego odbiornika. A więc istnienie, działanie
wszystkiego, absolutnie wszystkiego sprowadza się do zmian stanów, do
przekazywania ilości, do przesyłania informacji.

A co to jest miejsce?

Wiemy już, że przestrzeń jest skutkiem, że jej "wyobrażenie" w naszych
mózgach (1), uproszczone, i w ogóle (2), już bardziej ogólnie widziane
poprzez reguły matematyczno-fizyczne to skutek reguł przenoszenia informacji
między najmniejszymi elementami składowymi świata. A przeciez nawet naszym
mózgom wydaje się ona raz taka, a drugi raz inna - pokrzywiona w krzywym
zwierciadle, zwichrowana z zgęstkach i rozrzedzeniach powietrza nad
rozgrzanym asfaltem drogi, załamana na granicy faz ośrodków o różnych
gęstościach. Gdyby nie pewien automatyzm działania naszych mózgów, nie
moglibyśmy być pewni, jak to z tą przestrzeną jest, a i tak przecież wpadają
one czasem w pułapkę i szamoczą się w dwustanie interpretacyjnym, czy model
sześcianu narysowany na płaszczyźnie widać od "lewego dołu", czy od "prawej
góry".

O masie też wiemy pośrednio, bo jest to informacja "o" masie, a nie jakaś
bezpośrednia identyfikacja masy.

Masa, energia, przestrzeń to tylko informacje "o" czymś, co interpretujemy
jako te pojęcia. I jeszcze sam fakt zmienności czyli przekazania tej
informacji... Gdy jest obserwowany dla uśrednionej, większej ilości
mikroobiektów świata, jest nie do końca określony, płynny, zależny od porcji
elementów i ilości stanów elementarnych przekazań, składających się na
elementarne zmienności - bo gdy gdzieś, wśród elementów zmieniajcych się,
zmienność nie wystąpi, to nie zostanie dalej przekazana informacja o
zmienności. Element niezmienny zamiera w pozornym bezruchu informacyjnym,
czas dla niego zwalnia, może nawet staje. Czas, któy my od zewnątrz,
globalnie dla pewnego rejonu, otoczenia próbujemy okreslić. Czas, który jest
względny zawsze i wszędzie i który zależy od pewnego niezmiennika, na tle
którego tę zmienność chcemy ustalić.

Czy jeszcze coś składa się na nasz świat?

To są wyłącznie elementy, ale nie chaotyczne, bo istniejace w,
prawdopodobnie, 11-wymiarowej tablicy, macierzy, powiązane zależnościami,
które zainicjowały pierwotnie ich "ruch", po prostu zmienność.

Wszystko jest tak proste, jak to tylko możliwe. I tak jest z naszym
Wszechświatem. Nie było dwóch ruchów - stworzenia i inicjacji zmienności. To
sam akt tworzenia stał się tą inicjacją. Wtedy gdy powstawała pierwotna
macierz, aż do nieskończoności, w której wciąż na swych peryferiach się ona
nadal rozbudowuje, pierwotne oddziaływanie przenoszone strumieniem
informacji, od rubieży do wnętrza, które dawno, miliardy lat temu w skali
długości istnienia kosmosu, ustabilizowało nasz rejon przestrzeni. Kreacja
wciąż trwa, ale daleko poza horyzontem, a do nas docierają już tylko jej
bardzo, bardzo dalekie echa. Ale wciąż docierają. A przecież nawet nie
wiadomo, czy nasz obszar świata nie jest nieskończenie odległy od samego
prawdziwego początku i nie wiadmom jak daleko od centrum geometrycznego
macierzy teraz się znajdujemy.

Każda baśn powinna się zaczynać od dawno, dawno temu było... Coś było -
prawda i fałsz, tak i nie, 0 i 1, i... I co jeszcze? Jest jakiś algorytm,
który możemy sobie wyobrazić, o którym jeszcze nie wiemy, ale który idealnie
pasuje do fizyczności Wszechświata. Umieszczony nigdzie, odtworzony w naszej
wyobraźni. I choćby zabrakło jakichkolwiek mózgów, by sobie go kiedyś
uświadomić, to przecież jeśli jego istnienie jest możliwe, to on już jest. i
to właśnie jest akt kreacji naszego świata, ale takze i wszystkich innych
możliwych światów.

