30.06.07, 11:46
H.L. Mencken zdefiniował kiedyś sumienie jako wewnętrzny głos ostrzegający nas, że ktoś może patrzeć.

-=-=-=-

Znalazłem to w "Bogu urojonym" R. Dawkinsa, pomyślałem trochę i... naprawdę bardzo mi się to podoba. smile
Obserwuj wątek
    • kociak40 Re: Sumienie 06.07.07, 01:24
      Co do tego wewnętrznego głosu, który jest nazywany też aniołem strózem,
      sumieniem itd. W TV dawali taki przykład, że cos w tym jest. Powtórzę tak jak
      to było powiedziane w TV.
      Student ma iść rano na jakiś egzamin. Pomyslał chwile i powiedział sobie w
      duchu- "nie idę, przecież nic nie umiem, po co bedę szedł?"
      Głos Wewnetrzny mu odpowiedział - "idz, przecież trochę uczyłes sie, trochę cos
      tam umiesz!"
      Student zastanowił się chwile i posłuchał, poszedł.
      W auli podszedł do stołu gdzie były koperty z pytaniami i wziął koperte z
      prawej strony. Głos Wewnetrzny aż zawył - "nie bież tej, weź drugą kopertę z
      lewej!!!!". Student posłuchał, odłozył kopertę i wziął drugą z lewej, tak jak
      kazał mu Głos Wewnetrzny. Otworzył ją, przeczytał pytania, były tak trudne, że
      aż wyrwału mu się - "o k.....!", i tu Głos Wewnetrzny zawtórował - "ja
      p.....!!!".
      Jak z tego wynika, Głos Wewnetrzny jest przyjacielem naszym, też przezywa.
    • markus.kembi Re: Sumienie 06.07.07, 02:03
      "Ktoś może patrzeć" - to chyba nie jest najlepsze wytłumaczenie jak sumienie
      "działa". A jeśli ktoś zazwyczaj nie zrobiłby nic złego, ale świadomość bycia
      obserwoanym skłania go do niemoralnego postępowania?
      • stary_zgred1 Re: Sumienie 06.07.07, 15:33
        Czy wobec tego sumienie znika gdy człowiek jest sam? Odosobnienie = brak
        sumienia. chyba jednak nie big_grin
        • grgkh Re: Sumienie 06.07.07, 15:52
          Sumienie to szczególna postać zbioru zasad naszej interakcji z całym światem
          zewnętrznym, także i tym nieożywionym, który ludzie często w swej wyobraźni
          potrafią "ożywiać".
      • grgkh Altruizm i egoizm 06.07.07, 15:49
        Zawsze postępujemy według jakichś zasad - coś nas motywuje do takiego lub
        innego zachowania. Nazywamy je moralnymi, bo służą one do oceny korzyści lub
        strat, które są ich skutkiem, dla nas i dla innych. Mogą być podobne lub
        odbiegać, czasem dość znacznie, od powszechnie akceptowanych w danej
        społeczności. Kryterium zgodności z nimi wpływa na ocenę, czy to postępowanie
        jest "dobre" czy "złe". Oceniamy siebie i innych, a także ci inni oceniają nas,
        a przecież również wiemy o tym, że inni "wiedzą" o naszych ocenach. Liczymy się
        z konsekwencjami, bo wiemy, ze zarówno nasze zasady postępowania, jak i zasady
        innych mogą podlegać zmianie.

        Dążymy do tego, by świat wokół nas był przewidywalny. Po to szukamy reguł
        działania świata nieożywionego, ale też i środowiska, w którym egzystują byty
        posługujące się zmiennymi zasadami swego postępowania.

        Reguła, że z ciemnej chmury może spaść deszcz zasadniczo nie różni się od
        innej, która określa, że wyszczerzone kły są symptomem agresji. A jednak ta
        druga dopiero wtedy staje się wiarygodna, jeśli w danej społeczności stanie się
        powszechna. Tak więc, aby nie być podejrzewanym o agresywność, nie będziemy się
        szczerzyć, bo ktoś może nasze kły zobaczyć. I wtedy nie jest iostotne, czy ten
        drugi istnieje obok, czy nie - wystarczy, ze my zrobimy takie założenie.

        Może to się na pierwszy rzut oka wydać dziwne, ale zwierzęta wewnątrz grup
        jedno- i wielogatunkowych też stosują pewne zasady postępowania. W większości
        uczą się ich przez podpatrywanie zachowań. Drapieżniki potrafią się bawić lub
        ćwiczyć zachowania przydatne potem podczas łowów, jednak nie czyniąc krzywdy
        swoim współplemieńcom. Czyż nie przypomina to formowania się zasad moralności
        ludzkiej?

        Jest w tym procesie coś z automatyzmu, którego my, posiadacze zdolności
        myślenia abstrakcyjnego, u siebie już niemal nie zauważamy. Czasem tylko
        zaskakuje nas, dlaczego właśnie tak postąpiliśmy?

        Z jakegoś "powodu" komórki naszego ciała działają według pewnych zasad -
        pobierają pokarm i tlen, produkują energię, współistnieją ze swymi sąsiadkami.
        Dlaczego? Ponieważ istnieją *programowe możliwości* do takiego działania.
        Komórki wynaturzone, nowotworowe, pozbawione "zahamowań", ograniczeń w swym
        działaniu, spowodują zagładę całego oraganizmu, którego częścią są. Istoty
        żywe, które nie istnieją poza środowiskiem z innymi organizmami, jeśli będą
        działały nazbyt egoistycznie, a jednocześnie destrukcyjnie dla otoczenia mogą
        to środowisko zniszczyć, same przy tym ponosząc śmierć.

        Czy ta ogólna zasada nie przypomina tej z "patrzeniem" na nas? Czy to nie jest
        metoda działania ze sprzężeniem zwrotnym - istniejemy wewnątrz pewnego układu,
        a więc istnieje jakiś stan, który powoduje jego największą stabilność, a więc
        jeśli nie będziemy jej zbytnio naruszać, to i sami ocalejemy?

        I tak altruizm staje się inną formą egoizmu.

Nie masz jeszcze konta? Zarejestruj się


Nakarm Pajacyka