Nigdzie i nigdy, bo gdzieś i kiedyś to już cechy wnętrza naszego świata. Inne
światy mogą być prostsze i nie mieć na przykład przestrzeni, ale mogę być też
i bardziej złożone od naszego i może mają "coś więcej", co stanowi ważny
element ich widzianej z wnętrza struktury.

Ja uważam, że tak właśnie jest. Ale Wy możecie tę opowieść potraktować jako
baśń. Wolna wola. Możecie też wierzyć, że świat stworzył stwórca, choć pewnie
nie będziecie konsekwentni, bo już nie odpowiadacie na pytanie, kto jego
stworzył. Ja wolę istnienie, które jest nieistnieniem i pozór, który jest tak
doskonały, bo widziany "od wnętrza" nie może być inny. A od zewnętrza nie da
się zobaczyć przecież... nic, bo każdy taki akt jest przesłaniem informacji,
a przecież Wszechświat tylko tym jest - ściśle podlegającym pierwotnemu
algorytmowi przesyłaniem informacji pomiędzy elementami macierzy.

Trochę to miejscami skomplikowane, ale to tylko pierwsze wrażenie. Świat jest
prosty, logiczny, matematyczny i... piękny w tej swojej strukturze. A więc
trwajmy w nim. Uczmy się go, bo niczego poza nim nie mamy, bo nim jesteśmy,
bo jesteśmy jego myślą, jego marzeniem o wielkości, o ewolucji ku
doskonałości, o panowaniu nad sobą samym.

I to już koniec tej baśni. smile
    • beretelwi Re: Baśń, która jest prawdą 13.06.07, 14:04
      ja jednak wole "matematyke" S.Lema a nie Dawkinsa
      prawo A.Dondy tlumaczy to co napisales
      pozdrawiam
      PS lubie sprowadzac temat do paru zdan zaledwie...
      • beretelwi Re: Baśń, która jest prawdą 13.06.07, 15:50
        informatyczne podejscie do stworzenia jest bliskie memu sercu.
        "Niech sie stanie"
        E=mc2 nalezy poddac weryfikacji
        • grgkh Re: Baśń, która jest prawdą 17.06.07, 10:02
          No tak, przecież nasze otoczenie "istnieje", istniejemy też my. Jest
          informacja. Wystarczy, że ona jest, niczego więcej być nie musi.
          • beretelwi Re: Baśń, która jest prawdą 19.06.07, 15:45
            informacja jako jeszcze jeden stan materii - tak ja to widze
            pozdrawiam
            • grgkh Re: Baśń, która jest prawdą 19.06.07, 16:23
              beretelwi napisał:

              > informacja jako jeszcze jeden stan materii - tak ja to widze
              > pozdrawiam

              Informacja nie jest jeszcze jednym stanem materii. Materia,
              niejako "definicyjna", istnieje tylko w naszych głowach, w modelu (oczywiście
              informacyjnym) świata, natomiast pewien zespół oddziaływań, zmienności
              otoczenia, które nazywamy "rzeczywistoscią", interpretujemy jako materię.
              Przecież: przechodzi ona równoważnie w energię, a jej obecność stwierdzamy jako
              skutek fizyczny. Zwróć uwagę na analogię do innych złudzeń naszych zmysłów:
              kolory, smaki, a także obiekty materialne odbite w lustrze, które niczym
              wzrokowo się nie różnią od swoich oryginałów. Jeden (materialny?) foton
              przechodzący przez szczeliny zachowuje się jak para niematerialnych fal. W
              istocie rzeczy zaciera się różnica między materią i energią. A więc czym to
              wszystko jest? Na pewno jest INFORMACJĄ, którą interpretujemy jako materię lub
              energię. I tego się trzymajmy.
              • beretelwi Re: Baśń, która jest prawdą 19.06.07, 16:26
                ni mniej ni wiecej:
                udowodniles moje twierdzenie, ze informacja jest nastepnym stanem materii
                pozdrawiam
                • grgkh Re: Baśń, która jest prawdą 19.06.07, 16:42
                  beretelwi napisał:

                  > ni mniej ni wiecej:
                  > udowodniles moje twierdzenie, ze informacja jest nastepnym stanem materii
                  > pozdrawiam

                  Mmmmmm? smile)) fajnie. smile
Pełna wersja